O zjawiskach cudownych i cudownych zdarzeniach - Andrzej Sarwa

Kup ebooka

8.00 zł
6.88 zł (8,00 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Cuda w życiu świętych

Ale przejdźmy teraz do kolejnych zagadek, jakie stanowią zdarzenia i zjawiska cudowne zdziałane w obecności lub za pośrednictwem osób uznanych przez Kościół za święte bądź zmarłe w opinii świętości. Józef z Lenissy w Umbrii urodził się w roku 1556. Ponieważ wcześnie odumarli go rodzice, wychowaniem chłopca zajął się jego wuj Jan Baptysta, człowiek bogaty i uczony. 

Mimo majątku, mimo starannego i gruntownego wychowania jakie odebrał w młodości, mimo doskonałej partii - bogatej szlachcianki - której rękę odtrącił, nie ciągnęło go do światowego życia. 

Sprzeciwiając się woli swego opiekuna i wychowawcy, zamiast majątków i dostojeństw, wybrał ubóstwo i małość: w roku 1572, w Asyżu wstąpił do Zakonu Kapucynów, który był wówczas takim zakonem żebraczym, który regule św.Franciszka Serafickiego przywrócił pierwotną czystość.

Wiódł w nim życie pełne trudów, umartwień i wyrzeczeń, ciesząc się, że skarbi sobie zasługi w niebie, gdzie - jak miał nadzieję - Bóg i dla niego wyznaczył miejsce. Jakże wielkie wrażenie wywarły na nim słowa brata zakonnego Hieronima z Bissao, który w niedługi czas po śmierci ukazał się Józefowi i rzekł, iż po zgonie, na sądzie, Bóg każdego rozlicza jak najściślej i jak najsurowiej z wszelkich uczynków popełnionych w doczesności, i że do Królestwa Niebieskiego nie tak łatwo wejść, jak by się zdawać mogło. 

Przejęty tym do głębi serca, od tamtej pory jeszcze goręcej się modlił, jeszcze sroższe wyznaczał sobie pokuty, ale też jeszcze więcej pożądał wiekuistej ochłody w życiu przyszłym. 

Pragnął także brat Józef palmy męczeńskiej, chcąc oddać swe życie za wiarę.

Jakże się tedy ucieszył, kiedy to generał zakonu, Ojciec Hieronim polecił mu, aby wraz z bratem Grzegorzem z Leonissy wyruszył jako misjonarz do ziemi tureckiej. Miał nadzieję, że tam właśnie jego pragnienie się ziści...

Zdarzenia cudowne przypisywane Bogu

Oto relacje dotyczące znaków czy cudów, które wedle wierzeń katolickich pochodzą od samego Stworzyciela. Jednym z ciekawszych jest bez wątpienia tak zwany "cud eucharystyczny z Lanciano". A oto jak do niego doszło: W maleńkim miasteczku włoskim Lanciano, w kościele św. Longinusa, prawie 1200 lat temu, w VIII w. n.e., pewien zakonnik bazyliański podczas Służby Bożej - sprawowania Przenajświętszej Liturgii, wymawiając słowa konsekracji, począł naraz wątpić w to, iż mają one jakąkolwiek moc przemieniania zwykłego pszennego chleba i gronowego wina w prawdziwe Ciało i Krew Jezusa. Stał tedy przed ołtarzem, zapatrzony w kielich i patenę i oto... zdało mu się że śni. Ale skoro przekonał się, że jest całkowicie przytomny, a to co ujrzał nie można nazwać omamieniem czy halucynacją, ogarnęło go przerażenie i począł przepraszać Stwórcę za chwile zwątpienia nie przystające kapłanowi.

Oto bowiem, ni mniej, ni więcej, tylko na pozłocistej patenie, zamiast hostii ujrzał kawałek okrwawionego ciała, zaś kielich zamiast wina, napełniony był prawdziwą, świeżą, płynną krwią. I w ten sposób - poprzez znak z nieba - został ów zakonnik uleczony ze swych wątpliwości. Można by to poczytać za piękną legendę, gdyby zdarzenie nie miało dalszego ciągu, który wygląda o wiele bardziej fantastycznie niż samo opisane cudowne przemienienie. Oto bowiem owo ciało i krew, która zakrzepła potem, zostały zachowane do dnia dzisiejszego i przechowywane są przez O.O. Franciszkanów (opiekujących się obecnie kościołem św. Longinusa) w kryształowym kielichu, nakrytym kunsztownie wyrabianą ze szczerego złota pokrywą. Mistyfikacja? Oszustwo? Cóż, i takie krążyły - szczególnie pośród ateuszy - opinie. Gdy jednak na polecenie Rzymu zaschnięte ciało i skrzepła krew zostały poddane badaniom laboratoryjno-medycznym, doszło do sensacyjnych odkryć. Okazało się bowiem, że tkanki ciała, zostały kiedyś, przed wiekami pobrane z ciała człowieka żyjącego, a dokładniej z jego serca. To samo odnosi się do krwi, która również pochodzi od istoty żyjącej, a nie od trupa. Owo ciało i krew posiadają grupę AB (zapamiętajmy owo, bo to dość istotne). Przez blisko dwanaście wieków przechowywane, nie uległy zepsuciu i rozkładowi, nie zmieniły swojej struktury i nadal nadają się do przeprowadzania badań z zakresu medycyny sądowej.

Największą zagadką okazało się jednak jeszcze coś zupełnie innego. Otóż podczas przeprowadzania eksperymentów, cząstki skrzepłej krwi - a jest ich pięć - między innymi zważono. I jakaż była konsternacja medyków, którzy tego dokonali. Bo jak - po kilkakrotnym, bardzo dokładnym powtarzaniu ważenia - stwierdzono z całą stanowczością i odpowiedzialnością, każda z pięciu cząstek ważona pojedynczo ważyła tyle samo co wszystkie pięć zważone razem (!). Jak z powyższego wynika, nie zawsze i nie wszędzie naturalnie, prawa fizyki muszą obowiązywać. Istnieją bowiem obszary, i to w naszym materialnym świecie, które podlegają prawom innej rzeczywistości.