O chłopcu, ktory chciał sie pozbyc złosci. Bajki mają moc - Urszula Młodnicka

-
Proszę czekać

O chłopcu, który chciał się pozbyć złości

Pewnego dnia, a był to naj­zwy­klej­szy dzień na świe­cie, zda­rzyło się coś, co zasko­czyło wszyst­kich. Coś zupeł­nie nie­ocze­ki­wa­nego i nie­spo­dzie­wa­nego, tak jakby w środku sło­necz­nego dnia roz­pę­tała się burza.

Zaraz, zaraz, ale dla­czego nie opo­wie­dzieć tej histo­rii od początku? No wła­śnie! Zacznijmy.

Lato było suche tego roku. Wypło­wiałe trawy pora­stały polanę na skraju, woda w jezio­rze obni­żyła swój stan, a wstępu do lasu bro­niły tablice z infor­ma­cją o wiel­kiej suszy i ryzyku wybu­chu pożaru. Nawet pod­mo­kły teren pełen sito­wia, skrzypu błot­nego i krwaw­nicy pospo­li­tej, przez który zawsze prze­prawa suchą nogą była pra­wie nie­osią­galna, umoż­li­wiał przej­ście. Było duszno. Niebo pokryły cięż­kie chmury, które zasty­gły w ocze­ki­wa­niu na naj­drob­niej­szy podmuch wia­tru. Coś wisiało w powie­trzu.

- - -

To naj­gor­szy dzień w moim życiu - pomy­ślał Idzi i zaci­snął dło­nie w piąstki.

Szedł szu­trową drogą wzdłuż lasu i ze zło­ścią kopał kamie­nie. Przed nim masze­ro­wali mama, tata i Tośka - jego star­sza sio­stra, która zawsze wszystko wie­działa lepiej. Wra­cali do domu z wyprawy. Chcieli poznać naj­bliż­szą oko­licę swo­jego nowego domu, do któ­rego wpro­wa­dzili się rano.

- Idziesz, Idzi? - Mama zatrzy­mała się i obej­rzała w jego kie­runku.

- Idę, a nie widać? - odpo­wie­dział ziry­to­wa­nym gło­sem chło­piec i kop­nął kolejny kamień.

- Widać, widać, ale pospiesz się troszkę, pro­szę - nale­gała mama.

- Będę szedł tak, jak będę chciał! - krzyk­nął Idzi i kop­nął chyba dzie­siąty z kolei kamień.

- Okej, jasne, tylko nie chcę, żebyś zosta­wał zbyt­nio w tyle.

- Ale ja chcę zosta­wać w tyle! - powta­rzał upar­cie Idzi.

- Hmm, a dla­czego? Coś się stało? - zmar­twiła się mama.

- Bo nie chcę iść z wami! - Idzi roz­krę­cał się coraz bar­dziej.

- Ojej, naprawdę? Dla­czego? - dopy­ty­wała mama, którą zanie­po­ko­iło zacho­wa­nie syna.

- Bo nie chcę i już! - nie dawał za wygraną roz­złosz­czony chło­piec.

Nagle zerwał się wiatr. Silny podmuch zako­ły­sał koro­nami pobli­skich drzew, które zaszu­miały nie­po­ko­jąco. Mama pode­szła do Idziego, kuc­nęła tak, żeby mieć głowę na wyso­ko­ści jego oczu.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki