Obnażeni - Nikki Gemmell

Reflow text when sidebars are open.
Największym szczęściem jest bycie bezinteresownym
Cole zasnął kiedyś w tobie. Śmieje się na to wspomnienie. Uważa, że to erotyczne, zabawne i pocieszające. Następnego ranka, by złagodzić twoje oburzenie, wyjaśnił, że zaśnięcie wewnątrz kobiety to oznaka prawdziwej miłości.
- Co? - Kręcisz głową, jakbyś odganiała muchę.
- To znaczy, że mężczyzna czuje się z kobietą naprawdę komfortowo, tak komfortowo, że może zasnąć w trakcie kochania się z nią. Nie mógłbym tego zrobić z nikim innym. Czuj się zaszczycona, Ślicznotko.
- Hmm - mruczysz w odpowiedzi.
Kochasz Cole'a w sposób, w jaki nie kochałaś jeszcze nikogo wcześniej. Spokojnie. To przypomina bardziej płomień równo spalającej się świecy niż szalone migotanie. Kochasz go nawet wtedy, kiedy zasypia podczas uprawiania miłości z tobą. Gdy miałaś dwadzieścia kilka lat, nie kochałaś spokojnie. To był czas miłości zachłannej, pełnej ekscytacji i przerażenia, a kiedy mówiłaś kocham cię, zawsze czułaś się obnażona. Nigdy nie miałaś poczucia, że miłość to ratunek. Teraz czasami zastanawiasz się, co się stało z intensywnością twojej młodości, kiedy wszystko wydawało się takie żywe, rozpaczliwe i jaskrawe. Czasami wyobrażasz sobie dłoń lakiernika, ścierającą spokój twojego obecnego życia i zalewającą je jasnością.
Ale Cole. Kiedy bierze cię w ramiona, czujesz, jak przepływa przez ciebie jego miłość, cicha, silna i głęboka niczym podwodna rzeka. On uspokaja twoje wzburzenie jak wizyta na wieczornym nabożeństwie albo długie pływanie po pracy. Więź między wami zdaje się taka trzeźwa: małżeństwo nie jest idealne, w żadnym razie, ale jesteście wystarczająco dojrzali, by wiedzieć, iż nie można żądać perfekcji od daru miłości. To i tak znacznie więcej niż ma większość ludzi. Jak Theo.
Twoja niespokojna, żywiołowa przyjaciółka. Czasami odczuwasz przenikliwą zazdrość na widok zmysłowości jej domu: wszystkich tych świeczek, drewna i kamienia, jej elastycznych godzin pracy, cotygodniowych masaży i torebek Kelly. Ale przypominasz sobie, że ona nie jest szczęśliwa i prawdopodobnie nigdy nie będzie. I to jest pocieszające. Bo niezależnie od tego, jak wiele Theo osiągnie, co kupi, przyćmiewając wszystkich innych, zdaje się nigdy nie być zadowolona. Nauczyła cię, że ludzie, którzy lśnią bardziej niż reszta, zdają się być skazani na niezadowolenie, jakby ponosili karę za pragnienie jaśniejszego życia. Zostałam potrącona tak wiele razy, że nie pamiętam już tablic rejestracyjnych, powiedziała ci kiedyś.
Nie czujesz lęku przed Theo, choć boi się jej wiele osób. Może dlatego jesteście tak blisko. Cały ten zgiełk jej osobowości to maska, a kiedy ona spadnie, przy rzadkich okazjach, wrażliwość pod nią ukryta zawsze szokuje.
Czasami odnoszę wrażenie, jakby moja książka stała się literackim ekwiwalentem niezasłanego łóżka Tracey Emin5 - mówi Nikki Gemmell o swojej powieści "Obnażeni". - Tyle że ja po prostu nie byłam pewna, czy podpisać się pod moim dziełem. Wydawało mi się to trudne, bo w książce zawarłam samą prawdę - chciałam zachować skrajną szczerość w pisaniu o seksie małżeńskim i pozamałżeńskim - ale sama jestem matką i żoną, więc czułam, że za dużo bym ryzykowała.
Czwarta powieść Nikki Gemmell z pewnością jest szczera - do tego stopnia, że nawet sama autorka nie czuje się z tym dobrze: Kiedy zaczynałam pisać, oczywiście miałam zamiar wydać książkę pod własnym nazwiskiem, ale przyłapałam się na tym, że robię się zbyt ostrożna i wiele próbuję ukryć. Autorka podjęła zatem decyzję, aby pisać anonimowo, co pozwoliło jej być tak szczerą i bezpośrednią, jak tylko chciała. Kiedy ryzyko zażenowania zniknęło, zaczęła wiernie opisywać te aspekty kobiecości, o których zazwyczaj się milczy.
Żyjemy w świecie "Seksu w wielkim mieście", w którym wszystkie powinnyśmy być spełnione, wyzwolone seksualnie oraz wiecznie spragnione i atrakcyjne. Cóż, chciałam powiedzieć, że ta powieść to anty "Seks w wielkim mieście". Gemmell wierzy, że mimo fascynacji telewizyjnymi pożeraczkami męskich serc, jak Samantha Jones, większość prawdziwych kobiet wciąż jest skrępowana, jeśli chodzi o seks. Wciąż czują się one zażenowane i podatne są na zranienie. Nie wszystkie chcą wystawiać swoje ciała na pokaz, nosić minispódniczki i chwalić się na prawo i lewo swoim życiem seksualnym. W przypadku głównej bohaterki powieści ta skromność stanowi barierę uniemożliwiającą czerpanie radości z seksu. Jej całe życie seksualne polegało na uleganiu, przyzwalaniu i dbaniu o przyjemność partnera zamiast o własną. To dlatego - wyjaśnia Gemmell - anonimowy seks stał się dla bohaterki takim wyzwoleniem.
W ramach badań Gemmell wysłała e-maile do piętnastu najbliższych przyjaciółek i zadała im dwa pytania: "Którą z łóżkowych przyjemności naprawdę uwielbiasz, a czego nie możesz znieść?". Była zaskoczona odpowiedziami.
Wszystkie odpowiedziały wyjątkowo szczerze. "Nie lubię, gdy dotyka moich piersi". Ja też za tym nie przepadałam, ale nigdy nie sądziłam, że więcej kobiet ma ten problem - to naprawdę interesujące. A kilka z nich przyznało, że nienawidzą robić mężczyznom loda. Dlaczego nie mówi się więcej o takich sprawach?
Powieść jest zatem kompilacją wielu różnych prywatnych doświadczeń. Chciałam, żeby książka była jak stara patchworkowa narzuta na łóżko, nad którą pracowało jednocześnie wiele kobiet. Zawiera wątki z życia wielu z nich, nie tylko autorki. To był kolejny powód, by wydać tę książkę anonimowo, nie dotyczy ona bowiem tylko mnie.
Ostatecznie jednak pragnienie Gemmell nie zostało uszanowane - wyśledzili ją dziennikarze, a jej nazwisko trafiło na czołówki gazet. Musiała przyznać się do autorstwa "Obnażonych". Zresztą już praca z wydawnictwem okazała się niezwykle trudna. Kiedy redaktorka zasugerowała pewne zmiany, Gemmell pamięta, że pomyślała: "O mój Boże! Przecież oni wiedzą, że to ja!". Odarta z ochronnej otoczki anonimowości, zablokowała się: Chciałam po prostu wziąć wielki czerwony długopis i przekreślić wszystkie te nieznośnie żenujące historie. Nie mogłam uwierzyć, że to wszystko napisałam.
Jednocześnie oznaczało to, że autorka będzie musiała zdobyć się na kilka wyznań. Najtrudniejsza okazała się rozmowa z mężem. Wiedział, że Nikki pisze książkę, ale nie miał pojęcia, jaka jest odważna. Andy nie czytał żadnej z moich powieści. To facet gustujący raczej w książkach P.G. Wodehouse'a6. Kiedy o "Obnażonych" zaczęło być głośno, a gazety okrzyknęły powieść "wyznaniami kobiety z przedmieść", Gemmell musiała wszystko wyjaśnić: Myślałam, że ta historia nam zaszkodzi, a stało się coś, czego się nie spodziewałam: odświeżyła moje małżeństwo. Mąż patrzy teraz na mnie inaczej i zna mnie lepiej. To było wspaniałe.
Ale pod wieloma względami to był piekielny rok: posiwiałam i zaczęłam mieć migrenowe bóle głowy. Mam dwie wspaniałe babcie, obie po dziewięćdziesiątce, które musiały stawić czoła temu wszystkiemu w swoim klubie kręglarskim. I moi teściowie. Były takie chwile, kiedy myślałam: "Co ja najlepszego zrobiłam?", "Dlaczego to zrobiłam?". Ale przyjaciółka powiedziała mi niedawno: Nikki, przypomnisz to sobie na łożu śmierci i powiesz: "Dzięki Bogu, że to zrobiłam", i będziesz z tego dumna. I rzeczywiście jestem. Szczerość to dobra cecha.
Nikki Gemmell jest dziś zagorzałą orędowniczką szczerych rozmów o seksie. Niedawno występowała w radiu z pięcioma mężczyznami. Tematem dyskusji była otwartość w rozmowach o erotyce. Mężczyźni zgrywali prawdziwych macho, ale gdy tylko mikrofon został wyłączony, wszyscy zgodnie zmienili śpiewkę - wspomina autorka. Rozmowa zeszła na seks oralny i dwóch z pięciu gości audycji wyznało, że nie znoszą, kiedy kobieta robi im loda. Czemu nie powiedzieliście tego na antenie? Żadna kobieta nigdy nie słyszała czegoś takiego - zdziwiła się Gemmell. Jeden z mężczyzn wyjaśnił, że chociaż wolałby być całowany w usta niż "tam na dole", on też musi postępować zgodnie ze stereotypami.
Bardzo chciałabym przeczytać męski odpowiednik mojej książki - konkluduje Gemmell. - Chciałabym poznać sekretne życie mężczyzn. Myślę, że byłoby znacznie bardziej zaskakujące, niż podejrzewamy. Ale czy jakikolwiek facet miałby odwagę, żeby napisać coś tak intymnego? Dobre pytanie.
Twardy sen jest niezbędny dla zdrowia
Pierwsza w nocy. Czytasz pierwszy tom Harry'ego Pottera. Książka należy do Cole'a, znalazłaś ją pośród reszty wakacyjnych lektur, opasłych tomiszczy na temat historii i sztuki. Siedzisz w fotelu przy drzwiach na balkon, z nogą przewieszoną przez oparcie.
Ciarki niczym pająk przebiegają po twoim ciele. Pragniesz burzy, która uporałaby się z tym żarem, chcesz usłyszeć, jak grzmot wibruje w deskach podłogowych, chcesz zobaczyć błyskawicę. Zerkasz na Cole'a śpiącego na prześcieradle, wciąż w butach. Zsuwasz mu je z nóg, jak matka dziecku, i przewracasz go, żeby zdjąć mu koszulę. On podnieca się, wyciąga do ciebie ręce, szarpie twoją spódnicę. Cii, mówisz mu i przykładasz usta do zagłębienia na jego karku. Nie chcesz, żeby się do końca obudził, nie chcesz, żeby cokolwiek się zaczęło. Dostałaś okres i wycieka z ciebie gorąca krew. Wiesz, że byłby tym przerażony. Nie lubi krwi.
Cole zazwyczaj śpi twardo, snem zadowolonego człowieka. Nie chrapie. Nigdy nie mogłabyś za niego wyjść, gdyby chrapał. Jak mogłabyś porządnie się wysypiać przy mężczyźnie, który to robi? Cole roześmiał się, kiedy powiedziałaś mu to w waszą noc poślubną; to jedyny powód, dla którego cię poślubiłam, powiedziałaś. Cole skwitował, że gdyby chrapał, pożyczyłby jeden z twoich staników i włożył do niego piłki tenisowe i nosił go tył na przód, żeby to powstrzymywało go od spania na plecach. Tak bardzo cię kocha.
Jedyna rzecz, której nigdy nie mogłaś powiedzieć swojemu mężowi, to to, że dojście zajmuje mu zbyt wiele czasu. I że jego penis wydaje się wygięty, że często robi się w tobie za miękki, jakby miał swój rozum i w tym czasie myślał o czymś innym. A na początku związku tak często mu obciągałaś tylko dlatego, że chciałaś mu się przypodobać. I żeby myślał, że jesteś kimś innym.
Dobre nawyki najlepiej przyswoić sobie w młodości
Siedzisz przy recepcji w ogromnym, niemal pustym lobby, gdy Cole wymienia gotówkę. Mija cię mężczyzna o promiennej twarzy - tak naprawdę to jeszcze chłopiec, z dziesięć lat młodszy od ciebie. Uśmiecha się, patrząc ci prosto w oczy, i czujesz coś, czego nie czułaś od lat. Ma to coś wspólnego ze studenckimi imprezami, z wannami pełnymi alkoholu, zapachem hamburgerów na palcach i piwa w pocałunkach. Powinnaś być tym zniesmaczona, ale nie byłaś. Robiłaś się tak szybko mokra; nie mogłaś się doczekać, aż zdejmą ubrania, poczujesz na sobie ich ciężar, zostaniesz popchnięta na ścianę, z nogą zadartą do góry.
Idąc z Cole'em z powrotem do waszego pokoju pełnego świeżych róż, podśpiewujesz w myślach. Co drugi dzień czekają na ciebie nowe róże, on nigdy nie pozwala im zwiędnąć w tym upale. W środku całujesz męża prosto w usta, zaskakując siebie - tak samo jak i jego - dzikością tego pocałunku. Smakujesz Cole'a, upajasz się nim, a robisz to tak rzadko. On oddaje pocałunek na swój sposób, jakby wnętrze twoich ust było najbardziej wyśmienitym i kosztownym kąskiem, jaki można sobie wyobrazić. Nie za bardzo lubisz, gdy mąż całuje cię w usta; często dyskretnie wycierasz ślady zostawione przez jego język.
Przed tymi wakacjami ostatni raz kochaliście się w waszą noc poślubną. Stary bugatti, którego wypożyczyliście, nie chciał odpalić, trzeba było pogawędzić ze wszystkimi dalekimi krewnymi Cole'a, a Theo za bardzo się upiła. Po tym zdarzeniu Cole i ty dotarliście do waszego pokoju hotelowego roztrzęsieni, spoceni i głodni, z batonikiem Mars z minibaru do podziału na was dwoje. Mimo to w kochaniu się z nim znalazłaś nową słodycz. I choć sam akt był przepojony nagłym zmęczeniem, odrobinę niezdarny i nie zaszliście daleko, był jak podsumowanie długiego dnia. Ale to bez znaczenia, że ten seks nie należał do najlepszych, bo kochaliście się już tyle razy przedtem.
Miesiąc miodowy trzeba było przesunąć, bo Cole przyjmował każde kolejne zlecenie. W końcu znalazł okienko i mógł gdzieś wyjechać cztery miesiące po tym, jak zawarliście związek małżeński. Nie narzekałaś. Doceniasz jego przywiązanie do pracy. Jest taki solidny i zawsze można na nim polegać. Na pewno cię nie zawiedzie.
Nigdy nie doprowadził cię do orgazmu, choć sądzi, że robi to często. Jesteś dobrą aktorką - jak większość kobiet, podejrzewasz. Wiesz, jak się zachowywać, jakie dźwięki wydawać, jak wyginać plecy w łuk i przywoływać na twarzy grymas rozkoszy. Oglądałaś to w tylu filmach... Zdarza się to wszędzie, tylko nie w twoim życiu. Nigdy sama nie doprowadziłaś się do orgazmu ani nie przeżyłaś go z żadnym z mężczyzn, z którymi spałaś. Kłamałaś każdemu z nich, że miałaś, że się udało. Jesteś ciekawa, jak to jest, ale nie zdesperowana. To jak język, którego nigdy się nie nauczyłaś, a wiesz, że chociaż powinnaś spróbować. Ale możesz być całkowicie szczęśliwa bez niego, możesz przecież bez niego żyć. Masz trzydzieści kilka lat i nigdy nawet nie oglądałaś intymnych części swojego ciała. Cole mógłby ci o nich opowiedzieć, gdybyś była wystarczająco ciekawa, ale czujesz, że one są przeznaczone dla kogoś innego, nie dla ciebie.
Obowiązkiem dziewczynki jest bycie schludną i czystą
Cole na ogół nie lubi dotyku twoich palców na swojej nagiej skórze. Wzdraga się na kontakt bez ostrzeżenia. Twoje opuszki są zawsze chłodne. Zimą, kiedy chcesz go dotknąć, najpierw ogrzewasz je za pomocą termofora. On na to nalega.
Życie Cole'a jest bardzo uporządkowane. Ponownie prasuje swoje koszule po tym, jak zrobi to pomoc domowa, pucuje buty w każdy niedzielny wieczór, wychodzi do pracy punktualnie o ósmej piętnaście, a tuż po seksie wskakuje do łazienki, żeby wytrzeć spermę.
Podejrzewasz, że są pewne rzeczy, które Cole lubi bardziej niż seks. Na przykład: żeby drapać mu skórę na głowie tak mocno, aż płatki naskórka zgromadzą się pod twoimi paznokciami. Nienawidzisz tego. Albo żeby głaskać mu plecy grzebieniem, jak miękkimi grabiami zanurzającymi się w ziemi, aż dostaje gęsiej skórki. Lubi też położyć głowę w wygięciu twoich pleców, gdy leżysz na brzuchu latem w parku.
I kiedy pieścisz go oralnie. To i tylko to gwarantuje, że on dojdzie. Czasami robisz mu loda tylko po to, żeby szybko mieć to wszystko za sobą. Cole dociska twoją głowę, żebyś wzięła go jak najgłębiej, i potem jeszcze odrobinę, a kiedy odrywasz się, by zaczerpnąć powietrza, mierzy kciukiem i palcem wskazującym, jak daleko dotarłaś. A ty, dobra żona, posłusznie się dziwisz i znowu bierzesz go do buzi. Często masz odruch wymiotny albo musisz przerwać rytm, bo brakuje ci tchu. Potem zawsze boli cię szczęka, bo ssanie trwa za długo. Nienawidzisz smaku spermy, wzdragasz się przed nim, jak przed dotknięciem metalu w zimie językiem.
- Idź do domu i mu obciągnij - powiedziała kiedyś Theo po waszym wieczorze spędzonym w kinie. - Biedak, tak dawno już tego nie robiłaś.
- Boże, nie. Proszę, tylko nie to.
- Jeśli robisz im loda, kochają cię całe życie.
- Ale to jest taki obowiązek.
- Ja traktuję to jako wyzwanie.
Posłuchałaś rady Theo. Kiedy już było po wszystkim, Cole powiedział ci, że nie może się doczekać twojego następnego wypadu do kina z przyjaciółką.
Tylko spokojnie, zaśmiałaś się, przekręciłaś na drugi bok i zasnęłaś.
Nie zawsze tak było. Na początku kochaliście się niemal co noc. Cole śpiewał, tańczył w bieliźnie i wygłupiał się jak dzieciak, zanim wskoczył do łóżka. Rozśmieszał cię tak bardzo, że aż bolał cię brzuch. Zawsze byliście całkowicie nadzy, zdejmowaliście nawet zegarki; była w tym łagodna kurtuazja. Uprawialiście seks, który był wyzwaniem dla was obojga: w wagonach sypialnych z Londynu do Kornwalii, chichocząc jak nastolatki, i próbowaliście być cicho ze względu na dzieci obok. Albo w twoim dziecięcym łóżku, które twoja mama zachowała, z dłonią Cole'a na twoich ustach, żebyś milczała. Płakałaś ze szczęścia, a on scałowywał te łzy, wnętrza jego dłoni pieściły twoje policzki. Wciąż masz w pamięci czułość jego dotyku.
Ale teraz te chwile wydają się jak sceny z filmu, nie do końca realne. Tamta kobieta nie istnieje, jest już kimś innym.
Prawdziwe jest tu i teraz. Odcięłaś się. Są inne rzeczy, które wolałabyś robić. To zwykłe zawracanie głowy rozbierać się i kąpać, żeby słodko pachnieć. Zdaje się, że nigdy nie ma odpowiedniej pory, tak byście chcieli tego jednocześnie, zawsze coś jest nie w porządku. Albo ty nie jesteś w nastroju, albo Cole. I coraz łatwiej o wymówki. Masz wrażenie, że oboje wolicie czytać gazety, oglądać telewizję albo spać. To przede wszystkim.
Cole nie protestuje za bardzo. W małżeństwie chodzi o coś innego. Jest uprzejmy, zawsze robi zdumiewająco miłe rzeczy, jakby przywiązywał cię do siebie swoją dobrocią. Są subskrypcje na ulubione niepoważne czasopisma, nieoczekiwane filiżanki herbaty, prowadzenie cię siłą do łóżka, kiedy jesteś przemęczona, prezent w postaci nowej książki, którą schował gdzieś na regale, i mówi, że musisz ją znaleźć. Wszystkie te małe gesty ciebie też zmuszają do dobroci, dobroć rodzi dobroć, małżeństwo to niemal rywalizacja w tej dziedzinie. Więc drapiesz skórę jego głowy tak mocno, że resztki naskórka gromadzą ci się pod paznokciami, jesteś uległa w łóżku i mu obciągasz. Małe dobre uczynki kupują Cole'owi czas w samotności, z dala od ciebie, z dala od świata, z aureolą światła przed telewizorem albo w łazience, albo w gabinecie do późna. Tobie samotność też nie przeszkadza. Potrzebujesz jej, żeby odetchnąć, rozprostować się.
Twoje małżeństwo to dziwna bestia: jest irracjonalne, ale trwa. Jest tradycyjne i z tego powodu krytykuje je twoja matka. Młodo się rozwiodła i wychowywała cię samotnie, dopóki nie posłała cię do szkoły z internatem. Wpoiła ci, że nigdy nie powinnaś polegać na mężczyznach, że musisz być finansowo niezależna, że nie możesz być uległa. Ale szczerze mówiąc, rezygnacja z tej feministycznej nieufności sprawiła ci ulgę. Czujesz się niegrzeczna i rozkoszna, jakbyś sobie folgowała. Jakbyś nosiła futro.
Szanowny Panie,
pozwalam sobie przesłać Panu ten tekst w nadziei, że może Pana zainteresuje.
Został napisany przez moją córkę, która dwanaście miesięcy temu zniknęła. Jej samochód stał porzucony na skraju klifu w południowej Anglii, jednak ciała nigdy nie odnaleziono. Po szczegółowych przesłuchaniach najbliższych córce osób policja stwierdziła samobójstwo i zamknęła akta sprawy. Wciąż jednak pojawiają się spekulacje o upozorowanym zniknięciu. Nie jestem przekonana do żadnego z tych scenariuszy i muszę przyznać, że niepewność trawi moje życie.
Zanim moja córka zaginęła, napisała książkę. Śledczy zwrócili mi jej laptop, w którym znalazłam tekst. Zdaje się, że jestem jedyną osobą, która wiedziała, nad czym ona pracowała. To opowieść o sekretnym życiu zamężnej kobiety, więc moja córka pragnęła pozostać anonimowa, bo chciała o wszystkim pisać otwarcie. Obawiała się, że jeśli podpisze tę historię swoim nazwiskiem, zacznie się cenzurować. Chciała też chronić ludzi wokół i siebie samą.
Przeczytałam ten tekst w nadziei, że znajdę w nim przyczynę zniknięcia córki, i poczułam, jak jej życie otwiera się przede mną niczym kwiat. Z tak wielu rzeczy nie zdawałam sobie sprawy, bo nie chciałam o nich wiedzieć. Choć była najbliższą mi osobą, pozostawała dla mnie obca pod wieloma względami.
Muszę się przyznać, że w pierwszym odruchu chciałam po prostu wykasować tekst i o wszystkim zapomnieć, ale od odejścia córki upłynęło dużo czasu i choć nigdy nie przestałam wierzyć, że to jej głos usłyszę w słuchawce, kiedy następnym razem odbiorę telefon, czuję teraz, że jestem jej coś winna. Chcę zrobić wszystko, co w mojej mocy, żeby znaleźć wydawcę. Ufam, że właśnie tego by chciała, i to bardzo. W ostatecznym rozrachunku chciałam tylko jej szczęścia.
A więc oto "Obnażeni".
Dziękuję za czas, który zechce Pan poświęcić na przeczytanie tej książki.
Części garderoby noszone bezpośrednio przy skórze wymagają częstego prania
Mężczyźni, z którymi spałaś. Którego pamiętasz najlepiej?
Tego, który kochał kobiety.
Tego, który nigdy nie zdejmował skarpetek.
Tego, którego ręce były tak duże, że miałaś wrażenie, jakby znajdowały się w trzech miejscach naraz.
Tego, którego dotyk aż wibrował, który zdawał się wiedzieć dokładnie, co robi, i tym się wyróżniał. Zdawał się czerpać przyjemność z całego doświadczenia tylko wtedy, jeśli ty również ją odczuwałaś, podczas gdy żadnego innego faceta najwyraźniej to nie obchodziło. Pytał cię o twoje fantazje, ale nie miałaś odwagi, by mu o nich opowiedzieć. W tamtych czasach nigdy nie zebrałabyś się na odwagę.
Tego, który przysłał ci polaroidowe zdjęcie swojego ogromnego kutasa*. Ale rozmiar niewiele dla ciebie znaczy. Nie wiesz, dlaczego oni tyle o tym mówią. Zdecydowanie wolisz taki penis, który wygodnie się mieści. Nie za duży - nie chcesz się czuć, jakbyś była rozdzierana na pół.
Tego, który powiedział weź mnie, kiedy doszedł, i stękał, jakby właśnie robił wielką kupę.
Tego, który łaskotał cię pod kolanami i lizał cię po twarzy, który zmuszał cię, żebyś łykała jego spermę, i wcierał ci ją we włosy; którego podniecały wszystkie te rzeczy, jakich ty nie lubiłaś.
Tego, który się zgodził, kiedy pół żartem, pół serio poprosiłaś go o rękę 29 lutego. Czujesz się zażenowana, że to ty oświadczyłaś się Cole'owi McCainowi. Chciałabyś, żeby nigdy o tym nie wspominał, ale on to robi, drocząc się z tobą, i to często.
* Z radością piszesz słowo kutas. Jednakże wymawianie go na głos to zupełnie inna sprawa. Nawet wypowiadanie słowa wagina wydaje ci się odrobinę dziwne, ale nie jesteś pewna, jakiego innego używać. Nienawidzisz słowa szparka, nie znasz żadnej kobiety, która by tak mówiła, a jeśli chodzi o wyraz cipa, zawsze myślisz, że jest używany przez mężczyzn, którzy nie za bardzo lubią kobiety. Pragniesz słów, które kobiety skolonizowały dla siebie; może takie istnieją, ale jeszcze ich nie poznałaś. Nie możesz przecież do końca życia mówić tam na dole.
Co uważasz za szczęście idealne?
Relaks z rodziną nad morzem, gdzieś w dziczy. Tuż po ukończeniu powieści, z której jestem zadowolona.
Czego najbardziej się boisz?
Że moim dzieciom stanie się krzywda.
Którego ze współczesnych ci ludzi najbardziej podziwiasz?
Mojego męża, że ze mną wytrzymuje.
Co zawsze ze sobą nosisz?
Notes, stare pióro Waterman i szminkę.
Co mogłoby poprawić jakość twojego życia? Wymień jedną rzecz.
Więcej snu.
Jakiej najważniejszej lekcji nauczyło cię życie?
Nie dać się ogłupić ludziom, którzy twierdzą, że powinnaś się poddać; mieć odwagę podążać za głosem serca i robić to, czego naprawdę się pragnie.
Który pisarz miał na ciebie największy wpływ?
Michael Ondaatje.
Masz jakieś ulubione książki dla dzieci?
"Zabić drozda" Harpera Lee.
A ulubioną kawiarnię/restaurację?
Lubię każdą, w której mogę pisać. W tej chwili jest to Starbucks, bo mogę pracować przez kilka godzin przy jednym kubku herbaty Chai i muffinie. Jestem pewna, że gardzą takimi klientami jak ja.
Gdzie się wybierasz, gdy szukasz inspiracji?
Gdziekolwiek, gdzie będzie cicho i będę mogła być sama.
Jest coś, czego nienawidzisz?
Ludzi, którzy dołują innych. Takich, którzy chcą pociągnąć innych ze sobą na dno.
Którą ze znanych książek chciałabyś napisać?
"Dziwne losy Jane Eyre".
Zapobieganie marnotrawstwu to obowiązek
Zanim odnalazłaś Cole'a, nie spałaś z mężczyzną przez cztery lata. To trudne, powiedziałaś Theo, to naprawdę trudne. Były niekończące się urodzinowe wieczory i sylwestry, które spędzałaś w łóżku samotnie. Były łzy, szczypiące pod powiekami, na ślubach, kiedy wszystkie pary wstawały, by zatańczyć. Czasami miałaś wrażenie, jakby twoje serce było spękane niczym stare spodki twojej babci. Czasami widok jakiejś pary, śmiejącej się w parku w sobotnie popołudnie, rozbijał je całkowicie. Młode pary z wieloletnim stażem, takie intrygujące, godne pozazdroszczenia, zdystansowane. Na czym polegał ich sekret? Osiągnęłaś etap, na którym nie potrafiłaś sobie wyobrazić, że kiedykolwiek będziesz kochać i będziesz kochana.
Theo ostrzegała cię, że każda osoba, która jest sama dłużej niż trzy lata, staje się dziwaczna, samolubna i trzeba ją z powrotem wciągnąć do świata. Powiedziała, że musi interweniować. Odmówiłaś jej, twierdząc, że tobie nie da się pomóc. Byłaś o tym przekonana. Przez całe twoje życie ludzie odchodzili: byłaś dzieckiem rozwiedzionych rodziców i nigdy nie dorastałaś w oczekiwaniu, że ktoś się tobą zaopiekuje i zostanie przy tobie na zawsze.
Ale wtedy pojawił się Cole McCain.
Stary znajomy z uniwersytetu. Kolega - tylko tyle. Któregoś lata opiekowałaś się domem w Edynburgu podczas festiwalu, a on zapytał, czy mógłby przyjechać; było kilka występów, na które chciał się załapać. Pamiętasz, jak zaprowadziłaś go do pokoju, w którym miał spać. Sypialnia należała do małej dziewczynki, była z wąskim łóżkiem i różową patchworkową narzutą. Pamiętasz jego powątpiewające spojrzenie.
- Chyba lepiej, żebyś spał w dużym łóżku ze mną - powiedziałaś.
To miało być tylko dwoje znajomych kładących się razem dla wygody. Oboje mieliście na sobie piżamy, dopilnowałaś tego. Ale potem poczułaś niespodziewany dotyk jego palców na skórze, były jak strumyki wody spływające po ciele w upalny letni dzień. Przeszyło cię dziwne uczucie, odwróciłaś się, pocałowałaś go. Cole szybko zdjął piżamę, a potem twojej też już nie było i coś tobą zawładnęło. Przepadłaś. Przez cały tydzień kotłowaliście się w pościeli i spadaliście z łóżka raz po raz, chichocząc, zawinięci w kokon z prześcieradeł. Po dwóch latach zostaliście małżeństwem.
- Wiedziałam od lat, głuptasku - skomentowała Theo radośnie, mądra po fakcie. - To zawsze było takie oczywiste.
- Ja nigdy tego nie widziałam.
Długo to trwało, zanim stało się dla ciebie jasne. Sypiałaś z mężczyznami, przy których nie czułaś się komfortowo, licząc na to, że ten komfort poczujesz; poślubiłaś tego jednego, przy którym potrafiłaś zapomnieć o sobie.
Ale był moment niewidzialności, kiedy przymierzałaś suknię ślubną. Jakbyś znikała w tej powodzi kości słoniowej i tiulu. Jakbyś była wymazywana. Ale to było ulotne wrażenie, a poza tym warto uwolnić się od ocierania łez za plecami śmiejących się par, od których widoku pękało ci serce.
Wrażliwość jest uważana przez nieświadomych ludzi za przywilej godny pozazdroszczenia
Dżin z tonikiem przy basenie.
Cole czyta na głos fragment z działu historycznego "Herald Tribune". W 1925 roku w New Jersey matka ośmiorga dzieci, zainspirowana "Ali Babą i czterdziestoma rozbójnikami", podgrzała kocioł z oliwą z oliwek i wylała zawartość na swojego śpiącego męża.
- Oliwa, Ślicznotko. Uwierzysz w to? Oliwa.
Ale ty ledwie go słuchasz, bo myślisz o mężczyźnie z lobby i twoim pierwszym rżnięciu. W tle migotał wtedy telewizor - serial "Wiecznie młodzi". Nie było to przyjemne - byłaś sucha i spięta. Pamiętasz, jak po fakcie chłopak obrzydliwie triumfował, dzieląc się szczegółami z kolegami, i o grającym za głośno telewizorze. Ale to wszystko brzmi tak... plugawo, powiedziała Theo, zaciągając się papierosem z rzadką zaciekłością. Dziwne, że nie możesz sobie przypomnieć, jak ona sama straciła dziewictwo. Właściwie to nawet nie pamiętasz, byś rozmawiała o tym z którąkolwiek z przyjaciółek. Czy każda z nich była rozczarowana tak jak ty? Czy to dlatego nigdy o tym nie mówiły? Wszystkie chciałyście zapomnieć i żyć dalej? Pamiętasz, że Theo nałożyła sobie wtedy na włosy szminkę w kolorze miedzi, żeby podkreślić ich kolor, bo wyczytała o tym w jakimś czasopiśmie, ale za nic nie możesz sobie przypomnieć, jak miał na imię ten chłopak.
Myślisz o Seanie, studencie, z którym Theo i ty dzieliłyście mieszkanie. Był beznadziejnie zakochany w starszej kobiecie, która złamała mu serce, i nigdy nie podjął wysiłku, aby stać się częścią waszej wspólnoty. Wiecznie przygnębiony, trzymał się raczej na uboczu. Któregoś dnia zniknął. Policja zapukała do waszych drzwi tydzień później. Powiedzieli, że wsiadł w pociąg do Szkocji, dojechał stopem na odległą plażę, gdzie jego kochanka miała letni domek, wypłynął w morze i nigdy nie wrócił. Prześladowało cię to przez lata, ta dzika, stargana miłość, którą czuł Sean, woda wlewająca się w niego, napuchnięte ciało, fale obmywające kości. W pewnym sensie był odważny, że to zrobił. Długo tak myślałaś. Teraz żałujesz, że nie dorósł, nie poznał innych kobiet, nie dotarł do tego punktu w swoim życiu, kiedy mógłby spojrzeć za siebie i się roześmiać.
Niewielu ludzi ma prawdziwych przyjaciół; to słowo jest tak często używane, że kompletnie zatraciło swoje znaczenie
Na dzień przed twoim wyjazdem do Marrakeszu pani Theodora White mówi ci, że w jej życiu nie ma już żadnej pasji. To dla ciebie szok, ale ona zbywa twoją troskę uśmiechem i machnięciem dłoni. Zdejmuje resztkę tytoniu z języka i przechyla głowę do tyłu, by jednym haustem pochłonąć ostatni łyk kawy. Ma trzydzieści pięć lat. Ty jeszcze nie przyswoiłaś sobie pojęcia dorosłości. Też jesteś po trzydziestce, ale wciąż wchodzisz w kałuże i za dużo śpiewasz, fałszując, jakby tkwiła w tobie mała dziewczynka, która nie chce umrzeć.
- Jedyna rzecz, do której kiedykolwiek czułam namiętność, to Jezus - mówi ci Theo. - Kiedy miałam jedenaście lat. To miało coś wspólnego z biodrami.
Została wydalona ze szkoły, do której chodziłyście - prowadzonej przez zakonnice - bo matka przełożona uznała, iż Theo ma większy wpływ na uczennice niż siostry zakonne. Theo ma wiele takich historyjek w zanadrzu. Ty nie. Najbliżsi mówią na nią Diz. Zawsze sama zwija papierosy, wyjmując tytoń z wysłużonego srebrnego pudełka, i to dodaje jej tylko uroku. Podobnie jak towarzysząca jej atmosfera nieustannego bycia w rui. Twoja przyjaciółka jest bujna, dojrzała, nosi rozmiar 42. Jest jedną z tych kobiet, które wyglądają tak, jakby czerpały przyjemność z obfitości wszystkiego: jedzenia, świeżego powietrza, seksu, śmiechu, miłości. Przy Theo wypadasz blado, jak liść zbyt długo pozostawiony w wodzie, wypłukany z koloru i życia.
Ale nie zazdrościsz jej, bo wiesz o niej za dużo. Jest twoją najstarszą przyjaciółką na świecie, kochasz ją od trzynastego roku życia. Nie jesteś pewna, dlaczego wiadomość, że nie ma w niej namiętności, napawa cię takim niepokojem. Może dlatego, że w porównaniu z jej życiem twoje, na skraju miesiąca miodowego, zdaje się skąpane w miłości. Kiedy wracasz do domu z kawiarni, uśmiechasz się na tę myśl. Nie możesz nic na to poradzić. Idziesz ulicą i uśmiechasz się szeroko.
Obowiązkiem żony jest sprawiać, by dom jej męża był szczęśliwy
Północ jest gęsta od upału i trwa w bezruchu, czekając na atak żab i ptaków. Oczy masz zamknięte, ale wyczuwasz spojrzenie Cole'a. Czujesz jego żądzę i coś ściska cię w gardle. Twój związek funkcjonuje zachwycająco, z łatwością, na tyle różnych sposobów. Z wyjątkiem seksu.
Ale nie po to poślubiłaś Cole'a.
Jego język dotyka twojej powieki, mokry jak ślimak i ciężki. Mąż zdziera z ciebie oporne prześcieradło, które spowija twoje nogi, i natarczywie wciska ci kolano pomiędzy uda. Zawsze chce uprawiać miłość po swojemu. A i tak robicie to rzadko. Ty wolisz kochać się po przebudzeniu, korzystając z jego porannych wzwodów, chociaż penis Cole'a często nie wydaje ci się wystarczająco twardy, jakby miał własny rozum i myślał o czymś innym. Twój mąż zresztą zazwyczaj nie dochodzi i oboje poddajecie się, zanim mu się to uda. Zawsze odczuwasz ulgę z tego powodu. Zastanawiasz się, czy to jakaś choroba sprawia, że Cole potrzebuje tak dużo czasu, aby skończyć, albo czy ma mniejszy popęd seksualny, albo czy po prostu jest zmęczony. Tak jak ty, często.
Podczas gdy Cole porusza się na tobie na tym szerokim hotelowym łożu, ty patrzysz na zegarek stojący przy łóżku, na cyfry przeskakujące minuta po minucie, i myślisz o Marilyn Monroe, która powiedziała: Nie sądzę, bym robiła to tak jak trzeba. Przeczytałaś te słowa kiedyś w gazecie ze zdumieniem i ulgą - a więc ktoś inny też. I to kto! Nie jesteś pewna, czy Cole robi to tak jak trzeba. Nie wiesz, co to znaczy: tak jak trzeba. Theo by wiedziała, bo jest seksuolożką z dyskretnym gabinetem w Knightsbridge i własną kolumną w niedzielnym czasopiśmie. Podejrzewasz, że ona uważa cię jednocześnie za niewinną, śmieszną i słodką. Cole i ty nigdy nie kochaliście się dwa razy pod rząd ani nie przewracaliście lamp podczas seksu, ani nie ciągnęliście się za włosy. Kiedy już uprawiacie miłość, moglibyście opisać siebie nawzajem jako schludnych.
Cyfry na zegarku zmieniają się tak powoli, podczas gdy leżysz na łóżku, a Cole na tobie. Coś się przesunęło, głęboko w tobie. Nie kochacie się często; czytałaś artykuły w czasopismach dla kobiet o tym, z jaką częstotliwością większość par to robi, i zawsze ci się wydaje, że to tak dużo. Ale nikt nie jest całkowicie szczery, jeśli chodzi o seks.
Trzynaście po północy. Cole doszedł. To rzadkość. Rozmazuje spermę po twoich piersiach i policzkach, muska nią twoje czoło, jakby naznaczał cię krwią. Jest zadowolony. Ty jesteś zadowolona. Być może tym razem było jak trzeba. On włącza lampę na stoliku przy łóżku, aby ocenić, jak mokre są prześcieradła i części garderoby; zawsze to robi, chce to wyczyścić tak szybko, jak to możliwe. Nienawidzi bałaganu.
Przyciągasz do siebie jego głowę. Jest zaskoczony twoją odwagą, chce odwrócić twarz, ale trzymasz go mocno, bo pamiętasz, jak szłaś nawą i patrzyłaś w jego stronę, a twoje serce pęczniało miłością jak stara wysuszona gąbka, którą ktoś wrzucił do kąpieli. Kiedy twój mąż trzyma cię w ramionach, czujesz się jak w niebie, jak w porcie, możesz odpocząć od chaosu świata. To właśnie tego zawsze chciałaś, musisz to przyznać. Schronienia, banału.
Tańczcie do utraty tchu
Słońce rozpieszcza cię, całując twój duży palec u stopy, kiedy niczym diwa przeciągasz się na leżaku i oświadczasz, że zostaniesz przy basenie odrobinę dłużej. Ani Cole, ani ty sama nie zwiedziliście jeszcze miasta, chociaż jesteście tutaj od czterech dni. Theo by cię za to zganiła, ale małżeństwo cię rozleniwiło, stępiło twoją ciekawość. Tłum okrytych szatami ludzi o zasłoniętych twarzach, góry bagażu, piszczące dzieci i strażnicy z karabinami maszynowymi na lotnisku - wszystko to było trochę przytłaczające, więc oboje z Cole'em póki co z zadowoleniem kryjecie się w hotelu, który przypomina ten z filmu "Lśnienie", z szerokimi korytarzami w stylu art déco, surrealistycznie ogromnym lobby oraz atmosferą melancholii z powodu dawno minionej dekadencji. Ten bastion francuskiego kolonializmu odwiedzają teraz zamożni Europejczycy, ale nie ma ich wystarczająco dużo, aby zapełnić całą tę przestrzeń. Nie ma tu muzułmanów. Być może uważają to za niedorzeczne i nienormalne albo nie czują się tu mile widziani. Nie masz jednak kogo o to zapytać.
Kiedyś szukałabyś odpowiedzi, kiedyś gnała cię ciekawość. Teraz jesteś zbyt ospała, żeby się przejmować. Tak wspaniale rozkojarzona. Siedzisz na brzegu basenu, zanurzasz czubki palców w chłodnej wodzie i przypominasz sobie coś z wczorajszego "Timesa" o tym, że pragnienie myślenia rzadko ogarnia ludzi zadowolonych. Uśmiechasz się - i co z tego? - i machasz do kelnera, prosząc o kolejne Bellini. Jak ty je uwielbiasz. Nigdy wcześniej nie pozwalałaś sobie na luksus lenistwa ani na cztery Bellini pod rząd.
Na ścieżce hotelowego ogrodu, nad którą piętrzy się łuk porośnięty różami, widzisz osiołka ciągnącego wózek ze zwiędłymi roślinami. Mężczyzna leniwie smaga batem grzbiet zwierzęcia. Wreszcie coś charakterystycznego dla tego kraju. Musisz to sfotografować.
Cała natura jest wspaniała i warta nabożnego poznania
Podczas jednodniowej wycieczki w góry Atlas wystawiłaś głowę przez okno samochodu, ku niebu, i poczułaś zapach eukaliptusa w gorącej bryzie. Cole czyta "Herald Tribune", przysypia i gwałtownie budzi się z drzemki.
Twój mąż pracuje wyjątkowo ciężko jako konserwator obrazów. Specjalizuje się w dziełach od XV do XIX wieku. Teraz jeździ po świecie, oceniając stan obrazów na sprzedaż. Pracuje tam, gdzie są przechowywane, bo po 11 września składki ubezpieczeniowe wzrosły tak bardzo, że często taniej jest wysłać konserwatora na miejsce. Całymi dniami jest zajęty, ale korzyści są ogromne - ty już nie musisz pracować. Zawsze chciałaś spróbować lenistwa i to jest twój drugi miesiąc nicnierobienia. Cole zachęcał cię, żebyś rzuciła pracę wykładowczyni dziennikarstwa na City University; zmiażdżył twoje obawy swoim entuzjazmem. Akurat oferowano odprawy, a ta suma pozwoliła na pokrycie waszego kredytu hipotecznego. Nikt z twoich współpracowników nie chciał, żebyś odchodziła - twoja obecność uspokajała temperamentny wydział. Nie wychylałaś się, ciężko pracowałaś. Ale byłaś zmęczona latami nauczania, bezwzględną rutyną: praca, jedzenie, sen i niewiele więcej. To zamieniło się w sieć, która zaczęła ciągnąć cię w dół. Theo powiedziała, że byłaś taka szlachetna, taka altruistyczna jako nauczycielka, że to musiało się tak skończyć. Nie powiedziałaś jej, że czułaś się jak tchórz, że nigdy nie opuściłaś uniwersytetu i nie weszłaś do prawdziwego świata; droczyłaś się z nią, że też jest nauczycielką, i to równie szlachetną, jak ty sama.
- Boże, nie. Wykonuję swoją pracę wyłącznie dla siebie i dla nikogo innego. To całkowicie egoistyczne, bo wiele z tego mam.
- A co to takiego, moja droga?
- Ten sekretny dreszcz - uśmiecha się szeroko - kiedy moje klientki zdradzają mi wszystkie swoje najgłębsze, najmroczniejsze myśli.
Twoja praca przestała ci sprawiać jakąkolwiek radość i rozkoszujesz się dziwnym uczuciem satysfakcji, dobrze radząc sobie w tej nowej roli żony. Nie spodziewałaś się, że twoje dni będzie wypełniało tyle powszednich rzeczy, ale - o dziwo - póki co czerpiesz radość z gotowania skomplikowanych niedzielnych posiłków w zwykłe dni tygodnia, z malowania kuchni i robienia porządków w garderobie. Dni pędzą jak szalone, chociaż wiesz, że nuda i obniżone poczucie własnej wartości mogą cię dopaść któregoś dnia. Ale nie teraz, jeszcze nie.
Zostało ci niewiele oszczędności, ale Cole wypłaca ci kieszonkowe w wysokości ośmiuset funtów miesięcznie. To oznacza subtelną zmianę: ma teraz prawo oczekiwać zacerowanych skarpet i domowych puddingów, może komentować odrobinę za często twój zaokrąglony brzuszek czy okazjonalne krosty. Ale te jego małe okrucieństwa to niewysoka cena za luksus odpoczynku. On daje ci coś, czego nie miałaś nigdy wcześniej: szansę, aby odzyskać siły i zorientować się, co chcesz zrobić z resztą swojego życia. Byłaś taka spięta i kontrolowałaś się tak długo: zawsze na czas, wszystko na tip-top. Podczas pierwszego miesiąca bezrobocia odrabiałaś zaległości w spaniu i podejrzewałaś, że właśnie cię dopadły lata wyczerpania, że płacisz za to pragnienie, by wszystkich zadowolić, za nieumiejętność powiedzenia nie. W każdym razie Cole dręczy cię w głupi, dziecinny sposób i nigdy nie masz mu tego aż tak bardzo za złe.
Właściwie wymusiłaś na nim tę wycieczkę w góry. On chce wracać, ponieważ nienawidzi aktywności i spędzania czasu na świeżym powietrzu. Udaje, że jest taki staroświecki i zrzędliwy w tak młodym wieku, ale ty uważasz, że to urocze. Tak bardzo cię rozśmiesza. Jest jeszcze intrygująca druga strona jego opryskliwości: ten mały chłopiec, który ogląda "Star Trek" i kupuje czekoladowe płatki śniadaniowe. Uwielbiasz tego dzieciaka w T-shircie, schowanego pod włoskimi garniturami. Podejrzewasz, że jesteś jedyną, która wie o jego istnieniu.
Samochód pokonuje serpentyny i zwalnia na wąskiej drodze gruntowej. Masz ochotę wyskoczyć, zdjąć buty i poczuć ochrę - miękką jak talk kosmetyczny - pod stopami. Dobrze znasz ten typ krajobrazu, bo odwiedzałaś podobne miejsca z matką, kiedy byłaś mała. Sahara jest tuż za górami, morze piachu pod bezkresnym niebem.
- To pustynia koloru pszenicy - mówi Muli, kierowca i przewodnik.
- Jak wspaniale! - Klaszczesz dłońmi ozdobionymi henną. Ich widok cię urzeka. - Musisz nas tam zabrać, Muli - mówisz.
Cole obrzuca cię spojrzeniem.
- Następnym razem.
Uśmiechasz się i liżesz męża pod uchem, jak szczeniaczek. Jest taki zabawny. Jego niechęć to tylko gra, a ciebie, niczym szklankę, wypełnia miłość do niego. Aż po brzegi.
To właśnie anonimowi autorzy w całej historii literatury stworzyli najwięcej kontrowersyjnych, odważnych i pikantnych dzieł. Ukrywali swoje nazwiska, żeby chronić tożsamość. Chowali się za fasadą tajemnicy, dzięki czemu mogli pisać bez skrępowania czy strachu przed srogą karą. Właśnie z jednej z takich anonimowych opowieści, dzieła "O wyższości sfer niewieścich", Nikki Gemmell czerpała inspirację w trakcie pisania "Obnażonych". Na długo przed pojawieniem się feministek autorka owej książki opisywała, jak powinny zachowywać się świadome siebie kobiety, i do tego stopnia wyprzedzała swoje czasy, że bez wątpienia była zmuszona ukryć swoją tożsamość, by uniknąć konsekwencji. Podobnie Gemmell, podejmując decyzję o utajnieniu swojego nazwiska, poczuła, że może swobodnie zgłębiać tematy tabu i ujawnić, jak rzeczywiście wyglądają relacje między współczesnymi mężczyznami i kobietami.
Kiedy w końcu zgłosiła się do swojego agenta, Davida Godwina, z ukończonym tekstem, powiedziała, że czuje się naga, siedząc przed nim. Godwin uszanował jej decyzję i prowadził pertraktacje z wydawcami, nie ujawniając tożsamości autorki. Kiedy wydawnictwo Fourth Estate w końcu kupiło prawa do książki podczas burzliwej aukcji na targach we Frankfurcie, tylko dwaj dyrektorzy mogli poznać nazwisko autorki. I właśnie wtedy całą sprawą zaczęła się interesować prasa. Nagłówki w gazetach głosiły, że tajemnicza gospodyni domowa, autorka tych wyznań o seksie na przedmieściach, zarobi na nich fortunę. I zaczęło się polowanie na czarownice. Kim jest ta kobieta? Niezadowoloną żoną laureata Nagrody Bookera? A może tekst w ogóle został napisany przez mężczyznę?
Co ciekawe, wytropili ją dziennikarze "Sunday Telegraph", a nie żadnego brukowca. Tak długo stali na progu jej domu w Notting Hill, gdzie mieszka z mężem i dwójką małych dzieci, aż w końcu przyznała, że to ona jest autorką. Gemmell wspomina: Byłam przerażona, nie widziałam w tym też tematu na poważny artykuł, pracowałam przecież jako dziennikarka. Mój mąż i ja z drżeniem siedzieliśmy na kanapie. Cała moja wizja tej książki opierała się na tym, że będę mogła po prostu ją napisać i odciąć się od niej. Tymczasem na drugim krańcu świata inny dziennikarz nawiązał kontakt z jej rodzicami w Australii, mając nadzieję na to, że wyciągnie od nich jakieś pikantne szczegóły nadające się do opublikowania. Na szczęście Gemmell przewidziała taką taktykę i uprzedziła rodziców, żeby nie odpowiadali na żadne pytania. Jej ojciec zapytał wtedy: A mogę najpierw im powiedzieć, że jestem z ciebie bardzo dumny, a dopiero potem się rozłączyć?
Podobna nagonka medialna stała się udziałem amerykańskiego dziennikarza Joe Kleina w 1996 roku, kiedy anonimowo wydał powieść "Barwy kampanii". Ta ledwie zawoalowana satyra na kampanię prezydencką Clintona z 1992 roku niemal natychmiast znalazła się na listach bestsellerów. Zjadliwy portret niektórych amerykańskich polityków ze świecznika był tak trafny, że wyraźnie został napisany przez osobę dobrze poinformowaną, która chciała uchylić rąbka tajemnicy i pokazać, jak funkcjonuje system. CNN nazwało to polityką bez upiększeń, z całym praniem brudów i skandalami.
Prasa nie ustawała w wysiłkach, żeby odszukać tajemniczego pisarza. Huczał internet. Debatowano o tym we wszystkich telewizyjnych talk-show. Jak ujął to jeden z prezenterów: Nic tak nie kusi dziennikarza jak anonimowy autor.
Krytycy oskarżyli później Kleina, że zataił swoje nazwisko w celach marketingowych, jednak rzeczywiste powody, dla których chciał zachować anonimowość, przypominają te, którymi kierowała się Gemmell - niczego nie ukrywać, opisać całą prawdę. I choć powieść Gemmell wkracza na zakazane terytorium seksu, a Klein ukazuje mechanizmy polityczne, w obu przypadkach trudno zachować całkowitą szczerość, kiedy zagrożone mogą być przyjaźnie, a nawet związki. Dlatego obydwoje autorzy kategorycznie twierdzą, że nie mogli pod swoimi książkami się podpisać.
Ostatecznie determinacja Kleina, aby pozostać anonimowym, doprowadziła go do utraty pracy w "Newsweeku". Chociaż żarliwie wypierał się autorstwa powieści przy niezliczonych okazjach, "Washington Post" zidentyfikował go na podstawie analizy pisma z notatek na wydrukach. Po tylu kłamstwach Joe Klein został ostro skrytykowany przez prasę, która zakwestionowała jego dziennikarską reputację i profesjonalizm.
Kiedy Gemmell została zdemaskowana, dołączyła do powieści list wyjaśniający powody swojej decyzji - że jako żona i matka mogła czuć się niekomfortowo, podpisując tekst własnym nazwiskiem. Prosiła również o uszanowanie swojego wyboru - zwłaszcza tych, którzy nie rozumieją jej pragnienia anonimowości. Pojawiały się bowiem opinie, że przecież można publikować pod innym nazwiskiem - nikt nie zadawałby wtedy żadnych trudnych pytań. Ale Gemmell uważa, że pseudonim to kłamstwo, a ta książka jest przede wszystkim o szczerości.
Ani Gemmell, ani Klein nie stracili jednak na tym, że zostali zdemaskowani. Sprzedaż "Barw kampanii" utrzymywała się na stałym poziomie, a ekranizacja książki, z Johnem Travoltą i Emmą Thompson w rolach głównych, stała się hollywoodzkim hitem. Klein został szybko zwerbowany przez "New Yorkera", obecnie prowadzi cotygodniową rubrykę w magazynie "Time".
Nikki Gemmell natomiast zajmuje pierwsze miejsce na liście najlepiej sprzedających się autorów w rodzinnej Australii i stała się w brytyjskich mediach rzeczniczką seksualnego wyzwolenia kobiet. Po ośmiu miesiącach traumy związanej ze zdemaskowaniem okazało się, że tak naprawdę jest to pozytywne doświadczenie. Zostałam zmuszona, by wziąć swoją powieść do ręki i powiedzieć: Tak, ja jestem jej autorką i jestem z tego dumna.
Radość wyjazdu gdzieś, gdzie nie chciałabyś zabrać przyjaciółki od serca, nie może być racjonalna
Weź mnie za rękę, mówi Cole, podczas gdy prowadzi cię o zmierzchu przez zatłoczone ulice Marrakeszu. Żadne z was nie zna pieszej etykiety tego miasta. Samochody jeżdżą we wszystkich kierunkach, ulice w półmroku są pełne jak w godzinach szczytu w Nowym Jorku, ale wszystko jest szybsze, bardziej bezczelne, niespokojne. Ekscytujące, myślisz. Skutery i autokary, osiołki i wózki zatrzymują się i ruszają, mijają się i przecinają sobie drogę, pozornie bez żadnych zasad, a tłum ludzi pcha cię i kieruje na wielki, rozległy plac w sercu miasta, Dżamma al-Fina. Podnosisz głowę, by popatrzeć na niskie budynki wokół w kolorze ochry, i wyrywasz się z uchwytu Cole'a. Obracasz się, chłoniesz widoki, bo czujesz, jakby całe życie było w tym miejscu. Są tu zaklinacze węży z wijącymi się na ramionach bransoletami, zasuszeni bajarze otoczeni przez zasłuchanych ludzi, sprzedawcy wody z uwieszonymi jak amunicja u pasa mosiężnymi kubkami, zawoalowane kobiety oferujące wróżby, biżuterię, hennę na dłonie... Zupełnie jak na pełnym przepychu i dziwadeł planie kiczowatego filmu.
Śmiejesz się, że Diz byłaby zachwycona tym wszystkim. Dzięki Bogu, nie zabrałaś jej ze sobą.
Niemal z miejsca ją zaprosiłaś, kiedy powiedziała, że jest taka zdołowana. Chciałaś, żeby dołączyła do ciebie tylko na trochę, w ramach niespodzianki: za trzy dni, pierwszego czerwca, miały być jej urodziny. Ale wiedziałaś, że najpierw musiałabyś spytać Cole'a, a on by się na to nie zgodził, oczywiście.
- Ona jest dziwna - mówi o Theo.
- Mówisz tak o wszystkich moich przyjaciołach.
- Ona jest dziwniejsza niż reszta.
Z tym nie możesz się nie zgodzić. Theo wsiada w pociąg do Paryża tylko po to, żeby odwiedzić fryzjera. Ma tatuaż w kształcie gardenii poniżej linii włosów łonowych. Nie potrafi ugotować jajka w koszulce. Nigdy nie ogląda telewizji. W każdy poniedziałek i piątek każe sobie dostarczać swoje ulubione kwiaty: róże odmiany Iceberg, lilie, wytworne gardenie. Jest żoną mężczyzny o imieniu Tomas, starszego od niej o dwadzieścia cztery lata, z którym rzadko się kocha. Cierpi na pewną dolegliwość.
- Jaką? - zapytałaś, kiedy ci o tym wspomniała.
- Pochwica. Brzmi obrzydliwie, prawda? Jak coś, czego można się nabawić w Amsterdamie. To oznacza, że kiedy ktoś próbuje mnie zerżnąć, mięśnie wokół wejścia do pochwy zaczynają się kurczyć. To potwornie bolesne.
- Theo, kochana Theo, najwspanialsza ze wszystkich. - Przytulasz ją. Twoja twarz wykrzywia się w grymasie, zaczynasz płakać.
- Hej, to nic - śmieje się ona - to nic. Właściwie to raczej zabawne.
Odchyla się i uśmiecha tym swoim markowym uśmiechem: jeden kącik jej ust wędruje do góry, a drugi - na dół. Wyjmuje małe srebrne pudełeczko. Zapala papierosa. Mówi, że postanowiła zbadać całą sytuację, kwestię przyjemności kobiety, i to było tak rozkosznie absorbujące, że w końcu stało się jej pracą. Twierdzi, że większość kobiet nigdy nie osiągnęła orgazmu dzięki samej penetracji waginy: cała radocha tkwi w łechtaczce. Wtedy zaczerwieniłaś się, gdy tak bezceremonialne użyła tego słowa; na niektóre rzeczy nie mogłaś nic poradzić.
- Nawet nie masz pojęcia, ile klientek nie ma absolutnie żadnej przyjemności ze standardowej penetracji - powiedziała, podkreślając słowa gwałtownymi uderzeniami dłoni w stół, aż sztućce podskakiwały. - My po prostu nie wiemy wystarczająco dobrze, jak same siebie zadowalać. Nigdy się tego nie uczymy. Wciąż jesteśmy zbyt skupione na przyjemności mężczyzn. Kosztem własnej.
Nie czułaś się do końca komfortowo podczas tej rozmowy. Odrobinę nazbyt szczerej. Chciałaś dowiedzieć się czegoś więcej o jej stanie, bo odczułaś dziwną ulgę na wieść o tym, że twoja szalenie zmysłowa przyjaciółka też ma problemy z seksem; a zatem Theo również jest człowiekiem.
- A poszukałaś pomocy, w związku z tą pochwo... pochwi...
- Mhm, tak. Wiązało się to z używaniem strasznego narzędzia, zwanego rozszerzaczem pochwy.
- Zadziałało?
- Cóż, tak, ale kiedy w końcu doszło do seksu, na który czekałam, ogromnie się rozczarowałam. To było takie nudne w porównaniu ze wszystkim innym. Dlaczego nikt mi tego nie powiedział?
Cudowny śmiech Theo wydobył się z głębi jej brzucha, ale w jej oczach nie było radości. Jej małżeństwo z Tomasem jest takie dziwne, nie potrafisz tego zrozumieć. On ma inne związki, zarówno z kobietami, jak i z mężczyznami - tak wygląda ich życie. A jednak są razem. W moim życiu brakuje namiętności, do czegokolwiek. Do męża, o którym mówi, że jest zbyt mądra, żeby go kochać. Do Londynu, miasta nieokiełznanej energii, do którego obie uciekłyście jako nastolatki z tej samej szkoły z internatem, niemal dwadzieścia lat temu. Nawet do swojej pracy, bo robi to od tak dawna, że wszystkie historie są teraz jednakowe. Nie ma zbyt wielu nowych wątków w ludzkich losach i ostatnio zauważyła, że słuchając pacjentów, zaczęła się wyłączać.
Podejrzewasz, że przyciągasz do siebie skrajne osobowości, takie jak ona, bo sama jesteś stabilna, podobnie jak Cole. Theo opisała kiedyś was dwoje jako upiornie zadowolonych. Dla niektórych to oznacza niewybaczalnie przeciętnych, ale dla innych jesteś przystanią, zawsze na miejscu, gdy cię potrzebują, nawet w niedzielne wieczory, urodziny i w Boże Narodzenie.
Przyjaźnicie się z Theo od trzynastego roku życia. Razem kartkowałyście czasopisma z arabskimi ogierami w poszukiwaniu obrazków koni, koczowałyście całą noc po bilety na Duran Duran, pożerałyście razem książki, od "Domku na prerii" przez "Ptaki ciernistych krzewów" po "Historię O". Razem wypaliłyście pierwszego papierosa i przeżyłyście ostatni prysznic z dziewczyną. Stałyście na lewo od siebie przy ślubnych kobiercach, wiedząc, że będziecie nawzajem matkami chrzestnymi dla swoich dzieci.
Spotkałyście się w tej samej klasie, w prowadzonej przez zakonnice szkole z internatem w Hampshire. Miejscu, które zachęcało do przeciętności. Nie miałyście być mądre, bo bycie mądrą nie sprawi, że będzie się dobrą żoną. Jeśli w czymś się wyróżniałaś, było to postrzegane jako łagodna perwersja. Ale Theo była zdumiewająco obojętna na to wszystko. Początkowo niewiele osób ją lubiło. Przyszła do klasy w środku semestru. Rozwinęła się szybciej niż inne dziewczynki i miała zagranicznych rodziców, Nowozelandczyków, którzy dopiero niedawno się dorobili i wciąż mieli za mało pieniędzy. Ale miała tak silną osobowość, że obróciła los na swoją korzyść i w końcu została dyżurną, tak jak ty.
- Nie ekscytuj się za bardzo - powiedziała ci. - Praktycznie każdej przydzielono tę funkcję. Zrobiły to tylko dlatego, bo zapomniały, że mają nas uczyć, a to można sobie wpisać do CV.
Została wyrzucona za napisanie do papieża listu, w którym wyjaśniała mu, dlaczego metoda kontroli urodzeń za pomocą kalendarzyka nie sprawdza się w przypadku większości dziewczyn. (Nauczyła się tego od starszej siostry, która w tajemnicy miała aborcję). Popełniła błąd, podpisując list nazwiskiem blond koleżanki z klasy, która chciała zostać modelką, kiedy dorośnie, a ojciec obiecał jej samochód, jeśli przestanie obgryzać paznokcie. I wyjątkowo realizowała się w traktowaniu was z góry. Skandal zrobił z Theo bohaterkę na wygnaniu, ale zawsze pozostała absolutnie wierna tobie, swojej damie dworu, która pierwsza się w niej zakochała.
Tutaj, w Marrakeszu, po prostu chciałabyś, żeby twoja przyjaciółka była równie szczęśliwa jak ty. Bo chcesz, żeby inni byli radośni, chcesz nieść im radość, masz z tego wielką satysfakcję. Chciałabyś, aby Theo była tu z tobą, byś mogła ją rozweselić. Miałabyś z kim zwiedzać, podczas gdy Cole siedziałby gdzieś sam. Zawsze oddajesz ludziom małe przysługi; twoja babcia powiedziała ci, aby nigdy nie tłumić uprzejmych myśli, i zawsze starasz o tym pamiętać. Robisz fotkę zaklinaczowi węży na placu, a on rozpychając się, rusza w twoim kierunku. Chce pieniędzy i macha tymi swoimi wężami. Zaczynasz piszczeć i uciekasz przed nim, ciągnąc za sobą Cole'a. Musisz jej o tym opowiedzieć.
Nigdy dość troskliwości, dziewczęta
- Dlaczego zakładasz skarpetki? - pytasz.
- Bo wracam do pokoju, Ślicznotko.
- Ale dopiero tu przyszliśmy, Osiołku. Twoje kąpielówki wciąż są mokre.
- Wiem, ale w sali telewizyjnej jest bardzo ważne spotkanie. Idziesz?
- Nie, zostanę przy basenie trochę dłużej.
Masz wyrzuty sumienia, że odmawiasz, bo Cole bardzo cię potrzebuje. I głośno wyraża tę potrzebę, niemal jak rozdrażniony chłopiec. Ale czujesz, jak twoja skóra chłonie to bezlitosne marokańskie słońce, niczym pustynia krople deszczu. Prężysz ciało w jego promieniach. Tutaj słońce napiera, w Anglii zaledwie muska. Cole ukrywa przed nim swoją bladą i niemal przezroczystą skórę i mruży oczy. Często nie ma go przy tobie, cały czas siedzi w cieniu. Nie tylko na wakacjach, w Londynie także. Wyrobił w sobie nawyk życia w odosobnieniu. Do późna w pracy albo przed telewizorem, albo w łazience. Potrafi siedzieć w toalecie trzy kwadranse, nawet dłużej. Jeśli siadasz przy nim na kanapie, nieświadomie przesiada się na fotel. Jeśli w łóżku położysz dłoń na jego kroczu, odtrąci ją. Najczęściej śpi odwrócony plecami do ciebie.
Ale nawet gdy go nie ma, potrzebuje, abyś była w pobliżu. Powiedział ci, że jesteś jego życiem. Uwielbiasz dzikość tej jego potrzeby, to, że ktoś tak bardzo cię pragnie. Spośród pociągających cię mężczyzn tylko z Cole'em możesz rozmawiać, nie obawiając się krępującego milczenia - pustej autostrady przecinającej sam środek konwersacji. Nie musisz się martwić, że powiesz coś głupiego lub niestosownego, albo zająkniesz się czy zarumienisz. W pobliżu Cole'a twoje ciało jest ci posłuszne, to ty masz władzę, możesz się zrelaksować. To jeden z powodów, dla których za niego wyszłaś. Czujesz się z nim swobodnie, nie musisz za dużo udawać, możesz być niemal sobą. Nikomu innemu nie pozwoliłaś zbliżyć się do siebie tak bardzo.
Niewiele jest żon, które nie pragną dziecka z całego serca
Gdy leniuchujecie na leżakach, do basenu wchodzi kobieta w zaawansowanej ciąży, niczym galeon na pełnych żaglach, silna, dumna i spełniona. Już niedługo wy też zaczniecie się starać o dziecko. Gdy tylko upłynie pierwszy rok waszego małżeństwa.
Po prostu nacieszmy się sobą przez jakiś czas, zaproponował Cole.
Ale, dzięki Bogu, ciąża jest w planach. Mąż, dom, dziecko. Takie szczęście jest niemal nieprzyzwoite, gdy przytrafia się jednej osobie, prawda? Czujesz taką bezczelną radość. Jak ktokolwiek może znieść przebywanie z tobą? Zerkasz na Cole'a: tak długo wyglądał na zbyt młodego, nie do końca ukształtowanego, ale teraz, pod czterdziestkę, gdy wielu jego rówieśników traci włosy i przybiera na wadze, w nim wszystko zaczyna działać. Wcześniej znajdował się w stanie zahamowanego dojrzewania, teraz jest potężny i przystojny. Nareszcie. Ma potencjał, by wspaniale się zestarzeć, i dopiero teraz to widzisz.
Czy to już nie powinno mijać, ta pełnia uczuć w twoim sercu, gotowym niemal eksplodować? Kiedy to ma przygasnąć? Odrzucasz "Vogue'a" i kładziesz się na Cole'u. Wasze brzuchy stykają się. Wdychasz zapach jego skóry, jak matka wdycha woń swojego dziecka. Czy ten zapach kiedykolwiek ci zbrzydnie? Nie potrafisz sobie wyobrazić, żeby to było możliwe. Cole odpycha cię, udając zrzędzenie, i daje ci klapsa w pupę. Piszczysz i znowu rozkładasz się na swoim leżaku. Obok przechodzi młody kelner. Mrużysz oczy jak kotka, leniwie wyciągasz ręce za głową i mówisz Cole'owi, że jeśli nie będzie traktował cię właściwie, następnym facetem, jakiego poślubisz, będzie prawdopodobnie kelner.
- Taa, a wszystko, co on będzie musiał zrobić, żeby się ciebie pozbyć, to trzy razy powtórzyć rozwodzę się z tobą. Chciałbym, żeby to było takie łatwe dla mnie.
Śmiejesz się. Przepełnia cię kipiąca radość.
Ciężarna kobieta wychodzi z basenu. Ludzie zaczynają pytać, kiedy Cole i ty założycie rodzinę. Twój mąż zawsze odpowiada, że będzie miał dziecko, kiedy uzna, że sam już jest dorosły, ale Bóg jeden wie, kiedy to nastąpi. Ty mówisz im, że wkrótce.
W końcu wszystkie kobiety muszą pragnąć dziecka, jesteś tego pewna. Ta szaleńcza potrzeba tkwi w nich głęboko. Nie do końca wierzysz tym, które mówią, że tak nie jest. To pragnienie zaczęło być nieznośne, gdy przekroczyłaś trzydziestkę, jakby zwierzęcy instynkt stał się bardziej wyraźny. Ściska cię teraz w sercu za każdym razem, kiedy widzisz odbicie rysów swoich koleżanek w twarzach ich dzieci. Obawiasz się, że to pragnienie zapanuje nad twoim życiem.