Jak wróbelek Elemelek w szkole uczył się literek
Rzekł wróbelek Elemelek:
- Chcę nauczyć się literek. Jakże
to? Analfabeta? Niepiśmienny? Oho, gdzie tam! To już wolę, choć
w mozole, siedzieć w szkole w uczniów kole i od jutra, wiedzcie o tym,
zabieram się do roboty.
Właśnie sowa wraz z dzięciołem założyli w lesie
szkołę, i to nawet niedaleko, na pagórku, tuż za rzeką. Po cóż
się namyślać wiele? Umył dziobek Elemelek, przetarł oczy, strzepnął
piórka i frrr! Ot - za rzeką górka.
Rzekł dyrektor, stary dzięcioł:
- Przyjąć cię do szkoły? Z chęcią! Dziobek
czysty masz, wróblasku, oczka bystre, pełne blasku, byleś pilny był,
wytrwały, będziesz uczniem doskonałym.
W szkole uczy pani sowa. Mądra głowa, ani
słowa! Okulary ma na dziobie i pazurkiem ostrym skrobie różnych liter
piękne wzory na tablicy z ciemnej kory.
Rzekła ptaszkom:
- Miłe ptaszki! Tu nauka, nie igraszki. Myśleć
trzeba mądrze, bystrze. A przynieście też w tornistrze listki gładkie
i zielone, pióro ładnie zaostrzone i atrament jagodowy. Pewnie macie
już gotowy?
Pierwsza lekcja poszła składnie. Druga lekcja -
jeszcze ładniej. Piszą ptaszki, jak kto może, ten na liściu,
ten na korze. "A" litera ma dwie nóżki. "B" litera ma
dwa brzuszki. "C" litera, niby wężyk, zakręciła się
w półksiężyc.
Powiedziała pani sówka:
- W poniedziałek jest klasówka. Proszę listek
przynieść świeży i powtórzyć jak należy trzy litery: "A",
"B" i "C", bo zabiorę wam tablicę i z pamięci pisać każę
tę literkę, którą wskażę.
Chciał powtarzać Elemelek trzy litery przez
niedzielę. Ale tak się jakoś stało, że miał czasu bardzo mało. Bo
to gołąb wpadł z wizytą, opowiadał tamto i to, potem myszka jedna
mała przebiegała, coś dodała. Tu dwa słówka, tam trzy słówka,
wywiązała się rozmówka i wróbelek, przyznam z żalem, nie powtórzył
liter wcale.
Rano - ósma jest godzina, lekcja zaraz się
zaczyna. Pan dyrektor w samą porę osiem razy kuje w korę.
Siedzą ptaszki, kręcą główką, drżą im serca
przed klasówką, czarne oczka patrzą w sowę.
Rzekła sowa:
- Czy gotowe? Tak? Więc cisza, ani słowa. Proszę
ładnie narysować "B" literkę, lecz z pamięci. Nie oglądać się,
nie kręcić.
Elemelek skrzydłem skrobie głowę. Ot, dogodził
sobie! "B" litery, proszę pani, nie pamięta ani-ani. Czy jest
długa? Czy okrągła? Czy wydęta? Czy pociągła? "B" literka? Ani
mowy! Wyleciała całkiem z głowy.
Elemelek koło dudka siedzi, a że gałąź krótka,
więc wróbelek, trudna rada, zerka bokiem do sąsiada.
Dudek stawia kreski grube. Ma na czubku głowy
czubek, czubkiem trzęsie, dziób otwiera, pisze. Jest już "B"
litera. Elemelek na swym listku w ślad za dudkiem pisze wszystko:
brzuszek jeden, drugi, trzeci...
Dzięcioł puka:
- Kończcie, dzieci!
Liście gładkie i zielone już przed sową
rozłożone. Sprawdza sowa, stopnie stawia, tu pochwali, tam
poprawia.
Piątkę dała sikoreczce, dwóm gołąbkom po
czwóreczce, a jaskółka z żółtą wilgą trójkę plus dostały
tylko. Trochę to zmartwiło sójkę, że z minusem miała trójkę,
a już stopnie całkiem chude z Elemelkiem dostał dudek.
- Spójrzcie, dudek wraz z wróbelkiem porobili
błędy wielkie. Jakże to, powiedzcie sami, pisać "B" z trzema
brzuszkami? Skąd i kiedy, moje dzieci, wyrósł nagle brzuszek
trzeci? Oto są lenistwa skutki: w pierwszej ławce - aż dwa
dudki!
Aj, najadł się wstydu wiele ten wróbelek
Elemelek! Chyba skusił go zły duszek, by od dudka ściągnąć
brzuszek? Więc rzekł:
- Odtąd, pani sowo, będę zawsze, daję słowo,
wiedzieć, ile kto ma brzuszków. Nie chcę siedzieć wśród
leniuszków!