Nowe Książki 5/23 - Opracowanie zbiorowe

Kup ebooka

10.00 zł
8.29 zł (8,50 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ROZMOWY "NOWYCH KSIĄŻEK"

Wierzę w siłę mikrohistorii

Z Kristiną Sabaliauskait? rozmawia Mikołaj Rajkowski

Rozmawiamy przy okazji wydania polskiego przekładu czwartego i ostatniego tomu cyklu Silva rerum. Jak zmienił się w nim świat rodziny Narwojszów?

Typowo ziemiański tryb życia, z jego uświęconymi tradycjami i relacjami rodzinnymi, przetrwał wiele setek lat. Jednocześnie czas nie stał w miejscu - historia biegła swoim torem, następowały zmiany kulturalne, rozwijało się życie uniwersyteckie, dokonywał się postęp w medycynie... Zmieniały się mody i filozofie. W trzeciej części istotnym wątkiem była ezoteryka i różne quasi-religie, które wówczas rozpalały umysły wielu ludzi, w czwartej części na scenę wkracza filozofia oświecenia. Widzimy, jak powoli formuje się współczesny świat. Jednocześnie powieść kończy się wielką cezurą historyczną, czyli rozbiorami. Świat dziewiętnastowieczny jest już zupełnie inny.

Świat Narwojszów staje się tymczasem niejako jednocześnie większy i mniejszy. Wydarzenia, które dzieją się daleko od Wilna, zaczynają nabierać dla bohaterów większego znaczenia, dotykają ich bezpośrednio. Czy to pierwszy akord globalizacji?

Druga połowa XVIII wieku to zdecydowany krok w kierunku globalizacji, z prostego powodu - możliwości coraz szybszego podróżowania. Karety są lżejsze, ludzie stają się bardziej mobilni, szybciej przepływają informacje. To, co jeszcze sto lat wcześniej byłoby wielką wyprawą, na którą mogliby sobie pozwolić tylko najzamożniejsi magnaci, teraz staje się udziałem studenta z listem rekomendacyjnym z Akademii Wileńskiej. Może on odbywać dalekie podróże - nie tak wygodnie jak magnaci, ale na ławce karety z pętem kiełbasy pod ręką może dotrzeć do stolic Europy. Otwierają się nowe możliwości, nowe doświadczenia dla ogromnej grupy ludzi.

Rozbiory przynoszą upadek Rzeczypospolitej, ale także koniec pewnego stylu życia. Czytelnicy z pewnością chcieli się dowiedzieć, jak Narwojszowie odnajdą się w nowych realiach...

Słyszałam wiele pytań o ciąg dalszy, ale moja odpowiedź brzmi: nie, dla mnie ta historia kończy się w tym miejscu. Nie chciałam wkraczać w XIX wiek, który jest mi już trochę obcy, również estetycznie.

To raczej barok jest dla pani istotnym punktem odniesienia?

Tak, barok i oświecenie. Nie tylko ze względów estetycznych - XVII i XVIII wiek to wciąż epoka innego, wolniejszego myślenia, człowiek żył i rozmyślał według pewnych reguł i rytmów. Interesują mnie także procesy, takie jak zmieniająca się pozycja kobiet, która pod koniec XVIII wieku staje się naprawdę istotna. Oczywiście przede wszystkim mówimy o magnatkach, takich postaciach, jak Izabela Czartoryska, Helena z Przezdzieckich Radziwiłłowa czy Elżbieta Puzynina - fundatorka Obserwatorium Wileńskiego. Te kobiety zaczynały wyrażać siebie, sponsorować nie tylko dzieła sztuki, ale i nauki, brać udział w życiu kulturalnym, pisać... XIX wiek przyniósł w tej kwestii regres.

Skupienie na emancypacji narodowej zahamowało emancypację kobiet?

Tak. Chociaż można powiedzieć, że nastąpiła emancypacja na innych warunkach, niejako z konieczności. XIX wiek na Litwie to stulecie kobiet ubranych na czarno, które musiały stać się głowami rodzin, gdy ich mężowie i synowie ginęli w powstaniach, siedzieli w więzieniach czy na zsyłkach.

Od XIX wieku ucieka pani także pod względem formy powieściowej. W Silva rerum próżno szukać na przykład dialogów...

To była bardzo świadoma decyzja. Zdawałam sobie sprawę, że dla czytelnika litewskiego ta epoka jest w sensie lingwistycznym niema. Ludzie rozmawiali między sobą albo po polsku, albo po łacinie, później wkracza język francuski na wielką skalę jako lingua franca arystokracji europejskiej. Język litewski jest słabo obecny. Pisząc dialogi w tym języku, nie uzyskałabym autentyczności, na której mi zależało. Nie mogąc ich imitować, zrezygnowałam z nich. Ale jest jeszcze jedna przyczyna: Silva rerum to saga rodzinna, a pamięć rodzinna jest przekazywana przez opowiadanie. Jeśli ktoś jest dobrym narratorem, to imitacja dialogów nie jest konieczna. W czwartej części pojawiają się jakby monologi, głos bohaterów słychać w listach, pojawia się także język litewski. Pod koniec XVIII wieku uczeni zaczynają interesować się językiem litewskim i to jest inicjowane przez arystokrację. Przez biskupa Brzostowskiego i jego reformę szkół parafialnych, przez intelektualistów z Uniwersytetu Wileńskiego, takich jak Tadeusz Czacki czy Franciszek Ksawery Bohusz. Zainteresowanie językiem litewskim pojawia się więc nie razem z odrodzeniem narodowym w XIX wieku, ale dużo wcześniej.

POEZJA

Ułamkowe transakcje, cierpkie zbitki

Ireneusz Staroń

Monika Brągiel

Nie przegram, mając plan ucieczki

Łódź : Stowarzyszenie

Pisarzy Polskich. Oddział, 2022

34 s. ; 17 x 17 cm. - (Szumy, Zlepy, Ciągi)

Nie przegram, mając plan ucieczki, czyli trzeci tomik Moniki Brągiel, to historia wypożyczania i oddawania (czasem na zawsze) swego wewnętrznego człowieka, jego uwikłań, ale i afirmacji momentu, w którym się jest, bo zaistniał i okazał się dobry.

Podmiot drugiego wiersza, Polot, pyta:

Czym jest przegrana, jeśli nie koniuszkiem palca

zanurzonym w smarze, odbitym na czole

swojego człowieka?

To człowiek

którym wychodzisz

do pracy, którego poświęcasz, którego wypożyczasz

bez głośnego protestu.

Dyskretna aluzja biblijna celowo pozostaje niejasna. Nie wiadomo, czy palec odbity na czole to bardziej kainowe znamię, czy może znak z krwi baranka chroniący Izraelitów przed Aniołem Śmierci. W obu przypadkach to symbol skażony industrialnym brudem (smar) epoki przegranych symboli, ich dewaluacji. Jeśli tak wymownie charakteryzuje się w tym utworze kondycję współczesnego człowieka, to jest do pewnego stopnia wiersz programowy. Człowiek wypożyczony Moniki Brągiel to nie tylko ktoś wydrążony (jak z The Hollow Men Eliota), ale i ktoś, kto nie kontaktuje się ze swoim głębinowym ja, zanurzony w iluzji łatwej, bo zinfantylizowanej podmiotowości; ktoś, kogo "zamykasz / pod kołdrami w ciepłym, / bezpiecznym zaduchu" (Polot). Spotkania z głębinowymi pokładami ja są zresztą w tomie częste, a dochodzi do nich najczęściej w planie surrealnym. To jednak niejedyna transakcyjność tak wyraźnie zarysowana w Nie przegram, mając plan ucieczki. Różne odmiany metaforyzacji żywiołu transakcyjnego, giełdowej gry, wewnętrznego (tak!), ale i zewnętrznego kapitalizmu, zysków i emocjonalnych strat to elementy metajęzyka Brągiel, lirycznej metateorii, którą autorka posługuje się sprawnie. Na tle młodej poezji nie jest to droga oryginalna, a jeśli coś ją tutaj wyróżnia, to służba raz obranej ideologii artystycznej, a nie ideologizacja wiersza w służbie mapy mentalnej jakiejś grupy społecznej. Meta to zatem ani pro, ani kontra, lecz narzędziownik, niejedyny, lecz konieczny (Dzień, w którym umarł Adam Zagajewski):

To jest trudny czas, więc chodź, pomaluj mi drzwi

na niebiesko. Chodź, odskocz na metr i pomaluj mój

liberalny projekt mnie tak, żeby się przyjął. No chodź.

Bohaterki i bohaterowie Moniki Brągiel, jej rozmaite liryczne ja, często uwikłane w purnonsens onirii, ciągle negocjują autonomie swoich wrażliwości w gabinetach medialnych językowych foremek i zapożyczeń, języków geopolityki, ekonomii czy społecznych uwikłań (Roszady, jeżeli nastąpią):

Osetia i Abchazja. Lehman Brothers w ustawie.

Pęcznieją hipoteki, kwiecień będzie ciepły.

(...)

Abchazja i Osetia; jak lód do czoła zbliż usta

do szkła. Z pokorą do czoła zbliżaj słone usta.

Przytoczone wersy należą do najlepszych w tomie, bo giełda foremek znakomicie uwypukla alienację tego, komu w obliczu fałszywej wiosny dano jedynie kolejną egzystencjalną katastrofę. Dla ciemności koszmaru własnej nieuporządkowanej głębi głębia abstrakcyjnych, bo zmediatyzowanych, podbitych prowincji i globalnego krachu ekonomicznego wydaje się jedynie pauzą w strumieniu cierpienia, nieledwie agonalnych dreszczy. Ciemności nie rozjaśnia humour noir, choć absurdalność depresji jako braku ekspresji albo nadekspresji, chroniącej próżnię w kalamburach skojarzeń, z perspektywy farsy staje się czymś do zniesienia (Nie przegram, mając plan ucieczki):

Szukam certyfikatu, który w warstwie wierzchniej jest szorstki.

Szukam ścieżki, która tli się i prowadzi prosto do Państwowej

Agencji Lękowej. Mam na myśli ekrany, obok nich głośne nie,

wznoszone bez umiaru.

Państwo jest państwem, reminiscencje pandemii są właśnie nimi, lecz to języki nie tyle zewnętrzne, co wewnętrzne, coś, co najściślej opisuje - by tak to ująć - moje mnie. Ono tych kodów używa, bo jeszcze nie wytworzyło własnych. Albo inaczej: mówiło i mówi po swojemu, ale wszechobecna mediatyzacja sprawiła, że bez słów nagłówkowych trudno opisać ja, które w swojej jednostkowości nie musi być zawsze społeczne, ekonomiczne, polityczne. Nie chcę powiedzieć, że postaci u Moniki Brągiel ciągle grają w cytaty z tak zwanej debaty publicznej czy jakiegoś publicznego teatru. Natomiast to testowanie foremek przy negocjowaniu wrażliwości to jeden z głównych tematów jej trzeciej książki poetyckiej.

Rzecz kolejna - wizyjność. I to jaka! Oniryczna, absurdalna i liryczna, rytmiczna, ale w tym pragnieniu rytmu niekiedy zaburzona (Wrotycz, patrzyłam zdumiona):

But mi się rozwiązał, rozsupłane widmo.

Zobaczyłam żółte, które było brudne.

Wysiliłam zmysły, skądś przywiało wrotycz,

z daleka było słychać kanciaste, cierpkie

zbitki.

Wysiliłam zmysły, akurat szły dymy

z kominów przy ciepłowni, dymy

szarobiałe.

Zgubiłam się w dymach, jak się gubię

w oddali,

przeplatając sznurki w przerwie

na reklamy.

Czekając, aż po mnie wróci jakieś

małżeństwo.

Czekając, aż do chmury, która wisi,

zgłosi się inspektor.

Ten rytm, niby infantylne tra-ta-ta, wyliczankowy, z mocno zarysowanymi pauzami prawie średniówkowymi i całą klauzulową energią wersu. Te niepełne rymy na granicy stylizowanego słowa jakby z podręczników poetyki. A wreszcie jakaś nieokreślona mroczna aura tego liryku z archetypowymi obrazami katastrofy (dymy) i nostalgii za czasem pełniejszego kontaktu z widmami, z ich wiedzą tajemną. Ból porzuconego dziecka z paraboliczną wręcz sceną rozwiązanych sznurówek? Wiersz-sen, brudny i piękny jak wrotycz, roślina lecznicza, ale jednocześnie trująca, pospolita, ale znowuż ozdobna. Wrotycz to niejedyna roślina z zielnika Moniki Brągiel. Pojawiają się choćby wiersze o znaczących w tym kontekście tytułach: Pistolet na pokrzywy, Imponujący jest krwawnik, choć niezrozumiały, Rumianek przesycony wrzaskiem. Sam wrotycz powraca kilkukrotnie, jest i dziurawiec, i skoszone pola. Ta linia zielarsko-rustykalna oscyluje nie tylko wokół pragnienia naturalnej pełni czy też restytucji arkadii wiejskiego dzieciństwa. Słowa "Gdzie zniknęło dziecko, które pocięło dożynki?" (Dymy nad polami) można rozumieć także na sposób metaliteracki, jako pytanie o język zdolny ocalać, a więc celnie przywoływać doświadczenie (tamże):

Czy można przyozdobić wieńcem

przepalone źdźbła,

chłodne echa po ogniu zmieszać z jej

włosami?

To refleksja filozoficzna nie z jakiejś określonej parafii, lecz źródłowa dla poezji zwanej niekiedy metafizyczną, a więc uwikłanej w tragiczne sprzeczności pomiędzy bytem a słowem, wiarą a niewiarą. A Monika Brągiel ma wszelkie podstawy, aby iść jej wizyjną ścieżką.

REPORTAŻ | LITERATURA FAKTU

Wojna za progiem

Wojciech Górecki

Zbigniew Parafianowicz

Śniadanie pachnie trupem

Ukraina na wojnie

Kraków : "Mando", 2022

298 s. : il. kolor. ; 21 cm

Marek Sygacz

Reżim ciszy

Wojna o Ukrainę

Katowice : "Post Factum", 2022

331 s., 16 s. tabl. : il. kolor. ; 21 cm

Jakub Maciejewski

Wojna

Reportaż z Ukrainy

Kraków : "Biały Kruk", 2022

311 s. : il. kolor. ; 24 cm

W ciągu dwunastu miesięcy, które minęły od rozpoczęcia przez Rosję pełnowymiarowej inwazji na Ukrainę - piszę te słowa w połowie lutego 2023 roku - na temat wojny ukazała się w Polsce już mała biblioteka. I ciągle pojawiają się nowe książki.

Autorzy oczywiście zdają sobie sprawę, że nie sposób w pełni opisać procesu w trakcie jego trwania, jednak potrzeba utrwalenia toczącej się na naszych oczach historii w formie mniej ulotnej niż prasowa notatka czy pospieszna relacja telewizyjna jest silniejsza. Ambitny, zainteresowany tematem czytelnik już na tym etapie oczekuje bardziej pogłębionych opisów i poważniejszych analiz wykraczających poza doraźną reporterkę.

W tej konkurencji oczywistą przewagę mają czynni dziennikarze, którzy zajmują się Ukrainą od lat i niejednokrotnie tam bywali, a charakter pracy umożliwia im kolejne podróże. Wśród omawianych publikacji dotyczy to przede wszystkim Zbigniewa Parafianowicza związanego z "Dziennikiem. Gazetą Prawną", współautora - wraz z Michałem Potockim - dwóch książek poświęconych współczesnej Ukrainie. Ale dorobek Marka Sygacza, dziennikarza Telewizji Polsat, który śledzi wydarzenia na Donbasie nieprzerwanie od 2014 roku i kręci na ten temat nagradzane filmy, także budzi uznanie. Z kolei Jakub Maciejewski, choć wcześniej Ukrainą zajmował się dorywczo, na froncie i jego zapleczu spędził w sumie ponad pięć miesięcy.

Czymś, co łączy wszystkie trzy książki, jest pewna prostota narracji, którą należy uznać za atut - wobec wielkiej tragedii szukanie wyrafinowanej formy wydaje się wręcz niestosowne (w najmniejszym stopniu uwaga ta dotyczy reportażu Maciejewskiego). Prostotę ową odzwierciedlają już tytuły. Podtytuł książki Parafianowicza to Ukraina na wojnie, a Sygacza - Wojna o Ukrainę. Z kolei Maciejewski zatytułował książkę po prostu: Wojna. Reportaż z Ukrainy. Wszyscy autorzy przypominają też, że wojna toczy się nieprzerwanie od 2014 roku, zaś obecnie mamy do czynienia z jej nową odsłoną. Choć według Parafianowicza sam konflikt zaczął się dekadę wcześniej - od otrucia Wiktora Juszczenki, wyborów sfałszowanych na korzyść wspieranego przez Moskwę Wiktora Janukowycza oraz pierwszego Majdanu, który wymusił powtórzenie elekcji, co upokorzyło Władimira Putina. Dziennikarz pisze o tamtych wypadkach w Prologu, by w innym miejscu dojść do następujących wniosków: "Dla Putina próba zawładnięcia Ukrainą była procesem umieszczonym na osi czasu: od pomarańczowej rewolucji 2004 przez Majdan 2013-2014 i aneksję Krymu do inwazji 2022 roku. Jeśli przyjąć takie założenie, decyzję Kremla o ataku należy uznać za racjonalną. Plan wojny był zuchwały, a konkluzja, jaka z tego płynie, jest pesymistyczna: rosyjski prezydent nie ma obecnie wyboru - albo doprowadzi Ukrainę do upadku i podporządkowania się Rosji, albo on sam upadnie. W tym sensie należy przyjąć do wiadomości, że Putin na Ukrainie jest gotowy na wszystko". Jest to "ponowoczesna wojna kolonialna", co skłania do ostrożnego optymizmu - w historii "wojny o utrzymanie kolonii kończyły się zazwyczaj porażkami".

Książka Parafianowicza jest udanym połączeniem reportażu i pogłębionej publicystyki. Obok relacji z Buczy, opisu charkowskiej kostnicy, rozmów z pisarzem Serhijem Żadanem czy portretu muzyka Andrija Chływniuka (zasłynął wykonaniem a capella Czerwonej kaliny w opustoszałym Kijowie), znajdziemy tam rozdział poświęcony ostatnim miesiącom przed inwazją. Choć w "wolnym świecie" w wojnę na taką skalę nikt lub prawie nikt nie wierzył, wszyscy - w tym Polska i sama Ukraina - jednocześnie się do niej przygotowywali. Cytując polityków i wysokich urzędników (część tych, do których udało mu się dotrzeć, występuje pod nazwiskiem, część określanych jest jako "źródło"), autor odtwarza sposób myślenia decydentów. Za kluczowe dla relacji polsko-ukraińskich uznał nieformalne rozmowy podczas szczytu w Wiśle 20-21 stycznia 2022 roku. To po nich zapadła decyzja, że dostarczymy Ukraińcom amunicję, choć kanały dostaw istniały już wcześniej. USA, które oceniały, że "Kijów padnie najpóźniej czwartego dnia inwazji", jednocześnie dzieliły się z sojusznikami danymi wywiadowczymi, publikując niektóre z nich w mediach (z pominięciem szczegółów operacyjnych). Putin, przekonany, że korzysta z "okna możliwości" (podzielony i słaby Zachód, "komediant" u władzy w Kijowie), był z kolei, według dyrektora CIA, odcięty od informacji innych niż te, w które wierzył. Parafianowicz ujawnia także kulisy kontaktów rosyjsko-ukraińskich w marcu 2022 roku oraz ubiegłorocznej misji oligarchy Romana Abramowicza podróżującego do Kijowa i Stambułu przez Polskę.

Książka Marka Sygacza skupia się na Donbasie, który krótko po powstaniu separatystycznych "republik ludowych" zniknął ze światowych mediów, choć walki toczyły się tam przez cały czas. Spośród dwudziestu jeden rozejmów, zwanych "reżimami ciszy", jakie ogłoszono do lipca 2020 roku, najdłuższy utrzymał się dobę. Do 2016 roku przez strefę walk przeszło już około trzysta tysięcy ukraińskich żołnierzy - szacowano wtedy, że zespół stresu pourazowego, PTSD, dotknął co najmniej piętnastu procent z nich, ale szansę na leczenie miały tylko jednostki (w 2017 roku po powrocie do domu samobójstwo popełniło pięciuset żołnierzy). Ponad dwie trzecie objętości książki to relacje z lat 2014-2016 i kolejnych podróży autora na front oraz jego zaplecze. Sygacz pisze o życiu codziennym na wysuniętych pozycjach, kreśli sylwetki poznanych tam żołnierzy, przybliża fenomen "cyborgów" (obrońców donieckiego lotniska, którzy przez dwieście czterdzieści dwa dni stawiali opór najeźdźcy), a przede wszystkim - przedstawia logikę wojny, w myśl której w zajętym na kwaterę batalionu domu ważniejsza od patio z fontanną jest solidna piwnica. Gdy słyszy od bojownika o pseudonimie "Samuraj", że ten kieruje się ewangelią i kodeksem bushid? oraz jest gotowy umrzeć "za Ukrainę, za swoich braci", notuje: "Są takie frazesy, od których bolą zęby. Ale na wojnie frazesy tracą gdzieś swój nieznośny w każdej innej sytuacji patos. Może dlatego, że tu pewne słowa przestają być puste. Odzyskują pierwotne znaczenia. Śmierć znaczy śmierć. Prawdziwą, bo codzienną. (...) Język czasu wojny to język prostych pojęć". Książkę kończą relacje z ostatnich miesięcy, z Buczy i znowu z Donbasu. W ostatniej scenie towarzyszymy rodzinie, która zdecydowała się na ewakuację. "Cztery pokolenia, dwa domy" musiały się zmieścić w pociągu nawet nie w jednym wagonie, a w półotwartym przedziale. Najmłodsza dziewczynka miała sześć lat - tyle samo, co senior rodu w momencie wybuchu drugiej wojny światowej.

W książce Jakuba Maciejewskiego uderza wielosłowie. Część opisanych przez niego historii z Charkowa czy Czernihowa, a także z wiosek i miast Donbasu, intencjonalnie się powtarza, choć nie ma to konstrukcyjnego uzasadnienia, inne są przegadane (redakcja nie zapanowała nad materiałem). Denerwują nadużywane przymiotniki - strach musi być "potworny", inwazja "złowieszcza", a okupacja "straszna", co wzbudza "sprawiedliwy", ewentualnie "święty" gniew. Egzaltacja autora mocno ociera się o grafomanię, a niektóre zdania tę granicę przekraczają ("Gdy podniosłem wzrok znad tego tragicznego widoku..."). Razi także brak znajomości wielu kulturowych kontekstów. Na przykład porzekadło "Komu wojna, komu rodzona matka" nie jest ukraińskie, lecz rosyjskie, względnie ogólnosowieckie, i nie oznacza podziału "na tych, co idą walczyć, i na tych, którzy chowają się pod spódnicami matek", ale na cierpiących oraz tych, którzy czerpią z wojny korzyści (drugich "karmi" ona niczym matka). A jednak reportaż Maciejewskiego ma swój urok. Autor jest szczery i autentyczny, a dziecięco naiwne pytania ("Jakim człowiekiem może być taki snajper, który mierzył do irpieńczyków") zadawali i zadają sobie chyba wszyscy śledzący przebieg tej wojny. Maciejewski trafnie opisał mentalność ludzi z Donbasu, spośród których wielu nie miałoby nic przeciwko przyłączeniu całego regionu do Rosji (""Politycy na górze się pokłócili, a zwykli ludzie cierpią" - opowiadała mi jedna kobieta w Donbasie" - pisze i zadaje pytanie, czy Polacy w 1939 roku też mogli chcieć jedynie pokoju, nie zaś skutecznej obrony, a wojnę widzieć jako konflikt między Hitlerem a władzami w Warszawie).

Właśnie polskie konteksty są tym, co najbardziej wyróżnia książkę Maciejewskiego wśród pozostałych publikacji o wojnie rosyjsko-ukraińskiej. Stąd zdjęcie Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, cytaty z Wesela Wyspiańskiego czy nawiązania do Sienkiewicza, który na froncie pod Bachmutem brzmiał zadziwiająco aktualnie - autor spotkał tam osoby jakby żywcem wyjęte z Ogniem i mieczem i przyznaje, że "Sienkiewicz pomagał mi zrozumieć Donbas". Polska odrodziła się w 1918 roku. Czy teraz, zastanawia się Maciejewski, nie zmartwychwstaje właśnie Rzeczpospolita, "ta większa, republikańska, wolnościowa"?

HISTORIA

O powojennych sporach katolików

Jan Hlebowicz

Przemysław Pazik

Spory i wybory ideowe katolików

w Polsce 1942-1948

Warszawa : Instytut Dziedzictwa

Myśli Narodowej im. Romana Dmowskiego i Ignacego Jana Paderewskiego

"Neriton", 2022

388 s. ; 25 cm. - (Młodzi Historycy IDMN)

Spory i wybory ideowe katolików w Polsce 1942-1948 Przemysława Pazika to ważny głos na temat historii politycznego zaangażowania środowisk katolickich w PRL, uwzględniający wpływ drugiej wojny światowej na kształt dyskusji światopoglądowych wpisujących się w katolicką myśl polityczną. Autor podjął temat obecny w historiografii (by wymienić choćby prace Andrzeja Friszkego czy Piotra H. Kosickiego), proponując jednocześnie oryginalną perspektywę badawczą.

Przemysława Pazika szczególnie interesuje bowiem dynamika języka, którego używali katolicy w Polsce po 1945 roku do opisu swojej aktywności politycznej. Poprzez pryzmat debat prasowych przypatruje się on przebudowie sieci pojęć środowisk katolickich wymuszonej funkcjonowaniem komunistycznego systemu.

Uwagę zwraca wnikliwa charakterystyka form organizacyjnych i kierunków ideowych katolicyzmu społecznego i politycznego w Polsce w latach 1945-1948: od "Tygodnika Powszechnego" poczynając przez redakcję "Znaku", "Tygodnika Warszawskiego", "Dziś i Jutro" na rozbudowanym opisie aktywności Stronnictwa Pracy pod kierunkiem Karola Popiela kończąc. Z jednej strony Pazik, sięgając po kolejne numery "Odnowy" (tygodnika będącego jedynym organem prasowym frakcji Popiela), dokonuje pogłębionej analizy programu ideowego powojennego SP; z drugiej - zestawia zróżnicowane głosy krytyczne wobec SP. Odnotowuje m.in. krytykę SP wyłożoną przez ks. Henryka Weryńskiego, aktywnego informatora bezpieki, a także jednego z czołowych księży "patriotów". W opublikowanej w 1946 roku broszurze Katolicy radykalni dyskredytował on partię katolicką jako "reakcyjną", zarysowując jednocześnie "postępową alternatywę". Miałaby ona polegać na pełnej akceptacji programu społeczno-gospodarczego "władzy ludowej" przy jednoczesnym odrzuceniu założeń ustroju kapitalistycznego.

To, co Pazik, analizując treść broszury, nazywa "perspektywą bliższą linii politycznej "bloku demokratycznego"", było de facto wyrażoną wprost deklaracją współpracy katolików z komunistami. Autor nie wspomina o innym ważnym kontekście związanym z autorem Katolików radykalnych. Ks. Weryński należał do frakcji Zrywu wewnątrz SP - zwolenników lojalnej współpracy z komunistami, będących w opozycji do tzw. grupy popielowców.

Rozdziały czwarty i piąty - najważniejsza część książki - to wnikliwa rekonstrukcja politycznych dyskursów katolickich funkcjonujących w latach 1945-1948. Pazik analizuje publicystykę intelektualistów związanych ze Stronnictwem Pracy, wskazując na ich propozycje kluczowych definicji demokracji oraz wolności politycznej. Kolejno koncentruje się na sporach katolików wokół pojęć rewolucji, radykalizmu, aktywizmu (społecznego) charakterystycznych dla grupy Bolesława Piaseckiego (choć także dla środowiska księży "postępowych"), przy pomocy których wyrażano gotowość do współpracy z komunistami. Przedmiotem zainteresowania autora są także debata wokół eseju Stanisława Stommy Maksymalne i minimalne tendencje społeczne katolików (uznawanego za kluczowy dla narodzin realizowanej w kolejnych dekadach linii politycznej "Tygodnika Powszechnego") oraz spory na temat istoty komunizmu, pozytywizmu (realizmu) i romantyzmu.

Szczególnie interesujące w rozważaniach Pazika są interpretacje ideowych powiązań środowiska "Dziś i Jutro" z myślą Emmanuela Mouniera. Francuski działacz społeczny i filozof, twórca czasopisma "Esprit", odwiedził Polskę w maju 1946 roku. Trwająca blisko miesiąc wizyta wywarła ogromne wrażenie na twórcy tzw. personalizmu otwartego. Mounier podkreślał, że powojenne państwo polskie miało szansę osiągnąć rzecz bezprecedensową: pogodzić Kościół katolicki z socjalizmem. W tym kontekście nie dziwi, iż myśl twórcy "Esprit" stała się fundamentalnym odniesieniem dla polskich działaczy katolickich skupionych wokół Bolesława Piaseckiego, a także środowiska duchownych "postępowych" angażujących się w transformację społeczeństwa i państwa w duchu marksistowskim. Co ciekawe, jak wskazuje trafnie autor, bliższa współpraca grupy "Dziś i Jutro" ze środowiskiem Mouniera zaczęła się dopiero w 1948 roku, a nurt progresywnego chrześcijaństwa dopiero z czasem stał się elementem stosunku grupy Piaseckiego do założeń ideologii marksistowskiej.

Autor zamyka swe wywody refleksją na temat znaczenia likwidacji "Tygodnika Warszawskiego" i aresztowania członków zespołu redakcyjnego, uznając ów fakt za moment przełomowy w procesie kształtowania sporów i wyborów ideowych katolików w Polsce. "W ten sposób wygaszono ten dyskurs katolicki, który odmawiał pełnienia funkcji transmisyjnej, konsekwentnie przedstawiając się jako reprezentant katolicyzmu społecznego. Dwa dyskursy, które w 1948 roku pozostały w oficjalnej przestrzeni publicznej, były systemami myśli nakierowanymi na tłumaczenie i przekonywanie polskich katolików do uznania marksizmu za jedyną i możliwą formę życia społecznego w danych warunkach historycznych i geopolitycznych". Trudno się z autorem nie zgodzić.

W zakończeniu autor dość nieoczekiwanie wprowadza termin "pokolenie", nie wpisując go jednak w ramy teoretyczne. Pisze: "Ponadto gwałtowne zmiany w geografii politycznej katolicyzmu w Polsce miały wpływ na sposób włączania nowych pokoleń działaczy katolickich w aktywność społeczną i polityczną". Raz, że tego typu stwierdzenie wymagałoby bardziej konkretnego odniesienia do prac dotyczących pokoleń lub koncepcji problemów generacyjnych. A dwa, że wypadałoby się zastanowić, jakie podziały konstytuowały wskazywane przez autora kolejne pokolenia działaczy katolickich.

Niezależnie od sformułowanych powyżej uwag krytycznych należy uznać, iż obok Personalizmu po polsku Piotra H. Kosickiego książka Przemysława Pazika to studium fundamentalne dla zrozumienia postaw, sporów ideowych i politycznych katolików w Polsce. Autor z prawdziwym znawstwem wskazuje na oryginalne wątki polskiej myśli katolicyzmu politycznego, a jednocześnie - przypatrując się podobnym procesom zachodzącym przede wszystkim w Europie Zachodniej - wpisuje analizowane poglądy wybranych środowisk w szerszą perspektywę polityczno-kulturową. Porównując zjawiska, wykazując podobieństwa i różnice, autor obficie korzysta z obcojęzycznej literatury przedmiotu - publikacji włoskich, francuskich i angielskich. Spory i wybory ideowe katolików w Polsce 1942-1948 to lektura w wielu miejscach trudna, a jednocześnie fascynująca, wyłożona czytelnikowi w sposób przemyślany, staranny i klarowny.

KSIĄŻKI DO SŁUCHANIA

Baśń o czarnym weselu

Karolina Chyła

Ester Singer Kreitman

Taniec demonów

czyta Karolina Bończa-Tomaszewska

przeł. z ang. Andrzej Pawelec

Lublin : "Fame Art"

Warszawa : Audioteka, [2023]

14 godz. 44 min

Jest takie zagadkowe opowiadanie najmłodszego z piszącej trójcy Singerów, zatytułowane Czarne wesele. W polskim przekładzie Moniki Adamczyk-Garbowskiej weszło w skład tomu Spinoza z ulicy Rynkowej. Bashevis Singer uczynił w nim bohaterką córkę rabina, pożeraną przez okrutne lęki, ofiarę budzącego w niej wstręt małżeństwa.

Nadał jej zdrobniałe imię Hindełe (pełna wersja brzmi Hinde, od jidyszowego hind, czyli łania). Imię to nosiła - wraz z drugim, Ester, które w języku perskim oznacza gwiazdę - najstarsza i najmniej znana spośród rodzeństwa. Ukryta w cieniu braci, a od niedawna stopniowo przywracana naszej pamięci, prozaiczka Ester Singer Kreitman - bo ostatecznie pod tym właśnie nazwiskiem publikowała - jest autorką tomu opowiadań i dwóch powieści. Wszystkie one wyszły w ostatnich latach nakładem wydawnictwa "Fame Art", miałam radość już tu o nim pisać za sprawą książki Izraela Joszui Towarzysz Nachman ("NK" 11/2022). Teraz dołącza do niej kolejna powieść, z którą można zapoznać się w wersji audio: przetłumaczona przez Andrzeja Pawelca, z lekka jedynie i bardzo powierzchownie ufikcyjniona autobiografia Ester, Taniec demonów.

Już od pierwszych zdań tekstu staje się jasne, że mamy do czynienia poniekąd z baśnią. Nieco tajemnicza i wyczulona na szczegół interpretacja Karoliny Bończa-Tomaszewskiej świetnie wydobywa tę atmosferę. W otulonej śniegiem wsi Żelechice, której mieszkańcy, korzystając z szabatu, odsypiają akurat mozolny tydzień, zdaje się panować czarowny spokój. Jest jednak ktoś, komu ta nieruchoma cisza doskwiera, kto zatrzaśnięty w wypełnionym snem domu obija się o ściany jak mucha szamocząca się w pajęczynie. To Dwojrele, alter ego autorki, nastolatka pełna żarliwych pragnień, którym, samotna, nie jest w stanie nadać właściwych kształtów czy po prostu rozeznać się w ich istocie; zachłannych tęsknot za nieznanym jej światem, zdolnym pożywić duszę zamierającą z braku pokarmu. Dziewczyna, która na pytanie: "kim będę", skierowane do ojca, gdy tamten marzy o karierze uczonego w piśmie dla syna Michla, słyszy odpowiedź: "oczywiście, że nikim". Jak głosi mit rodzinny, również i Ester usłyszała to samo od swego ojca. Bo cóż innego można powiedzieć córce, jeszcze w kołysce przeznaczonej na żonę i matkę dzieciom? Kłopot w tym, że Dwojrele nie rozpoznaje siebie w tych oczywistych, narzuconych jej z góry kobiecych rolach, a inne drzwi się przed nią nie otwierają. Jej biografia to szereg pozornych szans na ucieczkę z zaklętego kręgu.

Najpierw wyjazd z Żelechic (powieściowy odpowiednik Leoncina, gdzie Singerowie mieszkali przez kilka lat) do większego, bardziej "światowego" miasteczka R., w którym z kolei rozpoznamy Radzymin. Gdy i tutaj szczęście się nie uśmiecha, cała nadzieja w niedalekiej Warszawie - ta przeprowadzka już z pewnością odmieni losy rodziny, a nade wszystko losy samej Dwojrele. Nic podobnego. Bezimienna ulica, będąca jednak niewątpliwie Krochmalną, którą młodszy brat Ester tyle razy odbierał unicestwieniu, portretując na dziesiątkach stronic, w oczach Dwojrele nie jest rajsko-piekielną ulicą cudów, lecz zaułkiem w wielkomiejskich slumsach, lichą pułapką, skąd pragnęłaby umknąć. Blask i przepych wielkomiejskich kawiarń, sklepowych wystaw, eleganckich pojazdów, wypełniający gwarem lepsze ulice, będą podsycać to palące uczucie wydziedziczenia. Zwłaszcza że towarzyszy mu ciągła myśl, że i we własnym domu jest popychadłem, tolerowanym z łaski jedynie wtedy, gdy na kolanach szoruje deski podłogi czy roznieca ogień pod samowarem, nigdy zaś wtedy, gdy próbuje przemówić, wypowiadać lęki i marzenia, poszukiwać z trudem własnej drogi. Dwojrele widzi siebie jako Kopciuszka, ale jest zarazem brzydkim kaczątkiem, odtrącanym przez współtowarzyszy, a niemogącym nigdzie spotkać łabędzi, do których w gruncie rzeczy samo należy. I marznącą na mrozie, przerażoną dziewczynką z zapałkami, bez skutku próbującą ubłagać innych, by dostrzegli jej światło: żywiołową twórczą wyobraźnię.

Pospieszna zgoda na zaaranżowane małżeństwo z kimś, kogo dotychczas nie widziała na oczy, to dla dziewczyny nie tyle bezwarunkowa kapitulacja, ile desperacki ostatni zryw, obietnica początku czegoś nowego. Jak fatalną okaże się to pomyłką, niech świadczy fakt, że to taniec odbyty na tym weselu - czarnym weselu - będzie w oczach Dwojrele symbolem życia, jakie przyszło jej pędzić, oddanego na pastwę demonom lęku, duchowego głodu i niespełnienia. Choć ten ostatni nie okazał się jednak w pełni zwycięski. Dowodem powieść, której właśnie słuchamy.

nr 5/1247

MIESIĘCZNIK czasopismo wydawane na zlecenie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, zalecane do użytku w szkołach i innych placówkach oświatowo-wychowawczych przez Ministerstwo Edukacji Narodowej

ZESPÓŁ:

Grzegorz Filip redaktor naczelny

Anna Stypułkowska sekretarz redakcji

Małgorzata Borczak

Michał Gołębiowski

Tomasz Kłusek Mikołaj Rajkowski

Andrzej Skalimowski

Maria Sokołowska

Piotr Szewc

Teresa Kurek oprac. techniczne

Natalia Tokarczyk-Jarocka sekretariat

PROJEKT TYPOGRAFICZNY: Piotr eL

PROJEKT GRAFICZNY OKŁADKI: Krzysztof Rumowski

ZDJĘCIE S. 4: Albert Zawada (Wydaw. Literackie)

KOREKTA: Bogna Piotrowska

ADRES REDAKCJI: 00-052 Warszawa, ul. Mazowiecka 11, lok. 5

tel. red. nacz. 22 826 70 36, sekretariatu 22 826 62 60, tel./faks 22 826 62 35, e-mail: noweksiazki@instytutksiazki.pl

WYDAWCA: Instytut Książki 31-148 Kraków, ul. Z. Wróblewskiego 6

Dział Wydawnictw: 01-699 Warszawa, ul. J. Parandowskiego 19 tel. 22 697 05 32, 22 697 05 34

NUMER INDEKSU 36682X PL, ISSN-0137-8562

Materiałów niezamówionych redakcja nie zwraca, w tekstach publikowanych zastrzega sobie prawo skrótów, zmiany tytułów oraz poprawek stylistycznych.

CENNIK REKLAM WIELOBARWNYCH (OKŁADKI WEWNĘTRZNE)cała kolumna 205?285 mm (szerokość?wysokość) - 800 zł + VAT. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść reklam i not opracowanych przez wydawców.

WARUNKI PRENUMERATY REDAKCYJNEJ

KOSZT PRENUMERATY NA ROK 2023

półrocze 75 PLN, cały rok 150 PLN

Prenumeratorzy są zwolnieni z kosztów wysyłki, która realizowana jest Pocztą Polską. Prenumeratę można zamówić na sklep.instytutksiazki.pl lub dokonując bezpośrednio wpłaty na konto.

Instytut Książki, ul. Z. Wróblewskiego 6, 31-148 Kraków Bank Gospodarstwa Krajowego konto: 81 1130 1150 0012 1269 2720 0001

KOSZT PRENUMERATY ZAGRANICZNEJ ROCZNEJ

? 60 lub $ 80 Bank Gospodarstwa Krajowego konto: PL 81 1130 1150 0012 1269 2720 0001 swift code: GOSKPLPW

WARUNKI PRENUMERATY POZAREDAKCYJNEJ

Prenumerata realizowana przez RUCH S.A.

Zamówienia na prenumeratę przyjmują Zespoły Prenumeraty właściwe dla miejsca zamieszkania klienta. www.prenumerata.ruch.com.pl

e-mail: prenumerata@ruch.com.pl

Prenumerata i pojedyncze numery są dostępne w wersji elektronicznej na e-kiosk.pl, nexto.pl i virtualo.pl

Instytut Książki z siedzibą w Krakowie, przy ul. Z. Wróblewskiego 6 jako Administrator danych informuje, że Państwa dane osobowe będą przetwarzane wyłącznie w celu realizacji prenumeraty Czasopism Patronackich. W związku z przetwarzaniem Administrator może podpowierzyć dane osobowe podmiotom zewnętrznym. Przysługuje Państwu prawo dostępu do treści swoich danych, ich poprawiania, cofnięcia zgody na dalsze przetwarzanie, prawo do bycia zapomnianym oraz wniesienia skargi na zasady przetwarzania danych do organu nadzorczego, tj. Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Podanie danych jest dobrowolne, lecz niezbędne w celu złożenia zamówienia na prenumeratę. W sprawach związanych z danymi osobowymi można kontaktować się z inspektorem ochrony danych - iod@instytutksiazki.pl.