Obietnica smoka - Elizabeth Lim

Kup ebooka

42.90 zł
34.32 zł (30,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

 

Tytuł oryginału: The Dragon's Promise

Copyright ? 2022 by Elizabeth Lim

All rights reserved.

 

Copyright ? for the Polish translation by Kaja Makowska, 2024

Copyright ? Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2024

 

Redaktorka prowadząca: Oliwia Łuksza

Marketing i promocja: Aleksandra Kotlewska, Anna Fiałkowska

 

Redakcja: Sandra Popławska

Korekta: Małgorzata Tarnowska, Daria Latzke

Skład i łamanie: Stanisław Tuchołka | panbook.pl

Projekt oryginalnej okładki: Tran Nguyen

Adaptacja okładki i stron tytułowych: Magdalena Zawadzka

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej: Dariusz Nowacki

 

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

 

eISBN 978-83-67974-39-4

 

Niniejsza praca jest dziełem fikcji. Wszelkie nazwy, postaci, miejsca i wydarzenia są wytworem wyobraźni osoby autorskiej. Wszelkie podobieństwo do osób prawdziwych jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.

 

WE NEED YA

Grupa Wydawnictwa Poznańskiego sp. z o.o.

ul. Fredry 8, 61-701 Poznań

tel.: 61 853-99-10

redakcja@weneedya.pl

marketing@weneedya.pl

www.weneedya.pl

 

 

ROZDZIAŁ PIERWSZY

 

 

 

Dno morza Taidżin smakowało błotem, solą i rozczarowaniem. Nie licząc kilku słabych promieni tajemniczego światła, było ciemniejsze niż najgłębsza przepaść. Nie wyglądało na wspaniałe wodne królestwo, które smoki miały nazywać domem.

Przysiadłam na grzbiecie Seryu, kiedy zwolnił. Jego długie wąsy drgały w kierunku jednego promienia. Może mi się wydawało, ale ten promień świecił jaśniej niż pozostałe, niemal na fioletowo.

- Gotowa? - zapytał Seryu.

"Gotowa na co?" - pomyślałam, ale skinęłam głową.

Seryu pomachał ogonem i wskoczył w fioletowy promień. Wtedy wszystko się zmieniło.

Woda przybrała lazurowy kolor, a kłęby miedzianej mgły z sykiem buchnęły z koryt piasku i kryształu. I światło! Światło było wszędzie, promieniujące z niewidzialnego słońca.

Serce przyspieszyło mi z niecierpliwości. Przylgnęłam do rogów Seryu, gdy przyspieszył, płynąc tak szybko, że prawie straciłam oddech.

Już prawie jesteśmy na miejscu, Kiki - rzuciłam podekscytowana w naszym wspólnym milczącym języku, ale nie odpowiedziała. Zerknęłam do rękawa i zrozumiałam dlaczego: moja biedna papierowa ptaszka zemdlała.

Nie winiłam jej. Poruszaliśmy się z zawrotną prędkością, a mnie łomotało w głowie, kiedy próbowałam myśleć logicznie. Jednak nie mogłam pozwolić sobie na zemdlenie. Nie odważyłam się nawet zamknąć oczu.

Chciałam widzieć wszystko.

W końcu dotarliśmy do labiryntu jasnych raf koralowych, kilka sążni pod powierzchnią śmiertelnego morza. Niewidzialny prąd kołysał trawą morską, wydmy z białego piasku i skały pokryte złotymi żyłkami zdobiły teren, a baldachimy splecionych kwiatów morskich tworzyły dachy podwodnych willi.

A więc tak wyglądała Ai'long, kraina smoków.

Był to świat, który miało okazję ujrzeć niewielu śmiertelników. Na pierwszy rzut oka nie różnił się zbytnio od lądu. Zamiast drzew rosły tu filary koralowców, niektóre smukłe, inne grube, większość ze strzelistymi gałęziami ozdobionymi bransoletami z mchu. Nawet ryby miały zwężone płetwy rozpostarte niczym skrzydła i sprawiały wrażenie ptaków szybujących po niebie.

A jednak... to nie przypominało niczego, co kiedykolwiek widziałam. Nieustanny ruch wody objawiał się błyskami kolorów i smugami przepływających ryb. Trawa łaskotała je, jakby mogły ze sobą rozmawiać.

Seryu uśmiechnął się, kiedy chłonęłam widok.

- Mówiłem, że będziesz oszołomiona.

Oczywiście miał rację. Byłam oszołomiona. Z drugiej strony Ai'long miała zdumiewać śmiertelników takich jak ja. W końcu na tym polegało jej niebezpieczeństwo. Jej podstępność.

Miejsce tak piękne, że nawet czas wstrzymał oddech.

Każda godzina spędzona tutaj to dzień stracony w domu, jeśli nie więcej, przypomniałam sobie ostro. Ten czas szybko się sumował, a ja byłam z dala od ojca i braci tak długo, że nie chciałam zmarnować ani minuty.

Ruszajmy. Dałam znak kopnięciem w długi, wężowaty bok smoka.

- Nie jestem koniem. - Seryu zmarszczył brwi i odwrócił się, żeby na mnie spojrzeć. - Dlaczego tak ucichłaś, Shiori? Chyba nie wstrzymujesz oddechu, prawda?

Kiedy nie odpowiedziałam, zrzucił mnie z grzbietu, a potem machnął pazurem i uszczypnął mnie w nos.

Wypuściłam strumień bąbelków - powietrze, którego tak cennie strzegłam. Ale na bogów, mogłam oddychać! A przynajmniej miałam wrażenie, że oddycham. Woda była słodka, a nie słona, odurzająca jak mocne wino śliwkowe, kiedy brałam zbyt głęboki wdech, ale może to dlatego, że wciąż kręciło mi się w głowie.

- Dopóki nosisz kawałek mojej perły, możesz oddychać pod wodą - wyjaśnił Seryu, przypominając mi o świecącym ułamku, który nosiłam na szyi. - Może i nie jest już w twoim sercu, więc nie możemy dzielić myśli... ale wiesz, że możesz mówić, prawda?

- Oczywiście, że wiem - skłamałam.

Ukrywając ulgę, dotknęłam maleńkiej perły. Nawet tak głęboko w morzu błyszczała jak koralik księżycowego światła.

- Lepiej ją schowaj - poradził Seryu. - Mieszkańcy mogliby źle to odebrać.

- Myślałam, że tylko pomaga mi oddychać. Dlaczego...

- To zbyt skomplikowane - stęknął smok. - Zapomniałem, że zadajesz tyle pytań. Może powinienem był pozwolić ci wstrzymać oddech.

Zmarszczyłam brwi.

- Jesteś nie w humorze.

- Ludzie nie są mile widziani w Ai'long - powiedział słabo. - Zastanawiam się, ile potencjalnych tragicznych zakończeń może mieć twoja wizyta.

Nie wierzyłam mu. Cały dzień był w złym nastroju, począwszy od chwili, kiedy przybył po mnie na ląd. Ledwie przywitał się z moimi braćmi i całkowicie zignorował Takkana...

Próbowałam go rozbawić:

- Więc nie będę miała żadnych zabawnych historii do opowiedzenia, kiedy wrócę do domu? Chwaliłam się wszystkim, że sam książę smoków oprowadzi mnie po swoim królestwie.

- Im krótsza wizyta, tym lepiej. - Seryu przeniósł spojrzenie czerwonych oczu na torbę na moim ramieniu. - Jesteś tu po to, żeby dostarczyć coś mojemu dziadkowi, a nie dokazywać.

I tyle z rozbawiania. Teraz i mój nastrój się pogorszył.

Uchyliłam torbę. W środku kryło się to, co miałam dostarczyć: ciemna i pęknięta smocza perła. Raikama zostawiła mi ją przed śmiercią, a jej moc była tak wielka, że czułam, jak walczy z zaklęciem torby, które utrzymywało ją bezpiecznie w ukryciu. Nic dziwnego, że dziadek Seryu jej pragnął.

Ale w torbie miałam coś jeszcze. Zabrałam też moją sieć z gwiezdnego bluszczu, żeby bronić się przed królem smoków, i szkicownik Takkana, który dostałam od niego na pożegnanie.

- Więcej listów? - spytałam wtedy.

- To coś lepszego - obiecał. - Żebyś mnie nie zapomniała.

Co może być lepszego niż jego listy? Wpatrywałam się z tęsknotą w szkicownik, żałując, że nie mogę muskać knykciami miękkiego grzbietu i przewracać ubrudzonych węglem stron. Przypuszczałam jednak, że czytanie w towarzystwie Seryu byłoby niegrzeczne.

Seryu z pewnością tak uważał. Popatrzył na mnie zmrużonymi oczami.

- Nigdy nie widziałem, żebyś się rumieniła, patrząc na perłę.

- Jasno świeci - powiedziałam szybko. - Robi mi się ciepło na twarzy.

Zadrwił z mojego kłamstwa.

- Przynajmniej twój ludzki lordzik nie wskoczył za nami do morza. Po tym, jak robił do ciebie maślane oczy, myślałem, że to zrobi. Zanim przepłynąłby rafę, dopadłyby go rekiny.

Zamknęłam torbę.

- Naprawdę, rekiny?

- Dziadek zatrudnia ich cały pluton. - Seryu uśmiechnął się ironicznie. - Zawsze są głodne. Niedługo się na nie natkniemy.

Serce waliło mi w piersi. Czy byliśmy aż tak blisko pałacu Nazayuna?

Seryu źle odczytał moje obawy i lżejszym tonem dodał:

- Nie obawiaj się. Rekiny nie gustują w takich jak ty.

"Może zmienią zdanie" - pomyślałam. Kiedy król smoków dowie się, dlaczego naprawdę jestem w Ai'long, będę miała szczęście, jeśli pozwoli mi na tak szybką śmierć.

Nerwowo podpłynęłam z powrotem do Seryu, kopiąc mocniej niż trzeba. Pływanie w Ai'long w niczym nie przypominało pływania w zwykłej wodzie. Tutejsza była lekka jak powietrze, a pod stopami sunęły drobne prądy, które pchały mnie tam, dokąd chciałam. Prawie jakbym fruwała.

Minęłam smoka, wystrzeliwszy o włos za wysoko. Znikąd spadł na mnie kłąb meduz.

Było ich co najmniej tuzin. Ich ciała przypominały świetliste parasole, a macki wirowały w tańcu. Zbliżały się odważnie, muskając moje ramiona i nogi, a nawet wplatając się w moje długie włosy. Chichotałam od łaskotania, dopóki Seryu nie warknął:

- Zostawcie ją. - Jego czerwone oczy błysnęły na intruzów. - Ona jest ze mną.

Meduzy cofnęły się, ale nie rozproszyły. Wręcz przeciwnie. Gdy Seryu próbował odciągnąć mnie za włosy, podążyły za nim.

A potem, jak morze Taidżin, zmieniły się.

Złote światło w ich ciałach zgasło w mgnieniu oka, a macki, miękkie jak jedwabne wstążki, stały się twarde i spiczaste. Dwie wślizgnęły się między nas i rozdzieliły mnie z Seryu. Reszta nas otoczyła.

Sięgnęłam po sztylet ukryty w szarfie. Nie zdążyłam nim machnąć. Zimne, śliskie macki przyssały się do moich pleców i zniewoliły ramiona.

Drobne kolce wyrosły z macek napastniczki, drażniąc moją skórę - śmiertelne ostrzeżenie, żeby nie stawiać oporu. Jedno ukłucie i zostanę sparaliżowana na wieczność.

Pokonana znieruchomiałam i upuściłam sztylet, pozwalając, by odpłynął. W zamian meduza rozluźniła uścisk, ale tylko nieznacznie. Jej macki szukały innej ukrytej broni, a kiedy penetrowały moją torbę i szaty, z rękawa wyskoczyła Kiki.

Była półprzytomna. Dramatycznie rozciągnęła skrzydła i ziewnęła, by oznajmić, że się obudziła. Ale kiedy otworzyła atramentowe oczy i zobaczyła meduzę, pisnęła.

Na bulgoczące, płonące demony Tambu!

- To nie demon - zapewniłam ją, próbując chronić torbę przed mackami. - Tylko meduza.

Co?

Meduza zawisła nad Kiki, przyglądając się jej uważnie.

Moja ptaszka wetknęła głowę pod skrzydło.

O bogowie - jęknęła. Pozwólcie mi znowu zemdleć.

Ku uldze Kiki meduza uznała ją za niegodną uwagi i ponownie skupiła się na mojej torbie. Jej macki szarpały mocno za paski, ale nie dawałam się.

- Możesz mnie parzyć, ile chcesz - powiedziałam. - I tak tego nie dostaniesz.

Meduza syknęła i obnażyła trujące kolce.

- Sio! - warknął Seryu. Smagał ogonem, wywołując mały sztorm. Jednym machnięciem pazura gwałtownie rozdarł wodę.

Gdy meduza walczyła z nagłym prądem, Seryu zarzucił mnie na grzbiet i zanurkował w dżunglę koralowców, kierując się w stronę kryształowych iglic. Rzucił mi sztylet na kolana.

- Naprawdę, Shiori? To właśnie przyniosłaś do Ai'long?

Wzruszyłam ramionami.

- Myślałeś, że przyjdę bezbronna?

- Spotkałaś już mojego dziadka. Ten sztylecik to dla niego drzazga.

- Drzazgi mogą sprawiać ból - powiedziałam tylko, chowając ostrze do szarfy. - Co robiły te meduzy?

- Patrolowały.

- Po co?

- Na wypadek gdyby pojawili się tu zabójcy albo intruzi.

Nie rozwinął tematu, co dało mi sygnał, żeby odpuścić. Ale byłam zbyt ciekawa.

- Miały w sobie magię.

- Większość poddanych dziadka ma... pewne zdolności. Pomagają odeprzeć tych, którzy próbują wejść do Ai'long bez zaproszenia.

- Ale po co mnie przeszukiwały? Przecież mam zaproszenie.

- To oczywiste, że szukały perły twojej macochy - rzucił z irytacją. - Meduzy lubują się w magii ciemności. Specjalizują się również w wyczuwaniu oszustw.

Ogarnęła mnie fala niepokoju.

- Oszustw?

- Takich jak na przykład ta stalowa igła, o której nie raczyłaś mi powiedzieć. - Spoważniał. - Nie martw się. Nie spędzisz dużo czasu w Ai'long, więc nie będziesz musiała doświadczyć naszego sądu.

Nie to mnie martwiło, ale milczałam. Zerknęłam na Kiki.

Zemdlała na mojej dłoni, zmięta w przygnębiającą kulkę. Na szczęście nie zwracała uwagi na moją rozmowę z Seryu. Bardzo ją kochałam, ale dochowywanie tajemnic nie było jej najmocniejszą stroną.

Czy jesteśmy już blisko? - jęknęła. Powinnam była zostać na lądzie. Mam chorobę morską.

- Nikt nie ma choroby morskiej pod wodą.

Kiki zmarszczyła dziób, wydając z siebie teatralne westchnienie.

Nie możesz powiedzieć smokowi, żeby pływał ostrożniej? Nawet wieloryby poruszają się zgrabniej niż on.

- Ty mu powiedz. Cały dzień był gburowaty.

Dlaczego? Zmarszczyła brwi. Jest na ciebie zły?

- Oczywiście, że nie.

Czy to przez meduzy? Na bogów, Shiori... myślisz, że wiedzą? Może powinnaś mu powiedzieć, że chcesz zatrzymać per...

Wybałuszyłam oczy i wepchnęłam ją do rękawa, zanim Seryu coś usłyszał. Prawie chlapnęła, że chcę zatrzymać perłę Raikamy.

Nie, nie powiedziałam mu. Nie miałam takiego zamiaru.

Gryzło mnie poczucie winy, ale je odepchnęłam. Nie miałam powodów, by się obwiniać. Nie łamałam danego słowa. Obiecałam Seryu, że dostarczę perłę Raikamy jego dziadkowi... nie powiedziałam, że pozwolę mu ją zatrzymać.

"Daj ją smokowi, który ma siłę ją naprawić" - kazała mi przysiąc Raikama przed śmiercią.

Jakby czytała mi w myślach, perła w torbie zaczęła pulsować. Niemal widziałam, jak wiruje i knuje, próbując znaleźć wyjście. Była wielkości brzoskwini, niewiele większa od mojej dłoni, ale w szczytowym momencie świeciła jak promień słońca. Jednak teraz, kiedy Raikama odeszła, blask perły przygasł, a przecinające ją pęknięcie zdawało się rozciągać z każdym dniem.

To pęknięcie nie zniknie, dopóki perła nie wróci do prawdziwego właściciela. Miałam przeczucie, że żal, który w sobie skrywałam, również nie ustąpi, póki nie dotrzymam obietnicy danej Raikamie.

- Obietnica to nie pocałunek beztrosko rzucany na wiatr - mruknęłam pod nosem. - To kawałek nas, który oddajemy bezpowrotnie, dopóki nie dotrzymamy słowa.

To były słowa mojej macochy sprzed lat. Słowa, których kiedyś nienawidziłam, bo wywoływały we mnie poczucie winy, nawet kiedy je ignorowałam. Nigdy bym nie przypuszczała, że znajdę w nich pocieszenie.

Perła zadrżała, reagując na mój niepokój. Wzięłam torbę na kolana, żeby Seryu tego nie zauważył. Zbyt wiele razy złamałam dane słowo, zwłaszcza Raikamie. Nie tym razem.

"Naprawię cię - przyrzekłam cicho perle. - Zabiorę cię do domu".

Bez względu na cenę.

 

 

ROZDZIAŁ DRUGI

 

 

 

Mury otaczające pałac króla Nazayuna były niewiarygodnie wysokie. Rozciągały się wyżej, niż sięgałam wzrokiem, aż do fioletowych świateł wyznaczających obrzeża królestwa, a ich ostre kwiatony przypominały igły wbijające się w żyły oceanu.

Przed pałacem zebrało się mnóstwo morskich stworzeń. Wieloryby większe niż okręty wojenne mojego ojca, cętkowane żółwie morskie, które wtapiały się w piasek i skały, delfiny, kałamarnice, a kiedy przyjrzałam się bliżej, nawet kraby i koniki morskie. Wszystkie opuściły głowy, okazując szacunek Seryu, ale skupiały spojrzenia na mnie.

- Nie trzymaj mnie tu za rogi - warknął Seryu. - W Ai'long rogi są miarą statusu, a ja jestem smoczym księciem, nie bykiem.

Puściłam je jak poparzona.

- Przepraszam.

Szybko stało się jasne, co miał na myśli. Rogi innych smoków zakrzywiały się w dół jak u baranów, często pokryte wypustkami bądź wyżłobieniami, w kolorach od szarego przez kość słoniową do czarnego. Jego zaś były srebrne i gładkie, ale przede wszystkim rozgałęzione niczym poroże jelenia. Naturalna korona.

- Zawsze wita cię taki tłum?

- Nie. - W jego głosie dało się słyszeć napięcie. - Są tu z twojego powodu.

Na te słowa gwałtownie się poderwałam.

- Mojego?

- Zakładają się o to, czy dziadek rzuci cię rekinom na pożarcie, czy zamieni w kamień.

Nie wiedziałam, czy mówi poważnie, czy sobie ze mnie drwi. Może jedno i drugie.

- Nie ma alternatyw? - zapytałam.

- Żadnej przyjemniejszej. Mówiłem ci, że ludzie nie są tu mile widziani.

- Ale widzę ich tu dużo.

Długi grzbiet Seryu zesztywniał, a jego łuski zmatowiały.

- Spójrz jeszcze raz.

Zmarszczyłam brwi, ale zaciekawiona ponownie się odwróciłam.

Na początku nie dostrzegłam nic niezwykłego. Owszem, ludzie dosiadający smoków nosili bogactwa mórz, żakiety i suknie lśniące jak muszle uchowca, wysadzane płatkami lilii oceanicznych. Ale poza tym wyglądali tak samo jak ja.

Przynajmniej dopóki mój wzrok się nie wyostrzył i nie spojrzałam uważniej. Dostrzegłam skrzela na szyjach i ramiona pokryte rybimi łuskami. Niektóre istoty miały nawet skrzydła złożone na łopatkach i płetwy u kostek oraz nadgarstków. Kiedy przyłapały mnie na gapieniu się, zacisnęły usta i rzuciły mi krzywe uśmiechy.

- Więc naprawdę jestem jak świnia - stwierdziłam nerwowo.

- Co?

- Porównałeś mnie do świni, kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy. Powiedziałeś, że zaproszenie mnie do Ai'long byłoby jak przyprowadzenie na obiad świni. Myślałam, że żartujesz.

- Nigdy nie spodziewałem się, że cię tu przyprowadzę, Shiori - powiedział tak cicho, że niemal go nie usłyszałam. Byliśmy już prawie przy bramie. - Chcę, żebyś o tym wiedziała.

To brzmiało jak przeprosiny, ale nie wiedziałam za co. Nie miałam szansy zapytać. Rozległ się ogłuszający chór muszli, a potem niespodziewanie niewidzialny prąd porwał mnie z grzbietu Seryu i wciągnął do pałacu.

Wszystko wydarzyło się z prędkością ciosu mieczem. Nie zdawałam sobie sprawy, że zostałam porwana, dopóki nie było za późno.

- Shiori! - Seryu rzucił się do bramy, chcąc zdążyć przed zamknięciem wrót. - Dziadku, nie!

Spojrzałam na niego po raz ostatni, zanim woda porwała mnie w dół rynny tak szybko, że nasza poprzednia podróż wydała mi się powolna. Kiedy zjeżdżalnia wyrzuciła mnie w miejscu docelowym, byłam pewna, że zemdlałam, przynajmniej na kilka sekund.

Wylądowałam w największej sali, jaką kiedykolwiek widziałam. Ogromnej i szerokiej, z niebotycznie wysokimi filarami. Poza jednym oknem, które wyglądało jak kaskada czarnego kryształu, wszystko od ścian po sufity miało barwę kości. Albo śniegu, jeśli miało się pogodniejsze nastawienie.

Odbiłam się stopami od dna oceanu i popłynęłam do góry.

Zjadł nas wieloryb? - spytała szeptem Kiki z rękawa.

Gdybyśmy nie znalazły się w tak tragicznej sytuacji, pars­knęłabym śmiechem. Komnata rzeczywiście przypominała wnętrze wieloryba. Marmurowe filary pod ścianami były rozmieszczone równomiernie i wznosiły się trzy razy wyżej niż sala ceremonii w pałacu mojego ojca. Ich końce tworzyły kopułę, tak że całość wyglądała jak klatka z kości.

Na wszelki wypadek wyciągnęłam sztylet. Przerwy między filarami były dość szerokie, żeby się przez nie prześlizgnąć, a w oddali lśniły bramy pałacu. Czy Seryu nadal mnie szukał?

Ścisnęłam broń w ręku. Nie miałam zamiaru czekać, by się przekonać.

Zanurkowałam między dwa filary i oddaliłam się o jedno tchnienie, gdy nagle z kolumn wyrosły długie wici wodorostów i oplotły moje kończyny.

Kiki wyskoczyła z rękawa.

Shiori!

Ciachnęłam wodorosty. Łodygi były cieńsze niż te, które dodawałam do zupy. Ale pozory mylą. Ta roślina była mocna jak żelazo i żywa - w miejscu każdego odciętego pędu wypuszczała trzy nowe. Odrzuciły Kiki i owinęły mi się wokół nadgarstków, wyrywając sztylet z uścisku i przygniatając mnie do filaru.

Potem pojawiły się rekiny.

Nie uwierzyłam Seryu, kiedy wcześniej o nich wspomniał, ale naprawdę tu były. Każdy dziesięć razy większy ode mnie, z rzędami ostrych jak brzytwa zębów i granatowymi oczami, które świadczyły o tym, że napastnicy bez skrupułów zamienią mnie w przekąskę.

- Seryu! - krzyknęłam. - Seryu!

- Niedługo do nas dołączy.

Ogon króla smoków zakręcił się wokół filarów, a ja poczułam gęsią skórkę.

- Mój wnuk wiele mi o tobie opowiadał od czasu naszego ostatniego spotkania, Shiori'anmo - ciągnął król. - Twoi bogowie poświęcili ci niezwykłą ilość uwagi: adoptowana córka Bezimiennej Królowej, ofiara krwi Kiaty... a teraz dzierżycielka perły Upiora.

Upiora? Nadstawiłam uszu. Nigdy wcześniej nie słyszałam o żadnym Upiorze.

Długie, zakrzywione smugi srebra przeszyły cienie - rogi Nazayuna.

- Pokaż mi ją.

Wodorosty rozluźniły uścisk wokół moich nadgarstków na tyle, bym mogła otworzyć torbę. Sięgnęłam do środka, muskając palcami pękniętą perłę i sieć z gwiezdnego bluszczu.

Moje palce zapragnęły zarzucić sieć na króla smoków. W końcu gwiezdny bluszcz był jedyną słabością smoka, jedyną rzeczą na tyle potężną, by oddzielić go od serca. Na demony, poświęciłam wystarczająco dużo, żeby ją upleść.

Rekiny rozerwałyby mnie na strzępy, gdybym się odważyła, ale na szczęście perła nie dała mi szansy. Kiedy otworzyłam torbę, zabuczała nisko i wyrwała się na otwartą przestrzeń.

Zaczynałam podejrzewać, że jakimś dziwnym sposobem jest żywa. W pałacu ojca ilekroć zostawiałam ją w pokoju, ona i tak podążała za mną i wisiała w powietrzu obok mnie, jakby mnie obserwowała i na coś czekała.

- Perła bierze los i zmienia go we własnym celu - powiedziała mi kiedyś Raikama.

Po tym, co zrobiła moim braciom, nie łudziłam się, że jej celem było utrzymanie mnie przy życiu. Dlatego wstrzymałam oddech i patrzyłam, jak perła unosi się i zrównuje ze wzrokiem Nazayuna.

Smok zmarszczył brwi z niezadowoleniem.

- Przywiązała się do ciebie.

- Na razie - odpowiedziałam. - Złożyłam macosze przysięgę, że zwrócę perłę prawowitemu właścicielowi.

- Złożyłaś Seryu przysięgę, że oddasz ją mnie - warknął.

- Że ci ją przyniosę - poprawiłam go. - Perła nie należy do ciebie.

- Smocza perła należy do Ai'long. - Nazayun górował nade mną, wbijając pazury w ziemię. - Ja jestem Ai'long.

- Po co ci ona? - zapytałam. - Widziałam prawdziwe smocze perły. Są czyste i zachwycające, w niczym nie przypominają tej. Ta jest...

- Obrzydliwa.

- Jak uważasz - rzuciłam. - Więc dlaczego ją chcesz?

- Nieoświecony człowieku, naprawdę nie wiesz nic! - ryknął król. - Perła Upiora jest wadliwa. Pragnie zniszczenia tak samo, jak się nim brzydzi. Sama w sobie nie może znaleźć równowagi, więc polegała na kimś takim jak twoja macocha, żeby powściągać swoją moc. Ale Bezimienna Królowa nie żyje, a perła jest zbyt uszkodzona, żeby przyjąć nowego właściciela. Wkrótce całkowicie się rozpadnie. Kiedy do tego dojdzie, uwolni siłę, jakiej nawet sobie nie wyobrażasz. Wystarczająco wielką, żeby zniszczyć twoją ukochaną Kiatę.

Po raz pierwszy mu uwierzyłam.

- Chyba że zostanie zwrócona Upiorowi.

- To nie wchodzi w grę - rzekł Nazayun. - Musi zostać zniszczona, a kiedy tak się stanie, zginie również Upiór. Wyrzeknij się swojej więzi i oddaj mi perłę.

Zawahałam się. Perła wisiała nad moją dłonią, lekko rozchylona wzdłuż pęknięcia. Wyglądała zwodniczo krucho, jak płatki kwiatu lotosu. A jednak czułam, że drzemie w niej straszliwa moc.

Czy Raikama mogła popełnić błąd, prosząc mnie o zwrócenie jej Upiorowi? A może to jedna ze sztuczek Nazayuna?

Niezdecydowanie dręczyło mnie tylko przez chwilę. Potem zacisnęłam pięści i perła poleciała w moją stronę. Ufałam Raikamie.

- Perła należy do smoka, który ma siłę, żeby ją naprawić - oznajmiłam. - Tym smokiem nie jesteś ty.

Białe oczy króla smoków zapłonęły wściekłością.

- Niech tak będzie.

Rekiny pomknęły w moim kierunku, kłapiąc szczękami. W ich szklistych oczach rozbłysły wizje makabrycznego końca. Moje ciało poćwiartowane na setki krwawych kawałków barwiących wodę na czerwono.

Shiori, nie! - krzyknęła Kiki.

Wodorosty zacisnęły się wokół mojej talii i kostek, unieruchamiając mnie. Na szczęście się tego spodziewałam.

"Nigdy nie walcz, nie znając przeciwnika" - mawiał mój brat Benkai. Zanim wyruszyłam do Ai'long, przekazał mi tyle wojskowych mądrości, ile tylko mógł. "Ten, kto potrafi zaskoczyć wroga, zawsze ma przewagę".

Przyszła pora na moją niespodziankę. Uderzyłam biodrem o perłę, wbijając ją w najbliższy filar, a ona otworzyła się niczym muszla i wypuściła strumień oślepiającego światła.

Wodorosty rozluźniły uchwyt na tyle, że zdołałam wyciągnąć sieć. Rzuciłam ją wysoko i krzyknęłam:

- Kiki!

Papierowa ptaszka wyskoczyła z kryjówki i złapała sieć z drugiej strony. Razem zarzuciłyśmy ją na ogromną klatkę piersiową króla, ciasno ściskając jego łuski.

Wcześniej użyłam sieci tylko raz, żeby uwolnić Raikamę od brzemienia, które nosiła. Nigdy nie wykorzystałam jej przeciwko prawdziwemu smokowi.

Magia zadziałała błyskawicznie, przywierając do łusek Nazayuna i przyciemniając ich szafirowy blask. Krzyknął i odchylił głowę do tyłu, gdy wpiła mu się w pierś, ukazując kształt jego cennego serca.

Było co najmniej trzy razy większe od perły Upiora, srebrzystobiałe i idealnie okrągłe, niczym nabrzmiały księżyc. Wystarczyło, że po nie sięgnę, a zyskam nad nim całkowitą władzę.

- Puśćcie mnie - rozkazałam wodorostom, a one poluzowały się wokół moich kostek. Rekiny również powstrzymały się od atakowania.

Wyciągnęłam sztylet i wbiłam go w łuski Nazayuna, żeby przytrzymać sieć. Król smoków ryknął z bólu, ale nie miałam wyrzutów sumienia. Jak widać, drzazgi mogą sprawiać ból.

- Gdzie znajdę Upiora? - Chciałam wiedzieć.

Z gardła Nazayuna dobył się śmiech.

- Odpowiadaj albo...

- Albo co? - Nazayun spojrzał na perłę Upiora, która unosiła się nad nim niczym zwiastun zagłady. - Albo co, Shiori'anmo?

Coś się nie zgadzało. Serce króla smoków waliło w jego piersi, więc sieć musiała zadawać mu ból. W takim razie dlaczego się uśmiechał? Dlaczego się śmiał?

- Powinnaś była oddać mi perłę, kiedy miałaś okazję - rzekł król, szarpiąc się. - Musisz zostać ukarana za utkanie tej sieci. Spałabyś trzysta lat, wystarczająco długo, by wszystko, co znasz i kochasz, obróciło się w proch. Potem odesłałbym cię do Kiaty, tak jak obiecałem. Niestety, dokonałaś złego wyboru. Z tego powodu już nigdy nie zobaczysz swojej ojczyzny.

Sztylet wbity między łuski Nazayuna nagle rozpłynął się w wodzie i król zerwał sieć z piersi. Zaskwierczała pod jego pazurami, przypalając mu skórę, a on cisnął ją w sieć wodorostów, daleko poza mój zasięg.

- Myślałaś, że można tak łatwo zabrać mi serce? - spytał ze śmiechem, gdy jego rany zabliźniły się w mgnieniu oka. - Jestem bogiem smoków. Nawet gwiezdny bluszcz nie jest w stanie mnie skrzywdzić.

Zachwiałam się i zacisnęłam dłonie na perle Upiora.

- W takim razie co...

Nie zdążyłam dokończyć groźby. Ściany za mną zaśpiewały i fala wody przetoczyła się przez czarne kryształowe okno, które zauważyłam wcześniej. Woda stworzyła wir.

Wyłonił się z niego drugi smok. Dostrzegłam tylko błyski czerwonych łusek i parę okrągłych złotych oczu. Potem coś uderzyło mnie w kark i poleciałam do przodu.

- Jeśli nie oddasz nam perły, na razie weźmiemy to.

Szkarłatny smok podniósł naszyjnik, który Seryu kazał mi nosić przez cały czas - kawałek jego serca, który umożliwiał mi oddychanie w Ai'long.

Moje dłonie powędrowały do gardła, gdy zaczęło wykręcać mi płuca. Woda lała się strumieniami do moich ust. Serce łomotało mi w uszach, bijąc głośno, kiedy ciężar mórz przybrał na sile. Było jej tyle, że nie mogłam nawet się krztusić. Tonęłam.

- To moja córka, pani wschodnich mórz - rzucił Nazayun, jakby to był czas na przedstawianie się. - Jeśli nie oddasz mi perły, ona ją dla mnie odzyska.

Córka Nazayuna obserwowała, jak tonę.

- Mam teorię - mruknęła - że ludzka dusza składa się z niezliczonych małych nici, które wiążą ją z życiem. - Zacisnęła pazury na moim sercu, a ja syknęłam z bólu, kiedy wyciągnęła długą srebrno-złotą nić, której nigdy wcześniej nie widziałam. Nić mojej duszy. - Piękna, prawda? Taka krucha, a jednocześnie tak niezbędna. - Okręciła nić wokół pazura. - Jeśli przetnę ich wystarczająco dużo i zostawię, powiedzmy, jedną zwisającą luzem, perła zerwie więź z tobą w poszukiwaniu kogoś, kto nie jest na skraju śmierci. - Smoczyca spróbowała przeciąć nić szponem, ale ta zaświeciła jasno i wróciła do mnie. Pani wschodnich mórz napięła wąsy z niezadowolenia. - Niełatwo tego dokonać, zwłaszcza z duszą tak upartą jak twoja, ale mamy czas na eksperymenty.

Nie miałam czasu. Woda już prawie całkiem mnie przygniotła, więc zwróciłam się do perły Upiora.

"Uratuj mnie - błagałam. - Uratuj mnie, bo nigdy nie znajdziesz swojego miejsca. Nigdy nie wrócisz do domu".

Perła zaczęła bić. Raz. Dwa razy. Potem przyspieszyła, w kontrze do mojego gasnącego pulsu, a z pękniętych połówek wylał się strumień światła.

- Wojowniczka - mruknęła szkarłatna smoczyca, płynąc do przodu i zasłaniając mi widok na perłę. Dotknęła mojej głowy zimną dłonią. - Nigdy nie igraj ze smokiem - szepnęła. - Nie da się wygrać.

Zanim wydałam ostatni oddech, świat rozpłynął się w nicość.

 

 

 

 

SPIS TREŚCI

 

 

 

Mapa

* * *

ROZDZIAŁ PIERWSZY

ROZDZIAŁ DRUGI

ROZDZIAŁ TRZECI

ROZDZIAŁ CZWARTY

ROZDZIAŁ PIĄTY

ROZDZIAŁ SZÓSTY

ROZDZIAŁ SIÓDMY

ROZDZIAŁ ÓSMY

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

ROZDZIAŁ JEDENASTY

ROZDZIAŁ DWUNASTY

ROZDZIAŁ TRZYNASTY

ROZDZIAŁ CZTERNASTY

ROZDZIAŁ PIĘTNASTY

ROZDZIAŁ SZESNASTY

ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY

ROZDZIAŁ OSIEMNASTY

ROZDZIAŁ DZIEWIĘTNASTY

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIERWSZY

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DRUGI

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY TRZECI

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY CZWARTY

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIĄTY

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SZÓSTY

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SIÓDMY

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY ÓSMY

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DZIEWIĄTY

ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY

ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY PIERWSZY

ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY DRUGI

ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY TRZECI

ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY CZWARTY

ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY PIĄTY

ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY SZÓSTY

ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY SIÓDMY

ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY ÓSMY

ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY DZIEWIĄTY

ROZDZIAŁ CZTERDZIESTY

ROZDZIAŁ CZTERDZIESTY PIERWSZY

ROZDZIAŁ CZTERDZIESTY DRUGI

ROZDZIAŁ CZTERDZIESTY TRZECI

ROZDZIAŁ CZTERDZIESTY CZWARTY

ROZDZIAŁ CZTERDZIESTY PIĄTY

ROZDZIAŁ CZTERDZIESTY SZÓSTY

EPILOG

PODZIĘKOWANIA