O gazetce szkolnej - Janusz Korczak

Kup ebooka

3.49 zł
2.86 zł (1,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

O GAZETCE SZKOLNEJ

1. W bardzo wielu szkołach młodzież zaczynała wydawać gazety. Rozmaicie je nazywali i rozmaicie zaczynali. Niestety, koniec zawsze bywał jednakowy: po kilku numerach pismo przestawało wychodzić. Widziałem zapał początku pracy i zniechęcenie po nieudanej próbie. Żal mi było zmarnowanego wysiłku i zapału. Zdaje mi się, że i te nieudane próby nie pozostały bez śladu: dały doświadczenie, czegoś musiały przecież nauczyć. Ale byłoby lepiej, gdyby gazeta szkolna mogła się utrwalić.

Wierzę mocno w potrzebę pism dla dzieci i młodzieży, ale takich pism, których współpracownikami byłyby one same, pism, któreby poruszały tematy ważne i ciekawe dla nich, nie tylko - tygodników z bajkami i wierszykami. A co jest dla dzieci i młodzieży ważne, one same muszą powiedzieć w swoich gazetach szkolnych. Więc chcę w tej broszurce dać kilka rad i przestróg, które mogą się przydać tym, co w przyszłości gazetki szkolne wydawać zechcą. 2. Klasa. Czterdziestu uczniów czy uczennic. Zdaje mi się, że pierwszy błąd młodych redaktorów polega na tem, że liczą nie na wszystkich kolegów, ale tylko na pewną nieliczną grupę. Powiadają: "Jest nas troje, będziemy dla pozostałych trzydziestu siedmiu wydawali pismo". - Liczą na to, że powoli wciągnie się do pracy jeszcze kilkoro, i będzie dosyć. - Kogo wybierają do swego grona? - Tych, którzy są zdolni i mają łatwość pisania, i tych, którzy odrazu się zgadzają, obiecują złote góry i zaraz mają wiele pomysłów. Jeżeli troje zaczyna, to z tej trójki musi odpaść jeden albo dwoje, zanim przybędzie ktoś nowy. Z trojga jeden może zachorować, może wyjechać, może się obrazić, może się zniechęcić, może się nie nadawać. Jest wielkim błędem zaczynać robotę z tymi, którzy są najzdolniejsi i którzy bez trudu wyrażają zgodę. Bo ci są często najmniej wytrwali, albo najbardziej ambitni, a więc najmniej pewni. - Żadne pismo na świecie nie opiera swego bytu na doskonałych współpracownikach, ale na sumiennych, na punktualnych, na akuratnych. Zdolny krzykacz, kapryśny prymus szkolny, zarozumiały "poeta" - powinni być chętnie widziani, jako luźni współpracownicy, ale komitet redakcyjny musi się składać przedewszystkiem z ludzi, którzy nie chorują, nie opuszczają lekcyj, nie spóźniają się, dotrzymują słowa i nie za wiele o sobie myślą. Mogą nie mieć gorących przyjaciół, ale nie powinni też mieć wrogów. - Prawda, zachęcić ich i otrzymać od nich przyrzeczenie współpracy jest trudno, ale fundamenty muszą być zbudowane szczególnie rozważnie, bo inaczej cały gmach się rozleci. 3. Do komitetu redakcyjnego powinna należeć mniej więcej połowa klasy. Robota powinna być tak podzielona, żeby nikt nie mógł się wymówić brakiem czasu. Każdy powinien mieć tak mało roboty, by mógł bez trudu zastąpić kogoś, kto kaprysi albo z innego powodu nie będzie mógł wywiązać się z przyjętego obowiązku. Niema nic gorszego, jak zależność od jednostki. Już taka jest ludzka natura, że jeżeli ktoś wie, że go nie można zastąpić, zaczyna sobie zanadto pozwalać, a jeśli wie, że można się bez niego obejść, to wtedy jest skłonniejszy do ustępstw. Duża liczba współpracowników też jest niebezpieczna. Bo między nimi może powstać zmowa; obrażony może nie tylko sam się usunie, ale będzie intrygował, będzie namawiał innych, będzie się starał szkodzić. I o tem bardzo należy pamiętać. Nie wolno mówić: "Nie chcesz, to nie; i tak niewiele robisz, poradzimy sobie bez ciebie". Każdy wróg jest niebezpieczny. Gazeta szkolna musi mieć dziesięciu przyjaciół, dwudziestu życzliwych, a między pozostałymi dziesięciorgiem obojętnych może sobie pozwolić na dwoje niechętnych czy obrażonych. Dwoje, ale nie więcej: dwoje, ale nie na początku, lecz dopiero wtedy, kiedy już byt pisma się utrwali. 4. Bardzo często używany wśród młodzieży jest taki zwrot: "Trzeba go prosić, trzeba mu się kłaniać", dalej: "Bez łaski, dużo mnie obchodzi". Ostrzec muszę, że choć w życiu prywatnem podobne stanowisko jest może nawet zaszczytne, ale w pracy społecznej - niedojrzałe i głupie. - Jeżeli nie możesz kazać, to musisz prosić i kłaniać się, zależny jesteś od łaski, i musi cię obchodzić. - To nie jest wyłącznie twoja sprawa, ale ogólna; zawracasz głowę, niby coś zamierzasz, a potem robisz zawód, na dudka wystrychasz wszystkich, a już najwięcej siebie. Oskarżasz innych, że się nie udało, a sam jesteś winien, bo szorstkiem postępowaniem, porywczem słowem, bezwzględnością, nietaktem zraziłeś. Są różni ludzie, przerobić człowieka trudno, więc rozum nakazuje, by każdego zużytkować takim, jaki jest, a nie odrzucać, przebierać - i ostatecznie zostać sam na sam ze swojem zadąsaniem i obrazą. Mówimy: praca organizacji, a nie: zabawa organizacji. Jeżeli ktoś organizuje gazetę, musi wiedzieć, że czekają go trudności i przykrości, że będą chwile niepowodzeń, że musi się stykać z niemiłymi ludźmi, że ponosi odpowiedzialność nie tylko za własne, ale i za ich czyny, Na to niema rady. - Jeżeli ktoś chce się bawić, niech idzie do teatru, a nie bierze się do roboty, która wymaga wysiłku i sumienności, a nie obiecuje nic, prócz wewnętrznego zadowolenia, że się przynosi pożytek. 5. Jaki gazeta szkolna przynosi pożytek? - Ogromny! - Uczy sumiennego spełniania dobrowolnie przyjętych zobowiązań, uczy planowej pracy, opartej na zrzeszonym wysiłku rozmaitych ludzi, uczy śmiałości w wypowiadaniu swych przekonań, uczy przyzwoitego sporu w argumentach, a nie w kłótni, wprowadza jawność, gdzie bez gazety myszkuje plotka i obmowa, ośmiela nieśmiałych, uciera nosa zbyt pewnym siebie - reguluje i kieruje opinją - jest sumieniem gromady. - Masz pretensję, napisz do gazety; gniewasz się, napisz; zarzucasz mi fałsz lub nierozumienie, proszę, - jawna dysputa przy świadkach, dokument, którego się potem już wyprzeć nie zdołasz. Gazeta zbliża, wiąże klasę czy szkołę, dzięki niej poznają się tacy, którzy się nie znali zupełnie, i wysuwa na widownię tych skupionych, którzy potrafią wysłowić się w ciszy z piórem w ręku, a przekrzyczani będą w hałaśliwej dyspucie. 6. Jak podzielić pracę? - Oto: gazeta musi mieć działy, musi mieć materjał aktualny, musi mieć krótkie wiadomości bieżące. Każdy współpracownik i członek komitetu redakcyjnego ma dzienniczek, do którego wpisuje wiadomości swego działu. Niech jeden zapisuje, kto opuścił lekcję lub się spóźnił. Drugi zapisuje imieniny i urodziny kolegów. Trzeci zapisuje wiadomości o klasówkach. Czwarty - wiadomości z pauz krótkich. Piąty wiadomości z dużej pauzy. Jeden wiadomości z matematyki, inny z polskiego i t. d. - Może ktoś wziąć dział książek: kto jakie książki przeczytał w ciągu tygodnia, kto był w teatrze. Ktoś może wziąć wiadomości o nauczycielach. Inny o porządku w klasie. Ktoś może wziąć "kłótnie i bójki". Bodaj tylko: kto zapomina przynieść książki, kajety i pióra. - Wreszcie: "różne wiadomości". - Jeśli podałem tu około dwudziestu działów, nie znaczy to, aby koniecznie te właśnie były i żeby nie mogło ich być więcej lub też mniej. Dałem przykład, że pracę można rozdrobnić, że nawet ten, kto nie lubi wiele pisać, może jakiś dział objąć. - Zapewne, rodzić się będą nowe działy, inne zamierać. - Może ktoś przez szereg tygodni zwracać będzie swój dzienniczek sekretarzowi z uwagą: "Nic ciekawego nie zaszło", - I tu się okaże, kto nie sumiennie informuje, nie notując wiadomości, które mogą mieć pewną wartość, a kto może zbyt obszernie pisze o sprawach, mniej ogół obchodzących. Można na pierwszej stronicy dzienniczka napisać zobowiązanie: "Obowiązuję się w ciągu pierwszego próbnego miesiąca co sobotę oddawać sekretarzowi ten dzienniczek, nawet w tym razie, gdyby w ciągu tygodnia nic nie było zanotowane". Podpis, data. Po pierwszym próbnym miesiącu zobowiązanie możeby już obejmowało trzymiesięczny termin. Można dodać uwagę: "W razie choroby obowiązuję się dzienniczek odesłać".

RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.