Obrona przypadku. Teksty o prozie 2 - Janusz Drzewucki

Kup ebooka

27.00 zł
21.60 zł (19,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

tytułemwstępu

Każdypisarz jest wyjątkowy, każda książka jest wyjątkowa. Oczywiściewybitny pisarz, rzecz jasna znakomita książka. Oczywiście wyjątkowypisarz to nie tylko pisarz wybitny, ale także inny niż inni, będącyklasą sam dla siebie. Rzecz jasna, wyjątkowa książka to nie tylkoksiążka znakomita, ale także jedyna w swoim rodzaju, jakiej jeszczenie było, niepodobna do tych, jakie znamy. Dzieło wyjątkowe powstajeprzypadkiem. Nie w zgodzie z regułą, lecz przeciw regule.

Krytykliteracki - jakim jest piszący te słowa - jak każdykrytyk literacki szuka pisarzy wyjątkowych, szuka książki wyjątkowej;tak dla siebie, jak i dla innych, a więc dla czytelników z myślą októrych pisze, będąc przecież także jednym z nich. Jeśli znajduje to,kogo i czego szuka, to właśnie przypadkiem.

Niema krytyka, który nie chciałby odkryć literackiego arcydzieła, a coza tym idzie - pisarza, który w niespotykany dotąd sposóbwypowiedziałby to, co dla nas ważne, co nas z jednej strony cieszy izachwyca, z drugiej zaś niepokoi i przeraża; który swoim słowemzawładnąłby naszą wyobraźnią i wrażliwością, ale również naszymjęzykiem.

Właśniedlatego tak gorączkowo czytamy nowe książki, których nikt jeszcze nieprzeczytał, chcemy być ich pierwszymi czytelnikami, chcemy jakopierwsi opowiedzieć o nich innym. Szukamy arcydzieła wśród książekwydawanych nie tylko tu, ale i teraz, przede wszystkim teraz, któredopiero co trafiły do księgarni przy naszej ulicy; a jednocześniechyba zbyt pochopnie zapominamy o książkach, które przeczytaliśmy roktemu, dziesięć lat temu, ćwierć wieku temu. Między nimi szukajmy -tak myślę - arcydzieła nieznanego. Niewykluczone, że się ononam objawi, oczywiście przypadkiem.

+ + +

Komponująctę książkę, zatytułowaną może zbyt tromtadracko Obronaprzypadku,postanowiłem zamieścić w niej teksty z różnych okresów mojegokrytycznoliterackiego życia, a więc teksty o książkach z końca XXwieku i z początku XXI wieku, z dwu różnych epok społecznych ipolitycznych; o książkach pisanych zarówno w kraju, jak i naemigracji, pod pręgierzem cenzury, mimo cenzury, przeciw cenzurze ipo zniesieniu cenzury.

Opróczpisarzy wyznaczających główny nurt polskiej prozy, uznałem, że wartowłączyć do tego tomu pisarzy niedocenionych, a nawet zapoznanych,czekających na powtórne odkrycie lub po prostu: wreszcie na odkrycie.Przypominam zatem książki które wzbudziły kiedyś mojezainteresowanie, bywało, że wielkie zainteresowanie, a nawetentuzjazm, a o jakich dzisiaj pamięta już tylko niewielu entuzjastów,których co jakiś czas na szczęście spotykam. Przy okazji nieco sięspeszyłem, gdy tylko stwierdziłem, z jak wielką łatwością zapominamyo książkach wydanych wczoraj i przedwczoraj na rzecz książekwydawanych dzisiaj. Jakby to, co nowe, miało być zawsze lepsze odtego, co stare lub choćby tylko starsze. Zwłaszcza że, szukającarcydzieła, szukamy książki, do której będziemy po latach wracać i polatach odkrywać w niej to, czego wcześniej nie odkryliśmy; będziemyodczytywać ją na nowo, bowiem dopiero po latach ujawni ona ukryte,utajone sensy i znaczenia.

Szukającarcydzieła, wiedziałem, że nie znajdę go między sezonowymibestsellerami, dlatego też nigdy - wiem, nigdy nie mów nigdy, azatem - prawie nigdy nie pisałem i nie piszę o książkach, októrych wszyscy mówią i piszą, o których jest głośno wskutekenergicznej promocji i reklamy, czyli na pewno nie ze względówstricte literackich i artystycznych.

+ + +

Nieposiadałbym się ze szczęścia, gdyby ktoś, kto trzyma teraz w rękachObronęprzypadku,zechciał sięgnąć po moją wcześniejszą książkę krytycznoliteracką oprozie polskiej Stanskupienia(2014).Obydwie bowiem stanowią wzajemnie się uzupełniającą i dopełniającącałość. Z tym, że nie jest to całość - że tak się wyrażę -zamknięta, lecz otwarta. Obydwie książki można czytać nie tylko nawyrywki, ale i na przemian.

WStanieskupienia- poświęconym pamięci Henryka Berezy, jednego z tych kilkukrytyków, którzy wywarli na mnie największy wpływ - pisałem o:Jarosławie Iwaszkiewiczu, Witoldzie Gombrowiczu, MironieBiałoszewskim, Edwardzie Stachurze, Wiesławie Myśliwskim, EdwardzieRedlińskim, Janie Drzeżdżonie, Dariuszu Bitnerze, Januszu Rudnickim,Jerzym Pilchu oraz o wspólnej książce poetycko-prozatorskiej AdamaWagi i Mariana Pilota. Wtedy zaczynałem od Iwaszkiewicza, teraz wObronieprzypadkuteż z premedytacją zaczynam od niego, chociaż określeń typu począteki koniec w odniesieniu do tak żywego organizmu, jakim jestliteratura, używam w sposób wielce umowny.

Znalazłysię tu szkice i recenzje utworów stricte beletrystycznych: powieści,mikropowieści i zbiorów opowiadań, ale nie tylko, bo przecież omawiamrównież utwory z pogranicza literatury pięknej i literatury faktu,książki podróżnicze i reporterskie, tomy esejów i literackich (bo nieżurnalistycznych!) felietonów, wreszcie dzienniki i zbiory listów.Proza to dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek, pojęcie nad wyrazpojemne. Języków prozy jest co niemiara, cały bezlik. Analizuję iinterpretuję tylko teksty wybrane, mianowicie te, które przemawiajądo mnie najdobitniej, te które usłyszałem najwyraźniej.

+ + +

Nakoniec, gwoli ścisłości: w niniejszej książce znalazły się teksty -oczywiście, nie wszystkie - jakie opublikowałem w ciągu trzechdekad na łamach miesięcznika "Twórczość" oraz dziennika"Rzeczpospolita" (z którym zresztą mentalnie związanyjestem do dzisiaj), a także w nieistniejącym już tygodniku "ŻycieLiterackie" oraz w kwartalnikach "Wyspa" i "ZeszytyLiterackie", z którymi mam zaszczyt współpracować. Wszystkieteksty na poczet Obronyprzypadkupoprawiłem i przeredagowałem, dokonując również stosownych skrótów.Nie jestem historykiem literatury, lecz krytykiem, stąd osobisty tonpowyższego tekstu i każdego następnego.

JanuszDrzewucki

Warszawa,ulica Wiejska, lipiec 2018 roku

WŁÓCZĘGIJAROSŁAWA IWASZKIEWICZA

1.Niemógł nie podróżować, więc podróżował, a musiał podróżować, żebypisać. W podróży znajdował nie tylko inspirację do pisania, ale takżesamotność, ciszę i spokój - tak do pisania potrzebne. A tegowłaśnie nie mógł znaleźć w Polsce, obciążony z jednej strony sprawamipublicznymi - jako poseł na Sejm, prezes Związku LiteratówPolskich, redaktor naczelny "Twórczości", krótko mówiąc,osoba społecznego i politycznego zaufania, natomiast z drugiej -sprawami rozrastającej się wielopokoleniowo rodziny.

Towszystko, co pisarzowi do pisania potrzebne, znajdował dopiero wRzymie, na Sycylii, w Paryżu i tam właśnie powstało wiele jegowierszy i opowiadań, których - o paradoksie - akcjaliryczna bądź fabularna rozgrywa się w Polsce. A przecież zrozlicznych podróży - a trzeba przypomnieć, że wędrował poświecie we wszystkich kierunkach, niemal kompulsywnie, ile się dało,kiedy się dało i dokąd się dało - przywoził nie tylko wrażenia,przeżycia i wspomnienia, ale także teksty, które następnie składałysię w intrygujące i fascynujące książki stricte podróżnicze. Wymieńmyje gwoli ścisłości: Listyz podróży do Ameryki Południowej(1954), Książkao Sycylii(1956), Gniazdołabędzi(1962), Petersburg(1976), Podróżedo Polskioraz Podróżedo Włoch(obydwie z 1977).

Byłpodróżnikiem z krwi i kości, namiętnym i zapamiętałym, a nawetbezkompromisowym, jak tylko mógł dokądś pojechać, to natychmiast tamjechał; podróżował intensywnie przez całe życie. Nieprzypadkowozatem, wspominając swoje peregrynacje z okresu międzywojennego,skonstatował nawet, że były to czasy, kiedy: "kręcił sięczłowiek po Europie jak po własnym powiecie, a po własnym powieciejak po Europie".

Cytatten pochodzi z eseju Jarosława Iwaszkiewicza, który znalazł się wzredagowanej przez Radosława Romaniuka, znawcę jego życia itwórczości, książce Rachunkiwłóczęgi.Felietonyi szkice podróżne(Warszawa 2016). Składając rozproszone po czasopismach, gazetach,tygodnikach i miesięcznikach, ogłoszone w: "NowinachLiterackich", "Współczesności", "ŻyciuWarszawy", "Przekroju", "TygodnikuPowszechnym", "Przeglądzie Kulturalnym","Literaturze", "Twórczości", a pisaneponiekąd na marginesie głównego nurtu twórczości artykuły, stworzyłRomaniuk niezwykłą opowieść o Iwaszkiewicza sztuce podróżowania; aletakże o zachwycie nad światem, wreszcie o przemijaniu i starości.Wszak najwcześniejszy z tekstów, które złożyły się na tę opowieśćpochodzi z roku 1947, najpóźniejszy zaś z roku 1979 i pojawia się wnim polski papież - Jan Paweł II. Owszem, pojedyncze zpomieszczonych w tym tomie szkiców ukazały się w tomach Rozmowyo książkachorazLudziei książki,ale zdecydowana większość ukazuje się pod twardą okładką książki poraz pierwszy (a tekst zatytułowany po prostu Kijówzostał odczytany z dotąd w ogóle niepublikowanego rękopisuznajdującego się w Muzeum Literatury w Warszawie), dlatego też niebędzie chyba wiele przesady w stwierdzeniu, że Rachunkiwłóczęgito na swój sposób dzieło odnalezione, ukazujące zresztą nie tylkoliteracki, lecz także dziennikarski, publicystyczny i reporterskitemperament Iwaszkiewicza.

2.Niezależnieod tego, czy podróżuje po Polsce, czy po Rosji lub Ukrainie, poWłoszech, Francji czy Niemczech, zdając relację z tego, co widzi,czego jest uczestnikiem lub świadkiem, pisarz nieustannie zastanawiasię nad sensem podróży, istotą podróżowania. Każda podróż interesujego jako podróż sama w sobie, ta jedna, jedyna podróż, ale także jakojedna z podróży. Dokonując zatem w grudniu 1947 podsumowanianajważniejszych wypraw z mijającego właśnie roku, konkretnie zaś do -zachowuję kolejność - Londynu, Kielc, Paryża i Wrocławia, czyliprzeprowadzając tytułowe "rachunki włóczęgi", powiada:"Nic tak szybko nie mija jak podróże, ale nic też nie zostawiadłuższych wspomnień", stwierdza też: "podróże właściwiewszystkie są jednakowe" i konstatuje jeszcze rzecznajciekawszą, jak się wydaje: "Każda podróż jest w gruncierzeczy bardzo sztucznie skonstruowaną wyprawą w głąb siebie albo wgłąb własnego życia". Do tej myśli nawiązuje pisarz w szkicuTrianonz roku 1972, zwracając uwagę na stronę zewnętrzną i wewnętrzną każdejpodróży, tę pierwszą - nazwijmy ją egzystencjalną - dasię opisać zaraz, natychmiast, bezpośrednio, choćby w relacji dlagazety, tę drugą - nazwijmy ją esencjonalną - dopiero polatach, o ile w ogóle - w wierszu, w opowiadaniu, wwysmakowanym artystycznie szkicu literackim.

Podróżbywa sensem życia, ale przecież nie musi być sensem życia, ważniejszewydaje się to, co podróż wyzwala w podróżniku, w człowieku po prostu- mianowicie podnietę do życia. Pisząc, co pisze, w wygłosietekstu zatytułowanego wprost Zpodróży(z 1961), o sobie samym, przecież Iwaszkiewicz pisze i o każdym znas, jego czytelników: "poruszenie się z miejsca, przeniesieniesię w inne warunki pobudza wszystkie siły intelektualne i uczuciowe,odmienia spojrzenie na samego siebie i na własne sprawy, poruszacoraz to inaczej wszystko to, czym się żyje". A zatem: podróżto święto w życiu człowieka. W części zatytułowanej Castelmola,stanowiącej integralną część szkicu Sycylia(również z 1961), poeta wyznaje: "każda podróż ma jakieś bardzoswoiste, bardzo intymne i jedyne znaczenie. A jeżeli takiegoznaczenia nie ma, nie jest podróżą, tylko zwyczajnym zabijaniemczasu. Przecież ja po to tylko aż tutaj przyjechałem, aby zobaczyć toniezamierzone i bezwiekowe piękno: piramidę śniegu nad lazurowymmorzem i wielkie szare, "zimowe" obłoki, które znad tejpiramidy gdzieś aż z mórz Grecji powstają i na moje spotkanie sięniosą".

3.Podróżneopowieści, opowiastki i anegdoty Iwaszkiewicza to nie tylko opowieścio krajobrazach, architekturze, malarstwie, literaturze, to takżeopowieści o ludziach, zarówno tych żyjących, jak i zmarłych,spotkanych w czasie i w przestrzeni. W relacji z Poznania pojawiająsię Egon Naganowski, eseista i tłumacz, jako właściciel ogromnejprywatnej biblioteki, w której de facto mieszka, oraz CzesławKubalik, inicjator wydawanego zaraz po wojnie "ŻyciaLiterackiego", redagowanego zresztą przez autora Panienz Wilka,ale także zapomniany już za życia poeta religijny Wojciech Bąk; wrelacji z Sandomierza jak żywi stają przed oczami premier JędrzejMoraczewski, minister Eligiusz Kwiatkowski i marszałek sejmu MaciejRataj, a także uczestnicy rejsu motorówką po Wiśle, literaci:Stanisław Miłaszewski, Alfred Łaszowski i Jan Emil Skiwski; w relacjizaś z Paryża elegancka Halina Skibniewska, architektka i urbanistkaczy aktorka Ewa Krzyżewska opromieniona sławą po roli w Popielei diamencieAndrzeja Wajdy. Znajdujemy ponadto w tych krótkich i lapidarnych,pisanych w dużej mierze z utylitarną intencją, artykułach,pełnokrwiste portrety Karola Szymanowskiego, dyrygenta EmilaMłynarskiego i skrzypka Pawła Kochańskiego, aktorki StanisławyWysockiej z Teatru "Studya", reżysera operowegoBronisława Horowicza, ucznia Leona Schillera, pianistów ArturaRubinsteina i Witolda Małcużyńskiego, pisarza Józefa Wittlina czyprofesora filologii klasycznej Tadeusza Zielińskiego.

Mamytu także dynamiczne opisy sąsiadujących ze sobą redakcji "LettresNouvelles" i "Temps Modernes" oraz urzędujących wnich wielkich redaktorów - Maurice'a Nadeau i Jeana-PaulaSartre'a, mamy równie sugestywny opis mieszkania Sartre'az widokiem na Paryż (jak z "jaskółczego gniazda") czyprzekonujący opis podparyskiego domu Vercorsa, przerobionego zestarego młyna w Saint-Auberge. Innym razem są to podane skrótowo, aleprzecież po mistrzowsku, portrety Ravela, Mauriaca, Ungarettiego,Moravii, jak skromnie Iwaszkiewicz dodaje: "postaci ludzi, zktórymi na chwilę skrzyżowały się moje drogi"; ale takżeVittoriniego, autora Rozmówo Sycyliiczy Guido Piovene, autora Podróżydo Italii,wreszcie Renato Guttuso, twórcy ilustracji do książki JulianaStryjkowskiego Biegdo Fragala,nie mówiąc już o słynnym kompozytorze Paulu Hindemicie, wygłaszającymna pewnym konwentyklu przydługą i nudnawą mowę, na dodatek nieco niena temat.

Donajwspanialszych spośród tych portretów należy bez wątpieniakonterfekt Jana XXIII z okazji wręczenia mu Nagrody im. EugeniuszaBalzana (Iwaszkiewicz był, obok prof. Kazimierza Kuratowskiego,członkiem szacownego jury) - 10 maja 1963 roku, a więc na trzytygodnie przed śmiercią papieża. Do najlepszych kart tej książkinależą i te, na których znalazły się sylwetki Tadeusza Brezy, autoraSpiżowejbramy,oraz Jerzego Zawieyskigo, autora Wawrzynówi cyprysów,zamieszczone w szkicu Żałobaw Rzymiez 1971 roku. O tym pierwszym napisze Iwaszkiewicz: "żaden znaszych pisarzy tak głęboko nie wniknął w ducha Rzymu, tak niezrozumiał treści tych murów, tak nie oddał po prostu ich barwy",o tym drugim zaś, spotkanym przelotem w okolicach Panteonu kilka latwcześniej: "Był w radosnym, podnieconym nastroju. Zdawało musię, że odegra wybitną polityczną rolę. Spieszył się. A jak wiadomo,w polityce - zwłaszcza gdy się ma do czynienia z Kościołemkatolickim - największym błędem jest pośpiech".

Jestw tych szkicach, jak się wcześniej rzekło, wiele intrygujących strono malarstwie i architekturze, a zatem: nostalgiczny i refleksyjnyopis obrazu KoncertRomana Kramsztyka w Muzeum Instrumentów Muzycznych w Poznaniu,wspomnienie płócien Józefa Chełmońskiego Pejzażzimowy na Ukrainieoraz Wojciecha Piechowskiego Orka,zobaczonych na wystawie w Sandomierzu (Iwaszkiewicz pisze, że wkamienicy Okońskich, ale chyba jednak miał na myśli Oleśnickich) czyUcztyPaolo Veronese'a w Paryżu, a także fresków Caravaggia i rzeźbMichała Anioła, ponadto opisy: pałacu w Chantilly, kościoła wPoitiers, nowoczesnej dzielnicy La Défense, która zresztąniespecjalnie przypadła polskiemu pisarzowi do gustu. Uwagę na sobieskupiają też: opis paryskiego pomnika Mickiewicza przeniesionego zplacu Alma na aleję Cours-la-Reine, opis szpaków i kotów na rzymskimLargo Argentina, wreszcie opis pomnika Fryderyka Schillera dłutaThorvaldsena w Stuttgarcie, o grobie Fryderyka Chopina na cmentarzuPére-Lachaise już nie wspominając czy o rzeźbie Celliniegoprzedstawiającej jednorożca, a znajdującej się w - uwaga! -aptece nieopodal fontanny di Trevi. Oczywiście Iwaszkiewicz raz idrugi daje dowód swojej wrażliwości na naturę, czego przykłademzastygły w kilku, kilkunastu słowach widok Etny czy Pilicy -jako "najładniejszej z polskich rzek".

Oreporterskiej dla odmiany żyłce Iwaszkiewicza znakomicie świadcząrelacje z przejazdu Via del Sole, czyli nowoczesną autostradąciągnącą się przez but Italii, lub z podróży pociągiem z południa napółnoc Włoch, gdy, rozmyślając nad ujrzaną tu biedą i nędzą, dochodzido przygnębiającego wniosku: "Północ traktuje Południe jakjakiś obcy i nieznany kraj" i że generalnie Włosi "wstydząsię Południa i nie chcą o nim nic wiedzieć"; wreszciesprawozdanie z przepełnionej modnymi, sezonowymi bestselleramirenomowanej księgarni Rizzoli czy ze sparaliżowanego strajkiemgeneralnym Wiecznego Miasta, ale także zaskakujące, aczkolwiek nadwyraz rzeczowe sprawozdanie z oficjalnej państwowej wizyty EdwardaGierka u prezydenta Georges'a Pompidou. Całkiem paradne okazujesię też ostatnie zdanie felietonu Książkiw Rzymiez 1970 roku: "Gdyby nie sensacyjny mecz Górnika, to już byzupełna ogarniała melancholia" (na marginesie na wszelkiwypadek przypomnę: 1 kwietnia tamtego roku Górnik Zabrze w półfinalePucharu Zdobywców Pucharów zremisował na Stadionie Olimpijskim wRzymie z faworyzowaną drużyną AS Roma; w rewanżu na Stadionie Śląskimw Chorzowie także padł remis, również remis był w trzecim meczurozegranym na neutralnym stadionie w Strasburgu, jednak Górnikawansował do finału dzięki losowaniu monetą!).

4.Złożonew tej książce teksty powstawały w ciągu ponad trzydziestu lat.Ostatni na niespełna rok przed śmiercią pisarza. Czytając zatemwszystkie te szkice i eseje, zapiski i notatki, relacje isprawozdania, mimo że ułożone nie chronologicznie, lecz tematycznie,doznajemy wraz z Iwaszkiewiczem upływającego czasu, doświadczamy jegonadciągającej i następnie potęgującej się - co tu wiele mówić -starości. Im bliżej zaś starości, tym więcej powrotów do miejsc, wktórych się już było: w dzieciństwie, w młodości, w wieku dojrzałym.

Pisarznie kryje przed sobą, przed czytelnikami: "lubię powracać dorzeczy raz już widzianych i które coraz to innym światłem oświetlaepoka historyczna [...], a także i najrozmaitsze epoki mojego życia,które coraz to inaczej pokazują znane powszechnie rzeczy" -zanotował podczas wizyty w Rzymie na przełomie 1959 i 1960 roku, zaśrok później we Florencji lub w Mediolanie: "Powroty do ongiwidzianych pejzaży i ongi podziwianych dzieł sztuki są jednakniebezpieczne. Konstatuje się w sobie jakieś ochłodzenie czy jakieśskostnienie i bierze się je za nieprzyjemną oznakę starości",ale w Taorminie już siebie samego pociesza: "W tym może leżycały urok podróży starszego człowieka: w powracaniu do miejsc jużznanych", natomiast w Rzymie, tyle że w 1971 roku, wręcz: "imczłowiek robi się starszy, tym mniej lubi poznawać nowe miejsca, tymbardziej lubi powracać na stare". Tyle tylko, że powracając wstare miejsca, narzeka i to jak diabli. Zlikwidowano stary sklepPoirier z krawatami, muszkami i męską galanterią przy ulicyGodot-de-Mauroy, a więc wystarczy, by stwierdzić "to już niejest ten Paryż". Po którymś z kolei przyjeździe na Sycylię, nasamym niemal wstępie zaczynającej się właśnie podróży orzeknie: "jużnie ma mojej Sycylii", chociaż w finale tego samego tekstuzatytułowanego Ostatnirozdział albo "Roberto i Lucia",czyli pod koniec tej wyprawy napisze także: "pogodziłem się zezmianami na Sycylii. Sycylia istnieje".

Jeślinarzeka na starość, to tyle, ile wypada, nie żali się, nie lamentuje,choć starość faktycznie musi mu doskwierać coraz silniej. Jeślinarzeka, to na turystów, których coraz więcej na wszystkich szlakach,i na rosnące w siłę zjawisko turystyki, które to zjawisko pisarzwidzi coraz wyraźniej i precyzyjniej i które koniec końców określabrutalnym mianem "jednej z największych klęsk XX wieku".Co prawda niemal natychmiast się reflektuje i dodaje, że ma na myśli"turystykę bezmyślną", ale słowo się rzekło. Nie ma jużwędrowców, takich jak on, są już tylko turyści, zorganizowane grupyturystów, zaliczających jak najwięcej znanych miejsc, zabytków,osobliwości kultury i natury w jak najkrótszym czasie. Zauważazresztą Iwaszkiewicz nie bez autoironii, że na takich podróżnych jakon - co to podróżują w pojedynkę, samotnie i zatrzymują się wjednym hotelu czy pensjonacie tydzień albo nawet dziesięć dni -patrzy się podejrzliwie, a nawet traktuje niczym natrętów. Ale teżtych zmęczonych, zziajanych, spoconych turystów gnających z kościołado kościoła, z klasztoru do klasztoru, z zamku do zamku, z pałacu dopałacu, z muzeum do muzeum, z placu na plac, z miasta do miasta,rozbijających się po świecie nowoczesnymi autokarami i samochodami zklimatyzacją, stara się zrozumieć, nawet jeśli jest to wyrozumiałośćnieco protekcjonalna. W datowanej w 1965 roku miniaturce Lato,zamieszczonej jednak nieprzypadkowo przez redaktora tomu na samymkońcu książki, zwraca Iwaszkiewicz uwagę na tkwiący głęboko wczłowieku instynkt: "Jakieś pragnienie utwierdzenia się,pomnożenia swojego życia. A może przede wszystkim przekonania się otrwałości ludzkiego istnienia, o wiecznej egzystencji trwałych dziełludzkich". Zaiste, świat przewraca się raz na jakiś czas dogóry nogami, a jednak Koloseum w Rzymie stoi jak dawniej, podobniewieża Eiffla w środku Paryża, Wawel również na swoim miejscu trwa jaktrwał. Zatem świat ma sens, życie ma sens - mimo całegobezsensu, jakiego doświadczamy dzień w dzień. A przecież całatwórczość Iwaszkiewicza - poetycka, prozatorska, eseistyczna,dramaturgiczna, wreszcie diarystyczna - to koniec końców zgodana świat jaki jest, zgoda na życie jakie jest.

5.Podróżowanie,według autora Książkimoich wspomnień,to nie tylko włóczęga w przestrzeni, po Europie i po Polsce, to takżewłóczęga w czasie; a im pisarz starszy, tym chętniej włóczy się wczasie niż w przestrzeni. Włócząc się po świecie, włóczy się powłasnej twórczości. Na marginesie zasadniczego toku narracji pisarzwtrąca: tu napisał ten wiersz, tam powstało to opowiadanie, tę postaćprzywołał w jeszcze innym wierszu, w tamtym miejscu osadził akcjęjeszcze innej noweli.

Imwięcej życia, tym więcej śmierci, tym więcej tych, których Charon -przywołany zresztą z imienia w jednym z tekstów - przewiózł nadrugą stronę. Żywi zamieniają się w umarłych, ale przecież żyją, tyletylko, że wyłącznie w pamięci i w wyobraźni, będącej pochodnąpamięci. Powroty do miejsc, w których było się już raz lub nie tylkoraz, to powroty do ludzi i jednocześnie powroty ludzi związanych ztymi miejscami; to jak powroty do kiedyś przeczytanych książek.

Wszkicu Spacerpo Dnieprzez 1958 roku omawia Iwaszkiewicz dwie podróże w towarzystwie żonyAnny, jedną - do Moskwy, gdzie spędziła ona dzieciństwo imłodość, skąd wróciła do Polski w 1918, i drugą - do Kijowa ina Ukrainę, gdzie dzieciństwo i młodość spędził Jarosław. Onapokazała mu swoją, nieznaną mu Moskwę, on pokazał jej swój, nieznanyjej Kijów. Obydwie podróże okazały się powrotami w czasie, ale nietylko do okresu młodości, "do zamierzchłych krain minionegoczasu", lecz także, równocześnie "powrotem do rzeczywiecznych". W jeszcze innej podróży na Ukrainę, opisanej wewspomnianym tekście Kijów(z 1974), osiemdziesięcioletni Iwaszkiewicz skonstatował, że to byłsmutny powrót, a tym, co w tej wyprawie najsmutniejsze, okazało się,"że tam już nic nie ma", a to, co jest, bo przecież cośtam jednak jest, to "nowe, nieznajome, obce i niemające nicwspólnego z moją młodością". W tekście trzy lata późniejszymDrogaz Iliniec do Daszowa(z 1977), nawiązującym w tytule do opowieści Henryka Rzewuskiego,zdaje relację z ostatniej podróży - niech będzie: włóczęgi -w rodzinne strony, do Kalnika, Sobu, Babin, do Oratowa iKazimierówki, na cmentarz w Daszowie - na grób ojca Bolesława,zmarłego w 1902 roku, a zatem siedemdziesiąt pięć lat temu.

Wracającdo miejsc i do ludzi, do ludzi i miejsc, wraca pisarz do siebiesamego sprzed lat. Podróż - czy każda podróż, tego pewnym byćnie można, ale ta ostatnia, najważniejsza na pewno - okazujesię podróżą właśnie w głąb swej indywidualnej, osobowościowej istoty,w głąb człowieczeństwa jako takiego, inaczej mówiąc, jest powrotem dosamego źródła.