Obsesja - Akio Tetsuryouko

Kup ebooka

30.29 zł
25.14 zł (25,22 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Lustro

Gabinet Claire był chłodny, minimalistyczny, sterylnie uporządkowany. Białe ściany, przygaszone światło, delikatny zapach czarnej herbaty i kadzidła z jałowca. Wszystko miało tu swoje miejsce. Tak samo jak w jej życiu. Albo raczej - jak powinno je mieć.

Zegar na ścianie przesunął wskazówkę. 17:00.

Drzwi otworzyły się bez pukania.

Elena weszła cicho, niemal płynnie, jak cień przeciskający się przez szparę w drzwiach. Była młodsza, może o dziesięć lat. Drobna. Ubrana z pozorną niedbałością, ale z wyczuciem - czerń i granat, przygaszona czerwień ust. Jej oczy - ciemne, zmęczone - wbijały się w Claire jak ostrza.

Claire skinęła głową, wskazując krzesło naprzeciw.

- Elena, dzień dobry.

- Mhm.

Siadła bez słowa. Bez kurtuazji. Bez zbroi.

Claire sięgnęła po notatnik, ale nie otworzyła go. Przez chwilę tylko patrzyła. Skanowała. Analizowała. Zawodowy chłód zderzał się z czymś... trudnym do zdefiniowania.

- Jak się dziś czujesz?

- Tak samo - odpowiedziała Elena. - Jak ktoś, kto budzi się codziennie i nie wie, czy to już piekło, czy jeszcze sen.

Claire nie odnotowała niczego. Zamknęła na chwilę oczy.

- Co jest najgorsze w tych porankach?

- To, że mam nadzieję. Że może dziś będzie inaczej. A potem wszystko wraca. Wszystko.

Cisza. Zegar tykał natrętnie.

Claire pochyliła się lekko do przodu.

- Czy nadal czujesz się obserwowana?

Elena spojrzała na nią, jakby chciała rozerwać ją wzrokiem.

- To już nie kwestia uczucia. To pewność. On tam jest. Zawsze.

- Kto?

Elena milczała. Patrzyła. Uśmiechnęła się lekko, ironicznie.

- A może pani?

Claire poczuła nagły chłód na karku. Przez sekundę - nie więcej - coś w jej własnym wnętrzu drgnęło. Dawno nieczuły nerw.

Elena nachyliła się do przodu, powoli, jak drapieżnik do ofiary.

- Pani też się boi, prawda?

I wtedy Claire to poczuła: nie była już tylko terapeutką. Coś zostało przekroczone. Próg. Granica. Lustro pękło - i to, co było po drugiej stronie, zaczęło się wyłaniać.

***

Claire odsunęła się nieznacznie na fotelu. Ruch drobny, niemal niezauważalny - ale Elena go dostrzegła. Jej usta zadrżały w cieniu satysfakcji. Napięcie między nimi zgęstniało jak dym, nie było już słów, tylko spojrzenia i oddechy.

- Dlaczego miałabym się bać? - spytała Claire chłodno.

- Bo czasem to, czego najbardziej się boimy... siedzi w nas. - Elena mówiła cicho, ale jej słowa uderzały twardo. - I pani to wie. Zbyt dobrze.

Claire odruchowo zacisnęła palce na ołówku, który trzymała. Kiedyś już słyszała coś podobnego. Zbyt dawno temu, by było świeże, ale zbyt wyraźnie, by zapomnieć. Twarz, głos, dotyk sprzed lat. Cień mężczyzny, którego nazwiska nie wypowiadała od dekady.

- Jesteś tu, by mówić o sobie, nie o mnie.

- A jeśli jesteśmy tym samym? - Elena przechyliła głowę jak dziecko obserwujące pęknięte zwierciadło. - Może pani mnie tylko nie pamięta. Ale ja... ja znam panią. Intuicyjnie. Jak ciało, które pamięta ból, nawet jeśli umysł zapomniał.

Słowa osiadły między nimi jak kurz na martwej skórze. Claire nie odpowiedziała. Wpatrywała się w Elenę, próbując odnaleźć punkt zaczepienia - coś racjonalnego, coś logicznego. Ale w tej dziewczynie nie było logiki. Była jak wir, który wciągał.

Claire sięgnęła po filiżankę. Drżała. To ją zaniepokoiło bardziej niż cokolwiek innego. Drżące dłonie były zawsze pierwszym objawem. Początkiem. Tym, co pojawiało się przed tym, zanim wszystko znów zaczynało się rozpadać.

- Spotkamy się w czwartek o tej samej porze - powiedziała, kończąc sesję.

Elena wstała powoli, przeciągle. Zbliżyła się do drzwi, po czym zatrzymała się i odwróciła.

- Tylko jedno pytanie.

Claire milczała.

- Jak długo może pani udawać, że to ja jestem pacjentką?

Drzwi zamknęły się cicho. Zegar tykał. Claire została sama. I po raz pierwszy od lat... poczuła, że to ona jest obserwowana.

Pęknięcie

Apartament Claire był dokładnie taki, jak ona: chłodny, bezpieczny, pozornie doskonały. Beton, szkło, stal - wnętrze wyjęte z katalogu, sterylne i puste, jakby nikt w nim naprawdę nie mieszkał. Tylko książki - uporządkowane alfabetycznie - zdradzały obecność człowieka. I kilka butelek wina, niektóre puste.

Była 23:41.

Claire siedziała na podłodze w sypialni, oparta plecami o ścianę. Przez okno sączyło się blade światło ulicznych latarni. W dłoni trzymała kieliszek czerwonego wina, którego nie piła. Tylko patrzyła. Jakby mogło ją uspokoić samym istnieniem.

Nie mogła zasnąć. Nie dziś.

Obraz Eleny tkwił w jej głowie jak drzazga pod paznokciem - irytujący, bolesny, niemożliwy do usunięcia. Te oczy. Ten ton. Słowa. Może pani mnie tylko nie pamięta.

Claire przymknęła oczy.

I wtedy znów poczuła to uczucie. Stare, znajome, od lat uśpione.

Cień.

Niepokój bez przyczyny. Dreszcz na skórze. Głuchy, wewnętrzny szmer, jakby coś pękało bardzo powoli, głęboko w środku. Jakby jej umysł - ten idealnie wyćwiczony mechanizm - tracił szczelność.

Podniosła się i podeszła do okna. Spojrzała na ulicę. Nic. Kilka świateł. Opustoszałe chodniki. Londyn spał.

Ale ona czuła, że coś ją obserwuje.

Coś, co znało ją lepiej niż ona sama.

"Jak długo może pani udawać, że to ja jestem pacjentką?"

Claire cofnęła się od szyby, jakby jej własne odbicie mogło ją zaatakować. W lustrze naprzeciwko stała kobieta, której nie rozpoznawała. Zbyt blada. Zbyt zmęczona. Oczy miała... obce.

Tego wieczoru po raz pierwszy od lat sięgnęła po stare pudełko, ukryte w dolnej szufladzie komody. Drżały jej ręce. Otworzyła je powoli. W środku - fotografie, wycinki, listy. Część z nich pożółkła, inne wyglądały, jakby były dotykane codziennie.

Na dnie - zdjęcie młodej dziewczyny z rozmazanym cieniem mężczyzny w tle.

Claire spojrzała na nią długo. A potem szeptem, jakby bała się, że ktoś ją usłyszy, powiedziała:

- To niemożliwe.

Ale wiedziała, że już za późno. Przeszłość się obudziła. A z nią wszystko, co starała się pogrzebać.

***

Zdjęcie w dłoniach Claire drżało, ale nie przez chłód. Palce ściskały je zbyt mocno, jakby chciała je zgnieść, zniszczyć, wymazać. Ale nie mogła. Przeszłość, raz rozbudzona, nie dawała się tak łatwo uciszyć.

Zamknęła oczy. Zacisnęła powieki tak mocno, że zabolały.

I wtedy znów usłyszała głos.

Nie głośno. W sobie.

"To twoja wina."

Claire gwałtownie otworzyła oczy i rozejrzała się po pokoju. Była sama. Oczywiście, że była sama. Ale echo wciąż brzmiało w niej.

Wstała. Ruszyła do łazienki. Otworzyła zimną wodę i ochlapała twarz. Spojrzała w lustro.

Jej własna twarz. I coś jeszcze. Na ułamek sekundy - może to był tylko cień, może gra światła - wydało jej się, że ktoś stoi tuż za nią.

Odwróciła się gwałtownie. Nikogo nie było.

Ale serce biło jej jak oszalałe.

- To niemożliwe - wyszeptała do siebie. - Ona nie może tego wiedzieć.

Próbowała uspokoić oddech. Ale ten głos... nie był tylko głosem. To było wspomnienie. Konkretny moment, który próbowała wymazać.

Inny pokój. Inne światło. Inne ciało.

Dziewczyna. Młoda. Zbyt młoda.

I ona, Claire. Dużo młodsza, ale już wtedy zamknięta w sobie, zimna, odklejona. Świadek. Albo... widz.

Zadrżała. Przeszłość powróciła nie jako obraz, ale jako wyrzut. Jako pytanie: dlaczego nic nie zrobiłaś?

Wróciła do sypialni, gasząc wszystkie światła. Położyła się w ubraniu, nie mając siły nawet zdjąć swetra. Ale nie spała.

W półśnie słyszała szepty. Szelest papieru. Ciche kroki. Skrzypienie drzwi.

A potem... zapach.

Ten sam, który przesiąkł tamten dom. Tytoniowy dym i zapach starej skóry. Wspomnienie ojca Eleny? Czy... jej własne?

Claire nie wiedziała, kiedy w końcu zasnęła.

Ale nad ranem, gdy otworzyła oczy, na podłodze przy drzwiach leżała pojedyncza kartka.

Nie było jej tam wcześniej.

Była czysta. Poza jednym zdaniem, napisanym ręcznie:

"To, co zakopujesz, wraca. Głębiej i ciemniej."

Tamta Dziewczyna

Francja, 1998.

Dom był stary, położony na odludziu. Wiatr huczał w kominie, a wieczorne powietrze pachniało wilgocią i gnijącym drewnem. Claire miała wtedy siedemnaście lat. Wakacje miała spędzić u matki swojego ojczyma. Mówiono, że to spokojna kobieta, trochę ekscentryczna. W rzeczywistości była cicha. Zbyt cicha. I dom też był cichy. Nieprzyjemnie cichy.

Był tam też ktoś jeszcze.

Ana?s.

Córka z poprzedniego małżeństwa, której nikt nie wspominał. Miała piętnaście lat i oczy jak zmyte atramentem. Pierwszego dnia nie powiedziała Claire ani słowa. Drugiego również. Ale patrzyła. Zza drzwi, zza framugi, czasem znienacka zza szyby, gdy Claire siedziała przy śniadaniu.

Patrzyła. Tak samo jak Elena. Tym samym wzrokiem.

Trzeciego dnia Claire ją zauważyła w ogrodzie. Siedziała na huśtawce, bosa, z podartym zeszytem na kolanach. Pisała coś, bez przerwy. Jakby jej życie zależało od tych słów.

- Co to? - zapytała Claire.

- Notatki. Na wypadek, gdybym zniknęła.

- Co masz na myśli?

Ana?s spojrzała na nią z czymś w rodzaju znużonego smutku.

- Ty też to czujesz, prawda? Ten dom. On wie, co ukrywamy.

Wieczorem Claire nie mogła zasnąć. W pokoju było zbyt cicho. Coś skrzypnęło. Odgłos kroków? Nie - tylko podłoga. Stare drewno. Nic więcej.

A potem usłyszała płacz.

Cichy. Dławiony.

Otworzyła drzwi.

Na końcu korytarza, przy zamkniętych drzwiach sypialni Ana?s, klęczał ojczym. Dłoń oparta o framugę. Szeptał coś. Powtarzał to w kółko. Głos łagodny, zbyt łagodny.

Claire nie ruszyła się. Zamarła.

Gdy zauważył ją, spojrzał przez ramię.

Uśmiechnął się.

I wtedy Claire po raz pierwszy poczuła... tę niemą, paraliżującą niemoc. Jakby coś zamknęło jej gardło od środka. Jakby miała krzyczeć - i nie mogła. Odwróciła się. Wróciła do łóżka.

Nigdy z nikim o tym nie porozmawiała.

Ale Ana?s zniknęła tydzień później. Mówiono, że uciekła. Zostawiła tylko zeszyt.

Claire spaliła go tej samej nocy.

I zapomniała. A raczej - nauczyła się nie pamiętać.

Zwierciadło

Gabinet pachniał tym samym jałowym spokojem co zawsze, ale Claire czuła się w nim jak intruz. Jakby to miejsce już nie należało do niej. Jakby coś - lub ktoś - inny przejął nad nim kontrolę.

Była napięta. Wczorajsza noc nie zostawiła jej nawet godziny snu. Kartka znaleziona pod drzwiami leżała teraz ukryta między dokumentami. Nie miała odwagi jej wyrzucić. Nie miała też odwagi jej czytać po raz drugi.

Zegar wskazał 17:00.

Elena weszła bezszelestnie, znów bez pukania. Tym razem była ubrana inaczej - surowo, jakby celowo chciała odrzucić każdą oznakę kobiecości. Brak makijażu. Cienie pod oczami. Włosy spięte niedbale. Ale spojrzenie... to samo.

Mocne. Świdrujące. Znające.

Claire skinęła głową. Elena usiadła bez słowa.

Przez chwilę żadna z nich się nie odzywała. Powietrze było ciężkie, gęste. Aż w końcu Elena przerwała ciszę.

- Miała pani kiedyś kogoś, kogo pani zawiodła?

Claire nie odpowiedziała od razu. To pytanie uderzyło zbyt celnie.

- Każdy ma. - Jej głos był opanowany, choć wewnątrz wszystko się zaciskało.

Elena uśmiechnęła się słabo. - Nie. Nie każdy. Nie każdy miał wybór. Nie każdy... stał i patrzył.

Claire zesztywniała. Drgnęła jej powieka.

- Elena, nie możesz projektować na mnie swoich doświadczeń. To proces terapeutyczny, nie relacja osobista.

Elena pochyliła się lekko.

- Ale to jest osobiste, Claire. Myli się pani, jeśli myśli, że przyszłam tu po pomoc.

Cisza. Uderzająca. Duszna.

- To po co przyszłaś? - zapytała Claire szeptem.

- Żeby pani sobie przypomniała.

Głos Eleny był spokojny. Zbyt spokojny. Jakby mówiła coś oczywistego, jakby cała ta rozmowa była tylko rytuałem, który musiał się odbyć.

- O kim?

- O mnie. O niej. O tym, co pani zrobiła. I o tym, czego nie zrobiła.

Claire poczuła suchość w ustach. W jej głowie odezwał się dźwięk - wspomnienie kroków na starych deskach, szepty pod drzwiami, i krzyk, którego nigdy nie wypowiedziała.

- To niemożliwe - wyszeptała.

Elena tylko patrzyła. Jej oczy lśniły, ale nie łzami. Czymś innym. Czymś głębszym. Zrozumieniem. Władzą.

A potem powiedziała coś, czego Claire się nie spodziewała.

- Ana?s nie umarła, Claire.

Wszystko w Claire zamarło.

Serce. Oddech. Myśli.

- Co...?

- Ale została zabita. W inny sposób.

Elena wstała, jakby spotkanie dobiegło końca. Podeszła do drzwi i zanim wyszła, rzuciła jeszcze jedno spojrzenie.

- Do zobaczenia w środku. W pani środku.

Drzwi zamknęły się powoli.

A Claire po raz pierwszy od lat poczuła, że to nie ona prowadzi sesję.

Pęknięcie II

Claire wróciła do domu późno, ale nie pamiętała drogi. Prowadziła machinalnie, jakby auto znało trasę lepiej niż ona sama. Miała wrażenie, że świat rozciąga się wokół niej jak cień - rozmyty, odklejony, cichy. Wszystko brzmiało, jakby dochodziło zza grubej szyby.

W głowie tylko jedno słowo.

Ana?s.

I to, co powiedziała Elena: "Ona nie umarła. Ale została zabita."

Claire nie mogła tego wymazać z pamięci. To zdanie pulsowało w niej jak rana.

Wchodząc do mieszkania, nie zapaliła światła. Nie potrzebowała go. Czuła drogę, jakby znała ją z zamkniętymi oczami. Każdy kąt. Każdy krok. W mroku czuła się bezpieczniej.

Ale tej nocy... mrok jej nie chronił.

Usiadła w fotelu. Zwinęła się. I po raz pierwszy od lat poczuła chęć - nie płaczu, nie histerii - ale wycia. Głębokiego, zwierzęcego, pierwotnego. Takiego, które nie ma słów. Tylko dźwięk bólu, którego nie da się znieść.

Nie potrafiła jednak go z siebie wydobyć. Była za bardzo zamrożona.

Podeszła do kuchni. Otworzyła jedną z szuflad. Na samym dnie - kaseta. Kaseta magnetofonowa. Stara, porysowana. Bez podpisu. Tylko numer: 04.

Nie dotykała jej od lat.

Włożyła ją do starego odtwarzacza. Klik.

Przez chwilę tylko szum.

A potem - głos.

Cichy. Młody. Złamany.

"Jeśli to słyszysz... to znaczy, że się nie udało."

Claire zamarła.

"Ja już nie umiem. Każdej nocy on przychodzi. A ona udaje, że nic nie widzi. Claire, ty też patrzysz. I nie robisz nic."

To był głos Ana?s.

Prawdziwy. Autentyczny.

Claire opadła na podłogę. Wszystko zaczęło wirować. Nie miała pojęcia, że kaseta w ogóle jeszcze istnieje. Była pewna, że ją spaliła. Albo... chciała być pewna.

Głos trwał dalej.

"Może cię to kiedyś zaboli. Ale może nie. Może jesteś zbyt martwa, żeby czuć."

Kaseta zatrzymała się z głośnym klik.

Claire leżała bez ruchu. W jej gardle nie było już oddechu. Tylko cisza. Gęsta, lepka. Piekielna.

Ana?s żyła.

I Claire właśnie znów ją usłyszała.

***

Claire patrzyła na fotografię tak długo, że przestała widzieć jej szczegóły. Wzrok zamienił się w coś miękkiego, rozmytego, jakby czas zawiesił się między przeszłością a teraźniejszością. Jej własna twarz - młoda, nieświadoma, naiwna. Obok niej Ana?s - spięta, jakby uśmiech był grymasem bólu. A między nimi dziewczynka, może dziesięcioletnia.

Elena. Niemożliwe.

Znała tę twarz. Ale to nie była Elena... nie wtedy. W tamtym czasie Claire jej nie znała. Nie mogła znać.

A jednak.

Zdjęcie było prawdziwe. Papier stary, pożółkły, pachnący kurzem i wilgocią. Nie mogło być podrobione. W dodatku ktoś musiał mieć dostęp do tego archiwum, które - przysięgłaby - zostało spalone razem z zeszytem Ana?s. Albo... nie zostało.

Claire usiadła powoli. Jej myśli biegły w kręgu, bez wyjścia. Kiedyś nauczyła się porządkować emocje, układać je w pudełka. Teraz każde z tych pudeł otwierało się samo, gwałtownie, wypuszczając cuchnące wspomnienia, które wbijały się pod skórę.

Elena. Ana?s. Ten dom.

Odtwarzacz kasetowy znów kliknął, sam z siebie. Claire zerwała się. Taśma cofnęła się kilka centymetrów, jakby mechanizm się odblokował. Przez sekundę pomyślała, że to niemożliwe - przecież nie dotykała niczego.

Włożyła z powrotem słuchawki. Głos.

"On wraca. Zawsze wraca. Ale teraz wiem, że nie wraca do mnie. Szuka ciebie, Claire. Ty jesteś końcem. Ty jesteś winą."

Kaseta zatrzymała się z trzaskiem. Claire zsunęła słuchawki, jakby parzyły ją w uszy.

Wstała gwałtownie. Musiała oddychać. Wyszła na balkon, chłodne powietrze rozcięło jej skórę jak nóż. Z dymiącym kubkiem kawy w dłoni patrzyła na miasto, które nie miało o niczym pojęcia.

Była w niej jedna decyzja. Jasna.

Musi tam wrócić.

Do tego domu. Do miejsca, które nauczyło ją milczenia.

Ale zanim to zrobi - musi wiedzieć, kim naprawdę jest Elena.

Bo jeśli ona była tam wtedy - jeśli była tamta dziewczynką - to Claire przez całe życie żyła w kłamstwie, którego rozmiar właśnie zaczynał ją przerastać.