Nożyczki - Maksim Wolff

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (20,19 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Była już prawie dziesiąta, gdy zamknęła za sobą żelazną bramkę. Spojrzała w głąb parku. Nieliczne latarnie wzdłuż alei skąpo oświetlały asfaltowy dukt. Żółtawe plamy oddzielone od siebie długimi odcinkami cieni nie dawały jej poczucia bezpieczeństwa. Lubiła to: dreszcz lęku, podniecającą obawę, szybsze bicie serca gotowego do ucieczki.

Zdjęła pantofle na wysokich obcasach. Chłodny asfalt prawie kłuł ją w nagie stopy. Zależało jej na ciszy. Chciała przemknąć przez park, wsłuchując się w każdy dźwięk, każdy szelest. Szukała dźwięku gałązki łamanej ludzką stopą. Szelestu liści trąconych nieostrożnym ramieniem. Głuchego stukotu obuwia śpieszącego w jej kierunku.

Media nigdy nie podały, aby w tym parku ktokolwiek kogoś napadł, ale ona miała nadzieję, że prawda jest inna. Że ofiary gwałtów milczą, a oprawcy nadal odwiedzają park, czekając na nieostrożną kobietę. Taką jak ona. Wzięła głęboki wdech i ruszyła przed siebie.

Ta dzisiejsza randka, to spotkanie miało dać jej nadzieję na lepsze życie. Tak jej się tylko wydawało. Popróbowała już kilka razy i za każdym razem odchodziła zawiedziona. Nie szukała miłości. Już w nią nie wierzyła. Pragnęła jedynie przyjemności. Tylko tego szukała.

Jej pierwszy chłopak długo ją zadręczał prośbami o przejście na wyższy poziom - jak to określał. Przyjmował jej odmowy przez cały pierwszy rok liceum i koniec wakacji. Uległa, gdy zrozumiała, że powoli staje się wyrzutkiem. Kimś niedoskonałym. Osobą niepełnosprawną. Wówczas pomyślała, że nadszedł czas. Umówili się w jej domu. Rodzice byli u przyjaciół i nie powinni wrócić przed północą. Całowanie i przytulanie było dla niej mechanicznym zabiegiem. Tak robią wszyscy, więc powtarzała to, by nie odstawać. By nikt jej nie zarzucił, że jest zimna, pozbawiona kobiecej namiętności. Ale nie czuła nic z tego, co widziała w oczach aktorek całowanych na ekranie. Nie czuła pożądania. Pozwoliła mu dotknąć swoich piersi w nadziei, że coś w niej pęknie i poruszy jej wnętrze. Czekała, aż drżąca dłoń wsunie się między jej uda. Pragnęła stać się kobietą. Udowodnić światu, że jest przydatna. Że jest pożądana. Sama zsunęła jego dłoń na biodro. Zamiast podniecenia poczuła do niego litość. Chłopak zadrżał. Przez chwilę cały dygotał, po czym znieruchomiał. Odsunął dłoń z jej suchego, obojętnego łona, po czym wybiegł z mieszkania. Już nie byli parą, ale po tygodniu dotarło do niej, że już nie jest dziewicą. Co z tego, że dowiedziała się o tym jako ostatnia? Co z tego, że zamiast dwóch orgazmów, jak głosiła plotka, otrzymała łzy? To wówczas przestała wierzyć w miłość. To w tę noc wybiegła z domu. Pobiegła przed siebie, byle najdalej od swego łóżka. Ciemność zaprowadziła ją do pobliskiego parku. Wbiegła przez otwartą furtkę, której nigdy nie zamykano na noc, mimo że tak głosił regulamin. Zatrzymały ją dopiero złowrogie cienie. Rozejrzała się i poczuła lęk. Coś trzasnęło w zaroślach, jakaś gałązka lub patyk. Coś sapnęło, wciągając gwałtownie powietrze. Wyobraziła sobie, że ktoś się tam czai. Ktoś ją obserwuje z ukrycia. Czyha na nią. Krew gwałtownie uderzyła w jej żyłach, poczuła przypływ adrenaliny. Stała bez ruchu. Sparaliżowana strachem wyczekiwała ataku. Trzepot skrzydeł. Przeciągłe miauknięcie kota i koszmar minął. Odetchnęła z ulgą i usiadła na pobliskiej ławce. Wówczas spostrzegła, że jej kobiecość jest rozpalona i mokra. Gotowa dać jej radość. Otwarta dla mężczyzny. Dla niej samej.

Mężczyzna, którego dziś spotkała, miał być tym, który wyzwoli ją z udręki. Otworzy jej kwiat i wprowadzi w świat kobiet znających swoje potrzeby. Wybrała go, przeszukując strony internetowe. Zamówiła jak zamawia się książki z wirtualnych księgarń. Nie musiał być przystojny, szarmancki ani biegły w prawieniu komplementów. Nie wymagała od niego róży na pierwszej randce. Wybrała twarz. Stanowczą i zdecydowaną. Oczy, w których jest moc i determinacja. Usta, które wypowiedzą ostateczne zdanie. Ramiona, które nie znoszą sprzeciwu. Dłonie, które wezmą to, czego pragnie ich właściciel. Zamówił dla nich drinki. Powiedział, że mieszka w tym hotelu. Na drugim piętrze. Wiedziała, że to zaproszenie. Była gotowa. Chciała tego. Myśl, że zostanie sama z obcym mężczyzną w hotelowym pokoju, rozgrzała jej ciało. Odezwało się w niej kobiece pragnienie. Uśmiechnęła się. A potem mężczyzna stał się miły. Uprzejmy i delikatny. Sprawił, że lęk ustąpił. Stał się jej bliski. Stał się kimś, komu może zaufać. Czar prysł. Pragnienie odeszło szybciej niż przybyło. Jej kobiecość oddała swe ciepło i swą wilgotność, pozostawiając nieczuły fragment na jej ciele. Przegrała. Powiedziała, że musi iść do toalety. Stojąc między sedesem a umywalką, zamówiła taksówkę. Wróciła do stolika tylko po to, aby widzieć, gdy nadjedzie. Już go nie słuchała. Nie miała nadziei, że coś, co padnie z jego ust, zmieni ją w kobietę pragnącą mężczyzny.

Gdy zobaczyła światła podjeżdżającej pod główny hol taksówki, wstała i grzecznie podziękowała za wieczór. Jego zdumienie nie zrobiło na niej wrażenia. To nie był jej pierwszy raz. Po prostu wstała, powiedziała "dobranoc" i wyszła z hotelu.

Coś pękło z trzaskiem! Serce uderzyło jej w piersi, osiągając wyższe obroty. Krzak po prawej stronie alejki poruszył się lekko. To był człowiek. Chyba mężczyzna. Chował się za wysokim krzakiem i być może czekał na nią. Miała taką nadzieję. Lęk szybko dał o sobie znać. Budziło się w niej pragnienie. Brudny i zapluty chodnik, po którym boso stąpała, napawał ją wstrętem. Uwielbiała to. Czuła narastające ciepło między udami. Szybko zeszła ze środka uliczki i skryła się w cieniu. Nasłuchiwała. Między uderzeniami serca wyłapywała urywane słowa. Zbyt ciche, aby mogła je zrozumieć, ale był to głos kobiety. Podeszła bliżej i przywarła plecami do grubego drzewa. Kilka metrów od zarośli skrywających dwie osoby.

- Poczekaj, bo porwiesz.

Zerknęła w tamtą stronę. Zobaczyła dwie sylwetki mniej więcej tego samego wzrostu. Jedna była drobna, kobieca. Druga zaś zwalista i krępa. Zapewne przyszli tu z pobliskiej dyskoteki.

Nagle dał się słyszeć kobiecy jęk, a potem syknięte przez zęby:

- Nie śpiesz się.

Mężczyzny nie usłyszała. Może nic nie mówił. Może milczał i robił swoje.

Słyszała tylko oddech kobiety; powolny i miarowy. Wyobraziła sobie, że to ona stoi tam i oddaje się obcemu mężczyźnie. Że to jej biodra trzymają mocne dłonie. Że to w nią wchodzi mężczyzna. Wsunęła dłoń między uda i poczuła wilgoć. Uśmiechnęła się. Zsynchronizowała swój oddech z kobiecym jękiem i zamknęła oczy. Dłonią odchyliła materiał majtek i pogładziła gorące wejście do jej ciała. Nie usłyszała, kiedy kobieta zamilkła. Zajęta sobą nie zwróciła uwagi na głuche odgłosy pięści uderzającej w ciało. Gdy otworzyła oczy, było już po wszystkim. A ona, szczęśliwa i uśmiechnięta, przeszła po cichu obok zarośli ku przeciwległemu wyjściu z parku. Pomyślała, że mimo wszystko to był udany wieczór.

Mężczyzna skryty w zaroślach zauważył ją, gdy wyszła zza grubego pnia. Chyba go nie widziała. Nie krzyczała, nie uciekała, więc nie była niepożądanym świadkiem. Oparł się o drzewo i zapiął rozporek. Jeszcze nie myślał trzeźwo. Jeszcze targało nim ostatnie przeżycie, ale odrzucił myśl o pościgu. Nie był idiotą. Kobieta - ta, z którą tu przyszedł - leżała na trawie. Spojrzał ostatni raz za oddalającą się dziewczyną, po czym ukląkł obok leżącej. Przytknął dwa palce z boku szyi. Wyczuł tętno, a potem nachylił się do jej ust i sprawdził, czy oddycha. Oddychała. Przysiadł pod drzewem, postanawiając, że poczeka aż kobieta się ocknie. Wiedział z doświadczenia, że to długo nie potrwa; co najwyżej kilka minut. Wie, co potem zrobi. To nie jest jego pierwszy raz. Uda, że się zapomniał i przeprosi. Jeśli to nie wystarczy, zapłaci. Gdy to nie pomoże, zastraszy. Wiedziała, po co idzie z nim do parku o tej porze. Nie zdradzi go. A gdyby nawet, to go nie zna. Nie wie, gdzie go szukać. Zadbał o to przy pierwszym spotkaniu. Postarał się, aby poznała jego fałszywe nazwisko i imię. Potem odejdzie i nigdy nie wróci w to miejsce. Tak jest bezpieczniej.

Rozdział 2

Mój szofer pojawia się nagle na ganku restauracji. Stoi tam bez ruchu, obserwując otoczenie. Chyba mnie szuka. Unoszę rękę jak uczennica, chcąc zwrócić jego uwagę. Zauważa mnie, ale nie robi żadnego gestu, tylko rusza w stronę ciężarówki. Dziwny z niego człowiek. Wstaję i pośpiesznie pokonuję piaszczysty plac dzielący las od zaparkowanego auta. Kierowca uchylił lekko drzwi pasażera, jakby zapraszając mnie do środka, a sam bez słowa schował się z drugiej strony pojazdu. Już bez trudu wdrapuję się po schodkach i siadam w fotelu. Mój wzrok pada na walizeczkę. Jest nienaruszona. Rozpinam zamek i unoszę gruby materiał broniący dostępu do moich rzeczy. Nic się nie zmieniło, ale na wszelki wypadek wpycham dłoń między zawartość a ściankę walizki. Są! Długie, metalowe nożyczki. Podarunek od mojej mamy, gdy pracowała jako fryzjerka. Ich kształt, smukły i delikatny, bardziej przypomina sztylet niż zabawkę dla dziewczynki. Wybłagałam je, gdy moją pasją były wycinanki. A potem, za sprawą jednego mężczyzny i jednej nocy, stały się moim nieodłącznym towarzyszem fantazji. Drzwi kierowcy otwierają się tak nagle, że lekko podskakuję z zaskoczenia. Zostawiam nożyczki tam, gdzie były, i zasuwam zamek walizki. Mój szofer sadowi się w fotelu i bez słowa, tak jakby mnie tu nie było, rozpoczyna procedurę startu promu kosmicznego. Naciska kilka przycisków, a wzrokiem sprawdza odczyty na włączanych urządzeniach. To chyba nie jest prosta rzecz prowadzić taką wielką maszynę. Bulgot pod kabiną oznajmia, że motor już pracuje i zaraz ruszymy w dalszą drogę. Jego dłoń przesuwa małą dźwignię obok fotela kierowcy, wyzwalając syk powietrza gdzieś za nami. Kabina lekko podskakuje i nasz pojazd wysuwa się z szeregu innych ciężarówek na plac, a potem na czarny asfalt biegnący gdzieś tam w głąb kraju.

No właśnie. Gdzie ja jestem? I ile czasu zajmie nam podróż do Częstochowy, celu mojej podróży? To tam mam zamiar spotkać swoje przeznaczenie. W jednych z wielu nocnych klubów w ciasnym mieście ze starymi uliczkami i kamienicami. Sprawdziłam dokładnie plan miasta i rozmieszczenie dyskotek. Wybrałam nawet swoją ulubioną - Wrzos. Otwarta od dwudziestej do piątej rano. Oddalona o niecałe sto metrów od starego opuszczonego cmentarza żydowskiego. Jest numerem jeden na mojej liście. Albatros to raczej chyba klub studencki. Blisko akademików, ale też parku miejskiego. Jest jeszcze Alcatraz, niedaleko ruin po koszarach sowieckich. Wega przylegająca do lasu na obrzeżach miasta. Nie wiem jeszcze, na który lokal się zdecyduję. Rozstrzygnę to, gdy przyjrzę się dokładnie tym miejscom. Stawiam na cmentarz. Jest w nim lęk.

- Wiadomo może, o której będziemy w Częstochowie?

Przerwana cisza wyrywa kierowcę z zamyślenia. Chyba był gdzieś poza kabiną. Może też ma swój wymyślony raj? Ta myśl mnie rozbawiła, ale tylko na chwilę, gdy zdaję sobie sprawę, że on pasuje do krainy z króliczkami i miśkami.

- Myślę, że za jakieś trzy godziny.

Dłonią szybko dotyka gałki radia. Odzywa się głos spikera zapowiadającego pogodę. Radio. To jego ratunek przed niechcianą dyskusją. Dlaczego tak bardzo boi się rozmowy ze mną? Może nie chodzi wcale o mnie? Może ma taki stosunek do wszystkich? Teraz dociera do mnie, że nie ma włączonego CB-radia. Z filmów pamiętam, że każdy kierowca ma takie radio i często komunikuje się z innymi użytkownikami dróg. Nie odebrał też żadnego telefonu od szefa, kolegi czy żony. Chyba ma żonę? Zaczynam w to wątpić.

- Muszę też po drodze zatankować - dodaje.

Zastanawiam się, czy nie zadać mu kilku niedyskretnych pytań. Jest w nim coś nienaturalnego. Coś innego. Przez kilka minut układam w głowie zdania mogące rozwinąć rozmowę w sposób, jaki byłby w stanie zaakceptować. Na pewno jakoś komunikuje się z otoczeniem. Ryzyko, że popsuję jego spokój swoją natarczywością, jest zbyt wielkie w stosunku do uzyskanych korzyści, więc postanawiam odpuścić sobie i zadać tylko jedno pytanie.

- A gdzie teraz jesteśmy?

- Niedaleko Płońska.

I tyle. "Niedaleko Płońska". Gdzie to jest? Ta informacja i tak nie mówi mi, gdzie się aktualnie znajdujemy. Przed Warszawą czy za Warszawą? Moja ciekawość nie została zaspokojona, ale nie chcę wyjść na idiotkę, gdyby okazało się, że Płońsk to wielkie wojewódzkie miasto. Nie jestem dobra z geografii. Uznaję, że wystarczy mi informacja o czasie przybycia do Częstochowy.

Podróż tak interesująca na samym początku staje się monotonna i nieciekawa. Uleciała gdzieś moja fascynacja wielką ciężarówką; pozostało tylko wyczekiwanie końca przejażdżki.

Może gdyby szoferem był zabawny rozmówca, byłoby ciekawiej i szybciej mijałby czas? A tak... tylko czarny asfalt, lasy, pola i cisza lekko zmącona szumem pracy silnika i grającym radiem. Nuda. Przestaję interesować się tym, co dzieje się wokół mnie. Nie zawracam sobie głowy nawet wówczas, gdy zbaczamy z trasy, aby zatankować. Nawet nie wysiadam z kabiny. Czekam cierpliwie, aż ruszymy w dalszą drogę. Mój kierowca kręci się gdzieś, to z jednej strony tira, to z drugiej. W końcu idzie w kierunku kasy. Szybko poszło. Zajęło mu to naprawdę chwilę, ale jakoś długo nie wychodzi ze stacji... Próbuję wypatrzeć go przez okna zaklejone reklamami i zastawione towarem. Nie widzę go do czasu, gdy pojawia się w automatycznych drzwiach. Idzie szybkim krokiem, trzymając w dłoniach hot dogi i butelkę coli. Znowu będzie jadł? Dziwak z niego.

Gdy wchodzi do kabiny z całym tym zaopatrzeniem, nie wytrzymuję i pytam go wprost:

- Czy...

- Proszę. Nie jadłaś nic od południa. Na pewno jesteś głodna.

Co jest grane? Nie mogę przez chwilę zrozumieć, co do mnie mówi. Odbieram od niego dwa hot dogi i małą, półlitrową colę. Zanim kończę zdanie, mój szofer włącza silnik i rusza spod dystrybutorów stacji.

- Dlaczego?

Tylko tyle jestem w stanie wykrztusić. Naprawdę mnie zaskoczył. W końcu przytomnieję i dodaję słowa podziękowania. Uśmiecha się tylko. Nic więcej.

Nie protestuję. Jestem głodna i te dwa hot dogi uratują mój żołądek przed zapadnięciem się w nicość. To miłe, co dla mnie zrobił, i jestem mu wdzięczna za jego troskę. Obiecuję sobie zostawić mu dychę za posiłek, gdy będę opuszczała jego ciężarówkę. Teraz o tym nie wspominam, pewnie i tak odrzuci moje zadośćuczynienie. Porzucę zwinięty banknot gdzieś na podszybiu. Na pewno go znajdzie przy kolejnym starannym sprzątaniu wnętrza.

Zjedzony posiłek i wypita do końca cola robią swoje. Rozluźnione ciało uspokaja się i układa wygodnie na fotelu. Powieki same opadają; zapadam w sen. Ostatnia myśl: za szybko to się dzieje. Ogarnia mnie mrok. Nicość i czerń wokół mnie jest błoga i spokojna. W jej kokonie, ciepłym i suchym, czuję się szczęśliwa i bezpieczna. Trwa to długo, ale nie wieczność. Coś złego skrada się ku mnie. Nie widzę tego. Towarzyszy mi tylko poczucie rosnącego lęku. Pojawia się strach! Czerń, która mnie otacza, nie pozwala na unik przed dotarciem do mnie tego czegoś. Czyjaś chłodna dłoń na mojej skórze wyrzuca mnie z gęstej ciemności snu. Unoszę powoli ociężałe powieki, chcąc zlokalizować napastnika, ale wzrok mam nieostry. Widzę tylko poruszający się zarys czyjejś głowy nade mną i półmrok o czerwonym zabarwieniu. Ktoś ty? Co ze mną robisz?

Chcę zaprotestować, ale nie mam siły wypowiedzieć słów sprzeciwu. Powoli odkrywam z przerażeniem, że jestem naga. Czyjeś dłonie przesuwają się po moim nagim torsie, ocierając się o nagość moich piersi. To wstrętne! Zostaw mnie!

Czuję. Nie widzę tego przez zamglony wzrok, ale czuję, jak jego dłoń przesuwa się po moim brzuchu, docierając do majtek. Zsuwa się po materiale, lekko naciskając w miejscu, gdzie kończy się wzgórek łonowy i dociera do wnętrza moich ud. Czuję wstręt do tego, co robią jego dłonie. Ogarniają mnie strach przed tym, co mogą mi uczynić, i obrzydzenie przed obcym dotykiem. Proszę! Nie rób tego!

Zamglona sylwetka zbliża się do mnie. Czuję wilgotny dotyk na mojej szyi. Nie mogę nic zrobić. Jestem bezsilna! Dlaczego nie mogę zaprotestować? Co się ze mną dzieje? Czy to sen?

Nagromadzone we mnie uczucia przywołują coś znajomego. Coś, czego już doświadczyłam. Mały diabełek rozpościera we mnie swoje skrzydła i pociera nimi moje wnętrze. Okręca się powoli wokół własnej osi, wzniecając ogień w moim podbrzuszu.

Rozkosz rozpala moją kobiecość i wypełnia swoim ciepłem wszystkie mięśnie. Serce zaczyna walić mi coraz szybciej i mocnej. Odzyskuję wzrok. Nagi tors mojego szofera lekko ociera się o moje sterczące sutki, a jego lewa dłoń gładzi moją cipkę przez majtki. Nie patrzy mi w twarz. Jego pochylona głowa błądzi wzrokiem po nagiej skórze moich piersi, brzucha i ud. Oddycha w nierównym rytmie przerywanym napiętymi, drżącymi z podniecenia mięśniami. Rozglądam się, nie ruszając głową. Jestem nadal w ciężarówce. Oparcie mojego fotela jest mocno opuszczone, więc prawie leżę. Bluzka opadła mi z ramion, dżinsy mam zsunięte do kostek. Broni mnie tylko biały materiał majtek z koronkami na obrzeżach. Wnętrze kabiny wypełnia czerwone światło z dwóch lampek wbudowanych w sufit. Szyby są szczelnie zasłonięte czarnym materiałem, tylko przez szpary wkrada się jasność dnia.

Nie czekał do zmierzchu. I dociera do mnie w końcu, że nie zasnęłam zwyczajnie. Hot dogi? Czy cola? Stawiam na colę. Miała trochę inny smak. Wówczas o tym nie myślałam, ale teraz tak. I nie słychać było urywanej banderoli, gdy ją otwierałam! Naiwna jestem! Dałam się upolować jak małolata! To nic. Ja też mogę stać się myśliwym.

Spoglądam w dół i jestem zaskoczona. Jest w spodniach! Nie rozumiem. Nie powinien ich zdjąć? Może za szybko się obudziłam? Może nie zdążył się jeszcze rozkręcić? A moje podniecenie rośnie i rośnie, zmieszane z lękiem, wstydem i wstrętem przed tym, czego pragnie ode mnie szofer.

Powoli osuwam lewą rękę w dół, sięgając w kierunku walizki. Odnajduję suwak i go przesuwam. Dłoń wślizguję do wnętrza i dotykam podłużnego kształtu z chromowanego metalu. Kochanek zajęty błądzeniem po moim ciele nie zwraca uwagi na to, co robię. A ja układam nożyczki na podłodze, blisko fotela i czekam.

Spójrz mi w oczy! Chcę widzieć w nich rozkosz! A potem przelać ją we mnie! Czekam na jego spojrzenie w moje oczy. Na próżno. Męska dłoń chwyta mnie za nadgarstek prawej ręki i zabiera mnie w drogę po jego ciele. Delikatnie. Tylko ocierając grzbietem palców po jego spoconym torsie, docieram z nim do swojej cipki, nadal skrytej pod materiałem. Tam uwalnia moją dłoń. Silne uczucie oczekiwania na coś wielkiego zalewa moje ciało i mój umysł. To pierwotne uczucie powraca z całą siłą z zakamarków wspomnień tamtej jedynej nocy. Jest idealnie! Tylko spójrz mi w oczy! Proszę!

Delikatnie przebieram palcami po materiale moich majteczek i czuję wilgoć. Lubię to. Zamykam oczy jak przy zabawach nocnych i oddaję się sobie. Nie patrzę na mojego kochanka. Nie oczekuję teraz jego spojrzenia. Skupiam się na swoim ciele. Na narastającym pragnieniu. Nie reaguję, gdy jego dłoń unosi moje kolano i uwalnia moje kostki z materiału spodni. Nie otwieram oczu, słysząc, jak rozpina spodnie. Nie uciekam udami, gdy materiał jego spodni ociera skórę, osuwając się w dół. Przytomnieję jednak, gdy jego dłoń odrywa mnie od zabawy ze sobą i zaciska moją rękę na jego rozpalonym wielkim kutasie. Szybko otwieram oczy na to niespodziewane doznanie i spoglądam w dół. Jest ogromny! Nie wiedziałam, że może być taki wielki. Na filmach były duże, ale to nie film! W rzeczywistości jest duży i... straszny! Mój pierwszy tylko ocierał się o mnie. Nie wydawał się duży. Ten jest straszny! Wstręt, że muszę go dotykać, miesza się z ciekawością. Nie mogę uciec i chyba nie chcę; ciekawość wygrywa. Skupiam się na dotyku delikatnej skóry jego kutasa i chłonę twardość, jaka kryje się w jego wnętrzu. Jego pękaty łeb patrzy mi w twarz swoją purpurową nagością i dociera do mnie, jakie jest jego przeznaczenie.

Lęk szybko wzrasta, ciągnąc za sobą wstręt, bezsilność i wstyd. Ta mikstura sprawia, że jestem gotowa. Chcę tego. Pragnę i pożądam od dnia, gdy poznałam pierwszy raz dotyk obcego faceta. Moja dłoń niespodziewanie unosi się wzdłuż jego członka, a potem powraca aż do podbrzusza. Spoglądam w górę i widzę jego oczy. Jest w nich tyle dziwnych uczuć, ale nie odnajduję tego jednego. Nie ma w nim podniecenia, rozkoszy, radości.

Nie jestem ciebie warta? Nie daję ci rozkoszy, jakiej pragniesz? Nie przerywam masowania jego kutasa, gdy uwalnia moją dłoń. Kontynuuję pieszczoty, mając nadzieję na błysk zadowolenia w jego oczach. Jego palce delikatnie wsuwają się pod koronkowy brzeg moich majteczek i odsuwają je od mojego uda. Wszystkie uczucia wzmagają się, a przez moje ciało przetacza się dreszcz rozkoszy, lęku i wstydu. Widzi to w moich oczach. Widzi, że chcę mu się oddać. Że pragnę rozkoszy, ale jego twarz jest bez wyrazu. Wręcz obojętna. Czy tak ma być? Czy tak wygląda wstęp? To taka gra?

Jak daleko musi się posunąć, abym ujrzała na niej rozkosz? Nie przerywam masowania penisa. Lekko przyśpieszam, chcąc zobaczyć efekt na jego martwej twarzy. Jego palce pocierają moje wargi, jednocześnie odsuwając materiał coraz dalej na bok. Wiem, że chce we mnie wejść. Ta myśl mnie przeraża. Jestem jeszcze bardziej pobudzona. Nie chcę! Nie mogę! Muszę to skończyć, zanim będzie za późno.

Szybko unoszę nogi do góry i oplatam jego biodra. Przez chwilę tylko zastanawiam się, czy pójść dalej, po czym unoszę się lekko i nakierowuję jego kutasa na moją, już odsłoniętą, cipkę. W jego oczach coś błysnęło. To nie jest jeszcze to, czego pragnę, ale dało mi znak, że jestem na dobrej drodze. Mężczyzna powoli poddaje się uściskowi moich nóg i osuwa biodrami ku mnie. Lęk zmieszany ze wstydem wybucha we mnie z nieznaną dotychczas siłą, gdy jego męskość dotyka mojego kwiatu. Patrzy mi w oczy. Odnajduję w nich narastające szaleństwo i radość!

Trzymam mocno jego kutasa nad moją szparką i pocieram nim o wilgotne wargi. Zaskakuje mnie przyjemność dotyku delikatnej i zarazem twardej główki. Pocieram nim moją kobiecości z narastającą przyjemnością, która szybko wypiera wstręt. To zaskakujące, nowe odkrycie bawi moje zmysły. Pozwalam sobie na delikatną penetrację moich warg. Nie pozwolę na więcej. Tyle mi wystarczy. Lewą ręką sięgam po nożyczki i mocno zaciskam na nich dłoń. Wiem, co robić. Jestem gotowa. On też.

Czuję mocne i nagłe pchnięcie jego bioder; wbija we mnie swoją męskość. Dłoń pilnująca dostępu do mojego ciała ulega pod gwałtownym atakiem, stając się niewolnikiem naszych ciał. Ból i rozkosz mieszają się teraz w moim wnętrzu, zastępując powoli przerażenie. Jest we mnie! A więc to takie uczucie!

Nie planowałam tego. Stało się. I chyba nie żałuję. Czuję jego wielkość wypełniającą mnie w całości. Pulsujące ciepło. Jego twardość rozpala mnie bardziej niż cokolwiek przedtem. Oplatam nogami biodra i przytrzymuję go mocno. Chcę mieć go w sobie, gdy będzie oddawać mi swoją rozkosz. Jego oczy zamglone szczęściem patrzą w moją twarz. Duża dłoń gładzi mi policzek, skroń i kładzie się na mojej szyi. Obejmuje moją krtań i... zaciska się! Spoglądam w jego oczy i widzę radość! Radość zmieszaną z szaleństwem!

Unoszę lewą dłoń i gwałtownym ruchem wbijam cienkie ostrze w bok jego brzucha. Tuż pod żebrami i niezbyt głęboko. Rozkosz rozlewa się we mnie z wielkim pragnieniem czegoś większego. Jego oczy lekko się zwężają, ale nie ginie w nich szczęście. Druga dłoń oplata moje gardło. Dusi mnie. Unoszę rękę ponownie i uderzam wyżej. Słyszę głośny syk; ból przetacza się po jego twarzy, gdy ostrze nożyczek ześlizguje się po jednym z żeber. Jego dłonie tylko na moment zwalniają uścisk na mojej szyi, po czym zaciskają się, odcinając mi dopływ tlenu. Nie przeraża mnie to. Wręcz przeciwnie. Chłonę to wszystko jak wielki soczysty owoc, wiedząc, że jest zatruty, lecz rozkoszny. Moje wnętrze wypełnione jego kutasem pulsuje. Czuję, że zaraz nadejdzie coś wielkiego. Coś nieznanego i pożądanego. Chwytam za najdalszy wystający fragment nożyczek i gwałtownym pchnięciem wchodzę w jego ciało do końca. Jego oczy wydają się wychodzić z czaszki. Skóra twarzy marszczy się w grymasie ogromnego bólu, a ja odpływam w uczuciu rozkoszy. Przyjemny gwałtowny skurcz całego ciała.

Jakie to piękne! Tysiące małych mrówek rozbiega się po skórze, dopełniając aktu niewypowiedzianej euforii. Jestem u celu i chcę więcej! Czerwony mrok otaczający nasze ciała zaczyna się zwężać, ustępując ciemności. Radość jest jeszcze we mnie, gdy uświadamiam sobie, że tracę przytomność. Z braku tlenu. Mój kochanek, moja radość tkwiąca we mnie, nie przestał mnie dusić. Uścisk jego dłoni kończy swoje dzieło, zamieniając wszystko wokół mnie w mrok. Rozkosz, jaka była we mnie przed sekundą, ginie w otchłani smutku.

Mamo. Mamo. Przepraszam.