Narastająca problematyczność teorii Darwina
Czy dzieło Karola Darwina O powstawaniu gatunków zostałoby opublikowane, gdyby przedłożył je wydawnictwu uniwersyteckiemu w naszych czasach? A gdyby sprytny redaktor uwspółcześnił przestarzałą angielszczyznę i usunął wszystkie niepoprawne politycznie komentarze - czy to by pomogło? Oczywiście każda odpowiedź byłaby czystą spekulacją, lecz są powody, aby uznać, że najsłynniejszy rękopis Darwina byłby wielokrotnie odrzucany. W niektórych przypadkach powodem mogłaby być współczesna medycyna, którą param się od ponad 35 lat. W innych mogłoby to wynikać ze współczesnych modyfikacji teorii ewolucji, nauki, którą pasjonuję się od prawie 45 lat.
Biorąc pod uwagę stan nauk biologicznych w XIX wieku, większość teorii Darwina miała sens. Możliwe było wyhodowanie szybszych koni i lepszych psów myśliwskich. Jego biografia wskazuje, że Darwin był rozważnym, uczciwym, dokładnym i szczerym naukowcem, obeznanym z biologią i geologią, który miał wątpliwości w kwestii publikacji swojego opus magnum z szacunku do przekonań religijnych żony.
Na czym zatem polega problem?
Odpowiedź odmowna mogłaby się opierać na niezgodności z biochemią komórkową, ludzką fizjologią, mikroskopią elektronową i immunologią. Darwin miał niewielkie pojęcie o genetyce i endokrynologii, na przykład o przyczynach, dla których dziecko przypomina rodziców, istnieniu szkodliwych bakterii i działaniu tarczycy. Kolejna odpowiedź odmowna mogłaby się powoływać na jego powierzchowność i wskazywać na niebywałą złożoność, koordynację i sprzężenia zwrotne wszystkich układów biologicznych. Oprócz badań nad mikroskopijnym wąsonogiem brakuje świadectw na to, by Darwin miał jakiekolwiek pojęcie o funkcjach komórki. Kiedy opublikował O powstawaniu gatunków, teoria komórkowa była jeszcze w powijakach.
Obecny stan wiedzy
W ludzkim ciele panuje ruch o wiele większy niż w Nowym Jorku, Londynie, Meksyku, Tokio i Bombaju razem wziętych. Każdego dnia od 10 do 75 trylionów komórek uczestniczy w ponad kwadrylionie ukierunkowanych interakcji chemicznych, dzięki którym możemy chodzić, oddychać, myśleć, spać, rozmnażać się, widzieć, słyszeć, wąchać, czuć, trawić pokarm, wydalać kał, pisać, czytać, rozmawiać, tworzyć czerwone krwinki, usuwać martwe komórki, zwalczać infekcje, zachowywać się właściwie lub niewłaściwie, wchłaniać substancje odżywcze, transportować tlen, wydalać dwutlenek węgla, utrzymywać równowagę, prowadzić dialog, rozumieć instrukcje, spierać się i podejmować trudne decyzje, poprzestając na kilku częstych aktywnościach. Poza tym każdy z tych procesów składa się z dziesiątek (a czasem setek) współdziałających mniejszych etapów, mechanizmów kontroli, weryfikacji, równowagi i regulacji. Ponadto te wszystkie etapy dzielą się na mniejsze podetapy chemiczne. Pod wieloma względami ludzkie ciało funkcjonuje jak niezwykle dobrze zorganizowany wir niewidocznych reakcji chemicznych i błyskawicznie się zmieniających impulsów elektrycznych. Ludzki mózg jest skomplikowanym kontynentem smaganym mikroskopowymi huraganami elektrycznymi i falami chemicznymi, który w jakiś sposób odnajduje się w rzeczywistości w każdej mikrosekundzie. Darwin nie miał pojęcia o działaniu tych mechanizmów. O większości z nich nawet nie wiedział.
W XIX wieku niektórzy ludzie uważali, że w nocy nietoperze odnajdują drogę za pomocą dotyku, na Księżycu mieszkają skrzydlaci ludzie pokryci futrem, z zepsutego mięsa spontanicznie wyłaniają się robaki, zboże przemienia się w gryzonie, a z błota powstają żaby. Poczęcie było tajemnicą, a o menopauzie niemal nikt nie słyszał (kobiety rzadko żyły dłużej niż 50 lat). Leczono choroby (acz z marnym skutkiem) za pomocą świeżego powietrza, otwierania i zamykania okien, otwierania i zasklepiania ran, pobytu nad morzem i z dala od niego, kąpieli w gorącej, zimnej i słonej wodzie, naprzemiennych gorących i zimnych kąpieli, środków przeczyszczających, balsamu do krowich wymion, wątpliwej skuteczności toników od szarlatanów, krótkich i długich spacerów oraz upuszczania krwi. Receptą na złamanie nogi była amputacja, przetaczano krew psów i krów ludziom (którzy umierali), a wykorzystywanie chloroformu jako środka znieczulającego uchodziło za grzech.
Pozorna logika
Nabrałem zainteresowania i wiary w teorię ewolucji w szkole średniej. Byłem nią zafascynowany, co nie zmieniło się do dzisiaj. Dlaczego? W przyrodzie nie brakuje organizmów jednokomórkowych, które łączą się, aby osiągnąć bardzo skomplikowane cele. Na przykład miliony komórek śluzowców mogą się połączyć w jeden, o wiele wyższy organizm, aby rozsiać zarodniki. Weźmy też rafy koralowe. Albo zabójcze czerwone przypływy. Wiemy, że ryby dwudyszne potrafią oddychać - dlaczego zatem ryby nie miałyby wyjść na brzeg i wyewoluować w płazy? Skamieniałości świadczą o tym, że grupa dinozaurów miała pióra - dlaczego nie miałyby wyewoluować w ptaki, jeśli miały wystarczająco dużo czasu? Małpy są podobne do ludzi. Wszystkie ssaki mają serce, płuca, nerki i układ pokarmowy - wszyscy jemy, śpimy, pijemy i łączymy się w pary w podobny sposób. Dlaczego nie mielibyśmy się wywodzić od wspólnego przodka?
Moi nauczyciele nauczali teorii ewolucji na każdym poziomie edukacji, w podręcznikach do biologii nadal znajduje się rząd ryb, płazów, gadów, ssaków i małp, który kończy się na człowieku. Teorie te opierają się na datowaniu izotopowym, datowaniu względnym i liczbie mutacji mitochondrialnych. Chociaż nie odnaleziono autentycznych skamieniałości przejściowych, dla wielu ludzi teoria ewolucji nadal ma sens. Nie ulega wątpliwości, że dobór naturalny jest realny. Widać go wszędzie wokół. Wystarczy wyjrzeć przez okno i przyjrzeć się zdrowszym drzewom, które wypierają słabsze - albo częstej śmierci najsłabszego osobnika w miocie. Pożarty zostaje najsłabszy robak, czy pożywia się najsilniejszy ptak? Czy to ważne? Oba systemy są świadectwem na istnienie doboru naturalnego. Uważałem, że teorie Darwina musiały być trafne - a nawet jeśli nie, to z pewnością były bliskie prawdy.
Nie ja jeden tak myślałem. Moje zdanie podzielali Sagan, Gould, Eldredge, Tattersall, Margulis, Diamond i Leakey. Wielu profesorów wyjaśniało szczegóły ewolucji jako nieuniknione wnioski, rady naukowe utrzymywały, że jest ona jedynym wyjaśnieniem. Szybko wyrobiłem sobie zdanie - a przynajmniej tak mi się wydawało. Nie wykluczałem istnienia Boga. Wielu rzeczy nie potrafiłem wyjaśnić, a wiara była oparciem dla milionów ludzi. Ewolucja wydawała mi się jednak faktem. Szybsze króliki żyły dłużej niż wolniejsze, kameleon prawdopodobnie przeżył lepiej widoczne jaszczury.
Przez dwa lata studiowałem weterynarię na Uniwersytecie Illinois i zostałem z miejsca przyjęty do szkoły weterynaryjnej. Jednakże tydzień przed początkiem zajęć zmieniłem kierunek na medyczny. Nagle moją aspiracją stała się medycyna. Kochałem zwierzęta, ale chciałem pomagać ludziom. Koty, chomiki, ptaki i psy mogły być zabawne i ciekawe, ale zabawniejsi i ciekawsi byli ludzie. Myślałem też, że mogę coś zmienić. Sądzę, że był to młodzieńczy idealizm, ale trzymałem się tych przekonań.
W trakcie studiów i w pierwszych dniach prywatnej praktyki zaczytywałem się w książkach i artykułach na temat nauk biologicznych. Chociaż od czasu do czasu chętnie sięgałem po Vonneguta, Crichtona, Hessego, Arthura C. Clarke'a, Heinleina, Grishama i C.S. Lewisa, czytałem niemal wyłącznie literaturę faktu związaną z naukami biologicznymi, ze szczególnym uwzględnieniem teorii ewolucji.
Nabrałem również wielkiego szacunku do wyznawców wszystkich religii - nie rozumiałem tylko pewnych dogmatów. Jak Bóg mógł czuwać nad miliardami mikroorganizmów w garści ziemi, które stworzył, nie mówiąc o pozornie nieskończonej liczbie organizmów wszelkich rozmiarów i kształtów na całej Ziemi? Wydawało się to niemożliwe. Dlaczego Bóg dopuszczał do głodu, chorób, wojen i wad wrodzonych? Nie wydawało się to boskie. Skąd Bóg wiedział, co przytrafia się każdemu w każdej chwili? Nie sposób było tego zrozumieć. Prawa przyrody, powolna ewolucja i przetrwanie najlepiej przystosowanych wydawały się bardziej logiczne. Dzieją się zarówno dobre, jak i złe rzeczy - wszystko jest łutem szczęścia. Według moich nauczycieli ewolucja była faktem, tak też przedstawiały ją moje podręczniki, zgadzali się z tym moi koledzy. Musiała być faktem, a może jednak nie? Kiedyś uważano, że świat był płaski, a malaria brała się z ciężkiego powietrza na bagnach. Rozmowy długodystansowe i lot człowieka na Księżyc były mrzonką.
Zmiana poglądów
Zacząłem powoli zmieniać zdanie po ślubie z Sherry w 1985 roku. Moja żona jest chrześcijanką i żarliwie wierzy w nieomylność Biblii. Wysłuchałem jej z szacunku i miłości. Odbyliśmy kilka uprzejmych dyskusji, ale byłem naukowcem i nie dałem się przekonać. Ona również obstawała przy swoim.
Kolejnym impulsem do zmiany poglądów na temat ewolucji była lektura książki Francisa Hitchinga The Neck of the Giraffe (Szyja żyrafy) pod koniec lat osiemdziesiątych. Nie pamiętam, gdzie ją znalazłem (być może w antykwariacie, gdzie lubiłem buszować), ale wiem, że przeczytałem ją kilka razy. Jest to przystępna, niereligijna książka, w której wypunktowano wiele wad teorii Darwina. Hitching prezentuje fakty i argumenty na poletku przeciwnika. Zauważył, że do brakujących skamieniałości lub przodków zaliczają się "prażyrafy" o krótszych szyjach. Potwierdził to Stephen Gould: "U żyraf nie zidentyfikowano żadnych śladów ewolucji ich niewątpliwie użytecznych szyj"[1].
Hitching pisze również, że dolne szczęki skamieniałych gadów składają się z wielu kości, a ssaki mają tylko jedną dolną kość szczękową - nie odnaleziono żadnych form przejściowych. Zwraca uwagę na niezwykłe ogony wielorybów i delfinów, którymi machają w górę i w dół, zamiast z boku na bok, jak wszystkie inne ssaki i ryby. Omawia kambr, 540 milionów lat temu, kiedy pojawiły się tysiące organizmów, których przodków nie zidentyfikowano. Nawet Stephen Gould nazwał ten okres największą zagadką w paleontologii.
Po przeczytaniu i rozkoszowaniu się niemal wszystkimi słowami w książce Hitchinga znalazłem dodatkowe egzemplarze i podzieliłem się nimi z przyjaciółmi. Hitching zadał mi pytanie - czy teraz, u progu XXI wieku, zapis kopalny nie był wystarczająco kompletny, by wyciągnąć logiczne wnioski? Zacząłem szukać książek pisarzy, którzy pochylili się nad tą kwestią. Nie było ich wielu. W ręce wpadła mi też Natural Theology (Teologia naturalna) Williama Paleya z 1800 roku. Spodobała mi się jego próba powiązania naturalnych systemów z Inteligentnym Projektantem. Bardzo odkrywcza okazała się też książka Patricka Glynna God, the Evidence: The Reconciliation of Faith and Reason in a Postsecular World (Świadectwa na rzecz istnienia Boga. Pojednanie wiary i rozumu w postsekularnym świecie). Glynn podążał drogą podobną do mojej.
Nie szukałem jednak argumentów religijnych. Chciałem się zapoznać z opiniami znawców doboru naturalnego, datowania skamielin i zmian genetycznych, zawodowców, którzy uważali, że zwolennicy Darwina mogą się mylić. Chciałem wysłuchać argumentów naukowych. Chciałem się dowiedzieć, jak losowe zmiany mogą doprowadzić do zaniku ogona i jak zwierzęta zimnokrwiste zmieniły się w ciepłokrwiste, a składanie jaj w wewnętrzne zapłodnienie. Są to wielkie, ukierunkowane zmiany genetyczne, które nie znajdują potwierdzenia w gatunkach przejściowych. Gdzie się podziało zwierzę z letnią krwią lub częściowo żywe płody?
Problemy złożonych systemów i wpisanych informacji
Kolejną książką, która wpłynęła na moje poglądy, była Czarna skrzynka Darwina Michaela Behego. Doszedł w niej do wniosku, że reakcje chemiczne w ludzkim ciele wymagają wielu bezużytecznych (w izolacji) kroków. Przykładem jest krzepnięcie krwi, które wiąże się z wieloma "sprzężonymi" reakcjami chemicznymi. Pyta, jak pierwszy i drugi, a nawet dziesiąty krok mogły się wykształcić bez planu? Skomplikowane jest już właściwe uszeregowanie kroków pierwszego i drugiego, które jednak nie wywołują krzepnięcia. Analogicznie ogon psa mógłby zyskać bezużyteczną nogę, ogon z nogą powielałby się przez milion lat, po czym pojawiłaby się kolejna noga i dwunogi ogon powielałby się przez kolejny milion lat, następnie w odstępie miliona lat pojawiłyby się nerka, wątroba, serce i dwie kolejne nogi, aż w końcu powstałaby głowa ze zwisającymi uszami. Żaden z tych kroków nie zadziałałby w pojedynkę. To samo dotyczy wielu kroków potrzebnych do zasklepiania rany lub wytworzenia niebywałej ilości molekuł w ludzkim ciele.
Dwie inne ważne książki to Nic za darmo oraz Intelligent Design: The Bridge Between Science & Technology (Inteligentny projekt. Pomost między nauką a techniką) Williama Dembskiego. Profesor Dembski, który uzyskał doktorat z matematyki i filozofii, z perspektywy statystyka stwierdza, że losowe wydarzenia nie mogłyby ukształtować życia, które znamy. Wprowadza również terminy wyspecyfikowana złożoność i złożona wyspecyfikowana informacja, aby pomóc naukowcom w zdefiniowaniu i zidentyfikowaniu projektu w przyrodzie. Na przykład, gdybyśmy zobaczyli na stole litery scrabble'a układające się w sonet Szekspira, od razu założylibyśmy, że jest to dzieło inteligentnego twórcy. Tak samo musi być w ludzkim ciele, gdzie każdego dnia powstają tryliony chemicznych sonetów. Wielu ludzi uznaje jego argument za przekonujący.
Oczywiście moje zainteresowanie i wątpliwości wzbudziły pisma samego Darwina, który co pewien czas wyrażał obawy związane ze swoją pracą i zdawał się niepokoić niekompletnością zapisu kopalnego oraz ogromną złożonością rzeczy. Jego dzieło do dziś nie uwolniło się od tych problemów.
Coś więcej niż niezwykły przypadek
Jako lekarzowi coraz trudniej jest mi pogodzić większość teorii Darwina i wiele nowszych modyfikacji z medycyną. Niektóre z jego koncepcji mogą się sprawdzać na mniejszą skalę, lecz wiele z nich budzi coraz większe wątpliwości w odniesieniu do ludzkiej anatomii, fizjologii, funkcji komórek, hematologii, biochemii, endokrynologii, kardiologii, immunologii i mikroskopii elektronowej. Czasami wydają się wręcz niemożliwe. Nasze ciało jest zbyt skomplikowane, aby mogło powstać przez niezwykły przypadek.
Zapytałem kiedyś Carla Sagana, dlaczego uważa, że ludzie mogli się stać tak skomplikowanymi istotami wyłącznie dzięki procesom ewolucyjnym. Jego odpowiedź była prosta i brzmiała: "Sześć miliardów lat". Wtedy uważałem, że się myli, a teraz jestem tego pewny. Współczesna technika zaciemniła obraz teorii ewolucji. Zamierzam pokazać, dlaczego tak się stało. Dla niektórych niniejsza książka może jeszcze bardziej zaciemnić, a dla innych rozjaśnić sprawę.
dr Geoffrey Simmons
październik 2003
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki