Tomaszek był szczęśliwy, że w końcu zaczęły się wakacje. Bardzo nie lubił wczesnego wstawania więc w końcu mógł wyspać się do woli! Owszem, lubił szkołę, ale najbardziej lubił mieć jednak wolne. Czekał na te wakacje z utęsknieniem.
Dzisiejszego poranka miał ochotę z tego wolnego skorzystać i ciągle szczęśliwy leżał w swoim łóżku.
- Tomaszku? Czy pamiętasz, że jutro jedziemy na kilka dni na wieś? Spakowałam twoje ubrania, ale jeśli masz ochotę zabrać coś szczególnego, to sam proszę o to zadbaj. - Mama otworzyła drzwi pokoju Tomaszka i przypomniała o rodzinnych planach.
- Ojeju! To już jutro? A nie możemy tak za kilka dni? Naprawdę musimy już na początku wakacji? - Tomaszek nie był z tego powodu zbyt szczęśliwy. Miasto dawało mu tyle atrakcji, z których w roku szkolnym nie korzystał z braku czasu i w pierwszej kolejności chciał spędzić trochę czasu w miejscu, gdzie mieszka, pograć w gry, poczatować z kolegami.
- Chcemy Tomaszku, nie musimy. Dawno nie widzieliśmy się z rodziną. Wstawaj i zjedz śniadanie. - Pospieszała go mama.
Tomaszek niechętnie wstał, ubrał się w swoje ulubione jeansy i poszedł do kuchni. Śniadanie już na niego czekało. Mama, jak zwykle, przygotowała spory wybór, ponieważ wiedziała, że Tomaszek miewa ochotę na różne produkty i rzadko kiedy coś mu smakuje.
- Jajka? Nie, chyba nie chcę. Owsianka? Miód? Mleko? Zjadłbym chleb z wędlinką, ale nie te, które są w lodówce. - Tomaszek naprawdę lubił ponarzekać.
Mama co rano starała się spełniać jego zachcianki, więc jedynie westchnęła. - Lodówka jest pełna, sam zdecyduj co chcesz zjeść w takim razie. Nie mam już pomysłu.
Tomaszek zawsze miał duży wybór, ale też spore oczekiwania. Nigdy nie zdarzyło się, aby lodówka była pusta, więc nawet mimo utyskiwań w końcu zawsze coś sobie znalazł. Nigdy nie zastanawiał się jak to się dzieje, że jedzenie zawsze w domu jest. Przyzwyczaił się i nie potrafił sobie wyobrazić, że może być inaczej. Ono po prostu jest.
Po śniadaniu odwiedził swojego kolegę mieszkającego obok. Oczywiście grali w swoje ulubione gry i surfowali w internecie. Wspólny czas upłynął im niezwykle szybko i Tomaszek bardzo żałował, że będzie mógł powtórzyć taki dzień dopiero po powrocie ze wsi. Ze smutkiem rozstał się z kolegą. Musiał przecież jeszcze spakować swoje najważniejsze rzeczy: laptop, telefon, ładowarki i nową książkę o grach. Reszta tak naprawdę nie była istotna.
Następnego dnia rano mama obudziła Tomaszka dość wcześnie. Mieli przed sobą dwie godziny drogi a chcieli zdążyć dojechać przed południem. Tata wniósł do samochodu wszystkie bagaże, usiedli w nim wygodnie i wyruszyli w drogę. Tomaszek był niewyspany więc szybko zapadł w drzemkę. Otworzył oczy, kiedy wjeżdżali na ogromne podwórze wujka! Podobno był tu z rodzicami kilka lat temu, ale niewiele pamiętał z tamtego pobytu, był wtedy malutki.
Przywitali się z rodziną, która nie mogła uwierzyć jak bardzo Tomaszek urósł. Zachwytom nie było końca! Niestety dzieci wujostwa były dużo starsze i Tomaszek pomyślał sobie - Dobrze, że wziąłem telefon i laptop, bo co tu innego można robić.
Kiedy wnieśli bagaże, wypili herbatę i zjedli wczesny obiad, Tomaszek cicho zapytał: - Czy może mi wujek podać hasło do wifi?
- Tomaszku, a po co mi tu wifi? Telefon ma służyć do rozmów i ewentualnie do budzenia. Tu nie ma takiej potrzeby, a i zasięg ciężko ogólnie złapać.