Rozdział 2
Pola z trudem wstała od biurka. Zrobiło jej się słabo, jakby za chwilę miała zemdleć, dlatego położyła się w ubraniu na zaścielonym łóżku. Chyba się dziś przeforsowała, niepotrzebnie sprzątała mieszkanie, przecież Tatiana zrobiłaby to w piątek. Ale czy odkurzenie kilku dywanów i mycie sanitariatów to aż tak ciężka praca? Wczoraj, po spotkaniu autorskim, czuła się dobrze, nie sprawiała wrażenia chorej i uwierzyła, że jej stan się poprawił, że nagle cudownie ozdrowiała. Niestety była to najwyraźniej zasługa adrenaliny, która sztucznie wpompowała w nią energię. Dziś nie zdołałaby dojść do samochodu ani sklecić kilku zdań. Znowu do Poli dotarła świadomość, że się oszukiwała. Była chora, śmiertelnie chora. Dłonią dotknęła miejsca, pod którym kryło się serce. Wsłuchała się w jego pracę. Rytm był słaby i nieregularny. Mimo że liczyła tylko dwadzieścia osiem lat, miała serce dziewięćdziesięcioletniej staruszki, ale nawet one bywały od niej sprawniejsze. Sięgnęła po fiolkę z lekarstwem leżącą na komódce przy łóżku. Włożyła do ust tabletkę i popiła wodą. Jakiś czas później poczuła poprawę, lek zaczął działać. Przeniosła się myślami do lat dzieciństwa i szkolnej młodości.
Przez dwadzieścia lat jej życie było wypełnione radością, miłością i młodzieńczymi sukcesami. Urodziła się w dość zamożnej rodzinie lekarzy, hojnie obdarowana genetycznymi przywilejami: miała urodę i inteligencję; do tego była kochana przez rodzinę i lubiana przez przyjaciół. I co najważniejsze - była zdrowa. Miała cudownych rodziców i brata, a także chłopaka zakochanego w niej do szaleństwa. Kornela znała od zawsze, bo był najlepszym przyjacielem Szymka. Początkowo postrzegał ją tylko jako młodszą siostrzyczkę kumpla, natomiast w przypadku Poli było inaczej. Straszy od niej o pięć lat Kornel - inteligentny, oczytany i przystojny - stał się w jej oczach ideałem mężczyzny. Zakochała się w nim, mając siedem lat, kiedy wyciągnął ją z morza, gdy się topiła. Tamtego lata obie rodziny pojechały do Chorwacji na wakacje. Dorośli byli zajęci sobą i opalając się na plaży, nie zwrócili uwagi, gdy siedmiolatka nagle znalazła się pod wodą. Nawet Szymek, który miał przykazane opiekować się siostrą, nie zauważył niebezpieczeństwa, w przeciwieństwie do Kornela. Błyskawicznie podpłynął w jej stronę i zanurkował, a potem nieprzytomną doholował do brzegu. Sztuczne oddychanie i fachowa pomoc szybko przywróciły dziewczynkę do żywych. Pewnym usprawiedliwieniem niefrasobliwości dorosłych było wadliwe kółko, z którego uszło powietrze. Ten incydent dodatkowo scementował przyjaźń dwóch rodzin. Ojcowie znali się ze studiów i kontynuowali swą przyjaźń, ale od tamtego dnia Kornel w oczach Nerowskich urósł do miana bohatera. Potem rodzice i brat długo sobie wyrzucali, że podeszli nieodpowiedzialnie do kwestii opieki nad Polą, co wkrótce dziewczynka zaczęła dotkliwie odczuwać, ponieważ stali się zbyt opiekuńczy. Nie spuszczali z niej oczu, drżeli przy każdym przeziębieniu i nie pozwalali korzystać z wielu dziecięcych przyjemności. Pola nazywała ich trzema kwokami zatruwającymi życie jednemu pisklęciu swą nadopiekuńczością.
Nerowscy bardzo polubili Kornela... a Pola się w nim zakochała. Niestety on w ogóle tego nie dostrzegał. Razem z Szymkiem umawiali się z dziewczynami, potem zwierzali się sobie z miłosnych problemów, nie zwracając uwagi na wyjącą z rozpaczy nastolatkę - oczywiście jej rozpacz była milcząca, płakała dusza, nie oczy. Zarówno Szymek, jak i Kornel zawsze traktowali ją jak małe dziecko, wymagające stałej opieki i troski, a obiektem ich zainteresowań były starsze dziewczyny - starsze i ładne, bo byli przystojnymi i inteligentnymi chłopakami.
Wszystko się zmieniło, gdy Pola zebrała się na odwagę i zaprosiła Kornela na swoją studniówkę.
- Korni, nie mam pary. Czy mógłbyś iść ze mną?
Kornel najpierw się zdziwił, ale chwilę później z wahaniem wyraził zgodę. W tamtym czasie spotykał się z pewną dziewczyną z roku, ale nie potrafił odmówić przysługi siostrzyczce najlepszego kumpla. Szybko jednak przestał postrzegać Polę jako małą siostrzyczkę kolegi, gdy ujrzał ją w sukni wieczorowej, z makijażem i wspaniałą fryzurą.
- No, no, Pola Neri, wyglądasz dziś zjawiskowo - powiedział oniemiały na jej widok. - Ile ty masz lat?
- Tyle co wszystkie maturzystki. Nie pamiętasz, ile się ma lat w klasie maturalnej? Za kilka miesięcy skończę dziewiętnaście. Korni, nie gap się, jakbyś mnie pierwszy raz widział na oczy.
- Bo pierwszy raz widzę cię w takim wydaniu.
Pola wiedziała, że zrobiła na nim wrażenie, co stało się jeszcze bardziej widoczne w trakcie studniówki. Nie odrywał od niej oczu, przytulał się do niej w trakcie tańca i wprost z nią flirtował. Podchmielony alkoholem, którym uraczono go w szatni, próbował nawet ją pocałować.
- Korni, a twoja dziewczyna? - zapytała. - Kilka dni temu wylewałeś łzy przed Szymkiem z jej powodu, bo nie pozwalała ci iść ze mną na studniówkę.
- Hmm, płakałem? Nie przypominam sobie.
- Nie płakałeś, tylko wyśmiewałeś się z jej absurdalnej zazdrości. Powiedziałeś, cytuję: "Ta idiotka jest zazdrosna o Polę, a to przecież niedorzeczne".
- I miała rację. Okazuje się, że wcale nie jest taką idiotką, jak myślałem. - Mówiąc to, przyglądał się Poli z uwagą. A potem się odsunął.
Pola zaczęła żałować swoich słów, bo więcej nie próbował jej pocałować. Nawet gdy odwiózł ją taksówką pod dom, pocałował ją jedynie w rękę.
- Dzięki, Pola, za zaproszenie. Fajnie było znowu poczuć się uczniem.
- Myślałby kto, jaki z ciebie starzec - mruknęła rozczarowana i zła na siebie, że nie pozwoliła mu się pocałować. - Jesteś ode mnie starszy tylko pięć lat.
Kornel zjawił się w ich domu dopiero po kilku dniach. Pola była akurat sama.
- Nie ma Szymka - powiedziała na powitanie.
- Wiem. Przyszedłem do ciebie. - Podrapał się nerwowo po głowie. - Zerwałem z Olą. Czy mógłbym zaprosić cię do kina? Szymek się zgodził. Twoi rodzice też.
- Pytałeś ich o pozwolenie? - zdziwiła się.
- Niebezpośrednio, tylko przez Szymka.
Pola najpierw pokręciła głową, a później wybuchła śmiechem.
- Cały Korni! Rycerski do bólu.
Przez chwilę przyglądał się jej w zamyśleniu.
- Lubię, gdy tak do mnie się zwracasz. To lepsze niż Kornik.
Rozmowę przerwało im nadejście rodziców, którzy wrócili z pracy.
- Kornelku, zjesz z nami obiad? - zapytała mama. - Zaraz odgrzeję.
- Nie, dziękuję, muszę uczyć się do sesji. Chciałem tylko zaprosić Polę w sobotę do kina. Mogę?
- Oczywiście, Kornelku.
Spojrzał na Polę wyczekująco.
- A ty, Pola, zgadzasz się?
Wzruszyła ramionami.
- Czemu nie. Mogę iść. A co grają?
- Nie wiem.
Pierwszy raz pocałował ją w samochodzie, gdy po filmie odwoził ją do domu. A do łóżka poszli po zdaniu przez nią matury.
- Z taką liczbą punktów z pewnością dostaniesz się na medycynę - zauważył. - Polu Neri, trzeba to uczcić. Czy pojedziesz ze mną na parę dni do Grecji? Twoi rodzice i Szymon wyrazili zgodę.
- O Boże, czy o wszystko musisz ich pytać? Zapytałeś też ich o pozwolenie spania ze mną w jednym łóżku?
- Nie musiałem pytać, to oczywiste. Załatwiłem już rezerwację, lot mamy pojutrze.
Wcześniej Kornel raczej unikał intymnych sytuacji, ich bliskość ograniczała się jedynie do pocałunków i niewinnych pieszczot. Trochę irytowało to Polę, bo chciała tak jak większość jej koleżanek w klasie rozpocząć współżycie.
- Jestem dorosła, dawno skończyłam osiemnaście lat, a przecież seks można uprawiać bez konsekwencji prawnych już po skończeniu piętnastu. Przestań traktować mnie jak dziecko.
- Polu Neri, jestem od ciebie starszy pięć lat, dlatego to ja zadecyduję, kiedy nadejdzie odpowiedni moment - oznajmił na którejś randce. - Jestem za ciebie odpowiedzialny.
- Powiedz lepiej, że boisz się moich rodziców - mruknęła.
- Gdybyśmy niechcący wpadli, mogłoby to pokrzyżować twoje plany. Iść do matury z dzidziusiem w brzuchu to chyba nieodpowiedni moment, nie sądzisz? Po co ma się brzdąc dwa razy stresować z powodu matury, wystarczy, że w przyszłości sam będzie musiał ją zdawać.
- A słyszałeś, że jest coś takiego jak antykoncepcja? - bąknęła. - Nie wygłupiaj się, czy miałeś takie same opory przy innych dziewczynach?
- Ty nie jesteś jak inne dziewczyny. Ty jesteś Pola Neri - odparł, uśmiechając się wesoło.
Przed maturą Poli Kornel nigdy nie zaprosił jej do swojej garsoniery, którą kupili mu rodzice z myślą o dobrej finansowej lokacie, wychodząc z założenia, że w mieście akademickim zawsze jest boom na mieszkania pod najem. Dzięki tej garsonierze Konrad, i również Szymon, nie musieli się borykać z odwiecznym problemem młodych ludzi: jak znaleźć chatę na rozbieraną randkę.
Rodzice Konrada byli bardziej majętni od Nerowskich. Ojciec robił karierę jako wybitny transplantolog, a matka, dermatolożka, zatrudniła się w prywatnej klinice piękności, gdzie zarabiała duże pieniądze. Natomiast Andrzej Nerowski był anestezjologiem, a jego żona pediatrą pracującą w przychodni rejonowej. Ich sytuacja materialna przedstawiała się dobrze, mogli zapewnić sobie i dzieciom dostatnie życie polskiej klasy średniej, ale była okupiona nadliczbowymi godzinami. Dopiero etat anestezjologa w klinice Orłowskich pozwolił ojcu zwolnić tempo, ponieważ Robert Orłowski, jego dawny kolega z uczelni, należał do wymagających, ale szczodrze wynagradzających pracodawców. Szpital specjalizował się przede wszystkim w neurochirurgii, ale z biegiem czasu powstało tam kilka innych oddziałów. Największe dochody przynosiła klinice przychodnia stomatologiczna, do której ściągali tłumnie bogaci Niemcy na tak zwane wycieczki stomatologiczne. Dzięki dobrze wyposażonej infrastrukturze hotelowo-gastronomicznej przychodnia mogła oferować swym pacjentom nie tylko wysokiej klasy usługi dentystyczne, ale również szeroki wachlarz różnorakich przyjemności kulturalno-turystycznych. Placówka miała więc odpowiednie fundusze, by zapewnić swoim pracownikom bardzo dobre warunki finansowe. U Orłowskich znaleźli również zatrudnienie Szymek i Kornel, z czego byli bardzo dumni, ponieważ ta klinika należała do najlepszych placówek w Polsce.
Teraz, kiedy Pola została świeżo upieczoną maturzystką, Kornel postanowił wreszcie przeprowadzić inicjację seksualną dziewczyny, ale zamierzał zrobić to w bardziej romantycznej scenerii niż krakowska garsoniera. Wkrótce się okazało, że wczasy w Grecji były zbędnym wydatkiem, bo większość urlopu spędzili w hotelowym łóżku. Rzadko nawet wychodzili na plażę, tłumacząc to upałem. Bywali jedynie na posiłkach, a potem, po wypiciu kilku drinków w hotelowej restauracji, znowu zaszywali się w swoim pokoju. Dopiero po pięciu dniach pobytu zaczęli wyruszać na miasto i zwiedzać okolice.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki