Rozdział 4
Nieświadom miejsca i upływu czasu, człowiek zaczął błąkać się... bez celu i kierunku. Nieznośny ból pulsujący gdzieś w sercu wciąż mu dokuczał, a zmysły przypominały o odkrytej niedawno brutalnej prawdzie - Jestem bardziej samotny, niż gdybym był jedyną żywą istotą we wszystkich możliwych rzeczywistościach. Mijał czas. Wreszcie utrudzony i rozczarowany wrócił do Stwórcy.
- Jesteś prawdziwy, bo sam jesteś Prawdą - powiedział człowiek, podchodząc do Boga, którego rozumiał coraz lepiej. - Lecz czy nie istnieje żaden sposób, żaden akt, boski czy ludzki, który mógłby powołać do życia... moją Iszę? Choćby na krótką chwilę, żebym mógł zobaczyć, dotknąć czegoś... kogoś... takiego jak ja? Czy nie mógłbym, nawet przez godzinę, mieć swojej lwicy?
Pan westchnął ciężko jak ktoś, kogo czeka wielkie i uciążliwe zadanie.
- Człowieku, w mojej głębi istnieje pewne prawo, które nie może zostać pogwałcone. Jestem Trójjedynym Bogiem, lecz jestem jeden i mojego życia nie da się podzielić. Ty, człowieku, zostałeś stworzony na mój obraz i podobieństwo, dlatego również jesteś sam. Jesteś tak samo niepodzielny jak ja. Nie może cię być więcej - byłoby to pogwałcenie mojego odbicia, które stanowisz.
Usłyszawszy ten nieodwołalny werdykt, nieskazitelny człowiek stojący pośród nieskazitelnego kosmosu zapłakał. Całe stworzenie po raz pierwszy było świadkiem łez wylewanych w smutku.
Człowiek podniósł twarz i zanosząc się od płaczu, wydusił z siebie:
- Jesteś przecież podobny do mnie, prawda?
- Nie, bynajmniej - usłyszał łagodną odpowiedź Pana. - To ty, człowieku, jesteś podobny do mnie.
Gdy pełne znaczenie tych słów zapadło w duszę człowieka, upadł na kolana, a jego nieopisany smutek znalazł ujście w niekontrolowanych szlochach.
Wreszcie powstał i podnosząc ku swemu Stwórcy zalaną łzami twarz, stwierdził z rozpaczliwą rezygnacją:
- A zatem nie ma wyjścia. Moim przeznaczeniem jest pozostać na zawsze takim jak Ty.
Serce Boga zostało poruszone do głębi. Ważąc każde słowo, odparł:
- Być może, mój obrazie, istnieje sposób. Ale tylko jeden.
Stwórca sięgnął w dół i wziął w dłoń nasienie. Przez nieskończenie długą chwilę człowiek patrzył na swego Pana, jak w ciszy i smutku wpatruje się w tę maleńką bryłkę.
Pan Bóg powoli podniósł ziarno, żeby człowiek mógł zobaczyć je lepiej.
- Oto jeszcze jedno prawo istniejące wewnątrz mojej natury. Zostało ono umieszczone w każdym włóknie wszechświata. Nawet w tobie, człowieku. Oto jest prawo mojej natury, nieznane stworzonym przeze mnie istotom, lecz działające również w tym małym ziarnie. Tak jak my, to proste nasienie jest jedno. I tak jak my, musi pojedyncze pozostać.
- Samo?... mój Panie, mój Boże... samo... na zawsze?
- Tak, człowieku... na zawsze... chyba że...
- Chyba że co? - zawołał człowiek, wyczuwając nikły płomyk nadziei. - Powiedz! Chyba że co?
- Chyba że... - Pan zamilkł na dłuższą chwilę.
- Na miłość boską, powiedz, co!
Odpowiedź była cicha i pełna równowagi:
- Chyba że ziarno upadnie w glebę i tam obumrze. - Przerwał na chwilę i dodał ściszonym głosem: - To znaczy... cóż... jakby ci to wyjaśnić... - Podniósł wzrok, jakby patrzył w odległą przyszłość. - Pewnego dnia będzie to konieczne.
- Ale - przerwał człowiek podnieconym głosem - jaka byłaby z tego korzyść? -Patrząc w wilgotną, ciemną ziemię, dokończył: - W jakim celu ja miałbym obumrzeć w ziemi? Przecież nawet gdyby dzięki temu pojawiła się moja "druga połowa", wtedy ona byłaby sama.
- Czyżbyś nie zauważył - a myślę, że jednak zauważyłeś - że w końcu ziarno wschodzi? Odradza się i opuszcza tę ziemską komorę, a wtedy nie jest już pojedynczym ziarnem. Jest ich wiele. Zdradzę ci jednak pewną tajemnicę. To jedno ziarno pozostaje sobą.
Człowiek stał niemal bez ruchu, ze wzrokiem wbitym najpierw w ziemię, a potem w oblicze Boga. Wreszcie odpowiedział powoli, jakby z rosnącą nadzieją:
- Nie rozumiem wszystkiego, co usłyszałem. Twoje myśli są ponad moimi i przypuszczam, że nie pojmują ich również aniołowie. Lecz to jedno wiem, że pragnę, abyś uczynił ze mnie ziarno! Umieść moje ciało w tym prochu, z którego powstałem, i uczyń z niego dla mnie "drugą połowę" według mojego rodzaju.
- Więc ty, mój obraz i podobieństwo, chcesz obumrzeć jak to ziarno, aby w ten sposób skończyła się twoja samotność? Pragniesz to uczynić, żeby w wyniku twojego obumarcia powstało nowe życie? To jest możliwe, lecz czy na pewno chcesz się poświęcić?
- Chcę! Chcę!
Pan Bóg podniósł najpierw wzrok, a potem dłoń. Odpowiedź istot niebiańskich była natychmiastowa.
Cały zastęp niebieski zajaśniał nagle w widzialnej rzeczywistości i z radosnym uwielbieniem otoczył Stwórcę wraz z koroną Jego stworzenia. Po chwili obydwaj stali w pełni chwały i czci oddawanej przez wszystkich aniołów. Pośród tej niebiańskiej demonstracji Pan podniósł dłoń i zagrzmiał głosem potężnym niby szum wielu wód:
- Oto dla człowieka - obwieścił. - Oto dla człowieka stworzę niewiastę. Ciało z jego ciała!
Chwała znikła. Zastęp niebieski stał w niemym zdumieniu. Nie rozumieli tych słów - wiedzieli dobrze, że to, co przed chwilą zostało ogłoszone przez Boga, jest niemożliwe.
- Mamy dziś ósmy dzień, nieprawdaż? - upewniali się wzajemnie.
- Tak, dziś jest dzień ósmy, nie szósty.
- A przecież nasz Pan zapowiedział ukończenie aktu stworzenia po sześciu dniach, czyż nie?
- Czyż mężczyzna może zrodzić potomstwo? - dał się słyszeć szept spośród tłumu aniołów.
W jaki sposób obraz Boga może być dwojgiem, skoro Bóg jest jeden, choć Trójjedyny? - to niewypowiedziane pytanie płonęło w sercach wszystkich anielskich istot.
Pan zwrócił się ku człowiekowi, jakby to on miał udzielić odpowiedzi.
- Pochodzisz z prochu ziemi, lecz twoja "druga połowa" nie zostanie stamtąd wzięta. - Pan przerwał na chwilę. Wszyscy aniołowie wyciągnęli szyje, żeby lepiej widzieć. - Nie z ziemi... lecz stąd!
Wszystkie oczy, ludzkie i anielskie, powędrowały wzrokiem za palcem Bożym. Tłum wydał ściszony okrzyk zdumienia. Palec Pana wskazywał dokładnie na bok człowieka.
- Twoja niewiasta jest ukryta w tobie - oświadczył Pan. - Druga połowa nie zostanie stworzona dla ciebie, lecz również z ciebie: z twojego żywota, z twojego ciała. Niewiasta będzie uzupełnieniem twojej istoty! Kością z twojej kości. Ciałem z twego ciała.
- Och! - westchnął cicho jeden z aniołów, zwracając się do sąsiada stojącego obok. - A więc nie jest to stworzenie, lecz rodzaj rozbudowy czy czegoś w tym rodzaju.
- Ale co będzie z Bożą jednością? - zapytał zdumiony rozmówca.
- Skąd mam wiedzieć? - padła skonfundowana odpowiedź. - Jesteśmy tutaj dopiero od początku czasu i wieczności. Wcześniej nas tu nie było!
Szepty ucichły. Pan wpatrywał się w człowieka. Następnie, podniósłszy dłoń, przesunął ją lekko przed jego twarzą.
Aniołowie znów wydali okrzyk zdumienia.
Człowiek osunął się na ziemię i leżał spokojnie. Właściwie to podejrzanie spokojnie.
- Czy jego wnętrze... obumarło?
- Chyba nie, bo wciąż widać poświatę wokół niego.
- Ale jak cokolwiek może leżeć tak nieruchomo?
- Ufajmy, nawet widząc tak dziwne rzeczy, że Boże stworzenie wciąż jest dobre.
Jeśli zanurzymy rękę w wodzie, powinniśmy jej naczerpać. Podobnie, jeśli włożymy dłoń w glebę, powinniśmy nabrać garść ziemi. Jeżeli zatem żywy Bóg wkłada dłoń w bok człowieka, logiczne jest, że powinien stamtąd wyjąć człowieczeństwo. I tak też uczynił, dobywając z mężczyzny jego część, która teraz była od niego oddzielona, pozostając jednocześnie ciałem z jego ciała.
Aniołowie patrzyli w niemym zachwycie, jak człowiek przestaje być jednością, pozostając nią równocześnie.
- Widzicie - rzekł miękko Pan. - Jest coś... ktoś... ukryty w Adamie.
Następnie wyjął z boku człowieka lśniące ciepłym światłem żebro i pokazał je wszystkim zgromadzonym.
- Człowiek nie jest już jednością - został podzielony, lecz obydwie części nadal są... nim samym - ogłosił Pan.
- Nigdy bym nie przypuścił, że taka rzecz jest możliwa - mruknął sam do siebie jeden z aniołów. - Zaprawdę, wiele jest cudów na Bożych ścieżkach.
Pan zwrócił się do całego zastępu aniołów:
- Z tego żebra, wziętego z wnętrza mężczyzny, uczynię teraz pomoc dla niego. On... - głos Pana lekko zadrżał.
Aniołowie zamilkli w napięciu, a kilku instynktownie sięgnęło do mieczy przypasanych z boku.
- Mężczyzna... będzie miał kogoś dla siebie. Istotę jemu współistotną, będącą uzupełnieniem jego samego. Uczynię ciało z jego ciała. Kość z jego kości. W ten sposób otrzyma swoją "drugą połowę", która będzie z nim jednością i którą będzie mógł... obdarzyć miłością.
Aniołowie jak jeden mąż padli na twarz w geście uwielbienia. Jakaś część zrozumienia rozgrywającej się na ich oczach sceny dotarła do nich głęboko. Postawszy, zanucili pieśń chwały dla Stwórcy, który teraz stał się Budowniczym.
Wkrótce jednak ucichli, ponieważ rozwój wydarzeń wprawiał ich w coraz większe zdumienie.