Rozdział 1
Kalina weszła do pomieszczenia wypełnionego gwarem dzieci, chociaż "gwar" to było chyba zbyt mocne słowo, bo dzieci zachowywały się dość cicho. Jedne grały w jakieś gry, inne coś rysowały, a kilkoro siedziało przed dużym ekranem telewizora i oglądało animowany film.
- Tosia siedzi tam. - Młoda kobieta w kolorowej kwiecistej sukience wskazała w stronę stolika, przy którym siedziała kilkuletnia dziewczynka i z zapałem coś rysowała.
Inna, trochę starsza opiekunka nachyliła się nad dziewczynką i pogłaskała małą po główce.
- Piękny rysunek, kto to?
- To mama, to ja, to mój miś Blue, a to mój piesek Ari. - Dziewczynka z uśmiechem wskazywała na kartce narysowane przez siebie postacie.
- Piesek Ari? - Kobieta udała, że się nad czymś zastanawia. - Ale ty nie masz pieska, Tosiu.
- Ale kiedyś będę miała, mama mi obiecała, że kiedyś, jak wyzdrowieje, to pójdziemy do takiego domu, w którym mieszkają pieski, które nie mają rodziny, i my mu zrobimy tą rodzinę.
- Chyba mu dacie tę rodzinę, co? Pewnie to mama miała na myśli, mówiąc, że adoptujecie tego psa i stanie się waszą rodziną.
- No tak, tak właśnie mama mówiła. - Dziewczynka uśmiechnęła się i dorysowała psiakowi kokardkę na szyi.
- Tosiu, mam dla ciebie niespodziankę. - Kobieta nachyliła się nad małą i konspiracyjnym szeptem powiedziała: - Masz gościa. Przyjechała do ciebie ciocia.
Dziewczynka zdecydowanie za szybko wstała od stolika, przewracając przy okazji krzesełko, i pobiegła w stronę drzwi wejściowych.
- Ciocia Asia! Ciocia Asia! - wołała, biegnąc z szerokim uśmiechem. Przed drzwiami jednak gwałtownie się zatrzymała i pytająco spojrzała na stojącą w nich panią Anię i drugą panią, której jeszcze nie znała. - Gdzie jest ciocia Asia? - zapytała, rozglądając się po pustym korytarzu. Odwróciła się w stronę starszej opiekunki i zapytała ponownie: - Gdzie jest moja ciocia? Mówiła pani, że przyszła moja ciocia.
Kalina poczuła napływające do oczu łzy. Nie mogła pokazać przed małą, jak bardzo wzruszyła się na widok siostrzenicy, o której jeszcze kilkanaście dni temu nawet nie miała pojęcia, że istnieje.
Młoda kobieta w kwiecistej sukience przykucnęła tak, aby jej twarz była na wysokości twarzy dziewczynki, i uśmiechnęła się.
- Tosiu, nie przyszła do ciebie ciocia Asia, ale inna ciocia, która...
- Ale ja nie mam innej cioci, mam jeszcze ciocię Agnieszkę, ale ona mieszka bardzo daleko. - Dziewczynka ze łzami w oczach spojrzała najpierw na opiekunkę, a następnie przeniosła wzrok na stojącą obok kobietę. - Ja nie znam tej pani - szepnęła i zaczęła powoli odsuwać się w głąb sali.
- Ale ja naprawdę jestem twoją ciocią. - Kalina przykucnęła obok małej i wyciągnęła do niej rękę. - Nazywam się Kalina. Twoja mamusia bardzo dobrze mnie znała, nie jestem obcą osobą, jestem... - Głos Kaliny zatrzymany został ogromną gulą, która uniemożliwiła mu wydobycie się z ust.
- Ale moja mama nigdy mi nic nie mówiła o tobie... - Dziewczynka nieufnie przyglądała się nowej "cioci". Coś było w niej znajomego, ale nie mogła dokładnie określić co. Kobieta wydawała się miła, ale w końcu to nadal była obca pani, która tylko mówiła, że jest ciocią, a mama zawsze ją przestrzegała, żeby nie wierzyła żadnym obcym osobom, nawet tym, które wydają się być bardzo miłe.
- Może przejdziemy do gabinetu pani dyrektor? - Starsza z kobiet złapała małą za rączkę i przyjaźnie się do niej uśmiechnęła. - Pójdziemy do pani dyrektor i ona wszystko ci wyjaśni.
- A kiedy przyjdzie moja mamusia? Albo ciocia Asia? Może trzeba do nich zadzwonić i powiedzieć, że ja tu na nie czekam? - Dziewczynka błagalnie spojrzała na opiekunki, a następnie przeniosła wzrok na nową ciocię.
- Chodź, załatwimy wszystko w pokoju pani dyrektor. - Kobieta pociągnęła małą za sobą i skinęła porozumiewawczo. - Proszę z nami, pani Kalino. Aniu, czy mogłabyś zadzwonić do pani Joanny Przyguły i poinformować ją o... zresztą, będziesz wiedziała, co mówić.
Weszły do dużego, bardzo gustownie umeblowanego pomieszczenia, na ścianach którego wisiało kilkanaście obrazków wykonanych małymi rączkami dzieci. Każdy z nich był opisany imieniem i nazwiskiem autora lub autorki z dokładną datą jego wykonania. Za dużym mahoniowym biurkiem, które lata swojej świetności dawno miało za sobą, siedziała elegancka kobieta w szarej garsonce i przeglądała jakieś dokumenty. Na widok wchodzących do gabinetu kobiet szeroko się uśmiechnęła.
- O, widzę, Tosiu, że poznałaś już twoją ciocię Kalinę. - Wyciągnęła ręce w stronę dziewczynki i poklepała dłonią miejsce na swoich kolanach. Nie zważając na to, że jej elegancka spódnica może ulec zagnieceniu, posadziła na nich małą. - Powiem ci w tajemnicy, że ja też już poznałam panią Kalinę, kilka dni temu, i cieszę się, że będziesz miała taką fajną ciocię.
- Ale to nie jest moja ciocia, ona tylko tak mówi, że jest. Moja ciocia to Asia, przecież pani ją zna. - Dziewczynka ufnie spojrzała w oczy dyrektorki, od czasu do czasu konspiracyjnie spoglądając w stronę nowej cioci. - Mam jeszcze ciocię Agnieszkę, ale ona mieszka bardzo daleko. - Powtórzyła pani dyrektor to, co chwilę wcześniej oznajmiła opiekunkom w świetlicy. - Jak przyjdzie ciocia Asia, to wszystko tej pani wytłumaczy. Przecież ona powiedziała, że zabierze mnie do swojego domu i u niej poczekam na mamusię.
Dyrektorka wymownie spojrzała na swoją pracownicę i na Kalinę Walochę, z którą kilka dni wcześniej przeprowadziła bardzo poważną rozmowę, i uśmiechnęła się do małej, próbując zebrać w sobie wszystkie siły, jakich potrzebowała do dalszej rozmowy z dzieckiem.
- Ciocia Asia też tutaj przyjedzie i zabierze ciebie i tę ciocię do waszego mieszkania, ale twojej mamusi tam nie będzie.
Drzwi gabinetu otworzyły się i do środka weszła kolejna osoba.
- Przepraszam, pani dyrektor, za spóźnienie, ale miałam pilne wezwanie do...
- Pani Kalino, przedstawiam pani Ewelinę Pszczyńską, to nasza psycholog - dyrektorka przerwała przybyłej i skierowała się w stronę Walochy.
Kobiety podały sobie dłonie. Ewelina widziała, że krewna Tosi ledwo panuje nad gromadzącymi się w jej oczach łzami, co rusz przełykając ślinę, która jakby zalegała w jej ustach jak kawał błota.
- Dlaczego pani powiedziała, że mamusi nie będzie w mieszkaniu? Musi jeszcze zostać w szpitalu?
- Posłuchaj, Tosiu, jak wiesz, twoja mamusia bardzo zachorowała i... niestety, ta choroba ją zabrała.
- A kiedy odda? - Mała, nieświadoma znaczenia słów, które przed chwilą usłyszała, ze strachem popatrzyła na dyrektorkę ośrodka.
- Widzisz, Tosiu, czasami ludzie odchodzą od nas, chociaż wcale tego nie chcą. Twoja mamusia bardzo nie chciała ciebie zostawiać i odchodzić od ciebie, ale są takie choroby, które są bardzo złe, i one zabierają nam ukochane osoby i nigdy już ich nie oddają.
- To znaczy, że ta choroba zabrała moją mamusię i nie chce jej oddać? Może jak ciocia Asia zaprowadzi mnie do tego miłego pana doktora i ja z nim porozmawiam, to on wytłumaczy tej chorobie, że nie może zatrzymać mojej mamusi?
Kalina nie wytrzymała, podniosła się i wybiegła na korytarz.
- Przepraszam, gdzie jest toaleta dla gości? - zapytała pierwszą napotkaną osobę.
Kobieta wskazała dłonią białe drzwi z napisem: WC TYLKO DLA PERSONELU i odsunęła się na bok, pozwalając Kalinie pobiec we wskazanym kierunku. Widziała, że z kobietą dzieje się coś niedobrego, i nie chciała tracić czasu na tłumaczenie jej, że toaleta dla gości jest w zupełnie innym miejscu.
Kalina wpadła do pomieszczenia i usiadła na zamkniętej desce sedesowej. Schowała twarz w dłoniach i rozszlochała się. Do tej pory była więcej niż pewna, że jest silną kobietą. Życie nauczyło ją wiele, była przekonana, że poradzi sobie z emocjami, ale w tej chwili cała jej pewność ulotniła się jak dym z komina.
- Czy wszystko w porządku? Pani Kalino, może potrzebuje pani coś na uspokojenie? - Ciche pukanie do drzwi pozwoliło jej opanować się na tyle, że wzięła kilka głębokich oddechów i wstała.
- Wszystko w porządku. Zaraz przyjdę. Proszę dać mi kilka sekund! - zawołała i zaczęła opłukiwać twarz zimną wodą. Następnie wyciągnęła z torebki kilka kosmetyków i poprawiła makijaż.
Kiedy wróciła do pokoju dyrektorki, zauważyła jeszcze jedną osobę. Dziewczynka tuliła się do młodej kobiety w sportowym ubraniu, która łagodnie masowała ją po plecach.
- Panie się chyba znają. Pani Joanna Przyguła, a to jest ciocia Tosi, pani Kalina Walocha.
Kalina popatrzyła na kobietę i nieśmiało uśmiechnęła się.
- Miło mi panią ponownie zobaczyć. - Kalina wyciągnęła dłoń w stronę trzymającej dziecko Joanny, ale ta nie oderwała swoich rąk od małej, tylko mocniej przytuliła dziewczynkę do siebie. - Niestety, widzimy się dopiero drugi raz, ale rozmawiałyśmy przez telefon.
Dyrektorka skinęła głową.
- Dobrze, w takim razie, Aniu, idź z Tosią do pokoju, niech zabierze swoje rzeczy, bo dzisiaj już będzie spała we własnym domu. - Dyrektorka zwróciła się do młodszej z opiekunek. - A panie proszę jeszcze o pozostanie w moim biurze celem uzupełnienia dokumentacji.
Po wyjściu dziewczynki z opiekunką dyrektorka ośrodka przyjaźnie spojrzała na dwie siedzące przed nią kobiety.
- Pani Kalino, tak jak już rozmawiałyśmy, zdaję sobie sprawę z tego, że decyzja, którą pani podjęła, nie należy do łatwych, ale jesteście, pani i dziadkowie małej, jedyną rodziną, jaką ona ma. O ojcu dziecka teraz nie wspomnę. Gdyby nie pani Joanna, pewnie nawet nie mielibyśmy pojęcia o tym, że Tosia ma jakąś rodzinę. Nie wnikam w szczegóły, dlaczego mama Tosi nie chciała utrzymywać kontaktu z najbliższą rodziną ani dlaczego nigdy o niej nie wspomniała nawet swojemu dziecku, tym zajmie się sąd rodzinny. Musi być pani jednak przygotowana na to, że pracownicy MOPR-u w Gdańsku będą odwiedzali państwa dom. Wie pani, co mam na myśli? Dbamy wyłącznie o dobro dziecka.
Kalina skinęła głową, a Joanna zerknęła na nią z pewnego rodzaju wyższością.
- Mam nadzieję, że pani - dyrektorka zwróciła się tym razem do Joanny - nie zaniecha kontaktu z małą. Jak dotąd jest pani dla niej jedyną najbliższą, w sensie emocjonalnym, osobą. To panią mała zna dobrze i chociaż zanosiła się pani z zamiarem adopcji małej, to niestety w tym wypadku przeważają więzy krwi, chyba, że... Ach, to teraz nieważne. Pani Kalino, cieszę się, że pani chce się zaopiekować siostrzenicą, wierzę, że robi to pani z potrzeby serca, a pani - dyrektorka znów zwróciła się do Joanny - bardzo dziękuję, że pomogła nam odnaleźć rodzinę Tosi, chociaż z pewnością nie było to łatwe ani dla pani, ani dla tej rodziny. Gdyby potrzebowały panie jakiejś pomocy, nie wiem, prawnej, psychologicznej czy innej, proszę śmiało się ze mną kontaktować. Nie należę do osób, które jak już wypuszczą dziecko spod swoich skrzydeł, to o nim zapominają, oto dowody na to, co mówię. - Dyrektorka wskazała dłonią wiszące na ścianach obrazki. - Miło mi było panie poznać, chociaż nie ukrywam, że wolałabym, aby to nastąpiło w innych okolicznościach. Do widzenia. Anna zaraz przyprowadzi Tosię i mogą panie iść do domu. Życzę powodzenia. Mam nadzieję, że będziemy w kontakcie. - Dyrektorka podała dłoń najpierw Kalinie, a potem Joannie i przyjaźnie się do obu kobiet uśmiechnęła. - Do widzenia paniom.