5
Örnsköldsvik
Christian Modig ponownie zaparkował za muzeum, ale tym razem poszedł w drugą stronę. Ścieżka na tyłach budynku prowadziła na strome wzniesienie, które kończyło się czymś, co kiedyś było Parkiem Ludowym.
Gdy tylko wszedł na Parkenbacken, zobaczył niemal tę samą grupkę policjantów co wcześniej przed muzeum, ale teraz stali pośrodku zbocza obok miejsca otoczonego taśmą odgradzającą.
Już po dziesięciu metrach wspinania się ostro w górę Christian dostał zadyszki. Rozsądniej byłoby zajechać na parking przy Skogsgatan i zejść w dół. Zatrzymał się i rozejrzał dookoła. Na razie nic nie zapowiadało widoków, dzięki którym Höga Kusten uznawano za najpiękniejszy krajobraz w Szwecji. Miejscowe muzeum zasłaniało całą panoramę i można było co najwyżej zajrzeć na wyższe piętra budynku jak do domku dla lalek. Obok okazałego gmachu przebłyskiwało morze, a kilka kilometrów dalej, na wzgórzu po drugiej stronie miasta, majaczył dworzec kolejowy.
Życie na emeryturze niestety nie uczyniło Modiga bardziej sprawnym, z czego boleśnie zdał sobie sprawę, odpoczywając ze wzrokiem utkwionym we wnętrzu muzeum. Na wysokości drugiego piętra po szerokich kamiennych schodach schodziła szczupła kobieta w bordowych szpilkach. Naprzeciw niej zmierzała inna - otyła, z długimi siwymi włosami. Szczupła zaczęła natychmiast wymachiwać rękami, wyglądało na to, że jest zła. Ta druga chyba jej coś odpowiedziała, po czym odwróciła się na pięcie i zniknęła z pola widzenia. Ciekawe - zastanowił się Modig - czy któraś z nich to Antonia Hathor, o której wcześniej wspomniał Vide, ta odpowiadająca za wizytę Zety. Nie bez uprzedzenia stawiał na tę szczuplejszą.
Gdy przestał sapać, ruszył dalej. W połowie drogi do taśmy policyjnej spotkał Kallego Deckera z Tildą.
- Cześć! Czekamy na Anne Rautio.
Słysząc nazwisko technik kryminalnej, Christian tylko skinął głową i zaczerpnął powietrza.
- Lepiej nic nie robić przed jej przyjściem - dodał Kalle.
- To prawda - potwierdził Modig i roześmiał się, energicznie kręcąc głową.
Rautio była ceniona za swoją dokładność, ale według niego perfekcjonizm nierzadko ociera się o obsesję, a granica między nimi jest cienka.
- Ciało znalazła Tilda - powiedział Kalle, po czym zwrócił się do psa: -Tak, jesteś bardzo mądra!
- Chyba nie trenujesz z nią na zwłokach? - rzucił Christian.
- Jasne, że nie, ale Tilda to wyjątkowo inteligentne zwierzę, prawda? - Słysząc własne imię, suka spojrzała na swojego pana. - Przeszukiwałem okolicę w związku z przyszłotygodniową wystawą. Zabrałem ją ze sobą głównie po to, żeby mogła trochę pobiegać. Ale ona nagle złapała trop. Chociaż w lesie jest gęsto, stromo i ponuro, nie poddawała się, za wszelką cenę ciągnęła do przodu. Wystarczyło pójść za nią.
Vide odłączył się od grupy policjantów i podszedł do nich.
- Kiepski timing - powiedział. - Nie możemy dopuścić, żeby zabójca kręcił się swobodnie wśród turystów, którzy przyjadą na wystawę.
Christian zarechotał:
- A wśród mieszkańców już może?
- Przecież wiesz, o co mi chodzi... Ludzie nie potrafią odróżnić jabłek od gruszek. To raczej nie ma nic wspólnego z wystawą Zety, ale opinia publiczna wyciągnie właśnie taki wniosek.
- Wiadomo, kim jest ofiara? Ktoś zaginął? - spytał Modig.
- Nie - odpowiedział Kalle. - Nikt nie jest poszukiwany.
Vide mrugnął do Christiana.
- Teraz chyba nie odmówisz?
- Jasne, że nie odmówię, ale chyba macie jakieś nowe zdolne zasoby kadrowe?
Vide rzucił szybkie spojrzenie na Kallego, jakby się zastanawiał, na ile może być szczery w obecności młodszego kolegi, gdy w tym momencie na chodnik na dole skręciło jakieś auto. Odsunęli się na bok i pomachali w kierunku Anne Rautio, która skinęła im z powagą i podjechała pod samą taśmę, po czym wyłączyła silnik.
- Wprawdzie dokonaliśmy reorganizacji, ale PUG się nie zmienił - rzekł Vide, ruszając w dół. - Widzimy się w poniedziałek.
Skrót PUG oznaczał policyjne techniki prowadzenia dochodzeń w sprawie ciężkich przestępstw z użyciem przemocy, był to obowiązujący standard prowadzenia śledztwa kryminalistycznego w podobny sposób, niezależnie od tego, w którym regionie kraju popełniono przestępstwo. Metodę tę opracowano i przyjęto na przełomie tysiącleci w następstwie krytyki nieudanego śledztwa w sprawie pewnego morderstwa.
Kalle i Christian podeszli do miejsca odgrodzonego taśmą. Modig skinął głową ku Tinie i Freddiemu. Anne wyszła z samochodu i demonstracyjnie zwróciła się do Kallego:
- Gdzie leży dwadzieścia cztery?
Opiekun psa spojrzał ze zdziwieniem najpierw na nią, a potem na emerytowanego starszego kolegę.
- To kod: podejrzenie zabójstwa - wyjaśnił Christian. - Jesteś za młody.
Kalle się uśmiechnął.
- O dwunastce słyszałem kilka razy, ale dwadzieścia cztery to dla mnie coś nowego - powiedział, wskazując ręką przed siebie. - Starsza kobieta, martwa, dobre cztery metry w głąb. A właściwie w dół. Prawdopodobnie zamordowana. Sądząc po wyglądzie, leży tu dobę albo dwie.
- Mamy wezwać patologa sądowego? - spytał Christian.
- Jesteście pewni, że to zabójstwo? - odezwała się Anne.
- Nie - odpowiedział Kalle. - Kiedy zobaczyłem ciało, od razu się wycofałem.
- Świetnie. W takim razie wstrzymajmy się. Sama zadzwonię, jak tylko skończę.
Znajdowali się w połowie zbocza, gdzie ścieżka się poszerzała i kończyła niedużym punktem widokowym z parkową ławką. Obok stał kosz na śmieci. Strome wzniesienie opadało na skraj skarpy, z której z pewnością kiedyś rozciągał się spektakularny widok, obecnie zasłonięty przez zagajnik tak gęsty, że można by go uznać wręcz za nieprzenikniony. Przy ławce leżało kilka pustych puszek po piwie i mnóstwo niedopałków. Miejsce było niewidoczne z każdej strony i dzięki temu cieszyło się popularnością wśród tych, którzy chcieli zapalić po kryjomu.
Rautio sprawnie wciągnęła biały kombinezon i zwróciła się do Kallego:
- Personalia?
- Strand i Eka?
Technik opuściła dolną szczękę i utkwiła wzrok w młodym funkcjonariuszu z taką intensywnością, że aż Tilda dała głos.
- Nieznane - odparł Kalle, coraz bardziej się czerwieniąc.
- To nie było wczoraj, Anne! - wtrącił Modig. Nie spodziewał się żadnej odpowiedzi. Technik kryminalna nie należała do osób rozmownych. - Czy mogę ci asystować?
- Zakładam - zaczęła, wręczając mu jakieś białe zawiniątko - że nie znalazłeś się tu przypadkiem. - Następnie postawiła przed nim dwie metalowe walizki ze sprzętem do zabezpieczania śladów. - Weź je, przynajmniej będzie z ciebie jakiś pożytek.
Anne zawiesiła sobie kamerkę na szyi, po czym wciągnęła na dłonie parę niebieskich jednorazowych rękawiczek. Tina i Freddie podeszli z ciekawością do samochodu.
- Może będzie potrzebny namiot albo lampy? - spytała Tina.
Technik zerknęła na las poniżej punktu widokowego i pokręciła głową.
- Czy mamy przeszukać okolicę? - zasugerował ostrożnie Freddie.
- Pilnujcie tylko, żeby nikt nie wszedł za ogrodzenie - odpowiedziała krótko Anne i odwróciła się do Christiana. - No?
Uniósł taśmę. Rautio przeszła pod nią i powoli ruszyła przed siebie, przy każdym kroku uważnie przyglądając się ścieżce.
Gdy mijali ławkę, zatrzymała się przy niej.
- Szkoda, że wczoraj padało - zauważył Christian.
- I dzisiaj w nocy - dodała, rozglądając się wokół ławki i zerkając do kosza.
Z miejsca, w którym stali, nie sposób było zobaczyć, że niżej leży jakieś ciało, można było jednak się domyślić, że ktoś albo coś spadło z niewielkiego zbocza. Ziemia wydawała się ciemniejsza, a cienka warstwa trawy zniknęła. Z Rautio na czele ostrożnie schodzili bokiem po wzniesieniu. Gdy z trudem przedarli się przez wysokie zarośla, dostrzegli nogi ofiary. Anne wciąż uważnie badała ziemię przed zrobieniem każdego kroku. Uniosła aparat i pstryknęła kilka zdjęć z odległości, następnie przystąpiła do drobiazgowego utrwalania każdego fragmentu ciała, obchodząc je naokoło.
Christian postawił walizeczki i spojrzał na częściowo nagie zwłoki. Nie ulegało wątpliwości, że dosyć długo musiały leżeć na deszczu. Włosy, chyba po trwałej ondulacji, przylegały płasko do głowy i niemal odzyskały swój naturalny wygląd. Miejscami były zlepione krwią. Sądząc po skórze i fałdach na plecach, ofiara była niezbyt wysoką, starszą kobietą. Sprany biustonosz luźno opasywał tors, jakby nic nie mogło go już wypełnić. Porwane, mokre ubranie kleiło się do ramion i ziemi.
Dwa cięcia biegły od prawego ramienia w dół przez łopatkę i kończyły się między ramiączkami stanika. Krótsze cięcie, wykonane ukośnie do tamtych, zaczynało się po lewej stronie pod ramiączkiem biustonosza i kończyło się w dolnej części pleców. Buty zsunęły się ze stóp, ale nylonowe rajstopy pozostały na miejscu, odsłaniając białe bawełniane majtki, brudne od wilgoci i odchodów. Wokół trzech nacięć na plecach brzęczały muchy. Jedna przysiadła na karku przy brązowo-fioletowym sznycie i wpełzła do środka rany. Odór trupa narastał z każdym krokiem stawianym przez Christiana, aż w końcu smród wręcz eksplodował, odbierając oddech.
- Ja pierdolę!
Fetor tak go powalił, że odsunął się na bezpieczną odległość. Od kiedy zrobił się taki wrażliwy, wręcz przewrażliwiony? Było mu wstyd z powodu niewyparzonego języka, ale jednocześnie wiedział, że począwszy od dzisiaj, już przez resztę życia zapach kiszonego śledzia będzie mu się kojarzył ze zwłokami. Wyglądało na to, że Anne nie zwróciła uwagi na jego komentarz, wydawała się uodporniona i na zapach, i na mocne słowa.
Sukienka leżała rozdarta obok ciała, jedynie prawa ręka pozostała w rękawie. Materiał był w małe niebiesko-białe kwiaty, przynajmniej tam, gdzie nie pokrywała go zaschnięta krew. Patrząc z daleka na głowę ofiary, Modig dostrzegł nienaturalne zagłębienie.
- Chyba została uderzona w głowę.
Anne wydała z siebie coś w rodzaju pomruku.
- No wiem, wiem, że już to zauważyłaś - dodał Christian. - Jakiego narzędzia twoim zdaniem użył sprawca?
- Kamienia.
Rozejrzał się za potencjalnym kandydatem. On sam wybrałby płaski, lekko zaokrąglony, dobrze leżący w dłoni.
Podczas gdy Anne w skupieniu dokumentowała miejsce zbrodni, Christian próbował sobie wyobrazić przebieg zdarzenia. Czy ofiara była w połowie drogi w górę czy w dół wzniesienia, kiedy została napadnięta? Czy sprawca uderzył ją w tył głowy, a następnie zepchnął ze zbocza? Co się stało wcześniej? Czy kobieta zatrzymała się, żeby odpocząć na ławce?
Jakoś to wszystko nie składało mu się w całość. W tych okolicznościach spodziewałby się znaleźć raczej młodą osobę. Co tu robiła jakaś stara ciotka? Nie pasowała do schematu. Przywołał się jednak do porządku: trzymaj się faktów, przestań spekulować, nie fiksuj się na z góry przyjętych założeniach. A zatem jak to mogło wyglądać?
Czy na przykład on, świeżo upieczony emeryt w dosyć dobrej kondycji, byłby w stanie czysto fizycznie zepchnąć ofiarę w dół, a następnie wciągnąć ją w zarośla? Tak, dałby radę. Chociaż prawdopodobnie by się zasapał. I pewnie by się przewrócił, gdyby musiał zejść dokładnie tą samą drogą, którą pokonała ofiara.
Cięcia zostały wykonane przypuszczalnie już tutaj, na dole. Bo gdyby powstały na górze, w alejce, ktoś odkryłby ślady krwi na ziemi. Ale tu też nie było widać dużo krwi. Czyżby zmył ją deszcz?
Szybkie uderzenie kamieniem, potem pchnięcie. Zabójca zbiegł na dół. Naciął tutaj, już poza zasięgiem wzroku ewentualnych przechodniów. Tylko trzy razy? Christian przyjrzał się ciału w poszukiwaniu innych widocznych śladów przemocy. Z miejsca, w którym stał, widział jedynie lekkie wklęśnięcie w czaszce i trzy nacięcia.
Anne właśnie skończyła rundkę dookoła ciała z niemal bez przerwy pstrykającym aparatem.
- To nie wygląda mi na gwałt - powiedział.
- Nie - potaknęła.
- Jak długo twoim zdaniem ona tu leży?
Uniosła rękę ofiary i poruszyła dłonią.
- Rigor mortis ustąpiło. Minimum dobę, maksymalnie kilka dni.
- Myślę, że możemy wykluczyć wypadek, prawda?
Anne pochyliła się nad ciałem i przyjrzała się brzegom ran.
- Gładkie krawędzie.
- Nóż Mora? - spytał Christian.
- Nie.
Wskazała na widoczne na ziemi ślady wleczenia ciała prowadzące do miejsca, gdzie je znaleziono. I na jeden but.
Rautio fotografowała dalej. Robiła metodycznie zdjęcia pod każdym możliwym kątem. Czasem się zatrzymywała i uważnie przyglądała się ziemi. Jeśli znajdowała coś interesującego, stawiała mały stożek z cyfrą i pstrykała fotkę. Zabezpieczanie materiału dowodowego zajmie jej prawdopodobnie jeszcze kilka godzin. Christian spojrzał na zegarek. Dochodziła siódma. O której zapadał zmierzch? Teraz, w trzecim tygodniu sierpnia, około wpół do dziewiątej. Ciekawe, jak w domu przebiegła uczta śledziowa bez niego. Cieszył się, że goście nie musieli oglądać tego co on, a także, że ominęło go jedzenie kiszonego śledzia po tym, co zobaczył.
- Myślisz, że deszcz zmył jakieś ważne ślady?
Anne nie odpowiedziała.
Wydało mu się, że między drzewami widać coś brązowego. Pochylił się, żeby lepiej zobaczyć.
- Tam jest torebka.
Rautio wyprostowała się i dała mu znak ręką, że stoi jej na drodze. Gdy cofnął się odpowiednio daleko, kontynuowała metodyczne fotografowanie odcinka prowadzącego do torebki. Po zrobieniu kilku zdjęć zmieniała rękawiczki. Ciekawe, ile par zużywa na jednym miejscu zbrodni, zadał sobie pytanie Modig.
Następnie ostrożnie podniosła torebkę i otworzyła ją z głośnym kliknięciem. Znalazłszy w niej portfel, wyjęła z niego dowód i wręczyła go Christianowi, który na próżno szukał jej spojrzenia, gdy dostrzegł w nim też pieniądze. Rautio natychmiast schowała portfel z powrotem do torebki, a wyjęła z niej klucze i również podała je Modigowi. Na koniec włożyła torebkę do brązowej papierowej torby.
- Rose-Marie Holmgren - odczytał. - Czy to na pewno ona? Musielibyśmy odwrócić ciało, żeby się upewnić.
Anne wzięła od niego dowód i ze zdjęcia przeniosła spojrzenie na plecy ofiary.
- Na razie nie chcę jej ruszać. Prawdopodobieństwo, że to ktoś inny, należy uznać za znikome.
Christian spojrzał na dokument tożsamości. Rose-Marie Holmgren patrzyła na niego. Nie została zamordowana dla pieniędzy. Urodzona w 1946 roku. O dziwo, wszystko wydawało się inne, gdy ofiara miała imię i nazwisko. Christian się odwrócił i spojrzał na ciało innymi oczami. To przecież mógł być ktoś, kogo znał. I chociaż zarówno nazwisko, jak i twarz ofiary były mu obce, całkiem prawdopodobne, że kiedyś się spotkali - na przykład na potańcówce w latach siedemdziesiątych w dawnym Parku Ludowym albo w sklepie, nie zwracając na siebie uwagi.
- Pójdę na górę z tymi rzeczami. Potrzebujesz czegoś?
- Spokoju i ciszy.
- Miałem na myśli coś z komendy - powiedział, zsuwając okulary na czubek głowy. - A może chcesz, żebym zabrał śmieci z miejsca widokowego i zostawił je u ciebie w pokoju? Masz wystarczająco dużo do niesienia.
Anne wyprostowała się i przyjrzała mu się uważnie. Widział, że waży za i przeciw, aby określić, jakie jest prawdopodobieństwo, że nie zanieczyści materiału, jeśli mu go powierzy. Pokręciła głową. A jednak nie okazał się godny zaufania.
Idąc z lasu pod górę, zastanawiał się nad motywacją sprawcy. Trzy długie cięcia na plecach... Nienawiść i gniew? To wskazywałoby na kogoś bliskiego. Może mąż miał dość ciągłych kłótni? Albo dorosłe dzieci nienawidziły własnej matki? Ktoś nie mógł się doczekać spadku?
Poślizgnął się na sypkim żwirze, upuszczając klucze i dowód osobisty, a potem sam wylądował na czworakach i zsunął się kawałek w dół, rozrywając jednorazowy kombinezon. Jeśli to jej ślubny ją załatwił, musiał być w lepszej formie od niego, żeby wejść pod górę, a potem znowu zejść po tym zdradliwym podłożu. Gdy odzyskał równowagę, otrzepał ręce i dowód, po czym ruszył znowu. Znalazłszy się na chodniku Parkenbacken, zdjął kombinezon.
Po drugiej stronie alejki gmina niedawno wycięła las, pozostawiając jednak kilka pojedynczych drzew. Christian podszedł około dziesięciu metrów wyżej i zatrzymał się w miejscu, gdzie kiedyś rozciągał się Park Ludowy. Odwrócił się. Stąd widać było całe miasto, port z dwoma charakterystycznymi dźwigami, zarówno stary, jak i nowy dworzec, skocznię narciarską i kościół. Miasto spoczywało jak na złożonej dłoni.
Spróbował cofnąć taśmę, tym razem do momentu na godzinę przed zbrodnią. Sprawca prawdopodobnie wiedział, że kobieta będzie tędy szła. Czekał, może tutaj, na szczycie wzgórza, żeby wyglądało na to, że spotkali się przypadkiem. Zaproponował, aby usiedli razem na ławce. Ale zamiast pogawędki kobieta doczekała się uderzenia kamieniem w głowę. Potem została zepchnięta w dół, dźgnięta nożem i zaciągnięta w zarośla. Tylko dlaczego sprawca ją rozebrał? Chciał ją zgwałcić, ale wszystko wymknęło się spod kontroli i się nie udało? Nie, krewny wciąż znajdował się na szczycie listy podejrzanych.
Christian poszukał w komórce numeru Tiny Strand. Jakoś nie zdobył się jeszcze na skasowanie telefonów służbowych, z czego dzisiaj bardzo się cieszył. Odpowiedziała po kilku sygnałach.
- Mogłabyś mi coś sprawdzić?
- Jasne. Dawaj.
- Rose-Marie Holmgren - wymienił nazwisko i podał numer ewidencyjny.
- Zamieszkała przy Vintergatan dziesięć B - niemal natychmiast padła odpowiedź.
- Miałabyś ochotę tam ze mną pojechać?
- Oczywiście - odparła Tina. - Za dziesięć minut zgarnę cię spod muzeum.
Christian ruszył w dół wzgórza.
Nie dało się nie zauważyć, że zaczął się okres przejściowy między latem a jesienią. Toczyła się walka między ciepłem a zimnem, między szybko zmieniającymi się warunkami pogodowymi. Wcześniej czy później tę wojnę wygra jesień, to tylko kwestia czasu, na razie jednak sierpniowy upał nie odpuszczał. Otaczające góry zatrzymywały ciepłe powietrze, tworząc na tym obszarze swego rodzaju kocioł i tym samym zapewniając na nim warunki odpowiadające drugiej strefie upraw, co na terenach położonych tak daleko na północ w gruncie rzeczy nie powinno być możliwe.
- Według danych z rejestru kobieta ma dwóch synów - powiedziała Tina Strand. - Jeden mieszka w Niemczech, a drugi na południu Szwecji. Poprosiłam, żeby poinformowano tego w Skanii o naszych podejrzeniach.
Jechała Backgatan pod górę, następnie skręciła w Vintergatan i zatrzymała się przed domem z numerem dziesiątym. Krótki odcinek do dziesięć B przeszli na piechotę. Zbudowany z betonowych prefabrykatów trzypiętrowy budynek o brązowej i szarobiałej fasadzie pochodził z połowy lat sześćdziesiątych. Z ponurą elewacją kontrastowało zielone i zadbane otoczenie. Do środka wpuścił ich sąsiad. Wspólnota mieszkaniowa - odnotował Christian, zerknąwszy na tablicę ogłoszeń na parterze.
Rose-Marie mieszkała na pierwszym piętrze. Zadzwonili i odczekali, nasłuchując. Tina zajrzała przez szczelinę na listy. Po chwili Modig wyjął klucze i otworzył drzwi. Znaleźli się w bardzo schludnym i uporządkowanym świecie. Na stoliku w przedpokoju leżał ostatni, siódmy numer osiedlowej gazetki, wydawanej w każdy piątek.
- Jeśli nikt inny tu nie był i nie odbierał poczty, jeszcze żyła, kiedy wyszła ta gazetka - stwierdziła Tina.
W łazience na wieszaku obok turkusowego swetra wisiał turkusowy naszyjnik. Stół w kuchni był nakryty dla jednej osoby. Christian otworzył lodówkę. Stał w niej talerz z klopsikami, ziemniakami i sosem. Obiad, na który gospodyni już nigdy nie wróci do domu. Sądząc po zapachu, na razie nic nie zaczęło się psuć.
W sypialni znajdowało się kilka zdjęć synów. Oboje przyjrzeli się im uważnie.
- Może lepiej wyrzucić to jedzenie z lodówki - zasugerowała Tina. - Na wypadek gdyby synowie nie pojawili się zbyt szybko.
- Czy ja wiem, w końcu nie jesteśmy firmą sprzątającą - odpowiedział Christian. - Poza tym Anne na pewno będzie tu szukać śladów sprawcy, dlatego lepiej zostawić wszystko tak, jak zastaliśmy. Inaczej nieźle by się nam dostało.
Gdy zadzwoniła komórka Tiny, Modig przeszedł do pokoju dziennego. Spojrzał przez okno na zielony wewnętrzny dziedziniec. Z mieszkania nie było widać choćby skrawka portu, jedynie niebo. Pięć minut spacerem stąd leżała martwa Rose-Marie.
Tina weszła do pokoju.
- Koledzy ze Skanii - poinformowała. - Rodzina została zawiadomiona.
- Synowie mają alibi?
- Tak, mają.
Ona również popatrzyła przez okno na zielone podwórze, na wierzchołki drzew i bezkresne niebo. Zmierzch zaczął już zacierać kontury. Christian widział oczami wyobraźni, jak Siv zapala światła w altanie, jak goście wciąż piją przy stole, chociaż puszki ze śledziami są już puste. Zerknął na zegarek. Dochodziła ósma. Ciekawe, czy Anne Rautio, która nigdy nie przeoczyła żadnego detalu na miejscu zbrodni, zauważyła, że zapada zmierzch. Prawdopodobnie nie. Na ile ją znał, była tak pochłonięta pracą, że z pewnością straciła rachubę czasu.
Tina i Christian nawet nie musieli nic mówić. W tym samym momencie oboje uznali, że nie mają nic więcej do roboty w mieszkaniu Rose-Marie.