Z TOMU WIERSZE, 1989-1990
Kindze
.
JESIEŃ
M.B.
Pora wymarszu armii. Słońce
Łaskawie chyli się nad horyzontem.
Nim krzepkie powietrze
Wejdzie w fazę znaczeń -
Równiny, lasy, twierdze i
Mordercze marsze.
Płonąca czerwień drzew, jak
Nastroszone stosy świętych Inkwizycji.
Smutno w zamglony cel
Sumują się dni; trzepotem
Otwierają niebo ptaki.
Zwycięską pieśń rozwieje wiatr.
Nastanie blada cisza śmierci.
Gorzkim owocem wypełnia się czas:
Ślepe dotknięcia losu
Wśród krzyków i werbli.
.
ZE ŚW. AUGUSTYNA
Człowiek osiąga pełnię harmonii wtedy,
kiedy nad wszelkimi innymi elementami jego natury panuje
i przewodzi ten pierwiastek, który wynosi go ponad zwierzęta.
św. Augustyn, "O wolnej woli"
Drzewa. Blady cień słońca śród gałęzi.
Podcięte dachem dwie wieże kościoła,
Z ulicy łoskot, czarne bryły wron, gruchanie gołębi.
Brudna pora. Roku. Śnieg czernieje,
Gałęzie groźnie przyszpilone
Do sinego nieba. Spokój wieży, wirujące skrzydła ptaków.
Zmienność i trwanie. Siedzę naprzeciwko okna,
Czekam na zieleń, czytam Augustyna.
Delikatnie prószy śnieg. Otwierają mrok
Łuki romańskich okien.
Nic się nie zmieni. Przemija chwila,
Świat za oknem jaki jest taki będzie,
Brudna pora roku przeze mnie przejdzie.
Słońce krzyczące przez korony drzew i
Martwe chmury. Wieża podcięta dachem
Niezachwianie stoi. I drzewa.
Tak niepojęty i obecny świat.
Gość zaproszony do przedsionka domu
Wyrwę się kiedyś przymykając drzwi.
.
***
profesorowi T.U.
Nic nie uchroni przed niebytem;
Ni książek poszarzałych zgrzebne płótno,
Ni płyt nagrobnych marmur potrzaskany.
I pamięć zgaśnie jak świeca zdmuchnięta
Powiewem wiatru, który w ciepłe oko
Pokoju wpadłszy, jak jazda tatarska
Smaga powietrze.
Słucham co usta twoje cicho powtarzają,
Co gardła, co goryczą kawy przepłukana jama
Śpiewa i nie potrafię, mój mistrzu starawy,
Powstrzymać gniewu.
Lecz nie ocalę. W ślad stopy twej greckiej
Żałosne wkładam, wątłe swoje nogi,
Tak jakbym stawał na odciskach wiecznych
Zbiegłemu bogu.
Przepaść nas dzieli. Mój język kaprawy
Dawno nie słyszał mowy Cycerona,
Pozwól więc tylko, bym cieszyć się mógł -
Nim pamięć skona.
.
***
I.Cz.
Późno dostałem od Ciebie
Wieść z krain, skąd się nie powraca.
Wybacz, że przedtem o tym nie wiedziałem,
Gorzka odpłata.
Zgrzeszyłem wielce, grzech jak światło niosłem,
Grzeszyłem kładąc się spać, rano wstając,
Grzeszyłem chodząc, modląc się, czytając -
Nie karz mnie za to.
I będzie wina moja coraz większa rosła,
Z każdym oddechem, minutą, radością,
Hades bez miejsca bowiem zamieszkałem
Z wielką miłością.
Przestaną Twoje znaki tu docierać.
Ten jest ostatni. Więcej nic nie powiesz.
A ja zapomnę. Ale zmartwychwstaniesz
Śmiertelny Boże.
.
IMPERATYW
Kazimierzowi Cz.
Wszelkie świadectwa odwagi
Ślepej i niemej, jak drzewa w pożodze;
Wierności ślady, jak skrzydła ważki
Odciśnięte w wodzie.
Tropy przez gąszcz, zwierząt ścieżki,
Trawa złamana w popłochu ucieczki.
U wodopoju słońce na wodę rozlewa
Cienie żyjące - falujące drzewa.
Wielogłosowy chór nadejścia nocy;
Wilgotne chrapy, poduszki łap nieme,
Smukłe sylwetki, zbite mięśni kłęby,
Drżąca energia i spokój niepewny.
Łabędzie naszej woli z pełną gracją
Wciągają w nozdrza smak uczynków wzniosły,
Jak pszczoły, nektar z dna Nicości piją,
Aż topór raz rozdzieli głowę z wiotką szyją.
.
POCHWAŁA SCHOLASTYKI
Pomiędzy pierwszym i ostatnim
Wersem, w drodze myśli od
Trawy do Króla stworzenia,
Pomiędzy pręty przed-ustawnej
Klatki wbudować trwogę,
Radość, moc istnienia.
Wydobyć ton. Jak
Flet, Boży ład
Jest martwy,
Gdy grajek
Przestaje go grać.
.
SONET DLA KINGI
Noc. To już koniec. Karta już zamknięta.
Uczniowie wyruszają do Emaus w drogę.
Już wszystko było, kurtyna zsunięta
I w twarzach wszystkich przyszłość rzeźbi trwogę.
Gra się skończyła. Dwunastu w popłochu
Odwraca głowy grzejąc się przy ogniu,
Nocą okryci, wiarę im po trochu
Wykrada płomień, beznadziejność losu.
Nim w Awinionie, opętany Laury
Oczami, poeta w nieśmiertelność wkroczy,
A z ramion krzyża opadną kotary,
Nim chłonne usta otworzą się, Panie
I śpiew żałobny stulecia zabroczy,
Zabrzmi triumfalnie Twoje Zmartwychwstanie.
Wielki Piątek 1986
.
ŚWIADOMOŚĆ
Przestaliśmy rozmawiać. Wyjrzałem przez okno.
Nagły przeciąg uderzył od drzwi;
Dołem kolorami krzyczące
Grupki dziewcząt wychadzały sny.
My wiedzieliśmy więcej od tego co się stanie.
Każdej z nich nasz palec
Na zakurzonej szybie kreślił pokręcony los;
Widzieliśmy ich dwoje, potem troje,
Lecz dalej nigdy nie sięgał nasz wzrok.
Nie była mądrość gorzka ta, ani nad miarę,
Raczej jak mylący w tańcu się, gubiący krok.
Powtarzać mogliśmy figury już poznane
I ufać, że tańczymy wbrew rozpaczy, sami,
I, że z nas wiedzących, nie żartuje los.
.
DANTE I POECI
Pięciu ich było, a wędrowiec szósty.
O czym mówili powiedzieć nie raczył
W obliczu drogi, która w usta kładła
Pieczęć nieodgadnionej, lecz trwożnej przyszłości.
W przeczuciu spraw, o których mówić przyjdzie
Poezji sprawy tak niewiele znaczą, że
Wolno rzucić je na pastwę czasom.
To co przemilczane dziś przeszywa krzykiem
I głodne oko spraw co nastąpiły roi,
Po tym jak książka upadła na ziemię,
Gdy z słów romansu los pieczęć wykroił.
.
WIERSZ DLA OSIPA MANDELSZTAMA
Dlaczego wbiłaś sobie do głowy,
że musisz być szczęśliwa?
Nadieżda Mandelsztam, "Nadzieja w beznadziejności"
Zostaw szczęście tamtym
którzy nie łakną
którzy w spokoju nocy
wiodą prym
zdradliwym pomocnikom
milczącym Judaszom
Zostaw szczęście przegranym
dla nich skończyła się walka
Niech sycą się w ciszy
jadem klęski
Niech szczęśliwym
piękne łąki się ścielą
Miasta świetliste
niech im miłe będą
Dla nas jeszcze
nie zaczęła się nuda
Rozkwita wiśnia
Skowycze krzyk
.
JOHANN SEBASTIAN BACH. PASJA
I jeszcze teraz milczy pieśń. Powolnym
Echom, gdy w katedrze trwa
Zatrzymany krok, wpatrzony
W nieskończoną tajemnicę ognia
Krzepnie gest.
Jeszcze nie staje się. Ten śpiew.
Pochód cieni. I gregoriański chorał,
Kiedy w palcach przesuwał,
Jak paciorki różańca, to
Liści szept i moje po latach milczenie
Mój śmiech.
Kiedy w powolnym ogniu
Jasne staje, jak w godzinie
Śmierci
Wielkie życie.
.
OWIDIUSZ. OSTATNIE LATA
O wysoki brzeg czarne fale biją,
Nad Tomi coraz więcej chmur,
Już wkrótce burza zejdzie z sinych gór
I kształty w mroku nocnym się rozmyją.
Jednak ciągle myśl toczy falujące słowa
I palce szybko wybijają frazy rytm.
By nie obrazić bogów ni Augusta uszu zbyt
Nachalną prośbą. Uważać by odmowa
Nie zostawiła na zawsze tu. Na końcu
Świata. W grymas smutku układa się morze.
Chropawe dźwięki barbarzyńskiej mowy.
Beznadziejnie puste dni i noce wygnania.
Szyk elegancki rozbija się w skowyt.
Coraz trudniej troszczyć się o wygląd ciała.
Brud i zapomnienie rzeźbią obce krajobrazy -
Przepaść wstrętu bez słonecznej miary.
.
ROZMOWY Z DANTEM
I
W ustach ostatnie jeszcze imię żyje
Mieszkańca kraju, w którym słońce
Obce, a przeszłość już układa się w
Formułę. Nabrzmiewa deszczem
Niebo pełne zdarzeń.
I nowe rzesze zstąpią tam
A nie imiona. Wojskowy krzyk,
Ten będzie je gromadził
Tabory ciężkozbrojne Jana Husa z Pragi
I pusta z Wittembergi twarz odziana w habit.
Z nowej kabały magia liczb się
Zrodzi i pomnożone bez kresu
Ilości wdeptywać będą w ziemię
Bez litości ponure tłumy. Diabeł
W dziejach gości
II
O Bogu rzeczowników wolno płynie mowa,
Który w blasku rządzących pełnią powszechników
Na tronie zasiada, mocarny Jehowa
Wiedzą opasły jak księga omszała
Sylogizmami spiętych heksametrów,
Gdzie Eucharystia już się dokonała.
Stoi. Nie wraca. Nie rusza z kopyta,
Jak Słońca stała nad Ziemią orbita.
Bóg Abrahama, Adsenta, Donattiego Guida.
III
Cienie rzucamy. Odbicie w ciemnej wodzie stawu
Łudzi. Jesteśmy pasterzem trzód, ojcem co
Piłką bawi pamięć śmierci syna, sługą w
Pustym zamku rycerza spod Troi.
I co się stanie, jest jak zapowiedź wieczoru,
Kiedy kształty tężeją, by zatrzeć się w mroku,
Krótka muzyka pocałunków, cisza, szybkie kroki.
Wróżby pięknego losu, wojny, głody, zarazy,
Chaos pragnień, ten zawsze bardziej rzeczywisty świat,
Zapowiedź bez spełnienia. Zdyszany strzelisty akt.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki