Obca - Ewa Sonnenberg
24.75 zł
19.80 zł
(17,90 zł najniższa cena z 30 dni)

Reflow text when sidebars are open.
Nieznoszę ludzi. Ludzie to bioroboty - eksperymentbiotechnologiczny zakreślony na szeroką skalę. Ja też jestembiorobotem, z aspiracjami wrażliwego przeżywania świata. Świat nachwilę staje się soczysty jak owoc. Jego miąższ jest wewnątrz mnie. Wkażdej chwili mogę go skosztować. I wiem, że na początku będziesłodki, ale po chwili poczuję gorycz. Pestka ugrzęźnie mi w gardle.Pestką jest czas. Świat soczysty jak owoc, który ktoś zerwał przedmiliardami lat. Ja też jestem biorobotem, bo chyba jestemczłowiekiem. Tak przynajmniej mi się wydaje. Choć wydaje mi się wielerzeczy. I w żadnym przypadku nie mam pewności, która z tych rzeczyjest prawdziwa. Jak choćby ta dziecinna wiara w świat baśni.
Nazywamsię Żadna. Żadna jak coś, co bardziej przypomina nic niż coś.Niektórzy nazywają mnie Obca. Wtedy świat gęstnieje, a ludzie stająsię narzędziami w rękach czegoś, co można by nazwać spiętrzeniemprzyczynowo-skutkowym. Na czym to polega? Trudno powiedzieć.Zagęszczona przestrzeń to nieustanny dialog z każdym. To nieustannedodawanie kontekstów do kontekstów. Podejrzeń do każdego gestu. Tonieustanny ruch komentarzy skierowany w twoją stronę. I wtedyprzychodzi mi z pomocą błyskawica. Świat żywiołów zaczyna wariować.Bo każdy z żywiołów jest moim osobnym i indywidualnym przyjacielem.Pożądam żywiołów, a one pożądają mnie.
Chodzęulicami. Raczej szwendam się, włóczę. Bez celu, jak zwykle, bezkonkretnej przyczyny. A za każdym razem, gdy wychodzę na ulicę,czuję, jakbym była w szklanej kuli. Każdy milimetr przestrzeni otaczamnie jakąś bezgraniczną czułością. Co to jest? Nie wiem. Nie mampojęcia. Ale jednak znajduję cel. Upiększać przestrzeń swoimispojrzeniami. Udostępniać ją swojej wolności. Bawić się z nią jak zdzieckiem. Najlepiej z takim, które jest niechciane, bo w tymniechcianym jest najwięcej bólu. Jestem teraz cała, bez początku, bezzakończenia. Cała, od ciała do ciała. Patrzę stopami, patrzę rękami,patrzę swoimi śladami.
Takula chyba jest ze szkła. Bo gdy kiedyś ktoś rzucił butelką w mojąstronę, butelka odbiła się i rozbiła na setki kawałków. Odczułamwtedy to dziwne oddziaływanie jakiejś siły na moje ciało. Jakby tękulę wypełniła czyjaś obecność.
Teraztrzymasz w rękach pustkę. Nic ci nie przypomina, a jednak masz ją wrękach. Nie wiesz, co z nią zrobić. Nie wiesz, do czego może byćprzydatna. Żadnego pomysłu na przyszłe, na dalsze, na życie, na"tui teraz". Teraz trzymasz w ręku ten wielki ciężar odosobnieniai opuszczenia. Nie, nie jest piaskiem, nie możesz jej rzucić przedsiebie. Nie, nie jest kamieniem, nie możesz jej zakopać. Pustka jakpnącze oplatające każdy dom, każdą drogę, każdy mur. Ten bezbarwnybluszcz, który oplata się wokół ciebie. Krępuje ruchy i stopy.Idziesz, ale nie wiesz w jakim kierunku. Bo strony świata straciłyswoją głębię i ostrość. Przemieszały się w jedno czy w fałszywąkartografię świata? Teraz musisz wybierać, nie między dobrem a złem,ale między złem a złem, dobrem a dobrem.
Jednojest jak klucz. Klucz w rękach kogoś, kto jest zbyt daleko, by mógłnam powiedzieć swoje imię. Zbyt daleko, a jednak tak blisko. Jakgłosy, mowa, słowa, które są jak ściana, za którą te same głosy,mowa, słowa brzmią zupełnie inaczej. Nabierając zupełnie innychsensów i znaczeń. Przysłuchaj się uważnie, a odnajdziesz drzwi w tejścianie. Kluczem jest Jedno, które ucieleśnia całość.
Gdypatrzysz na przedmiot, najpierw jest odczucie czy myśl? Naszymświatem rządzą przedmioty. To one wyciągają do nas ręce. Mówiąc:Zauważ nas. I już nie wiadomo, co bardziej jest do nas podobne:materia czy duchowość? To one komentują codzienność. Przenikająrealia do szpiku kości. Tylko one nadążają za rzeczywistością, gdy myborykamy się z każdym odruchem "tu i teraz". To one znająswój koniec, gdy my borykamy się z tajemniczym przejściem "stąd- tam". To one mają nazwy, gdy nasze imiona są zaledwieechem.
Jeślimilczenie upokarza, a cisza wzmacnia, co dostaniemy w zamian, jeślinie ciszę. Jak możemy odpowiedzieć, jeśli nie milczeniem. Bo w każdymwiadomym kryje się niewiadome. Bo każda droga zaczyna jakąś innądrogę. Bo każdy koniec jest jakimś nowym początkiem. Bo każdypoczątek jest jakimś końcem. Bo w każdym uczuciu pobłyskuje odcieńjakiegoś innego uczucia. Bo w każdym innym jest jeszcze jedno inne.Jakbyśmy potrafili zaprzeczyć, ale zaprzeczyć, to pozbyć sięwszelkich złudzeń. Zanurzyć się, zatonąć i odbić się od dnamilczenia. I wypłynąć na jakiś nowy ląd. Nowy ląd mentalny? Zanurzyćsię w tym wszystkim, co już w nas wybrzmiało, zdążyło sięprzeciwstawić i przywyknąć. Pogodzić się? Pogodzone milczenie? A możekolejny bunt, który odrzuca słowo, bo słowa przesłaniają zamiastodsłaniać. Jedynie cisza odsłania, ale kto umie jej towarzyszyć, ktopotrafi jej sprostać. Umiejętność słuchania ciszy. To cisza odsłania,bo milczenie też mówi. Gdzie więc sięgają granice ciszy, a gdziegranice milczenia?
Zacieranieśladów, jakbyśmy mogli zatrzeć drogi linii papilarnych. Chciałbyśwymazać te papilarne głosy przeznaczenia. Jakbyśmy mogli wymazać tewszystkie rysy na cienkiej powierzchni wrażliwości. Rysy są jakblizny, nie można ich usunąć. Nie można ich nie zauważać. Nie możnaich nie pamiętać. Nie można ich nie czuć. Blizny, które przylegają doduszy jak rany do ciała. Te blizny, które cię kamienują. I w dzień, iw nocy przychodzą pod twój dom. Przezroczysta powierzchniawrażliwości, w każdej chwili może pęknąć. Spękana powierzchnia jakwyschnięta ziemia, broczy wewnątrz nas trzeźwością spojrzenia.
Kamieniesą po to, by z nimi rozmawiać. Ludzki to błąd, że mają służyć tylkodo kamienowania. One służą do dopowiadania. I są takie miejsca whistorii, gdy krzyczą. A ludzie zachwycają się ich głosami, pytając,kto przemówił w tak pięknym języku. Więc wciąż brzmi ich głos, aludzie myślą, że to poeta przemówił.
Popierwsze, szybkość. Szybko, coraz szybciej. Od - do, skąd -dokąd, jak, gdzie, kiedy, po co, dlaczego. Wzdłuż i wszerz jakiegośmiasta. Wszystko jedno jakiego, gdy każde miasto to więzienie.Więzienie nocą staje się piękne. Ale piękno jest po to, by jeszczebardziej odurzać i mamić. Odbierać ci czas, jedyną bezcenną rzecz,jaką dostajemy na tym świecie. Jakby noc obiecywała temu miastuwolność. Ale ta wolność jest iluzją. Jest kolejną kartą w rękachprzewrotnego gracza. Kto rozdaje karty? Więc wciąż trwa noc, a typróbujesz rozwiązać zagadkę miłości i... Może to sprawa gwiazd. Alboi księżyca, który nieustannie hipnotyzuje swoim światłem ścianybudynków. Wieżowce, w których palą się światła. Te miliardyrozświetlonych punkcików. W każdym z tych punktów tli się czyjeśżycie. Miliardy pragnień, pożądań, nienawiści, zdrad, rozstań,nadziei, marzeń. Każdy z tych punkcików może ukrywać w sobie twojąwymarzoną miłość. Każdy wieżowiec jak osobne miasto. I ono zaczynakierować się swoimi prawami. Sprytnie obmyślanymi, tak sprytnie, byprzywołać te najprymitywniejsze i zwierzęce mechanizmy. Ale miłość towolność. Tylko miłość jest wolnością. Miłość jest poezją. Poezja teżjest wolnością.
Miłośćjest dla mnie najważniejsza. Może dlatego, że jest tajemnicą.Najpiękniejszą tajemnicą świata. Nikt nigdy mnie nie kochał. Czybioroboty nie rozpoznały we mnie biorobota? To usuwanie się na drugiplan. To okrążanie mnie każdym słowem. To nieustanne obserwowaniemoich odczuć. Ale nikt nigdy nie wyznał mi miłości. Jakby wyznającmiłość, musiał wyrzec się przynależności do Ziemi. Więc kieruje nimilęk. Obawa przed niezrozumiałym. Więc mówią mi: Nie obiecuj sobiezbyt wiele, i zawsze, i wszędzie mnie opuszczają. I znów mówią:Zawsze będziesz sama. I uśmiechają się na mój widok. I coś szepcząmiędzy sobą. Niekiedy próbują mnie nawet dotykać, ale czynią to tak,jakby dotykali jakiegoś obcego ciała. Niekiedy próbują mnie całować.Niekiedy. I wtedy cała staję się miłością. Każdy milimetr skóryodbiera bodźce uczucia. Każdy milimetr nieba odczuwa czułość. I znówodrzucają. Wtedy pojawia się słońce, wszędzie tam, gdzie myślę o nim.
Tęsknię.Tak, znam dobrze to uczucie. Tęsknota jest wyrozumiała. Trzyma mniena dystans. Tak, jeszcze bardziej tęsknić. Za czym? Za niczym. Zawszystkim. Za utraconym. Codziennie coś tracę ze świata dla świata.Ale ten świat myli mi się z jakimś innym światem. W sumie jest ichniezliczona ilość. Tak jak niezliczone są możliwości układania cyfr.Rachunki prawdopodobieństwa skrzętnie ukrywane przez fizyków. Lub teżtych światów jest tyle, co liter alfabetu. Może każda litera jestosobnym światem. Takim osobnym bytem, do którego wstęp ma tylko jednaosoba. Zresztą każdy człowiek ma swój własny świat.
Iwiem, że wszystko co robię dla ludzi, robię na darmo. Dobroć, którauważana jest w tych realiach za głupotę i zło, które się podziwia.Tylko zło imponuje ludziom. Im jesteś większym skurwysynem, tymbardziej jesteś kochany. Im bardziej jesteś chamski, tym bardziejproszą cię o czułość. I odwrotnie. Jeśli okazujesz dobroć, traktującię jak wariatkę. Gdy jesteś czuła, obchodzą się z tobą po chamsku.Niewdzięczność. To jakby zasada ludzkiej mentalności.
Odpoczątku było coś nie tak. Od samego początku, czyli od dzieciństwa.Od dziecka zaczęło się to żmudne omijanie niebezpieczeństwa.Niebezpieczeństwo pojawiało się w różnej formie. Mniej lub bardziejludzkiej, ale przeważnie było zwierzęcą chęcią zwycięstwasilniejszego nad słabszym. Wszystko przez to, że mam pewną wadę.Wrażliwość, z którą tak trudno się istnieje i bez której nie możnawłaściwie odczytać świata. Ta wada jest wrodzona. To coś jakkalectwo. Niekiedy potrzebna jest proteza w formie jakiejś tabletki.Więc połykasz tabletkę za tabletką, przez moment nawet pomaga, mniejczujesz, mniej widzisz, mniej słyszysz. Jestem zbyt wrażliwa. Niktnie umie odczytać moich gestów. Te miliony gestów roztrwanianych wchaosie zbytecznych słów i przekłamanych interpretacji.
Nibyjestem kobietą. Tak mam wpisane w dowodzie tożsamości. Ale co mi dokobiety i do mężczyzny. Nie czuję się ani jednym, ani drugim. Nibyjestem kobietą, zaprogramowaną na odbieranie bodźców godowych odsamców. Ale niekiedy odbieram te bodźce od kobiety. Bodźce z dnia nadzień słabną. Bo z dnia na dzień uświadamiam sobie, że nie interesująmnie ani mężczyźni, ani kobiety. Uprawianie seksu to jak dłubanie wnosie. Tracenie czasu na grzebanie sobie w różnych grząskichmiejscach. Prawdziwa miłość wydarza się poza ciałem. Ciało tylkoprzez chwilę może być jednym, w przeciwieństwie do tego czegośinnego, nie wiem, jak to się nazywa, to coś, co sprawia, że czujemyjedność z tym, kogo kochamy. Może jest to dusza, ale to słowo jużdawno wyszło z użycia. Mówić o duszy, to być jakby nie stąd. Tonarazić się na śmieszność. Ja nie wstydzę się tego słowa. Dusza. Tak,to dusze spajają się w jedno. Być może w ten sposób mogą zakosztowaćwieczności, ale tylko na chwilę. Bo miłość ma jednego wroga, a jestnim ciało. Cielesność, którą pielęgnujemy, by robić dobre wrażenie.By przypodobać się konwencjom i kanonom. By upodobnić się do tłumu,by zagubić się w tłumie i zatracić indywidualność. Tak,indywidualność jest czymś niebezpiecznym i niewygodnym. Dlatego totłum dyktuje warunki, to on ustala kto, po co, za ile i z kim. Totłum podejmuje decyzje. To tłum chce cię złamać i upodobnić dosiebie. Tak byś nie miała wątpliwości, że stać cię na coś więcej. Takbyś drążyła nosem nisko przy ziemi jak pies łańcuchowy. Być może tentłum to machina kierowana przez jednego człowieka. Tłum tospotęgowana cielesność, która potęguje przywiązanie do materii.Materia jest obdarzana kultem. Te supermarkety są jak ołtarzebudowane w hołdzie materii. Potem w każdy weekend, jak nazywająostatnie trzy dni tygodnia, tłum udaje się, by oddać cześć zawartościswojego koszyka. I wydają pieniądze tak, by pokazać, że im więcejwydadzą, tym będą lepsi. Te śmietniki przedmiotów, ta niepoliczalnailość dupereli. To przedmiot zaczyna dyktować człowiekowi. Toprzedmiot króluje na billboardach, by utorować sobie drogę doświadomości człowieka. Jego świadomość coraz bardziej się zawęża ianalizuje już tylko za ile i gdzie. Poniża w ten sposób to, cozostało mu dane. Poniża w ten sposób naturę, która chce mu wyjśćnaprzeciw. Natura zaczyna się buntować.