Nie mam zamiaru powiedzieć nic
nowego, tylko podać szkic ogólny tak zwanej teorji Czystej Formy.
Zarzucano mi w tej materji rozwlekłość i niejasność - otóż chcę się
maksymalnie skondensować, przy jednoczesnej maksymalnej
popularności ujęcia rzeczy w ten sposób, by nie była implikowana
konieczność jakiejś specjalnej wiedzy w celu zrozumienia
przedstawionej tu ideji.
Uważam, że mimo iż tak zwana nowa sztuka jest czemś
przebrzmiałem, a tembardziej jej teorja, a u nas może teorja sztuki
w ogóle nikogo bardzo nie obchodzi poza paroma specjalistami, to
jednak ze względu na powtarzające się uporczywie nieporozumienia u
różnych krytyków, (jak np. u Irzykowskiego, Boya, Piwińskiego itd.,
wmawianie czytelnikowi, że wszystko jest dawno załatwione i
przezwyciężone na innej drodze), warto przypomnieć elementy choćby
najprostsze ideji, która tłómaczy nie tylko zjawiska sztuki
najnowszej, ale także i dawnej.
Przedewszystkiem muszę zgóry oświadczyć, że należyte
rozstrzygnięcie wszystkich problemów, które mam zamiar tu poruszyć,
jest prawie niemożliwe. Mogę zaledwie naszkicować temat w ogólnym
zarysie. Będzie to nie systematyczny wykład, a raczej dywagacja,
mogąca tylko pobudzić do myślenia w kierunku moich rozwiązań i dać
materjał do dyskusji.
Ci, którzyby chcieli wyjaśnienia zagadnienia nowej sztuki, w
paru słowach, nie zdają sobie sprawy z trudności problemu. Nie
podobna zabrać się do sztuki nowej nie wyjaśniwszy przedtem czem
jest sztuka wogóle. A to jest równoznaczne ze zbudowaniem systemu
estetyki. Dodać trzeba, że te teorje, które znam, nie zadawalniają
mnie i muszę wszystko zaczynać od początku, poruszając się czasem
na terenach zupełnie niezbadanych, a często zachwaszczonych
gruntownie przez naturalistyczną ideologję, którą zwalczam. Dlatego
muszę prosić o pewną wyrozumiałość i dobrą wolę w nastawieniu się
na zrozumienie mnie, a nie na programowy opór, z którym się tak
często spotykałem. Bo, jak słusznie twierdzi Bertrand Russell, chęć
odrzucenia par force poglądów danego autora nie jest najlepszym
sposobem zrozumienia jego idei.
Chciałbym możliwie poprostu, nie mięszając do rzeczy żadnych
filozoficznych rozważań, a nawet używając jak najmniej mojej
własnej terminologji, która zdaje się wielu zniechęcać do mojej
teorji sztuki, wyłożyć o co mi chodzi. Czy osiągam to w praktyce,
jest zupełnie inną kwestją. Na ten temat zwierzę się w paru słowach
na końcu tego odczytu.
Zarzucano mi zawiłość i niejasność w wykładzie mojej teorji.
Możliwe, że częściowo zarzut ten jest słuszny. Ale oprócz tego, że
sformułowanie się danego autora może być mniej lub więcej
doskonałe, jest faktem, że istnieje pewna hierarchja samych
tematów. Muszę skonstatować, że problem sztuki należy do
najtrudniejszych wogóle, co nie przeszkadza, że wielka ilość ludzi
mówi o nim lekko i bez głębszego namysłu. Przedewszystkiem
postępują tak krytycy, do których należałoby wychowanie estetyczne
publiczności. Ale dalecy są oni od spełniania tego zadania.
Przeciwnie, przyzwyczajają wszystkich do zupełnego braku szacunku
dla zagadnień artystycznych. Każdy uważa się za wyrocznię w tej
sferze, nie przemyślawszy zupełnie zasadniczych trudności.
Dopóki istniał tylko realizm wszystko było jeszcze dobrze.
Każdy mógł mówić o dziełach sztuki porównywując przedstawioną
rzeczywistość z tem co widział i słyszał. "Widzę naturę, widzę jaką
ona jest na obrazie - czemu nie miałbym o tem mówić". Otóż o tem
potrafi mówić każdy i krytyk i t. zw. laik, który od krytyka różni
się przeważnie tylko tem, że nie pisze krytyk.
Tak było w malarstwie i podobnie było i w innych sztukach, z
wyjątkiem może jednej muzyki, która na tyle jest szczęśliwszą, że o
uczuciach życiowych, które są nieistotną, a jednak konieczną jej
treścią nie można tyle mówić, co o przedmiotach i życiu, w związku
z malarstwem, poezją i teatrem.
Ale przyszło odrodzenie Czystej Formy - termin ten wyjaśnię,
na ile będę mógł nieco później - i to odrodzenie w formach, nie
przypominających form dawnych. Wszystko skiełbasiło się nagle w
chaos pozornie nie do wybrnięcia.
Wszyscy zaczęli mówić o sztuce prawdziwej z tą samą
lekkomyślnością, którą zdobyli mówiąc o przedstawionem życiu w
stosunku do rzeczywistości. Ci, którzy tak postępują są podobni,
dla mnie, do ludzi, mówiących o fizyce a propos teorji Einsteina i
krytykujących go, podczas, gdy wczoraj jeszcze nie wiedzieli prawie
o tem, że fizyka istnieje i że przed Einsteinem był Newton i
Galileusz.
Zasadniczy problem postawię w sposób następujący:
w jaki sposób odróżnić dzieła sztuki od innych zjawisk i
przedmiotów. Wprowadzam to rozróżnienie ponieważ pewne
dzieła sztuki trwają w czasie np. utwory muzyczne, poematy i sztuki
teatralne, inne istnieją w przestrzeni jak np. rzeźby i obrazy, -
pierwsze nazywam zjawiskami, drugie przedmiotami. W rzeczywistem
życiu mamy również i jeden i drugi rodzaj istności.
Postawiony
tak problem zdaje się dziecinnie łatwy. W
rozwiązaniu jednak napotykamy na pozornie nieprzezwyciężone
trudności. Zaznaczyć muszę, że w estetyce postępować musimy
podobnie jak w innych naukach.
Stawiamy pewne hypotezy i badamy następnie na ile są one w
stanie zdać sprawę z całokształtu zjawisk, które mamy opisać.
Im większą ilość zjawisk możemy ująć przy pomocy danej
hypotezy w sposób jednolity, tem będzie ona doskonalszą. Musimy
jednak wyjść z pewnych pojęć zasadniczych nie dających się
zdefinjować i z pewnych założeń pierwotnych, nie dających się
udowodnić. Tak postępują przyrodnicy i fizycy, a nawet logicy i
matematycy. Tembardziej może postąpić tak estetyk. Wiadomo, że
dążenie do zdefiniowania wszystkich pojęć danego systemu prowadzi
do kręcenia się w kółko i wiadomo, że nie można zbudować żadnego
systemu pojęć, bez jednego choćby zasadniczego twierdzenia, które
przyjąć trzeba bez dowodu.
W filozofji i estetyce stworzenie czegoś kompletnie nowego
jest prawie niemożliwem. Od wieków jedno i to samo zagadnienie jest
formułowane w coraz to inny sposób. Może szkoła psychologistów w
filozofji stworzyła względnie nowy pogląd, chociaż według
niektórych, korzenie jej sięgają już w system Descartes'a, a może
dalej.
Problem Istnienia i problem Piękna, na równi z problemem
dobra jest tak stary jak ludzkość myśląca. Chodziłoby o zbudowanie
systemu w sposób najdoskonalszy tj. najbardziej ekonomiczny i
najprostszy, przy pomocy jak najmniejszej ilości nowotworów
pojęciowych, tworząc pojęcia tylko wtedy, gdy są one koniecznie
potrzebne i odpowiadają faktycznie jakiejś rzeczywistości.
Dalej chodziłoby o to aby system taki był płodny, to znaczy,
żeby miał zdolność pociągania za sobą dalekich konsekwencji i
zdolność opisywania nowo zachodzących zjawisk danej sfery. Mam
wrażenie że system mój ma te właściwości, o ile zgodzimy się na
jego założenia podstawowe. Trudność sformułowania dla mnie polega
na tem, że teorje moje są w ogóle mało znane, a książki przeważnie
nieczytane. Dlatego, nie mogąc tutaj poświęcić się jakiemuś
zagadnieniu częściowemu, zaczynać muszę wszystko od początku i
przedstawiać w streszczeniu całość dość skomplikowanej teorji.
W filozofji i w estetyce mamy do czynienia zwykle z
systemami, które można podzielić na dwie zasadnicze grupy, w
związku z dwoistością Istnienia i dwoistością Sztuki. Istnienie
jest czasowe i przestrzenne i zależnie od tego, na którą ze stron
tej dwoistości będzie położony nacisk, będziemy mieli systemy,
bardziej materjalistyczne i bardziej psychologistyczne i
witalistyczne. Zaznaczam, że mówię tu bardzo ogólnikowo i, że może
istnieć cała gama elementów pośrednich, przyczem monizm
psychologiczny Macha, Avenariusa i Corneliusa zajmuje miejsce dość
wyjątkowe. W estetyce będziemy mieli dualizm formy i treści i
systemy, w których jeden z tych elementów będzie więcej od drugiego
uwzględniany, czyli systemy realistyczne i formistyczne. Ponieważ
nie można negować żadnego z tych czynników, chodziłoby o stworzenie
takiego systemu, któryby zdawał sprawę ze stosunku ich obu i
wyznaczał im właściwe miejsce w całości zjawiska sztuki. Tak samo
powinna według mnie postępować filozofja. Zaznaczam, że mój system
będzie formistyczny. Dojdę do tego przez rozważanie poprzedniego
pytania: "co stanowi właściwość wyróżniającą dzieła sztuki od
innych przedmiotów i zjawisk, dlaczego istności tak różne jak
rzeźby, wiersze, obrazy, utwory muzyczne i sztuki sceniczne
określamy wspólnem mianem sztuki". To przyjmujemy narazie jako fakt
pierwotny, to znaczy uznajemy, że istności te muszą taką wspólną
właściwość posiadać.
Metoda, którą będę się posługiwał będzie robić wrażenie
nieco sztucznej. Będę musiał podać przykłady szeregów przedmiotów i
zjawisk, które będą przedstawiać się na pierwszy rzut oka dość
dziko.
Weźmy pod uwagę człowieka, który ryczy z bólu. Będziemy tu
mieli pewne następstwo zmiennych dźwięków, wypełniających pewne
wycinki czasu. Mamy więc przedewszystkiem elementy jakościowe,
niesprowadzalne do niczego i nie dające się zdefinjować, to jest
dźwięki. Następnie mamy wysokości, barwy tonów i ich natężenia.
Gdybyśmy mogli zanotować dokładnie czas trwania każdego tonu
niezmiennego, dostalibyśmy podział całego wycinka czasu na krótsze
i dłuższe wycinki częściowe, zapełnione różnemi dźwiękami o różnych
natężeniach. Ten właśnie schemat, byłby wyrazem formy ryku
człowieka cierpiącego. Wszystkie zjawiska w czasie będą miały swoją
formę mniej lub więcej określoną, którą trudniej, lub łatwiej
będziemy mogli bezpośrednio zaobserwować. Formę w wypadku tym
możemy określić jako pewien porządek następstwa w czasie. Będziemy
rozróżniać następstwa więcej, lub mniej uporządkowane. Możemy
według stopnia uporządkowania ułożyć cały szereg zjawisk,
teoretycznie przynajmniej zupełnie ciągły. W szeregu tym dwa
sąsiednie elementy będą podobniejsze między sobą niż dwa odległe, o
ile zrobimy abstrakcję od innych ich właściwości, a będziemy
rozpatrywać tylko ich formę. Od ryku cierpiącego człowieka
zaczynając możemy przejść w sposób prawie ciągły do symfonji. Jako
pośrednie elementy możemy przyjąć np. różne rodzaje śpiewu od
niewyraźnego nucenia, aż do określonej melodji, aż wreszcie
skończymy na doskonale skonstruowanym utworze muzycznym. Wszystkie
te gatunki zjawisk będą miały elementy jakościowe, dźwięki, ujęte w
pewne formy: od zupełnej arytmji do rytmu określonego, przyczem
forma może się komplikować w ten sposób, że ostatnie elementy
szeregu mogą na pierwszy rzut oka, a raczej ucha, robić wrażenie
zupełnie bezforemnych.
Oprócz tego kombinacje dźwięków mogą dla nas coś wyrażać,
być symbolami innych zjawisk. Wspomniany wyżej ryk będzie dla nas
wyrazem bólu, śpiew może wyrażać całą gamę różnorodnych uczuć,
skomplikowana muzyka może pobudzać w nas uczucia zupełnie nie
dające się w inny sposób jak w muzyce ująć i przedstawić. To co
dane kombinacje dźwięków wyrażają, będziemy nazywać treścią ich
życiową, w przeciwieństwie do formy, którą określimy jako jedynie
pewien porządek następstwa w czasie.
W tym sensie możemy powiedzieć, że forma służy dla
pomieszczenia pewnej treści. Ponieważ wszystkie te zjawiska
posiadają elementy jakościowe t. j. dźwięki, następnie posiadają
formę i wyrażają pewną treść, w wypadku muzyki pojmowaną
bezpośrednio, nie mamy pozornie żadnych danych do klasyfikacji ich
na dzieła sztuki inne, nie będące dziełami sztuki.
Weźmy inny przykład: pewien moment rzeczywistej bitwy, na
którą patrzymy. Porządkiem, czyli formą tego zjawiska będzie
rozkład postaci, czyli pewnych kompleksów zabarwionych kształtów w
polu widzenia, które przyjmijmy odrazu za ograniczone - pomyślmy,
że na bitwę patrzymy przez okno. Weźmy dalej żywy obraz,
przedstawiający bitwę, następnie część panoramy bitwy, a jeszcze
dalej obraz realistyczny i obraz formistyczny bitwy. W pierwszym
wypadku bitwa będzie nam się przedstawiać w całej swej
przypadkowości częściowej, mimo, że w całości może być pomyślana
przez genjalnego wodza i wykonana według pomysłu.
Ktoś układający żywy obraz poprzestawiał figury, zgrupował
je inaczej, aby obraz bitwy stał się jaśniejszym dla patrzącego.
Forma jej stała się dla nas wyraźniejsza. Ktoś malujący obraz,
muszący się liczyć z tem, że operuje tylko płaszczyzną, jeszcze
większy zaprowadził w tej bitwie porządek. Wódz stoi na pierwszym
planie w grupie wojowników, która uwydatnia jeszcze jego postać,
sztandary rysują się na tle nieba i tak dalej. Tak naprzykład
komponował swoje obrazy Juljusz Kossak. Forma, jakkolwiek służy
tylko do lepszego uwydatnienia treści, którą jest sama bitwa jako
taka, jest tu jeszcze wyraźniejsza. Formista, którego jak to z
nazwy samej widać, obchodzi tylko sama forma, skomponował swoją
bitwę zupełnie z punktu widzenia prawdy życiowej dowolnie, jednak
pewni ludzie bezpośrednio, inni dopiero po przeczytaniu podpisu,
będą widzieli na obrazie bitwę mniej, lub więcej zdeformowaną, tak
pod względem układu ogólnego, jak i co do jego części -
poszczególnych figur.
Mamy znowu szereg zjawisk, a właściwie przedmiotów, w
których jest i forma i treść życiowa, a materjałem ich są elementy
jakościowe t. j. barwy. Znowu nie mamy pozornie żadnej właściwości
specjalnej, przy pomocy której moglibyśmy przeprowadzić
klasyfikację w tym szeregu na dzieła sztuki i na inne przedmioty
nie będące dziełami sztuki.
Podobnie od jakiejś przemowy agitatora na wiecu możemy przejść w
sposób ciągły do mówionego wiersza dodając coraz to nowe
właściwości, z których jednak żadna nie określi nam jednoznacznie
tego miejsca w szeregu, w którym zaczyna się poezja. Agitator może
mówić coraz piękniej, coraz lepszą formę może mieć jego
przemówienie, wpadnie powoli w szał, zacznie mówić prozą rytmiczną,
a następnie improwizować w sposób rytmiczny i rymowany. Ale kiedy
nastąpiło to przejście nikt nie będzie w stanie dokładnie oznaczyć.
Zupełnie tak samo od pierwszej lepszej awantury życiowej, jakiejś
sceny ulicznej, czy dramatu pokojowego, możemy przejść do sztuki
scenicznej. Dla tych, dla których udawanie czegoś jest istotą
teatru i którzy twierdzą, że od miejsca, w którem wszyscy zaczną
udawać, zacznie się scena, możemy zrobić założenie, że w każdym
następnym elemencie szeregu, ludzie rzeczywiści, a narazie nie
aktorzy, zaczną powoli coraz bardziej udawać i improwizować, dalej
grać według planu i tak przy coraz doskonalszej formie całości
zjawiska dojdziemy do doskonale skonstruowanego dramatu, a dalej
do dramatu formistycznego, w którym, jak to nazwa wskazuje, forma
ma być rzeczą główną. Ale jeśli przejście ciągłe jest możliwe,
znowu pozornie nie możemy określić, gdzie zaczyna się sztuka, a
kończy życie. Sytuacja staje się beznadziejna.
RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.