Zuzia ma sześć lat i pięcioletniego brata Kamila, który ma jasne włosy. Możemy też zacząć od Kamila: ma pięć lat i sześcioletnią siostrę Zuzię o kasztanowych włosach. Ale Kamil nie wie, jaki kolor mają kasztany, gdyż urodził się niewidomy.
Jak to jest być niewidomym? Zamknij oczy, a jeszcze lepiej zawiąż je sobie szalikiem. Teraz idź do łazienki i umyj ręce. Tylko nie wpadnij do pralki! Przecież nie jesteś brudną skarpetką. Idź, ja tu zaczekam.
Trudne, prawda? A Kamil ma tak ciągle. Nie wie, jak wyglądają mama i tata, i cały świat. Czy jest nieszczęśliwy? Wcale nie! Na przykład wczoraj. Mama poprosiła:
- Milek, nakryj stół do kolacji.
W domu wszyscy mówią na Kamila Milek. To taki skrót od Ka-milek.
Kamil pamięta, gdzie co jest w kuchni. Wyciągnął z lodówki maselniczkę, talerzyki z ogórkami i serem, miseczki z twarożkiem i oliwkami. Położył je wszystkie na stole. Potem poszedł do swojego pokoju.
Chwilę później do kuchni weszła mama.
- Milek, coś ty narobił?! - krzyknęła. Na stole stały talerzyki i miseczki z... psim jedzeniem! Chyba jeszcze nie powiedziałem, że w domu jest pies, Lupi. To jego karma leżała na talerzykach i w miseczkach.
Kamil wrócił do kuchni, ale nie zobaczył karmy Lupiego na stole. Przecież jest niewidomy. Dlatego na pytanie mamy: "Milek, coś ty narobił?" odpowiedział z dumą:
- Przygotowałem pyszną kolację.
- Nie wiedziałam, że Lupi zaprosił gości - odparła mama. - I że będą jeść widelcami.
Ktoś parsknął śmiechem spod stołu. Kto taki? Przecież nie Lupi. Zuzia. To ona schowała maselniczkę i tak dalej i położyła na stole talerzyki z jedzeniem Lupiego. Bo Zuzia uwielbia robić kawały.
Kamil wymacał psią karmę na stole. I postanowił odpłacić siostrze pięknym za nadobne.
Kolacja się opóźniła, bo Zuzia musiała nakryć stół dla ludzi, a nie dla psów. Ale nikt się na nią nie gniewał; przecież taki żart to nic złego.
W czasie kolacji Kamil nagle zaczął czujnie nasłuchiwać. Mama, tata i Zuzia spojrzeli na niego uważnie. Wiedzieli, że ma najlepszy słuch z nich wszystkich.
- Lupi coś je u ciebie w pokoju - ostrzegł siostrę.
- Chyba ścianę - Zuzia w ogóle się nie przejęła. - Tam nie ma nic do jedzenia.
- A ciasteczka?
- Moje ulubione! Na wycieczkę jutro!
Zuzia zerwała się z miejsca. Aż przewróciła krzesło. Popędziła do pokoju. Patrzy... Ciasteczka leżą spokojnie na biurku. A Lupi je swoje chrupki z miski na podłodze.
- Milek! Przestraszyłeś mnie!
- A kto zaczął?
I tak jest zawsze.