O modernizmie - Stanisław Miłkowski

Kup ebooka

10.00 zł
8.05 zł (7,60 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

1. Rzut historyczny na powstanie i rozwój zasad modernistycznych

Już dając pojęcie ogólne o modernizmie wspomniałem o szlachetnych pobudkach pierwszych koryfeuszów tego ruchu. Byli to ludzie wierzący, w zasadach wiary wychowani, przejęci gorącym duchem religijności, ale, niestety, za mało odpowiednio do ogólnego poziomu swego wykształcenia, ugruntowani w podstawach wiary katolickiej filozoficznych i teologicznych. Pod wpływem specjalnych studiów naukowych w dziedzinie krytyki historycznej, egzegezy biblijnej, filozofii, szczególniej teorii poznania, metafizyki i psychologii, świadomość naukowa tych ludzi ugruntowała się i zatrzymała na fundamencie współczesnej myśli naukowej, który już od XVIII wieku ześliznął się z granitowych podstaw religii objawionej i zawisnął nad przepaścią "niepoznawalności". Pozostawiono na stronie wspaniałe fundamenty cywilizacji chrześcijańskiej, wzniesione geniuszem 18-stu wieków chrześcijaństwa, odwrócono się od natchnionego duchem Prawdy wiecznej budowniczego filozofii i teologii chrześcijańskiej - Scholastycyzmu z jego majestatycznie spokojną i trzeźwą, na rozsądku zdrowym, opartą metodą i poczęto budowę nowych gmachów myśli, na nowych fundamentach, czysto ludzkich, opartych. W ten sposób od końca 18-go wieku tuż obok Chrześcijańskiego Katolicyzmu, tego królestwa Bosko-ludzkiego, wznosić się poczęła wyniosła budowa Myśli ludzkiej, niezależnej od Prawdy Bożej i od Jego Woli. W przeciągu wieku 19-tego rozszerzyła się ona po całej Europie, przywłaszczyła sobie wspaniałe zdobycze kulturalne tego wieku, podbiła pod swe panowanie wszystkie niemal dziedziny wiedzy ludzkiej i ogłosiła się panią wszechwładną wszystkich dziedzin życia ludzkiego, jedyną prawodawczynią Ludzkości, przyjmując nazwę Cywilizacji Europejskiej.

Najważniejszym wynikiem tego nowego kompleksu jako czynnika w życiu społeczeństw europejskich było ogromne pomieszanie pojęć. Budując swoje niezależne królestwo, wyemancypowana spod prawd Bożych, myśl ludzka musiała z konieczności posługiwać się danymi, wytworzonymi w wiekach ubiegłych przez myśl chrześcijańską, nadając im tylko swego ducha, przeciwnego duchowi chrześcijaństwa i swoje zabarwienie odrębne, wytworzone ze skomplikowania [(zawikłania, zagmatwania)] odmiennych czynników. To sprawiło ten skutek, że każda zasada, każde pojęcie nabierało setki odcieni najrozmaitszych zabarwień zależnie od tego, w jakiej odległości znajdowało się od dwóch kierowniczych ognisk myśli: Bosko-ludzkiej skoncentrowanej w Kościele katolickim, lub ludzkiej czysto, skoncentrowanej w obozie Niezależnym. Stąd każda jednostka, wchodząca w życie naukowe, społeczne, religijne lub polityczne, wystawiona była i jest na ogień sprzecznych z sobą prądów. To, oczywiście, wpływa na pomieszanie prawdy z fałszem, dobra ze złem, a nawet na zupełne zobojętnienie szczególniej na prawdy subtelniejsze, wymagające zdrowego rozsądku, czystego sumienia i sporej dozy pokory.

Taki stan umysłowości Europejskiej 19-tego wieku rzucał się w oczy wszystkim umysłom poważniejszym Kościoła katolickiego, zmuszonym swoim stanowiskiem brać czynny udział w tej walce dwóch obozów, albo pragnącym obmyśleć środki do nawrócenia zbłąkanej Myśli ludzkiej na drogi Boże i wprowadzenia jej do łona Kościoła chrześcijańskiego. Obok środków obmyślanych i zastosowanych przez apologetów chrześcijańskich w duchu Chrystusa i Jego Kościoła z doskonałą świadomością tego, co jest w Kościele zmiennym, a więc możliwym do przystosowywań się do ludzi i epok, a co jest niezmiennym, bo Bożym, z Boskiego objawienia pochodzącym i przeznaczonym właśnie dlatego do kierowania zmiennymi pierwiastkami, wytwarzanymi przez myśl i czyny indywidualne lub zbiorowe ludzkie, obok, powtarzam, takich apologetów, wspartych niewzruszenie na prawdzie katolickiej i tworzących systematy pojednawcze w duchu katolickiego Kościoła, powstawali przez cały wiek 19-ty pseudo-apologeci i pseudo-reformatorzy, którzy, utraciwszy wyczuwanie prawdy ducha katolickiego i fałszu ducha niezależnego, mieszali w swym często krytycznym i ogromnie dobrą wolą i zdolnością kierowanym, ale prawie zawsze mało naukowo wyćwiczonym umyśle dziedziny obu wyżej wymienionych królestw Bosko-ludzkiego i ludzkiego niezależnego, wprowadzając przez to jeszcze większy zamęt w pojęciach, zasadach i sumieniach ludzkich. Oto najważniejsze z tych usiłowań chybionych, które poprzedzając modernistów, stoją w historycznym z nim związku.

Od Autora

Rozprawa niniejsza jako odczyt przeznaczona do wygłoszenia, jest utrzymana w tonie bardziej ogólnym i nie rości pretensji do oryginalności. Starałem się głównie o to, by dać możliwie najtreściwszy zarys zasad modernistycznych, o ile one odbijają się na tle współczesnego życia kulturalnego, by przez to uprzystępnić najszerszemu ogółowi inteligentnemu poznanie tej "herezji nad herezjami" i wyjaśnić w tej sprawie stanowisko Kościoła katolickiego.

 

 

Wstęp

 

 

Już trzy lata minęły od chwili, gdy z wyżyn nieomylnej Stolicy Piotrowej Pius X Papież w Encyklice Pascendi dominici gregis zebrał i potępił wszystkie współczesne błędne pojęcia o źródłach religii prawdziwej i o naturze Kościoła Bożego, znane pod ogólną nazwą modernizmu religijnego.

Głos Namiestnika Chrystusowego odbił się głośnym echem we wszystkich zakątkach świata katolickiego. I nic dziwnego, modernizm jest jedną z najważniejszych a zarazem i najbardziej aktualnych kwestii dla Kościoła katolickiego, a nawet dla całego Chrystianizmu i w ogóle dla wszelkich zagadnień religijnych naszych czasów. Jego wpływ na kształtowanie się umysłowości narodów romańskich da się chyba porównać z wpływem nauki Lutra w Niemczech. Posiada ta nowa teoria, jak zresztą każda w czasie urodzin swoich, jakiś tajemniczy wdzięk, który oszałamia, pociąga i zatruwa.

Toteż jak fala morska rozszerza się ona coraz dalej, robiąc wszędzie znaczne spustoszenia w Kościele Chrystusowym.

Jak wiadomo, kształtowanie się naszej świadomości umysłowej, ogólno-kulturalnej i religijnej ściśle połączone jest z Zachodem. Dlatego należy się słusznie obawiać, że modernizm na Zachodzie powstały prędzej czy później zawita i do nas, i byłby on dla nas tym niebezpieczniejszym, gdyby zastał nieprzygotowanych należycie na jego przyjęcie. A, niestety, dotychczas my o modernizmie bardzo mało wiemy. Dla księży, przeciętnie wziętych, jest on jakimś tajemniczym straszakiem, dla masy zaś inteligencji naszej pojęcie modernizmu łączy się z czymś doskonalszym, z jakimś postępem w dziedzinie "strupieszałej" i "zacofanej" teologii i filozofii katolickiej. Toteż nic dziwnego, że mniej krytyczne i mało uświadomione jednostki z grona duchowieństwa i świeckich katolików, nie zdających sobie zupełnie sprawy z tego, co czynią, a powodowani jedynie ultra-gorliwością katolicką, przylepiają markę modernizmu zarówno do każdego księdza-apostaty, jak do każdej nowej idei czy sposobu ujmowania pewnych prawd religijnych w stosunku do nowych wymagań wiedzy, pomimo, że takowe już dawno zostały przyjęte na Zachodzie, ale przerażająco nowych przy naszym zaniedbaniu czytelnictwa katolickiego.

W tej rozprawie zamierzam przedstawić, choć w krótkich słowach - to współczesne zboczenie religijne, wykazać błędność jego i dać świadectwo prawdzie.

Jądro każdego zapoczątkowania, każdego błędu lub teorii tkwi zwykle już w samej nazwie, jaką już to przez swoich twórców, już też przez współczesność została ochrzczoną. Nazwa nowej teorii mówi pod tym względem i mało, i bardzo dużo. Rzeczywiście, wyraz modernizm, pochodzenia romańskiego, nie oznacza etymologicznie i bezpośrednio nic zdrożnego, bo tłumaczy się na nasz język przez nowożytność, aktualność. Tak pojęty - jest ten wyraz niewinny, a nawet poniekąd dodatni. Inną atoli ma wartość, gdy weźmiemy pod uwagę nadane mu w ostatnich czasach znaczenie. Modernizm - to nowe odstępstwo od nauki Chrystusowej, to teoria naukowa, religijno-filozoficzna, burząca z gruntu naukę i instytucję Kościoła katolickiego, odwracająca na wspak prawdzie historycznej dzieje Kościoła - to "herezja nad herezjami" urzędownie potępiona przez Głowę Kościoła, Piusa X.

Zapytamy, w jaki sposób z tak niewinnego pojęcia pierwotnego mogło się rozwinąć znaczenie tak szerokie i brzemienne w treść tak z gruntu fałszywą? Sposób ten stanowi właśnie zawiązkę modernizmu, jako błędu. W najszerszym jego znaczeniu tkwią tak samo jak w pierwiastku pojęcia nowożytności, aktualności. Modernizm bowiem, w najszlachetniejszym tego słowa znaczeniu, powstał z usiłowań niektórych historyków, filozofów, biblistów i teologów katolickich z ostatniej ćwierci wieku XIX-go, pragnących pogodzić z Kościołem "nowożytnego" człowieka i "nowożytne" społeczeństwo, hołdujące zdobyczom olśniewającym współczesnej wiedzy i cywilizacji. Ożywieni szlachetną intencją apostolstwa, nie dostrzegli oni, że nowa kultura materialna i duchowa, która się stała bożyszczem, odbierającym cześć niemal boską we współczesnej Europie, jest mirażem noszącym w sobie zadatki nietrwałości; nie dostrzegli, że pod jej szatą mieniącą się tęczowymi barwami, oślepiającymi wzrok ducha, kryje się gruby materializm, który nie troszczy się o ideały prawdziwie wzniosłe i szlachetne, a tym bardziej o życie przyszłe, na którym zbudowany jest cały gmach religii w ogóle, a więc i religii chrześcijańskiej. To oślepienie blaskiem współczesnych zdobyczy naukowych i kulturalnych odbiło się jak najfatalniej na całym nowym ruchu religijno-odrodzeniowym. Sądzono, że kultura jest czynnikiem na wskroś nowym i dodatnim, że można jej całkowicie zaufać, że można użyć za formę dla religii współczesnej, a nawet dla katolickiego chrystianizmu i przez to rozwiązać najdonioślejsze zagadnienie naszych czasów: pogodzić "nowożytnego" człowieka z Kościołem i wiarą. Tą złudną ufnością ożywieni rzucili się nowatorzy bez zastrzeżeń w objęcia naszego współczesnego "ducha" świata... i oto niebawem ocknęli się na tamtym brzegu, poza prawdziwą religią, poza chrześcijańskim Kościołem. Usiłowania ich nie tylko spełzły na niczym, ale ich samych sprowadziły na manowce. Dążenia ich najsłuszniej zostały nazwane "modernizmem" religijnym, bo ich koncepcje religijne wypłynęły głównie z tego samego źródła, z jakiego już przedtem powstał "modernizm" w sztuce i literaturze.

Kultura duchowa we wszystkich swoich przejawach nie zadawalniała się starą treścią i starą formą i poczęła szukać wszędzie nowych dróg, nic więc dziwnego, że i kwestia religijna, będąca wyrazem najgłębszych tętn duszy ludzkiej, musiała w "nowożytnościach" innych dróg duchowych i dla siebie stworzyć drogę "nowożytną", by swą aktualnością złączyć się w harmonijny zespół z innymi siostrzycami, by łącznie wytwarzać "ducha" czasu... Oto w tym punkcie mamy psychologiczny zawiązek religijnego modernizmu i doskonałe uzasadnienie jego nazwy. Wszędzie rozbrzmiewają hasła nowości, modernizmu; musi to hasło rozbrzmieć i w religii, inaczej, jak sądzili koryfeusze obecnie potępionej teorii, świat współczesny odwróci się od "strupieszałej starzyzny" religijności. Poszli więc za hasłem nowości. Punktem ich wyjścia było przekonanie, że dotychczasowa metoda nauczania wiary odstręcza nowożytnych ludzi od Kościoła, że trzeba wniknąć więcej w duszę nowożytnego człowieka, dostosować się i w rzeczach wiary do jego pojęć, przepojonych żądzą "nowości", "aktualności". Dowcipnie, lubo drastycznie, scharakteryzował to pewien publicysta w czasopiśmie niemieckim "Der Katholik" (1907, 10 Heft, str. 386): "W Kościele upatrują zaniedbanego nieco wieśniaka, którego krawiec, szewc, fryzjer manikurą i pedikurą gruntownie winien ociosać, aby się mógł w salonach wielkiego świata obracać. Ten wieśniak musi cywilizowanie, nowożytnie wyglądać, żeby w krużgankach nowoczesnej Stoa nie podpadał. W tym stroju, tak szepcą pełni nadziei, zwycięży świat, a skoro mu wąsa z fantazją podkręcą, mogliby z berlińskim fryzjerem nadwornym Habym zawołać: Es ist erreicht!". Komiczne to jest i dosyć niesmaczne, ale, niestety, doskonale charakteryzujące niektóre przejawy modernistycznych przekonań i usiłowań.

W słowach powyższych starałem się zobrazować psychikę modernistów, zabierających się do gruntownego przeobrażenia chrześcijańskiego katolicyzmu w celu nadania mu popularności we współczesnym świecie naukowym i kulturalnym.

Żeby odpowiedzieć na pytanie, czym jest doktryna modernistyczna, ujęta w pewien system, jako teoria, potępiona przez Kościół, w jej stosunku do nauki katolickiej, postaram się przedstawić Czytelnikom: 1) Rzut historyczny na powstanie i rozwój zasad modernistycznych. 2) Filozoficzno religijną genezę modernizmu, jako doktryny. 3) Doktrynę modernistyczną jako system nowej religii. 4) Krytykę zasad modernistycznych. 5) Środki zaradcze przeciw modernizmowi i sposób zwalczania go.

 

Ks. Stanisław Miłkowski