O zgrozo! Opowieści szkolne - Maja Kacprzyk

Kup ebooka

30.99 zł
24.79 zł (22,40 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Co jest złego w byciu gołym na basenie?

Był zwykły dzień, poniedziałek, jak to poniedziałek - totalne lenistwo. Ledwo wstałam z łóżka, bo mama obudziła mnie o szóstej rano. Zawsze tak wstajemy z siostrą (młodszą kopią mojej osoby - Adą lub, po prostu, Adrianną). Rodzice pracują od siódmej rano, więc my też musimy wstawać wczesnym rankiem. Nie cierpimy tego z Adą, ale mus to mus, dość już użalania się nad sobą.

Po zjedzonym śniadaniu (płatki z mlekiem) i obejrzanej bajce w telewizorze (niestety musiałam to obejrzeć, bo Ada mnie zmusiła) o siódmej trzydzieści wyruszam z Adą do szkoły. Lekcje zaczynają się o godzinie ósmej. Nasza szkoła jest szkołą sportową, więc zajęcia sportowe towarzyszą nam prawie każdego dnia. Dzień zapowiadał się jak co dzień, nudny i jeszcze raz nudny, ale dwie ostatnie lekcje to dopiero było zdarzenie.

Już wam je opowiadam. W poniedziałki na dwóch ostatnich lekcjach moja klasa ma basen. Pani od języka polskiego z bólem w sercu kończy zajęcia dziesięć minut wcześniej, żebyśmy zdążyli na autobus, którym jedziemy na pływalnię. Chłopcy jadą na basen ze swoim panem Jarkiem. To jest super nauczyciel, bo pozwala im dosłownie na wszystko. Może prawie na wszystko, ale jest to godne pozazdroszczenia.

Nasz wysportowany nauczyciel od WF-u, pan Adrian, to poważny człowiek. U niego przede wszystkim musi być dyscyplina, nie ma nudy, za to jest musztra jak w wojsku, mimo że jesteśmy dziewczynami, ale jak mówi pan Adrian: Każda dziewczyna powinna być wysportowana.

Chłopacy ćwiczą na głębokim basenie, a my to różnie. Dobrze, że pan Adrian nie każe nam pływać w basenie dla dzieci, bo to dopiero wstyd. Nasz nauczyciel twierdzi, że wysportowany uczeń poradziłby sobie w każdych warunkach, ale brodzenie w brodziku zostawmy maluchom.

Pływałyśmy sobie, aż tu w pewnym momencie usłyszałyśmy gwizdek trenera.

- Zamykamy oczy, natychmiast! - krzyknął dziwnym głosem pan Adrian.

Co tym razem mogło się stać, że pan Adrian tak krzyknął? - pomyślałam.

Nie do końca zamknęłam oczy i, o zgrozo, zauważyłam Kazika stającego przed panem Jarkiem goluśkiego, jak go Pan Bóg stworzył.

- Co się stało? - spytał nieco zdenerwowany pan Jarek.

- Nic takiego - odpowiedział Kazik. - Gdy nurkowałem, zgubiłem spodenki. Pożyczyłem je od starszego brata, bo moje były brudne po wcześniejszym basenie, a mama w sobotę i niedzielę miała dużo pracy, więc nie mogła mi ich wyprać. Ja mógłbym uprać, ale pralka była zepsuta, a mama robiła pranie, tylko że ręcznie. W szatni spodenki okazały się być troszkę za duże - dodał na koniec.

Stał czerwony jak burak.

Zaraz zacznie beczeć - pomyślałam z przekonaniem.

W tej oto chwili z basenu wystąpił waleczny Ryszard. Rysiek to przypadek takiego kolegi, który zawsze stara się pomóc każdemu z naszej klasy. Rysio wyłowił spodnie brata Kazika i było po kłopocie. Później Kazik przesiedział kolejną godzinę na ławce, rzucając chłopakom piłki i podając ręczniki, a my ćwiczyłyśmy dalej. Ja udawałam, że nie wiem, co się stało, żeby Kazimierzowi nie było przykro. Czasami, gdy sobie przypomnę to całe zdarzenie, to uśmiecham się sama do siebie. Nikomu oczywiście nie powiedziałam, co zaszło i co widziałam. Wszystkie dziewczyny myślały, że musimy zamknąć oczy, ponieważ pan będzie nam kazał nurkować.

No i tak było. Pan Adrian zrobił konkurs, która dziewczyna dłużej wytrzyma pod wodą. Zgadnijcie, kto wygrał. Zośka - ponieważ zasnęła podczas nurkowania i najdłużej wytrzymała pod wodą. Jej czas to dziesięć minut. Dobrze, że nie utonęła. Bardzo dobrze. Chłopcy nikomu nie powiedzieli, dlaczego tak naprawdę trzeba było zamknąć oczy. To dopiero zgrana ekipa.

- Kazika pewnie boli brzuch, dlatego siedzi na ławce - zauważyła Dorota.

- Ja myślę, że Kazik zjadł coś przed basenem i dostał kolki - stwierdziła Łucja.

- Może Kazikowi pęknie brzuch - palnęła Cela.

- To jest najmniej prawdopodobne - odparła Dorota.

I Cela focha strzeliła.