O menopauzie. Czego ginekolog Ci nie powie - Tadeusz Oleszczuk, Anna Augustyn-Protas

Kup ebooka

44.99 zł
36.89 zł (32,49 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Anna Au­gu­styn-Pro­tas, Będzie Pani za­do­wo­lo­na

Jaki to świet­ny te­mat. Ogród! Dłu­go się jed­nak przed nim wzbra­nia­łam. Mam pi­sać ksi­ążkę o me­no­pau­zie? Jesz­cze mój mąż po­my­śli, że to mnie do­ty­czy! O sek­sie, o za­chwy­tach - pro­szę bar­dzo. Tym­cza­sem te­mat wci­ągnął mnie, bo nie­spo­dzia­nie sama zna­la­złam się w przed­po­ko­ju kli­mak­te­rium. Mam 49 lat (czy­li "bli­żej trzy­dziest­ki niż dwu­dziest­ki", jak to ktoś ge­nial­nie ujął) i czu­ję, że moje hor­mo­ny są w pro­ce­sie zmia­ny. Jak po­ci­ąg na gra­ni­cy pol­sko-bia­ło­ru­skiej, któ­ry musi do­sto­so­wać się do to­rów o in­nej sze­ro­ko­ści, żeby je­chać da­lej. Olśni­ło mnie, że ta cała "M." za­raz się za­cznie i już czas się przy­go­to­wać. Mam nie­złe geny po cu­dow­nej mat­ce, ale to nie wszyst­ko. Przej­rza­łam więc (nie­licz­ne) ksi­ążki o me­no­pau­zie i (licz­ne) stro­ny w in­ter­ne­cie. Z ka­żdą ko­lej­ną in­for­ma­cją o tym, co mnie cze­ka, mina mi co­raz bar­dziej rze­dła: wszyst­ko po­da­wa­no w bar­wach po­żo­gi. A prze­cież to nie ko­niec ży­cia, tyl­ko ko­lej­ny etap, jak często roz­ma­wia­li­śmy z Dok­to­rem, i to często lep­szy niż wcze­śniej­sze! Tak zro­dził się po­my­sł, żeby na­pi­sać o "Pani M." - jak się jej nie dać, a na­wet jak na niej sko­rzy­stać.

Nie, to nie jest ksi­ążka o me­no­pau­zie jako o świet­nej im­pre­zie. W ko­ńcu to czas, któ­ry ko­ńczy, i to bez­pow­rot­nie, kil­ka wa­żnych ko­bie­cych wąt­ków. I często dość ob­ce­so­wo, bo spa­dek hor­mo­nów po­tra­fi do­ku­czyć, gdy od­sła­nia lata za­nie­dbań zdro­wot­nych. Poza tym - spójrz­my praw­dzie w oczy - za­czy­na się okres przy­spie­szo­ne­go sta­rze­nia. Jest się z cze­go cie­szyć? No więc... jest z cze­go.

Bo­dźcem do pi­sa­nia tej ksi­ążki był za­chwyt nad doj­rza­ło­ścią. Nic nie mu­si­my, wszyst­ko wci­ąż mo­że­my. Dzie­ci do­ro­sły, pra­ca nie stre­su­je jak kie­dyś. Mamy czas i nie­rzad­ko mo­żli­wo­ści, żeby żyć na wła­snych wa­run­kach, dbać o sie­bie. Ro­bić so­bie pre­zen­ty, jak uro­cza mama mo­jej przy­ja­ció­łki Basi, któ­ra na­wet pod­pi­su­je pi­ęk­nie za­pa­ko­wa­ne pu­de­łka: "Dla sie­bie ko­cha­nej". Ni­g­dy do­tąd spe­łnia­nie ma­rzeń nie było tak ła­twe. Je­ste­śmy pierw­szym po­ko­le­niem, któ­re może za­czy­nać od nowa, dru­gą run­dę. Kie­dyś zo­sta­wa­ło się kraw­co­wą, praw­nicz­ką, ksi­ęgo­wą, i było się nią do ko­ńca. Nie mia­ła sen­su zmia­na - za­raz po­ja­wia­ła się meta, je­śli na­wet nie ży­cia, to pra­cy; za­czy­nał się roz­dział wnu­ków i pod­le­wa­nia pe­lar­go­nii (jak w li­ceum, z przy­ja­ció­łką Pa­try­cją, wy­obra­ża­ły­śmy so­bie sta­ro­ść). Dziś ko­bie­ty w Pol­sce do­ży­wa­ją osiem­dzie­si­ąt­ki, i w po­ło­wie ży­cia - jak w jego ta­lii - co­raz wi­ęcej z nas wy­ko­nu­je ta­necz­ny ob­rót i w ży­cie 2.0 wcho­dzi jako prze­bo­jo­wa co­ach­ka, or­ga­ni­za­tor­ka warsz­ta­tów, au­tor­ka blo­ga o pod­ró­żach i sztu­ce. Ileż mam ko­le­ża­nek, któ­re się roz­wio­dły albo za­ko­cha­ły wła­śnie te­raz. Spa­dek że­ńskich hor­mo­nów oka­zał się w tym wręcz po­moc­ny. Wraz z nimi uby­wa nam mi­ęk­ko­ści, tkli­wo­ści, ten­den­cji do zdrab­nia­nia i po­świ­ęca­nia się, a do gło­su do­cho­dzą hor­mo­ny aser­tyw­no­ści, zde­cy­do­wa­nia i sta­now­czo­ści. Z nie­wiast (tych, któ­re nie wie­dzą) zmie­nia­my się w wie­dźmy (te, któ­re wie­dzą). Pi­ęk­nie mówi o tym chi­ńska me­dy­cy­na: gdy esen­cja jin prze­mi­ja, esen­cja jang sta­je się re­la­tyw­nie bar­dziej do­mi­nu­jąca. Do­pe­łnia się pe­łnia. Dzi­ęki niej wie­le ko­biet (da­lej chi­ńska me­dy­cy­na) wła­śnie te­raz od­no­si naj­wi­ęk­sze suk­ce­sy. Ow­szem, część ko­biet od­czu­wa stra­tę - zdro­wia, mło­do­ści, płod­no­ści, ko­bie­co­ści, ta­kże do­strze­gal­no­ści i pew­no­ści sie­bie - zwłasz­cza te, któ­re w oce­nie swo­jej war­to­ści ule­ga­ją męskiej, pa­triar­chal­nej punk­ta­cji. Gdy jed­nak uda się zmie­nić zoom, mo­żna w nowy okres we­jść z wi­go­rem. Zwłasz­cza że wła­śnie w po­ło­wie ży­cia mamy szan­se na pe­łne po­zna­nie sie­bie, na za­do­mo­wie­nie we wła­snej skó­rze, wi­ęk­szą au­ten­tycz­no­ść. I lep­sze wy­bo­ry, ży­cio­we i mi­ło­sne. W ko­ńcu ze­bra­ły­śmy po­ka­źny pa­kiet wie­dzy o świe­cie. Jak ktoś po­wie­dział: może nie wi­dzi­my naj­le­piej z bli­ska, ale po­pa­pra­ńców roz­po­zna­je­my z da­le­ka.

Jesz­cze jed­no. Czas od­cza­ro­wać Pa­nią M. Nie wsty­dźmy się jej. Nie mar­tw­my, że to już. Ciesz­my się, że do­ży­ły­śmy. Jest taka sce­na w uro­czym, ko­bie­cym fil­mie Kar­mel Nad­ine La­ba­ki (2007 r.). Jed­na z bo­ha­te­rek ma czer­wo­ną pla­mę z tyłu spód­ni­cy. Dziew­czy­ny sie­dzące w po­cze­kal­ni dys­kret­nie zwra­ca­ją jej uwa­gę. ("Nie­mo­żli­we!" - szep­ce za­że­no­wa­na na­sza bo­ha­ter­ka). Że sama so­bie pla­mę zro­bi­ła, orien­tu­je­my się pod ko­niec fil­mu, gdy gło­śno pro­si o prze­pusz­cze­nie do ła­zien­ki ("Prze­pra­szam, mogę pierw­sza? Za­czął mi się okres!"), a w ka­bi­nie wy­ci­ąga z to­reb­ki bu­te­lecz­kę z krwi­stym barw­ni­kiem i po­le­wa nim pa­pier to­a­le­to­wy, po czym kła­dzie go na wierz­chu ko­sza, żeby był wi­docz­ny, i do­kła­da opa­ko­wa­nie po pod­pa­sce. Tak bar­dzo chcia­ła za­pre­zen­to­wać się wszyst­kim jako mie­si­ącz­ku­jąca, a więc mło­da. Od­ma­wia­ła by­cia sta­rą. Sce­na jak na film - wzru­sza­jąca, jak na ży­cie - nie­po­trzeb­na. Jak to ujęła Coco Cha­nel: "Nic nie po­sta­rza ko­bie­ty bar­dziej niż uda­wa­nie, że jest wci­ąż mło­da".

Od pre­mie­ry fil­mu La­ba­ki mi­nęło 15 lat, w tym cza­sie zdąży­ła przez świat prze­jść (ra­czej: do nie­go we­jść) ko­bie­ca re­wo­lu­cja, a na te­mat me­no­pau­zy nie­wie­le się zmie­ni­ło. Na­dal ten ter­min brzmi szpet­nie i wsty­dli­wie. Na­dal ko­ja­rzy się z za­ko­ńcze­niem roz­dzia­łu "atrak­cyj­no­ść, ko­bie­co­ść". Sko­ro mó­wi­my, że pierw­sza mie­si­ącz­ka spra­wia, że czy­jaś cór­ka sta­je się ko­bie­tą - to co su­ge­ru­je­my, gdy nad­cho­dzi czas ostat­niej mie­si­ącz­ki. Że prze­sta­je nią być? Mam wra­że­nie, że podświa­do­mie bo­imy się być o to po­sądzo­ne. Ko­lej­na moja doj­rza­ła ko­le­żan­ka roz­mo­wę o me­no­pau­zie za­czy­na od za­strze­że­nia, że te­mat jesz­cze jej nie do­ty­czy ("no wiesz, ja oczy­wi­ście mie­si­ącz­ku­ję..."). Hal­lo, girls! Ko­biet jest wi­ęcej niż mężczyzn, a już te 45+, 50+, 60+ to naj­sil­niej­sza gru­pa de­mo­gra­ficz­na. W za­chod­nim świe­cie (w Eu­ro­pie, w Sta­nach) ta­kże naj­le­piej wy­kszta­łco­na. Dla­cze­go tak kar­nie idzie­my w za­przęgu man­spla­inin­gu, męskie­go ob­ja­śnia­nia świa­ta. Dla­cze­go na­wza­jem po­ni­ża­my się i czu­je­my się po­ni­żo­ne? Z po­wo­du prze­mi­ja­nia? Me­no­pau­za jest nie­uchron­na jak je­sień, naj­pi­ęk­niej­sza pora roku. Czas, kie­dy "skrzyp­ce prze­cho­dzą w wio­lon­cze­lę", jak pi­ęk­nie na­pi­sał po­eta Mar­cin Ky­dry­ński. Sło­wo "kli­mak­te­rium" wy­wo­dzi się z języ­ka grec­kie­go, gdzie nie przy­pad­kiem ozna­cza "punkt kul­mi­na­cyj­ny", ale też "naj­wy­ższy sto­pień wta­jem­ni­cze­nia". Wca­le nie "ko­niec" ni­cze­go.

Oczy­wi­ście, cie­szyć się doj­rza­ło­ścią mo­że­my wte­dy, gdy je­ste­śmy zdro­we, sil­ne i po­god­ne. To co nam złe­go robi me­no­pau­za - poza ode­bra­niem płod­no­ści, mło­do­ści - to pod­my­wa­nie zdro­wot­ne­go sta­tus quo. Na­wet dla 70% z nas na­de­jście Pani M. ozna­cza po­gor­sze­nie sa­mo­po­czu­cia, ale też ujaw­nie­nie się wie­lu cho­rób. Do­bra wia­do­mo­ść jest taka, że w tej ksi­ążce mamy ze­bra­ne naj­now­sze dane, co ro­bić, żeby tak nie było. War­to, by po­zna­ła je ka­żda ko­bie­ta. To był dru­gi bo­dziec do na­pi­sa­nia tej ksi­ążki.

Trze­cim była po­trze­ba od­kła­ma­nia me­no­pau­zy. Mówi się, że za upior­no­ść jej prze­cho­dze­nia od­po­wia­da spa­dek po­zio­mu hor­mo­nów ko­bie­cych, co po­gar­sza pra­cę wie­lu or­ga­nów. Dok­tor Ta­de­usz Olesz­czuk mówi: jest od­wrot­nie. To kon­dy­cja kon­kret­nych na­szych na­rządów spra­wia, że spa­dek es­tro­ge­nów jest tak nie­przy­jem­ny! To zła pra­ca je­lit, tar­czy­cy, wątro­by sto­ją za nie­przy­jem­ny­mi ob­ja­wa­mi. A jesz­cze ści­ślej: win­ne jest to, co je psu­je. To przede wszyst­kim stres, che­mia w oto­cze­niu, a naj­bar­dziej nie­wła­ści­wa die­ta. Zwłasz­cza die­ty wi­ęk­szo­ść z nas nie trak­tu­je po­wa­żnie. Co w su­mie mo­żna zro­zu­mieć. Trud­no przy­jąć, że po pierw­sze: coś, co jest do­pusz­czo­ne do sprze­da­ży, może nas nisz­czyć od środ­ka. Po dru­gie: prze­cież mnó­stwo in­nych osób je byle jak i żyje. Że co­raz go­rzej, wi­dać to do­pie­ro po pew­nym cza­sie. Na przy­kład w okre­sie me­no­pau­zy.

Wie­my, jak po­stępo­wać, żeby żyć da­lej i na pe­łnej pe­tar­dzie. Co so­bie zba­dać, ale też, co jeść, cze­go uni­kać, na ja­kie na­wy­ki po­sta­wić. Me­no­pau­za to taka wąska kład­ka, na któ­rą w po­ło­wie ży­cia wej­dzie ka­żda ko­bie­ta. In­struk­cję, jak przez nią prze­jść w pe­łni sił i we­so­ło ma­cha­jąc to­reb­ką, za­wie­ra ta nie­wiel­ka ksi­ążka. Pierw­szy kom­plet­ny po­rad­nik na te­mat me­no­pau­zy. Mam na­dzie­ję, że będzie tak po­moc­na, jak Cze­go ci gi­ne­ko­log nie po­wie - na­sza pierw­sza wspól­na z dr. Ta­de­uszem Olesz­czu­kiem ksi­ążka. Nie mamy wąt­pli­wo­ści, że i ta może być prze­ło­mo­wa.

Dr n. med. Ta­de­usz Olesz­czuk, Jak się nie dać me­no­pau­zie, czy­li co sto­su­je moja żona

Kie­dy za­czy­na­łem pra­cę jako le­karz, w pó­źnych la­tach osiem­dzie­si­ątych - nie­mal 40 lat temu! - pa­cjent­ki zgła­sza­jące się z ob­ja­wa­mi wy­pa­do­wy­mi (z ude­rze­nia­mi go­rąca, za­trzy­ma­niem re­gu­lar­no­ści cy­kli mie­si­ącz­ko­wych, wzro­stem masy cia­ła, bra­kiem chęci do ży­cia) częściej opo­wia­da­ły o so­bie, niż pro­si­ły o po­moc. W wi­ęk­szo­ści one, ob­ser­wu­jąc swo­je mat­ki, bab­cie czy star­sze ko­bie­ty w ro­dzi­nie, z po­ko­rą przyj­mo­wa­ły na­de­jście me­no­pau­zy i go­dzi­ły się na taki stan rze­czy. Kie­ro­wa­ły uwa­gę na wnu­ki, pod­da­jąc się nie­ubła­ga­ne­mu upły­wo­wi cza­su.

W tam­tych cza­sach tyl­ko ok. 20% dziew­czyn (mniej niż dziś) burz­li­wie prze­cho­dzi­ło me­no­pau­zę. Ale ob­ja­wy gwa­łtow­ne­go spad­ku po­zio­mu hor­mo­nów nie tyl­ko po­gar­sza­ły ja­ko­ść ich ży­cia, ale też zwi­ęk­sza­ły ry­zy­ko wy­ni­ka­jących z tego sta­nu cho­rób. Po­dej­mo­wa­li­śmy, jako le­ka­rze, pró­by po­mo­cy cier­pi­ącym dziew­czy­nom. Po­le­ga­ły przede wszyst­kim na okre­so­wym uzu­pe­łnia­niu nie­do­bo­rów. W wie­lu przy­pad­kach było to zba­wien­ne i li­kwi­do­wa­ło nie­przy­jem­ne ob­ja­wy, a na­wet dzia­ła­ło ochron­nie na układ krąże­nia oraz za­po­bie­ga­ło oste­opo­ro­zie. Pa­mi­ętam jed­nak, że wte­dy daw­ki hor­mo­nów były sto­sun­ko­wo duże, a wy­bór mo­żli­wo­ści te­ra­peu­tycz­nych ogra­ni­czo­ny. W na­stęp­nych la­tach po­ja­wia­ły się nowe pre­pa­ra­ty, nowe ba­da­nia na­uko­we świad­czące o bez­pie­cze­ństwie sto­so­wa­nia su­ple­men­ta­cji hor­mo­nal­nej i o wzro­ście ko­rzy­ści względem ry­zy­ka. "Hor­mo­nom" to­wa­rzy­szył jed­nak dłu­gi cień, że pod­no­szą ry­zy­ko raka, co po 50. roku ży­cia i tak sta­ty­stycz­nie zda­rza się znacz­nie częściej. Co cie­ka­we, przed HTZ prze­strze­ga­li na­wet sami le­ka­rze, zwłasz­cza kar­dio­lo­dzy i on­ko­lo­dzy. By­wa­ło, że hor­mo­nal­na te­ra­pia za­stęp­cza bu­dzi­ła opo­ry jesz­cze in­ne­go ro­dza­ju. Kie­dyś pew­na pa­cjent­ka po­wie­dzia­ła, że HTZ jest wbrew na­tu­rze, bo gdy­by Pan Bóg chciał, żeby ko­bie­ty po pi­ęćdzie­si­ąt­ce mia­ły wy­ższy po­ziom hor­mo­nów, to by go mia­ły. Że jest coś nie­mo­ral­ne­go w ich ły­ka­niu, a chęć za­cho­wa­nia mło­do­ści to pró­żno­ść, trze­ba za­tem go­dzić się z upły­wem ży­cia.

Dziś do­mi­nu­je po­gląd, że sko­ro ży­je­my do osiem­dzie­si­ąt­ki, to te 30 lat me­no­pau­zy war­to prze­żyć naj­le­piej jak się da. Świet­nie wy­gląda­jące ce­le­bryt­ki po pi­ęćdzie­si­ąt­ce, sze­śćdzie­si­ąt­ce są re­kla­mą tego, że owe wy­si­łki mogą da­wać spek­ta­ku­lar­ne efek­ty. I nie oszu­kuj­my się: za­bie­gi z za­kre­su me­dy­cy­ny es­te­tycz­nej to tyl­ko wi­sien­ki na tor­cie. Spo­ro pań sto­su­je no­wo­cze­sne te­ra­pie hor­mo­nal­ne, któ­re przedłu­ża­ją im mło­do­ść, jak­by za­trzy­mał się czas. No­wo­cze­sne pre­pa­ra­ty, od­po­wied­nio do­bra­ne, czy­nią to zna­ko­mi­cie, nie­mal nie­od­czu­wal­nie. Ta­kże bez­piecz­nie, je­śli sto­su­je się naj­mniej­sze sku­tecz­ne daw­ki, jed­no­cze­śnie pro­wa­dząc no­wo­cze­sną pro­fi­lak­ty­kę wy­prze­dza­jącą ry­zy­ko on­ko­lo­gicz­ne. Ale ły­ka­nie le­ków to tyl­ko jed­na ze ście­żek ra­dze­nia so­bie z do­kucz­li­wo­ścią prze­kwi­ta­nia.

HTZ jest jak od­ma­lo­wa­nie fa­sa­dy. War­to jed­nak zaj­rzeć so­bie do środ­ka - co tam się ta­kie­go dzie­je, że czu­je­my się źle? Jaką praw­dę o na­szym or­ga­ni­zmie ujaw­nił spa­dek es­tro­ge­nów? Ow­szem, hor­mo­ny po­mo­gą - bo na nowo za­sło­nią ten nie­we­so­ły ob­raz! Może jed­nak le­piej się za sie­bie wzi­ąć? Wy­le­czyć to co nie dzia­ła i tak za­dbać o sie­bie, żeby do­le­gli­wo­ści nie wra­ca­ły. Cza­sem wy­star­czą tyl­ko nowe na­wy­ki co­dzien­ne. To, co jemy, jak się ru­sza­my, ile śpi­my, co my­śli­my o so­bie i świe­cie. A że dia­beł tkwi w szcze­gó­łach, na­wet w sa­mej die­cie jest bar­dzo dużo pu­ła­pek.

Doj­rza­ło­ść to świet­na spra­wa. Wszyst­ko jest prost­sze. Wy­bo­ry ży­cio­we i co­dzien­ne. Pa­mi­ętam ta­kie zda­rze­nie: jako dziec­ko je­cha­łem z dziad­kiem fur­man­ką. Dzia­dek w pew­nym mo­men­cie za­uwa­żył przy dro­dze zna­jo­mą. Za­trzy­mał wóz, uchy­lił ka­pe­lu­sza i za­py­tał, jak się ko­bie­ta mie­wa. A ona za­czerp­nęła po­wie­trza i jak nie za­częła na­rze­kać, że to źle, to też źle, wszyst­ko źle... Dzia­dek nie na­my­ślał się ani chwi­li. Chwy­cił lej­ce. - Wio! - po­go­nił ko­nia i po­je­cha­li­śmy da­lej. Dziś mnie to "wio!" za­chwy­ca. To wła­śnie mądro­ść doj­rza­ło­ści: wie­dza, że ży­cie krót­kie i że nie ma co mar­no­wać cza­su. I umie­jęt­no­ść ła­pa­nia za lej­ce.

Doj­rza­ło­ść to też czas zbio­rów. Mamy za sobą lata do­ra­bia­nia się za­wo­do­we­go i pry­wat­ne­go, dzie­ci po­szły swo­ją dro­gą. Mo­żna bu­do­wać do­bre, czu­łe re­la­cje z part­ne­rem, ak­tyw­nie ko­rzy­stać z ży­cio­we­go do­świad­cze­nia. Roz­wi­jać nowe pa­sje lub wra­cać do od­kła­da­nych. Naj­częściej te­raz do­pie­ro mamy na to czas i środ­ki. Sam trzy lata temu zro­bi­łem pra­wo jaz­dy kat. C, bo ma­rzy­łem o tym jako chło­piec: prze­je­chać się TIR-em po mie­ście, zro­bić ko­per­tę co­fa­jąc ci­ęża­rów­kę. Oto naj­lep­szy mo­ment, aby spe­łniać ma­rze­nia.

Żeby to było jed­nak mo­żli­we, trze­ba być zdro­wym, zdro­wą. Po czter­dzie­st­ce, pi­ęćdzie­si­ąt­ce jest to szcze­gól­nie wa­żne, po­nie­waż przez tąp­ni­ęcie hor­mo­nal­ne za­czy­na­ją na wierzch wy­cho­dzić po­ukry­wa­ne do­tąd scho­rze­nia. Okres prze­kwi­ta­nia to taki że­ński kry­zys wie­ku śred­nie­go. Ostry za­kręt, z któ­re­go - przy nie­za­cho­wa­niu ostro­żno­ści - ła­two wy­pa­ść. A nie trze­ba. W su­kurs przy­cho­dzi me­dy­cy­na, ale po­trak­to­wa­na ho­li­stycz­nie. Naj­now­sze od­kry­cia na­uko­we po­zwa­la­ją pre­cy­zyj­nie wska­zać ry­zy­ko roz­wo­ju cho­rób, po­ka­zu­ją też, jak je zmi­ni­ma­li­zo­wać czy wręcz ogra­ni­czyć do zera. HTZ to tyl­ko do­da­tek, wi­sien­ka na tor­cie, wca­le nie ko­niecz­na.

O tym jest ta ksi­ążka.

P.S. Wczo­raj pew­na atrak­cyj­na doj­rza­ła dziew­czy­na opo­wie­dzia­ła mi, że zno­wu zna­jo­ma za­cze­pi­ła ją z py­ta­niem, jak to się dzie­je, że tak świet­nie wy­gląda, że jest szczu­pła, wy­spor­to­wa­na, trzy­ma się pro­sto, ma fi­gu­rę i ener­gię czter­dzie­sto­lat­ki.

- I jaka była od­po­wie­dź? - za­py­ta­łem z za­cie­ka­wie­niem.

- Że dużo się ru­szam, od lat upra­wiam sport, mam hob­by, któ­re mnie cie­szy, ro­we­ry, że­glar­stwo - za­częła wy­li­czać. - Ow­szem, mam do­brze do­pa­so­wa­ną su­ple­men­ta­cję hor­mo­nal­ną. A przede wszyst­kim je­stem za­dba­na pod kątem eko­lo­gicz­nej die­ty, cze­go pil­nu­je mój pe­łen za­pa­łu mąż - od­po­wie­dzia­ła, z naj­pi­ęk­niej­szym uśmie­chem świa­ta, moja żona.

Etapy menopauzy

Meno­pau­za to ka­wał ży­cia. Jej dy­na­mi­ka zmie­nia się w za­le­żno­ści od okre­su trwa­nia. Wy­ró­żnia­my trzy pod­sta­wo­we: po­czątek (pre­me­no­pau­zę), me­no­pau­zę właś­ciwą (pe­ri­me­no­pau­zę) i naj­dłu­ższą - jej we­lon ci­ągnie się la­ta­mi - post­me­no­pau­zę.

Pre­me­no­pau­za. Zwia­stu­ny

Za­czy­na się ok. 8-10 lat przed me­no­pau­zą, czy­li już na­wet w oko­li­cach 40. uro­dzin. Jaj­ni­ki stop­nio­wo zmniej­sza­ją pro­duk­cję hor­mo­nów - naj­pierw pro­ge­ste­ro­nu, na­stęp­nie es­tro­ge­nów. Mo­żna więc za­cząć od­czu­wać pierw­sze, de­li­kat­ne zmia­ny za­po­wia­da­jące, choć na ra­zie do­ty­czące głów­nie krwa­wie­nia. Naj­częściej są nimi pla­mie­nia po­prze­dza­jące mie­si­ącz­kę. Na dwa, trzy dni przed jej wy­stąpie­niem po­ja­wia się, jak mówi się w żar­go­nie gi­ne­ko­lo­gów, bru­dze­nie. Wie­le ko­biet ob­ser­wu­je też inny niż do­tąd wy­gląd wy­dzie­li­ny z po­chwy, jaką cza­sem wi­dać na bie­li­źnie czy wkład­ce hi­gie­nicz­nej: jest su­cha, sza­ro­bia­ła, bo z dużą ilo­ścią złusz­czo­ne­go na­błon­ka. Może też zmie­nić się do­tych­cza­so­wy cha­rak­ter mie­si­ącz­ki. Bywa, że skra­ca się jej cykl, a samo krwa­wie­nie sta­je się bar­dziej ob­fi­te i trwa dłu­żej, lub od­wrot­nie: trwa kró­cej i jest skąpe. U jed­nych ko­biet cy­kle ule­ga­ją skró­ce­niu i men­stru­acja po­ja­wia się np. co trzy ty­go­dnie, u in­nych trwa­ją 40, a na­wet 60 dni. Cza­sem po­wra­ca­ją do nor­mal­nej dłu­go­ści, żeby po­tem zno­wu się wy­dłu­żyć albo skró­cić. Bywa, że nie ko­ńczą się po kil­ku dniach, tak jak wcze­śniej, lecz utrzy­mu­ją przez 10, 12 i 14 dni. Ta­kie zmia­ny za­wsze jed­nak trze­ba wy­ja­śnić pod­czas wi­zy­ty i ba­da­nia gi­ne­ko­lo­gicz­ne­go, czy to na pew­no spraw­ka me­no­pau­zy, czy przy­pad­kiem nie są to po­li­py, mi­ęśnia­ki albo drob­ne pęche­rzy­ki, prze­trwa­łe na jaj­ni­kach i da­jące po­czątek tor­bie­lom. Ka­żde krwa­wie­nie trwa­jące dłu­żej niż sie­dem dni gro­zi wy­wi­ąza­niem się sta­nu za­pal­ne­go, po­nie­waż ciem­ne, cie­płe, wil­got­ne śro­do­wi­sko po­chwy stwa­rza ku temu ide­al­ne wa­run­ki. Wy­ma­ga­na jest od­po­wied­nia dia­gno­sty­ka i le­cze­nie.

To, co jesz­cze jest cha­rak­te­ry­stycz­ne dla okre­su pre­me­no­pau­zy, to wspo­mnia­ne już cy­kle bez­owu­la­cyj­ne. Sza­cu­je się, że na­wet 80% z nich nie to­wa­rzy­szy ja­jecz­ko­wa­nie, o czym wie­le ko­biet prze­ko­nu­je się, pla­nu­jąc (i nie mo­gąc) za­jść w ci­ążę. W tym cza­sie nie ma jesz­cze żad­nych za­bu­rzeń hor­mo­nal­nych, jed­nak pod­czas ba­dań stwier­dza się pod­wy­ższo­ny po­ziom go­na­do­tro­pin przy­sad­ko­wych (czy­li FSH), ni­ski po­ziom pro­ge­ste­ro­nu czy inne mar­ke­ry wy­ga­sa­jącej funk­cji jaj­ni­ka (np.: AMH).

Pe­ri­me­no­pau­za. Za­czy­na się ro­bić po­wa­żnie

To czas, kie­dy or­ga­nizm - już bez żar­tów - szy­ku­je się do wy­ga­sza­nia płod­no­ści. Zwy­kle za­czy­na się kil­ka lat przed wy­stąpie­niem ostat­niej mie­si­ącz­ki, czy­li w oko­li­cy 45.-47. roku ży­cia, i trwa do kil­ku lat, zwy­kle trzech, ta­kże po za­ni­ku mie­si­ącz­ko­wa­nia. Pe­ri­me­no­pau­za to czas, kie­dy na­stępu­je me­no­pau­za wła­ści­wa. Spa­da licz­ba pęche­rzy­ków Graf­fa w jaj­ni­kach; jaj­ni­ki już nie kry­gu­ją się, ale śmia­ło wy­ga­sza­ją pro­duk­cję że­ńskich hor­mo­nów, jed­nak jesz­cze wy­pusz­cza­ją ich nie­wiel­kie ilo­ści, przez co ci­ągle jest praw­do­po­do­bie­ństwo za­jścia w ci­ążę - o czym spo­ro ko­biet w okre­sie pe­ri­me­no­pau­zy do­wia­du­je się z za­sko­cze­niem, żeby nie na­pi­sać: z prze­ra­że­niem. Zmie­nia się cha­rak­ter mie­si­ącz­ko­wa­nia - naj­częściej sta­je się rzad­sze, a samo krwa­wie­nie mniej ob­fi­te niż zwy­kle.

Pro­ces zmian hor­mo­nal­nych jest już za­awan­so­wa­ny, więc ujaw­nia­ją się naj­bar­dziej do­kucz­li­we ob­ja­wy prze­kwi­ta­nia. Wi­ęk­szo­ść ko­biet do­wia­du­je się, co to są te słyn­ne noc­ne zlew­ne poty i ude­rze­nia go­rąca (tzw. wary). Mogą po­ja­wić się pro­ble­my ze snem, wy­bu­dza­nie się w nocy lub wsta­wa­nie przed świ­tem, za­wro­ty gło­wy, pod­wy­ższe­nie tem­pe­ra­tu­ry cia­ła, na­pa­do­we ko­ła­ta­nia ser­ca. Po­ja­wia­ją się też za­bu­rze­nia w sfe­rze psy­chicz­nej: po­gor­sze­nie się pa­mi­ęci krót­kiej, zmia­ny w za­cho­wa­niu, pro­ble­my z kon­cen­tra­cją, lęki, zmniej­sze­nie się li­bi­do i ener­gii, ob­ni­że­nie chęci do dzia­ła­nia, zwi­ęk­sze­nie dra­żli­wo­ści, na­gła płacz­li­wo­ść; po­ja­wia­ją się trud­no­ści w po­dej­mo­wa­niu de­cy­zji, po­czu­cie ogól­ne­go sko­ło­wa­nia, bywa że i sta­ny de­pre­syj­ne. U ko­biet, któ­re nie­spe­cjal­nie pro­wa­dzi­ły zdro­wy i uwa­żny tryb ży­cia, może po­gor­szyć się stan zdro­wia, na­gle mogą wy­stąpić do­le­gli­wo­ści wy­ma­ga­jące skon­tro­lo­wa­nia u le­ka­rza spe­cja­li­sty. Spa­dek es­tro­ge­nów spo­wal­nia też me­ta­bo­lizm i wzra­sta ry­zy­ko in­su­li­no­opor­no­ści. Dla­te­go wła­śnie te­raz spo­ro ko­biet ska­rży się na nie­spo­dzie­wa­ny wzrost masy cia­ła, a tkan­ka tłusz­czo­wa po­ja­wia się w in­nych niż do­tąd miej­scach: w oko­li­cach biu­stu, bio­der, na brzu­chu. Zmie­nia się kszta­łt syl­wet­ki, a na­wet wy­gląd skó­ry. Utra­ta es­tro­ge­nów ude­rza w jej ela­stycz­no­ść i skó­ra za­uwa­żal­nie tra­ci na jędr­no­ści. Spo­ro dziew­czyn na­gle za­uwa­ża wy­ostrze­nie się ry­sów twa­rzy, tzw. opa­da­nie owa­lu czy po­wiek.

Post­me­no­pau­za. Po­za­mia­ta­ne

Świa­to­wa Or­ga­ni­za­cja Zdro­wia de­fi­niu­je post­me­no­pau­zę jako okres, któ­ry na­stępu­je rok po me­no­pau­zie. To etap, w któ­rym osta­tecz­nie za­ni­ka­ją zdol­no­ści roz­rod­cze ko­bie­ty. Pro­duk­cja że­ńskich hor­mo­nów płcio­wych jest tak mała - sza­cu­je się, że ok. 30% do­tych­cza­so­wej ilo­ści - że ko­mór­ka ja­jo­wa nie jest uwal­nia­na. Ob­ja­wy post­me­no­pau­zy nie są już tak uci­ążli­we, bo raz, że zmia­ny już nie za­cho­dzą tak gwa­łtow­nie, a dwa, że sam or­ga­nizm zdo­łał się przy­zwy­cza­ić i ad­ap­to­wać do no­wych wa­run­ków zwi­ąza­nych z de­fi­cy­tem hor­mo­nów płcio­wych. Wci­ąż jed­nak po­ja­wia­ją się do­le­gli­wo­ści po­rów­ny­wal­ne z kra­jo­bra­zem po bi­twie. Spo­ro ko­biet na­wet kil­ka lat po usta­niu mie­si­ącz­ko­wa­nia ma wci­ąż po­wra­ca­jące ude­rze­nia go­rąca czy kło­po­ty ze snem, pa­mi­ęcią bądź kon­cen­tra­cją. I nie tyl­ko.

Oprócz kla­sycz­nych ob­ja­wów "ko­bie­cych", do­cho­dzi do po­gor­sze­nia się funk­cji i kon­dy­cji rów­nież in­nych na­rządów i ukła­dów cia­ła. Nie bez po­wo­du dziew­czy­ny po me­no­pau­zie ła­twiej za­pa­da­ją na cho­ro­by prze­wle­kłe, ta­kie jak cho­ro­by ser­co­wo-na­czy­nio­we, cier­pią na nad­ci­śnie­nie czy za­bu­rze­nia me­ta­bo­licz­ne. Ma to zwi­ązek z es­tro­ge­na­mi, ale bądźmy szcze­rzy - ta­kże z obec­no­ścią przez wie­le lat cu­kru w die­cie, któ­ry stop­nio­wo uszka­dza na­czy­nia krwio­no­śne. Wcześ­niej były one jesz­cze chro­nio­ne przez es­tro­ge­ny. Z po­wo­du usta­nia ich opie­ku­ńcze­go wpły­wu na ścia­nę na­czyń krwio­noś­nych ro­śnie ry­zy­ko wy­stąpie­nia cho­ro­by wie­ńco­wej, nad­ciś­nie­nia, uda­ru czy za­wa­łu. Zmniej­szo­ne tem­po me­ta­bo­li­zmu sprzy­ja przy­bie­ra­niu na wa­dze. Po­ja­wia się bo­le­sno­ść sta­wów i ko­ści, a za­nik tkan­ki kost­nej może do­pro­wa­dzić do oste­opo­ro­zy (cho­ro­ba łam­li­wych lub po­ro­wa­tych ko­ści). Spo­wol­nio­ny jest ży­cio­wy na­pęd i ak­tyw­no­ść ży­cio­wa - ta­kże ze względu na gor­sze sa­mo­po­czu­cie wy­wo­ła­ne cho­ro­ba­mi, przy­ty­ciem czy osła­bie­niem ko­ści i mi­ęśni. Utra­ta spręży­sto­ści skó­ry, jej ście­ńcze­nie, ozna­cza po­stępu­jące two­rze­nie się sie­ci ma­le­ńkich zmarsz­czek i bruzd. Mogą po­ja­wić się brązo­we pla­my lub bie­lac­two. Za­ni­ko­we za­pa­le­nie ślu­zów­ki prze­wo­du po­kar­mo­we­go utrud­nia wchła­nia­nie wi­ta­min i mi­ne­ra­łów i za­czy­na ich bra­ko­wać. Zwi­ęk­sza się wy­pa­da­nie wło­sów i łam­li­wo­ść pa­znok­ci. Spa­dek es­tro­ge­nów i wzrost syn­te­zy pu­lian­dro­ge­nów w przy­by­wa­jącej tkan­ce tłusz­czo­wej może ob­ja­wić się jako hir­su­tyzm (męskie owło­sie­nie twa­rzy). Zmniej­sza się ak­tyw­no­ść gru­czo­łów po­to­wych i ło­jo­wych. W tym cza­sie mogą po­ja­wić się też zmia­ny za­ni­ko­we ukła­du mo­czo­wo-płcio­we­go: na sro­mie, w po­chwie, ma­ci­cy, jaj­ni­kach i gru­czo­łach sut­ko­wych. Z po­wo­du su­cho­ści po­chwy sto­sun­ki płcio­we mogą sta­wać się nie­przy­jem­nie bo­le­sne. Częściej do­cho­dzi do in­fek­cji oko­lic in­tym­nych, w tym do sta­nów za­pal­nych dróg mo­czo­wych, np. cew­ki mo­czo­wej. Z po­wo­du wiot­cze­nia mi­ęśni dna mied­ni­cy i jej ob­ni­że­nia się (tzw. wy­pa­da­nia ścian po­chwy, czy na­wet ca­łej ma­ci­cy) u nie­któ­rych ko­biet wy­stępu­je lub na­si­la się nie­trzy­ma­nie mo­czu. Uwi­dacz­nia się zmia­na w ob­rębie pier­si - za­ni­ka­jąca tkan­ka gru­czo­ło­wa sut­ków za­stępo­wa­na jest przez tkan­kę tłusz­czo­wą, co zmie­nia jędr­no­ść, a nie­rzad­ko i wiel­ko­ść pier­si (in plus). Wszyst­kie te zmia­ny - je­śli so­bie na nie po­zwo­li­my! - naj­częściej za­cho­dzą po­wo­li, w ryt­mie sta­rze­nia się cia­ła, i trwa­ją me­lo­dyj­nie do ko­ńca ży­cia.

Menopauza przedwczesna

Dla­cze­go me­no­pau­za przy­da­rza się wcze­śniej? Jak spraw­dzić, czy nam nie gro­zi? Oto osiem czyn­ni­ków, któ­re przy­spie­sza­ją jej na­de­jście.

 

Aga­ta. Ład­na, ele­ganc­ka bru­net­ka, me­na­dżer­ka wy­so­kie­go szcze­bla. Kon­kret­na, zde­cy­do­wa­na, sku­pio­na. Trzy lata wcze­śniej uro­dzi­ła dziec­ko, z mężem za­częli my­śleć o dru­gim, ale mimo prób nie uda­wa­ło się uzy­skać ci­ąży. Na py­ta­nie, jak się czu­je, wzru­szy­ła ra­mio­na­mi, że tak so­bie, jest ostat­nio roz­dra­żnio­na, mie­si­ącz­ki ma nie­re­gu­lar­nie. Coś or­ga­nizm zje­chał z wła­ści­wych to­rów, jak to ujęła. Nie­ste­ty, wy­ni­ki jej ba­dań aż pod­nio­sły brew ze zdu­mie­nia: FSH - 60 (nor­ma jest do 35, 40), po­ziom es­tro­ge­nów - 52 (po­win­no być co naj­mniej 120-150!). In­ny­mi sło­wy, jaj­ni­ki pra­wie nie pra­co­wa­ły. Układ roz­rod­czy dziew­czy­ny wła­śnie wy­ga­szał pra­cę. A za­prze­sta­nie pro­duk­cji es­tro­ge­nów przez jaj­ni­ki to de­fi­ni­cja me­no­pau­zy. Jesz­cze je­den rzut oka na pe­sel, bo coś się nie zga­dza­ło. Dziew­czy­na mia­ła 32 lata. TRZY­DZIE­ŚCI DWA.

Ta­kich przy­pad­ków jest i będzie co­raz wi­ęcej. Dziś sza­cu­je się, że ta­kie "mło­de" kli­mak­te­rium (me­dycz­nie mówi się o przed­wcze­snym wy­ga­sa­niu czyn­no­ści jaj­ni­ków, z an­giel­ska na­zy­wa się je "POF" - Pre­ma­tu­re Ova­rian Fa­ilu­re) zda­rza się jed­nej na sto ko­biet przed 40. ro­kiem ży­cia i u jed­nej na ty­si­ąc przed 30. ro­kiem ży­cia. Nie ma co pi­sać, jak POF może być dra­ma­tycz­ne dla ko­bie­ty, któ­ra ma­rzy­ła o ma­cie­rzy­ństwie. Ow­szem, cza­sem przy po­mo­cy te­ra­pii hor­mo­nal­nej uda­je się po­bu­dzić jaj­ni­ki do pra­cy i od­zy­skać płod­no­ść, ale nie za­wsze tak jest. Je­śli jaj­ni­ki już ule­gły za­ni­ko­wi, zna­czy to, że do­szło do zmian w ca­łej roz­le­głej sie­ci po­wi­ązań hor­mo­nal­nych. Sieć ta łączy pod­wzgó­rze, przy­sad­kę, tar­czy­cę i na ko­ńcu jaj­ni­ki. Wy­star­czy, by na jed­nym pi­ętrze coś się za­częło wy­łączać, nie sty­kać, żeby po­wstał pro­blem i roz­sze­rzał się la­wi­no­wo. Za­wsze trze­ba spraw­dzić, co do­kład­nie się zda­rzy­ło i dla­cze­go.

Co przy­spie­sza zu­ży­cie się jaj­ni­ków?

1. Geny, czy­li im­puls z cen­tra­li

Bywa, że za prze­kwi­ta­nie wcze­śniej­sze niż śred­nia kra­jo­wa, od­po­wia­da nasz osob­ni­czy pro­gram. I tak - we­dług ba­dań - dziew­czy­na, któ­ra wcze­śnie mia­ła pierw­szą mie­si­ącz­kę, tak samo wcze­śniej może mieć me­no­pau­zę. Na­ukow­cy nie są w tym zda­niu jed­no­gło­śni, ale taką za­le­żno­ść za­no­to­wa­no mi­ędzy in­ny­mi u osób w Pol­sce, Hisz­pa­nii i we Wło­szech. Inne czyn­ni­ki re­pro­duk­cyj­ne obej­mu­ją wiek, w któ­rym dana oso­ba uro­dzi­ła pierw­sze i ostat­nie dziec­ko, oraz dłu­go­ść cy­klów i sa­mej mie­si­ącz­ki - im dłu­ższy cykl, tym po­ten­cjal­nie pó­źniej­sza me­no­pau­za.

Roz­kład na­sze­go bio­lo­gicz­ne­go ze­ga­ra jest też w znacz­nym stop­niu dzie­dzicz­ny. Je­śli mama, bab­cia prze­szły me­no­pau­zę wcze­śnie, jest praw­do­po­dob­ne, że w po­dob­nym cza­sie prze­kwit­nie cór­ka czy wnucz­ka. To tzw. pio­no­wy wzór dzie­dzi­cze­nia. War­to po­roz­ma­wiać o tym z ko­bie­ta­mi w ro­dzi­nie. Bo choć geny de­cy­du­ją o na­szym zdro­wiu rap­tem w 15-20%, i tak jest to spo­ro, a pa­mi­ętaj­my, że dzie­dzi­czy­my coś wi­ęcej niż tyl­ko DNA: ta­kże styl ży­cia, czy­li upodo­ba­nie (bądź nie) do ak­tyw­no­ści fi­zycz­nej, po­de­jście do odży­wia­nia i wy­bór je­dze­nia, np. na­wyk sma­że­nia na smal­cu, je­dze­nie du­żej ilo­ści czer­wo­ne­go mi­ęsa czy cie­sze­nie się z dro­żdżów­ki na śnia­da­nie po­pi­ja­nej roz­pusz­czal­ną kawą z mle­kiem. Bar­dzo często cho­ro­by, ja­kie "do­sta­je­my" po ro­dzi­cach, wy­ni­ka­ją wła­śnie z po­do­bie­ństwa co­dzien­nych za­cho­wań. I to jest do­bra wia­do­mo­ść - bo zna­czy, że "dzie­dzic­two" mo­żna zmie­nić. I war­to to zro­bić. Prze­cho­dząc na zdro­wy, uwa­żny tryb ży­cia, mo­że­my ina­czej po­kie­ro­wać swo­im ży­ciem i zdro­wiem. Geny to nie wy­rok, nie w dzi­siej­szych cza­sach.

2. Cho­ro­by

Przed­wcze­sne kli­mak­te­rium może po­ja­wić się u ko­biet z prze­by­ty­mi cho­ro­ba­mi ukła­du krąże­nia czy cu­krzy­cą. Często przy­czy­ną są no­wo­two­ry (mi­ędzy in­ny­mi jaj­ni­ków), ra­dio- i che­mio­te­ra­pia oraz cho­ro­by au­to­im­mu­no­lo­gicz­ne, ta­kie jak cho­ro­ba Ha­shi­mo­to, Ad­di­so­na, reu­ma­to­idal­ne za­pa­le­nie sta­wów czy ce­lia­kia. Po­gor­sze­nie się ukrwie­nia jaj­ni­ków ob­ser­wu­je się cza­sem po ope­ra­cjach w ob­rębie na­rządu rod­ne­go, np. z po­wo­du ci­ąży po­za­ma­cicz­nej, złusz­cza­nia mi­ęśnia­ków czy usu­ni­ęcia ma­ci­cy.

3. Zanieczyszczenia cywilizacyjne

Naj­częściej bywa tak, że na stan jaj­ni­ków wpły­wa na ogól­ne po­gor­sze­nie pra­cy or­ga­ni­zmu i po­wi­ązań me­ta­bo­licz­nych z hor­mo­na­mi tar­czy­cy i przy­sad­ki. Co­raz wi­ęcej ba­dań wy­ka­zu­je, jak bar­dzo tar­czy­cy - temu naj­wi­ęk­sze­mu na­sze­mu gru­czo­ło­wi wy­dzie­la­nia we­wnętrz­ne­go - szko­dzi zmia­na spo­so­bu...

.

.

.

...(fragment)...

Całość dostępna w wersji pełnej

O czym mówimy, gdy mó­wi­my o me­no­pau­zie

W kul­tu­rach, w któ­rych nie sły­sza­no o hor­mo­nach, ucho­dzi­ła za stan, kie­dy wy­czer­pa­ła się ko­bie­cie cała krew men­stru­acyj­na (Mek­syk), li­mit mie­si­ączek (Chi­ny) lub kie­dy uro­dzi­ła wszyst­kie przy­pi­sa­ne przez los dzie­ci (Laos). W ró­żnych częściach świa­ta ró­żnie też na­zy­wa się ko­bie­ty w okre­sie me­no­pau­zy. W Taj­lan­dii mówi się na nie "krew odej­dzie, wiatr na­dej­dzie". Jesz­cze pi­ęk­niej ko­bie­ty od 40 do 60 lat na­zy­wa się w kul­tu­rze ja­po­ńskiej: ko­nen­ki, co ozna­cza lata od­no­wy, re­ge­ne­ra­cji, wstęp do no­we­go eta­pu ży­cia. Bo taka może być me­no­pau­za.

Co to jest me­no­pau­za

Z na­uko­we­go punk­tu wi­dze­nia menopauza (z gr. meno - mie­si­ąc i pau­sis - prze­rwa, za­trzy­ma­nie) to za­ko­ńcze­nie mie­si­ącz­ko­wa­nia, "dzień wy­stąpie­nia ostat­niej mie­si­ącz­ki". We­dług Świa­to­wej Or­ga­ni­za­cji Zdro­wia (WHO), to "osta­tecz­ne usta­nie mie­si­ącz­ko­wa­nia w wy­ni­ku utra­ty ak­tyw­no­ści pęche­rzy­ko­wej jaj­ni­ków, po któ­rym przez rów­no rok nie wy­stąpi­ło już żad­ne krwa­wie­nie", co wia­do­mo post fac­tum, czy­li do­pie­ro 12 mie­si­ęcy po jej za­nik­ni­ęciu. Wy­stępu­je zwy­kle u ko­biet mi­ędzy 44. a 56. ro­kiem ży­cia. Z ko­lei kli­mak­te­rium, we­dług de­fi­ni­cji, to "okres w ży­ciu ko­bie­ty, w któ­rym na­stępu­je stop­nio­we za­ni­ka­nie czyn­no­ści gru­czo­łów płcio­wych i zdol­no­ści roz­rod­czej", i wła­ści­wie o tym zja­wi­sku jest ni­niej­sza ksi­ążka. Po­wszech­nie jed­nak oba ter­mi­ny - me­no­pau­za i kli­mak­te­rium - sto­su­je się wy­mien­nie z trze­cim: prze­kwi­ta­niem (naj­mniej lu­bia­nym przez dziew­czy­ny, i słusz­nie, bo ewi­dent­nie wy­my­ślo­nym przez mężczy­znę mi­zo­gi­na). W tej ksi­ążce ta­kże będą po­ja­wia­ły się jako sy­no­ni­my. Z jesz­cze in­nym okre­śle­niem: "Pani M.". Bo choć te­ma­tem tej ksi­ążki jest me­dycz­ne za­gad­nie­nie prze­mia­ny or­ga­ni­zmu w za­kre­sie zdro­wia, to trud­no od­sączyć go od emo­cji, któ­re jej to­wa­rzy­szą. To prze­cież jed­no z naj­bar­dziej ko­bie­cych wy­da­rzeń w ca­łym że­ńskim ży­ciu.

Kie­dy to wszyst­ko się za­czy­na

Pierw­sze zwia­stu­ny kli­mak­te­rium dają o so­bie znać w po­ło­wie ży­cia, bywa, że już w 45. jego wio­śnie, i trwa­ją ok. czte­ry lata. Przez ten czas do­cho­dzi do stop­nio­we­go wy­ga­sa­nia funk­cji jaj­ni­ków i re­duk­cji licz­by pęche­rzy­ków jaj­ni­ko­wych, aż w ko­ńcu do za­ha­mo­wa­nia mie­si­ącz­ko­wa­nia. Na pół roku przed osta­tecz­nym wy­łącze­niem płod­no­ści (czy­li me­no­pau­zą) w cie­le ko­bie­ty ob­ser­wu­je się gwa­łtow­ny spa­dek czyn­no­ści jaj­ni­ków. Sta­ty­stycz­nie ostat­nia mie­si­ącz­ka naj­częściej po­ja­wia się w oko­li­cy 51. uro­dzin. Ma­chi­na usta­je. Z jed­nej stro­ny coś się ko­ńczy, z dru­giej - ko­bie­ta wy­pły­wa na sze­ro­kie wody spo­koj­ne­go, nie­rzad­ko znacz­nie lep­sze­go ży­cia.

Co cie­ka­we, ko­bie­ty w "sta­rych" kra­jach pierw­sze­go świa­ta - w pa­ństwach wy­so­ko uprze­my­sło­wio­ne­go Za­cho­du - w okres me­no­pau­zy wcho­dzą pó­źniej niż ich ko­le­żan­ki w Pol­sce, i to na­wet o dwa lata. Z cze­go to wy­ni­ka? Naj­praw­do­po­dob­niej ze świa­do­mo­ści wagi zdro­we­go ży­wie­nia - na Za­cho­dzie jest ono w ma­in­stre­amie. U nas ko­lo­ro­we, syn­te­tycz­ne je­dze­nie to wci­ąż jesz­cze atrak­cyj­na no­wo­ść. Inną mamy die­tę, w wi­ęk­szo­ści pszen­no-mlecz­no-mi­ęsną, czy­li ubo­gą w błon­nik oraz mi­kro­ele­men­ty i pro­za­pal­ną. Jemy nie­wie­le ryb i ro­ślin­nych ole­jów, mało przyj­mu­je­my pły­nów. Mniej się ru­sza­my - w za­mo­żnych kra­jach sport/ak­tyw­no­ść fi­zycz­ną upra­wia zna­ko­mi­ta wi­ęk­szo­ść dziew­czyn, u nas głów­nie ko­bie­ty wy­edu­ko­wa­ne. Poza tym stres - w Pol­sce ci­ągle wal­czy­my o prze­trwa­nie. W za­mo­żnych kra­jach Za­cho­du ka­żde ko­lej­ne po­ko­le­nie dzie­dzi­czy po przod­kach, ro­dzi­cach czy dziad­kach (miesz­ka­nia, nie­ru­cho­mo­ści, cen­ne przed­mio­ty), u nas wła­sno­ść pry­wat­na to no­wo­ść po zmia­nie ustro­ju AD 1989. Inny jest u nas stan­dard pra­cy i po­ziom to­wa­rzy­szące­go jej na­pi­ęcia - mob­bing w pra­cy i mo­le­sto­wa­nie w kra­jach o dłu­ższej tra­dy­cji kor­po­ra­cyj­nej są sys­te­mo­wo re­gu­lo­wa­ne.

Kie­dy wia­do­mo, że to już

Z me­dycz­ne­go punk­tu wi­dze­nia, żeby stwier­dzić prze­kwi­ta­nie, wy­star­czy przyj­rzeć się dwóm pa­ra­me­trom. Są to: po­ziom es­tra­dio­lu oraz FSH. O prze­cho­dze­niu bra­my me­no­pau­zy mówi nam:

-stęże­nie es­tra­dio­lu ni­ższe niż 80-120 pg/ml (do tego po­zio­mu jesz­cze za­bez­pie­cza układ kost­ny przed oste­opo­ro­zą),

-stęże­nie FSH wy­ższe niż 35-40 IU/ml.

Es­tra­diol (E2) to je­den z trzech głów­nych (bo są czte­ry) hor­mo­nów z gru­py es­tro­ge­nów, czy­li hor­mo­nów ste­ro­ido­wych. Tak jak po­zo­sta­łe - es­tron (E1) czy es­triol (E3) - jest od­po­wie­dzial­ny za pra­wi­dło­we funk­cjo­no­wa­nie ukła­du roz­rod­cze­go i na­rządów płcio­wych oraz roz­wój dru­go­rzędo­wych cech płcio­wych u ko­biet (sro­mu, po­chwy, łech­tacz­ki, ma­ci­cy i ja­jo­wo­dów). Jest pod­sta­wo­wym, naj­wa­żniej­szym hor­mo­nem es­tro­ge­no­wym. To m.in. jego nie­do­bór wpły­wa na przy­bie­ra­nie masy tłusz­czo­wej u ko­biet w okre­sie me­no­pau­zy - a gdy po­da­je się go w HTZ, dziew­czy­na prze­sta­je tyć.

FSH (fo­li­ku­lo­tro­pi­na) to hor­mon po­bu­dza­jący syn­te­zę es­tro­ge­nów. Jego ilo­ść we krwi zdra­dza, jak or­ga­nizm ra­dzi so­bie z ich pro­duk­cją. Im go wi­ęcej, im ni­ższe jest stęże­nie es­tro­ge­nów we krwi i mo­czu, tak są ze sobą sprzężo­ne. Z cze­go to się bie­rze: gdy es­tro­ge­nów za­czy­na być mniej, za­nie­po­ko­jo­na ta­kim sta­nem rze­czy przy­sad­ka mó­zgo­wa, a ści­ślej jej płat przed­ni, za­czy­na wy­sy­łać po­sła­ńca, żeby po­bu­dzić ich pro­duk­cję. Tym po­sła­ńcem jest wła­śnie fo­li­ku­lo­tro­pi­na. Im mniej or­ga­nizm pro­du­ku­je es­tro­ge­nów, tym wi­ęcej wy­pusz­cza FSH. Wy­star­czy za­tem zba­dać po­ziom FSH, żeby wie­dzieć, jak sto­imy z es­tro­ge­na­mi.

Co do­kład­nie dzie­je się pod­czas kli­mak­te­rium

Po­my­śleć: me­no­pau­za to tyle za­mie­sza­nia, a wy­wo­łu­je go je­den czyn­nik: spa­dek hor­mo­nów płcio­wych! Na łeb, na szy­ję leci pro­ge­ste­ron, bo nie ma już owu­la­cji, nie ma cia­łka żó­łte­go, któ­re jest jego pro­du­cen­tem. Nie będzie ci­ąży? Po co pro­ge­ste­ron. Naj­bar­dziej do­kucz­li­wy jest jed­nak spa­dek es­tro­ge­nów. To cała gru­pa zwi­ąz­ków, któ­rych za­da­niem jest roz­wój cech płcio­wych u ko­biet i dba­ło­ść o funk­cjo­no­wa­nie ich na­rządów rod­nych. Ści­ślej: za za­da­nie mają po­wo­dze­nie pro­jek­tu "roz­mna­ża­nie". To es­tro­ge­ny pil­nu­ją, żeby dziew­czy­na mo­gła przy­ci­ągać part­ne­rów sek­su­al­nych wy­glądem cia­ła, skó­ry i wło­sów. Pil­nu­ją ich gład­ko­ści i ela­stycz­no­ści, dba­ją o wy­pu­kło­ść bio­der i spręży­sto­ść pier­si. To es­tro­ge­ny (z mi­ni­mal­ną po­mo­cą te­sto­ste­ro­nu) sta­ra­ją się, żeby mo­gła kon­ku­ro­wać na ryn­ku roz­rod­czym, ale też, żeby jej się chcia­ło to ro­bić - od nich za­le­ży jej po­pęd sek­su­al­ny. A ta­kże do­bry na­strój, od­po­wied­nio atrak­cyj­ne, przy­ja­zne, przy­ci­ąga­jące emo­cje. Es­tro­ge­ny wraz z pro­ge­ste­ro­nem re­gu­lu­ją też cykl mie­si­ącz­ko­wy i pil­nu­ją, żeby nie do­cho­dzi­ło do po­ro­nień, a po­tem dba­ją, żeby mo­gła roz­wi­jać się ci­ąża: kon­tro­lu­ją go­spo­dar­kę wap­nio­wą, pod­kręca­ją krze­pli­wo­ść krwi, dba­ją o ela­stycz­no­ść na­czyń krwio­no­śnych. Mają wpływ na roz­ra­sta­nie się tkan­ki tłusz­czo­wej i jej me­ta­bo­lizm.

Kli­mak­te­rium to okres, kie­dy hor­mo­ny płcio­we pa­ku­ją ma­nat­ki. I to nie tyl­ko pro­ge­ste­ron i es­tro­ge­ny. Zmniej­sza się, choć w nie­wiel­kim stop­niu - po­nie­waż i tak mało ich w ko­bie­cym or­ga­ni­zmie - rów­nież pro­duk­cja an­dro­ge­nów jaj­ni­ko­wych, czy­li ta­kich hor­mo­nów, jak te­sto­ste­ron czy an­dro­sten­dion. Spa­da wy­dzie­la­nie an­dro­ge­nów z nad­ner­czy, DHEA i DHEA-S (de­hy­dro­epian­dro­ste­ro­nu i po­wsta­jące­go z nie­go siar­cza­nu de­hy­dro­epian­dro­ste­ro­nu), któ­re od­po­wia­da­ją za pro­duk­cję hor­mo­nów płcio­wych w cie­le. Naj­wy­ższe war­to­ści DHEA osi­ąga­my po­mi­ędzy 20. a 30. ro­kiem ży­cia. Po tym okre­sie jego stęże­nie stop­nio­wo zmniej­sza się na­wet do 10% w sto­sun­ku do tego, ile go było w mło­do­ści. Do za­dań DHEA na­le­ży nie tyl­ko wspó­łu­dział w pro­duk­cji hor­mo­nów płcio­wych u obu płci (te­sto­ste­ro­nu, es­tra­dio­lu, es­tro­nu), ale też ko­rzyst­nie wpły­wa na kon­dy­cję fi­zycz­ną, psy­chicz­ną i in­te­lek­tu­al­ną. Mówi się wręcz, że wy­so­ki po­ziom DHEA to ozna­ka mło­do­ści. Zmniej­sza­nie się jego po­zio­mu w or­ga­ni­zmie za­czy­na być za­uwa­żal­ne w oko­li­cach 40., 45. uro­dzin, a na­si­la­ją go scho­rze­nia doj­rza­łe­go i po­de­szłe­go wie­ku.

Kie­dy w po­ło­wie ży­cia na­tu­ra za­kręca ku­rek z hor­mo­na­mi uzna­jąc, że star­czy już tych (kosz­tow­nych dla or­ga­ni­zmu) wy­si­łków re­pro­duk­cyj­nych, to jak­by mó­wi­ła: dro­ga ko­bie­to - czas na wy­po­czy­nek. Prze­bąki­wać na ten te­mat za­czy­na ca­łkiem wcze­śnie. Nie­wiel­ki spa­dek stęże­nia es­tro­ge­nów za­czy­na się bo­wiem już po trzy­dzie­st­ce. A że tak się dzie­je, mo­żna po­znać po roz­po­czy­na­jących się trud­no­ściach z za­cho­dze­niem w ci­ążę. Sza­cu­je się, że po 35. roku ży­cia na­wet 80% cy­kli to cy­kle bez­owu­la­cyj­ne. Gdy dziew­czy­na ma 42-47 lat, zmniej­sza się też stęże­nie hor­mo­nu wzro­stu i in­su­li­no­po­dob­ne­go czyn­ni­ka wzro­stu. Bio­lo­gia prze­sta­je in­we­sto­wać w roz­wój i two­rze­nie no­wych za­so­bów ko­mó­rek w po­szcze­gól­nych tkan­kach, co ozna­cza spo­wol­nie­nie okre­su na­praw uszko­dzeń ko­mór­ko­wych. Zmniej­sza to rów­nież wra­żli­wo­ść ko­mó­rek na in­su­li­nę (szcze­gól­nie gdy w co­dzien­nej die­cie jest obec­ny cu­kier), co ta­kże - nie­ste­ty - wi­dać po ten­den­cji do gro­ma­dze­nia się tkan­ki pod­skór­nej bio­der. War­to za­pa­mi­ętać, że in­su­li­no­opor­no­ścią ko­mór­ki bro­nią się przed na­pły­wa­niem ko­lej­nych por­cji glu­ko­zy do ich wnętrza. A wte­dy w ba­da­niach krwi wzra­sta po­ziom TG i zwi­ęk­sza się ry­zy­ko nad­ci­śnie­nia, uda­ru i za­wa­łu.

Do ra­dy­kal­ne­go zmniej­sze­nia się stęże­nia hor­mo­nów płcio­wych do­cho­dzi ok. 51 roku ży­cia. Nie spa­da do zera, a ob­ni­ża się o ok. 75%, czy­li do 25-30% tego, co ma mło­da, pe­łna we­rwy dziew­czy­na. Samo ob­ni­ża­nie też nie do­ko­nu­je się w ty­dzień. Choć w ska­li ży­cia jest to wstrząs, to wy­ha­mo­wy­wa­nie tej wiel­kiej ma­chi­ny płod­no­ści zaj­mu­je cia­łu rok, trzy lata - za­le­ży in­dy­wi­du­al­nie od dziew­czy­ny, od jej sta­nu zdro­wia. Co cie­ka­we: ta­kże od jej masy cia­ła. Je­śli ko­bie­ta jest bar­dzo szczu­pła, mało ma tkan­ki tłusz­czo­wej - a w niej też są syn­te­zo­wa­ne es­tro­ge­ny - wte­dy wstrząs wy­wo­ła­ny spad­kiem ich pro­duk­cji przez jaj­ni­ki może być szcze­gól­nie gwa­łtow­ny i nie­przy­jem­ny. Zwłasz­cza je­śli do tego ma pro­ble­my z tar­czy­cą. Hor­mo­ny to sieć po­wi­ązań wza­jem­nie na sie­bie wpły­wa­jących.

Kie­dy to wszyst­ko się ko­ńczy

Funk­cjo­nu­jące po­wszech­nie po­wie­dze­nie, że ktoś "prze­cho­dzi me­no­pau­zę", może su­ge­ro­wać, że jest to jak od­ci­nek dro­gi, któ­ry po kil­ku kro­kach mamy za sobą. Albo jak ospa - tro­chę tem­pe­ra­tu­ry, ty­dzień le­że­nia, wo­rek le­ków i po wszyst­kim. W przy­pad­ku kli­mak­te­rium spra­wa nie jest tak pro­sta. Gdy po­łączy­my wszyst­kie jej eta­py, wyj­dzie nam na to, że trwa do... ko­ńca ży­cia. Za­czy­na się w jego po­ło­wie i ozna­cza spa­dek po­zio­mu hor­mo­nów - do któ­rych pro­duk­cji or­ga­nizm już prze­cież nie wra­ca. Zmia­ny są tyl­ko po­stępu­jące, choć nie przez cały czas tak samo na­si­lo­ne. Po­tocz­ne "prze­cho­dze­nie me­no­pau­zy" od­no­si się więc do pierw­szych kil­ku lat od jej roz­po­częcia, któ­re cha­rak­te­ry­zu­ją się naj­bar­dziej burz­li­wym prze­bie­giem. Ob­ja­wy me­no­pau­zal­ne lu­bią się jed­nak po­ja­wiać dłu­go po roz­po­częciu prze­kwi­ta­nia, choć zwy­kle - ta­kże za spra­wą sto­so­wa­nych le­ków czy zmia­ny die­ty - nie są już tak do­tkli­we.

Menopauza w liczbach
22,85% - zgod­nie z pro­gno­za­mi de­mo­gra­ficz­ny­mi, taki od­se­tek ludz­ko­ści będą w 2030 r. sta­no­wi­ły ko­bie­ty w wie­ku 50 i wi­ęcej lat, w po­pu­la­cji kra­jów uprze­my­sło­wio­nych. 20,41% - tyle ko­biet 50+ będzie w kra­jach Eu­ro­py Środ­ko­wej i Wschod­niej, po­nie­waż w od­ró­żnie­niu od Eu­ro­py Za­chod­niej ży­je­my kró­cej. 1,2 mi­liar­da - tyle, we­dług sza­cun­ków, będzie ko­biet w me­no­pau­zie w 2030 r. 45% ba­da­nych Szwe­dek (z 4 tys. od­py­ta­nych) opi­sa­ło me­no­pau­zę przede wszyst­kim jako ulgę od mie­si­ącz­ko­wa­nia. 51% Ame­ry­ka­nek w wie­ku 50-65 lat uwa­ża się za znacz­nie bar­dziej szczęśli­we i spe­łnio­ne niż w wie­ku 20 czy 30 lat. 200 lat temu - a na­wet po­nad, bo w 1821 roku, po raz pierw­szy po­ja­wił się ter­min "me­no­pau­za". 30% - tyle ko­biet do­ży­wa­ło do me­no­pau­zy do ko­ńca XIX wie­ku. 51 lat - śred­ni wiek wy­stąpie­nia me­no­pau­zy w Pol­sce. 18 pa­ździer­ni­ka - przy­pa­da Mi­ędzy­na­ro­do­wy Dzień Me­no­pau­zy.

Kli­mak­te­rium może być nie­kło­po­tli­we. Ot, coś się po­wo­li wy­ga­sza, zmie­nia, cich­nie, nie­mal nie­zau­wa­żal­nie. Mie­si­ącz­ki sta­ją się co­raz bar­dziej skąpe i rzad­kie, po czym od­cho­dzą w nie­pa­mi­ęć. Zmie­nia się nie­co wy­gląd cia­ła - cóż, wszy­scy się sta­rze­je­my. Tak li­gh­to­we ze­jście z płod­no­ści ma na­wet 30% ko­biet w ca­łej po­pu­la­cji - nie do­świad­cza­ją przy­krych ob­ja­wów wy­pa­do­wych, czy­li ude­rzeń go­rąca, czy ob­ja­wów psy­cho­neu­ro­lo­gicz­nych, ta­kich jak spad­ki na­stro­ju, za­bu­rze­nia snu, pa­mi­ęci krót­kiej, kon­cen­tra­cji czy spad­ku li­bi­do. Ko­lej­ne 30% ko­biet od­czu­wa zmia­ny, nie są one jed­nak aż tak nie­przy­jem­ne i za­ska­ku­jące, żeby o nich opo­wia­dać ko­le­żan­kom, choć spo­ro pań z tej gru­py za­pi­su­je się do le­ka­rza, by się prze­ba­dać. Ostat­nia gru­pa, co­raz licz­niej­sza - przyj­mij­my, że ok. 40%, kie­dyś mniej - to te dziew­czy­ny, któ­re najży­wiej za­re­agu­ją na tę ksi­ążkę. Dla nich po­czątek me­no­pau­zy to jak jaz­da bez trzy­man­ki chy­bo­tli­wym au­to­bu­sem w wy­so­kich An­dach. Albo jak­by w ich ży­cie miał wtar­gnąć (lub już wtar­gnął) awan­tu­ru­jący się pi­jak czy tor­na­do, wy­wra­ca­jąc do­tych­cza­so­wy ład.

To co się wy­da­rzy, za­le­ży od ko­bie­ty. Od jej sta­nu zdro­wia. Me­no­pau­za to naj­bar­dziej szcze­ry spraw­dzian, przed ja­kim sta­je dziew­czy­na w po­ło­wie ży­cia. Jest jak ma­tu­ra, no­men omen eg­za­min doj­rza­ło­ści. Jak go zda, za­le­ży od tego, jak się do nie­go przy­go­to­wa­ła: jak się odży­wia­ła, jak re­lak­so­wa­ła, jak spa­ła. Czy upra­wia­ła ak­tyw­no­ść fi­zycz­ną, czy się wszyst­kim przej­mo­wa­ła, pa­li­ła pa­pie­ro­sy i na wszyst­ko bra­ła leki. Żeby ten "eg­za­min doj­rza­ło­ści" zdać ce­lu­jąco, war­to za­cząć przy­go­to­wy­wać się za­wcza­su, kil­ka lat wcze­śniej.

Cztery rzeczy, które warto zapamiętać na temat menopauzy:
Jest naturalną koleją życia, tak jest zaprogramowany ludzki organizm (co ciekawe, nie tylko ludzki, bo i niektórych zwierząt). Jak bardzo trudnym doświadczeniem będzie menopauza, zależy od stanu zdrowia, czyli dotychczasowego życia. Nieprzyjemne objawy to sygnały, że coś dzieje się w nim nieprawidłowego, czym warto - i należy - się zająć. Nawet najbardziej dotkliwe objawy menopauzy da się złagodzić. I warto to robić - bo po co cierpieć? ...zwłaszcza, że przekwitanie nie mija. To ważna (i oby jak najdłuższa) część życia. Może być najpiękniejszym, pełnym okresem istnienia.

Ta ksi­ążka po­wsta­ła po to, żeby to uła­twić. Żeby uświa­do­mić ka­żdej dziew­czy­nie, że jest to mo­żli­we, i co naj­lep­sze: ca­łkiem pro­ste.