Obiturianci - Weronika Stencel

Kup ebooka

30.00 zł
24.90 zł (24,60 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Klaun wie naj­le­piej

Pierw­szą wieść o ist­nie­niu Obi­tu­rian­tów w ludz­kiej rze­czy­wi­sto­ści za­wdzię­czamy klau­nowi. Kto by po­my­ślał, że przy­nie­sie ją tęgi brzu­cho­mówca o imie­niu Ri­pert, który przez całe ży­cie wy­po­wia­dał się ustami swo­jej lalki Mu­erty. A jed­nak!

Cóż to był za cyr­ko­pa­pun z la­luną wo­ja­żową!

Za­nim doj­dzie do ujaw­nie­nia Obi­tu­rian­tów, po­znaj więc Ri­perta, roz­la­złego bła­zna. Jest jak guma do żu­cia przy­cze­piona do trampka, która za nic nie chce się od­kleić - zu­żyta i upier­dliwa. Twarz Ri­perta roz­ciąga jego pięć­dzie­się­cio­let­nie zie­wa­nie, ja­mowo pom­po­wane, pre­zen­to­wane przed każ­dym, kto z nim roz­ma­wia, jakby to było esen­cją jego po­stawy. Znu­dze­nie. Si­nia­ko­wate pod­nie­bie­nie. Ka­piący łzami wzrok. Nieco roz­ma­zany ma­ki­jaż. Za­mglone gałki oczne. Tak, to wła­śnie on. Pa­trzy ci pro­sto w oczy.

Ri­pert nie jest zmę­czony ludźmi, tylko tre­ściami, któ­rymi nie po­trafi go­spo­da­ro­wać w swo­jej gło­wie. Naj­bar­dziej lęka się wy­po­wie­dzia­nych słów, bo stają się dla niego wią­żące. Gro­ma­dzą się w jego gło­wie za­rdze­wiałe za­szło­ści, nie­de­sty­lo­wane, cie­kłe mie­sza­niny wy­po­wie­dzi, po­ten­cjalny hu­mor odło­żony na póź­niej. Wśród kształ­tów jego my­śli można wy­róż­nić:

- stare mio­tły wy­prę­żone skrzy­dlato, które za­le­gają w nim jako nie­chciane pa­miątki unie­sień i za­chwy­tów,

- nie­do­koń­czone re­flek­sje w for­mie ob­gry­zio­nych pa­znokci w ozdob­nym ku­ferku ze śla­dami bro­ka­to­wego la­kieru i re­zy­gna­cji,

- gwiaź­dzi­ste spinki do man­kie­tów jako wy­raz po­wagi, z księ­ży­co­wymi prze­my­śle­niami two­rzące ele­gancki strój słowny.

To głów­nie rze­czy, zbitki sko­ja­rzeń, ale i wiele śmieci. Gru­zo­wi­sko do­sko­nałe i po­my­lone po­ję­cia. Po­patrz uważ­nie na ten chaos, jest w nim też coś cu­dow­nego - to coś na kształt po­ezji... Choć może tylko zgnie­ciona re­kla­mówka mó­zgo­wia.

Ri­pert i Mu­erta

A te­raz naj­lep­sze. Albo naj­gor­sze. Spójrz na brzuch Ri­perta. To tam do­strze­żesz ko­tłu­jące się zwoje po­staci, które za­miesz­kują jego okrą­głe sa­dło. Są jak za­stawa, za­mglone od­de­chem sztućce dźga­jące jego obo­lałe ciel­sko. Ach, jak on sa­pie, jak pluje i wy­dy­cha wy­de­chy... Obi­tu­rian­tów! Czy to moż­liwe? Ri­pert, po­zba­wiony ze­wnętrz­nej war­stwy obi­tu­riań­skiej, chwieje się na wie­trze swo­jego ży­cia bez ochrony i prze­ko­na­nia. Praw­do­po­dob­nie nie od­róż­nia wnę­trza i ze­wnę­trza, dla­tego jako wy­tworny bła­zen musi two­rzyć wła­sną al­ter­na­tywę. Nie mruż oczu, wy­tęż wzrok. O tym jest ta opo­wieść.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki