Nowe zdrowe przepisy - Beata Pawlikowska

Reflow text when sidebars are open.
Zaczęłam gotować, bo nie miałam innego wyjścia.
Sprawdziłam, w jaki sposób robi się gotowe jedzenie sprzedawane w sklepach i złapałam się za głowę. Wcześniej myślałam, że jeżeli coś jest legalnie produkowane, ma nalepkę i podpis znanej firmy, to na pewno jest zdrowe i bezpieczne. Nawet do głowy mi nie przyszło, żeby sprawdzać, co w rzeczywistości oznaczają różne dziwne nazwy umieszczone na liście składników.
Przyzwyczaiłam się do tego, że w moim ulubionym jogurcie zawsze jest syrop glukozowo-fruktozowy, w pumperniklu jest regulator kwasowości kwas cytrynowy, w gorzkiej czekoladzie jest emulgator, czyli lecytyna, a w większości innych produktów prawie zawsze znajduje się skrobia modyfikowana, słód jęczmienny, aromat identyczny z naturalnym i podobne rzeczy.
Zresztą one brzmiały całkiem rozsądnie. Syrop glukozowo-fruktozowy kojarzył mi się z owocami, a słód jęczmienny ze zbożem. Wyobrażałam sobie, że ktoś po prostu wykorzystał cudowne, naturalne właściwości owoców i zbóż dla wzbogacenia wytwarzanego dla mnie jedzenia.
Żyłam w takiej nieświadomości przez kilkanaście lat. Aż nagle pewnego dnia uświadomiłam sobie, że coś dziwnego dzieje się w naszej zachodniej cywilizacji. Wszyscy są na coś chorzy. Każdy zna co najmniej jedną osobę, która walczy z rakiem albo choruje na serce. Coraz więcej jest dzieci z autyzmem. A co najdziwniejsze, przed XX wiekiem chorobliwa otyłość była rzadko spotykanym zjawiskiem, tymczasem teraz jest oficjalnie uznana za epidemię!
Hm, ale właściwie dlaczego?...
Co takiego zmieniło się na świecie przez minione kilkadziesiąt lat?
No tak, oczywiście, prowadzimy bardziej siedzący tryb życia. Ludzie spędzają cały dzień pracy przed komputerem zamiast w polu.
Ale przecież ludzki organizm jest w stanie przystosować się do zmieniających się warunków i przy mniejszym zapotrzebowaniu na energię po prostu w naturalny sposób potrzebuje mniejszej ilości jedzenia.
Chyba że... Chyba że coś zakłóci jego wewnętrzną równowagę i zaburzy jego poprawne funkcjonowanie w taki sposób, że zacznie chorować.
A co jest dostępne wszystkim ludziom na co dzień w takim stopniu, że może mieć bezpośredni wpływ na stan ich duszy, umysłu i ciała?
Jedzenie!
I wtedy wpadłam na pozornie niewinny pomysł, żeby dowiedzieć się więcej. Zrozumieć czym w rzeczywistości są te rzeczy, które znam tak dobrze z widzenia, bo są obecne na prawie wszystkich etykietach produktów gotowych do zjedzenia.
Sprawdziłam.
Wrzasnęłam ze zdumienia.
Odkryłam, że cała przemysłowo produkowana żywność jest nafaszerowana chemicznymi dodatkami, które mają jej nadać pożądane cechy - od sztucznego smaku i zapachu, przez sztuczny kolor aż po sztuczny kształt i wielkość.
Te syntetyczne dodatki zostały kiedyś przebadane i dopuszczone do spożycia, ale to było dawno, kiedy metody badawcze były bardzo ograniczone.
Znalazłam najnowsze wyniki badań nad tymi substancjami i wtedy wrzasnęłam ze zdumienia jeszcze raz.
Powiem krótko: wszystkie te emulgatory, regulatory kwasowości, słodziki, aromaty, zagęstniki, stabilizatory i inne dodatki to trucizna, która małymi dawkami i przez długi czas coraz bardziej niszczy ludzkość. Ciała, umysły i dusze. Więcej napisałam o tym w książkach z serii "W dżungli zdrowia".
Teraz chcę powiedzieć tylko tyle, że nie miałam wyjścia. Kiedy odkryłam to, co odkryłam, jedynym rozsądnym, racjonalnym i logicznym rozwiązaniem było natychmiastowe wyrzucenie z mojej kuchni wszystkich produktów zawierających chemiczne dodatki. Czyli wszystkiego, w czym jest syrop glukozowo-fruktozowy, aspartam, sorbitol, maltodekstryna, kwas cytrynowy, aromaty, hydrolizaty białkowe, słód jęczmienny, modyfikowana skrobia i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej.
I jeśli sprawdzisz na etykietach produktów, to odkryjesz, że te świństwa są wszędzie. W każdej musztardzie, w każdym jogurcie, każdej zupie w proszku, w każdym pasztecie i majonezie, soku owocowym, w każdym serze i deserze.
Miałam do wyboru - albo będę się dalej truć, albo zacznę sama gotować.
- Ale gotować? - westchnęłam. - Przecież ja nie mam na to czasu!
I rzeczywiście, nie miałam czasu na gotowanie dań z powszechnie dostępnych przepisów.
Dlatego postanowiłam opracować takie przepisy, które będą szybkie, proste i stuprocentowo zdrowe.
I takie są przepisy w tej książce.
Każde z tych dań robi się właściwie samo.
Trzeba tylko przygotować składniki, umieścić je w odpowiedniej kolejności w garnku, wymieszać i zostawić na około dwadzieścia minut. Po tym czasie potrawa powinna być gotowa.
Wszystkie dania wymyśliłam dla siebie i wszystkie osobiście ugotowałam i zjadłam. A przed zjedzeniem sfotografowałam.
Gotuję zgodnie ze starożytną filozofią pięciu przemian. Jej najważniejszym założeniem jest to, że każdy produkt spożywczy ma określone działanie na organizm.
Starożytni mędrcy opracowali całą sieć połączeń pomiędzy różnymi rzeczami nadającymi się do zjedzenia a konkretnymi narządami wewnętrznymi.
Zauważyli, że ludzkie ciało to mikrokosmos, stworzony na podobieństwo życia na naszej planecie. Istnieją w nim podobne zależności. Na przykład to, w jaki sposób naturalnie występujące rzeczy i żywioły wzajemnie na siebie działają, ograniczają albo wzmacniają. Choćby drzewo i ogień - drzewo zasila ogień, żeby mógł płonąć. Albo to, w jaki sposób woda karmi drzewo, żeby mogło rosnąć.
I tak samo jest wewnątrz ludzkiego organizmu. Narządy wewnętrzne też w podobny sposób wywierają na siebie działanie.
A najważniejsze w tym wszystkim jest to, że w każdej potrawie powinny się znaleźć takie składniki, które wzmacniają wszystkie wewnętrzne narządy.
I dlatego w moich przepisach znajdziesz pięć symboli:
D - jak Drzewo
O - jak Ogień
Z - jak Ziemia
M - jak Metal
W - jak Woda.
Gotowanie według tej starożytnej metody polega na tym, że składniki wkłada się do garnka w określonej kolejności. Tylko tyle.
Można je oczywiście wrzucić przypadkowo i wszystkie na raz, ale wtedy w garnku robi się bałagan. To tak, jakby zrzucić na Ziemię wszystkie pory roku jednocześnie. Wymieszać wiosnę z zimą, jesienią i latem i rozciągnąć na dwanaście miesięcy.
To nie miałoby sensu, prawda? Rośliny nie mogłyby rosnąć i dojrzewać, bo upał w nieprzewidywalny sposób mieszałby się z mrozem, a letni deszcz ze śniegiem.
W ludzkim organizmie jest tak samo. Przez cały czas toczą się w nim wewnętrzne procesy, które następują w ściśle określonej kolejności.
No i właśnie dlatego z jedzeniem też tak jest.
Kiedy przygotowujesz potrawę z zachowaniem odpowiedniej kolejności składników, wzmacniasz kolejno wszystkie narządy wewnętrzne. A poza tym takie jedzenie po prostu jest smaczniejsze. Więcej na ten temat napisałam w książce "Moje zdrowe przepisy".
Gotowanie jest naprawdę proste.
Moje przepisy są naprawdę szybkie i robią się same.
A co najważniejsze - są stuprocentowo zdrowe.
I jeśli chodzi o mnie - bardzo smaczne.
Mam nadzieję, że tobie też będą smakowały.
Serdecznie pozdrawiam i życzę powodzenia w kulinarnej przygodzie,
(O) W średnim garnku zagotuj niecałą szklankę wody
(Z) Dodaj obraną i pokrojoną w plasterki marchewkę
Wymieszaj, gotuj przez co najmniej minutę
(M) Dodaj liść laurowy, ziele angielskie, pieprz, majeranek, kozieradkę, tymianek i czarnuszkę
Wymieszaj, gotuj przez co najmniej minutę
(W) Dodaj kilka kryształków grubej soli
Wymieszaj, gotuj przez co najmniej minutę
(D) Dodaj posiekaną nać pietruszki i pokrojonego drobno pomidora
Wymieszaj, gotuj przez co najmniej minutę
(O) Dodaj trochę gorącej wody i kurkumę
Wymieszaj, gotuj przez co najmniej minutę
(Z) Dodaj obrane i pokrojone ziemniaki oraz kalafiora podzielonego na mniejsze cząstki
Wymieszaj, gotuj pod przykryciem przez ok. 10 minut
(Z) Dodaj orzechy
Gotuj bez przykrywki przez następne 10-15 minut, aż warzywa będą miękkie.
Bób opłucz, wsyp do niewielkiego garnka i zalej wrzątkiem. Po chwili odlej wrzątek, a lekko ostudzony bób łatwo wyjmiesz z łupinek.
(O) W średnim garnku zagotuj niecałą szklankę wody
(Z) Dodaj bób wyjęty z łupinek i fasolkę szparagową z odciętymi końcówkami
Wymieszaj, gotuj przez co najmniej minutę
(M) Dodaj liść laurowy, ziele angielskie i pieprz
Wymieszaj, gotuj przez co najmniej minutę
(W) Dodaj kilka kryształków grubej soli
Wymieszaj, gotuj przez co najmniej minutę
(D) Dodaj posiekaną nać pietruszki
Wymieszaj, gotuj przez co najmniej minutę
(O) Dodaj kurkumę i tyle gorącej wody, żeby nad warzywami było ok. 1,5 cm wody
Wymieszaj, gotuj przez co najmniej minutę
(Z) Dodaj nasiona słonecznika i podzielony na mniejsze kawałki brokuł
Wymieszaj, gotuj przez około 20 minut aż fasolka i bób będą miękkie
(M) Odlej nadmiar wody, dodaj posiekany koperek
Wymieszaj i podawaj ze świeżymi jagodami