Rozdział 4Prokuratura
Marek Borkowski zjawił się w prokuraturze następnego dnia rano. W przeciwieństwie do Michała wyglądał na człowieka doskonale przygotowanego. Elegancki garnitur, nienagannie zawiązany krawat i spokojny uśmiech sprawiały wrażenie, jakby przyszedł na spotkanie biznesowe, a nie na przesłuchanie w sprawie zabójstwa.
Kinga zaprosiła go do pokoju przesłuchań i wskazała miejsce naprzeciwko siebie.
- Dziękuję, że znalazł pan czas.
- Nie miałem wyboru - odparł z lekkim uśmiechem. - Ale oczywiście chcę pomóc. Katarzyna była dobrą pracownicą.
Kinga otworzyła teczkę.
- Od jak dawna pracowała w pańskiej firmie?
- Niecałe dwa lata. Zaczynała jako stażystka, później dostała umowę. Była sumienna i szybko się uczyła.
- Świadkowie twierdzą, że często zostawała z panem po godzinach.
- Borkowski poprawił mankiet koszuli.
- Zdarzało się. Prowadziliśmy kilka ważnych projektów. Czasami trzeba było coś dokończyć.
- Czy tylko z Katarzyną zostawał pan po pracy?
Mężczyzna zastanowił się przez chwilę.
- Nie. Zdarzało się również innym pracownikom. Ale najczęściej zostawała właśnie ona.
Na twarzy Borkowskiego pojawiło się krótkie zakłopotanie.
- Była najbardziej zaangażowana.
Kinga wyjęła z teczki kopię listy wejść do budynku.
- Według systemu tydzień przed śmiercią Katarzyna opuściła firmę dopiero po dwudziestej drugiej. W budynku byli już wtedy tylko państwo.
Borkowski spojrzał na dokument.
- Rozmawialiśmy o jej przyszłości w firmie.
- O awansie?
- Tak.
- A dlaczego po tej rozmowie wyszła zapłakana?
Mężczyzna przez chwilę nic nie mówił.
- Była pod dużą presją. Powiedziała, że nie wie, czy chce dalej pracować.
- Z jakiego powodu?
- Nie powiedziała.
Kinga odchyliła się na krześle.
- Przesłuchaliśmy już kilka osób z pańskiej firmy. Dwie z nich twierdzą, że Katarzyna unikała z panem kontaktu.
Borkowski zmarszczył brwi.
- To nieprawda.
- Jest pan tego pewien?
- Oczywiście.
Kinga przez chwilę milczała. Wiedziała, że cisza często działa lepiej niż kolejne pytania.
Po kilku sekundach Borkowski sam się odezwał.
- Rozumiem, jak to wygląda. Młoda pracownica ginie, a jej przełożony automatycznie staje się podejrzany. Tylko że ja naprawdę nie mam z tym nic wspólnego.
- Czy może pan wskazać kogoś, kto mógł chcieć skrzywdzić Katarzynę?
Mężczyzna zawahał się.
- Kilka razy wspominała o sąsiadce.
- Co mówiła?
- Że ta kobieta ciągle ją obserwuje. Podobno zwracała jej uwagę o hałas, o gości, nawet o to, kiedy wraca do domu. Katarzyna śmiała się z tego, ale miałem wrażenie, że zaczyna ją to męczyć.
Kinga zapisała każde słowo.
- Dziękuję. Na razie to wszystko.
Borkowski wstał i bez pośpiechu wyszedł z pokoju.
Gdy drzwi się zamknęły, Kinga przez chwilę patrzyła w notatki. Jego odpowiedzi były spójne, ale zbyt ostrożne. Nie popełnił ani jednego błędu, a to często bywało bardziej niepokojące niż oczywiste kłamstwo.
Kilka minut później zadzwonił telefon.
- Pani prokurator, Joanna Król już czeka.
Kinga zamknęła teczkę i ruszyła w stronę kolejnego pokoju przesłuchań. Miała przeczucie, że starsza sąsiadka powie znacznie więcej, niż powiedziała podczas pierwszej rozmowy z policją. To właśnie świadkowie, którzy początkowo przemilczają część informacji, nierzadko okazują się kluczowi dla przebiegu śledztwa.
Rozdział 5Przesłuchanie
Joanna Król przyszła do prokuratury kilka minut przed wyznaczoną godziną. Była drobną kobietą po sześćdziesiątce, ubraną w ciemny płaszcz, który mimo ciepłej pogody trzymała zapięty aż pod szyję. Rozglądała się nerwowo po korytarzu, jakby obawiała się, że ktoś ją obserwuje.
Kinga wyszła po nią osobiście.
- Dziękuję, że przyszła pani jeszcze raz.
- Nie miałam spokojnej nocy - odpowiedziała cicho Joanna. - Ciągle widzę tę dziewczynę.
Usiadły naprzeciwko siebie. Kinga odczekała chwilę, dając kobiecie czas na uspokojenie.
- W pierwszym przesłuchaniu powiedziała pani, że wróciła do domu około dwudziestej drugiej. Monitoring pokazuje jednak, że weszła pani do budynku znacznie wcześniej. Chciałabym zrozumieć, skąd ta rozbieżność.
Joanna zacisnęła dłonie na filiżance z herbatą.
- Skłamałam.
Kinga nie zareagowała. Pozwoliła, aby cisza zrobiła swoje.
- Dlaczego?
- Bałam się.
- Czego dokładnie?
- Kiedy wróciłam do domu, usłyszałam kłótnię na klatce schodowej. Nie chciałam się mieszać. Zamknęłam drzwi i udawałam, że nic nie słyszę.
- Rozpoznała pani głosy?
Kobieta pokręciła głową.
- Jeden należał do młodej kobiety. Drugiego wcześniej nie słyszałam. To był spokojny, niski głos. Nie krzyczał. Właśnie to mnie przestraszyło.
- Co powiedział?
Joanna zamknęła oczy.
- Powiedział, że wszystko mogło skończyć się inaczej, ale teraz jest już za późno.
Kinga zanotowała zdanie.
- A potem?
Potem zapadła cisza. Po kilku minutach usłyszałam ciężkie kroki na schodach i trzaśnięcie drzwi wejściowych.
- Wyjrzała pani przez wizjer?
- Nie od razu. Minęło kilka minut. Kiedy otworzyłam drzwi, nikogo już nie było.
- Czy widziała pani coś nietypowego?
Joanna długo się zastanawiała.
- Na schodach leżała moneta i modlitwa. Pomyślałam, że należy do tej dziewczyny, więc zabrałam je..
Kinga uniosła wzrok znad notatnika.
- Nikomu wcześniej pani o tym nie powiedziała?
- Uznałam, że musiałam się pomylić.
- A dziś uważa pani inaczej?
- Tak, bo przypomniałam sobie jeszcze jedną rzecz.
Kinga pochyliła się lekko do przodu.
- Jaką?
- Kilka dni przed śmiercią Katarzyny widziałam przed blokiem czarnego sedana. Stał tam przez ponad godzinę. Kierowca nie wysiadał. Siedział za kierownicą i obserwował wejście do budynku.
- Zapamiętała pani numer rejestracyjny?
Joanna pokręciła głową.
- Nie. Ale pamiętam, że na tylnej szybie była naklejka firmy handlowej.
Kinga natychmiast zapisała tę informację.
- Czy widziała pani ten samochód jeszcze kiedyś?
- Tak. Dzień po pogrzebie. Przejechał powoli obok bloku i odjechał.
Po zakończeniu przesłuchania Kinga odprowadziła Joannę do wyjścia. Gdy wróciła do gabinetu, zadzwoniła do wydziału analiz.
Chcę listę wszystkich czarnych sedanów zarejestrowanych na firmy, które działały w tej okolicy. Sprawdźcie również, czy którykolwiek z ich pracowników miał kontakt z Katarzyną Borek.
Odłożyła słuchawkę i spojrzała na tablicę ze zdjęciami. Zamiast wyjaśniać sprawę, każde kolejne przesłuchanie dokładało nowy element układanki. Coraz wyraźniej było widać, że każdy z podejrzanych ukrywał jakiś sekret, ale nie każdy sekret musiał oznaczać udział w zabójstwie. To właśnie takie fałszywe tropy i osobiste tajemnice pozwalają budować wiarygodnych podejrzanych, nie zdradzając zbyt wcześnie tożsamości sprawcy.
Rozdział 6Nowy świadek
Po zakończeniu przesłuchania Joanny Król Kinga wróciła do swojego gabinetu. Zamknęła drzwi i jeszcze raz rozłożyła na biurku fotografie z miejsca zbrodni, protokoły przesłuchań oraz wydruki połączeń telefonicznych Katarzyny Borek. Każda z dotychczas przesłuchanych osób mówiła prawdę, ale żadna nie powiedziała jej całej. Im dłużej analizowała zgromadzony materiał, tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że wszyscy coś ukrywają.
Nie minęła godzina, gdy zadzwonił telefon.
- Pani prokurator, zgłosiła się koleżanka Katarzyny. Twierdzi, że ma informacje, których wcześniej nikomu nie przekazała.
- Proszę ją przyprowadzić.
Po kilku minutach do gabinetu weszła młoda kobieta o jasnych włosach. Była wyraźnie zdenerwowana. Przedstawiła się jako Paulina Sadowska i usiadła ostrożnie na krześle naprzeciwko Kingi.
- Dziękuję, że pani przyszła - powiedziała Kinga. Każda informacja może okazać się ważna.
Paulina przez chwilę milczała. Widać było, że zastanawia się, od czego zacząć.
- Nie zgłosiłam się wcześniej, bo bałam się o pracę. W naszej firmie szybko wiadomo, kto rozmawia z policją.
Kinga skinęła głową.
- Proszę opowiedzieć mi o Katarzynie. Czy zauważyła pani, że w ostatnim czasie coś się zmieniło?
- Bardzo się zmieniła. Jeszcze kilka miesięcy temu była pogodna. Planowała wyjazd za granicę i odkładała pieniądze. Potem nagle zaczęła się denerwować. Często wychodziła z biura, żeby odebrać telefon, a kiedy wracała, wyglądała tak, jakby miała się rozpłakać.
- Mówiła, kto do niej dzwonił?
- Nigdy. Za każdym razem odpowiadała, że to sprawy prywatne.
- Wspominała o jakichś problemach?
Paulina zawahała się.
- Tylko raz powiedziała mi, że przypadkiem zobaczyła coś, czego nie powinna była zobaczyć, że boi się o własne życie.
Kinga natychmiast podniosła wzrok znad notatnika.
- Wyjaśniła, o co chodzi?
- Nie. Powiedziała tylko, że jeśli komukolwiek o tym opowie, może mieć poważne kłopoty.
- Bała się swojego przełożonego?
Paulina pokręciła głową.
- Nie. Myślę, że bała się kogoś zupełnie innego.
W pokoju zapadła cisza.
- Kogo ma pani na myśli? - zapytała Kinga.
- Nie wiem. Ale dwa tygodnie przed śmiercią do firmy przyszedł jakiś mężczyzna. Wyglądał jak zwykły handlowiec albo przedstawiciel firmy. Miał ciemne spodnie, jasną koszulę i skórzaną teczkę. Niczym się nie wyróżniał. Gdyby nie to, że wszedł prosto do gabinetu i poprosił Kasię, pewnie w ogóle nie zwróciłabym na niego uwagi.
- Rozmawiał z nią?
- Tak. Zamknęli się w sali konferencyjnej. Po kilkunastu minutach Katarzyna weszła tam z dokumentami. Wyszła niemal od razu. Była blada i wyraźnie zdenerwowana.
- Powiedziała pani, co zobaczyła?
- Nie. Powiedziała tylko, że niektórych rzeczy lepiej nie widzieć i że ma nadzieję, iż ten człowiek już nigdy więcej się tu nie pojawi.
- Potrafiłaby go pani rozpoznać?
Paulina skinęła głową.
- Myślę, że tak. Miał bardzo charakterystyczne oczy. Spokojne, ale takie, jakby cały czas wszystko obserwowały.
Kinga zamknęła notatnik.
- Czy widziała go pani jeszcze kiedyś?
- Nie. Ale kilka dni później Katarzyna powiedziała mi, że ma wrażenie, iż ktoś ją śledzi. Myślałam, że przesadza. Dzisiaj już nie jestem tego taka pewna.
Po zakończeniu rozmowy Kinga odprowadziła Paulinę do drzwi. Gdy wróciła do gabinetu, natychmiast zadzwoniła do wydziału analiz.
- Chcę sprawdzić wszystkie wizyty zarejestrowane w firmie Katarzyny z ostatnich trzech miesięcy. Interesuje mnie każdy gość, który nie był pracownikiem.
- Zajmiemy się tym od razu - odpowiedział analityk.
Kilka minut później na ekranie komputera pojawił się raport z bilingów telefonu Katarzyny. Większość połączeń należała do rodziny, znajomych i współpracowników. Jeden numer jednak wyraźnie się wyróżniał. Powtarzał się regularnie przez kilka tygodni, zawsze wieczorem.
Kinga poleciła sprawdzić właściciela numeru.
Po kilku minutach analityk oddzwonił.
- To dziwne. Numer jest zarejestrowany na spółkę konsultingową z Warszawy, ale firma od dwóch lat praktycznie nie prowadzi działalności. Pod wskazanym adresem znajduje się pusty lokal.
Kinga spojrzała na zdjęcie Katarzyny leżące na biurku.
Miała coraz silniejsze przeczucie, że dziewczyna nie zginęła dlatego, kim była. Zginęła dlatego, że przypadkiem zobaczyła coś, czego nigdy nie powinna była zobaczyć.
Rozdział 10Seryjny
Pierwsze morderstwo było tragedią. Drugie - przypadkiem, który wstrząsnął dzielnicą. Trzecie - oficjalnym początkiem legendy. Kinga dowiedziała się o nim nie z systemu, nie z telefonu dyżurnego, tylko z... telewizji. Siedziała wieczorem przy biurku, przeglądając transkrypcję przesłuchania Henryka, gdy ekran w rogu pokoju, nastawiony na nocne wydanie wiadomości, nagle wypluł czerwony pasek:
PILNE: ZNALEZIONO CIAŁO MŁODEJ KOBIETY NA KLATCE SCHODOWEJ - TRZECIA OFIARA TAJEMNICZEGO SPRAWCY?
Podniosła głowę. Prezenterka patrzyła w kamerę z powagą, którą ćwiczyła latami.
- ...nieoficjalnie mówi się o podobieństwach do dwóch wcześniejszych zabójstw kobiet na klatkach schodowych bloków przy ulicach Żelaznej i Bema. Sprawy wciąż są w toku. Czy to oznacza, że po mieście grasuje seryjny morderca? Ministerstwo Sprawiedliwości na razie nie komentuje...
Kinga sięgnęła po telefon, zanim zdążyła w pełni przetrawić słowa. Trzy nieodebrane połączenia od dyżurnego, jedno od szefa.
- Wysocka - rzuciła, naciskając "oddzwoń".
- Gdzie jesteś? - zapytał szef bez powitania.
- W pokoju. Widziałam w wiadomościach.
- Dobrze, że chociaż telewizja cię informuje - warknął. - Trzecia klatka. Ulica Słoneczna. Ten sam schemat. Jedź tam. Policja jest w drodze. I zabierz ze sobą świadomość, że właśnie zrobili nam z tego serial na żywo.
Nazwa "Słoneczna" okazała się ironią. Stary blok z wielkiej płyty, szare ściany, odrapane drzwi wejściowe z wymienionymi tylko szybami. Nad wejściem już świeciła ekipa jednej z telewizji, ustawiona tak, żeby w kadrze było widać taśmę policyjną i płaczącą kobietę rozmawiającą z kimś przez telefon. Kinga minęła ich, nie zwracając uwagi na mikrofony, które instynktownie dziennikarze wychylali w jej stronę.
- Pani prokurator, to trzeci raz... - ktoś zaczął, ale uciszył go policjant.
Na ekranie obok rekonstrukcji pojawiły się słowa, których Kinga jeszcze nie widziała w oficjalnych sprawach: "motyw", "podpis", "schemat eskalacyjny".
Zadrżał jej telefon gdzieś pod stertą wydruków i notatek. Zignorowała pierwszy sygnał, drugi też. Za trzecim sięgnęła po urządzenie bardziej ze złości niż z potrzeby.
Powiadomienie ze szkolnego dziennika elektronicznego.
"Prosimy o pilny kontakt w sprawie nieobecności córki na zajęciach..."
Westchnęła. Godzina osiemnasta dwadzieścia. Zajęcia zaczynały się o dwunastej trzydzieści.
Przez moment zobaczyła córkę oczami wyobraźni, jak siedzi przy oknie w ich mieszkaniu, przytuloną do misia. Ninka ostatnio coraz częściej mówiła "nieważne", kiedy pytała kiedy pójdzie z mamą na plac zabaw
Kinga odłożyła telefon ekranem do dołu.
Kontynuuję analizę sekwencyjną - poinformował głos AI. LEX SUPREMA. - Wykryto powtarzalność w doborze miejsc i godzin...
W głowie Kingi, zamiast mapy miasta, pojawił się zeszły weekend. Ninka w drzwiach, z piłką pod pachą, w za dużym T-shircie z napisem "FC Cokolwiek", bo akurat taki był w promocji.
- Pójdziesz ze mną chociaż raz? - zapytała wtedy. - Tylko popatrzeć...
- Mam dyżur - odpowiedziała automatycznie. - Wiesz, że jak jest sprawa, to...
- To sprawa jest ważniejsza - dokończyła za nią córka. Bez złości. Gorzej - z przyzwyczajeniem.
Tak, sprawa była ważniejsza. Trzy martwe dziewczyny były ważniejsze. Algorytm, który jeszcze "nie wiedział", kto zabija, był ważniejszy. Każdy dzień opóźnienia mógł znaczyć czwartą. Ścisnęło ją w żołądku drugi raz tego dnia, mocniej niż pod blokiem, kiedy wrzeszczeli o seryjnym mordercy. Tamte pytania mogła odgrodzić się od siebie kratką radiowozu i służbową frazą "bez komentarza". Od spojrzenia Niny - nie bardzo mogła się odseparować. Przesunęła kubek z zimną kawą na drugi koniec stołu, jakby przesuwała w bok własne wyrzuty sumienia.
- Przejdź do korelacji z wcześniejszymi sprawami - powiedziała głośno, bardziej do siebie niż do systemu. - Chcę zobaczyć wszystkie wspólne elementy, nawet te najsłabsze.