Rozdział 6
Dziesięć minut później zahamował przed domem Gustava przy Hagagatan w Hemse. Wcześniej zmienił krótkie spodenki na dżinsy, ale został w T-shircie.
- Wspólna przejażdżka, fajnie, nie? - Gustav wsiadł do wozu i zamknął za sobą drzwi.
Wiele razy mówili, że chcieliby razem jeździć, ale się nie składało, i w końcu powstał z tego żart.
- Mógł poprosić Sarę, przecież jest singielką - dodał Gustav, gdy ruszyli.
- Może miała kaca - zasugerował Fredrik.
- Albo Ove Gahnströma, ma najbliżej i chyba nigdy nie jest skacowany.
Fredrik wzruszył ramionami. Lubił, jak coś się działo, nawet w sobotę. Na tym polegała ich służba, choć musiał przyznać, że wypadek płetwonurka nie bardzo mieścił się w zakresie kompetencji ich wydziału.
- A co tam w domu? Ninni w porządku? - spytał Gustav, jakby pytanie było uzasadnione w stosunku do kogoś, kto nie protestuje wystarczająco głośno z powodu pracy w sobotę.
- A dziękuję, dobrze. Szczerze mówiąc, mamy trochę zamieszania z remontem. Najchętniej przeprowadziłaby go od razu.
- Chyba tak jest od Bożego Narodzenia? - rzucił z przekąsem Gustav i się uśmiechnął. - Powinna sobie robić przerwy.
Fredrik opowiedział o łazience. Gustav przerwał mu, gdy ten doszedł do basenu w Hemse jako tymczasowego miejsca kąpieli całej rodziny, i uparł się, że mają korzystać z ich prysznica.
- Prysznic w Hemse będzie was kosztował dwadzieścia pięć koron od łepka, uzbiera się niezła sumka, jeśli wszyscy będziecie się tam myć. Tyle kasy tylko za to!
Fredrik zaprzyjaźnił się z Gustavem krótko po rozpoczęciu pracy w Visby i nie minęło zbyt dużo czasu, gdy Ninni i Lena też zaczęły się kumplować. To, że Joakim wylądował w tej samej klasie co Martin, syn Wallinów, prawdopodobnie pomogło im zacieśnić kontakty. Obie rodziny świetnie się dogadywały. Dopisało im szczęście, że na siebie trafili. Gustav i Fredrik byli równolatkami i mieli za sobą mniej więcej tyle samo lat służby. Różnili się pod wieloma względami, ale wyznawali podobne wartości, co sprawiało, że dobrze czuli się w swoim towarzystwie. Dla Fredrika, który niedawno zamieszkał wraz z rodziną na wyspie, dobry kolega z pracy i zarazem przyjaciel, do którego mógł z domu dojechać rowerem, był w ich małej społeczności na wagę złota.
- To było gdzieś tutaj, no nie? - odezwał się Gustav, kiedy mijali tartak Vall.
Fredrik nie odpowiedział.
- Tak, to tutaj, czy to nie ten zakręt, na którym wypadłeś...? - dodał Gustav, wskazując palcem pole.
- Nie wiem, o czym mówisz - odparł Fredrik.
Zastanawiał się, ile czasu minie, zanim Gustav przestanie mu o tym przypominać. Pięć lat? Dziesięć?
Przejechali przez Visby i przesiedli się do auta służbowego. Fredrik skorzystał z okazji i zabrał broń. Prawdopodobieństwo, że będzie jej potrzebował, było równe zeru, ale w końcu to służba. Gustav zostawił pistolet w szafce. Fredrik znowu usiadł za kierownicą.
Pojechali drogą numer 148 do Lärbro, a następnie przez Hellvi do małej wioski Kyllaj, położonej nad samym morzem. Liczyła nie więcej niż kilka domów, ale okolica należała do najpiękniejszych na Gotlandii. Fredrik przekonał się o tym po raz pierwszy, przyjechawszy tu wiele lat temu, i od tamtej pory nie zmienił zdania. Teraz mógłby tę opinię rozszerzyć na cały świat i powiedzieć, że to najpiękniejsze miejsce na Ziemi. Chętnie wybierał się tutaj kilka razy w ciągu lata, chociaż dla osób mieszkających na drugim końcu wyspy wiązało się to z długą jazdą samochodem.
Skręcili w szutrówkę biegnącą za białym domem częściowo przesłoniętym wysokim drewnianym płotem. Stromy pagórek wyrastał obok domu skazanego przez nowego właściciela na kompleksowy remont. Czyszczono elewację, wymieniano okna, wzmacniano balkon na piętrze. To ostatnie było szczególnie ważne. Z balkonu można mieć fantastyczny widok na morze. W młodości Fredrik marzył, żeby zamieszkać w takim miejscu. Otwartym, jasnym, położonym blisko Bałtyku. Nie chodziło o prestiż związany z odniesieniem sukcesu i zdobyciem dużych pieniędzy. To, że osiądzie w domu nad morzem, było dla niego oczywiste, o ile nie zdecyduje się na mieszkanie w centrum Sztokholmu, jakby było to kolejną rzeczą, która mu się należała, obok opieki zdrowotnej i wykształcenia. Potem dopadła go szara rzeczywistość i uświadomił sobie, że w takich miejscach osiedlają się tylko ludzie na dyrektorskich stołkach oraz ci z kancelarii adwokackich i gabinetów zarządów. Rozpoczynając dzień od porannej odprawy w Wydziale Kryminalnym, było się skazanym na mieszkanie w lesie, co mu zresztą odpowiadało. Nie narzekał. Po latach raczej zasmucało go to, że kiedyś był tak naiwny.
Małe kamyki chrzęściły pod kołami samochodu. Droga do wyrobiska prowadziła przez rozległy skalisty teren. Jesiony i jałowce na tle białego krajobrazu; surowo i pięknie. Po lewej stronie morze i mieniące się na jego powierzchni promienie wrześniowego słońca, a także przybrzeżne drzewa rzucające długie czarne cienie. Na tym płaskim terenie kilkusetletnie wapienniki wyglądały niczym buddyjskie świątynie - jeden z nich tkwił na cyplu nad samym morzem.
Fredrik zwolnił, gdy zbliżali się do celu. Drogę zagrodzono taśmą policyjną aż do miejsca, które kiedyś było wjazdem na teren zakładu wydobywczego. Stojący przy taśmie kolega już z daleka rozpoznał ich auto i podniósł ją, by mogli przejechać. Ostatni odcinek drogi prowadzący do wypełnionej wodą kopalni odkrywkowej był pełen dziur. Fredrik musiał manewrować samochodem, by nie wpaść w którąś z nich. Na tyłach zalanego wyrobiska stały granatowe sportowe auto, jakieś kombi i trzy rowery. W pewnej odległości od nich, zwrócone w stronę morza, stały dwa wozy patrolowe, samochód płetwonurków ze straży pożarnej, karetka i jeszcze jedno cywilne służbowe auto należące, jak zgadywał Fredrik, do Evy Karlén, technika kryminalistyki gotlandzkiej policji. W dalszym ciągu pracujące w policji kobiety niezwykle rzadko zajmowały się tą dziedziną.
Fredrik zaparkował przy samochodzie Evy. Wziął z tylnego siedzenia notes i obaj policjanci wysiedli. Dwaj mężczyźni z karetki stali oparci o maskę i palili papierosy. Prawdopodobnie przyjechali tu na sygnale tylko po to, żeby teraz czekać.
W poprzek wapiennego wyrobiska zamienionego w jezioro biegła droga dzieląca je na dwie części, większą i mniejszą. Na środku drogi, przy leszczynowych zaroślach, stali Eva Karlén i dwaj płetwonurkowie ze straży. To było jedyne miejsce, gdzie łatwo było zwodować łódź. Fredrik i Gustav pospieszyli w ich kierunku.
Ubrana w biały kombinezon ochronny Eva Karlén kucała przy czymś dryfującym na powierzchni wody. Na rękach miała cienkie lateksowe rękawiczki. Włosy wystawały jej spod czapki z daszkiem. Tuż obok czekała plastikowa łódź wyciągnięta na kamienie. Płetwonurek ze straży pochylał się nad Evą i gestykulował jedną ręką. Dwóch umundurowanych czekało kawałek dalej od plaży. W jednym z nich Fredrik rozpoznał Matsa Larssona i do niego podszedł.
- Wiecie, kto to?
- Sprawdziłem mustanga - poinformował Mats Larsson i wskazał palcem sportowe auto stojące po drugiej stronie jeziora. - Jest zarejestrowany na Sörena Myrmana ze Sztokholmu, rocznik sześćdziesiąty szósty. Wygląda na to, że wiek się zgadza, a w aucie znajduje się sprzęt nurkowy.
- Nie znaleźliście portfela? - spytał Fredrik.
- Eva nie otworzyła jeszcze samochodu. Zaglądaliśmy tylko przez szybę.
- Okej - rzucił Fredrik.
Zobaczył, że Gustav zmierza w kierunku Evy, i pomyślał, że też do niej podejdzie, ale przystanął.
- Bosse przekazał mi, że według ciebie to trochę dziwne.
Mats Larsson spojrzał na niego zdziwiony.
- Naprawdę?
- Tak powiedział Bosse.
Mats Larsson zastanowił się przez chwilę, po czym odparł:
- To trochę dziwne, że nurkował sam. Nurkowie zazwyczaj schodzą pod wodę parami, ze względów bezpieczeństwa.
- Hm, faktycznie - zgodził się z nim Fredrik. Nie znał się na nurkowaniu, lecz w dole, przy wodzie, stały dwie osoby w piankach, które powinny co nieco na ten temat wiedzieć. - Gdzie są chłopcy, którzy go znaleźli? - spytał.
- Tam, przy samochodzie, z Knutssonem. Jednemu z nich towarzyszy ojciec. To on zaalarmował policję.
Mats Larsson miał na myśli jeden z patroli. Fredrik nie mógł dojrzeć nikogo z miejsca, w którym stał.
- Ktoś jeszcze?
- Starsi państwo. To ich kombi. Niczego nie widzieli.
- Pogadamy z nimi - oznajmił Fredrik.
Ruszył w kierunku wody, ale zatrzymał się obok Gustava, czekając, aż Eva pomacha do nich, dając tym samym znać, że mogą podejść. Mimo panującego męczącego upału czuło się, że to już jesień. Słońce nie paliło tak jak latem. Podszedłszy bliżej, zobaczył, że ciałem w niebiesko-czarnej piance zajmowali się Eva i strażak. Zdjęli mu butlę i maskę.
Fredrik przywitał się z nurkami. Na ich piankach gdzieniegdzie błyszczały krople wody. Twarze wystające z gumowych kapturów były dziwnie anonimowe. Spojrzał na ciało leżące w otwartym worku, w którym strażacy przynieśli je z wody. Pianka denata nie miała kaptura, włosy były mokre, a twarz blada. Fredrik ocenił, że mężczyzna był trochę więcej niż średniego wzrostu. Wyglądał na dobrze wytrenowanego. Na stopach pojawiły się sine plamy pośmiertne. Na prawym uchu siedziało jakieś małe wodne żyjątko.
- I jak to wygląda? - zagaił Gustav.
- Jeśli wierzyć komputerowi nurkowemu, to zmarł na początku nurkowania.
- Nurkowie też używają komputerów? - zdziwił się Fredrik, zdradzając się ze swoją całkowitą niewiedzą w tej dziedzinie.
Z doświadczenia wiedział, że specjaliści różnych dyscyplin najczęściej są szczęśliwi, spotykając ludzi, którzy nic na ten temat nie wiedzą.
- Owszem, od jakiegoś czasu - odparł strażak. - Komputer nurkowy mierzy głębokość, pokazuje godzinę i ciągle aktualizuje całkowity czas nurkowania.
- Całkowity czas nurkowania? - zainteresował się Gustav.
- Czas nurkowania może się różnić w zależności od głębokości - wyjaśnił strażak. - Jeśli jesteś, dajmy na to, na trzydziestu metrach i zamierzasz przez całe nurkowanie pozostać na tej głębokości, to twój całkowity czas nurkowania będzie krótszy, niż gdybyś po paru minutach wypłynął na dziesięć metrów i tam został.
- Dlatego musi się aktualizować? - spytał Gustav.
- Tak, komputer dokonuje obliczeń na podstawie otrzymywanych informacji.
Gustav skinął głową, ale nie wyglądał na całkowicie przekonanego. Fredrik też nie był pewien, co to oznacza w praktyce, poza tym, że nie można za długo przebywać pod wodą.
- A jak nurkowie sobie radzili, zanim pojawiły się komputery? - drążył Gustav.
Strażak się uśmiechnął, ale nie odpowiedział. W sumie było to raczej pytanie retoryczne. Fredrik wskazał palcem komputer nurkowy, który razem z resztą sprzętu był podłączony do butli z tlenem i kamizelki.
- Tak czy owak, można się z niego dowiedzieć, że zmarł dość szybko po zanurzeniu? - zapytał.
- Komputer nurkowy informuje - odezwała się Eva - że denat prawdopodobnie oddychał przez automat oddechowy zaledwie kilka minut, ciśnienie w butli jest tylko trochę poniżej maksimum, i że zszedł co najwyżej na głębokość dziesięciu metrów. Oczywiście, nie dowiemy się z niego, o której dokładnie zmarł ani dlaczego - dodała z uśmiechem.
Za każdym razem Fredrika zadziwiało, że potrafiła być w świetnym humorze, kręcąc się między martwymi ciałami. Rzadko widział ją poruszoną, choć może to był jej sposób na radzenie sobie z tego rodzaju obowiązkami zawodowymi. Na Gotlandii niezbyt często dochodziło do morderstw, ale Eva lub jej kolega zajmowali się wszystkimi śmiertelnymi wypadkami, samobójstwami i innymi zgonami, które należało wyjaśnić.
- Czy ktoś wie, jak tutaj jest głęboko? - spytał Fredrik.
Nikt nie odpowiedział, więc potraktował to jako zaprzeczenie.
Szybko zlustrował okolicę. Zielona woda stała, na powierzchni nie było widać ani jednej zmarszczki. Po przeciwnej stronie wyrastała stroma, wysoka wapienna skała. Na prawo i w miejscu, w którym stał, zejście na plażę było spadziste, choć miało tylko kilkadziesiąt centymetrów. Po lewej stronie wznosiła się mniej więcej dwumetrowa półka skalna. Idealnie skakało się stamtąd do wody. Fredrik sam to robił. To tam zaparkował mustang. Chyba nie skacze się z wysokości dwóch metrów z pełnym wyposażeniem nurkowym?
- Czy wchodząc do wody, mógł upaść, uderzyć się i stracić przytomność? - zapytał.
- Przecież oddychał pod wodą kilka minut i z dziesięciu metrów wypłynął na cztery metry, nie mógł więc od razu zemdleć. Mogłoby się tak zdarzyć, gdyby był zamroczony, nie w pełni świadomy tego, co robi, lub gdyby popełnił jakiś błąd. Na głowie nie ma widocznych obrażeń. Nie wiem, jak wygląda reszta ciała - odparła Eva.
Pianka ciasno oblepiała zmarłego z wyjątkiem głowy, dłoni i stóp. Wydawał się zbyt młody na zawał.
- Czy mógł zawieść sprzęt? - zapytał Gustav.
- To bardzo zaawansowane urządzenia - odparł strażak.
- Co to znaczy? - spytał Gustav.
- To był profesjonalista lub bardzo doświadczony amator. Jest mało prawdopodobne, by mając taki sprzęt, zawczasu dokładnie go nie sprawdzić.
- Przecież coś może zaszwankować, nawet jeśli wcześniej działało najzupełniej poprawnie - zasugerowała Eva.
Strażak zaczął się wiercić, jakby nagle sobie uświadomił, że oczekuje się od niego, by powiedział, jak było naprawdę.
- Mało prawdopodobne - wyrwało mu się po dłużej chwili.
- Nie wydaje mi się, żebyśmy teraz to rozstrzygnęli. Gdy sprzęt zostanie sprawdzony i dostaniemy wyniki sekcji zwłok, na pewno wszystko się wyjaśni - podsumowała Eva i wstała.
Drogą wolno nadjechał granatowy saab i zaparkował przy aucie Fredrika i Gustava. Kobieta, która z niego wysiadła, okazała się lekarzem rejonowym ze Slite. Stawiła się, by stwierdzić zgon mężczyzny leżącego na skraju plaży. Nie zajęło jej to zbyt wiele czasu i jak tylko skończyła, dwóch mężczyzn opartych o maskę karetki mogło odjechać. Eva zadzwoniła do Hampego z Kräklingbo. To on woził zmarłych, tych, którzy mieli zostać przetransportowani z wyspy dalej, na sekcję zwłok.
- Muszę zmierzyć temperaturę wody - zwróciła się Eva do strażaka, gdy skończyła rozmawiać z Hampem.
- Ja to zrobię, powiedz mi tylko, co chcesz wiedzieć.
Eva udzieliła mu paru wskazówek, a strażak wypchnął łódź i odpalił silnik. Tymczasem jego kolega zaczął pakować ich sprzęt do samochodu. Eva wzięła jedną ze swoich ciężkich dużych toreb i ruszyli w kierunku aut.
- Jak myślisz, jak długo tam leżał? - spytał Fredrik.
- Trudno orzec, zanim się nie dowiem, jaka jest temperatura wody - odparła.
- A mniej więcej?
- Niedługo. Nie dłużej niż dwie doby.
Wyszli na drogę i usłyszeli głosy dobiegające z wozów policyjnych.
- Trzeba pogadać z tymi chłopakami - zasugerował Gustav.
- Racja, zrób to - powiedziała Eva. - Byli trochę wystraszeni. Ja tymczasem przyjrzę się mustangowi.
Za rzędem aut różnych służb czekał Knutsson z pięcioma osobami, które znajdowały się na miejscu, gdy znaleziono martwego nurka. Obok dwóch chłopców stał wysoki i szczupły mężczyzna około czterdziestki i para na oko siedemdziesięcioletnia. Knutsson był doświadczonym policjantem, z którym dobrze się współpracowało. Miał nieomal magiczną zdolność uspokajania ludzi i nakłaniania ich do współpracy, na przykład wówczas, kiedy świadek został zatrzymany na miejscu zdarzenia, żeby można go było przesłuchać.
Wydawało się, że starsi państwo są w świetnych nastrojach. Obok wozu patrolowego Knutssona rozstawili stolik kempingowy i dwa krzesła w niebiesko-białe paski. Na widok błękitnych jednorazowych kubków, które każde z nich trzymało w dłoni, można było sądzić, że zaprosili go na kawę i sok wyjęte ze świetnie zaopatrzonej plażowej torby. Na środku stolika leżała duża paczka czekoladowych andrutów, czy wafelków, jak się teraz mówiło.
Fredrik i Gustav przedstawili się i wyjaśnili, że chcą zadać kilka pytań, zanim świadkowie będą wolni.
Chłopcy trzymali się blisko wysokiego i szczupłego mężczyzny, który przedstawił się jako Ola Johansson, tata Robina. Drugi z chłopców miał na imię Wille. Fredrik spostrzegł, że facet jest bardziej wstrząśnięty niż syn i jego kolega.
- To wy dwaj zauważyliście nurka? - spytał Fredrik, spoglądając na chłopców.
Ciemnowłosy Wille miał dość krępą budowę ciała, szczupły Robin, bardzo podobny do ojca, miał rude włosy i jasne rzęsy. Wzięli Robina i jego ojca na stronę, a Willego zostawili z Knutssonem.
- Okej, Robin, chciałbym od ciebie usłyszeć, co się właściwie stało - zagaił Gustav.
- Cóż. - Robin przełknął ślinę i zamilkł. Ojciec położył mu dłonie na barkach.
- Powiedz, co widziałeś - poprosił Fredrik.
Robin skinął głową.
- Chcieliśmy zanurkować po okonie. To znaczy sprawdzić, czy są, bo najczęściej można je tutaj spotkać. Pod wodą zobaczyłem nurkową maskę. Pomyślałem, że ktoś ją zgubił, i zanurkowałem po nią, ale wtedy dostrzegłem... postać nurka. Wypłynąłem na powierzchnię, żeby powiedzieć o tym Willemu, a on stwierdził, że musimy to sprawdzić. I tak zrobiliśmy. Wtedy zobaczyliśmy, że rurka z ustnikiem nie tkwi w ustach nurka, a on się nie porusza. Po prostu unosił się w wodzie.
Chłopak opowiadał, aż dotarł do obrazu, który wrył mu się w pamięć. Postać w czarnym gumowym skafandrze miała w niej zostać na wieki uwięziona w zielonej toni ciemniejącej w kierunku dna. Miała lewitować we wspomnieniach Robina, gdy ten będzie miał tyle lat, ile siwy mężczyzna siedzący przy stoliku kempingowym.
- Jak wyglądał nurek? - chciał wiedzieć Gustav.
Robin się zawahał.
- Wydawało mi się, że na mnie patrzy, ale to była tylko maska. Miał na sobie piankę. - Wzruszył ramionami.
- Nie widziałeś nic poza tym? W wodzie albo na dnie? - drążył Gustav.
- Dna nie widać. Zbiornik ma trzydzieści metrów czy coś takiego.
- Okej, w porządku - odparł Gustav.
- Pan też go widział? - zwrócił się Fredrik do Johanssona.
- Owszem. Chłopcy zaczęli krzyczeć, zrozumiałem, że coś się stało, więc wskoczyłem do wody. Wyszedłszy z nimi na brzeg, stwierdziłem, że muszę zanurkować i się przekonać, czy ich relacja jest zgodna z rzeczywistością, zanim zadzwonimy po policję.
Ola Johansson zapamiętał, że odcinek do fundamentów budynku pokonał, jakby frunął nad wodą. Potem zanurkował i stwierdził, że chłopcy mieli rację, choć widok martwego mężczyzny nie był tak straszny, jak się spodziewał. Co innego przyprawiło go o mdłości. Zobaczył małą rybkę, nie większą od kijanki, która podpłynęła i skubała rękę nurka. Wówczas ciałem Johanssona wstrząsnął dreszcz i do tej pory nie udało mu się pozbyć tego niemiłego uczucia.
Dopiero gdy stał na brzegu i dzwonił pod 112, tknęło go, że może powinien był wyciągnąć nurka z wody. Mało prawdopodobne, by można go było uratować, lecz istniała taka szansa. Usprawiedliwił się przed sobą tym, że nurek unosił się na głębokości czterech, pięciu metrów, a on nawet do niego nie podpłynął. Zszedł tylko tak głęboko, żeby go zobaczyć. Gdyby znał się na sprzęcie nurkowym, mógłby napełnić kamizelkę nurka powietrzem i wydobyć go na powierzchnię. Wystarczyło wciśnięcie odpowiedniego przycisku, lecz on nie miał rozeznania. Chciał się dowiedzieć od policjantów, jak długo mężczyzna leżał w wodzie. Pytając jednak o to, musiałby zdradzić, dlaczego go to interesuje, więc zrezygnował.
Następnie Fredrik i Gustav przesłuchali Willego i starszą parę. Wille potwierdził zeznania Robina. Okazało się, że siedemdziesięciolatkowie byli na miejscu już o dziewiątej. Nic nie równało się z porankiem nad morzem, ale czasami dla ludzi w ich wieku na plaży było zbyt zimno i wilgotno. Teraz korzystali z okazji, że ciepło było nawet w nocy, opowiadał mężczyzna. Mustang stał już na miejscu, gdy parkowali swoje auto. Zanim przyjechali Wille i Robin wraz ze swoim ojcem, widzieli tylko dziewczynkę spacerującą z psem rasy golden retriever. Było to tuż po dziewiątej.
Fredrik i Gustav podziękowali świadkom i ruszyli w kierunku niebieskiego mustanga. Szli wolnym krokiem. Obaj czuli, że ubrania się do nich kleją. Odkąd tu dotarli, Fredrik próbował się koncentrować na tym, co widzi i słyszy. Przemierzyli w milczeniu jakieś dziesięć metrów, gdy odezwał się do Gustava:
- Przecież komputer nurkowy nie pokazuje, kto oddycha i nurkuje.
- Co masz na myśli? - spytał Gustav.
- Chodzi mi o to, że komputer informuje, że ktoś oddychał przez pewien czas na określonej głębokości. Dlatego nie wiadomo, czy pomiary dotyczą tego konkretnego faceta, który leży na plaży.
Gustav demonstracyjnie głęboko odetchnął i zauważył:
- To brzmi trochę konspiracyjnie.
- Próbuję tylko przeanalizować to, czym dysponujemy. To, co wiemy na pewno, i to, czego nie wiemy. Skoro już przejechaliśmy sto kilometrów w wolny dzień, to chociaż bądźmy podejrzliwi, dobra?
- Owszem - zgodził się Gustav. - Jeśli to nie wypadek, to co?
- Chyba Eva ma rację. Musimy poczekać na wyniki sekcji, dopiero wtedy zyskamy jasność w sprawie.
Dotarli do mustanga i kombi. Gustav zawołał Evę i zapytał, czy mogą podejść. Nie odpowiedziała, ale trzymając coś w ręku, ruszyła w ich stronę.
- Ubrania leżały na tylnym siedzeniu mustanga, a portfel był w kieszeni spodni. To on, Sören Myrman.
Pokazała im różowe prawo jazdy, trzymając je dłonią w rękawiczce. Przyjrzeli się dokumentowi. Czarno-białe zdjęcie pod flagą Unii Europejskiej oznaczonej literą S, a na nim uśmiechnięty mężczyzna z zaczesanymi do tyłu, ale sterczącymi włosami. Miał intensywne spojrzenie i wyglądał na sympatycznego człowieka. Prawo jazdy było ważne jeszcze przez dwa lata.
W schowku mustanga znaleźli bilet na prom. Myrman przypłynął w czwartek i miał zabukowany rejs na niedzielę wieczorem.
- W porządku - odezwał się Gustav. - Musimy się skontaktować ze stołeczną policją, żeby powiadomili jego bliskich w Sztokholmie lub tam, gdzie miał rodzinę.
Eva mruknęła coś w odpowiedzi. Nieruchoma tafla wody przyciągnęła spojrzenie Fredrika. Oczami wyobraźni ujrzał nurka w wapiennym wyrobisku wypełnionym wodą. Pomyślał, że to znamienny obraz samotności, tak lewitować na głębokości czterech metrów w sztucznym jeziorze, podczas gdy dzieci bawią się i hałasują na brzegu.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki