Przedmowa
Przedmowa
Jeżeli w nieskończonej mnogości rzeczy składających tę książkę
znalazłaby się taka, która wbrew memu spodziewaniu mogłaby stać się
obrazą, z pewnością nie pomieściłem jej w złym zamiarze. Nie mam z natury ducha skłonnego do przygany. Platon dziękował niebu, iż urodził
się za czasów Sokratesa; ja składam dzięki niebiosom, iż pozwoliły mi
zrodzić się pod rządem, pod którym żyję, i że kazały mi słuchać tych,
których kocham.
Proszę o jedną łaskę, a lękam się, iż proszę daremnie; a to, aby
czytelnik nie sądził o pracy dwudziestu lat z chwilowej lektury; aby
pochwalił albo zganił całą książkę, a nie kilka zdań. Jeżeli ktoś chce
dochodzić myśli autora, może ją odkryć jedynie w myśli dzieła.
Najpierw badałem ludzi i spostrzegłem, iż w nieskończonej rozmaitości
praw i obyczajów nie powodują się oni wyłącznie kaprysem.
Postawiłem zasady; za czym ujrzałem, jak poszczególne wypadki naginają
się do nich jakoby same z siebie; jak dzieje wszystkich narodów są jeno
ich następstwem; jak każde poszczególne prawo wiąże się z innym prawem
lub wypływa z innego, ogólniejszego.
Kiedym się cofnął do starożytności, starałem się przejąć jej duchem, aby
nie upodabniać wypadków najzupełniej różnych i nie przeoczyć różnic w tych, które zdają się podobne.
Nie wysnułem swoich zasad z własnych rojeń, ale z natury rzeczy.
Niejedna prawda stanie się tu zrozumiała dopiero wówczas, kiedy ujrzymy
łańcuch wiążący ją z innymi. Im bardziej ktoś zastanowi się nad
szczegółami, tym bardziej uczuje niezłomność zasad. A nie podałem tu
wszystkich szczegółów; któż bowiem mógłby powiedzieć wszystko bez obawy
śmiertelnej nudy?
Czytelnik nie znajdzie tu owych ostrych rysów, tak znamiennych dla
dzisiejszych dzieł. Skoro się patrzy na rzeczy z pewnej perspektywy,
ostrości te zacierają się; rodzą się one zwykle jedynie stąd, iż myśl
przechyla się cała na jedną stronę i zaniedbuje wszystkie inne.
Nie piszę po to, aby przyganiać rzeczom ustalonym w jakimkolwiek kraju.
Każdy naród znajdzie tu racje swoich zasad i wysnuje ten naturalny
wniosek, iż próby odmiany przystały jedynie tym, którzy są dość bystrzy,
aby genialnym spojrzeniem przeniknąć cały ustrój państwa.
Nie jest rzeczą obojętną, aby lud był oświecony. Przesądy urzędników
zaczęły się od przesądów narodu. W czasach ciemnoty ludzie nie wątpią o niczym, nawet kiedy czynią najwięcej złego; w epoce światła drżą nawet
wówczas, kiedy czynią najwięcej dobrego. Czuje się dawne nadużycia,
widzi się sposób naprawy; ale widzi się nadużycia nawet i w tej
naprawie. Zostawia się złe, jeśli się lęka gorszego; zostawia się dobre,
jeśli się wątpi o lepszym. Patrzy się na części jedynie po to, aby
sądzić o całości; bada się wszystkie przyczyny, aby oglądać wszystkie
skutki.
Gdybym mógł sprawić tyle, aby każdy znalazł nowe pobudki miłowania
swoich obowiązków, swego władcy, swojej ojczyzny, swoich praw, gdyby
ludzie mogli lepiej uczuć swoje szczęście w każdym kraju, pod każdym
rządem, na każdym stanowisku, uważałbym się za najszczęśliwszego ze
śmiertelnych.
Gdybym mógł sprawić, aby ci, którzy rozkazują, pomnożyli swą wiedzę w zakresie swojej władzy, ci zaś, którzy słuchają, aby znaleźli nową
przyjemność w posłuchu, uważałbym się za najszczęśliwszego ze
śmiertelnych.
Uważałbym się za najszczęśliwszego ze śmiertelnych, gdybym mógł sprawić,
aby ludzie wyleczyli się ze swych przesądów. Nazywam tu przesądami nie
to, co sprawia, że ludzie są nieświadomi pewnych rzeczy, ale co sprawia,
że są nieświadomi siebie samych.
Starając się oświecić ludzi, można najsnadniej uprawiać tę ogólną cnotę,
która ogarnia miłość wszystkich. Człowiek, ta gibka istota, poddająca
się w społeczności myślom i wpływom cudzym, zarówno zdolny jest poznać
własną naturę, kiedy mu ją ktoś ukaże, jak stracić jej poczucie, kiedy
mu się ją ukrywa.
Wiele razy zaczynałem i wiele razy porzucałem to dzieło; tysiąc razy
rozrzucałem na wiatr zapisane kartki; czułem co dnia niemal omdlewanie
rodzicielskiej ręki. Szedłem za swoim przedmiotem bez planu; nie znałem
ani prawideł, ani wyjątków; znajdowałem prawdę tylko po to, aby ją
stracić. Ale skoro odkryłem swoje zasady, wszystko, czego szukałem,
zbiegło ku mnie; i w ciągu dwudziestu lat patrzałem, jak moje dzieło
poczyna się, rośnie, postępuje i dobiega końca.
Jeżeli to dzieło będzie miało powodzenie, wiele będę zawdzięczał
wspaniałości jego przedmiotu: mimo to nie sądzę, abym zupełnie wyzuty
był z talentów. Kiedy ujrzałem to, co tylu wielkich ludzi we Francji,
Anglii i Niemczech napisało przede mną, uczułem podziw; ale nie
straciłem otuchy. I ja także jestem malarzem - powiedziałem sobie z Corregiem.
Księga pierwsza. O prawach w ogólności
Księga pierwsza
O prawach w ogólności
I
O prawach w ich stosunku do rozmaitych istot
Prawa, w najrozciąlejszym znaczeniu słowa, są to konieczne stosunki,
wypływające z natury rzeczy. W tym pojęciu wszystkie istoty mają swoje
prawa; Bóstwo ma swoje prawa; duchy wyższe od człowieka mają swoje
prawa; zwierzęta mają swoje prawa; człowiek ma swoje prawa.
Ci, którzy rzekli, iż "ślepy traf wydał wszystkie zjawiska, które
widzimy na świecie", powiedział wielką niedorzeczność: cóż bowiem może
być niedorzeczniejszego niż ślepy traf, który by wydał rozumne istoty?
Istnieje tedy pra-rozum; prawa zaś są to stosunki zachodzące między nim
a rozmaitymi istotami i stosunki tych rozmaitych istot między sobą.
Bóg jest w stosunku do wszechświata jako jego stwórca i zachowawca.
Prawa, wedle których go stworzył, są te same, wedle których go
utrzymuje. Działa wedle tych prawideł, bo je zna; zna je, bo je uczynił;
uczynił je, bo wynikają z jego mądrości i potęgi.
Skoro widzimy, iż świat, powstały z ruchu materii i pozbawiony
inteligencji, istnieje ciągle, muszą snadź jego ruchu podlegać
niezmiennym prawom. Gdyby można było sobie wyobrazić inny świat niż
nasz, musiałby mieć stałe prawidła, albo by się rozpadł.
Tak więc dzieło stworzenia, które wydaje się dowolnym aktem, nastręcza
nam prawidła równie niezmienne jak fatalizm ateuszów. Niedorzecznością
byłoby rzec, iż Stwórca bez tych prawideł mógłby władać światem, skoro
świat nie mógłby trwać bez nich.
Te prawidła są niewzruszenie ustanowionym związkiem. Pomiędzy jednym a drugim poruszającym się ciałem wszystkie ruchy udzielają się, rosną,
słabną, ustają, wedle stosunku masy i chyżości; każda rozmaitość jest
jednostajnością, każda zmiana trwaniem.
Poszczególne istoty myślące mogą mieć prawa, które same utworzyły: ale
mają też i takie, których nie utworzyły same. Zanim istniały jestestwa
myślące, były one możebne; miały tedy możebne stosunki, a tym samym
możebne prawa. Zanim istniały ustanowione prawa, istniały możebne
stosunki sprawiedliwości. Twierdzić, iż nie ma nic sprawiedliwego ani
niesprawiedliwego poza tym, co nakazują lub czego bronią faktyczne
prawa, znaczyłoby twierdzić, że nim wykreślono koło, promienie jego nie
były między sobą równe.
Trzeba zatem uznać stosunki słuszności za wcześniejsze od faktycznego
prawa, które je utwierdza. Na przykład to, iż przypuściwszy istnienie
społeczeństw ludzkich, słuszne byłoby stosować się do ich praw. Iż gdyby
istniały stworzenia myślące, które by doznały dobrodziejstwa od drugiej
istoty, powinny czuć za to wdzięczność. Że jeżeli istota myśląca
spłodziła drugą myślącą istotę, istota stworzona powinna pozostać w zależności, w której znalazła się od początku. Że istota myśląca, która
wyrządziła zło drugiej myślącej istocie, zasługuje, aby jej wyrządzono
toż samo zło, i tak dalej.
Ale daleko jest do tego, aby świat duchowy rządził się tak samo dobrze
jak świat fizyczny. Jakkolwiek bowiem posiada również prawa, które z natury swojej są niezmienne, nie idzie za nimi niewzruszenie jak świat
fizyczny za swymi. Przyczyna tkwi w tym, iż poszczególne istoty myślące
ograniczone są przez swą naturę, a tym samym podległe błędom; z drugiej
zaś strony w naturze ich leży to, iż działają z własnej woli. Nie
trzymają się zatem stale swoich pierwotnych praw; a nawet nie zawsze
trzymają się tych, które sobie same stanowią.
Nie wiadomo, czy zwierzęta rządzą się wedle ogólnych praw ruchu, czy
wedle jakiejś osobliwej pobudki. Jak bądź się rzeczy mają, nie pozostają
one z Bogiem w stosunku ściślejszym niż reszta materialnego świata;
czucie służy im jedynie w stosunkach między sobą lub z innymi
poszczególnymi stworzeniami, lub z samymi sobą.
Dzięki zmysłowi rozkoszy zachowują one swoje osobiste istnienie; dzięki
temu samemu zmysłowi zachowują swój gatunek. Mają prawa naturalne,
ponieważ są zespolone uczuciem; nie mają praw ustanowionych, ponieważ
nie są zespolone świadomością. Nie idą wszakże niezmiennie za swymi
naturalnymi prawami; rośliny, w których nie widzimy ani czucia, ani
świadomości, przestrzegają ich lepiej.
Zwierzęta nie mają najwyższych przewag, które my mamy; mają inne,
których my nie mamy. Nie mają naszych nadziei, ale nie mają naszych
obaw. Podlegają jak my śmierci, ale nie znają jej. Większość ich nawet
strzeże swego istnienia lepiej od nas i nie czyni tak złego użytku ze
swych namiętności.
Człowiek jako istota fizyczna podlega ciała niezmiennym prawom. Jako
istota obdarzona rozumem gwałci bez ustanku prawa, które jak inne Bóg
ustanowił, i zmienia te, które utworzył sam. Musi sobą kierować sam;
jest wszakże istotą ograniczoną, zdaną na niewiedzę i błąd, jak
wszystkie inteligencje ograniczone; zbywa się łatwo nawet tych słabych
wiadomości, jakie ma. Jako istota czująca podlega tysiącznym
namiętnościom. Taka istota mogła w każdej chwili zapomnieć swego
stwórcy; Bóg przywołał ją do siebie prawami religii. Taka istota mogła w każdej chwili zapomnieć siebie samej; filozofowie ostrzegli ją za pomocą
praw moralnych. Stworzony do życia w społeczności mógł w niej zapomnieć
o drugich; prawodawcy przywołali go do obowiązku za pomocą praw
państwowych i cywilnych.
II
O prawach natury
Przed wszystkim tymi prawami są prawa natury, tak nazwane, ponieważ
płyną wyłącznie z naszej istoty. Aby je dobrze poznać, trzeba zważyć
człowieka przed powstaniem społeczności. Prawa natury to te, którym
podlegałby w owym stanie.
Prawo, które wrażając w nas pojęcie stwórcy, zwraca nas ku niemu, jest
pierwszym z naturalnych praw przez swoją wagę, ale nie wedle ich
porządku. Człowiek w stanie natury łacniej miałby zdolności poznania,
niżby posiadał wiadomości. Jasne jest, iż pierwsze jego pojęcia nie
byłyby oderwane; myślałby o zachowaniu swej istoty, nimby się
zastanawiał nad jej pochodzeniem. Taki człowiek czułby zrazu jedynie swą
słabość; byłby bezgranicznie lękliwy. Gdyby trzeba doświadczenia w tej
mierze, to znaleziono wszak w lasach ludzi dzikich2: wszystko
ich przyprawia o drżenie, wszystko pobudza do ucieczki.
W tym stanie każdy się czuje niższy; zaledwie czuje się równym drugiemu.
Nie staraliby się wtedy zaczepiać nawzajem; pokój byłby pierwszym
naturalnym prawem.
Przypuszczenie Hobbesa, który przypisuje pierwotnym ludziom wzajemną
chęć ujarzmiania, nie jest słuszne. Pojęcie władztwa i panowania jest
tak złożone i zależy od tylu innych pojąć, że nie mogłoby ono zrodzić
się jako pierwsze.
Hobbes zapytuje: "dlaczego jeżeli ludzie nie są z natury swojej w stanie
wojny, chodzą zawsze uzbrojeni, i dlaczego mają klucze do zamykania
domów". Ale nie czuje, iż przypisuje ludziom przed stworzeniem
społeczności to, co im się mogło przygodzić dopiero po tym stworzeniu,
które zrodziło pobudki napadania się i bronienia.
Obok poczucia własnej słabości występuje u człowieka poczucie swoich
potrzeb. Następnym tedy prawem naturalnym byłoby prawo, które mu każe
szukać środków pożywienia.
Powiedziałem, że lęk skłaniałby ludzi do ucieczki; ale oznaki wzajemnego
lęku zachęciłyby ich niebawem do zbliżenia się. Zresztą wiodłaby ich ku
temu przyjemność, jaką odczuwa zwierzę za zbliżeniem się zwierzęcia
tegoż gatunku. Co więcej, powab, jaki dwie płcie budzą w sobie przez swą
odmienność, pomnożyłby tę przyjemność; przyrodzona tedy prośba, jaką
wyrażają zawsze sobie wzajem, byłaby trzecim prawem.
Poza uczuciem, jakie ludzie mają z natury, zdobywają oni jeszcze
wiadomości; oto więc drugi węzeł, którego inne stworzenia nie mają.
Ludzie mają tedy nową pobudkę, aby się łączyć; pragnienie życia w społeczności jest tedy czwartym prawem naturalnym.
III
O prawach stanowionych
Skoro tylko ludzie znajdą się w społeczności, tracą poczucie własnej
niemocy; równość, która była między nimi, ustaje; zaczyna się stan
wojenny.
Każda poszczególna społeczność dochodzi do poczucia własnej siły; to
rodzi stan wojenny między narodami. W każdej społeczności jednostki
zaczynają czuć swą siłę; starają się przywłaszczyć sobie główne korzyści
tej społeczności, co stwarza między nimi stan wojenny.
Z tych dwóch rodzajów stanu wojennego wynikają prawa między ludźmi.
Rozważani jako mieszkańcy tak wielkiej planety, iż z konieczności muszą
się mieścić na niej rozmaite ludy, mają oni prawa w stosunkach tych
ludów między sobą; i to jest PRAWO NARODÓW. Jeśli ich zważymy jako
żyjących w społeczności, którą należy utrzymać, mają oni prawa
miarkujące stosunek rządzących z rządzonymi; i to jest PRAWO
PAŃSTWOWE. Wreszcie: istnieją prawa w stosunkach obywateli między sobą;
i to jest PRAWO CYWILNE.
Prawo narodów wspiera się, z natury swojej, na tej zasadzie, iż w czasie
pokoju rozmaite narody powinny sobie świadczyć najwięcej dobra, w czasie
zaś wojny najmniej zła, jak można bez szkody dla swych zasadniczych
interesów.
Celem wojny jest zwycięstwo; celem zwycięstwa zdobycz; celem zdobyczy
zachowanie jej. Z tej i z poprzedzającej zasady powinny wypływać
wszystkie prawa tworzące prawo narodów.
Wszystkie ludy mają prawo narodów; nawet Irokezi, którzy zjadają swoich
jeńców, mają je. Wysyłają i przyjmują poselstwa; znają prawa wojny i pokoju: nieszczęście w tym, iż to prawo narodów nie opiera się na
prawdziwych zasadach.
Poza prawem narodów, które dotyczy wszystkich społeczności, istnieje dla
każdej prawo państwowe. Społeczność nie może istnieć bez rządu.
Skupienie wszystkich sił poszczególnych (powiada bardzo trafnie
Gravina), stanowi to, co się nazywa STANEM POLITYCZNYM.
Siła powszechna może spocząć w rękach jednego albo też wielu. Mówili
niektórzy, iż skoro natura ustanowiła władzę ojcowską, rząd jednostki
bardziej jest zgodny z naturą. Ale przykład władzy ojcowskiej nie
dowodzi niczego. Jeżeli bowiem władza ojcowska ma podobieństwo do rządu
jednostki, władza braci po śmierci ojca lub władza krewniaków po śmierci
braci daje obraz rządu wielu. Siła państwowa jest, z konieczności,
zespoleniem większej ilości rodzin.
Lepiej jest rzec, iż rządem najbliższym natury jest ten, którego
osobliwy charakter najzgodniejszy jest z charakterem narodu, dla którego
istnieje.
Poszczególne siły nie mogą się skupić, o ile się nie skupią wszystkie
wole. "Skupienie tych ostatnich - powiada znowuż bardzo trafnie Gravina
- stanowi to, co nazywa się STANEM CYWILNYM".
Prawo na ogół jest to rozum ludzki, ile że włada wszystkim ludami ziemi;
prawa zaś polityczne i cywilne każdego narodu winny być jedynie
szczególnymi wypadkami, w których objawia się ten rozum ludzki.
Powinny być tak swoiste dla narodu, dla którego je stworzono, iż rzadki
to traf, aby prawa jednego narodu mogły się nadać drugiemu.
Trzeba, aby odpowiadały naturze i zasadzie rządu istniejącego lub
mającego powstać; czy że go tworzą - jako prawa polityczne - czy że go
utrzymują - jako prawa cywilne.
Powinny być dostrojone do fizycznych warunków kraju; do klimatu
zimnego, skwarnego lub umiarkowanego; do właściwości gruntu, do
położenia, wielkości kraju; do rodzaju życia ludów, rolniczych,
myśliwskich lub pasterskich. Powinny się naginać do stopnia wolności,
jaką dany ustrój może znieść; do religii mieszkańców, do ich skłonności,
bogactw, liczby; do ich handlu, zwyczajów, obyczajów. Wreszcie prawa
mają związki między sobą; mają związek ze swym pochodzeniem, z zamiarem
prawodawcy, z porządkiem rzeczy, na którym je wzniesiono. Z tych
wszystkich punktów trzeba je rozważać.
To właśnie zamierzam uczynić w tym dziele. Rozpatrzę wszystkie te
stosunki; wszystkie razem tworzą to, co się nazywa DUCHEM PRAW.
Nie oddzieliłem praw politycznych od cywilnych: ponieważ bowiem nie
traktuję o prawach, jeno o duchu praw, a ten duch zasadza się na
rozmaitych stosunkach praw z rozmaitymi rzeczami, trzeba mi było nie
tyle trzymać się naturalnego porządku praw, ile porządku tych stosunków
i tych rzeczy.
Rozpatrzę najpierw stosunki, jakie prawa mają z naturą i z zasadą
każdego rządu; że zaś ta zasada ma na prawa największy wpływ, postaram
się ją dobrze rozpatrzeć. Jeżeli zdołam ją raz ustalić, ujrzymy, jak
prawa z niej płyną niby ze swego źródła. Przejdę następnie do innych
stosunków, bardziej poszczególnych.
Księga druga. O prawach wypływających wprost z natury rządu
Księga druga
O prawach wypływających wprost z natury rządu
I
O naturze trzech rozmaitych rządów
Są trzy rodzaje rządów: REPUBLIKAŃSKI, MONARCHICZNY i DESPOTYCZNY.
Dla poznania ich natury wystarczy pojęcie, jakie mają o nich bodaj
najprostsi ludzie. Przypuszczam trzy określenia, a raczej trzy fakty;
jeden, że rząd republikański jest ten, w którym cały naród lub tylko
część narodu posiada najwyższą władzę; monarchiczny, gdzie włada jeden,
ale na podstawie praw stałych i wiadomych; natomiast w rządzie
despotycznym jeden człowiek, bez zobowiązań i bez prawideł, poddaje
wszystko swojej woli i zachceniu.
Oto, co nazywam naturą każdego rządu. Trzeba rozpatrzyć prawa
wypływające wprost z tej natury, będące tedy pierwszymi zasadniczymi
prawami.
II
O rządzie republikańskim i prawach właściwych demokracji
Kiedy w rzeczypospolitej lud, jako ciało, ma najwyższą władzę, wówczas
jest to demokracja. Kiedy najwyższa władza jest w rękach części ludu,
nazywa się to arystokracją.
W demokracji lud jest pod pewnymi względami monarchą; pod innymi znowuż
poddanym.
Może być monarchą jedynie przez swoje głosy, które są jego wolą. Wola
panującego jest to sam panujący. Ustawy, które określają prawo
głosowania, są tedy zasadniczymi w tym rządzie. W istocie, równie ważne
jest tutaj określić, jak, kto, w czyje ręce, w jakiej sprawie ma oddawać
głosy, co w monarchii wiedzieć, kto jest monarchą i w jaki sposób ma
rządzić.
Libanius powiada, że "w Atenach cudzoziemiec, który się wmieszał w zgromadzenie ludowe, był karany śmiercią". Dlatego, że taki człowiek
przywłaszcza sobie prawo władzy.
Zasadnicze jest ustalić liczbę obywateli, którzy mają tworzyć
zgromadzenia; inaczej nie wiedziałoby się, czy to lud przemówił, czy
tylko część ludu. W Sparcie trzeba było dziesięć tysięcy mieszkańców. W Rzymie, poczętym z małego, aby iść ku wielkości, w Rzymie, który miał
doświadczyć wszystkich kolei losu, w Rzymie, który już to miał prawie
wszystkich obywateli poza swymi murami, to znów Italię i część obszaru
ziemi w swoich murach, nie ustalono tej liczby; i to była jedna z ważnych przyczyn jego upadku.
Lud, który posiada największą władzę, winien robić sam przez się to, co
może zrobić dobrze; czego zaś nie może dobrze zrobić, winien robić przez
swoich pełnomocnych.
Ci są tylko o tyle pełnomocnymi, o ile on ich mianuje; jest to zatem
podstawowa zasada tego rządu, aby lud sam mianował swoich ministrów
(sług), to jest urzędników.
Potrzebuje, jak monarchowie, a nawet więcej niż oni, aby go prowadziła
Rada, czyli senat. Ale iżby mógł mieć do niej zaufanie, trzeba, by
wybierał jej członków; czy to ich wybierze sam, jak w Atenach, czy przez
jakiegoś urzędnika, którego ustanowił dla tego wyboru, jak to bywało w Rzymie w pewnych okolicznościach.
Lud cudownie umie wybrać tych, którym ma powierzyć część swojej władzy.
Wystarczy mu kierować się rzeczami, których nie może nie wiedzieć, i faktami, które podpadają pod zmysły. Wie bardzo dobrze, że ten a ten
bywał często na wojnie, że sprawił się tak a tak; jest tedy zupełnie
zdolny wybrać wodza. Wie, iż jakiś sędzia jest pilny, że wielu ludzi
chwali jego wyroki, że nie dowiedziono mu przekupstwa; i oto dość, aby
wybrać pretora. Zwróciły jego uwagę hojność albo bogactwa jakiegoś
obywatela; to wystarczy, aby wybrać edyla. Wszystkie te rzeczy to fakty,
o których lud lepiej dowiaduje się na placu publicznym niż monarcha w swoim pałacu. Ale czy potrafi poprowadzić sprawę, zważyć miejsce,
sposobność, chwilę, skorzystać z nich? Nie, tego nie potrafi.
Gdyby można było wątpić o naturalnej zdatności ludu do rozróżnienia
czyjejś wartości, wystarczyłoby spojrzeć na ten ustawiczny ciąg
zadziwiających wyborów, jakich dokonali Ateńczycy i Rzymianie; czego nie
można z pewnością przypisać trafowi.
Wiadomo, iż w Rzymie, mimo że lud wywalczył sobie prawo do urzędów dla
plebejuszów, tenże lud nie mógł się zdobyć na taki wybór. Toż samo w Atenach, mimo że na mocy prawa Arystydesa wolno było powoływać
urzędników ze wszystkich klas, nie zdarzyło się nigdy, powiada Ksenofon,
aby pospolity lud domagał się stanowisk, które by mogły podać na szwank
jego pomyślność lub chwałę.
Tak jak większość obywateli, którzy mają dosyć rozumu, aby wybierać, nie
ma go na tyle, aby się nadawali do wyboru, tak samo lud, który ma dosyć
rozeznania, aby sobie zdać sprawę z rządów drugich, nie jest zdolny
rządzić sam.
Trzeba, aby sprawy szły i aby miały pewien krok, niezbyt powolny ani
niezbyt szybki. Otóż lud jest zawsze zbyt chybki, albo za mało. Niekiedy
stoma tysiącami ramion obala wszystko; niekiedy stoma tysiącami nóg
pełza jak robak.
W państwie ludowym prawo dzieli lud na pewne klasy. Właśnie w sposobie
tego podziału odznaczyli się wielcy prawodawcy; od niego też zależało
zawsze trwanie demokracji i jej pomyślność.
Serwiusz Tuliusz trzymał się w układzie swoich klas ducha arystokracji.
Widzimy w Tytusie Liwiuszu i w Dionizym z Halikarnasu, jak on złożył
prawo głosowania w ręce najpierwszych obywateli. Podzielił lud rzymski
na sto dziewięćdziesiąt trzy centurie, które tworzyły sześć klas.
Pomieściwszy bogatych, ale w mniejszej liczbie, w pierwszych centuriach,
mniej bogatych, ale w większej liczbie, w następnych, zamknął cały tłum
biedaków w ostatniej; że zaś każda centuria miała tylko jeden głos,
głosowały raczej majątki i bogactwa niż osoby.
Solon podzielił lud ateński na cztery klasy. Wiedziony duchem demokracji
ustanowił je, nie aby ustalić wyborców, ale tych, którzy mogą być
wybrani. Zostawiając każdemu obywatelowi prawo wyboru, ustanowił, aby
sędziów można było wybierać ze wszystkich klas; innych natomiast
urzędników jedynie z trzech pierwszych, gdzie znajdowali się zamożni
obywatele.
Podział tych, którzy mają prawo głosowania, jest tedy w republice
zasadniczym prawem. Drugim zasadniczym prawem jest sposób oddawania
głosu.
Wybór losem zgodny jest z naturą demokracji; wybór przez głosowanie -
arystokracji.
Losowanie jest to sposób wyboru, który nikogo nie uraża; zostawia
każdemu obywatelowi godziwą nadzieję służenia ojczyźnie.
Ale ponieważ wybór taki jest z natury swojej ułomny, wielcy prawodawcy
wysilali całą bystrość w miarkowaniu go i poprawianiu.
Solon postanowił w Atenach, że będzie się mianowało z wyboru wszelkie
godności wojskowe, senatorowie zaś i sędziowie będą wybierani losem.
Nakazał, aby dawano z wyboru te urzędy obywatelskie, które wymagają
wielkich wydatków, inne zaś, aby nadawano losem.
Ale dla poprawienia losu ustanowił, aby wolno było wybierać jedynie
spośród tych, którzy się zgłoszą: aby ten, na kogo padnie wybór, poddany
był badaniu sędziów, i aby każdy mógł go oskarżyć, iż jest niegodzien.
Było to więc coś pośredniego między losem a wyborem. Po skończonym
czasie urzędowania urzędnik musiał się poddać nowemu sądowi co do
sposobu, w jaki sprawował swą władzę. Ludzie niezdatni nie kwapili się
tedy, jak mniemam, do losowania.
Prawo, stanowiące o sposobie oddawania głosów, jest również zasadnicze w demokratycznym ustroju. Jest to wielkie zagadnienie, czy głosowanie ma
być jawne, czy tajne. Cycero pisze, iż prawa, które uchwaliły tajność w ostatnich czasach republiki, były jedną z ważnych przyczyn jej upadku.
Ponieważ praktykuje się to różnie w rozmaitych republikach, oto, jak
sądzę, co o tym należy mniemać:
Bez wątpienia kiedy lud oddaje głosy, powinno to być publicznie; trzeba
to uważać za zasadnicze prawo demokracji. Trzeba, aby pospolity lud był
oświecony przez znamienitszych obywateli i powściągany powagą pewnych
osób. Toteż w rzeczypospolitej rzymskiej, wprowadzając głosowanie tajne,
zniweczono wszystko; nie było już możności oświecenia motłochu, który
biegł do zguby. Ale kiedy w arystokracji oddaje głosy
szlachta3 lub też w demokracji senat4, ponieważ chodzi
tu jedynie o zapobieżenie klice, losowanie powinno być jak najściślej
tajne.
Klika jest niebezpieczna w senacie; niebezpieczna wśród szlachty: nie
jest groźna wśród ludu, którego przyrodą jest działać z namiętności. W państwach, gdzie lud nie ma udziału w rządzie, będzie się rozpalał do
aktora tak samo, jak by to czynił do spraw publicznych. Nieszczęściem
rzeczypospolitej jest, jeżeli nie ma w niej stronnictw. To zdarza się
wówczas, kiedy kupiono lud pieniędzmi; staje się obojętny, dba o pieniądze, ale nie o sprawy: nie troszcząc się o rząd i o to, co się tam
knuje, czeka spokojnie swego żołdu.
Również zasadniczym prawem demokracji jest, aby jedynie lud tworzył
prawa. Zachodzi wszakże tysiąc okoliczności, w których trzeba, aby senat
mógł o tym stanowić; często nawet korzystne jest wypróbować jakieś
prawo, nim się je wprowadzi. Konstytucje Rzymu i Aten były bardzo
roztropne w tej mierze. Postanowienia senatu miały siłę prawa przez rok;
stawały się wiekuiste dopiero przez wolę ludu.
III
O prawach odnośnych do natury arystokracji
W arystokracji najwyższa władza spoczywa w rękach pewnej ilości osób.
One to stanowią prawa i czuwają nad ich wykonaniem; reszta ludu jest dla
nich najwyżej tym, czym w monarchii poddani dla monarchy.
Tutaj nie powinno się czynić wyboru losem; wynikłyby stąd jedynie same
szkody. W istocie, w rządzie, który już ustanowił najdotkliwsze
nierówności, nawet ten, kogo by wybrano losem, byłby i tak
znienawidzony; zawiść budzi tu szlachectwo, nie urząd.
Kiedy szlachta jest bardzo liczna, trzeba senatu kierującego sprawami, o których cała szlachta nie może rozstrzygać, i przygotowującego te, o których szlachta ma rozstrzygać. W tym wypadku można powiedzieć, że
arystokracja mieści się poniekąd w senacie, demokracja w ciele
szlacheckim, lud zaś jest niczym.
Bardzo zbawienne dla arystokracji jest, jeśli jakąś pośrednią drogą
wydobędzie lud z jego nicości: tak w Genui bank św. Jerzego, pozostający
w znacznej części pod zarządem najwybitniejszych przedstawicieli ludu,
daje mu niejaki wpływ w rządzie, tworząc całą jego pomyślność.
Senatorowie nie powinni mieć prawa uzupełniania ubytków w senacie; to
dawałoby tylko sposobność do utrwalania nadużyć. W Rzymie, który miał w pierwszych czasach ustrój arystokratyczny, senat nie uzupełniał się sam;
nowych senatorów mianowali cenzorowie.
Nadmierna władza dana nagle jednemu obywatelowi w republice tworzy
monarchię lub więcej niż monarchię. W monarchii prawa wytworzyły
konstytucję lub też dostroiły się do niej; zasada rządu ogranicza
monarchę: natomiast w republice, gdzie jeden obywatel zdobędzie sobie
nieograniczoną władzę, nadużycie tej władzy jest większe, gdyż prawa,
które jej nie przewidywały, nie uczyniły nic, aby ją powściągnąć.
Wyjątek od tej reguły zachodzi wówczas, kiedy ustrój państwa jest taki,
iż potrzebuje urzędu, który by miał nieograniczoną władzę. Tak było w Rzymie z dyktaturą, tak w Wenecji z inkwizycją: straszliwe urzędy, które
w gwałtowny sposób przywodzą państwa z powrotem ku wolności. Ale skąd
pochodzi, iż te władze są w obu tych republikach tak odmienne? Stąd, iż
Rzym bronił resztek swej arystokracji przeciw ludowi, gdy Wenecja
posługuje się inkwizytorami, aby utrzymać swoją arystokrację przeciw
szlachcie. Stąd w Rzymie dyktatura wymagała tylko krótkiego czasu,
ponieważ lud działa z popędu, a nie z rozmysłu. Trzeba było, aby ta
władza występowała okazale, bo chodziło o to, aby zastraszyć lud, a nie
aby go karać; aby dyktator był mianowany tylko dla jednej sprawy i aby
miał nieograniczoną władzę tylko w tej sprawie, bo powoływano go zawsze
dla jakiegoś nieprzewidzianego wypadku. W Wenecji przeciwnie, trzeba
władzy trwałej; tam bowiem wchodzą w grę plany podejmowane, prowadzone,
porzucane, podejmowane na nowo; ambicja jednostki staje się ambicją
rodu, ambicja zaś rodu ambicją wielu innych. Potrzeba władzy tajnej,
ponieważ zbrodnie, które karze, zawsze głębokie, rodzą się w tajemnicy i w milczeniu. Ta władza musi posiadać prawo powszechnej inkwizycji,
ponieważ nie ma ona powściągnąć zbrodni, które zna, ale uprzedzać nawet
te, których nie zna. Wreszcie inkwizycja ustanowiona jest, aby karać
zbrodnie, które podejrzewa; dyktatura zaś używała raczej groźby niż kar,
nawet wobec zbrodni, do których sprawcy się przyznali.
W każdej władzy trzeba równoważyć rozmiar władzy krótkością jej trwania.
Jeden rok to czas ustanowiony przez większość prawodawców; dłuższy byłby
niebezpieczny, krótszy byłby sprzeczny z naturą rzeczy. Któż by chciał w ten sposób prowadzić swoje domowe sprawy? W Raguzie naczelnik republiki
zmienia się co miesiąc; inni urzędnicy co tydzień; gubernator zamku co
dzień. To może mieć rację jedynie w małej republice, otoczonej możnymi
potęgami, które łacno mogłyby przekupić tych małych urzędników.
Najlepszą arystokracją jest ta, gdzie część ludu niemająca udziału we
władzy jest tak drobna i uboga, że panująca klasa nie ma żadnego
interesu w tym, aby ją uciskać. Tak kiedy Antypater ustanowił w Atenach,
iż tych, którzy nie posiadają dwóch tysięcy drachm, wyklucza się od
prawa głosu, utworzył możliwie najlepszą arystokrację; ta miara była tak
niska, iż wykluczała jedynie niewielu, a nikogo z tych, którzy by mieli
w państwie jakieś uważanie. Arystokratyczne rodziny powinny tedy być
ludem, o ile tylko możebne. Im bardziej arystokracja zbliża się do
demokracji, tym jest doskonalsza; coraz mniej doskonała zaś, w miarę jak
zbliża się do monarchii.
Najmniej doskonała arystokracja jest ta, gdzie część ludu, która słucha,
znajduje się w niewoli cywilnej u tej, która rozkazuje, jak w Polsce,
gdzie chłopi są niewolnikami szlachty.
IV
O prawach w ich stosunku do natury rządu monarchicznego
Władze pośredniczące, podległe i zależne stanowią istotę rządu
monarchicznego, to znaczy tego, gdzie jeden rządzi mocą praw
zasadniczych. Powiedziałem władze pośredniczące, podległe i zależne: w istocie w monarchii władca jest źródłem wszelkiej władzy politycznej i cywilnej. Te podstawowe prawa wymagają nieodzownie pośrednich dróg,
którymi płynie władza: jeśli bowiem w państwie istnieje jedynie chwilowa
i kapryśna wola jednego, nie może być nic stałego, a tym samym żadnego
zasadniczego prawa.
Najnaturalniejszą pośredniczącą i podległą władzą jest szlachta. Wchodzi
ona do pewnego stopnia w istotę monarchii, której podstawą jest zasada:
bez monarchy nie ma szlachty; bez szlachty nie ma monarchy: wówczas jest
tylko despota.
W niektórych państwach europejskich znaleźli się ludzie, którzy umyślili
znieść wszelką władzę sądowniczą panów. Nie wiedzieli, iż chcą uczynić
to, co uczynił parlament w Anglii. Znieście w monarchii przywileje
panów, kleru, szlachty i miast, będziecie niebawem mieli ludowładztwo
lub też despotyzm.
Trybunały pewnego wielkiego państwa w Europie biją bez ustanku, od kilku
wieków, w patrymonialną władzę sądowniczą panów i w stan duchowny. Nie
chcemy krytykować tak światłych urzędników; ale zostawiamy do osądzenia,
do jakiego stopnia konstytucja musi przez to ulec zmianie.
Nie zaciekam się bynajmniej na punkcie przywilejów duchowieństwa; ale
chciałbym, aby raz dobrze określono jego jurysdykcję. Nie chodzi o dociekanie, czy istnieje ona słusznie, ale czy istnieje; czy stanowi
cząstkę praw krajowych i czy jest z nimi we wszystkim związana; czy
między dwiema władzami, które uznaje się za niezależne, stosunki nie
powinny być obustronne; i czy nie jest jedno dla dobrego obywatela
bronić sądowniczych praw monarchy, czy też granic, jakie one sobie od
niepamiętnych czasów zakreśliły.
O ile wpływ duchowieństwa niebezpieczny jest w republice, o tyle jest on
pożądany w monarchii; zwłaszcza w tych, które skłaniają się do
despotyzmu. Gdzie byłaby Hiszpania i Portugalia od czasu utraty swoich
praw bez tej władzy, która sama jedna stawia opór samowoli? Zapora
zawsze dobra, o ile nie ma innej; skoro despotyzm niesie z sobą
przerażające niedole, zło nawet, które go ogranicza, jest dobrem.
Jak morze, które, zdawałoby się, chce zalać całą ziemię, zatrzymuje się
na trawie i najdrobniejszym żwirze nadbrzeżnym, tak monarchowie, których
władza zda się bez granic, zatrzymują się na najmniejszych przeszkodach
i poddają swą wrodzoną dumę prośbie i skardze.
Anglicy, chcąc umocnić wolność, usunęli wszystkie pośrednie władze,
które tworzyły ich monarchię. Mają słuszność, iż strzegą tej wolności:
gdyby się im zdarzyło ją stracić, byliby jednym z najbardziej
niewolniczych narodów na ziemi.
P. Law, przez równą nieznajomość ustroju republikańskiego, jak
monarchicznego, stał się jednym z największych popleczników despotyzmu,
jakiego kiedykolwiek widziano w Europie. Oprócz zmian, jakie uczynił,
tak nagłych, tak niezwyczajnych, tak niesłychanych, chciał usunąć
pośrednie szczeble i unicestwić ciała polityczne; wprowadził zamęt w monarchię przez swoje chimeryczne spłaty; rzekłbyś, iż chce odkupić samą
konstytucję.
Nie wystarczy, aby istniały w monarchii pośrednie szczeble, trzeba
jeszcze piastunów praw. Tymi piastunami mogą być tylko ciała polityczne,
które obwieszczają prawa, skoro je utworzono, a przypominają je, skoro
idą w niepamięć. Wrodzone szlachcie nieuctwo, jej nieopatrzność, jej
lekceważenie cywilnego rządu wymagają, aby istniało ciało, bez ustanku
wydobywające prawa z pyłu, w którym byłyby zagrzebane. Rada monarchy nie
jest odpowiednim piastunem. Jest ona, z natury rzeczy, piastunem
chwilowej woli książęcia, a nie piastunem praw zasadniczych. Co więcej,
rada monarchy zmienia się ustawicznie, nie jest ciągła; nie może być
liczna: nie posiada dostatecznego zaufania ludu: nie jest więc zdolna
oświecić go w trudnych chwilach ani też przywodzić go do posłuszeństwa.
W państwach despotycznych, gdzie nie ma praw zasadniczych, nie ma
również i piastunów praw. Stąd pochodzi, iż w tych krajach religia ma
zazwyczaj tyle siły: jako że tworzy niejaką rękojmię ciągłości; a jeśli
nie religia, w takim razie zwyczaje, które się tam czci w miejsce praw.
V
O prawach odnośnych do natury państwa despotycznego
Z natury władzy despotycznej wynika, że jeden człowiek, który ją
wykonywa, daje ją wykonywać również jednemu. Człowiek, któremu jego pięć
zmysłów powiada bez ustanku, że jest wszystkim, a inni niczym, jest z natury leniwcem, nieukiem, rozkosznikiem. Nie zajmuje się tedy sprawami.
Ale gdyby je powierzał wielu, byłyby między nimi sprzeczki; każdy
spiskowałby, aby zostać pierwszym niewolnikiem; trzeba by władcy samemu
wglądać w zarząd. Prostsze jest tedy oddać go jednemu wezyrowi, który
wraz posiada całą potęgę monarchy. Mianowanie wezyra jest w takim
państwie prawem zasadniczym.
Powiadają, iż pewien papież, przeświadczony o swej nieudolności, zrazu
skoro go wybrano, wzdragał się usilnie. Przyjął wreszcie i powierzył
wszystkie sprawy bratankowi. Zachwycony tym sposobem powtarzał: "Nigdy
bym nie myślał, że to tak łatwo". Tak samo władcy Wschodu. Kiedy z tego
więzienia, w którym eunuchowie zwątlili ich serce i umysł, a często
zostawili ich nawet w nieświadomości ich stanu, wydobędą się, aby
zasiąść na tronie, zrazu są zaskoczeni, ale kiedy zamianują wezyra i kiedy w swoim seraju oddadzą się zwierzęcym chuciom, kiedy wśród
płaszczącego się dworu folgują swoim najgłupszym kaprysom, wówczas nie
myśleliby nigdy, że to jest takie łatwe.
Im państwo rozleglejsze, tym bardziej mnoży się seraj; co za tym idzie,
władca tym bardziej opiły jest rozkoszą. Tak więc w tych państwach im
więcej monarcha ma do rządzenia, tym mniej myśli o rządzie; im sprawy
większe, tym mniej radzi się o sprawach.
Księga trzecia. O zasadach trzech postaci rządu
Księga trzecia
O zasadach trzech postaci rządu
I
Różnica między naturą rządu a jego zasadą
Rozpatrzywszy prawa odnośne do natury każdego rządu, trzeba się
przyjrzeć prawom odnośnym do jego zasady.
Między naturą rządu a jego zasadą zachodzi ta różnica5, że
naturą jego jest to, co go stworzyło takim; zasadą zaś to, co mu każe
działać. Jedno to jego swoista budowa, drugie to namiętności ludzkie,
które nim poruszają.
Otóż, prawa powinny być zarówno w zgodzie z zasadą każdego rządu, co z jego naturą. Trzeba tedy zbadać te zasady; i to mam zamiar uczynić w tej
księdze.
II
O zasadzie rozmaitych rządów
Rzekłem, iż naturą rządu republikańskiego jest to, że lud, w całej
gromadzie albo przez pewne rodziny, posiada tam najwyższą władzę: naturą
rządu monarchicznego, iż monarcha ma najwyższą władzę, ale wedle
ustanowionych praw: rządu despotycznego, iż jeden włada w nim wedle swej
woli i zachcenia. Nie trzeba mi więcej, aby odkryć ich trzy zasady;
wypływają z powyższego w naturalny sposób. Zacznę od rządu
republikańskiego, a najpierw będę mówił o demokratycznym.
III
O zasadzie demokracji
Nie trzeba wiele uczciwości, aby rząd monarchiczny lub też despotyczny
utrzymał się i trwał. Siła praw w jednym, wciąż wzniesione ramię
monarsze w drugim, miarkują i trzymają w karbach wszystko. Ale w rządzie
ludowym trzeba jednej sprężyny więcej, a jest nią CNOTA.
To, co mówię, znajduje potwierdzenie w całym ciągu historii i jest
bardzo zgodne z naturą rzeczy. Jasne bowiem jest, że w monarchii, gdzie
ten, który wykonywa prawa, uważa się za stojącego ponad prawem, mniej
potrzeba cnoty niż w rządzie ludowym, gdzie ten, który wykonywa prawa,
czuje, że sam im podlega i że będzie dźwigał ich ciężar.
Jasne jest również, że monarcha, który wskutek złej rady lub niedbalstwa
poniecha wykonywania praw, może łatwo naprawić szkodę; wystarczy mu
zmienić doradców lub poprawić się z niedbalstwa. Ale kiedy w rządzie
ludowym prawa pójdą w niepamięć, państwo jest już zgubione, ile że stan
ten może pochodzić jedynie ze skażenia rzeczypospolitej.
Ciekawe to było widowisko w minionym wieku patrzeć na bezsilne zabiegi
Anglików, aby wprowadzić u siebie demokrację. Ponieważ ci, którzy
kierowali sprawami, nie posiadali cnoty, ponieważ ambicje ich drażniło
powodzenie tego, który na najwięcej się ważył6, ponieważ duch
jednej fakcji powściągany był jedynie duchem drugiej, rząd zmieniał się
bez ustanku; zdumiony lud szukał demokracji i nie znajdował jej nigdzie.
Wreszcie po wielu zamieszkach, wstrząśnieniach i starciach trzeba było
wrócić do tego samego rządu, który się wygnało.
Kiedy Sylla chciał wrócić Rzymowi wolność, Rzym nie był zdolny jej
przyjąć; tkwiła w nim już tylko słaba resztka cnoty: że zaś było jej
coraz mniej, miast obudzić się po Cezarze, Tyberiuszu, Kajuszu,
Klaudiuszu, Neronie, Domicjanie, popadał w coraz większą niewolę;
wszystkie ciosy godziły w tyranów, żaden w tyranię.
Greccy mężowie stanu, żyjący pod rządem ludowym, nie uznawali innej siły
zdolnej go podtrzymać prócz cnoty. Dzisiejsi mówią nam tylko o fabrykach, handlu, finansach, bogactwach, nawet zbytku.
Kiedy ta cnota zanika, ambicja wciska się do serc zdolnych ją odczuć, a chciwość do wszystkich. Pragnienia zmieniają przedmiot; nie kocha się
już tego, co się kochało. Ludzie byli wolni z prawami, chcą być wolni
przeciw prawom. Każdy obywatel jest jak niewolnik zbiegły z domu pana.
To, co było zasadą, zowie się surowością; co było prawidłem, zowie
się spętaniem; co było szacunkiem, zowie się lękiem. Oszczędność
zwie się tam chciwością, nie żądza posiadania. Niegdyś mienie prywatnych
ludzi stanowiło skarb publiczny; obecnie skarb publiczny staje się
dziedzictwem prywatnych. Rzeczpospolita staje się łupem; siła jej jest
tylko potęgą kilku obywateli a swawolą wszystkich.
Ateny miały w swoim łonie te same siły wówczas, kiedy panowały z taką
chwałą, co kiedy służyły z taką hańbą. Miały dwadzieścia tysięcy
obywateli, kiedy broniły Greków przeciw Persom, kiedy walczyły o berło
ze Spartą i kiedy najechały Sycylię; miały dwadzieścia tysięcy wówczas,
kiedy Demetriusz Faleryjski policzył ich, tak jak na targu liczy się
niewolników. Kiedy Filip ośmielił się panować w Grecji, kiedy zjawił się
u bram Aten7, straciły one dopiero jedynie czas. Widzimy u Demostenesa, jakiego trudu trzeba było, aby je obudzić: lękano się tam
Filipa, nie jako wroga wolności, ale uciech8. Miasto to, które
oparło się tylu klęskom, które odrodziło się po tylu zniszczeniach,
padło pod Cheroneją na zawsze. Cóż znaczy, że Filip odsyła wszystkich
jeńców? nie odsyła mężów; zawsze było równie łatwo pokonać siły Aten,
jak trudno było pokonać ich cnotę.
Jakim cudem Kartagina mogłaby się utrzymać? Kiedy Hannibal, zostawszy
pretorem, chciał przeszkodzić urzędnikom w łupieniu rzeczypospolitej,
zali nie oskarżyli go przed Rzymianami? Nieszczęśliwi, którzy chcieli
być obywatelami bez państwa i posiadać bogactwa z rąk swoich
niszczycieli! Wkrótce Rzym zażądał od nich w zakład trzystu
najznaczniejszych obywateli: później kazał wydać broń i okręty, w końcu
wypowiedział im wojnę. Z tego, co zdziałała rozpacz w Kartaginie
rozbrojonej, można osądzić, co mogła była zdziałać przy cnocie, póki
miała siły.
IV
O zasadzie arystokracji
Tak samo jak trzeba cnoty w rządzie ludowym, trzeba jej również w rządzie arystokratycznym. Prawda, iż nie jest tu tak nieodzowna.
Lud, który jest w stosunku do szlachty tym, czym poddani w stosunku do
monarchy, spętany jest cuglami praw: mniej zatem potrzebuje cnoty niż
lud demokratycznego ustroju. Ale co zdoła powściągnąć szlachtę? Ci,
którzy mają wykonywać prawa przeciw swoim kolegom, spostrzegą rychło, że
działają przeciw sobie samym. Trzeba tedy cnoty w tym ciele, z natury
jego ustroju.
Rząd arystokratyczny ma w sobie samym niejaką siłę, której nie posiada
demokracja. Szlachta tworzy w nim ciało, które mocą swego przywileju i dla osobistego interesu trzyma w karbach lud; wystarczy, by były prawa,
aby je w tym względzie wykonywano.
Ale o ile temu ciału łatwo jest trzymać w karbach innych, o tyle trudne
jest trzymać w karbach samych siebie9. Taka jest natura tego
ustroju, iż - rzekłbyś - tych samych ludzi poddaje władzy praw i równocześnie ich spod niej wyjmuje.
Owóż podobne ciało może się trzymać w karbach jedynie na dwa sposoby:
albo wielką cnotą, która sprawia, iż szlachta uznaje się poniekąd równą
swemu ludom, co może stworzyć wielką rzeczpospolitą, albo cnotą
mniejszą, zasadzającą się na pewnym umiarkowaniu, równającym
przynajmniej szlachtę między sobą, co upewnia jej istnienie.
Umiarkowanie jest tedy duszą tych rządów. Rozumiem takie, które opiera
się na cnocie, a nie to, które wypływa z tchórzostwa i gnuśności.
V
Iż cnota nie jest zasadą rządu monarchicznego
W monarchiach polityka dokonywa wielkich rzeczy z możliwie najmniejszym
nakładem cnoty, tak jak w najzmyślniejszych machinach umiejętność zużywa
możliwie najmniej ruchów, sił i kółek.
Państwo istnieje niezależnie od miłości ojczyzny, od żądzy prawdziwej
chwały, od zaparcia się siebie, od poświęcenia swoich najdroższych
interesów i od wszystkich tych bohaterskich cnót, które znajdujemy u starożytnych, a które znamy jedynie ze słyszenia.
Prawa zastępują miejsce wszystkich tych cnót, które zgoła nie są
potrzebne; państwo zwalnia od nich; czyn spełniony bez rozgłosu jest w nim poniekąd bez znaczenia.
Mimo iż wszystkie zbrodnie są, z natury swojej, publiczne, rozróżnia się
wszakże zbrodnie istotnie publiczne od zbrodni prywatnych, tak
nazwanych, ponieważ bardziej krzywdzą pojedynczą osobę niż całą
społeczność.
Otóż, w republikach zbrodnie prywatne są bardziej publiczne, to znaczy
większą przynoszą szkodę ustrojowi państwa niż osobom postronnym: w monarchii zaś zbrodnie publiczne są bardziej prywatne, to znaczy
bardziej grożą poszczególnym fortunom niż samemu państwu.
Błagam, aby nikogo nie raziło to, co rzekłem; mówię wedle nauki
wszystkich dziejów. Wiem bardzo dobrze, że nierzadko zdarzają się
cnotliwi władcy; ale powiadam, iż w monarchii bardzo trudne jest, ażeby
lud był cnotliwy10.
Czytajcie to, co historycy wszystkich czasów rzekli o dworze monarchów;
przypomnijcie sobie, co ludzie wszystkich krajów mówią o nędznym
charakterze dworaków; bo nie są rzeczy wymyślone, ale oparte na smutnym
doświadczeniu.
Ambicja przy próżniactwie, płaszczenie się przy dumie, chęć wzbogacenia
się bez pracy, wstręt do prawdy, pochlebstwo, zdrada, przewrotność,
zaniedbanie wszystkich zobowiązań, lekceważenie powinności obywatela,
obawa przed cnotą monarchy, nadzieje czerpane w jego słabostkach, i więcej niż to wszystko, ustawiczne ośmieszanie cnoty, tworzą, jak
mniemam, we wszystkich czasach i miejscach, charakter większości
dworaków. Otóż, trudno przypuścić, aby większość możnych osobników w państwie składała się z łotrów, aby zaś wszyscy pospolitacy byli zacnymi
ludźmi; aby tamci byli oszustami, ci zaś godzili się z rolą dudków.
Kardynał Richelieu przestrzega w swoim Testamencie politycznym, iż
gdyby się znalazł wśród ludu jakiś nieszczęsny uczciwy człowiek, król
nie powinien się nim posłużyć11. Tak dalece prawdą jest, iż
cnota nie jest sprężyną tego ustroju rządu! Oczywiście nie jest z niego
wykluczona; ale nie jest jego sprężyną.
VI
W jaki sposób zastępuje się cnotę w ustroju monarchicznym
Spieszę się i posuwam się wielkimi krokami, iżby kto nie myślał, iż ja
tu piszę satyrę na monarchię. Nie; jeżeli brak jej jednej sprężyny, ma
za to inną. HONOR, to znaczy przesąd każdej osoby i każdego stanu,
zajmuje miejsce Cnoty, o której mówiłem, i zastępuje ją wszędzie. Może
on natchnąć najpiękniejsze uczynki; może, w połączeniu z siłą praw,
doprowadzić rząd do celu, jak sama cnota.
Tak więc w dobrze urządzonej monarchii każdy będzie mniej więcej dobrym
obywatelem, a rzadko znajdzie się ktoś, kto by był zacnym człowiekiem;
aby bowiem być zacnym człowiekiem12, trzeba mieć zamiar nim
być, i kochać państwo nie tyle dla siebie, ile dla niego samego.
VII
O zasadzie monarchii
Rząd monarchiczny mieści w sobie, jak wspomnieliśmy, przywileje, stany,
a nawet szlachectwo rodowe. Naturą honoru jest, iż żąda on wyróżnień i odznaczeń; siłą rzeczy tedy znajduje miejsce w tym rządzie.
Ambicja zgubna jest w republice; wydaje dobre skutki w monarchii; daje
życie tej formie rządu; nie jest zaś w nim niebezpieczna, bo można ją w każdej chwili zdławić.
Można by rzec, że to jest tak samo jak w systemie świata, gdzie istnieje
siła, oddalająca bez ustanku wszystkie ciała od środka, i siła
ciężkości, która je do niego sprowadza. Honor porusza wszystkie cząstki
ustroju państwowego; spaja je siłą swego działania, dzięki niemu każdy
dąży do dobra powszechnego, mniemając, iż goni jedynie za własnym
interesem.
Prawda, iż, mówiąc filozoficznie, fałszywym jest ów honor, który spełnia
wszystkie sprawy państwa: ale ten fałszywy honor jest równie użyteczny
powszechności, co prawdziwy honor byłby użyteczny poszczególnym osobom,
które by go posiadały.
A czyż to nie jest dużo skłonić ludzi, aby spełniali wszystkie trudne i wymagające wysiłku czynności bez innej nagrody niż rozgłos tych czynów?
VIII
Iż honor nie jest zasadą państw despotycznych
Nie honor jest zasadą państw despotycznych. Ponieważ ludzie są w nich
wszyscy równi, nie można się wywyższyć nad innych; ponieważ wszyscy są
niewolnikami, nie można w ogóle się wywyższyć.
Co więcej, ponieważ honor ma swoje prawa i reguły i ponieważ nie jest
zdolny się ugiąć; ponieważ zależy jedynie od swego, ale nie od cudzego
kaprysu, może istnieć jedynie w państwach, gdzie ustrój jest stały i prawa określone.
W jaki sposób mógłby go ścierpieć despota? Honor czerpie chlubę w tym,
iż gardzi życiem, despota zaś ma siłę tylko przez to, iż może je
odebrać. W jaki sposób honor mógłby ścierpieć despotę? Posiada on stałe
prawidła oraz kaprysy niedające się ugiąć; otóż, despota nie zna żadnych
prawideł, kaprys zaś jego niweczy wszystkie inne.
Honor, nieznany państwom despotycznym, gdzie często nawet nie ma słowa
na jego określenie, włada w monarchiach; daje w nich życie całemu
ustrojowi państwowemu, prawom, a nawet cnotom.
IX
O zasadzie rządu despotycznego
Tak jak w rzeczypospolitej potrzebna jest cnota, a w monarchii honor,
tak samo w ustroju despotycznym potrzebny jest LĘK. Co się tyczy
cnoty, nie jest ona potrzebna; honor zaś byłby wręcz niebezpieczny.
Olbrzymia władza monarchy przechodzi w zupełności na tych, którym on ją
powierza. Ludzie zdolni wysoko cenić samych siebie, gotowi by wszcząć
rewolucję: trzeba tedy, aby lęk pognębił wszystkie serca i zagasił
najlżejsze nawet drgnienie ambicji.
Rząd umiarkowany może, ile chce i bez niebezpieczeństwa, zwolnić swoje
sprężyny. Utrzymuje się przez swoje prawa i przez własną siłę. Ale
kiedy, w ustroju despotycznym, władca przestanie na chwilę wznosić
groźne ramię; kiedy nie może unicestwić w jednej chwili tych, którzy
zajmują pierwsze miejsca13, wszystko przepadło: skoro bowiem
sprężyna rządu, którą jest lęk, przestanie istnieć, lud nie ma już
ochrony.
W tym to zapewne rozumieniu kadiowie utrzymywali, iż najwyższy władca
nie jest obowiązany dotrzymać słowa lub przysięgi, o ile przez to
ogranicza swą władzę.
Trzeba, ażeby lud sądzony był według praw, możni zaś według zachcenia
monarchy; aby głowa ostatniego z poddanych była bezpieczna, głowa zaś
baszy nieustannie zagrożona. Niepodobna mówić bez drżenia o tych
potwornych rządach. Szach perski, zdetronizowany za naszych czasów przez
Miriwejsa, ujrzał, jak jeszcze przed podbojem państwo rozpada się w gruzy, ponieważ nie wylał dosyć krwi.
Historia powiada nam, iż straszliwe okrucieństwa Domicjana przeraziły
wielkorządców, tak iż lud odżył nieco pod jego panowaniem14.
Tak potok, pustosząc wszystko z jednej strony, zostawia z drugiej
nietknięte wioski, wśród których oko z dala dostrzega skrawki łąk.
X
Różnica między posłuchem w rządzie umiarkowanym a w rządzie despotycznym
W państwach despotycznych natura rządu wymaga bezgranicznego
posłuszeństwa; wola monarchy, skoro się raz objawi, musi wywrzeć równie
niechybny skutek, co kula uderzająca drugą kulę.
Nie ma tu żadnej pośredniej drogi, zmian, układów, terminów, okupów,
perswazji, przedstawień; żadnych odszkodowań ani propozycji. Człowiek
jest istotą ślepo posłuszną istocie, która rozkazuje.
Zarówno nie można tam wyrażać swoich obaw co do przyszłych wypadków, jak
usprawiedliwiać niepowodzeń kaprysem fortuny. Udziałem ludzi, jak
zwierząt, jest tu instynkt, posłuszeństwo, kara.
Na nic się nie zda przeciwstawiać przyrodzone uczucia, szacunek dla
ojca, czułość dla żon lub dziatek, prawa honoru, stan zdrowia; otrzymało
się rozkaz, to wystarcza.
W Persji, skoro król skazał kogoś, nie wolno już do niego mówić o tym
ani prosić o łaskę. Choćby był pijany albo niespełna rozumu, i tak wyrok
musi być wykonany. Inaczej władca sprzeciwiłby się sobie, prawo zaś nie
może się sobie sprzeciwić. Ta zasada istniała od niepamiętnych czasów.
Ponieważ rozkazu Aswerusa15, aby wymordować Żydów, nie można
było cofnąć, pozwolono im bronić się.
Istnieje wszakże coś, co można niekiedy przeciwstawić woli monarchy:
religia. Poddany opuści ojca, zabije go nawet, skoro władca zechce i rozkaże: ale choćby władca chciał i rozkazał, nie pokosztuje wina. Prawa
religii płyną z wyższego rozkazu, gdyż wydano je zarówno dla władcy, jak
dla poddanych. Ale co się tyczy prawa naturalnego, rzecz ma się
odmiennie; tu władca jest czymś więcej niż człowiekiem.
W ustrojach monarchicznych i umiarkowanych władzę ogranicza to, co jest
jej sprężyną. Mam na myśli honor, który włada, niby monarcha, nad
księciem i nad ludem. Nikt tu nie przeciwstawi królowi praw religii;
dworak mniemałby, że się tym ośmieszy: będzie się natomiast w każdej
chwili powoływał na prawa honoru. Stąd konieczne przeobrażenia w posłuszeństwie; honor z natury skłonny jest do dziwactw, posłuszeństwo
zaś podda się im wszystkim.
Mimo iż sposób posłuchu odmienny jest w tych dwóch ustrojach, władza
jest wszakże jednaka. W jakąkolwiek stronę monarcha się obróci, przeważa
szalę i budzi posłuch. Cała różnica w tym, że w monarchii władca jest
oświecony, ministrowie zaś nieskończenie zręczniejsi i doświadczeńsi niż
pod rządem despotycznym.
XI
Uwaga nad tym wszystkim
Takie są zasady trzech ustrojów rządu. To nie znaczy, że w danej
republice obywatele są cnotliwi, ale że powinni by nimi być. To nie
dowodzi także, iż w danej monarchii mają honor; jak również iż w danym
państwie despotycznym mają lęk; ale powinni by mieć; bez czego rząd
będzie niedoskonały.
Księga czwarta. Iż prawa wychowania muszą zależeć od zasad rządu
Księga czwarta
Iż prawa wychowania muszą zależeć od zasad rządu
I
O prawach wychowania
Pierwsze prawa, jakie otrzymujemy, to prawa wychowania; że zaś
przygotowują nas one do tego, aby być obywatelami, każdą poszczególną
rodzinę winno się kształtować wedle planu wielkiej rodziny, która
ogarnia je wszystkie.
Jeżeli naród w ogólności posiada jakąś zasadę, części, które go
składają, to znaczy rodziny, posiadają ją również. Prawa wychowania będą
tedy różne pod każdą postacią rządu. W monarchii przedmiotem ich będzie
honor; w republice cnota; w despotyzmie lęk.
II
O wychowaniu w monarchii
Nie w zakładach publicznych, gdzie kształci się młodzież, otrzymuje się
w monarchii główne wychowanie.
Zaczyna się ono poniekąd z chwilą, gdy się wstępuje w świat. Tam jest
szkoła tego, co zowią honorem; to jest ów mistrz, który winien nas
wszędy prowadzić.
Tam to młodzieniec widzi i słyszy wciąż trzy rzeczy: "że trzeba, aby
cnota nacechowana była niejaką dumą, obyczaj szczerością, zachowanie
dwornością".
Cnoty, które świat w nas wszczepia, uczą zawsze nie tyle tego, co my
jesteśmy winni drugim, ile tego, co jesteśmy winni samym sobie: są nie
tyle tym, co nas zbliża ku współobywatelom, ile co nas od nich wyróżnia.
Świat nie sądzi czynów ludzkich wedle ich dobroci, ale wedle ich
piękności; nie wedle tego, czy są sprawiedliwe, ale czy wielkie; nie
wedle ich rozsądku, ale wedle ich nadzwyczajności.
Z chwilą gdy honor może znaleźć w nich coś szlachetnego, staje się albo
sędzią, który je uprawnia, albo sofistą, który je usprawiedliwia.
Pozwala na miłostki, skoro się kojarzą z pojęciem serca albo z pojęciem
zdobyczy; oto prawdziwa przyczyna, dlaczego w monarchii obyczaje nigdy
nie są tak czyste jak pod rządem republikańskim.
Pozwala na chytrość, skoro się łączy z pojęciem wielkości ducha lub też
wielkości spraw, jak w polityce; której sztuczki nie rażą go.
Zabrania pochlebstwa jedynie wówczas, gdy nie łączy się z pojęciem
wielkiej potęgi i płynie jedynie z poczucia własnej nikczemności.
Co się tyczy obyczajów, rzekłem, iż wychowanie w monarchii daje im pewną
szczerość. Żąda się tedy prawdy w mowie. Ale czy przez miłość dla samej
prawdy? Zgoła nie. Żąda się jej, gdyż człowiek, który przywykł ją mówić,
wydaje się śmiały i swobodny. W istocie, taki człowiek robi wrażenie
jakoby był zawisły jedynie od rzeczy, a nie od sposobu, w jaki drudzy je
przyjmują.
To sprawia, iż zalecając pilnie ten rodzaj szczerości, świat pogardza
równocześnie szczerością gminu, mającą na celu jedynie prawdę i prostotę.
W monarchii wreszcie wychowanie wymaga w obejściu niejakiej dworności.
Ludzie, zrodzeni, aby żyć razem, mają tym samym obowiązek być sobie
mili; ten, kto by nie strzegł przystojności, rażąc swoje otoczenie,
zohydziłby się do tego stopnia, iż stałby się niezdatny zdziałać
cokolwiek dobrego.
Ale zwyczajnie grzeczność czerpie początek nie z tak czystego źródła.
Rodzi się ona z chęci wyróżnienia się. Jesteśmy grzeczni przez dumę:
pochlebia nam dowieść naszym obejściem, że nie jesteśmy ludźmi lada
jakiego stanu, i że nie wzrośliśmy w kole pospólstwa, którym gardzono we
wszystkich wiekach.
W monarchii osobliwą ojczyzną grzeczności jest dwór. Człowiek nadmiernie
wielki czyni wszystkich innych małymi. Stąd względy, które każdy jest
winien wszystkim; stąd rodzi się grzeczność, pochlebiająca zarówno tym,
którzy są grzeczni, jak tym, dla których są grzeczni, ponieważ każdy w ten sposób zaznacza, iż należy do dworu lub godny jest do niego należeć.
Istota dworu polega na tym, iż człowiek porzuca własną wielkość, aby
przybrać wielkość pożyczoną. Ta pochlebia dworakowi więcej niż jego
własna. Daje ona niejaką pyszną skromność, która promieniuje daleko, ale
której duma maleje nieznacznie, w stosunku do oddalenia od źródła jej
wielkości.
Na dworze objawia się delikatność smaku w każdej rzeczy; płynie ona z nawyków zbytku i wielkiej fortuny, z różnorodności, a zwłaszcza przesytu
uciech, z mnogości, a nawet chaosu konceptów, które, skoro tylko są
przyjemne, zawsze są dobrze widziane.
Te wszystkie rzeczy ma na oku wychowanie, aby utworzyć to, co nazywamy
godnym człowiekiem, posiadającym wszystkie zalety i wszystkie cnoty
wymagane w monarchii.
Tu honor, wnikając wszędzie, wchodzi we wszystkie sposoby myślenia i czucia i powoduje nawet zasadami.
Ten osobliwy honor sprawia, iż cnoty są jedynie tym, czym on chce i jak
chce; stanowi, własną swoją mocą, prawidła dla wszystkich naszych
powinności, rozszerza lub zacieśnia nasze obowiązki wedle swego
zachcenia, czy to mają źródło w religii, w polityce, czy w moralności.
Nie ma w monarchii nic, co by prawo, religia i honor zalecały tak
usilnie jak posłuszeństwo woli władcy. Ale ten sam honor stanowi, iż
władca nie powinien nigdy nakazywać nam czegoś, co by nas bezcześciło,
ponieważ uczyniłoby to nas niezdolnymi do służenia mu.
Crillon odmówił zamordowania księcia de Guize, ale ofiarował Henrykowi
III gotowość pojedynku z tym księciem. Po nocy św. Bartłomieja, kiedy
Karol IX napisał do wszystkich namiestników, aby wymordowali hugonotów,
wicehrabia d'Orte, dowodzący w mieście Bajonnie, odpisał: "Najjaśniejszy
panie, znalazłem wśród mieszkańców i wojska samych dobrych obywateli,
dzielnych żołnierzy, ani jednego zaś kata: dlatego i oni, i ja błagamy
W. K. Mość, aby raczyła użyć naszego życia i ramion do rzeczy możliwych
do spełnienia". Ta wielka i wspaniała dusza uważała nikczemność za rzecz
niemożliwą.
Nie masz nic, co by honor pilniej zalecał szlachcie niż służyć swemu
panu w wojnie: w istocie, jest to szlachetne rzemiosło, gdyż jego
niebezpieczeństwa, powodzenia, nieszczęścia nawet, wiodą do wielkości.
Ale nakładając to prawo, honor chce w nim być sędzią; i jeśli uczuje się
zraniony, każe albo pozwala wycofać się ze służby.
Żąda, aby można było zarówno ubiegać się o godności, jak je odrzucać;
swobodę tę ceni wyżej zgoła niż fortunę.
Honor ma tedy swoje najwyższe prawidła, wychowanie zaś musi stosować się
do nich. Głównym z nich jest, iż wolno nam dbać o swój los, ale
bezwarunkowo nie wolno dbać o życie.
Drugim jest, iż skoro raz zajęliśmy jakieś miejsce, nie godzi się
uczynić ani ścierpieć nic, co by objawiło, iż uważamy się za
niedorosłych do tego miejsca.
Trzecim, iż rzeczy, których honor zabrania, surowiej są wzbronione
wówczas, gdy prawa nie współdziałają w ich potępieniu; te zaś, których
wymaga, ściślej są wymagane, gdy prawo ich nie żąda.
III
O wychowaniu pod rządem despotycznym
Jak wychowanie w monarchii pracuje jeno nad tym, aby podnieść serce, tak
w państwach despotycznych stara się je tylko poniżyć. Musi być ono
służalcze. Korzystne będzie, nawet dla naczelników, otrzymać takie
wychowanie; nikt bowiem nie jest tu tyranem, nie będąc jednocześnie
niewolnikiem.
Nieograniczone posłuszeństwo wymaga ciemnoty u tego, który słucha;
wymaga jej nawet u tego, który rozkazuje. Nie ma on roztrząsać, wątpić,
rozumować; ma jeno chcieć.
W ustroju despotycznym każdy dom jest oddzielnym państwem. Wychowanie,
które zasadza się głównie na życiu z drugimi, jest tu więc bardzo
ograniczone; sprowadza się do tego, aby niecić w sercu lęk i wrazić w umysł świadomość paru zasad religii, niezmiernie prostych. Wiedza byłaby
tu niebezpieczna; współzawodnictwo zgubne: co zaś do cnót, Arystoteles
nie przypuszcza, aby istniała jaka cnota właściwa niewolnikom; co
ograniczyłoby znacznie wychowanie pod tym rządem.
Wychowania więc tam poniekąd nie ma wcale. Trzeba odjąć wszystko, aby
dać coś; zacząć od uczynienia złego obywatela, aby uczynić dobrego
niewolnika.
I po cóż, w istocie, wychowanie miałoby się silić na stworzenie dobrego
obywatela, który by odczuwał publiczne niedole? Gdyby kochał państwo,
miałby pokusę zwolnić sprężyny rządu; gdyby mu się nie powiodło,
zgubiłby się; gdyby mu się powiodło, groziłoby mu to, iż zgubi samego
siebie, władcę i państwo.
IV
Różne wyniki wychowania u starożytnych a u nas
Większość starożytnych ludów żyła w ustroju, który miał za zasadę cnotę;
skoro cnota ta władała w całej mocy, czyniono tam rzeczy, których nie
spotykamy już dzisiaj i które w dziw wprawiają nasze małe dusze.
Wychowanie ich miało jedną jeszcze przewagę nad naszym; nie zadawało
nigdy kłamu samemu sobie. Epaminondas, w ostatnim roku życia, mówił,
słyszał, widział, czynił, to samo, co w wieku, gdy otrzymywał pierwsze
nauki.
Dziś otrzymujemy trzy wychowania, rozmaite lub sprzeczne: rodziców,
nauczyciela i świata. To, czego dowiadujemy się w ostatnim, obala
wszystkie poglądy pierwszego. Pochodzi to poniekąd ze sprzeczności, jaka
istnieje u nas między obowiązkami religii i świata; rzecz, której
starożytni nie znali.
V
O wychowaniu pod rządem republikańskim
Pod rządem republikańskim zwłaszcza potrzebna jest cała siła wychowania.
Lęk przed rządem despotycznym rodzi się sam z siebie wśród gróźb i kar;
honor monarchii wyrasta z namiętności i hoduje je wzajem: ale cnota
obywatelska jest wyrzeczeniem się samego siebie, które jest zawsze
rzeczą bardzo trudną.
Można określić tę cnotę jako miłość praw i ojczyzny. Miłość ta,
wymagająca nieustannego przełożenia dobra publicznego nad własne, wydaje
wszystkie cnoty poszczególne; są one niczym innym, jak właśnie tym
pierwszeństwem.
Miłość ta jest szczególnie właściwa demokracjom. W nich jednych rząd
spoczywa w ręku każdego obywatela. Otóż, rząd jest jak wszystkie rzeczy
na świecie; aby go zachować, trzeba go kochać.
Nikt nigdy nie słyszał, aby królowie nie kochali monarchii lub aby
despota nienawidził despotyzmu.
Wszystko zależy tedy od tego, aby ugruntować w rzeczypospolitej tę
miłość; rozbudzić ją jest głównym celem wychowania. Ale iżby dzieci
mogły ją czuć, istnieje jeden niezawodny sposób: a to, aby ojcowie czuli
ją sami.
Jest zwyczajnie w naszej mocy udzielić dzieciom naszych wiadomości; tym
bardziej możemy im udzielić naszych uczuć.
Jeżeli to się nie dzieje, to stąd, iż wrażenia z zewnątrz niweczą dzieło
rodzicielskiego domu.
Nie wyrodnieje rodzący się lud; ginie dopiero wówczas, kiedy dorośli
mężowie są już skażeni.
VI
O paru urządzeniach u Greków
Starożytni Grecy, świadomi konieczności, aby narody żyjące pod rządem
ludowym chowały się w cnocie, stworzyli, dla rozbudzenia jej, osobliwe
instytucje. Kiedy w Żywocie Likurga widzimy prawa, które dał
Lacedemończykom, mamy uczucie, że czytamy dzieje
Sewerambów16. Prawa Krety były pierwowzorem Sparty; prawa
Platona były udoskonaleniem tego ustawodawstwa.
Proszę zwrócić nieco uwagę na rozległość geniuszu, jaką musieli mieć ci
prawodawcy, aby rozumieć, iż gwałcąc wszystkie przyjęte zwyczaje,
przekształcając wszystkie cnoty, okażą światu swą mądrość. Likurg,
mieszając kradzież z duchem sprawiedliwości, najtwardsze niewolnictwo z największą swobodą, najokrutniejsze uczucia z największym umiarkowaniem,
dał swemu miastu silne podstawy. Zdawałoby się, że mu odjął wszystkie
zasoby, sztuki, handel, pieniądze, mury; ludzie mają tam ambicję bez
nadziei poprawienia losu; mają naturalne uczucia nie będąc synami,
mężami, ojcami; czystość nawet wyzuto z wstydliwości. Tymi to drogami
Sparta kroczy ku wielkości i chwale; z taką nieomylnością w swoich
instytucjach, iż nie można było nic dokonać przeciw niej, wygrywając
bitwy, gdyby jej nie zdołano odebrać formy rządu17.
Kreta i Lakonia rządziły się tymi prawami. Lakonia ostatnia uległa
Macedończykom, Kreta18 zaś była ostatnim łupem Rzymian. Samnici
mieli te same urządzenia, jakoż dali Rzymianom sposobność do dwudziestu
czterech tryumfów.
Tę samą nadzwyczajność, jaką podziwiamy w urządzeniach dawnej Grecji,
widzieliśmy również w kale i skażeniu naszych nowożytnych czasów.
Uczciwy prawodawca wychował lud, w którym uczciwość wydaje się równie
naturalna jak dzielność u Spartanów. P. Penn19 jest prawdziwym
Likurgiem; i mimo że miał na celu pokój tak jak tamten wojnę, podobni są
do siebie w osobliwej drodze, na którą wprowadzili swój naród, we
wpływie swoim na wolnych ludzi, w umiejętności zwyciężenia przesądów, w ujarzmieniu namiętności.
Paragwaj może nam dostarczyć innego przykładu. Chciano poczytać to za
zbrodnię Towarzystwu20, które uważa rozkosz władania za
jedyne szczęście życia; ale zawsze będzie pięknie władać ludźmi dla ich
szczęścia21.
Zaszczytem jest dla oo. jezuitów, iż pierwsi ukazali w owych stronach
ideę religii skojarzoną z ideą ludzkości. Naprawiając spustoszenia
Hiszpanów, podjęli leczenie jednej z największych ran zadanych rodzajowi
ludzkiemu.
Wyborne uczucia, jakie Towarzystwo to żywi dla wszystkiego, co nazywa
honorem, zapał jego dla religii, która o wiele pokorniejszymi czyni
tych, co jej słuchają, niż tych, co ją głoszą, pozwoliły mu podjąć
wielkie rzeczy, i z powodzeniem. Wywabili z głębi lasów rozproszone
ludy, dostarczyli im środków wyżywienia, odziali je; i gdyby tylko
rozwinęli przez to przemysł między ludźmi, już by dużo uczynili.
O ile ktoś zechce zakładać podobne społeczności, niech ustanowi
wspólność dóbr z Republiki Platona, poszanowanie jakiego on żądał dla
bogów, odjęcie od cudzoziemców dla ochrony obyczajów; wreszcie prawo
handlu zastrzeżone dla państwa, a nie dla obywateli: niechaj da nasz
przemysł bez naszego zbytku oraz nasze potrzeby bez naszych pragnień.
Niech usunie pieniądz, którego wynikiem jest, iż zwiększa majątek ludzi
poza granice zakreślone przez naturę; uczy bezpożytecznie zachowywać to,
co się równie bezpożytecznie nagromadziło; mnoży w nieskończoność
pragnienia: poprawia naturę, która nam dała bardzo ograniczone środki
drażnienia naszych namiętności oraz psucia się wzajem.
"Epidamnijczycy22, czując, iż obyczaje ich psują się
przez zetknięcie z barbarzyńcami, wybrali urzędnika, aby prowadził cały
handel w imieniu miasta i dla miasta". W ten sposób handel nie kazi
konstytucji, konstytucja zaś nie pozbawia społeczeństwa korzyści handlu.
VII
W jakim wypadku te osobliwe urządzenia mogą być dobre
Tego rodzaju urządzenia mogą być właściwe w republikach, ponieważ
podstawą ich jest obywatelska cnota. Natomiast aby w monarchii obudzić
poczucie honoru lub też aby wzniecić lęk w ustroju despotycznym, nie
trzeba tylu starań.
Mogą one mieć miejsce jedynie w małym państewku23, gdzie można
dać wykształcenie powszechne i chować cały naród jak jedną rodzinę.
Prawa Minosa, Likurga i Platona przypuszczają osobliwą baczność
wszystkich obywateli na siebie wzajem. Nie można sobie tego obiecywać w zamęcie, zaniedbaniu, w rozległości spraw wielkiego narodu.
Trzeba, jak to powiedziano, wygnać pieniądz z takich społeczności. Ale w wielkich społeczeństwach liczba, rozmaitość, zawikłanie, rozległość
interesów, łatwość zakupów, powolność wymiany, wymagają wspólnej miary.
Aby wszędzie nieść swoją potęgę lub też wszędzie jej bronić, trzeba mieć
to, w czym ludzie wszędzie pomieścili potęgę.
VIII
Wytłumaczenie pewnego paradoksu obyczajowego u starożytnych
Polibiusz, roztropny Polibiusz, powiada, iż trzeba było muzyki, aby
złagodzić obyczaje Arkadów, mieszkających pod smutnym i zimnym niebem;
że mieszkańcy Cynety, którzy gardzili muzyką, przewyższyli w okrucieństwie wszystkich Greków, i że nie było miasta, w którym by
popełniano tyle zbrodni. Platon nie waha się rzec, iż każda najlżejsza
odmiana w muzyce musi sprowadzić wraz odmianę w ustroju państwa.
Arystoteles, który, zdawałoby się, napisał swoją Politykę jedynie po
to, aby przeciwstawić swoje mniemania mniemaniom Platona, godzi się z nim wszakże co do przemożnego wpływu muzyki na obyczaje. Teofrast,
Plutarch, Strabon, wszyscy starożytni rozumieli tak samo. Nie jest to
zgoła pogląd rzucony bez zastanowienia, jest to jedna z zasad ich
polityki24. W ten sposób stanowili prawa, w ten sposób zalecali
władać państwem.
Zdaje mi się, że mógłbym to wytłumaczyć. Trzeba sobie uprzytomnić, że w miastach greckich, tych zwłaszcza, których głównym celem była wojna,
wszystkie prace i rzemiosła zarobkowe uchodziły za niegodne wolnego
człowieka. "Większość rzemiosł - powiada Ksenofon - kazi ciało tych,
którzy je wykonują: każe im trawić życie w mroku lub blisko ognia: taki
człowiek nie ma czasu ani dla przyjaciół, ani dla Rzeczypospolitej".
Dopiero w epoce upadku niektórych demokracji rzemieślnicy zdołali
uzyskać obywatelstwo. Powiada nam to Arystoteles i twierdzi, że nigdy
dobra republika nie da im prawa obywatelstwa.
Rolnictwo było również zatrudnieniem niewolniczym25;
zazwyczaj wykonywał je jakiś ujarzmiony naród: Heloci u Lacedemończyków;
Periecyjczycy na Krecie; Peneści w Tesalii; inne niewolnicze ludy w innych republikach.
Tak samo wszelki pośledni handel był u Greków hańbiący. Wymagał on, aby
obywatel oddawał usługi niewolnikowi, najemcy, cudzoziemcowi: pojęcie to
obrażało ducha wolności greckiej. Toteż Platon żąda w swoich Prawach,
aby karano obywatela, który by uprawiał handel.
Republiki greckie były tedy w wielkim kłopocie; nie chciano, aby
obywatele trudnili się handlem, rolnictwem ani rzemiosłem; nie chciano
także, aby byli bezczynni. Znajdowali zatrudnienie w ćwiczeniach
gimnastycznych oraz mających związek z wojną. Prawo nie dozwalało im
innych. Trzeba uważać Greków za społeczeństwo atletów i zapaśników.
Otóż, te ćwiczenia, tak snadno zdolne uczynić człowieka twardym i dzikim26, wymagały aby je miarkować innymi, zdolnymi złagodzić
obyczaje. Muzyka, która wnika w ducha przez narządy ciała, nadawała się
bardzo do tego. Stanowi ona pośrodek między ćwiczeniami ciała, które
czynią człowieka twardym, a naukami oderwanymi, z których człowiek staje
się odludkiem. Nie można powiedzieć, aby muzyka rodziła cnotę; to by
było niepojęte: ale łagodziła srogość wynikłą z ustroju państwa i przyznawała duszy udział w wychowaniu, którego bez niej by nie miała.
Przypuśćmy, że istniałoby u nas grono ludzi tak rozmiłowanych w polowaniu, że zajmowaliby się nim wyłącznie; to pewna, że wynikłoby stąd
pewne zdziczenie. Gdyby ci sami ludzie nabrali równocześnie smaku do
muzyki, objawiłaby się niebawem różnica w ich zachowaniu i obyczajach.
Słowem, ćwiczenia Greków pobudzały w nich wyłącznie jeden rodzaj
namiętności, srogość, gniew, okrucieństwo. Muzyka natomiast budzi
wszystkie uczucia; daje odczuć duszy słodycz, litość, czułość, lube
wzruszenie. Nowocześni moraliści, którzy tak surowo potępiają teatr,
stwierdzają dowodnie władzę, jaką muzyka ma nad nami.
Gdyby owej społeczności, o której mówiłem, dać jedynie bębny i trąby,
możnaż wątpić, iż gorzej osiągnęłoby się cel niż dając muzykę tkliwą?
Starożytni mieli tedy słuszność, kiedy w pewnych okolicznościach
przekładali jedną tonację nad drugą.
Ale - powie ktoś - dlaczego wyróżniać osobliwie muzykę? Bo ze wszystkich
rozkoszy zmysłów nie masz żadnej innej, która by była tak niewinna dla
duszy. Rumienimy się, czytając w Plutarchu, iż aby łagodzić obyczaje
młodzieży, Tebanie zalecili ustawą rodzaj miłości, który powinien by być
wygnany ze wszystkich narodów świata.
Księga piąta. Iż prawa nadane przez prawodawcę winny być dostosowane do natury rządu
Księga piąta
Iż prawa nadane przez prawodawcę winny być dostosowane do natury rządu
I
Myśl tej księgi
Widzieliśmy, iż prawidła wychowania winny być dostrojone do zasady
każdego rządu. Te, które prawodawca stanowi dla całego społeczeństwa,
również. Ten stosunek praw do podstawowej zasady napina wszystkie
sprężyny rządu, sama zaś zasada czerpie stąd znowuż świeżą siłę. Tak
samo w ruchu fizycznym akcja wywołuje zawsze reakcję.
Zbadamy obecnie ten stosunek w każdym ustroju; zaczniemy od republiki,
której zasadą jest cnota.
II
Co to jest cnota w ustroju politycznym
Cnota w rzeczypospolitej jest to rzecz bardzo prosta; jest to miłość
rzeczypospolitej; uczucie, a nie szereg wiadomości. Najlichszy człowiek
w państwie może mieć to uczucie, tak samo jak najpierwszy. Skoro lud
posiądzie raz dobre zasady, trzyma się ich dłużej niż tak zwane wyższe
towarzystwo. Rzadko zepsucie zaczyna się od ludu. Często właśnie z niedostatku swej oświaty czerpie on silniejsze przywiązanie do
istniejącego stanu rzeczy.
Miłość ojczyzny prowadzi do zacności obyczajów; zacność zaś obyczajów do
miłości ojczyzny. Im mniej możemy zaspakajać swoje osobiste namiętności,
tym bardziej poświęcamy się powszechnym. Dlaczego mnisi tak kochają swój
zakon? Właśnie z przyczyny, która im go czyni nieznośnym. Reguła
pozbawia ich wszystkich rzeczy, na których zwykle skupiają się,
pozostaje im tedy namiętność do tej reguły, która ich trapi. Im jest
surowsza, to znaczy im bardziej powściąga ich skłonności, tym więcej
daje siły tym, które im zostawia.
III
Czym jest miłość republiki w demokracji
Miłość republiki w demokracji jest miłością demokracji; miłość
demokracji jest miłością równości.
Miłość demokracji jest również miłością pomierności. Ponieważ każdy ma
tam zażywać jednakiego szczęścia i przywilejów, każdy tym samym powinien
kosztować tych samych przyjemności i żywić te same nadzieje: co jest
możliwe jedynie przy powszechnym umiarkowaniu.
Miłość równości ogranicza w demokracji ambicję do jednego pragnienia,
jednego szczęścia, a mianowicie aby oddać ojczyźnie większe usługi niż
inni. Wszyscy nie mogą jej oddać równych usług; ale wszyscy po równi
winni jej służyć. Rodząc się, każdy zaciąga względem niej olbrzymi dług,
z którego nigdy nie może się wypłacić.
Tak więc wyróżnienia rodzą się tam z zasady równości, wówczas nawet,
kiedy wydaje się naruszona przez szczęśliwe usługi albo przewagę
talentów.
Miłość pomierności ogranicza chęć posiadania do troski o to, co
niezbędne dla rodziny, a również o to, co jest zbytkiem dla ojczyzny.
Bogactwa dają potęgę, której obywatel nie może zużyć dla siebie; nie
byłoby bowiem równości. Dostarczają uciech, których również nie powinien
zażywać, ponieważ tak samo byłyby obrazą równości.
Tak więc prawdziwa demokracja, przepisując pomierność w domu, otwarła
drzwi wydatkom publicznym, jak w Atenach i w Rzymie. Wspaniałość i dostatek rodziły się tam z samegoż umiarkowania; jak religia żąda, aby
ręce były czyste, gdy mają składać ofiarę bogom, tak samo prawa żądały
wstrzemięźliwości obyczajów, aby można było świadczyć ojczyźnie.
Rozsądek i szczęście obywateli zasadza się w znacznym stopniu na
mierności talentów i fortun. Republika, w której prawa wytworzyły wielu
ludzi miernych, będąc złożona z ludzi roztropnych, będzie rządziła
roztropnie; złożona z ludzi szczęśliwych, będzie bardzo szczęśliwa.
IV
Jak wszczepia się miłość równości i pomierności
Miłość równości i miłość pomierności czerpią znaczną pobudkę w samej
równości i umiarkowaniu, kiedy żyjemy w społeczeństwie, gdzie prawa
ustanowiły i jedno, i drugie.
W monarchii i w państwach despotycznych nikt nie dąży do równości; nie
przychodzi to nawet na myśl; każdy dąży do wyższości. Ludzie najniższych
stanów pragną z nich wyjść jedynie po to, aby się stać panami drugich.
Tak samo z pomiernością. Aby ją kochać, trzeba jej zakosztować. Ludzie
zepsuci rozkoszami nie będą pewnie kochać pomiernego życia; gdyby to
było naturalne i pospolite, Alcybiades nie budziłby podziwu świata. Toż
samo ci, którzy zazdroszczą zbytku innym albo podziwiają go, nie będą
kochać pomierności; ci, którzy mają przed oczami jedynie ludzi bogatych
lub też nędznych jak oni, nienawidzą swojej nędzy, nie kochając ani nie
znając tego, co stanowi kres nędzy.
Jest to zatem bardzo prawdziwa maksyma, iż aby obywatele republiki
kochali równość i pomierność, trzeba, aby prawa je ustanowiły.
V
Jak w demokracji prawa stanowią równość
Niektórzy starożytni prawodawcy, jak Likurg j Romulus, podzielili równo
ziemie. To mogło się stać jedynie przy zakładaniu nowej republiki; lub
też kiedy dawna była skażona, a umysły w takim stanie, iż biedni czuli
się zniewoleni szukać takiego lekarstwa, a bogaci ścierpieć je.
Jeżeli prawodawca, czyniąc taki podział, nie daje równocześnie praw, aby
go utrzymać, wznosi budowlę jedynie przemijającą; nierówność wejdzie tą
stroną, której prawa nie bronią, rzeczpospolita będzie zgubiona.
Trzeba tedy, aby w tym przedmiocie uregulowano posagi, darowizny,
spadki, testamenty, wreszcie wszystkie sposoby zawierania umów. Gdyby
bowiem wolno było dać swój majątek komu i jak się chce, każda
poszczególna wola zmąciłaby postanowienie zasadniczego prawa.
Solon, który w Atenach pozwolił zapisywać mienie testamentem
komukolwiek, o ile ktoś nie miał dzieci, był w sprzeczności z dawnymi
prawami, nakazującymi, aby majątek pozostał w rodzinie testatora, i był
również w sprzeczności z własnym prawem; kasując bowiem długi, dążył do
równości.
Dobre dla demokracji było prawo, które broniło posiadania dwóch
dziedzictw27. Czerpało ono początek z równego podziału ziem i części przydzielonych każdemu. Prawo nie chciało, aby jeden człowiek
posiadał kilka części.
Prawo, które nakazywało, aby najbliższy krewny zaślubił dziedziczkę,
płynęło z podobnego źródła. Ustanowiono je u Żydów po takimż samym
podziale. Platon, który opiera prawa na tym podziale, również je
stanowi; było to prawo ateńskie.
Istniało w Atenach prawo, w którego ducha nie wiem czy kto wejrzał. Było
dozwolone zaślubić siostrę przyrodnią po ojcu, nie zaś po matce28.
Zwyczaj ten miał swoje źródło w republikach, w których duchu było nie
skupiać na jednej głowie dwóch cząstek ziemi, a tym samym dwóch
ojcowizn. Kiedy ktoś żenił się z siostrą po ojcu, mógł mieć tylko jedną
ojcowiznę, po ojcu: natomiast kiedy zaślubiał siostrę swą po matce,
mogłoby się zdarzyć, iż ojciec tej siostry, nie synów, zostawił jej
dziedzictwo; tym samym brat, który ją zaślubił, miałby dwie ojcowizny.
Niech mi nikt nie przeciwstawia tego, co mówi Filon, iż gdy w Atenach
wolno było pojąć siostrę po ojcu, nie zaś po matce, w Sparcie,
przeciwnie, wolno było poślubić siostrę po matce, a nie po ojcu. Czytam
bowiem w Strabonie, iż kiedy w Lakonii siostra wyszła brata, otrzymywała
jako posag połowę części. Jasne jest, że to drugie prawo ustanowiono
dlatego, aby zapobiec ujemnym następstwom pierwszego. Iżby rodowy
majątek siostry nie przeszedł na rodzinę brata, dawano siostrze w posagu
połowę ojcowizny braterskiej.
Seneka, mówiąc o Silanie, który zaślubił siostrę, powiada, iż w Atenach
swoboda była w tym ograniczona, w Aleksandrii zaś powszechna. Pod rządem
samowładnym nie chodziło zgoła o utrzymanie podziału dóbr.
Dla utrzymania tego rozdziału ziemi w demokracji skuteczne było też
prawo, aby ojciec, posiadający więcej dzieci, wybrał jedno dziedziczące
po nim jego część, inne zaś oddał drogą adoptacji komuś, kto nie miał
dzieci, iżby liczba obywateli zawsze trzymała równy krok z liczbą
działów.
Faleas z Chalcedonu też wymyślił sposób zrównania majątków w republice,
tam gdzie nie były równe. Żądał, aby bogaci dawali posagi biednym, a nie
otrzymywali ich wzajem; aby biedni otrzymywali pieniądze za córki, a nie
dawali ich. Ale nie widziałem, aby która republika przyjęła takie
urządzenie. Stawia ono obywateli w warunki tak wybitnej nierówności, iż
znienawidziliby tęż samą równość, którą silono by się wprowadzić. Dobrze
jest niekiedy, aby prawa nie szły tak jawnie i prosto do zamierzonego
celu.
Mimo iż w demokracji prawdziwa równość jest duszą państwa, wprowadzenie
jej jest wszakże tak trudne, iż nadmierna w tym ścisłość nie zawsze
byłaby na miejscu. Wystarczy, aby ustanowiono miarę29, która
zmniejsza lub ustala różnice aż do pewnego punktu; po czym rzeczą
poszczególnych praw jest równać, iż tak rzekę, nierówności za pomocą
ciężarów nakładanych bogaczom, a ulg przyznawanych biednym. Jedynie
mierne bogactwa zdołają się temu poddać i ścierpieć takie wyrównania; co
się tyczy bowiem nieumiarkowanych fortun, uważają one sobie za krzywdę
najmniejszy niedobór w potędze i honorach.
W demokracji wszelka nierówność powinna wypływać z natury demokracji i z samej zasady równości. Na przykład: można się obawiać, aby ludzie
zmuszeni, aby wyżyć, oddawać się ustawicznej pracy, nie ucierpieli
zbytnio w swoim bycie przez sprawowanie urzędu lub też nie zaniedbywali
jego obowiązków; aby rękodzielnicy nie wzrośli w zbytnią dumę; aby zbyt
liczni wyzwoleńcy nie stali się potężniejsi od dawnych obywateli. W tych
wypadkach można w demokracji znieść równość między
obywatelami30 dla pożytku demokracji. Ale wówczas naruszamy
jedynie równość pozorną: obywatel bowiem, który by się zrujnował na
urzędzie, znalazłby się w gorszym położeniu niż inni; o ile by zaś był
zmuszony zaniedbywać obowiązki swego urzędu, postawiłby innych obywateli
w położenie gorsze niż jego własne, itd.
VI
Jak prawa powinny podtrzymywać w demokracji pomierność życia
W dobrze urządzonej demokracji nie wystarcza, aby cząstki ziemi były
równe; trzeba, aby były małe, jak u Rzymian. "Niech Bóg broni - mówił
Kuriusz do żołnierzy31 - aby obywatel uważał za małą cząstkę
tyle ziemi, ile trzeba do wyżywienia człowieka".
Tak jak równość majątków utrzymuje mierność życia, tak znowuż mierność
życia utrzymuje równość majątków. Mimo iż są to rzeczy różne, z natury
ich wypływa, że jedna nie może istnieć bez drugiej: każda z nich jest
przyczyną i skutkiem; jeżeli jedna z nich zaniknie w ustroju
demokratycznym, druga natychmiast podąża za nią.
Prawda, iż kiedy demokracja wspiera się na handlu, może się snadno
zdarzyć, iż poszczególne osoby posiadają wielkie bogactwa, obyczaje zaś
nie ulegną skażeniu. To płynie stąd, iż duch handlu pociąga z sobą ducha
wstrzemięźliwości, oszczędności, umiarkowania, pracy, roztropności,
spokoju, porządku i statku. Tak więc póki ten duch istnieje, bogactwa,
które rodzi, nie mają złych następstw. Zło zaczyna się dopiero wtedy,
kiedy nadmiar owych bogactw niszczy ducha handlu; nagle rodzą się
wybryki nierówności, mimo iż na razie nie dały się jeszcze uczuć.
Aby utrzymać ducha handlu, trzeba, aby znamienitsi obywatele uprawiali
go osobiście; aby ten duch panował wyłącznie, nie pokrzyżowany żadnym
innym; aby wszystkie prawa go wspierały; aby też same prawa, za pomocą
swoich ustaw, dzieląc majątki, w miarę jak handel je powiększa,
zapewniały każdemu ubogiemu obywatelowi tyle dobrobytu, aby mógł
pracować jak drudzy, każdego zaś bogatego sprowadzały do takiej
mierności, aby musiał pracować dla zachowania lub nabycia mienia.
W republice handlowej bardzo mądrym prawem jest to, które przyznaje
wszystkim dzieciom równą część w dziedzictwie ojca. Z tego wynika, iż
choćby ojciec zgromadził największy majątek, dzieci, zawsze uboższe od
niego, muszą się ograniczać w zbytku i pracować jak on. Mówię jedynie o republikach handlowych; w innych bowiem prawodawca musi mieć na oku
wiele innych względów32.
W Grecji istniały dwa rodzaje republik. Jedne żołnierskie jak Sparta;
drugie handlowe jak Ateny. W jednych nakazywano, aby obywatele żyli w bezczynności; w drugich starano się wszczepić zamiłowanie do pracy.
Solon uważa bezczynność za zbrodnię i żąda, aby każdy obywatel zdawał
sprawę ze sposobu, w jaki zarabia na życie. W istocie, w dobrej
demokracji, gdzie powinno się wydawać jedynie na to, co potrzebne, każdy
powinien mieć na tyle; od kogóż by bowiem dostał?
VII
Inne sposoby wspierania zasady demokracji
Nie we wszystkich demokracjach da się ustanowić równy podział ziem.
Istnieją okoliczności, w których podobne urządzenie byłoby niewykonalne,
niebezpieczne i naruszałoby nawet ustrój państwa. Nie zawsze wskazane są
skrajne drogi. Jeżeli widzimy w jakimś demokratycznym ustroju, że ten
podział, który ma wpływać zbawiennie na obyczaje, nie odpowiada celowi,
trzeba się uciec do innych sposobów.
Jeżeli się ustanowi jakieś stałe ciało, będące samo z siebie wzorem
obyczajów; senat, do którego dają wstęp wiek, cnota, powaga, zasługi; w takim razie senatorowie, widni oczom ludu niby obraz bóstwa, będą
budzili uczucia, które przenikną do wszystkich domów.
Trzeba zwłaszcza, aby ten senat trzymał się silnie dawnych urządzeń i przestrzegał, by lud i urzędnicy nie oddalali się od nich nigdy.
Wielce użyteczne dla obyczajów jest, aby się trzymać dawnych tradycji.
Widzimy, iż ludy rozwiązłe rzadko dokonały wielkich rzeczy: nie tworzyły
społeczeństw, nie zakładały miast, nie stanowiły praw; przeciwnie te,
które się rządziły prostym i surowym obyczajem, rozszerzały się i umacniały; przywoływać tedy lud do dawnych zasad, znaczy zwykle
sprowadzać go do cnoty.
Co więcej: o ile zaszła odmiana i nadano państwu inną postać, nie mogło
się to stać inaczej, niż przy pomocy nieskończonych prac i trudów,
rzadko zaś przy bezczynności i rozwiązłych obyczajach. Ci sami, którzy
sprawili rewolucję, chcieli dać zażywać jej owoców; a nie mogli tego
osiągnąć inaczej niż za pomocą dobrych praw. Dawne urządzenia są tedy
zazwyczaj poprawą; nowe nadużyciem. W ciągu długiego rządu idzie się ku
złemu niedostrzegalnym spadkiem, wraca się zaś ku dobremu jedynie
wysiłkiem.
Zachodziła niepewność, czy członkowie wspomnianego wyżej senatu mają być
dożywotni, czy też obierani na jakiś czas. Oczywiście, że powinni być
obierani na całe życie, jak to bywało u Rzymian33, w Sparcie34, a nawet w Atenach. Nie trzeba bowiem mieszać tego, co
w Atenach nazywało się senatem (które to ciało zmieniało się co trzy
miesiące), z Areopagiem, którego członków mianowano na całe życie, jako
ustawiczne wzory.
Zasada ogólna: w senacie ustanowionym po to, aby był wzorem, i można
rzec, piastunem obyczajów, senatorowie powinni być wybierani na całe
życie; w senacie przeznaczonym dla załatwiania spraw senatorowie mogą
się zmieniać.
Duch, powiada Arystoteles, starzeje się jak i ciało. Uwaga ta dobra jest
tylko w odniesieniu do jednego urzędnika, nie może się zaś odnosić do
całego zebrania senatorów.
Oprócz Areopagu istnieli w Atenach strażnicy obyczajów i strażnicy
praw35. W Sparcie wszyscy starcy byli cenzorami. W Rzymie dwaj
osobni urzędnicy sprawowali cenzurę. Jak senat czuwa nad ludem, tak
cenzorowie winni mieć oko na lud i na senat. Trzeba, aby doprowadzali do
porządku to, co się zepsuło, aby stwierdzali opieszałość, sądzili
zaniedbania i poprawiali błędy, tak jak prawa karzą zbrodnie.
Prawo rzymskie, które postanowiło, aby kara za cudzołóstwo była
publiczna, cudownie przyczyniało się do zachowania czystości obyczajów;
budziło lęk w kobietach, jak również w tych, którzy mieli czuwać nad
nimi.
Nic tak skutecznie nie strzeże obyczajów jak nadzwyczajna uległość
młodzieży względem starców. Jedni i drudzy trzymają się w ten sposób w szrankach; młodzi przez szacunek dla starców, starzy przez szacunek dla
samych siebie.
Nic nie daje większej siły prawom niż nadzwyczajna uległość obywateli
wobec urzędników. "Wielka różnica, którą Likurg stworzył między Spartą a wszystkimi innymi miastami - powiada Ksenofon - polega na tym, iż przede
wszystkim sprawił, aby obywatele byli posłuszni prawom; biegną, skoro
władza ich wezwie. W Atenach natomiast zamożny człowiek byłby w rozpaczy, gdyby ktoś mniemał, że on zależy od urzędnika".
Władza ojcowska jest również bardzo użyteczna dla obyczajów.
Wspomnieliśmy już, że republika nie posiada siły równie poskramiającej,
jaką mają inne rządy. Trzeba zatem, aby prawa starały się to uzupełnić:
czynią to za pomocą powagi ojcowskiej.
W Rzymie ojcowie mieli prawo życia i śmierci nad dziećmi36. W Sparcie każdy ojciec miał prawo skarcić dziecko drugiego.
Władza ojcowska zginęła w Rzymie wraz z republiką. Monarchia, w której
obyczaje tak czyste nie są pożądane, żąda, aby każdy podlegał władzy
urzędników.
Prawa rzymskie, które przyzwyczaiły młodych ludzi do zależności,
ustanowiły długą małoletność. Może popełniliśmy błąd, przejmując ten
obyczaj: w monarchii nie ma potrzeby takiego skrępowania.
Ta sama zasada posłuchu żądała w republice, aby ojciec był, przez całe
życie, panem mienia swoich dzieci, jak to ustanowiono w Rzymie. Ale to
nie jest w duchu monarchii.
VIII
Jak w arystokracji prawa powinny być w zgodzie z zasadą rządu
Jeżeli w arystokracji lud jest cnotliwy, będzie w niej zażywał niemal
tego samego szczęścia co pod rządem ludowym i państwo wzrośnie w potęgą.
Ale ponieważ rzadkie jest, aby tam, gdzie dobrobyt obywateli jest tak
nierówny, kwitła zbytnio cnota, trzeba, aby prawa starały się stworzyć,
o ile w ich mocy, ducha umiarkowania, aby starały się przywrócić tę
równość, którą ustrój państwa siłą rzeczy usuwa.
Duch umiarkowania - oto, co w państwie arystokratycznym nazywa się
cnotą; zajmuje on miejsce ducha równości państw ludowych.
O ile przepych i wspaniałość, które otaczają królów, stanowią cząstkę
potęgi tronu, skromność i prostota obejścia stanowią siłę
arystokratycznej szlachty37. Kiedy nie szuka żadnego
wyróżnienia, kiedy się miesza z ludem, kiedy się ubiera jak on, kiedy
daje mu dzielić wszystkie swoje przyjemności, lud zapomina o swej
niemocy.
Każdy rząd ma swoją przyrodę i swoją zasadę istnienia. Nie trzeba tedy,
aby rząd arystokratyczny przejmował naturę i zasadę monarchii; a to
miałoby miejsce, gdyby szlachta posiadała jakoweś przywileje osobiste i poszczególne, odrębne od przywilejów swego stanu. Przywileje winny być
dla senatu, a prosty szacunek dla senatorów.
Dwa są główne źródła nieporządku w państwach arystokratycznych: zbytnia
nierówność między rządzącymi a rządzonymi; i taż sama nierówność między
członkami rządzącego ciała. Z tych dwóch nierówności rodzą się
nienawiści i zazdrości, którym prawa winny zapobiegać lub je poskramiać.
Pierwsza nierówność zachodzi zwłaszcza wówczas, kiedy przywileje możnych
są zaszczytne jedynie tym, iż są hańbiące dla ludu. Takim było w Rzymie
prawo, które broniło patrycjuszom zawierać małżeństw z plebejuszami; co
miało tylko ten skutek, iż pomnożyło pychę z jednej strony, a nienawiść
z drugiej. Trzeba widzieć, jakie przewagi wyciągnęli z tego trybuni w swoich mowach.
Ta sama nierówność istnieje wówczas, kiedy zachodzą między obywatelami
różnice co do ciężarów; co może się dziać w czworaki sposób: kiedy
szlachta zagarnie sobie przywilej nie płacenia podatków38;
kiedy się dopuszcza szalbierstw, aby się uchylić od płacenia; kiedy
zgarnia je dla siebie pod pozorem nagród albo pensji za piastowane
urzędy; wreszcie kiedy nakłada ciężary na lud i dzieli między siebie
podatki płynące z tego źródła. Ten ostatni wypadek jest rzadki; w takim
wypadku arystokracja jest najuciążliwszym ze wszystkich rządów.
Rzym, wówczas gdy skłaniał się do arystokracji, uniknął doskonale tych
niedogodności. Urzędnicy nie pobierali żadnego wynagrodzenia za urząd.
Znamienitsi obywatele byli opodatkowani tak samo jak inni, a nawet
więcej: niekiedy nawet oni jedni. Wreszcie, nie tylko nie starali się
dzielić między siebie dochodów państwowych, ale wszystko, co mogli
wyciągnąć ze skarbu publicznego, wszystko, co sami posiadali z łaski
losu, dzielili między lud, iżby im wybaczono ich zaszczyty.
Jest to zasadniczy pewnik, iż tak samo jak rozdawanie między lud pociąga
zgubne następstwa w demokracji, tak samo ma ono dobre skutki pod rządem
arystokratycznym. W pierwszym wypadku niszczy ducha obywatelskiego, w drugim podnosi go.
O ile się nie rozdziela dochodów między lud, trzeba mu dać poznać, że
się nimi dobrze zarządza: pokazać mu je, to znaczy do pewnego stopnia
dać mu ich używać. Ów łańcuch złoty, który się rozpinało w Wenecji;
bogactwa, które obnosiło się w Rzymie podczas tryumfu; skarby, które
przechowywano w świątyni Saturna, to były, w istocie, bogactwa ludu.
Zasadnicze zwłaszcza w ustroju arystokratycznym jest, aby szlachta nie
ściągała podatków. Pierwszy stan w Rzymie nie zajmował się tym;
powierzono to drugiemu; a i to nawet pociągnęło za sobą znaczne
niedogodności. W arystokracji, w której szlachta ściągałaby podatki,
wszyscy mieszkańcy byliby zdani na łaskę spekulantów; nie byłoby
wyższego trybunału dla skarcenia ich. Ci, którym by powierzano tępienie
nadużyć, woleliby raczej z nich korzystać. Szlachta poczynałaby sobie
jak monarchowie w państwach despotycznych, którzy konfiskują majątek,
czyj się im spodoba.
Niebawem zyski czerpane z tego źródła zaczęliby uważać za swoje mienie,
które chciwość powiększałaby wedle zachcenia. Przywiedziono by do upadku
dzierżawy, sprowadzono by dochody publiczne do zera. W ten to sposób
niektóre państwa, nie doznawszy żadnego widomego ciosu, popadają w niemoc, która dziwi sąsiadów i zdumiewa nawet samych obywateli.
Trzeba, aby prawa broniły im również handlu; tak uprzywilejowani kupcy
stworzyliby wszelakiego rodzaju monopole. Handel jest rzemiosłem ludzi
równych; wśród państw despotycznych, najnieszczęśliwsze są te, gdzie
monarcha jest kupcem.
Prawa weneckie bronią szlachcie handlu, który mógłby im dać, nawet w godziwy sposób, nadmierne bogactwa.
Prawa winny używać najskuteczniejszych środków, aby szlachta obchodziła
się sprawiedliwie z ludem. O ile nie ustanowiły trybuna, trzeba, aby
same były trybunem.
Wszelkiego rodzaju ochrona przed wykonaniem praw gubi arystokrację:
tyrania jest wówczas bardzo blisko.
Powinny one, w każdym czasie, gnębić butę i chęć panowania. Trzeba, aby
istniał, co jakiś czas lub stale, urzędnik, który by przyprawiał
szlachtę o drżenie, jak eforowie w Sparcie, jak inkwizytorowie w Wenecji; urzędy niepodlegające żadnym formalnościom. Ten ustrój rządu
wymaga bardzo gwałtownych środków działania. Kamienna paszcza39
otwarta jest w Wenecji dla każdego donosiciela; można rzec, paszcza
tyranii.
Owe tyrańskie urzędy w arystokratycznym rządzie pokrewne są urzędowi
cenzorów w demokracji, który, z natury swojej, nie mniej jest
niezależny. W istocie, cenzorów nie należy poddawać dochodzeniu co do
sposobu, w jaki sprawowali cenzurę; trzeba ich darzyć zaufaniem, nigdy
nie zniechęcać. Rzymianie byli w tym godni podziwu; można było
wszystkich urzędników40 pociągać do odpowiedzialności za ich
postępowanie, wyjąwszy cenzorów.
Dwie rzeczy zgubne są w rządzie arystokratycznym; zbytnie ubóstwo
szlachty oraz jej nadmierne bogactwa. Aby uchronić szlachtę od ubóstwa,
trzeba zwłaszcza skłaniać ją zawczasu do płacenia długów. Aby umiarkować
jej bogactwa, trzeba mądrych i nieznacznych postanowień; nie konfiskat,
nie praw rolnych, nie unieważniania długów, które wyrządzają
nieskończenie wiele złego.
Prawa winny usunąć wśród szlachty prawo starszeństwa41;
iżby przez ustawiczny podział ojcowizny majątki utrzymywały się w równowadze.
Nie powinno być substytucji, praw odkupu, majoratów, adopcji. Wszystkie
środki wymyślone dla utrwalenia wielkości rodów w monarchii nie mogą
mieć zastosowania w arystokracjach42.
Skoro prawa zrównały rodziny, pozostaje im utrzymać spójność miedzy
nimi. Spory między szlachtą należy szybko rozstrzygać; inaczej zwady
pojedynczych osób stają się zwadami rodzin. Sądy rozjemcze winny kłaść
koniec procesom lub zapobiec ich powstaniu.
Wreszcie nie trzeba, aby prawa uświęcały różnice, które próżność
wytwarza między rodzinami, pod pozorem lepszego szlachectwa lub jego
dawności; to powinno być pomieszczone w rzędzie małostek prywatnych.
Wystarczy obrócić oczy na Spartę; ujrzymy jak eforowie umieli gnębić
słabostki królów, panów i ludu.
IX
W jaki sposób w monarchii prawa zgodne są ze swą zasadą
Ponieważ honor jest zasadą tego rządu, prawa powinny zmierzać ku niemu.
Trzeba, aby pracowały nad podtrzymaniem tego szlachectwa, którego honor
jest, można powiedzieć, dzieckiem i ojcem.
Trzeba, aby je uczyniły dziedzicznym; nie iżby było granicą między
potęgą monarchy a słabością ludu, ale aby było węzłem między nimi.
Naznaczania dziedzica (substytucje), które utrzymują majętności w rodzinie, będą bardzo użyteczne w tej formie rządu, mimo iż nie są
właściwe w innych.
Prawo odkupu wróci szlacheckim rodzinom ziemie, które rozrzutność
jednego z krewniaków rozproszyła.
Dobra szlacheckie będą zażywały przywilejów podobnie jak osoby. Nie
można oddzielić godności monarchy od godności królestwa; tak samo nie
można oddzielić godności szlachcica od godności jego lenna.
Wszystkie te przywileje będą przysługiwały tylko szlachcie; nie należy
ich rozciągać na lud, o ile się nie chce naruszyć zasady rządu, o ile
się nie chce uszczuplić siły szlachty i samego ludu.
Substytucje krępują handel; prawo odkupu pociąga za sobą mnogość
nieuniknionych procesów; wszystkie zaś sprzedane dobra państwowe są co
najmniej, pod pewnym względem, przez rok bezpańskie. Przywileje lenna
tworzą władzę bardzo uciążliwą dla tych, którzy ją cierpią. Są to
poszczególne niedogodności szlachectwa, które nikną wobec powszechnego
pożytku, jaki ono przynosi. Ale kiedy się je przenosi na lud, narusza
się bezużytecznie wszystkie zasady.
Można w ustroju monarchicznym pozwolić, aby główna część majątku
przypadała jednemu z synów; przywilej taki jest nawet zbawienny tylko w tym ustroju.
Trzeba, aby prawa popierały wszelki handel43, jaki ustrój tego
rządu może dopuścić; iżby poddani mogli, bez własnej zagłady, czynić
zadość wciąż odradzającym się potrzebom monarchy i jego dworu.
Trzeba, aby prawa wprowadziły jakiś porządek w ściąganie podatków, iżby
sposób ich ściągania nie był dotkliwszy niż same ciężary.
Nadmiar ciężarów wytwarza zrazu pracę; praca przygnębienie;
przygnębienie lenistwo.
X
O szybkości wykonania w ustroju monarchicznym
Monarchia ma jedną wielką przewagę nad republiką: ponieważ sprawy
prowadzi jeden człowiek, wykonanie jest szybsze. Ale ponieważ ta
szybkość mogłaby się wyrodzić w pospieszność, prawa muszą wprowadzić tu
niejaką zwłokę. Winny one nie tylko współdziałać z przyrodą każdego
państwowego ustroju, ale także zapobiegać nadużyciom, które mogłyby
wyniknąć z tej przyrody.
Kardynał Richelieu zaleca unikać w monarchii cierni ciał zbiorowych,
które w każdej rzeczy piętrzą trudności. Gdyby ten człowiek nie miał
despotyzmu w sercu, miałby go w głowie.
Ciała, którym powierzono stróżę praw, najbardziej są posłuszne swemu
powołaniu, kiedy się posuwają powolnym krokiem i kiedy w sprawy tyczące
monarchy wnoszą owo zastanowienie, jakiego nie można się spodziewać po
dworze, mało zazwyczaj oświeconym w tej mierze i pospiesznym w swych
radach.
W co by się obróciła najpiękniejsza monarchia, gdyby urzędnicy, przez
swą powolność, przez swoje skargi, prośby, nie powstrzymali biegu nawet
samych cnót monarchy, kiedy ów, radząc się tylko swej wielkiej duszy,
chciałby nagradzać bez granic usługi oddane z męstwem i wiernością
również bez granic?
XI
O wyborności rządu monarchicznego
Monarchia ma wielką przewagę nad rządem despotycznym. Ponieważ w naturze
jej leży, aby poniżej monarchy istniały różnorakie stany związane z ustrojem państwa, państwo jest bardziej stałe, ustrój jego trudniejszy
do zachwiania, osoba tych, którzy sprawują rządy, bezpieczniejsza.
Cycero sądzi, iż ustanowienie trybunałów w Rzymie było zbawieniem
rzeczypospolitej. "Zaiste - powiada - potęga ludu, który nie posiada
przywódcy, bardziej jest groźna. Przywódca czuje, iż sprawa opiera się
na nim, zastanawia się: ale lud w swojej porywczości nie zna
niebezpieczeństwa, w które się rzuca". Można zastosować tę uwagę do
państwa despotycznego, które jest ludem bez trybunów; i do monarchii,
gdzie lud posiada poniekąd trybunów.
W istocie, widzimy wszędzie, iż w zamieszkach pod rządem despotycznym
lud, prowadzony sam przez siebie, zachodzi zawsze tak daleko, jak tylko
możebne; wybryki, jakich się dopuszcza, nie mają granic; gdy w monarchii
bardzo rzadko rzeczy dochodzą do ostateczności. Przywódcy lękają się o samych siebie; lękają się, aby ich nie opuszczono; potęgi pośrednie,
zależne od tronu, nie chcą, aby lud nadto wziął górę. Rzadko zdarza się,
aby stany państwa były zupełnie skażone. Monarcha zespolony jest z tymi
stanami; buntownicy zaś, którzy nie mają ani chęci, ani nadziei obalenia
państwa, nie mogą ani nie chcą obalić monarchy.
W tych okolicznościach roztropni i poważni ludzie występują jako
pośrednicy; strony wchodzą w porozumienie, układają się, reformują;
prawa znów przychodzą do mocy i posłuchu.
Toteż wszystkie nasze dzieje pełne są wojen domowych bez rewolucji;
dzieje państw despotycznych pełne są rewolucji bez wojen domowych.
Ci, którzy pisali historię wojen domowych w niektórych państwach, ci
nawet, którzy je wzniecali, dowodzą jasno, iż powaga, jaką monarchowie
zostawiają niektórym stanom dla swej służby, nie powinna im być
podejrzana. Nawet w swoim zbłąkaniu, stany te wzdychały jeno do praw i do swoich obowiązków, i raczej hamowały gorączkę i nagłość buntowników,
niźli ich wspomagały.
Kardynał Richelieu, rozumiejąc może, iż nazbyt poniżył stany państwa,
odwołuje się, dla skrzepienia tegoż, do cnót monarchy i jego ministrów;
i wymaga od nich tylu rzeczy, iż, w istocie, chyba anioł mógłby mieć
tyle rozwagi, tyle rozumu, stałości, wiedzy. Trudno, zaiste, spodziewać
się, aby od dziś aż do upadku wszelkich monarchii mógł się znaleźć
podobny władca i minister.
Jak ludy, które żyją pod dobrymi prawami, są szczęśliwsze niż te, które
bez ustaw i bez wodza błądzą po lasach, tak monarchowie, którzy żyją pod
zasadniczymi prawami swego państwa, szczęśliwsi są niż despoci,
niemający nic, co by mogło miarkować serce ich ludu i ich własne.
XII
Dalszy ciąg tego samego przedmiotu
Niechaj nikt nie szuka wielkoduszności w państwach despotycznych; władca
nie może tam użyczyć wielkości, której sam nie posiada: nie masz u niego
chwały.
W monarchiach jedynie widzimy, jak dokoła księcia poddani przyjmują jego
promienie. Tam to każdy, zajmując, aby tak rzec, więcej miejsca, może
uprawiać owe cnoty, które dają duszy nie niepodległość wprawdzie, ale
wielkość.
XIII
Istota despotyzmu
Kiedy dzicy w Luizjanie chcą mieć owoc, ścinają drzewo przy samej ziemi
i zrywają owoc. Oto rząd despotyczny.
XIV
W jaki sposób prawa zgodne są z zasadą rządu despotycznego
Zasadą rządu despotycznego jest lęk; toż ludom wystraszonym,
nieświadomym, zgnębionym nie potrzeba wielu praw.
Wszystko kręci się tam koło paru pojęć: nie trzeba tedy nowych. Skoro
kształcicie zwierzę, uważacie pilnie, aby nie zmieniać mu pana, nauki i chodu; wbijacie mu w mózg dwa lub trzy poruszenia, nie więcej.
Skoro władca jest zamknięty, nie może wyjść z koła rozkoszy, nie
wtrącając w rozpacz wszystkich, którzy go w nim utrzymują. Nie mogą
ścierpieć, aby jego osoba i władza przeszły w inne ręce. Rzadko tedy
prowadzi wojnę osobiście, lęka się zaś prowadzić ją przez swoich
namiestników.
Podobny władca, przywykły nie spotykać w swoim pałacu żadnego oporu,
oburza się, kiedy mu ktoś stawia opór z bronią w ręku: zwykle tedy
powoduje nim gniew lub zemsta. Zresztą, nie może mieć pojęcia o prawdziwej chwale. Stąd wynika, iż wojny toczą się tam z całą ich
naturalną srogością, prawo zaś narodów posiada mniejszy zakres niż gdzie
indziej.
Taki władca ma tyle przywar, iż niebezpieczne byłoby objawiać w świetle
dziennym jego przyrodzoną tępotę. Żyje w ukryciu; nikt nie zna stanu, w jakim się znajduje. Na szczęście ludzie są w owych krajach tacy, iż
trzeba jedynie imienia, aby im panować.
Karol XII, będąc w Bender i doznawszy niejakiego oporu w szwedzkim
senacie, napisał, iż pośle im swój but, aby rozkazywał. Ten but
rozkazywałby jak król despota.
Skoro władca dostanie się do niewoli, uważany jest za umarłego, a inny
wstępuje na tron. Traktaty, które zawiera pojmany, są nieważne; następca
nie uznałby ich. W istocie, skoro on jest prawem, państwem i monarchą, i skoro kiedy już nie jest monarchą, jest niczym, gdyby się go nie uznało
za umarłego, państwo musiałoby zginąć.
Przyczyną, która najbardziej skłoniła Turków do zawarcia oddzielnego
pokoju z Piotrem I, było to, iż Moskale powiedzieli wezyrowi, że w Szwecji osadzono innego króla na tronie.
Zachowanie państwa równoznaczne jest z zachowaniem monarchy, lub raczej
pałacu, w którym siedzi zamknięty. Wszystko, co nie grozi bezpośrednio
temu pałacowi lub stolicy, nie robi wrażenia na tych nieświadomych,
pysznych i uprzedzonych duszach: co się zaś tyczy łańcucha wydarzeń, nie
mogą iść za nim, przewidzieć go, myśleć o nim nawet. Polityka, jej
sprężyny i prawa muszą tam być bardzo ograniczone; rząd polityczny jest
tam równie prosty jak rząd cywilny.
Wszystko sprowadza się do połączenia rządu politycznego i cywilnego z rządem domowym, urzędników państwa z urzędnikami seraju.
Podobne państwo znajdzie się w najlepszym położeniu, kiedy się będzie
mogło uważać za jedyne w świecie; kiedy będzie otoczone pustyniami i oddzielone od ludów, których nazwie barbarzyńcami. Nie mogąc liczyć na
milicję, dobrze uczyni, pustosząc część własnych ziem.
Tak jak zasadą rządu despotycznego jest lęk, tak celem jego spokój: ale
to nie jest pokój, to cisza owych miast, w których mury już wkracza
nieprzyjaciel.
Ponieważ siła spoczywa nie w państwie, ale w wojsku, które je stworzyło,
trzeba by dla obrony państwa zachować to wojsko; ale znowuż groźne jest
ono dla władcy. Jak tedy pogodzić bezpieczeństwo państwa z bezpieczeństwem osoby?
Przyjrzyjcie się, proszę, jak usilnie rząd moskiewski stara się wyjść z despotyzmu, który mu jest uciążliwszy niż samym ludom. Zniesiono wielkie
korpusy wojsk, zmniejszono kary za zbrodnie, ustanowiono trybunały,
zaczęto uznawać prawa, szerzyć oświatę. Ale osobliwe przyczyny wtrącą
może ten rząd z powrotem w nieszczęście, którego chciał uniknąć.
W takich państwach religia ma większy wpływ niż gdziekolwiek; jest to
lęk dodany do lęku. W państwach mahometańskich z religii to przeważnie
czerpią ludy zdumiewającą cześć, jaką mają dla swego władcy.
Religia poprawia nieco konstytucję turecką. Poddani, których nie wiąże
do chwały i wielkości państwa honor, przywiązani są do niej
niewzruszonymi zasadami religii.
Ze wszystkich rządów despotycznych najzgubniejszym dla samego siebie
jest ten, gdzie monarcha uzna się właścicielem wszystkich obszarów ziemi
i dziedzicem wszystkich poddanych: wynika stąd zawsze zaniedbanie
uprawy. A jeżeli jeszcze przy tym monarcha ima się handlu, wówczas
wszelki przemysł popada w ruinę.
W takich państwach nie naprawia się nic, nie ulepsza niczego. Mieszkańcy
budują domy jedynie na przeciąg życia; nie kopią rowów, nie sadzą drzew;
ciągną wszystko z ziemi, nic jej nie zwracając; wszystko leży odłogiem,
wszystko jest pustynią.
Czy myślicie, że prawa, które odejmują własność ziemi i dziedzictwo
dóbr, zmniejszą chciwość i skąpstwo możnych? Nie: podsycą jeszcze tę
chciwość i skąpstwo. Posuną się do tysiącznych dokuczliwości, ponieważ
będą uważali za własność jedynie to złoto i srebro, które zdołają ukraść
albo schować.
Iżby wszystko nie rozpadło się w gruzy, dobrze jest, aby jakiś zwyczaj
łagodził chciwość monarchy. Tak w Turcji władca zadowala się zwyczajnie
tym, iż zabiera trzy od sta z dziedzictwa pospolitego ludu. Ale ponieważ
sułtan daje większość ziemi swojej milicji i rozrządza nią wedle
zachcenia; ponieważ zagarnia wszystkie spadki po urzędnikach, ponieważ,
kiedy ktoś umrze, nie zostawiwszy synów, sułtanowi przypada majątek, a córki mają tylko dożywocie, wynika stąd, iż posiadanie większości dóbr w państwie płynie jedynie z łaski.
Wedle prawa w Bantam, królowi przypada całe dziedzictwo, nawet żona,
dzieci i dom. Aby ominąć najokrutniejszy punkt tego prawa, trzeba żenić
dzieci w ósmym, dziewiątym lub dziesiątym roku, niekiedy jeszcze
młodziej, iżby nie stanowiły nieszczęsnej cząstki spadku po swoim ojcu.
W państwach, w których nie ma prawa zasadniczego, następstwo tronu nie
może być stałe. Monarcha wybiera tam spadkobiercę, pośród rodziny lub
poza rodziną. Daremnie stanowiłoby prawo, że najstarszy syn ma po nim
dziedziczyć koronę; władca mógłby zawsze wybrać kogo innego.
Spadkobiercę ogłasza sam książę albo jego ministrowie, albo wojna
domowa. Tak więc państwo to ma o jedno źródło rozkładu więcej niż
monarchia.
Ponieważ każdy członek rodziny królewskiej posiada równe prawo do tronu,
często ten, który obejmuje berło, każe zaraz z początku udusić swoich
braci, jak w Turcji; lub też wyłupić im oczy, jak w Persji; lub wpędzić
w szaleństwo, jak w Mongolii; lub też, jeżeli nie podejmie tych środków
bezpieczeństwa, jak w Maroku, każde opróżnienie tronu pociąga za sobą
straszliwą wojnę domową.
Wedle konstytucji moskiewskiej car może stanowić następcę, kogo mu się
podoba, bądź w rodzinie, bądź spoza niej. Takie ustanowienie następstwa
powoduje tysiączne rewolucje; czyni tron chwiejnym, a następstwo
dowolnym. Ponieważ niezmiernie ważne jest, aby kolej następstwa była
ludowi wiadoma, najlepszą jest ta, która najbardziej uderza w oczy, jak
urodzenie i pewien jego porządek. Taka ustawa zapobiega intrygom, dławi
ambicje; ambitni nie opanowują umysłu słabego księcia i nie każą mówić
umierającym.
Skoro zasadnicze prawo określiło kolej dziedziczenia tronu, jeden książę
jest spadkobiercą, bracia zaś nie mają żadnego rzeczywistego ani
pozornego prawa do korony. Nie wolno domyślać się ani przeciągać na swą
rzecz osobliwej woli ojca. Tym samym nie ma już potrzeby więzić lub
uśmiercać brata królewskiego, tak samo jak któregokolwiek innego z poddanych.
W państwach despotycznych natomiast, gdzie bracia monarchy są
równocześnie jego poddanymi i rywalami, ostrożność każe ubezpieczyć się
co do ich osoby; zwłaszcza w krajach mahometańskich, gdzie religia
patrzy na zwycięstwo lub powodzenie jako na sąd boży; nikt tam nie jest
tedy władcą z prawa, jedynie siłą faktu.
W tych państwach, gdzie książęta krwi widzą, iż jeżeli nie wstąpią na
tron, czeka ich więzienie lub śmierć, ambicje żywsze są niż u nas, gdzie
książęta krwi korzystają z pozycji, jeżeli nie tak zadowalającej dla
ambicji, bardziej może zadowalającej umiarkowane pragnienia.
Władcy państw despotycznych zawsze nadużywali małżeństwa. Pojmują
zazwyczaj liczne żony, zwłaszcza w owej części świata, gdzie despotyzm
jest, aby tak rzec, przyrodzony, jak w Azji. Mają z nich tyle dzieci, iż
nie mogą ich kochać, jak i te dzieci nie kochają swego rodzeństwa.
Panująca rodzina podobna jest do państwa; jest zbyt słaba, naczelnik jej
zaś zbyt silny; wydaje się rozległa, a w gruncie jest żadna.
Artakserkses uśmiercił wszystkie dzieci za to, iż sprzysięgły się
przeciw niemu. Nie jest prawdopodobne, aby pięćdziesięciu synów
spiskowało przeciw ojcu; jeszcze zaś mniej, aby spiskowali dlatego, iż
nie chciał odstąpić najstarszemu swojej nałożnicy. Prostsze jest
mniemać, że tkwi w tym jakaś intryga właściwa owym wschodnim serajom:
miejscom, w których chytrość, złość, zdrada panują w milczeniu i okrywają się gęstą nocą; gdzie stary monarcha, z każdym dniem bardziej
zidiociały, jest pierwszym więźniem pałacu.
Po wszystkim, cośmy powiedzieli, zdawałoby się, że natura ludzka będzie
się ustawicznie buntować przeciw despotyzmowi. Ale, mimo miłości ludzi
do swobody, mimo ich nienawiści do gwałtu, większość poddaje się. To
jest łatwe do pojęcia. Aby stworzyć rząd umiarkowany, trzeba kombinować
siły, równoważyć je, ograniczać, wprawiać w ruch; przydawać, aby tak
rzec, balastu jednej, iżby była zdolna stawić opór drugiej. Jest to
arcydzieło prawodawstwa, którego rzadko dokonywa przypadek i którego też
rzadko zdoła dokonać rozum. Rząd despotyczny, przeciwnie, bije, można
powiedzieć, w oczy; jest wszędzie jednostajny; ponieważ do wprowadzenia
go trzeba jedynie namiętności, każdy jest do tego zdolny.
XV
Dalszy ciąg poprzedniego
W gorących klimatach, gdzie panuje zazwyczaj despotyzm, namiętności
wcześniej przychodzą do głosu i wcześniej też tępieją; umysł wcześniej
się rozwija; niebezpieczeństwa strwonienia majątku są mniejsze; mniej
jest możności odznaczenia się, mniej stosunków między młodymi ludźmi
zamkniętymi w domu; żenią się tam wcześniej. Można tedy wcześniej być
tam pełnoletnim niż w naszych europejskich strefach. W Turcji
pełnoletniość zaczyna się w piętnastu latach.
Cesja majątku nie może tam mieć miejsca. W ustroju, gdzie nikt nie ma
pewności mienia, pożyczki udziela się raczej na hipotekę osoby niż
majątku.
Zdarza się to w naturalny sposób w rządach umiarkowanych, zwłaszcza zaś
w republikach; a to z przyczyny większej ufności, jaką mieszkańcy wzajem
pokładają w sobie, oraz ludzkości, jaką musi rodzić forma rządu, którą
jak gdyby każdy nadał sam sobie.
Gdyby w republice rzymskiej prawodawcy wprowadzili cesję dóbr44,
państwo nie byłoby popadło w tyle buntów i zamieszek, nie byłoby tyle
ucierpiało od niedomagań i od lekarstw na nie.
Ubóstwo i niepewność mienia rozwijają w państwach despotycznych lichwę;
ile że każdy droży się z pieniądzem w proporcji do niebezpieczeństw, na
jakie go naraża. Nędza wciska się tedy ze wszystkich stron w te
nieszczęsne kraje; wszystko tam jest wzbronione, nawet ratowanie się
pożyczką.
Wynika stąd, iż kupiec nie może uprawiać szerszego handlu; żyje z dnia
na dzień. Gdyby się zaopatrzył w większą ilość towaru, więcej by stracił
na procentach od potrzebnego kapitału, niżby zarobił na towarze. Toteż
prawa handlowe nie istnieją tam; ograniczają się do prostych zarządzeń
policyjnych.
Niesprawiedliwy rząd nie może się obejść bez rąk, które by spełniały
jego niesprawiedliwości; otóż, niepodobna, aby te ręce nie krzątały się
dla siebie samych. Kradzież grosza publicznego jest tedy naturalna w państwach despotycznych.
Wobec powszechności tej zbrodni konfiskaty są tam bardzo użyteczne. W ten sposób przynoszą one ulgę ludowi; pieniądz uzyskany tą drogą jest
pokaźną daniną, którą władca z trudnością by ściągnął ze zrujnowanych
poddanych: w kraju tym nie ma zgoła ani jednej rodziny, którą by pragnął
zachować.
W państwach umiarkowanych zupełnie co innego. Konfiskaty czyniłyby
własność niepewną; ograbiałyby niewinne dzieci; niszczyłyby całą rodzinę
wówczas, gdy chodzi jedynie o to, aby skarać winnego. W republice
przynosiłyby tę szkodę, iż odejmowałyby równość będącą jej duszą,
pozbawiając obywatela niezbędnych środków45.
Prawo rzymskie nakazuje konfiskatę jedynie w wypadku obrazy majestatu
popełnionej na głowie państwa. Byłoby nieraz bardzo roztropnie iść za
duchem tego prawa i ograniczyć konfiskaty do pewnych zbrodni. W krajach,
gdzie zwyczaj miejscowy rozporządził majątkiem dziedzicznym, Bodin
powiada bardzo słusznie, iż należałoby konfiskować jedynie dobra
nabyte.
XVI
O udzielaniu władzy
W rządzie despotycznym, władza przechodzi całkowicie w ręce tego, komu
się ją powierzy. Wezyr jest sam despotą; każdy zaś poszczególny urzędnik
wezyrem. W rządzie monarchicznym władzy udziela się mniej bezpośrednio:
nadając, monarcha miarkuje ją równocześnie. Rozdziela swoją powagę w ten
sposób, iż udzielając jej cząstkę, zachowuje zawsze większą część dla
siebie.
Tak więc w państwach monarchicznych gubernatorowie miast zależą w pewnym
stopniu od gubernatora prowincji, ale daleko więcej od samego władcy:
oficerowie zaś korpusów nie zależą tyle od generała, ile w wyższym
jeszcze stopniu od monarchy.
W większości państw monarchicznych postanowiono roztropnie, aby ci,
którzy posiadają rozleglejszą władzę, nie należeli do żadnego wojskowego
ciała; tak iż piastując swój urząd jedynie dzięki osobliwej woli
monarchy, mogącego ich użyć lub nie użyć, są pod pewnym względem w służbie i pod pewnym względem poza służbą.
To byłoby nie do pogodzenia z rządem despotycznym. Gdyby ci, którzy nie
są w danej chwili w służbie, mieli mimo to przywileje i tytuły,
istnieliby w państwie ludzie możni sami przez się; co byłoby sprzeczne z naturą tego rządu.
Gdyby np. gubernator miasta był niezależny od baszy, trzeba by
codziennie troszczyć się o to, aby ich z sobą zgodzić; rzecz
niedorzeczna w państwie despotycznym. Co więcej, gdyby poszczególny
gubernator mógł nie usłuchać, w jaki sposób tamten mógłby odpowiadać
głową za swą prowincję?
W tego rodzaju rządzie władza nie może być przeciwważona: nie jest nią
władza najmniejszego urzędnika, tak samo jak władza despoty. W krajach
umiarkowanych prawo jest wszędzie roztropne, wszędzie znane i najdrobniejsi urzędnicy mogą się go trzymać. Ale w despotyzmie, gdzie
prawem jest tylko wola księcia, choćby nawet książę był roztropny, w jaki sposób urzędnik mógłby się kierować wolą, której nie zna? Musi się
kierować własną.
Więcej jeszcze: ponieważ prawem jest tylko to, czego władca chce,
ponieważ dalej władca może chcieć tylko to, co zna, musi przeto istnieć
nieskończona mnogość ludzi, którzy chcą za niego i jak on.
Wreszcie ponieważ prawo jest chwilową wolą księcia, konieczne jest, aby
ci, którzy chcą za niego, chcieli szybko tak jak on.
XVII
O podarkach
Jest zwyczaj w krajach despotycznych, iż nie przystoi się zbliżyć do
nikogo wyżej położonego od nas, nawet do króla, nie przynosząc mu
podarku. Cesarz mongolski nie przyjmuje próśb swoich poddanych, o ile
nie dostanie od nich czegoś. Ci monarchowie posuwają się do frymarczenia
nawet własną łaską.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1. Przedmowy tej nie ma w pierwszych wydaniach. Jest ona odpowiedzią na współczesne krytyki, które widziały zniewagę rządu, niemal zbrodnię obrazy majestatu w tym, aby ktoś nie uznawał cnoty jako podstawy monarchii (przyp. tłum.). [wróć]
2. Świadkiem dziki, którego znaleziono w lasach hanowerskich i którego oglądano w Anglii za panowania Jerzego I. [wróć]
3. Jak w Wenecji. [wróć]
4. Trzydziestu tyranów w Atenach zarządziło, aby głosowanie areopagitów było publiczne, iżby mogli nimi powodować wedle woli (Lyziasz: Oranf. contra Agoret. VIII). [wróć]
5. To rozróżnienie jest bardzo ważne i wyciągnę z niego wiele wnios-ków; jest ono kluczem do nieskończonej mnogości praw. [wróć]
6. Ciekawe to było widowisko w minionym wieku patrzeć na bezsilne zabiegi Anglików, aby wprowadzić u siebie demokrację. Ponieważ ci, którzy kierowali sprawami, nie posiadali cnoty, ponieważ ambicje ich drażniło powodzenie tego, który na najwięcej się ważył - Cromwell. [wróć]
7. Miały wówczas 20 tys. mieszkańców (Demostenes in Aristog). [wróć]
8. Ustanowili prawo karzące śmiercią tego, kto by doradzał obrócić na cele wojenne pieniądze przeznaczone na teatry. [wróć]
9. Zbrodnie publiczne będą tu karane, ponieważ to jest w interesie wszystkich; zbrodnie prywatne nie będą karane, ponieważ jest w interesie wszystkich karać ich. [wróć]
10. Mówię tu o cnocie politycznej, która jest cnotą moralną w tym znaczeniu, iż mierzy ku powszechnemu dobru; bardzo mało mówię o poszczególnych cnotach moralnych; zgoła zaś nie o tej cnocie, która ma związek z prawdami objawionymi. Okaże się to jasno w księdze V. 2. [wróć]
11. "Nie trzeba - powiada - posługiwać się ludźmi niskiego pochodzenia; są nadto surowi i zbyt wielcy skrupulaci". [wróć]
12. To słowo zacny człowiek należy rozumieć jedynie w sensie politycznym. [wróć]
13. Jak zdarza się często w arystokracjach wojskowych. [wróć]
14. Rządy jego były wojskowe, co stanowi jedną z odmian despotycznego ustroju. [wróć]
15. Mowa o wydarzeniach z biblijnej Księgi Estery (w V w. p.n.e.). Władca perski, zwany w tradycji żydowskiej Ahaszwerosz (Asweros, Ahaswer; utożsamiany z Artakserksesem lub Kserksesem), na skutek intrygi najwyższego urzędnika, Hamana, wydał rozkaz zabicia wszystkich Żydów w państwie. Żona króla, Żydówka Estera, ryzykując śmiercią, poprosiła męża o zmianę decyzji. Król przyjął ją łaskawie, Hamana powieszono, a Żydzi ocaleli. Historię tę upamiętnia żydowskie święto Purim. [wróć]
16. Utopistyczna republika, opisana z pocz. XVIII w. przez Henepiusa. [wróć]
17. Filopoemen zmusił Lacedemończyków, aby porzucili swój sposób wychowywania dzieci, wiedząc, iż o ile to nie nastąpi, zawsze będą mieli duszę wzniosłą i serce harde (Plutarch, Życie Filopoemena. Patrz Tyt. Liwiusz, Ks. XXXVIII). [wróć]
18. Broniła przez trzy lata swoich praw i wolności. Zdobyła się na silniejszy opór niż najwięksi królowie. [wróć]
19. William Penn, założyciel Pensylwanii w Ameryce (1644-1713). [wróć]
20. Towarzystwo - jezuitów. [wróć]
21. Indianie w Paragwaju nie zależą od poszczególnego władcy, płacą jedynie jedną piątą daniny i posiadają broń palną dla obrony. [wróć]
22. Plutarch, Quaest Graec. [wróć]
23. Takim, jak były miasta greckie. [wróć]
24. Platon w Ks. IV Praw powiada, iż urzędy czuwające nad muzyką i gimnastyką są najważniejsze w państwie. Zaś w swojej Republice ks. III: "Damon powie wam - pisze - jakie dźwięki zdolne są zrodzić nikczemność duszy, zuchwalstwo i przeciwne im cnoty". [wróć]
25. Tak samo Platon jak Arystoteles żądają, aby niewolnicy uprawiali ziemię. Prawa, VII; Polityka, VII, 10. Prawda, iż nie wszędzie niewolnicy zajmowali się rolnictwem; przeciwnie, jak powiada Arystoteles, najlepsze republiki były te, w których sami obywatele się temu poświęcali; ale to stało się jedynie wskutek skażenia dawnych form rządu popadłych w demokrację; pierwotnie bowiem miasta greckie żyły w ustroju arystokratycznym. [wróć]
26. Arystoteles powiada, iż dzieci lacedemońskie, które zaczynały te ćwiczenia od najmłodszego wieku, nabierały w nich zbyt wielkiego okrucieństwa, Polityka VII, 4. [wróć]
27. Filotaus z Koryntu postanowił w Atenach, iż liczba ziemi, jak również cząstek spadkowych będzie zawsze ta sama. (Arystoteles, Polityka II, 12). [wróć]
28. Korn. Nepos, in praefat. Zwyczaj ten sięgał dawnych wieków. Tak Abraham mówi o Sarze: "Jest moją siostrą, córką mego ojca, nie zaś matki". Te same racje dały początek temu prawu u rozmaitych ludów. [wróć]
29. Solon ustanowił cztery klasy: pierwsza tych, którzy mieli pięćset min dochodu, tak w ziarnie, jak w owocach; druga tych, którzy mieli trzysta i mogli utrzymać konia; trzecia tych, którzy mieli tylko dwieście; czwarta tych, którzy żyli z pracy rąk. (Plutach, Życie Solona). [wróć]
30. Solon wykluczył od urzędów obywateli z czwartej klasy. [wróć]
31. Żądali większej części zdobytej ziemi. (Plutarch, Dzieła moralne, Żywoty dawnych królów i wodzów). [wróć]
32. Należy tam znacznie ograniczyć posagi córek. [wróć]
33. Urzędników wybierano na rok, senatorów dożywotnio. [wróć]
34. "Likurg - powiada Ksenofon (de Republ. Lacedoem.) - żądał, aby wybierano senatorów spomiędzy starców, iżby się nie zaniedbywali nawet na schyłku życia; stanowiąc ich zaś sędziami męstwa młodych ludzi, uczynił ich starość zaszczytniejszą od krzepkości tamtych". [wróć]
35. I sam Areopag podlegał cenzurze. [wróć]
36. Widzimy w historii rzymskiej, z jakim pożytkiem posługiwano się tą władzą. Wspomnę tylko epokę największego zepsucia. Aulus Fuvius zamierzał udać się do Katyliny: ojciec odwołał go i uśmiercił. Wielu innych tak samo. [wróć]
37. Za naszych czasów Wenecjanie, którzy pod wieloma względami poczynają sobie bardzo roztropnie, osądzili w sporze między panem weneckim a pewnym obcym szlachcicem o miejsce w kościele, iż poza obrębem Wenecji szlachcic wenecki nie będzie miał przywileju nad innym obywatelem. [wróć]
38. Jak czynią niektóre arystokracje za naszych czasów. Nic tak nie osłabia państwa. [wróć]
39. Donosiciele wrzucali tam karteczkę. [wróć]
40. Patrz Tit. Liv. ks. XLIX. Nawet cenzor nie mógł zakłócać urzędowania drugiego cenzora: każdy sporządzał notę, nie zasięgając zdania kolegi; kiedy zaś było inaczej, cenzura była przez to, można rzec, obalona. W Atenach logiści, którzy żądali rachunków od wszystkich urzędników, sami nie zdawali rachunków. [wróć]
41. Tak postanowiono w Wenecji, Amelot de la Houssaye, s. 30 i 31. [wróć]
42. Zdaje się, iż celem niektórych arystokracji jest nie tyle utrzymać państwo, ile to, co nazywają swoim szlachectwem. [wróć]
43. Dozwalały go jedynie ludowi. Zob. Prawo III, w kodeksie de comm. et mercatoribus, pełne zdrowych poglądów. [wróć]
44. Wprowadziła je dopiero lex Julia de cessione bonorum. Unikało się w ten sposób więzienia i hańbiącego zajęcia dóbr. [wróć]
45. Zdaje mi się, że republika ateńska zanadto lubiła konfiskaty. [wróć]