Krytyka życzliwa, lecz męcząca
"Już nic nie chcę czytać, co ludzie o mnie piszą, ani słuchać, co gadają" - pisał Fryderyk Chopin w liście do Tytusa Woyciechowskiego1 półtora roku przed wyjazdem z Warszawy, w której zdążył się nacieszyć do woli zainteresowaniem ze strony publiczności i prasy. Wszak rozpisywano się o nim entuzjastycznie od chwili, kiedy pierwszy raz pojawił się na estradzie jako cudowne dziecko. Publiczne koncerty chłopca, a także wykonywane przez niego własne kompozycje oceniali najwybitniejsi warszawscy krytycy, a zarazem przyjaciele kompozytora, tacy jak Maurycy Mochnacki i Wojciech Grzymała. Recenzje dotyczące młodzieńczych dokonań Chopina były już wielokrotnie przedrukowywane - ostatnio w pierwszym tomie nowego wydania Korespondencji Fryderyka Chopina2. Jakkolwiek teksty te są znane, przytoczmy chociaż jeden, pióra Wojciecha Grzymały (1793-1871), jednego z najaktywniejszych przedstawicieli młodego pokolenia literatów warszawskich, do którego należeli m.in. Brodziński, Mochnacki i Mickiewicz. Współtworzyli oni projekty rozwoju narodowej polskiej literatury, wpisane w kontekst europejskiego romantyzmu. Ten właśnie kontekst - konkretnie inspirowane myślą Herdera przekonanie, że muzyka Chopina ma cechy narodowe, pozostając w związku z muzyką ludową, która w sposób najpełniejszy odzwierciedla to, co specyficzne w danej narodowości - włączył Grzymała do swojej recenzji koncertu młodego artysty, który odbył się w Warszawie 17 marca 1830 roku:
Po długim oczekiwaniu dał się słyszeć p. Chopin w publicznym koncercie na fortepianie dnia onegdajszego. Licznie zgromadzona publiczność powitała rzęsistymi oklaskami młodego artystę. Odgłos powszechny prawie od lat niemowlęcych poprzedzał go i zapowiadał w nim talent rzadko na horyzoncie ukazujący się. Odgłos ten nie powiększył w niczym jego zalet, nie zawiódł wyobrażeń, jakie sobie niejeden o grze tego artysty kreślił. Chociaż zawsze przewyższał innych, którzy w wieku młodocianym z grą swoją publicznie w koncertach dawali się słyszeć, nie poszedł ich śladem, ale czas cały poświęcał zupełnemu wykończeniu gry, poznaniu tajemnic harmonii i kunsztu [...]. Nie posądzi nas nikt o stronność i chełpliwość narodową, jeśli Chopina zamieścimy w szczupłym gronie pierwszych fortepianistów, zostawmy obcym, niech wyrzekną, o ile ich naprzód wybieży. Na onegdajszym koncercie grał utwory swojej kompozycji. Trudno jest wyrzec, co w nim przeważa, czy talent kompozycji, czy mistrzowska egzekucja. Obok oryginalności, piękny śpiew, świetne i śmiałe pasaże do natury instrumentu zastosowane, w żywy koloryt czucia i ognia przystrojone, wreszcie trafne tego wszystkiego w jedną całość połączenie, stanowią główną cechę jego kompozycji. Egzekucja pełna czucia i ekspresji, pokonywająca ze zręcznością największe trudności, że nie daje ich poznać słuchaczowi; w połączeniu z piękną kompozycją musiała grą swoją zająć obecnych. Wszyscy byli zachwyceni, szczególniej po odegraniu ronda od koncertu i potpourri ze śpiewów narodowych, w których niejeden ze słuchaczów, przy pięknem ich osnowaniu, pochwytywał nutę rodzinnego sioła szczęśliwie powtarzaną. Każde miejsce dla rzeczywistego talentu jest przyjaznym. Lubo Warszawa nie liczy się do miast, które by sztuki piękne upodobały sobie, całe swoje ukształcenie estetyczne pod względem muzycznym Chopin w kraju odebrał, miejscowym przewodnikom i mistrzom winien swoje początki, postęp i rozwinięcie. Z daleka od krajów sztukami słynnych, umiał przyjmować, i chwytać to, co muzykę zbogaciło, co artystę ozdabia, i z tego własną grą, własną kompozycją wywieść, i niezawisły bieg jej i postać nadać. Ziemia, która mu życie dała ze swoim śpiewem, działała na usposobienie muzyczne i przebija się niekiedy w utworach tego artysty, niejeden dźwięk jego tonów, wydaje się jakby odbicie szczęśliwe rodowitej naszej harmonii. Mazur prosty pod jego ręką poddaje się chętnie zmianom i modulacjom, zachowując właściwy wyraz i akcent. Żeby do wytwornej gry i genialnej kompozycji, łączyć tak piękną prostotę rodzinnego pienia, jak ją sobie Chopin przyswoił, trzeba mieć odpowiednie czucie, poznać echa naszych pól i lasów, słyszeć piosnkę wieśniaka polskiego [...]3.
Publikacja, na którą zżymał się Chopin w cytowanym na początku urywku listu, to Sonet do Fryderyka Chopin grającego koncert na fortepianie autorstwa Leona Ulricha (1811-1885) - studenta prawa i filozofii na Uniwersytecie Warszawskim, późniejszego uczestnika powstania listopadowego i działacza politycznego na emigracji, wydrukowany w "Pamiętniku dla Płci Pięknej". Został napisany po koncercie młodego artysty w Teatrze Narodowym, który odbył się 22 marca 1830 roku. Sonet ten należy do długiego szeregu okolicznościowych panegiryków, którymi upamiętniano w XIX wieku występy artystów; mógł zrazić kompozytora wybitnie górnolotnym tonem, a może i tym, że autor nie zdołał uchwycić żadnej konkretnej właściwości muzyki, którą słyszał... Nie można jednak odmówić Ulrichowi zręczności rymotwórczej i dobrej woli:
Ach! Jakaż to pieśń szczytna śpiące serce budzi,
I tyle razem uczuć ożywia w mym łonie?
Czuję, jak krew się burzy, oko żarem płonie,
I myśl śród tłumu ludzi zapomina ludzi [...]4.