Nowy przyjaciel. Magiczny konik - Sue Bentley

Reflow text when sidebars are open.
Zaczekaj na mnie! - zawołał Kaszmir i skoczył ku nocnemu niebu.
Światło księżyca mieniło się w jego złotych skrzydłach, kremowej sierści i rozwianej złotej grzywie oraz na ogonie. Jego głębokie, fiołkowe oczy błyszczały radośnie. Konik uwielbiał ścigać się dla zabawy ze swoją siostrą bliźniaczką.
- Pospiesz się! Spróbuj mnie dogonić! - zawołała Przeznaczenie.
Drocząc się z nim, podleciała na chwilę bliżej i popędziła do góry, żeby ukryć się w pierzastej chmurze.
Kaszmir zauważył jednak tęczowy blask bijący z łańcuszka wiszącego na jej szyi. Przeznaczenie założyła kamień mocy. Kamień, który chronił całe Stado Błyskawic i pomagał się ukryć przed czarnymi rumakami, które za wszelką cenę chciały go zdobyć. Ale przecież wynoszenie go poza Wyspę Tęczowej Mgły było zakazane!
- Przeznaczenie, zaczekaj! Wracaj! - zawołał Kaszmir.
Śmiech jego siostry bliźniaczki przeciął chłodne, nieruchome powietrze. Kaszmir rozpostarł złote skrzydła i pofrunął do góry. Szybko nabrał prędkości. Wznosił się coraz wyżej i wyżej, aż w końcu przeleciał przez chmurę i wynurzył się w ciemności okraszonej gwiazdami.
Przeznaczenie była tuż przed nim. Odwróciła się, a jej oczy błysnęły psotnie. Potem złożyła skrzydła i przygotowała się do nurkowania.
- Uważaj! Kamień... - zawołał do niej Kaszmir.
Brzdęk! Ciszę rozdarł cichy dźwięk. To wiszący na jej szyi łańcuszek zsunął się w dół.
- Och, nie! - Konik poczuł, jak ciarki przechodzą mu po grzbiecie.
Magiczny kamień bezgłośnie wpadł do jeziora!
Przerażona Przeznaczenie otworzyła szeroko oczy.
- Co ja narobiłam?! - jęknęła.
- Musimy go odnaleźć! Za mną! - ponaglił ją Kaszmir.
Popędził w dół i po chwili zanurzył się w wodzie. Siostra poszła w jego ślady.
W głębi jeziora było straszliwie zimno i przeraźliwie ciemno. Koniki długo szukały kamienia, ale nie wpadły na jego ślad. Kaszmir już chciał się poddać, kiedy nagle zauważył delikatną poświatę tuż przy samym dnie. Ostatkiem sił podpłynął i podniósł zgubę.
- Mam go! - zawołał, kiedy wynurzył się z wody.
Zorientował się, że jest sam. Gdzie się podziała jego siostra?
Młody konik błyskawicznie poleciał do domu, na Wyspę Tęczowej Mgły. Wierzył, że zaraz odnajdzie tam psotną bliźniaczkę i ją uspokoi. Wyjaśni, że wszystko jest w porządku.
Kiedy wylądował wśród bujnych traw, starsze konie o mądrych ślepiach wyszły zza drzew.
- Ogień! - Kaszmir pochylił swój łeb w ukłonie, po czym upuścił magiczny kamień u kopyt przywódcy Stada Błyskawic.
Świecidełko mieniło się kolorami tęczy.
- Wspaniale - powiedział głębokim głosem koń. - Twoja siostra zachowała się nierozsądnie, ale udało ci się ocalić nas przed katastrofą.
Kaszmir próbował jej bronić.
- Nie zrobiła tego umyślnie. Jestem przekonany, że chce za to przeprosić. Gdzie ona jest?
- Przeznaczenie uciekła - stwierdził ponuro Ogień. - Pewnie jej się wydawało, że kamień przepadł na zawsze i czekają ją teraz poważne kłopoty.
- Ale dokąd mogła się udać? - zapytał zaskoczony Kaszmir.
- Nie wiemy. Jednak kamień ci pomoże, jeśli zwrócisz się do niego z prośbą.
Kiedy konik spojrzał na tęczowe świecidełko, ono zaczęło rosnąć. Promienie oślepiającego, kolorowego światła rozsunęły się, a pośrodku pojawił się obraz. Kaszmir zobaczył kopyta swojej siostry. Właśnie opadły na ziemię w nieznanym mu lesie położonym gdzieś daleko, w innym świecie.
Na myśl o bliźniaczce zakłuło go w sercu. Przecież była tam sama, zagubiona, przestraszona i z pewnością znajdowała się w niebezpieczeństwie. Musiał ją odnaleźć! Błysnęło jasne, fioletowe światło i wokół Kaszmira zawirowała tęczowa mgła. W miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą stał majestatyczny konik ze skrzydłami, teraz prężył się mocny kasztanek o bujnej grzywie i ogonie oraz jasnych fiołkowych oczach.
- Ruszaj, młody przyjacielu - ponaglił go Ogień. - Wykorzystaj to przebranie, żeby odnaleźć siostrę, zanim dopadną ją mroczne rumaki.
Na kasztanowej sierści Kaszmira pojawiły się fiołkowe iskierki. Konik zarżał cicho, kiedy poczuł, jak rośnie w nim magiczna moc. Potem opadła na niego chmura tęczowej mgły i zaczęła wirować. Kręciła się coraz szybciej i szybciej, aż w końcu przeniosła go do...