1. W bardzo wielu szkołach
młodzież zaczynała wydawać gazety. Rozmaicie je nazywali i
rozmaicie zaczynali. Niestety, koniec zawsze bywał jednakowy: po
kilku numerach pismo przestawało wychodzić. Widziałem zapał
początku pracy i zniechęcenie po nieudanej próbie. Żal mi było
zmarnowanego wysiłku i zapału. Zdaje mi się, że i te nieudane próby
nie pozostały bez śladu: dały doświadczenie, czegoś musiały
przecież nauczyć. Ale byłoby lepiej, gdyby gazeta szkolna mogła się
utrwalić.
Wierzę mocno w potrzebę pism dla dzieci i młodzieży, ale takich
pism, których współpracownikami byłyby one same, pism, któreby
poruszały tematy ważne i ciekawe dla nich, nie tylko - tygodników z
bajkami i wierszykami. A co jest dla dzieci i młodzieży ważne, one
same muszą powiedzieć w swoich gazetach szkolnych. Więc chcę w tej
broszurce dać kilka rad i przestróg, które mogą się przydać tym, co
w przyszłości gazetki szkolne wydawać zechcą.
2. Klasa. Czterdziestu uczniów czy uczennic. Zdaje mi się,
że pierwszy błąd młodych redaktorów polega na tem, że liczą nie na
wszystkich kolegów, ale tylko na pewną nieliczną grupę. Powiadają:
"Jest nas troje, będziemy dla pozostałych trzydziestu siedmiu
wydawali pismo". - Liczą na to, że powoli wciągnie się do pracy
jeszcze kilkoro, i będzie dosyć. - Kogo wybierają do swego grona? -
Tych, którzy są zdolni i mają łatwość pisania, i tych, którzy
odrazu się zgadzają, obiecują złote góry i zaraz mają wiele
pomysłów.
Jeżeli troje zaczyna, to z tej trójki musi odpaść jeden albo
dwoje, zanim przybędzie ktoś nowy. Z trojga jeden może zachorować,
może wyjechać, może się obrazić, może się zniechęcić, może się nie
nadawać. Jest wielkim błędem zaczynać robotę z tymi, którzy są
najzdolniejsi i którzy bez trudu wyrażają zgodę. Bo ci są często
najmniej wytrwali, albo najbardziej ambitni, a więc najmniej pewni.
- Żadne pismo na świecie nie opiera swego bytu na doskonałych
współpracownikach, ale na sumiennych, na punktualnych, na
akuratnych. Zdolny krzykacz, kapryśny prymus szkolny, zarozumiały
"poeta" - powinni być chętnie widziani, jako luźni współpracownicy,
ale komitet redakcyjny musi się składać przedewszystkiem z ludzi,
którzy nie chorują, nie opuszczają lekcyj, nie spóźniają się,
dotrzymują słowa i nie za wiele o sobie myślą. Mogą nie mieć
gorących przyjaciół, ale nie powinni też mieć wrogów. - Prawda,
zachęcić ich i otrzymać od nich przyrzeczenie współpracy jest
trudno, ale fundamenty muszą być zbudowane szczególnie rozważnie,
bo inaczej cały gmach się rozleci.
3. Do komitetu redakcyjnego powinna należeć mniej więcej
połowa klasy. Robota powinna być tak podzielona, żeby nikt nie mógł
się wymówić brakiem czasu. Każdy powinien mieć tak mało roboty, by
mógł bez trudu zastąpić kogoś, kto kaprysi albo z innego powodu nie
będzie mógł wywiązać się z przyjętego obowiązku. Niema nic
gorszego, jak zależność od jednostki. Już taka jest ludzka natura,
że jeżeli ktoś wie, że go nie można zastąpić, zaczyna sobie zanadto
pozwalać, a jeśli wie, że można się bez niego obejść, to wtedy jest
skłonniejszy do ustępstw.
Duża liczba współpracowników też jest niebezpieczna. Bo
między nimi może powstać zmowa; obrażony może nie tylko sam się
usunie, ale będzie intrygował, będzie namawiał innych, będzie się
starał szkodzić. I o tem bardzo należy pamiętać. Nie wolno mówić:
"Nie chcesz, to nie; i tak niewiele robisz, poradzimy sobie bez
ciebie".
Każdy wróg jest niebezpieczny. Gazeta szkolna musi mieć
dziesięciu przyjaciół, dwudziestu życzliwych, a między pozostałymi
dziesięciorgiem obojętnych może sobie pozwolić na dwoje niechętnych
czy obrażonych. Dwoje, ale nie więcej: dwoje, ale nie na początku,
lecz dopiero wtedy, kiedy już byt pisma się utrwali.
4. Bardzo często używany wśród młodzieży jest taki zwrot:
"Trzeba go prosić, trzeba mu się kłaniać", dalej: "Bez łaski, dużo
mnie obchodzi". Ostrzec muszę, że choć w życiu prywatnem podobne
stanowisko jest może nawet zaszczytne, ale w pracy społecznej -
niedojrzałe i głupie. - Jeżeli nie możesz kazać, to musisz prosić i
kłaniać się, zależny jesteś od łaski, i musi cię obchodzić. - To
nie jest wyłącznie twoja sprawa, ale ogólna; zawracasz głowę, niby
coś zamierzasz, a potem robisz zawód, na dudka wystrychasz
wszystkich, a już najwięcej siebie. Oskarżasz innych, że się nie
udało, a sam jesteś winien, bo szorstkiem postępowaniem, porywczem
słowem, bezwzględnością, nietaktem zraziłeś. Są różni ludzie,
przerobić człowieka trudno, więc rozum nakazuje, by każdego
zużytkować takim, jaki jest, a nie odrzucać, przebierać - i
ostatecznie zostać sam na sam ze swojem zadąsaniem i obrazą.
Mówimy: praca organizacji, a nie: zabawa organizacji. Jeżeli
ktoś organizuje gazetę, musi wiedzieć, że czekają go trudności i
przykrości, że będą chwile niepowodzeń, że musi się stykać z
niemiłymi ludźmi, że ponosi odpowiedzialność nie tylko za własne,
ale i za ich czyny, Na to niema rady. - Jeżeli ktoś chce się bawić,
niech idzie do teatru, a nie bierze się do roboty, która wymaga
wysiłku i sumienności, a nie obiecuje nic, prócz wewnętrznego
zadowolenia, że się przynosi pożytek.
5. Jaki gazeta szkolna przynosi pożytek? - Ogromny! - Uczy
sumiennego spełniania dobrowolnie przyjętych zobowiązań, uczy
planowej pracy, opartej na zrzeszonym wysiłku rozmaitych ludzi,
uczy śmiałości w wypowiadaniu swych przekonań, uczy przyzwoitego
sporu w argumentach, a nie w kłótni, wprowadza jawność, gdzie bez
gazety myszkuje plotka i obmowa, ośmiela nieśmiałych, uciera nosa
zbyt pewnym siebie - reguluje i kieruje opinją - jest sumieniem
gromady. - Masz pretensję, napisz do gazety; gniewasz się, napisz;
zarzucasz mi fałsz lub nierozumienie, proszę, - jawna dysputa przy
świadkach, dokument, którego się potem już wyprzeć nie zdołasz.
Gazeta zbliża, wiąże klasę czy szkołę, dzięki niej poznają
się tacy, którzy się nie znali zupełnie, i wysuwa na widownię tych
skupionych, którzy potrafią wysłowić się w ciszy z piórem w ręku, a
przekrzyczani będą w hałaśliwej dyspucie.
6. Jak podzielić pracę? - Oto: gazeta musi mieć działy, musi
mieć materjał aktualny, musi mieć krótkie wiadomości bieżące. Każdy
współpracownik i członek komitetu redakcyjnego ma dzienniczek, do
którego wpisuje wiadomości swego działu. Niech jeden zapisuje, kto
opuścił lekcję lub się spóźnił. Drugi zapisuje imieniny i urodziny
kolegów. Trzeci zapisuje wiadomości o klasówkach. Czwarty -
wiadomości z pauz krótkich. Piąty wiadomości z dużej pauzy. Jeden
wiadomości z matematyki, inny z polskiego i t. d. - Może ktoś wziąć
dział książek: kto jakie książki przeczytał w ciągu tygodnia, kto
był w teatrze. Ktoś może wziąć wiadomości o nauczycielach. Inny o
porządku w klasie. Ktoś może wziąć "kłótnie i bójki". Bodaj tylko:
kto zapomina przynieść książki, kajety i pióra. - Wreszcie: "różne
wiadomości". - Jeśli podałem tu około dwudziestu działów, nie
znaczy to, aby koniecznie te właśnie były i żeby nie mogło ich być
więcej lub też mniej. Dałem przykład, że pracę można rozdrobnić, że
nawet ten, kto nie lubi wiele pisać, może jakiś dział objąć. -
Zapewne, rodzić się będą nowe działy, inne zamierać. - Może ktoś
przez szereg tygodni zwracać będzie swój dzienniczek sekretarzowi z
uwagą: "Nic ciekawego nie zaszło", - I tu się okaże, kto nie
sumiennie informuje, nie notując wiadomości, które mogą mieć pewną
wartość, a kto może zbyt obszernie pisze o sprawach, mniej ogół
obchodzących. Można na pierwszej stronicy dzienniczka napisać
zobowiązanie:
"Obowiązuję się w ciągu pierwszego próbnego miesiąca co
sobotę oddawać sekretarzowi ten dzienniczek, nawet w tym razie,
gdyby w ciągu tygodnia nic nie było zanotowane". Podpis, data.
Po pierwszym próbnym miesiącu zobowiązanie możeby już
obejmowało trzymiesięczny termin.
Można dodać uwagę: "W razie choroby obowiązuję się
dzienniczek odesłać".
RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.