Wprowadzenie
Moje pragnienie krytycznego przewartościowania teorii psychoanalitycznych
zrodziło się z niezadowolenia z wyników terapii. Zauważyłam, że niemal każdy
nasz pacjent miał problemy, których nie byliśmy w stanie rozwiązać na
podstawie naszej dotychczasowej wiedzy psychoanalitycznej.
Początkowo, zapewne jak większość psychoanalityków, przypisywałam niepewność
rezultatów swojemu brakowi doświadczenia, niezdolności zrozumienia lub
własnemu zaślepieniu. Pamiętam, jak zadręczałam bardziej doświadczonych
kolegów pytaniami, co Freud lub oni sami rozumieją przez "ego", dlaczego
sadystyczne impulsy są powiązane z "libido analnym" i dlaczego tak wiele
różnych skłonności uważa się za przejaw ukrytego homoseksualizmu - nie
uzyskałam jednak odpowiedzi, które wydawałyby mi się satysfakcjonujące.
Pierwszych wątpliwości co do słuszności teorii psychoanalitycznych
nabrałam po lekturze koncepcji psychologii kobiecej Freuda. Wątpliwości
te nasiliła jeszcze jego hipoteza popędu śmierci. Minęło jednak wiele lat,
zanim zaczęłam rozważać teorie psychoanalityczne w sposób krytyczny.
Jak pokażę na kartach tej książki, system teoretyczny, które Freud
stopniowo rozwijał, jest tak spójny, że gdy raz się go przyswoi, trudno
jest prowadzić obserwacje nieobciążone tym sposobem myślenia. Tylko
poprzez rozpoznanie spornych przesłanek, na których opiera się ten system,
można dostrzec wyraźniej źródła błędów zawartych w poszczególnych teoriach.
Z całą szczerością stwierdzam, że uważam się za osobę upoważnioną do
wyrażenia krytyki zawartej w tej książce, ponieważ konsekwentnie stosowałam
teorie Freuda przez ponad piętnaście lat.
Opór, jaki wielu psychiatrów, podobnie jak osób niezajmujących się
zawodowo psychologią, odczuwa wobec psychoanalizy ortodoksyjnej ma
źródła nie tylko w emocjach, jak się uważa, ale także w dyskusyjnym
charakterze wielu teorii. Całkowite odrzucenie psychoanalizy, do którego
często posuwają się jej krytycy, jest godne ubolewania, ponieważ prowadzi
do odrzucenia razem z tym co wątpliwe, również tego, co ważne, co w rezultacie uniemożliwia uznanie tego, co psychoanaliza ma do zaoferowania.
Odkryłam, że im bardziej krytycznie podchodziłam do wielu teorii
psychoanalitycznych, tym bardziej zdawałam sobie sprawę z konstruktywnej
wartości fundamentalnych odkryć Freuda i tym więcej otwierało się
przede mną możliwości zrozumienia problemów psychologicznych.
Dlatego celem tej książki nie jest wskazanie tego, co w psychoanalizie
jest złe, lecz umożliwienie pełnego rozwoju jej potencjalnych możliwości
poprzez wyeliminowanie elementów dyskusyjnych. W wyniku zarówno
teoretycznych rozważań, jak i doświadczenia praktycznego jestem zdania,
że zakres problemów, które można zrozumieć, znacznie się zwiększy, jeśli
uwolnimy się od pewnych historycznie uwarunkowanych przesłanek
teoretycznych i odrzucimy wyrosłe z nich koncepcje.
Mówiąc krótko, jestem przekonana, że psychoanaliza powinna pokonać
ograniczenia wynikłe z tego, że jest psychologią popędów i psychologią
genetyki. Jeśli chodzi o tę ostatnią, Freud ma skłonność do
postrzegania późniejszych osobliwości jako niemal bezpośrednich
powtórzeń dziecięcych popędów lub reakcji; dlatego oczekuje, że te
późniejsze zaburzenia znikną, jeśli wyjaśni się leżące u ich podstaw
doświadczenia z dzieciństwa. Jeśli jednak zrezygnujemy z tego jednostronnego
nacisku na genezę, zdamy sobie sprawę, że związek między późniejszymi
cechami a wcześniejszymi doświadczeniami jest bardziej skomplikowany
niż zakłada Freud: nie istnieje nic takiego, jak odosobnione
powtórzenie odosobnionego doświadczenia, lecz ogół dziecięcych
doświadczeń składa się na całość, tworząc określoną strukturę
osobowości, z której właśnie biorą się późniejsze trudności. Na pierwszy
plan zatem wysuwa się analiza obecnej struktury charakteru.
Co się zaś tyczy popędowego ukierunkowania psychoanalizy: kiedy
skłonności charakteru nie wyjaśnia się jako ostatecznego skutku
instynktownych popędów, modyfikowanych jedynie przez środowisko, cały
nacisk kładzie się na warunki życia kształtujące charakter i musimy na
nowo szukać czynników środowiskowych odpowiedzialnych za powstawanie
konfliktów neurotycznych; w ten sposób zaburzenia relacji międzyludzkich
stają się decydującym czynnikiem w powstawaniu nerwic. Dominacja
orientacji socjologicznej zajmuje wówczas miejsce dominacji orientacji
anatomiczno-fizjologicznej. Kiedy odejdzie się od jednostronnego
rozważania zasady przyjemności zawartej w teorii libido, ważniejsze
staje się dążenie do bezpieczeństwa, a rola lęku w wywoływaniu tego
dążenia pojawia się w nowym świetle. Istotnym czynnikiem w genezie nerwic
nie jest więc ani kompleks Edypa, ani żaden rodzaj dziecięcych dążeń do
przyjemności, ale wszystkie te niekorzystne doświadczenia, które
sprawiają, że dziecko czuje się bezradne i bezbronne, a świat postrzega
jako potencjalnie groźny. Strach przed potencjalnymi niebezpieczeństwami
sprawia, że dziecko musi rozwinąć w sobie pewne "neurotyczne tendencje",
które pozwolą mu w miarę bezpiecznie mierzyć się ze światem. Widziane w tym świetle tendencje narcystyczne, masochistyczne czy perfekcjonistyczne
nie są pochodnymi sił popędowych, lecz reprezentują przede wszystkim
indywidualną próbę znalezienia drogi w dziczy najeżonej niebezpieczeństwami.
Przejawiający się w nerwicach lęk nie jest zatem wyrazem strachu "ego"
przed atakiem przytłaczających popędów instynktownych lub przed karą
wymierzoną przez hipotetyczne "superego", ale skutkiem niewydolności
określonych mechanizmów obronnych.
Wpływ tej zasadniczej zmiany sposobu widzenia poszczególnych koncepcji
psychoanalitycznych zostanie omówiony w kolejnych rozdziałach. Tutaj
wystarczy wskazać na kilka ogólnych następstw.
Problemy seksualne, choć niekiedy mogą dominować w obrazie objawów, nie
są już traktowane jako dynamiczne centrum nerwicy. Trudności seksualne
są raczej skutkiem niż przyczyną neurotycznej struktury charakteru.
Zarazem zyskują na znaczeniu problemy moralne. Przyjmowanie za dobrą
monetę tych problemów moralnych, z którymi pozornie zmaga się pacjent
("superego", neurotyczne poczucie winy) wydaje się prowadzić w ślepą
uliczkę. Są to problemy pseudomoralne i jako takie muszą zostać
zdemaskowane. Koniecznie jednak trzeba pacjentowi pomóc stawić czoło
prawdziwym problemom moralnym, które występują w każdej nerwicy i ustosunkować się do nich.
I wreszcie, gdy nie traktuje się już "ego" jako organu jedynie
zaspokajającego lub powstrzymującego instynktowne popędy, właściwą
rangę odzyskują takie ludzkie właściwości, jak siła woli, rozsądek i odpowiedzialność. Opisywane przez Freuda "ego" staje się być fenomenem
nie uniwersalnym, a neurotycznym. Wypaczenie spontanicznej indywidualnej
jaźni trzeba zatem uznać za najważniejszy czynnik genezy i rozwoju nerwicy.
Nerwice są zatem szczególnym sposobem walki o byt w trudnych warunkach.
Ich istotą są zaburzenia stosunku do siebie i innych osób oraz zrodzone
z tego konflikty. Przesunięcie akcentu na czynniki uznawane za istotne
w nerwicach znacznie poszerza zadania terapii psychoanalitycznej. Celem
terapii nie jest zatem pomoc pacjentowi w zapanowaniu nad jego popędami,
ale takie zmniejszenie jego lęku, aby mógł on uwolnić się od swoich
"neurotycznych skłonności". Poza tym celem pojawia się zupełnie nowy
cel terapeutyczny, którym jest przywrócenie pacjenta jemu samemu, pomoc
w odzyskaniu spontaniczności i odnalezieniu punktu oparcia w samym sobie.
Mówi się, że z pisania książki największą korzyść odnosi pisarz. Wiem,
że ja wiele zyskałam w czasie pisania swojej. Konieczność formułowania
myśli bardzo mi pomogła je wyklarować. Trudno zawczasu powiedzieć, czy
inni też z niej skorzystają. Przypuszczam, że wielu psychoanalityków i psychiatrów również doświadczyło podobnych wątpliwości co do słuszności
wielu kwestii teoretycznych. Nie oczekuję, że w całości zaakceptują moje
stwierdzenia, ponieważ nie są one ani kompletne, ani ostateczne. Nie mają
też być początkiem nowej "szkoły" psychoanalitycznej. Mam jednak nadzieję,
że są one wystarczająco klarownie przedstawione, aby inni mogli sami
sprawdzić ich słuszność. Mam również nadzieję, że osoby poważnie
zainteresowane zastosowaniem psychoanalizy w wychowaniu, pracy społecznej
czy antropologii uznają je za pomocne dla wyjaśnienia problemów, z którymi
mają do czynienia. Na zakończenie wyrażam też nadzieję, że dzięki
przedstawionym przeze mnie rozważaniom te osoby - zarówno spośród
nieprofesjonalistów, jak i psychiatrów - które skłaniały się od odrzucania
psychoanalizy jako konstrukcji zaskakujących, ale nieuzasadnionych
założeń, zyskają nowy ogląd psychoanalizy jako nauki o przyczynach i skutkach oraz jako twórcze narzędzie o wyjątkowej wartości dla zrozumienia
siebie samych i innych.
W czasie, gdy moje wątpliwości co do słuszności teorii
psychoanalitycznych były jeszcze dość nieokreślone, dwóch kolegów
zachęcało mnie i inspirowało do pracy: Harald Schultz-Hencke i Wilhelm
Reich. Schultz-Hencke kwestionował terapeutyczną wartość dziecięcych
wspomnień i podkreślał konieczność analizowania przede wszystkim
aktualnej sytuacji konfliktowej. Reich, choć w tamtym czasie pochłonięty
teorią libido, wskazywał na konieczność analizowania w pierwszej
kolejności obronnych skłonności charakteru wytworzonych przez neurotyka.
Inne wpływy na rozwój mojej krytycznej postawy były bardziej ogólne.
Wyjaśnienie mi pewnych koncepcji filozoficznych przez Maxa Horkheima
pomogło mi zrozumieć myślowe przesłanki teorii Freuda. Większa wolność
od dogmatycznego myślenia, jaką znalazłam w tym kraju (tj. w Stanach
Zjednoczonych) zdjęła ze mnie obowiązek traktowania teorii psychoanalitycznych
jako twierdzeń niekwestionowanych i dała mi odwagę podążania w kierunku,
które uznałam za słuszny. Co więcej, poznanie kultury, która pod wieloma
względami różni się od europejskiej, uświadomiło mi, że wiele konfliktów
neurotycznych zdeterminowanych jest przez uwarunkowania kulturowe. Moją
wiedzę w tym zakresie poszerzyła znajomość prac Ericha Fromma, który w serii artykułów i wykładów skrytykował brak kulturowego uwarunkowania w pracach Freuda. Fromm umożliwił mi również nowe spojrzenie na wiele
problemów psychologii jednostki, jak na przykład fundamentalne znaczenie,
jakie utrata poczucia samego siebie ma w nerwicy. Żałuję, że kiedy pisałam
tę książkę, nie ukazała się jeszcze drukiem jego systematyczna prezentacja
roli czynników społecznych w psychologii, przez co nie mogę go zacytować
w wielu miejscach, w których chciałbym to zrobić.
Korzystam z okazji, by wyrazić swoją wdzięczność Elizabeth Todd, która
zredagowała tekst i była mi bardzo pomocna zarówno dzięki konstruktywnej
krytyce, jak i sugestiom dotyczącym bardziej przejrzystej organizacji
materiału. Podziękowania należą się również mojej sekretarce, Marie Levy,
której niestrudzona praca i błyskotliwy umysł służyły mi nieocenioną
pomocą. Czuję się również dłużniczką Alice Schulz, która pomogła mi lepiej
zrozumieć język angielski.
ROZDZIAŁ I
Podstawy psychoanalizy
Zdania na temat tego, jakie są podstawowe zasady psychologii Freuda, są
podzielone. Czy jest to próba uczynienia z psychologii nauki przyrodniczej,
czy próba przypisania naszych uczuć i dążeń źródłom "popędowym"? Czy jest to
rozszerzenie pojęcia seksualności, które spotkało się z tak wielkim oburzeniem
moralnym? Czy jest to przekonanie o generalnym znaczeniu kompleksu Edypa? Czy
może założenie, że osobowość dzieli się na "id", "ego" i "superego"? Czy jest
to koncepcja o powtarzających się w ciągu życia wzorcach ukształtowanych w dzieciństwie i oczekiwaniu wyleczenia poprzez ponowne przeżycie wczesnych
doświadczeń?
Nie ulega wątpliwości, że wszystkie te elementy są ważnymi
składnikami psychologii Freuda. Jednak od subiektywnego wartościowania zależy,
czy zostanie im przypisane centralne miejsce w całym systemie, czy też uzna
się je za drugorzędne rozważania teoretyczne. Jak wykażę w dalszej części,
wszystkie te teorie podlegają krytyce i powinny być traktowane raczej jako
historyczny balast, jaki niesie ze sobą psychoanaliza, niż jako jej istota.
Jakie są zatem konstruktywne i - jeśli mogę zaryzykować przewidywanie
dalszego rozwoju - nieprzemijające wartości, które Freud wniósł do psychologii
i psychiatrii? Ujmując rzecz nader ogólnikowo: od czasu fundamentalnych odkryć
Freuda nie dokonano niczego istotnego w dziedzinie psychologii i psychoterapii,
co nie wykorzystywałoby tych odkryć jako pożywki dla obserwacji i przemyśleń;
gdy zostały one odrzucone, wartość nowych odkryć zmalała.
Jedną z trudności w prezentowaniu podstawowych pojęć jest to, że częstokroć
są one uwikłane w dyskusyjne doktryny. Aby ukazać istotną treść tych pojęć,
należy pozbawić je pewnych teoretycznych implikacji. Z tego powodu to, co
może wyglądać na popularyzatorską prezentację, jest celową próbą wyjaśnienia
elementarnych zasad.
Za najbardziej fundamentalne i znaczące z odkryć Freuda uważam jego
teorie mówiące o tym, że procesy psychiczne są ściśle zdeterminowane, że
działania i uczucia mogą być determinowane przez nieświadome motywy oraz
że kierujące nami motywy to siły emocjonalne. Ponieważ koncepcje te są
wzajemnie powiązane, można zacząć mniej lub bardziej arbitralnie od dowolnej
z nich. Wydaje mi się jednak, że na pierwsze miejsce zasługuje koncepcja
nieświadomej motywacji, jeśli zostanie potraktowana poważnie. Należy ona do
tych teorii, które są powszechnie akceptowane, ale których konsekwencji często
nie rozumie się do końca. Prawdopodobnie trudno jest ją zrozumieć każdemu,
kto nie doświadczył odkrycia w sobie postaw lub celów, których siły wcześniej
sobie nie uświadamiał.
Krytycy psychoanalizy twierdzą, że w rzeczywistości
nigdy nie odkrywamy materiału, którego pacjent byłby całkowicie nieświadomy,
że w istocie czuje on jego istnienie, a tylko nie wie, jak bardzo wpływa on
na jego życie. Aby wyjaśnić tę kwestię, przypomnijmy sobie, co tak naprawdę
się dzieje, gdy ujawniona zostanie jakaś dotychczas nieuświadomiona postawa.
Posłużmy się typowym przykładem: na podstawie obserwacji dokonanych w czasie
spotkań z pacjentem, mówi się mu, że robi wrażenie osoby, która nie może
popełniać błędów, zawsze musi mieć rację i wiedzieć wszystko lepiej niż
wszyscy inni, i że te swoje skłonności ukrywa pod przykrywką racjonalnego
sceptycyzmu. Kiedy pacjent uświadamia sobie, że ta sugestia może być trafna,
być może zda sobie sprawę, że podczas lektury kryminałów ekscytuje go
nieomylność obserwacji i wniosków detektywa, że w szkole średniej był bardzo
ambitny, że nigdy nie jest dobry w dyskusji i że łatwo ulega opiniom innych,
ale może godzinami rozmyślać o rzeczach, które powinien był powiedzieć, że raz,
po błędnym odczytaniu rozkładu zajęć był bardzo zdenerwowany, że zawsze
odczuwa opór przed powiedzeniem lub napisaniem czegoś, co może budzić
wątpliwości, a zatem nie jest tak produktywny, jak mógłby być, że jest
wrażliwy na każdą formę krytyki, że często wątpi we własną inteligencję,
że cierpi nieludzko, gdy nie jest w stanie od razu pojąć sztuczek
pokazywanych przez magika.
Czego zatem pacjent był świadomy, a czego nie? Czasami uświadamiał sobie,
jak bardzo ważne jest dla niego, aby "mieć rację", lecz w żadnym stopniu
nie był świadomy wpływu tej postawy na swoje życie. Uważał to za nieistotną
osobliwość. Nie zdawał sobie również sprawy z tego, że niektóre z jego
ważnych reakcji i zahamowań były w jakiś sposób z tym powiązane. Nie
wiedział też, oczywiście, dlaczego zawsze musi mieć rację. Oznacza to, że
pacjent nie jest świadom wszystkich czynników ważnych w tym względzie.
Zastrzeżenia dotyczące koncepcji nieświadomego motywu są wygłaszane ze zbyt
formalistycznego punktu widzenia. Świadomość zajmowanej postawy obejmuje
nie tylko wiedzę o jej istnieniu, ale także wiedzę o jej sile i wpływie
oraz wiedzę o jej konsekwencjach i funkcjach, które pełni. Jeśli tej wiedzy
brakuje, oznacza to, że postawa jest nieświadoma, nawet jeśli czasami
przebłyski wiedzy docierały do świadomości. Kolejne zastrzeżenie, że nigdy
nie odkrywamy żadnych prawdziwie nieświadomych skłonności, jest w wielu
przypadkach sprzeczne z faktami. Weźmy przykład pacjenta, którego świadoma
postawa wobec innych jest taka, że lubi ich wszystkich bezkrytycznie. Nasze
stwierdzenie, że w istocie rzeczy on ich nie lubi, a jedynie czuje się w obowiązku ich lubić, może trafiać w samo sedno; ma poczucie, że zawsze był
tego niejasno świadom, ale nie miał odwagi się do tego przyznać. Nawet
kolejna sugestia, że jego dominującym uczuciem wobec innych jest pogarda,
może nie być dla niego całkowicie nowym odkryciem; wiedział, że czasami
gardzi innymi, ale nie zdawał sobie sprawy z głębi i siły tych uczuć. Ale
nasze następne stwierdzenie, że jego pogarda wobec innych jest konsekwencją
jego skłonności do lekceważenia ludzi może wydać mu się całkowicie nowa.
Znaczenie koncepcji Freuda nieuświadomionej motywacji nie polega na
stwierdzeniu, że nieświadome procesy istnieją, ale na dwóch szczególnych
aspektach tej teorii. Pierwszy z nich polega na tym, że wypieranie dążeń
ze świadomości lub niedopuszczanie ich do świadomości nie sprawia, że nie
istnieją i nie mogą być skuteczne. Oznacza to na przykład, że możemy być
niezadowoleni lub przygnębieni i nie wiemy, dlaczego; że możemy podejmować
najważniejsze decyzje, nie znając ich prawdziwych motywacji; że nasze
zainteresowania, przekonania i życzliwość mogą być determinowane przez siły,
których nie znamy. Drugim aspektem, jeśli oddzielić go od pewnych
konsekwencji teoretycznych, jest to, że nieświadome motywacje pozostają
nieświadome, ponieważ jesteśmy zainteresowani tym, by nie zdawać sobie z nich sprawy. Skondensowana do tego ogólnego stwierdzenia, teoria ta jest
kluczem zarówno do praktycznego, jak i teoretycznego rozumienia zjawisk
psychicznych. Oznacza ona, że jeśli zostanie podjęta próba odkrycia
nieświadomych motywacji, to trzeba będzie stoczyć walkę, ponieważ zagrożone
stają się niektóre nasze interesy. Krótko mówiąc, to teoria "oporu", która
ma kapitalne znaczenie dla terapii. Różnice poglądów na naturę tych
interesów, które blokują uświadomienie sobie popędów, są stosunkowo
mniej ważne.
Dopiero po rozpoznaniu nieświadomych procesów i ich konsekwencji Freud mógł
dojść do innego podstawowego przekonania, które od tego czasu okazało się
najbardziej konstruktywne: hipotezy roboczej, że procesy psychiczne są
równie ściśle zdeterminowane, jak procesy fizyczne. Pozwoliło to zająć się
tymi zjawiskami psychicznymi, które do tej pory były uważane za przypadkowe,
pozbawione znaczenia lub tajemnicze, takie jak marzenia, fantazje i pomyłki
życia codziennego. Zachęciło to do podjęcia ryzykownych prób psychologicznego
zrozumienia zjawisk, które dotychczas przypisywano bodźcom organicznym, na
przykład psychicznego podłoża lęków nocnych, psychicznych konsekwencji
masturbacji, psychicznych uwarunkowań histerii i zaburzeń czynnościowych,
psychicznych determinantów zmęczenia pracą. Pozwoliło to na konstruktywne
podejście do zjawisk, które do tej pory były przypisywane czynnikom
zewnętrznym, a zatem nie wzbudzały żadnego zainteresowania psychologii,
jak czynniki psychiczne warunkujące powodowanie wypadków, psychiczna dynamika
przyczyn kształtowania się i utrzymywania pewnych nawyków, psychologiczne
wyjaśnienie powtarzania się doświadczeń, które wcześniej przypisywano losowi.
Znaczenie myśli Freuda dla problemów tego rodzaju nie polega na tym, że
zaproponował ich rozwiązanie, na przykład przymus powtarzania jest z pewnością rozwiązaniem daleko niesatysfakcjonującym - ale na tym, że
otworzył drogę do ich zrozumienia. W istocie rzeczy teoria, że procesy
psychiczne są zdeterminowane, jest jednym z założeń, bez których nie
moglibyśmy zrobić ani jednego kroku w codziennej pracy psychoanalitycznej.
Bez niej nie moglibyśmy żywić nadziei na zrozumienie choćby jednej z reakcji pacjenta. Co więcej, pozwala nam dostrzec luki w naszym rozumieniu
sytuacji pacjenta i zadawać pytania umożliwiające pełniejsze jej rozpoznanie.
Możemy na przykład odkryć, że u pacjenta, który ma urojone poczucie własnej
ważności i w konsekwencji silne wrogie nastawienie do otaczającego świata,
który nie uznaje jego ważności, rozwija się poczucie nierealności. Odkrywamy,
że owo poczucie nierealności rozwija się podczas tych wrogich reakcji i możemy wstępnie założyć, że to oderwanie od rzeczywistości stanowi ucieczkę w fantazję poprzez umniejszanie nieznośnej sytuacji rzeczywistej. Mając jednak
w pamięci koncepcję o zdeterminowaniu procesów psychicznych, jesteśmy w stanie orzec, że w naszym rozumowaniu musi brakować jakiegoś konkretnego
czynnika lub kombinacji czynników, ponieważ u innych pacjentów o ogólnie
podobnej strukturze poczucie nierealności się nie rozwija.
To samo tyczy się oceny czynników ilościowych. Jeśli, na przykład, drobny
incydent, jak lekko zniecierpliwiony ton naszego głosu, prowadzi u pacjenta
do znacznego nasilenia niepokoju, to dysproporcja między przyczyną a skutkiem zrodzi w umyśle psychoanalityka następujące pytania: jeśli
niewielkie i chwilowe zniecierpliwienie z naszej strony może wywołać tak
silny lęk, to czy nie jest tak, że pacjent generalnie odczuwa brak pewności
wobec naszego do niego stosunku; co więc tłumaczy to natężenie lęku?
Dlaczego nasz stosunek do niego jest dla niego tak ważny? Czy czuje się
on całkowicie od nas zależny, a jeśli tak, to dlaczego? Czy odczuwa tak
ogromną niepewność we wszystkich swoich relacjach, czy też są jakieś
szczególne czynniki, które intensyfikują jego lęk w relacji z nami? Krótko
mówiąc, hipoteza robocza, że procesy psychiczne są ściśle zdeterminowane,
daje nam określoną wskazówkę i zachęca do zgłębienia powiązań
psychologicznych.
Trzecia podstawowa zasada myślenia psychoanalitycznego, wynikająca częściowo
w dwóch już wspomnianych, została nazwana dynamiczną koncepcją osobowości.
Dokładniej rzecz ujmując, jest to ogólne założenie, że nasze postawy i zachowania motywowane są przez siły emocjonalne oraz założenie szczegółowe,
że aby zrozumieć jakąkolwiek strukturę osobowości, musimy rozpoznać
emocjonalne popędy o charakterze konfliktowym.
Jeśli chodzi o założenie ogólne, nie ma potrzeby podkreślać jego wartości
konstruktywnej ani zdecydowanej wyższości nad koncepcjami psychologicznymi
racjonalnych motywacji, odruchów warunkowych i kształtowania nawyków.
Według Freuda te siły popędowe mają charakter instynktowny: seksualny
lub destrukcyjny. Jeśli jednak odrzucimy te aspekty teoretyczne i zastąpimy "libido" popędami emocjonalnymi, impulsami, potrzebami lub
namiętnościami, dostrzeżemy zasadnicze jądro założenia i docenimy jego
wartość dla rozumienia osobowości.
Bardziej szczegółowe założenie o znaczeniu wewnętrznych konfliktów stało
się kluczem do zrozumienia nerwic. Dyskusyjna część tego odkrycia dotyczy
natury zaangażowanych konfliktów. Dla Freuda są to konflikty między
"popędami" a "ego". Powiązał swoją teorię popędów z koncepcją konfliktów
i to połączenie stało się przedmiotem brutalnych ataków. Ja również uważam
ukierunkowanie Freuda na popęd za jedną z największych przeszkód w rozwoju psychoanalizy. Pod wpływem tych polemik jednak nastąpiło
przeniesienie nacisku z zasadniczej części koncepcji - centralnej roli
konfliktów - na część dyskusyjną, czyli teorię popędów. Nie jest teraz
celowe obszerne wyjaśnianie, dlaczego przypisuję tej koncepcji
fundamentalne znaczenie, ale w toku całej książki szczegółowo wykażę,
że nawet jeśli odrzuci się całą teorię popędów, pozostanie faktem, że
nerwice są w gruncie rzeczy skutkiem konfliktów. Dostrzeżenie tego,
pomimo przeszkód wynikających z założeń teoretycznych, jest
świadectwem wizji Freuda.
Freud nie tylko odkrył, jak ważne są nieświadome procesy dla
kształtowania się charakteru i nerwic, lecz również wiele nas nauczył o dynamice tych procesów. Wypychanie ze świadomości jakiegoś afektu lub
impulsu Freud nazwał represją (wyparciem). Mechanizm represji można
porównać do strusiej polityki: wypierany afekt lub impuls jest tak samo
silny jak wcześniej, ale my "udajemy", że nie istnieje. Jedyna różnica
między represją a udawaniem, w potocznym rozumieniu tego słowa, polega
na tym, że w pierwszym przypadku jesteśmy subiektywnie przekonani, że
ten impuls naprawdę nie istnieje. Samo wypieranie impulsu, jeśli ma on
jakieś znaczenie, zwykle nie wystarcza, aby go powstrzymać. Trzeba
sięgnąć po inne mechanizmy obronne. Można je podzielić na dwie ogólne
grupy: te, które powodują zmianę samego popędu i te, które jedynie
zmieniają jego kierunek.
Ściśle rzecz ujmując, tylko pierwsza grupa mechanizmów obronnych zasługuje w pełni na miano wyparcia, ponieważ wywołuje faktyczny brak świadomości
istnienia określonego afektu lub impulsu. Dwa główne rodzaje mechanizmów
obronnych, dzięki którym powstaje ten skutek, to formacja reaktywna
(reakcja upozorowana) i projekcja. Formacja reaktywna może mieć charakter
kompensacyjny. Wewnętrzne okrucieństwo może być kompensowane okazywaniem
na zewnątrz nadmiernej życzliwości. Skłonność do wykorzystywania innych,
jeśli została wyparta, może przemienić się w postawę nazbyt umiarkowanych
wymagań lub nieśmiałości w formułowaniu wszelkich próśb. Istniejąca
wypierana niechęć może ukrywać się pod pozorem braku zainteresowania;
wyparte pragnienie miłości - pod postawą "nie zależy mi na tym".
Ten sam skutek osiąga się poprzez projekcję afektu na innych. Mechanizm
projekcji nie różni się zasadniczo od skłonności do naiwnego zakładania,
że inni czują lub reagują w taki sam sposób, jak my. Niekiedy projekcja
ogranicza się wyłącznie do tego. Na przykład, jeśli pacjent gardzi sobą,
gdyż wchodzi w rozmaitego rodzaju konflikty, musi zakładać, że psychoanalityk
podobnie nim pogardza. Jak dotąd projekcja nie jest w żaden sposób związana
z nieświadomymi procesami. Ale przekonanie, że jakiś impuls lub uczucie
występuje u kogoś innego może służyć zaprzeczeniu ich istnienia w nas samych.
Takie przemieszczenie ma wiele zalet. Jeśli, na przykład, mąż projektuje na
żonę swoje pragnienia romansów pozamałżeńskich, nie tylko usuwa ten impuls
ze swojej świadomości, lecz również może czuć się lepszy od żony i też
usprawiedliwiony w wyładowywaniu na niej w formie podejrzeń i wyrzutów
wszelkiego rodzaju skądinąd nieuzasadnionych wrogich afektów.
Z powodu wszystkich tych korzyści ten mechanizm obronny często występuje.
Jedyny warunek, jaki należy uczynić, nie jest bynajmniej krytyką tej
koncepcji, ale ostrzeżeniem, aby nie interpretować niczego jako projekcji
bez dowodów na to, a także aby niezwykle skrupulatnie i ostrożnie
poszukiwać tych czynników, które są projektowane. Jeśli, na przykład,
pacjent mocno wierzy, że psychoanalityk go nie lubi, uczucie to może być
projekcją niechęci pacjenta do psychoanalityka, ale może też być
projekcją jego własnej niechęci do samego siebie. Wreszcie, może to wcale
nie być projekcja, a jedynie sposób na usprawiedliwienie braku emocjonalnego
zaangażowania pacjenta w relację z psychoanalitykiem, w sytuacji, gdy uważa,
że pociąga ona za sobą zagrożenie zależności.
Druga grupa mechanizmów obronnych nie zmienia samego impulsu, natomiast
zmienia jego kierunek. Wyparciu podlega tu nie sam afekt, a jego związek z określoną osobą lub sytuacją. Emocja ulega oddzieleniu od osoby lub sytuacji
na jeden z wielu sposobów, z których najważniejsze są te wymienione poniżej.
Po pierwsze, afekt związany z jakąś osobą może zostać przeniesiony na kogoś
innego. Ze zjawiskiem tym mamy najczęściej do czynienia w przypadku gniewu
wywołanego zwykle przez strach przed osobą, wobec której faktycznie odczuwany
jest gniew, lub zależność od niej. Powodem może być również mglista świadomość,
że gniew wobec konkretnej osoby nie jest usprawiedliwiony. W związku z tym
gniew może zostać przeniesiony na ludzi, których dana osoba się nie boi,
jak dzieci lub służące, na ludzi, od których nie jest zależna, jak teściowie
czy pracownicy, lub na osoby, wobec których gniew można uzasadnić, jak w przypadku przeniesienia gniewu z męża na kelnera, który oszukał na rachunku.
Ponadto, jeśli dana osoba czuje irytację na samą siebie, jej irytacja może
zwrócić się przeciwko komukolwiek z jej otoczenia.
Po drugie, afekt dotyczący jakiejś osoby może zostać przeniesiony na rzeczy,
zwierzęta, czynności i sytuacje. Powszechnie znanym przykładem jest
przeniesienie przyczyny irytacji na muchę na ścianie. Gniew może również
zostać przeniesiony z danej osoby na idee lub działania, które ona ceni.
Również w tym przypadku przydatna okazuje się zasada, że procesy psychiczne
są zdeterminowane, ponieważ wybór obiektu, na który przemieszczany jest
afekt, jest ściśle zdeterminowany. Jeśli, na przykład, żona czuje, że jest
całkowicie oddana swojemu mężowi, a urazę, którą do niego czuje, przenosi
na pracę męża, może się okazać, że czynnikiem determinującym przeniesienie
niechęci z męża na jego pracę jest jej pragnienie posiadania go w całości
wyłącznie dla siebie.
Po trzecie, afekt związany z inną osobą może zostać zwrócony na samego siebie.
Znakomitym przykładem są zarzuty wobec innych, które przybierają postać
samooskarżeń. Zasługą tej koncepcji jest to, że Freud zwrócił uwagę na
problem, który jest kluczowy w wielu nerwicach. Z obserwacji mianowicie
wynika, że zachodzi częsty związek między niezdolnością ludzi do wyrażania
krytyki lub żalu wobec innych czy czynienia im wyrzutów a ich skłonnością
do szukania winy w sobie.
Po czwarte, afekt związany z konkretną osobą lub sytuacją może być bardzo
ogólnikowy i niejasny. Konkretna złość na siebie lub innych może na przykład
przejawiać się jako ogólny, nieprecyzyjny stan irytacji. Niepokój związany
z określonym dylematem może objawiać się jako niejasny lęk bez żadnej
konkretnej treści.
Kolejna grupa odkrywczych informacji powiązana jest z pytaniem, w jaki
sposób można rozładować afekty znajdujące się poza świadomością. Freud
dostrzegł cztery sposoby.
Po pierwsze, wszystkie powyższe mechanizmy obronne, choć służą ukrywaniu
przed świadomością afektu lub jego prawdziwego znaczenia i ukierunkowania,
pozwalają mu się ujawnić, choć niekiedy w sposób pośredni. Na przykład
nadopiekuńcza matka może właśnie poprzez swoją nadmierną opiekuńczość
rozładować silną emocję wrogości. Jeśli wrogość jest projektowana na kogoś
innego, osoba nadal może wyładowywać własną wrogość jako odpowiedź na
domniemaną wrogość innych. Jeśli afekt jest jedynie przemieszczany, może
być mimo to rozładowywany, choć w złym kierunku.
Po drugie, wyparte uczucia lub popędy mogą znaleźć swój wyraz, jeśli uda
się je zracjonalizować, lub, mówiąc bardziej poprawnie, jak ujął to Erich
Fromm, jeśli zostaną przedstawione w postaci społecznie akceptowanej1.
Tendencja do posiadania lub dominacji może być wyrażona w kategoriach
miłości; osobista ambicja - w kategoriach oddania sprawie; tendencja do
deprecjonowania - w kategoriach inteligentnego sceptycyzmu; wroga agresja -
w kategoriach obowiązku mówienia prawdy. Choć w niedopracowanej postaci
mechanizm racjonalizacji był znany od zawsze, Freud nie tylko ujawnił jego
zakres i wyrafinowane sposoby jego wykorzystywania, lecz również nauczył
nas korzystać zeń systematycznie w celu odkrywania w ramach terapii
nieświadomych popędów.
W związku z tym ostatnim aspektem ważne jest, aby wiedzieć, że racjonalizacja
jest wykorzystywana również dla utrzymania i uzasadnienia pozycji obronnych.
Niezdolność do oskarżenia kogoś lub do obrony własnych interesów może w świadomości przyjąć postać życzliwego szanowania uczuć innych ludzi lub
zdolność rozumienia ich. Niechęć do uznania działania w sobie jakichkolwiek
nieświadomych sił może zostać zracjonalizowana jako wystrzeganie się
grzesznej niewiary w wolną wolę. Niezdolność do sięgania po to, czego się
pragnie może wydawać się bezinteresownością; hipochondryczna obawa -
obowiązkiem dbania o siebie.
Wartości tej koncepcji nie umniejsza fakt, że w praktyce jest ona często
niewłaściwie używana. Nie można mieć za złe dobremu skalpelowi, że można
nim wykonywać złe operacje. Należy jednak mieć świadomość, że praca z mechanizmem racjonalizacji to praca z niebezpiecznym narzędziem. Nie wolno
więc zakładać bez dowodów, że prezentowana postawa lub przekonanie jest
racjonalizacją czegoś innego. Racjonalizacja zachodzi wtedy, gdy prawdziwe
motywy działania są inne niż te zakładane w świadomości. Jeśli, na
przykład, ktoś nie akceptuje trudnego, ale dobrze płatnego stanowiska,
ponieważ musiałby odstąpić od swoich przekonań, być może naprawdę czuje,
że jego przekonania są tak głębokie, iż ich obrona jest dla niego ważniejsza
niż zysk finansowy lub prestiż. Być może jednak główną motywacją jego
decyzji nie są przekonania, mimo że ma takowe, ale obawa, że nie będzie
w stanie sprostać wymogom stanowiska lub że narazi się na krytykę bądź atak.
W tym drugim przypadku przyjąłby stanowisko pomimo koniecznych kompromisów,
gdyby nie jego obawy. Możliwe są, rzecz jasna, różnego typu wariacje połączeń
tych dwóch rodzajów motywacji. O racjonalizacji możemy mówić tylko wtedy,
gdy te obawy są faktycznie bardziej dominującym motywem. Wskazówką sugerującą,
by nie ufać świadomej motywacji, może być na przykład nasza wiedza o tym,
że w innych przypadkach dana osoba nie wahała się iść na kompromis.
Po trzecie, wyparte uczucia lub myśli mogą się przejawiać w zachowaniach
mimowolnych. Freud wskazał na takie przejawy w opisach swoich odkryć
dotyczących psychologii dowcipu i pomyłek życia codziennego; odkrycia
te, choć dyskusyjne w wielu szczegółach, stały się ważnym źródłem
informacji w zakresie psychoanalizy. Uczucia i postawy mogą być również
ujawniane nieumyślnie poprzez ton głosu i gesty, mówienie lub robienie
czegoś bez zdawania sobie sprawy z jego znaczenia. Obserwacje
przeprowadzone na tym polu również stanowią cenną część terapii
psychoanalitycznej.
Po czwarte wreszcie, wyparte pragnienia lub lęki mogą powracać w marzeniach sennych i fantazjach. Wyparte pragnienie zemsty może odżywać
w snach; poczucie wyższości nad kimś, którego nie ma się śmiałości uznać
w świadomych myślach, może być realizowane w snach. Koncepcja ta
prawdopodobnie okaże się jeszcze bardziej owocna niż dotychczas,
zwłaszcza gdy rozszerzymy ją tak, aby obejmowała nie tylko konkretne sny
i fantazje, ale także nieświadome złudzenia. Z punktu widzenia terapii
ich rozpoznanie jest o tyle istotne, że to, co bardzo często brane było
za niechęć pacjenta do wyzdrowienia, jest często jego niechęcią do
porzucenia złudzeń.
Ponieważ nie będę powracać do teorii marzeń sennych Freuda, skorzystam z okazji, by wskazać to, co uważam za jej nadrzędną wartość. Odkładając na
bok wiele szczegółowych właściwości snów, które Freud nauczył nas
rozumieć, za jego najważniejszy wkład w tym względzie uważam opracowanie
przez niego hipotezy roboczej, że sny są przejawem skłonności do
zaspokojenia pragnienia. Sen często daje wskazówkę co do istniejącej
dynamiki, jeśli po zrozumieniu jego ukrytej treści zastanowimy się, jaką
skłonność on wyraża i jaka podstawowa potrzeba sprawiła ujawnienie się
tej konkretnej tendencji.
Załóżmy, posługując się uproszczonym przykładem, że istotą marzenia
sennego pacjenta jest obraz psychoanalityka jako ignoranta, osoby
zarozumiałej i brzydkiej. Założenie, że w marzeniach sennych ujawniają
się skłonności, pokazuje nam, po pierwsze, że ten sen odzwierciedla
tendencję do lekceważenia, powiedzmy, opinii, a po drugie, że musimy
szukać rzeczywistej przyczyny, która skłania pacjenta do dyskredytowania
psychoanalityka. To poszukiwanie może z kolei prowadzić do stwierdzenia,
że pacjent poczuł się upokorzony przez coś, co powiedział psychoanalityk
lub że poczuł, iż zagrożona jest jego dominacja i może ją utrzymać
poprzez deprecjonowanie psychoanalityka. Rozpoznanie takiej sekwencji
reakcji może zrodzić kolejne pytanie, czy jest to typowy sposób
reagowania pacjenta. W nerwicach najważniejszą funkcją snów jest próba
uśmierzenia obawy lub znalezienia kompromisowych rozwiązań dla
konfliktów nierozwiązywalnych w życiu realnym. Jeśli taka próba się nie
powiedzie, może pojawić się sen lękowy.
Teoria marzeń sennych Freuda była często krytykowana. Wydaje mi się
jednak, że często mylone były dwa aspekty tych polemik: zasada, zgodnie
z którą należy dokonywać interpretacji oraz już same interpretacje.
Freud dał nam metodologiczne punkty widzenia, które z konieczności mają
charakter formalny. Faktyczne wyniki uzyskane na podstawie tych zasad
będą całkowicie zależeć od tego, jakie popędy, reakcje i konflikty uważa
się za istotne u danej osoby. Z tego powodu ta sama zasada może być
podstawą różnych interpretacji, a różnice te nie prowadzą do obalenia
tej zasady.
Kolejna fundamentalna zasługa Freuda zasadza się na tym, że otworzył on
drogę do zrozumienia natury lęku neurotycznego i roli, jaką odgrywa on w nerwicach. Ponieważ ten punkt zostanie szczegółowo omówiony później,
tutaj zostanie jedynie wspomniany.
Z tego samego powodu mogę krótko streścić ustalenia Freuda dotyczące
wpływu doświadczeń z dzieciństwa. Sporne aspekty tych odkryć dotyczą
głównie trzech założeń: że odziedziczony system reakcji jest ważniejszy
niż wpływ środowiska, że doświadczenia, które mają wpływ, są natury
seksualnej i że późniejsze doświadczenia są w dużej mierze powtórzeniem
tych z dzieciństwa. Nawet jednak po odrzuceniu tych spornych kwestii
istota odkryć Freuda się nie zmienia: charakter i nerwice są
kształtowane przez wczesne doświadczenia w stopniu, z jakiego dotychczas
nie zdawano sobie sprawy. Nie ma potrzeby podkreślania, jak bardzo
rewolucyjny wpływ odkrycie to miało nie tylko na psychiatrię, ale także
na edukację i etnologię.
Powód, dla którego wśród spornych kwestii wymieniony został nacisk
kładziony przez Freuda na doświadczenia seksualne zostanie omówiony
później. Pomimo wszystkich zastrzeżeń co do oceny seksualności przez
Freuda, nie należy zapominać, że utorował on drogę do rozważania
problemów seksualnych w sposób rzeczowy oraz do zrozumienia ich
znaczenia i wagi.
Równie ważne jest to, że Freud dał nam podstawowe narzędzia
metodologiczne terapii. Główne koncepcje, które przyczyniły się do
rozwoju terapii psychoanalitycznej to te odnoszące się do przeniesienia,
oporu i metody wolnych skojarzeń.
Koncepcja przeniesienia - oderwana od teoretycznych kontrowersji
dotyczących tego, czy przeniesienie jest zasadniczo powtórzeniem postaw
z dzieciństwa - zakłada, że obserwacja, zrozumienie i omówienie
emocjonalnych reakcji pacjenta na sytuację psychoanalityczną stanowią
najprostszą drogą do osiągnięcia zrozumienia struktury jego charakteru,
a co za tym idzie - jego trudności. Stała się ona najpotężniejszym, a nawet niezbędnym narzędziem terapii analitycznej. Sądzę, że pomijając
już jej wartość dla terapii, przyszłość psychoanalizy zależy w dużej
mierze od uważniejszej i głębszej obserwacji oraz zrozumienia reakcji
pacjenta. Przekonanie to opiera się na założeniu, że istotą całej
psychologii człowieka jest zrozumienie procesów zachodzących w relacjach
międzyludzkich. Relacja psychoanalityczna, która jest jedną z form
stosunków międzyludzkich, daje nam niespotykane możliwości zrozumienia
tych procesów. Dlatego też dokładniejsze i głębsze zrozumienie tej
jednej relacji będzie największym wkładem w psychologię, jaki
psychoanaliza może zaoferować.
Przez opór rozumie się energię, jaką jednostka wkłada w to, aby wyparte
uczucia lub myśli nie przedostały się do świadomości. Koncepcja ta, jak
wspomniano, opiera się na naszej wiedzy, że pacjent ma wystarczające
powody, aby nie uświadamiać sobie pewnych popędów. Fakt, że są pewne
kwestie sporne i - moim zdaniem - błędne koncepcje dotyczące natury tych
zainteresowań nie umniejsza podstawowego znaczenia, jakim jest uznanie
ich istnienia. Włożono już wiele pracy w badanie sposobów, w jakie
pacjent broni swoich pozycji, jak walczy, wycofuje się i unika problemu,
a im lepiej jesteśmy w stanie rozpoznać liczne indywidualne formy tej
obrony, tym szybsza i skuteczniejsza stanie się terapia
psychoanalityczna.
Szczególnym czynnikiem umożliwiającym dokładną obserwację w psychoanalizie jest zobowiązanie pacjenta do wyrażania wszystkiego, co
myśli lub czuje, niezależnie od wszelkich intelektualnych lub
emocjonalnych zastrzeżeń. Zasada działania tej fundamentalnej reguły
terapii psychoanalitycznej zasadza się na istnieniu ciągłości myśli i uczuć, nawet jeśli jej nie widać. Zmusza to psychoanalityka do zwracania
bacznej uwagi na sekwencję pojawiania się myśli i uczuć, co daje mu
możliwość stopniowego wyciągania wstępnych wniosków co do tendencji lub
reakcji, które motywują ujawniające się uczucia pacjenta. Metoda wolnych
skojarzeń, stosowana w terapii, należy do tych koncepcji
psychoanalitycznych, których potencjalna wartość daleka jest od
wyczerpania. Z mojego doświadczenia wynika, że im głębsza jest nasza
wiedza o możliwych reakcjach psychicznych i powiązaniach oraz możliwych
formach ekspresji, tym bardziej wartościowa okazuje się ta koncepcja.
Obserwacja treści i kolejności wypowiedzi pacjenta razem z ogólną
obserwacją jego zachowania - gestów, tonu głosu itp. - pozwala
wnioskować o faktycznych procesach wywołujących owo zachowanie. Jeśli te
wnioski zostaną przekazane pacjentowi w formie mniej lub bardziej
wstępnych interpretacji, uruchomią nowe skojarzenia, potwierdzając bądź
obalając założenia psychoanalityka, poszerzając je poprzez odsłonięcie
nowych aspektów lub zawężając je do bardziej specyficznych uwarunkowań i generalnie ujawniając reakcje pacjenta na te interpretacje.
Metodzie tej zarzucano, że interpretacje są arbitralne, że skojarzenia
będące wynikiem interpretacji przekazanych przez psychoanalityka są
przez nie prowokowane i rodzą się pod ich wpływem, a zatem całe
postępowanie ma niezwykle subiektywny charakter. Jeśli jednak
zastrzeżenia te mają jakieś znaczenie, poza nawoływaniem o taki
obiektywizm, jaki w dziedzinie psychologii nie jest w ogóle możliwy, to
jedynie w odniesieniu do następującej sytuacji: błędna interpretacja
przedstawiona w autorytatywny sposób pacjentowi podatnemu na sugestię
może wprowadzić go w błąd w taki sposób, w jaki łatwo ulegający sugestii
uczeń jest przekonany, że widzi przez mikroskop to, czego nauczyciel
nakazał mu szukać. Jest to oczywiście możliwe. Nie można całkowicie
wykluczyć niebezpieczeństwa mylących interpretacji. Można je jedynie
zmniejszyć. Niebezpieczeństwo to będzie tym mniejsze, im większa jest
wiedza i znajomość psychologii psychoanalityka, im mniej doszukuje się
potwierdzenia ustalonych teorii, im mniej autorytatywna jest jego
interpretacja i im mniej jego własne problemy kolidują z jego
obserwacjami. Niebezpieczeństwo to zmniejszy się jeszcze bardziej, gdy
stale będzie brana pod uwagę potencjalna ustępliwość pacjenta i w końcu
analizowana.
To wstępne omówienie nie ma na celu wyczerpującej prezentacji produktywnych
odkryć Freuda. Dotyczy ono tylko tych podstaw podejścia psychologicznego,
które w moim doświadczeniu okazały się najbardziej konstruktywne. Ich
prezentacja była stosunkowo krótka, ponieważ są to narzędzia, z którymi
pracuję i ponieważ omówię szczegółowo ich znaczenie i zastosowanie w każdym
kolejnym rozdziale. Stanowią one, że tak powiem, mentalne tło całej książki.
Wiele innych pionierskich obserwacji Freuda wskażę później.