O początku narodu Longobardów - Nieznany

Reflow text when sidebars are open.
"...Longobardom mała ich liczba blasku użycza..."
Tacyt1,
Gdzieś w latach siedemdziesiątych lub osiemdziesiątych VII wieku, prawdopodobnie w jednych z miast lub klasztorów północnej Italii, będącej centralnym obszarem królestwa Longobardów, pewien nieznany z imienia i raczej średnio wykształcony mnich, kapłan lub może tylko piśmienny urzędnik, raczej longobardzkiego, niż rzymskiego pochodzenia, wziął do ręki pióro i jako wstęp do dostępnego mu odpisu Edyktu Rotarisa, kodeksu praw obowiązujących w państwie od jakiś trzydziestu lub czterdziestu lat, dopisał krótki, zaledwie kilkustronicowy łaciński tekst, będący odtąd oficjalnym niejako zapisem mitycznych początków, wędrówki i pewnych elementów dziejów ludu, a ściślej mówiąc władców ludu Longobardów. Dziś to niewielkie dzieło, znane pod swym łacińskim tytułem jako Origo gentis Langobardorum, czyli O początkach narodu Longobardów, choć funkcjonuje niejako w cieniu późniejszej o stulecie monumentalnej Historii Longobardów Pawła Diakona, pozostaje najstarszą znaną nam dzisiaj w miarę spójną interpretacją dziejów tego ludu, a jedyną, jaka zachowała się z okresu istnienia ich niepodległego państwa w Italii.
Longobardowie. Dziś nazwa tego dawno wymarłego ludu nie zawsze wywołuje właściwe skojarzenia u współczesnego polskiego czytelnika. Gdyby zapytać przypadkowych przechodniów, z czym lub kim im się kojarzy, wielu wskazałoby na lombardy; inni, którym było dane podróżować po północnych Włoszech, przyszłaby na myśl nazwa regionu wokół Mediolanu o nazwie Lombardia, co bardziej zaś oczytani w poezji przypomnieliby sobie zapewne mało znany wiersz Zbigniewa Herberta2. Poza mieszkańcami Włoch, dla których longobardzka tradycja stanowi istotną część ich dziedzictwa narodowego, nie tylko Polacy, ale i wielu spośród pozostałych Europejczyków nie potrafiłoby wiele powiedzieć na temat tego germańskiego ludu. W przeciwieństwie bowiem do żyjących w tym czasie Brytów, Franków, Anglów, czy nawet (Proto-)Bułgarów, ich nazwa plemienna nie stała się zaczynem określającym osobny byt państwowy współcześnie istniejący bądź na mapie politycznej Europy, bądź też w tradycji popularnej. Mniej też mieli pod tym względem szczęścia niż chociażby Wandalowie lub Goci, którzy w większym stopniu niż Longobardowie odcisnęli swe piętno na europejskiej tradycji, choć jeszcze wcześniej od Longobardów zniknęli z widowni dziejowej3. A jednak naród Longobardów kiedyś istniał, wędrował, zawierał sojusze i prowadził wojny, podbijał i wycofywał się, odnosił wielkie zwycięstwa i sromotne klęski, niszczył i tworzył, by po zaledwie dwustu latach od, jak się wydawało, stabilizacji swego państwa na terenie Półwyspu Apenińskiego, ponieść ostateczną klęskę w konfrontacji z Frankami Karola Wielkiego. I choć nazwa Longobardów jako osobnego ludu bardzo szybko zanikła, to jednak paradoksalnie przetrwali, jako że po zmieszaniu się z autochtoniczną ludnością rzymską i resztką Gotów, dali początek współczesnemu narodowi włoskiemu. Do dzisiaj wielu Włochów zachowało w nazwiskach etymologiczne wyrazy pochodzenia germańskiego pozostałe po panowaniu Longobardów4, choć tym ostatnim nigdy się nie udało w całości Italii opanować. Potomkowie Longobardów żyją zatem po dziś dzień.
Tradycja historyczna, zawarta w Origo gentis Langobardorum, a za nim w Historii Longobardów Pawła Diakona i innych, późniejszych zależnych od nich przekazach wywodzi pochodzenie naszego ludu z legendarnej wyspy Skandanan, utożsamianej z Półwyspem Skandynawskim. Tradycja pochodzenia byłaby w przypadku Longobardów tożsama z gocką, którzy, wedle dzieła O pochodzeniu i czynach Gotów (Getica) Jordanesa (VI w.) także się stamtąd wywodzili5. Nie jest pewne, czy wędrówka Gotów i Longobardów odbyła się w tym samym czasie, w każdym razie nic tego jednoznacznie nie potwierdza.
Historyczne świadectwa o Longobardach z okresu sprzed wielkiej wędrówki ludów (IV-VI w.) nie są zbyt obszerne i nie dają odpowiedzi na wiele pytań, stawianych przez historyków, etnografów czy archeologów. Nazwa Longobardów jako osobnego plemienia tak zwanej Germanii Wielkiej (Germania Magna) pojawia się w rzymskich przekazach historycznych i geograficznych w okresie od I do III w. n.e. Ze źródeł tych (Strabon, Wellejusz Patterkulus, Tacyt, Ptolemeusz Klaudiusz i Kasjusz Dion) można jedynie względnie dokładnie określić ich ówczesne siedziby nad dolną Łabą. O dziejach politycznych ludu i ich miejsca w konglomeracji innych germańskich plemion nie mamy zbyt wiele pewnych informacji. Tacyt, a za nim Ptolemeusz Klaudiusz, zaliczyli ich do plemion swebskich6. Po początkowym podporządkowaniu się Markomanom, ostatecznie poparli Arminiusza i prawdopodobnie wraz z nim i innymi germańskim plemionami wzięli czynny udział w wojnach z Rzymianami, choć o ich udziale w walkach w Lesie Teutoborskim (9 r. n.e) nic nie wiadomo7.
W następstwie wiedli względnie niepodległy byt nie zmieniając, jak się wydaje, swych siedzib. Za czasów wojen Marka Aureliusza z Markomanami poparli, jak się wydaje, tych ostatnich, pustosząc rzymską Panonię8. Na przeszkodzie odegrania wybitniejszej roli w układzie sił regionu stanęła, co potwierdzają wspomniani autorzy starożytni, ich mała liczebność. Następnie na około dwieście lat znikają ze źródeł, by ponownie pokazać się w okresie wielkich wędrówek ludów. Zajmowali wówczas obszary na terenie obecnych Moraw i środkowego biegu Dunaju, by w pierwszej połowie VI w. po pokonaniu Herulów, zająć terytorium Panonii na Bałkanach. W czasie walk Bizancjum z Ostrogotami w Italii poparli tych pierwszych, aktywnie wspierając armię Narsesa9. Sojusz z Bizancjum trwał z resztą krótko. Longobardowie znaleźli sobie chwilowo skutecznego sojusznika w postaci Awarów, z którymi solidarnie rozbili ich wspólnego wroga - Gepidów. Na pokonaniu tych ostatnich skorzystali jednak głównie Awarowie, zajmując ich tereny nad Dunajem10. Longobardowie znaleźli sobie jednak nowy, o wiele bardziej atrakcyjny cel ekspansji. Celem tym była Italia.
Panowanie Bizancjum na Półwyspie Apenińskim nie zdążyło się utwierdzić po pokonaniu Ostrogotów, kiedy pojawili się nowi barbarzyńcy w postaci znanych nam kolejnych germańskich najeźdźców - Longobardów i ich króla Alboina. Jak to obrazowo przedstawia Origo gentis Langobardorum, Longobardom miały jakoby wystarczyć "trzy indykcje", czyli lata w 15-letnim cyklu kalendarza bizantyjskiego, by stać się władcami Italii. Ani jedno, ani drugie nie jest jednak do końca prawdą. Podbój, rozpoczęty w 568 roku, nigdy właściwie się nie zakończył opanowaniem całego półwyspu, a koniec trzeciej indykcji (rok 572) odznaczył się jedynie zajęciem Pawii, która stała się następnie stolicą italskich Longobardów i której zajęcie oznaczało zakończenie jego pierwszego etapu11. Przez cały okres panowania Longobardów, aż do podboju frankijskiego w 774 roku, na terenie Italii pozostawały obszary pozostające pod panowaniem bizantyjskim, co prawda z biegiem czasu sukcesywnie ograniczane do luźnych, nie połączonych ze sobą enklaw, zajmujących obszar głównie w południowej części Półwyspu Apenińskiego oraz na Sycylii. Paradoksalnie, enklawy owe przetrwały nie tylko panowanie Longobardów, ale i Franków, najazdy Saracenów i Węgrów, próby zajmowania przez władców niemieckich, a ostateczny kres ich istnieniu położył dopiero najazd Normanów w drugiej połowie XI wieku12.
W międzyczasie większa część Italii doznawała panowania Longobardów. Na przeszkodzie opanowaniu przez nich pozostałej części stała nie tyle potęga Bizancjum, które od owego czasu przez okres czterystu lat doznawało nieustannych niemalże klęsk i strat terytorialnych na wszystkich frontach, co sama struktura państwa longobardzkiego, którego feudalizacja i podział na szereg niemalże niezależnych księstw terytorialnych, a co za tym idzie także słabość, a w niektórych okresach wręcz całkowity zanik władzy królewskiej, skutecznie przeciwdziałały wszelkim próbom prowadzenia skuteczniejszej polityki zagranicznej.
Na trudną sytuację Longobardów w stosunku do autochtonicznej ludności rzymskiej wpływała także ich odmienność nie tylko etniczna i kulturowa, ale i wyznaniowa. Longobardowie wyznawali bowiem ariańską odmianę chrześcijaństwa, co niewątpliwie utrudniało ich asymilację, choć liczebnie stanowili w swym własnym państwie znaczącą mniejszość. Dopiero pod sam koniec VII wieku katolicyzm zaczął u nich zdobywać przewagę, choć należy podkreślić, iż aż do końca ich rządów nigdy się całkowicie nie nawrócili13. Ich ciągły konflikt z papiestwem, w niektórych tylko okresach przerywany okresami bliższych relacji, a nawet krótkotrwałej współpracy, także im w tym nie pomógł. Papiestwo wobec stałego longobardzkiego zagrożenia szukało oparcia na zewnątrz: najpierw w Bizancjum, a gdy to zawiodło, u Franków. To właśnie ta papieska polityka spowodowała u tych ostatnich wyniesienie do godności królewskiej Karolingów, a papiestwu przyniosło utworzenie Państwa Kościelnego. Stało się to niemal w przededniu ostatecznego upadku państwa Longobardów, choć nie było jedyną tego faktu przyczyną14.
Kolejnym powodem szybkiego zakończenia ich niepodległego bytu była niespójna i niestabilna polityka wobec sąsiadów. Brak stałych sojuszy, ciągłe lawirowanie pomiędzy Frankami, Bawarami, Słowianami, Awarami i Bizancjum również przyczyniły się do tego, iż w obliczu inwazji Karola Wielkiego król Longobardów Dezyderiusz pozostał sam, mając Bizantyjczyków za plecami, odcięty od swych wasali na południu Italii, z papiestwem udzielającym moralnego i ideologicznego wsparcia Frankom. Pawia została zajęta, a Karol Wielki objął władzę nad północną i środkową Italią tytułując się odtąd królem Franków i Longobardów15. Bardzo szybko, bo już na początku IX wieku nawet sam tytuł króla Longobardów zanikł całkowicie, ustępując miejsca tytułowi króla Italii. Tym samym proces asymilacji Longobardów zyskał na sile, a oni sami wtapiali się coraz bardziej w miejscową ludność italo-rzymską, dając początek współczesnemu narodowi włoskiemu. Tylko na południu półwyspu przetrwały drobne księstwa longobardzkie Benewentu, Spoleto i inne, mniejsze, aż do podboju w XI wieku przez Normanów Roberta Guiscarda, dzieląc tym samym los ostatnich enklaw bizantyjskich16. Był to jakby spóźniony chichot historii.