O chłopcu, który stał się psem - Ben Miller

Kup ebooka

31.99 zł
26.55 zł (22,39 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Tytuł oryginału: How I Became a Dog Called Midnight

Tłumaczenie: Ewa Rosa

Redaktor inicjująco-prowadząca: Olga Gorczyca-Popławska

Redakcja: Anna Romaniuk

Korekta: Olek Zawisza, Anna Żukowska

Adaptacja okładki i skład: Ewa Sosnowska

? Copyright for text by Passion Projects Limited, 2021

? Copyright for illustrations by Daniela Jaglenka Terrazzini

This translation of How I Became a Dog Called Midnight is published by arrangement with Simon&Schuster UK Ltd.

? Copyright for the Polish edition by Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o., 2023

All rights reserved

Wydanie I

Warszawa 2023

M1524

Pierwsze wydanie: Simon&Schuster UK Ltd., 2021

1st Flor, 222 Gray's Inn Road

London

WC1X 8HB

www.simonandschuster.co.uk

Niniejszy produkt objęty jest ochroną prawa autorskiego. Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku osobę, która wykupiła prawo dostępu. Wydawca informuje, że wszelkie udostępnianie osobom trzecim, nieokreślonym adresatom lub w jakikolwiek inny sposób upowszechnianie, upublicznianie, kopiowanie oraz przetwarzanie w technikach cyfrowych lub podobnych - jest nielegalne i podlega właściwym sankcjom.

ISBN: 978-83-8319-340-3

Skład wersji elektronicznej: Michał Olewnik / Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o.i Michał Latusek

Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o.

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 48

tel. +48 22 826 08 82, fax +48 22 380 18 01

biuro@gwfoksal.pl

www.gwfoksal.pl, www.wydawnictwowilga.pl

Rozdział 2

Znowu śnił o szczeniaczku; o tym, którego mama podarowała mu tuż przed śmiercią. W tym śnie na początku czuł się szczęśliwy i bezpieczny, ale zawsze budził się z niego smutny i samotny, bo mamy już przy nim nie było.

A to, że musieli oddać psa niedługo po tym, jak mama odeszła, sprawiało, że czuł się jeszcze smutniejszy.

Ale to dziwne wycie... To było coś nowego. George odetchnął głęboko, poprawił poduszkę pod głową i spróbował znowu wygodnie się ułożyć. To wtedy usłyszał to znowu.

Mrożące krew w żyłach wycie, odbijające się echem po okolicy!

Coś było na zewnątrz, w lasach otaczających ich chatkę. Ale co takiego?

Chłopiec szeroko otworzył oczy. Wyślizgnął się z łóżka, podkradł do okna i odsunął nieco zasłonę. Duży księżyc wisiał nad drzewami, których gałęzie szeptały na wietrze. Zerknął na zegarek stojący na stoliku przy łóżku. Była niemal północ!

To brzmiało jak wilk. Ale w Anglii nie ma wilków, prawda?

Jego tata będzie wiedział, co robić. George założył szlafrok i otworzył drzwi swojej sypialni.

Światła wciąż się paliły, więc tata jeszcze był na nogach.

- Tato? - zawołał, ale postać siedząca przy piecyku opalanym drewnem ani drgnęła.

Podszedł do ojca na palcach, ale ten twardo spał w ulubionym fotelu, ze starą książką na kolanach i głową odchyloną do tyłu. Chrapał. Wciąż był ubrany w roboczy strój, a krótkie ciemne włosy miał potargane. Na talerzyku zostawił niedojedzoną grillowaną kanapkę z serem.

Tajemnicze stworzenie, które czaiło się w lesie, zawyło znowu!

Tata sapnął, ale się nie obudził.

George podjął decyzję. Zamierzał sam zbadać tę sprawę. Założył przydużą kurtkę i wcisnął bose stopy w kalosze. Po raz ostatni zerknął na śpiącego ojca i wyszedł na zewnątrz.

Zrobił kilka nieco chwiejnych kroków i zszedł z kamiennej ścieżki między drzewa. Dopiero po chwili jego wzrok przyzwyczaił się do ciemności. Nagle zamarł, gdy zobaczył jakiś ruch przed sobą.

Coś wielkiego i niezdarnego przedzierało się przez jeżyny i taranowało krzaki. Może to był jeleń albo borsuk? Chłopiec poczuł nieprzyjemny ucisk w sercu. Żadne dzikie zwierzę nie poruszało się w taki sposób, chyba że było ranne. A ranne zwierzęta potrafią być naprawdę niebezpieczne...

Hałas ucichł. Stworzenie wyczuło człowieka. Ich dusze spotkały się na moment i połączyły ze sobą wśród nieruchomych drzew.

A potem to coś wystrzeliło spomiędzy krzaków i popędziło w jego stronę!

George rzucił się do ucieczki, ale stworzenie było szybkie - o wiele za szybkie. Nagle skoczyło mu na plecy. Poczuł uderzenie między łopatkami i padł na twarz!

Co teraz? Kły? Pazury? Chłopiec zwinął się w kłębek, osłaniając głowę dłońmi. Ale poczuł tylko nos. Wielki, wilgotny nos obwąchujący jego szyję i pachy i wciskający się pod koszulkę. A potem język, kolosalny, obśliniony język przejechał po nim jak myjka.

- Ej! - wrzasnął George, na wpół rozbawiony, na wpół przerażony. - Złaź ze mnie!

To był pies. Wielki, czarny kudłaty pies z sierścią tak długą i kręconą, że prawie przesłaniała mu oczy. Zamerdał ogonem i błysnął gigantycznymi kłami, odsłaniając przy tym wielgachny różowy jęzor.

George podniósł się z ziemi. Zwierzak najwyraźniej potraktował to jako sygnał do dalszej zabawy i zaczął krążyć wokół chłopca, udając, że skacze na niego i go atakuje. Nie stanowił zagrożenia, ale ten pokaz siły był imponujący.

Skąd się tu wziął ten pies? Lady Jane i Koko miały wrócić do rezydencji Hill House dopiero jutro, a nad jeziorem nie było w ten weekend żadnych rybaków. Na terenie posiadłości przebywali tylko on i jego tata...

- Północ! Gdzie jesteś?

Głos mężczyzny rozbrzmiał w ciemnościach.

Pies uniósł uszy, zaszczekał donośnie i szybko odbiegł!

Był tu ktoś obcy!