O chłopcu, który przeszedł do legendy - Ben Miller

Kup ebooka

31.99 zł
26.55 zł (22,39 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Tytuł oryginału: Once upon a legend

Tłumaczenie: Ewa Rosa

Redaktor inicjująco-prowadząca: Olga Gorczyca-Popławska

Redakcja: Olga Gorczyca-Popławska, Anna Romaniuk

Korekta: Olek Zawisza, Anna Żukowska

Adaptacja okładki i skład: Ewa Sosnowska

? Copyright for text by Passion Projects Limited, 2023

? Copyright for illustrations by Elisa Paganelli, 2023

This translation of Once upon a legend is published by arrangement with with ILA Ltd. and Simon&Schuster UK Ltd.

? Copyright for the Polish edition by Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o., 2024

All rights reserved

Wydanie I

Warszawa 2024

M2136

Pierwsze wydanie: Simon&Schuster UK Ltd., 2023

1st Floor, 222 Gray's Inn Road

London

WC1X 8HB

www.simonandschuster.co.uk

Niniejszy produkt objęty jest ochroną prawa autorskiego. Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku osobę, która wykupiła prawo dostępu. Wydawca informuje, że wszelkie udostępnianie osobom trzecim, nieokreślonym adresatom lub w jakikolwiek inny sposób upowszechnianie, upublicznianie, kopiowanie oraz przetwarzanie w technikach cyfrowych lub podobnych - jest nielegalne i podlega właściwym sankcjom.

ISBN: 978-83-8387-139-4

Skład wersji elektronicznej: Michał Olewnik / Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o.i Michał Latusek

Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o.

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 48

tel. +48 22 826 08 82, fax +48 22 380 18 01

biuro@gwfoksal.pl

www.gwfoksal.pl, www.wydawnictwowilga.pl

Rozdział 1

- Czy słyszałeś COKOLWIEK z tego, co właśnie powiedziałem?

Marcus siedział w gabinecie dyrektora - znowu - ze znudzonym wyrazem twarzy, wciśnięty między matkę a ojca.

- A więc? - powtórzył pan Strickland ze zniecierpliwieniem i spiorunował chłopca wzrokiem zza małych okrągłych okularów. - Czekam.

- Marcusie... - Mama położyła mu dłoń na ramieniu. - Pan dyrektor chce wiedzieć, czy istnieje jakiś powód, dla którego wciąż się tak źle zachowujesz. Czy jest coś, o czym... o czym chciałbyś nam powiedzieć? Może coś cię zdenerwowało?

Marcus się skrzywił.

- Nic mi nie jest.

- Widzą państwo? - zawołał dyrektor z irytacją, wyrzucając ręce w górę. - Właśnie na tym polega cały problem. Ten chłopak zdaje sobie sprawę, że ma poważne kłopoty, a patrzcie na niego! Siedzi tutaj i niczym się nie przejmuje, jakby czekał w kinie na początek filmu. Ostrzeżenia, szlabany... wszystko spływa po nim jak woda po kaczce. Przykro mi, ale trzeba z tym skończyć.

- Co ma pan na myśli? - zapytała mama Marcusa i wyprostowała się na krześle jak struna.

- Zarekomenduję zarządowi szkoły, by Marcus został zawieszony w prawach ucznia.

- Zawieszony? - powtórzyła kobieta. - Ale... ale...

- Och, niech pan da spokój! - prychnął tata chłopca. - Czy to naprawdę konieczne? On tylko przeniósł w inne miejsce tabliczkę z napisem "Płytki kraniec basenu". To był żart, prawda, Marcusie? Trochę nieszkodliwej zabawy.

- Nie dla pana Figgisa. Stracił dwa przednie zęby, gdy demonstrował skok do wody.

Tata Marcusa stłumił śmiech, a mama chłopca rzuciła mu surowe spojrzenie.

- Przepraszam, czy pana to bawi? - Dyrektor ściągnął brwi i poprawił okulary.

- Nie - odparł ojciec Marcusa niewinnym tonem, z trudem zachowując poważną minę. - Nie ma w tym nic śmiesznego! - Lekko szturchnął syna pod żebra i puścił do niego oko.

- Chciałbym panu przypomnieć, że to nie pierwszy incydent z udziałem Marcusa - dodał pan Strickland, sięgając po teczkę. - Tylko w tym semestrze został przyłapany na... - polizał palec i odnalazł właściwą stronę - wsypaniu środków przeczyszczających do budyniu w stołówce, ogoleniu szkolnej kozy, namalowaniu sprayem obscenicznych rysunków na drzwiach pokoju nauczycielskiego oraz... niech no spojrzę, a tak, podmianie potasu na sód podczas jednego z eksperymentów przeprowadzanych przez panią Brightwell na lekcji chemii, co doprowadziło do POWAŻNEJ eksplozji.

Pan Strickland zatrzasnął teczkę, jakby chciał zamknąć temat, i raz jeszcze spiorunował wzrokiem wszystkich zebranych.

- Proszę mi wierzyć - powiedział tata Marcusa ze śmiechem - gdy ja byłem w jego wieku, zachowywałem się znacznie gorzej.

- To nie jest błaha sprawa - odparł pan Strickland uszczypliwie. - Brwi pani Brightwell mogą nigdy nie odrosnąć.

- Grahamie, proszę... - Mama Marcusa pochyliła się nad biurkiem i popatrzyła błagalnie w oczy dyrektora. - Coś takiego naprawdę może mieć negatywny wpływ na jego przyszłość. Daj mu jeszcze jedną szansę.

Ale pan Strickland pozostał niewzruszony.

- Przykro mi, pani Watts - odparł oficjalnym tonem. - Podjąłem już decyzję.

- Pracowałam tu przez czternaście lat... - przypomniała kobieta.

- Nie rozumiem, jaki to ma zwią...

- Czternaście lat! - powtórzyła, tym razem głośniej. - Z czego przez ostatnie trzy lata sprawowałam pieczę nad wydziałem historii bez dodatkowego wynagrodzenia, chociaż miałam przez to dwa razy więcej roboty. A jednocześnie organizowałam szkolne kiermasze charytatywne oraz biegi na orientację dla szóstoklasistów. Marcus nie jest złym dzieckiem, wiesz o tym. Po prostu przechodzi ciężki okres. Żałujesz tego, co zrobiłeś, prawda, Marcusie? I obiecujesz, że to się więcej nie powtórzy?

Sięgnęła przez stół i z rozpaczą ścisnęła dłoń pana Stricklanda.

- Wiem, że trzeba go ukarać, Grahamie. Ale on potrzebuje też pomocy. Może moglibyśmy go gdzieś wysłać w trakcie przerwy semestralnej? Tydzień z prywatnym nauczycielem albo jakiś obóz, albo...

Dyrektor nagle podniósł wzrok, jakby wpadł mu do głowy jakiś pomysł.

Kobieta urwała i wbiła w niego spojrzenie.

- Hmm... - mruknął pan Strickland.

- Hmm? - powtórzyła z nadzieją.

Dyrektor wyciągnął chustkę z górnej kieszonki marynarki i długo, dokładnie przecierał okulary. Gdy w końcu umieścił je z powrotem na nosie, powiedział:

- Cóż, jest takie jedno miejsce...

- Och, dziękuję, Grahamie! - Mama Marcusa odsunęła krzesło i obiegła biurko, żeby uściskać dyrektora. - Spróbujemy wszystkiego... dziękuję. Nie pożałujesz tego, przysięgam.

Pan Strickland zarumienił się i odpędził ją gestem dłoni.

- Spokojnie, spokojnie. Niczego nie obiecuję. Będziemy musieli do nich zadzwonić i sprawdzić, czy znajdą dla niego miejsce. To raczej niekonwencjonalna placówka. Ich metody są... niespotykane, delikatnie mówiąc.

- Jak się nazywa? - zapytała kobieta, ale pan Strickland nie odpowiedział, tylko zdjął słuchawkę z widełek staromodnego telefonu i wybrał numer. - Pani Pettifer, proszę mnie połączyć z sekretariatem... - zerknął na siedzącego przed nim chłopca - ...Merlina.