ROZDZIAŁ DRUGI
Mury otaczające pałac króla Nazayuna były niewiarygodnie wysokie. Rozciągały się wyżej, niż sięgałam wzrokiem, aż do fioletowych świateł wyznaczających obrzeża królestwa, a ich ostre kwiatony przypominały igły wbijające się w żyły oceanu.
Przed pałacem zebrało się mnóstwo morskich stworzeń. Wieloryby większe niż okręty wojenne mojego ojca, cętkowane żółwie morskie, które wtapiały się w piasek i skały, delfiny, kałamarnice, a kiedy przyjrzałam się bliżej, nawet kraby i koniki morskie. Wszystkie opuściły głowy, okazując szacunek Seryu, ale skupiały spojrzenia na mnie.
- Nie trzymaj mnie tu za rogi - warknął Seryu. - W Ai'long rogi są miarą statusu, a ja jestem smoczym księciem, nie bykiem.
Puściłam je jak poparzona.
- Przepraszam.
Szybko stało się jasne, co miał na myśli. Rogi innych smoków zakrzywiały się w dół jak u baranów, często pokryte wypustkami bądź wyżłobieniami, w kolorach od szarego przez kość słoniową do czarnego. Jego zaś były srebrne i gładkie, ale przede wszystkim rozgałęzione niczym poroże jelenia. Naturalna korona.
- Zawsze wita cię taki tłum?
- Nie. - W jego głosie dało się słyszeć napięcie. - Są tu z twojego powodu.
Na te słowa gwałtownie się poderwałam.
- Mojego?
- Zakładają się o to, czy dziadek rzuci cię rekinom na pożarcie, czy zamieni w kamień.
Nie wiedziałam, czy mówi poważnie, czy sobie ze mnie drwi. Może jedno i drugie.
- Nie ma alternatyw? - zapytałam.
- Żadnej przyjemniejszej. Mówiłem ci, że ludzie nie są tu mile widziani.
- Ale widzę ich tu dużo.
Długi grzbiet Seryu zesztywniał, a jego łuski zmatowiały.
- Spójrz jeszcze raz.
Zmarszczyłam brwi, ale zaciekawiona ponownie się odwróciłam.
Na początku nie dostrzegłam nic niezwykłego. Owszem, ludzie dosiadający smoków nosili bogactwa mórz, żakiety i suknie lśniące jak muszle uchowca, wysadzane płatkami lilii oceanicznych. Ale poza tym wyglądali tak samo jak ja.
Przynajmniej dopóki mój wzrok się nie wyostrzył i nie spojrzałam uważniej. Dostrzegłam skrzela na szyjach i ramiona pokryte rybimi łuskami. Niektóre istoty miały nawet skrzydła złożone na łopatkach i płetwy u kostek oraz nadgarstków. Kiedy przyłapały mnie na gapieniu się, zacisnęły usta i rzuciły mi krzywe uśmiechy.
- Więc naprawdę jestem jak świnia - stwierdziłam nerwowo.
- Co?
- Porównałeś mnie do świni, kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy. Powiedziałeś, że zaproszenie mnie do Ai'long byłoby jak przyprowadzenie na obiad świni. Myślałam, że żartujesz.
- Nigdy nie spodziewałem się, że cię tu przyprowadzę, Shiori - powiedział tak cicho, że niemal go nie usłyszałam. Byliśmy już prawie przy bramie. - Chcę, żebyś o tym wiedziała.
To brzmiało jak przeprosiny, ale nie wiedziałam za co. Nie miałam szansy zapytać. Rozległ się ogłuszający chór muszli, a potem niespodziewanie niewidzialny prąd porwał mnie z grzbietu Seryu i wciągnął do pałacu.
Wszystko wydarzyło się z prędkością ciosu mieczem. Nie zdawałam sobie sprawy, że zostałam porwana, dopóki nie było za późno.
- Shiori! - Seryu rzucił się do bramy, chcąc zdążyć przed zamknięciem wrót. - Dziadku, nie!
Spojrzałam na niego po raz ostatni, zanim woda porwała mnie w dół rynny tak szybko, że nasza poprzednia podróż wydała mi się powolna. Kiedy zjeżdżalnia wyrzuciła mnie w miejscu docelowym, byłam pewna, że zemdlałam, przynajmniej na kilka sekund.
Wylądowałam w największej sali, jaką kiedykolwiek widziałam. Ogromnej i szerokiej, z niebotycznie wysokimi filarami. Poza jednym oknem, które wyglądało jak kaskada czarnego kryształu, wszystko od ścian po sufity miało barwę kości. Albo śniegu, jeśli miało się pogodniejsze nastawienie.
Odbiłam się stopami od dna oceanu i popłynęłam do góry.
Zjadł nas wieloryb? - spytała szeptem Kiki z rękawa.
Gdybyśmy nie znalazły się w tak tragicznej sytuacji, parsknęłabym śmiechem. Komnata rzeczywiście przypominała wnętrze wieloryba. Marmurowe filary pod ścianami były rozmieszczone równomiernie i wznosiły się trzy razy wyżej niż sala ceremonii w pałacu mojego ojca. Ich końce tworzyły kopułę, tak że całość wyglądała jak klatka z kości.
Na wszelki wypadek wyciągnęłam sztylet. Przerwy między filarami były dość szerokie, żeby się przez nie prześlizgnąć, a w oddali lśniły bramy pałacu. Czy Seryu nadal mnie szukał?
Ścisnęłam broń w ręku. Nie miałam zamiaru czekać, by się przekonać.
Zanurkowałam między dwa filary i oddaliłam się o jedno tchnienie, gdy nagle z kolumn wyrosły długie wici wodorostów i oplotły moje kończyny.
Kiki wyskoczyła z rękawa.
Shiori!
Ciachnęłam wodorosty. Łodygi były cieńsze niż te, które dodawałam do zupy. Ale pozory mylą. Ta roślina była mocna jak żelazo i żywa - w miejscu każdego odciętego pędu wypuszczała trzy nowe. Odrzuciły Kiki i owinęły mi się wokół nadgarstków, wyrywając sztylet z uścisku i przygniatając mnie do filaru.
Potem pojawiły się rekiny.
Nie uwierzyłam Seryu, kiedy wcześniej o nich wspomniał, ale naprawdę tu były. Każdy dziesięć razy większy ode mnie, z rzędami ostrych jak brzytwa zębów i granatowymi oczami, które świadczyły o tym, że napastnicy bez skrupułów zamienią mnie w przekąskę.
- Seryu! - krzyknęłam. - Seryu!
- Niedługo do nas dołączy.
Ogon króla smoków zakręcił się wokół filarów, a ja poczułam gęsią skórkę.
- Mój wnuk wiele mi o tobie opowiadał od czasu naszego ostatniego spotkania, Shiori'anmo - ciągnął król. - Twoi bogowie poświęcili ci niezwykłą ilość uwagi: adoptowana córka Bezimiennej Królowej, ofiara krwi Kiaty... a teraz dzierżycielka perły Upiora.
Upiora? Nadstawiłam uszu. Nigdy wcześniej nie słyszałam o żadnym Upiorze.
Długie, zakrzywione smugi srebra przeszyły cienie - rogi Nazayuna.
- Pokaż mi ją.
Wodorosty rozluźniły uścisk wokół moich nadgarstków na tyle, bym mogła otworzyć torbę. Sięgnęłam do środka, muskając palcami pękniętą perłę i sieć z gwiezdnego bluszczu.
Moje palce zapragnęły zarzucić sieć na króla smoków. W końcu gwiezdny bluszcz był jedyną słabością smoka, jedyną rzeczą na tyle potężną, by oddzielić go od serca. Na demony, poświęciłam wystarczająco dużo, żeby ją upleść.
Rekiny rozerwałyby mnie na strzępy, gdybym się odważyła, ale na szczęście perła nie dała mi szansy. Kiedy otworzyłam torbę, zabuczała nisko i wyrwała się na otwartą przestrzeń.
Zaczynałam podejrzewać, że jakimś dziwnym sposobem jest żywa. W pałacu ojca ilekroć zostawiałam ją w pokoju, ona i tak podążała za mną i wisiała w powietrzu obok mnie, jakby mnie obserwowała i na coś czekała.
- Perła bierze los i zmienia go we własnym celu - powiedziała mi kiedyś Raikama.
Po tym, co zrobiła moim braciom, nie łudziłam się, że jej celem było utrzymanie mnie przy życiu. Dlatego wstrzymałam oddech i patrzyłam, jak perła unosi się i zrównuje ze wzrokiem Nazayuna.
Smok zmarszczył brwi z niezadowoleniem.
- Przywiązała się do ciebie.
- Na razie - odpowiedziałam. - Złożyłam macosze przysięgę, że zwrócę perłę prawowitemu właścicielowi.
- Złożyłaś Seryu przysięgę, że oddasz ją mnie - warknął.
- Że ci ją przyniosę - poprawiłam go. - Perła nie należy do ciebie.
- Smocza perła należy do Ai'long. - Nazayun górował nade mną, wbijając pazury w ziemię. - Ja jestem Ai'long.
- Po co ci ona? - zapytałam. - Widziałam prawdziwe smocze perły. Są czyste i zachwycające, w niczym nie przypominają tej. Ta jest...
- Obrzydliwa.
- Jak uważasz - rzuciłam. - Więc dlaczego ją chcesz?
- Nieoświecony człowieku, naprawdę nie wiesz nic! - ryknął król. - Perła Upiora jest wadliwa. Pragnie zniszczenia tak samo, jak się nim brzydzi. Sama w sobie nie może znaleźć równowagi, więc polegała na kimś takim jak twoja macocha, żeby powściągać swoją moc. Ale Bezimienna Królowa nie żyje, a perła jest zbyt uszkodzona, żeby przyjąć nowego właściciela. Wkrótce całkowicie się rozpadnie. Kiedy do tego dojdzie, uwolni siłę, jakiej nawet sobie nie wyobrażasz. Wystarczająco wielką, żeby zniszczyć twoją ukochaną Kiatę.
Po raz pierwszy mu uwierzyłam.
- Chyba że zostanie zwrócona Upiorowi.
- To nie wchodzi w grę - rzekł Nazayun. - Musi zostać zniszczona, a kiedy tak się stanie, zginie również Upiór. Wyrzeknij się swojej więzi i oddaj mi perłę.
Zawahałam się. Perła wisiała nad moją dłonią, lekko rozchylona wzdłuż pęknięcia. Wyglądała zwodniczo krucho, jak płatki kwiatu lotosu. A jednak czułam, że drzemie w niej straszliwa moc.
Czy Raikama mogła popełnić błąd, prosząc mnie o zwrócenie jej Upiorowi? A może to jedna ze sztuczek Nazayuna?
Niezdecydowanie dręczyło mnie tylko przez chwilę. Potem zacisnęłam pięści i perła poleciała w moją stronę. Ufałam Raikamie.
- Perła należy do smoka, który ma siłę, żeby ją naprawić - oznajmiłam. - Tym smokiem nie jesteś ty.
Białe oczy króla smoków zapłonęły wściekłością.
- Niech tak będzie.
Rekiny pomknęły w moim kierunku, kłapiąc szczękami. W ich szklistych oczach rozbłysły wizje makabrycznego końca. Moje ciało poćwiartowane na setki krwawych kawałków barwiących wodę na czerwono.
Shiori, nie! - krzyknęła Kiki.
Wodorosty zacisnęły się wokół mojej talii i kostek, unieruchamiając mnie. Na szczęście się tego spodziewałam.
"Nigdy nie walcz, nie znając przeciwnika" - mawiał mój brat Benkai. Zanim wyruszyłam do Ai'long, przekazał mi tyle wojskowych mądrości, ile tylko mógł. "Ten, kto potrafi zaskoczyć wroga, zawsze ma przewagę".
Przyszła pora na moją niespodziankę. Uderzyłam biodrem o perłę, wbijając ją w najbliższy filar, a ona otworzyła się niczym muszla i wypuściła strumień oślepiającego światła.
Wodorosty rozluźniły uchwyt na tyle, że zdołałam wyciągnąć sieć. Rzuciłam ją wysoko i krzyknęłam:
- Kiki!
Papierowa ptaszka wyskoczyła z kryjówki i złapała sieć z drugiej strony. Razem zarzuciłyśmy ją na ogromną klatkę piersiową króla, ciasno ściskając jego łuski.
Wcześniej użyłam sieci tylko raz, żeby uwolnić Raikamę od brzemienia, które nosiła. Nigdy nie wykorzystałam jej przeciwko prawdziwemu smokowi.
Magia zadziałała błyskawicznie, przywierając do łusek Nazayuna i przyciemniając ich szafirowy blask. Krzyknął i odchylił głowę do tyłu, gdy wpiła mu się w pierś, ukazując kształt jego cennego serca.
Było co najmniej trzy razy większe od perły Upiora, srebrzystobiałe i idealnie okrągłe, niczym nabrzmiały księżyc. Wystarczyło, że po nie sięgnę, a zyskam nad nim całkowitą władzę.
- Puśćcie mnie - rozkazałam wodorostom, a one poluzowały się wokół moich kostek. Rekiny również powstrzymały się od atakowania.
Wyciągnęłam sztylet i wbiłam go w łuski Nazayuna, żeby przytrzymać sieć. Król smoków ryknął z bólu, ale nie miałam wyrzutów sumienia. Jak widać, drzazgi mogą sprawiać ból.
- Gdzie znajdę Upiora? - Chciałam wiedzieć.
Z gardła Nazayuna dobył się śmiech.
- Odpowiadaj albo...
- Albo co? - Nazayun spojrzał na perłę Upiora, która unosiła się nad nim niczym zwiastun zagłady. - Albo co, Shiori'anmo?
Coś się nie zgadzało. Serce króla smoków waliło w jego piersi, więc sieć musiała zadawać mu ból. W takim razie dlaczego się uśmiechał? Dlaczego się śmiał?
- Powinnaś była oddać mi perłę, kiedy miałaś okazję - rzekł król, szarpiąc się. - Musisz zostać ukarana za utkanie tej sieci. Spałabyś trzysta lat, wystarczająco długo, by wszystko, co znasz i kochasz, obróciło się w proch. Potem odesłałbym cię do Kiaty, tak jak obiecałem. Niestety, dokonałaś złego wyboru. Z tego powodu już nigdy nie zobaczysz swojej ojczyzny.
Sztylet wbity między łuski Nazayuna nagle rozpłynął się w wodzie i król zerwał sieć z piersi. Zaskwierczała pod jego pazurami, przypalając mu skórę, a on cisnął ją w sieć wodorostów, daleko poza mój zasięg.
- Myślałaś, że można tak łatwo zabrać mi serce? - spytał ze śmiechem, gdy jego rany zabliźniły się w mgnieniu oka. - Jestem bogiem smoków. Nawet gwiezdny bluszcz nie jest w stanie mnie skrzywdzić.
Zachwiałam się i zacisnęłam dłonie na perle Upiora.
- W takim razie co...
Nie zdążyłam dokończyć groźby. Ściany za mną zaśpiewały i fala wody przetoczyła się przez czarne kryształowe okno, które zauważyłam wcześniej. Woda stworzyła wir.
Wyłonił się z niego drugi smok. Dostrzegłam tylko błyski czerwonych łusek i parę okrągłych złotych oczu. Potem coś uderzyło mnie w kark i poleciałam do przodu.
- Jeśli nie oddasz nam perły, na razie weźmiemy to.
Szkarłatny smok podniósł naszyjnik, który Seryu kazał mi nosić przez cały czas - kawałek jego serca, który umożliwiał mi oddychanie w Ai'long.
Moje dłonie powędrowały do gardła, gdy zaczęło wykręcać mi płuca. Woda lała się strumieniami do moich ust. Serce łomotało mi w uszach, bijąc głośno, kiedy ciężar mórz przybrał na sile. Było jej tyle, że nie mogłam nawet się krztusić. Tonęłam.
- To moja córka, pani wschodnich mórz - rzucił Nazayun, jakby to był czas na przedstawianie się. - Jeśli nie oddasz mi perły, ona ją dla mnie odzyska.
Córka Nazayuna obserwowała, jak tonę.
- Mam teorię - mruknęła - że ludzka dusza składa się z niezliczonych małych nici, które wiążą ją z życiem. - Zacisnęła pazury na moim sercu, a ja syknęłam z bólu, kiedy wyciągnęła długą srebrno-złotą nić, której nigdy wcześniej nie widziałam. Nić mojej duszy. - Piękna, prawda? Taka krucha, a jednocześnie tak niezbędna. - Okręciła nić wokół pazura. - Jeśli przetnę ich wystarczająco dużo i zostawię, powiedzmy, jedną zwisającą luzem, perła zerwie więź z tobą w poszukiwaniu kogoś, kto nie jest na skraju śmierci. - Smoczyca spróbowała przeciąć nić szponem, ale ta zaświeciła jasno i wróciła do mnie. Pani wschodnich mórz napięła wąsy z niezadowolenia. - Niełatwo tego dokonać, zwłaszcza z duszą tak upartą jak twoja, ale mamy czas na eksperymenty.
Nie miałam czasu. Woda już prawie całkiem mnie przygniotła, więc zwróciłam się do perły Upiora.
"Uratuj mnie - błagałam. - Uratuj mnie, bo nigdy nie znajdziesz swojego miejsca. Nigdy nie wrócisz do domu".
Perła zaczęła bić. Raz. Dwa razy. Potem przyspieszyła, w kontrze do mojego gasnącego pulsu, a z pękniętych połówek wylał się strumień światła.
- Wojowniczka - mruknęła szkarłatna smoczyca, płynąc do przodu i zasłaniając mi widok na perłę. Dotknęła mojej głowy zimną dłonią. - Nigdy nie igraj ze smokiem - szepnęła. - Nie da się wygrać.
Zanim wydałam ostatni oddech, świat rozpłynął się w nicość.