Nowe Książki 12/22 - Opracowanie zbiorowe

Kup ebooka

10.00 zł
8.29 zł (8,50 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ROZMOWY "NOWYCH KSIĄŻEK"

Piętnaście lat z Herlingiem- -Grudzińskim

Z Włodzimierzem Boleckim rozmawia Dariusz Pachocki

Niedawno zakończył pan pracę nad krytyczną edycją Dzieł zebranych Herlinga-Grudzińskiego. Trwała lat piętnaście i składa się z piętnastu obszernych tomów. W Ciemnej miłości napisał pan, że pierwszy tekst, czyli Szkic do portretu Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, powstał w połowie lat osiemdziesiątych "na zamówienie społeczne". Czy można powiedzieć, że chęć opracowania Dzieł zebranych pisarza motywowana była podobnie?

Przyjaźniłem się z Gustawem Herlingiem-Grudzińskim przez ostatnie piętnaście lat jego życia i bardzo przeżyłem jego niespodziewaną śmierć, więc ta chęć, o którą pan pyta, wynikała przede wszystkim z mojej potrzeby upamiętnienia twórczości wybitnego pisarza i przyjaciela. Natomiast w kategoriach zawodowych, tak, ma pan rację, ponieważ wszystko, co w humanistyce robimy, robimy dla czytelników, nie można pisać wyłącznie dla specjalistów. Oczywiście na przykład z zagadnieniami wersologicznymi nie wyjdzie pan na szerokie forum, bo czytelnicy nie będą wiedzieli, o co chodzi. Natomiast zagadnienia edytorskie, w zależności od profilowania, mają bardzo silny komponent społeczny. Szczególnie w edytorstwie tekstów współczesnych - zwanym czasem edytorstwem modernistycznym - do tradycyjnych zadań edytora dołączony jest wymóg tworzenia dla czytelnika tekstu do czytania, a nie tylko dodawania informacji - o tytułach, datach, nazwiskach, zwrotach obcojęzycznych etc. Współczesny edytor sytuuje się wobec tekstu inaczej niż jego poprzednik wychowany na edytorstwie tradycyjnym - nie tylko rozwiązuje więc zadania filologiczne, ale tworzy także dodatkowy komentarz, który ma pomóc ten tekst zrozumieć. A to znaczy, że wchodzi w role inne niż dotychczasowe - na przykład w rolę interpretatora, historyka, czasem teoretyka literatury, komentatora, a nawet polemisty czy badacza recepcji - która notabene od kilkudziesięciu lat jest podstawowym kontekstem rozumienia znaczeń tekstu. Wszystkie te elementy składają się na społeczne komponenty edytorstwa. Ale w przypadku Herlinga jest ich znacznie więcej.

Dlaczego?

Bo to jeden z najważniejszych pisarzy polskich i europejskich XX wieku, który w zasadniczym stopniu kształtował piśmiennictwo emigracji i rozwój niezależnej literatury krajowej. Współpracownik dwóch najważniejszych polskich pism drugiej połowy XX wieku - "Wiadomości" Grydzewskiego i "Kultury" Giedroycia. No i autor Innego świata.

Noty edytorskie wskazują, że koncepcja edycji, o której rozmawiamy, klarowała się już w połowie lat dziewięćdziesiątych.

Tak, wówczas rozpoczęła się i zmierzała ku końcowi edycja popularna wydawnictwa "Czytelnik", redagowana przez Zdzisława Kudelskiego, który ma ogromne zasługi w upowszechnianiu tekstów Herlinga w Polsce. Już wówczas przypuszczałem, że wkrótce konieczna będzie nowa edycja, komentowana, choć nie zakładałem, że będzie ona "w pełni" krytyczna. Notabene początkowo Herling-Grudziński nie chciał żadnych komentarzy w takiej edycji.

Czyli Herling nie chciał być klasykiem za życia?

Nie chciał być i nie był klasykiem. Czuł się przede wszystkim pisarzem i krytykiem. Opracowanie edytorskie jego własnych utworów w ogóle go nie interesowało, utożsamiał je z tradycyjnym edytorstwem filologicznym, które go po prostu nudziło.

A co go przekonało?

Nic go nie przekonało, nie chciał żadnych komentarzy. Ale zobaczył edycję Dzieł Czesława Miłosza, łączącą wydanie popularne z elementami opracowania krytycznego. Byłem też wtedy w zespole, który zainicjował wydanie krytyczne Gombrowicza w Wydawnictwie Literackim, więc bezczelnie go kusiłem - "Gustawie - mówiłem - Miłosz, Gombrowicz, a dlaczego nie Herling?". Stanęło więc na tym, że będziemy przygotowywać komentowane wydanie popularne. Wtedy Herling zainteresował się wielkimi edycjami Wydawnictwa Literackiego - Kasprowicz, Miciński, Irzykowski, Brzozowski, Berent i in. - i już nie protestował. Zaufał wydawcy. Niestety pisarz zmarł czwartego lipca roku 2000. Jego śmierć zatrzymała nasze plany. Wiedziałem jednak, że moim obowiązkiem jest doprowadzenie do rozpoczęcia tej edycji, która nie mogła już być edycją autoryzowaną. Tak powstał - z konieczności - pomysł edycji krytycznej. Wstępne działania podjąłem mniej więcej w roku 2006. Trzeba było przedstawić wydawcy plan edycji, zebrać edytorów, rozdać im role, zaplanować zawartość dodatku krytycznego i tak dalej. W rezultacie - dzięki entuzjazmowi współpracowników i redakcji WL - udało się doprowadzić w 2009 roku do opublikowania pierwszego tomu tej serii.

Zwykle dużym wyzwaniem dla zespołu opracowującego naukowo dzieła literackie jest już samo zebranie materiału badawczego. Jak to jest z archiwaliami Herlinga? Czy są rozsiane po świecie?

Tak. To był ważny czynnik wpływający na naszą pracę. Uważałem, że konieczne jest równoczesne z edycją uporządkowanie archiwum znajdującego się w Neapolu, czego wcześniej w ogóle nie brałem pod uwagę. W tym celu porozumiałem się z Biblioteką Narodową, której misją jest m.in. ochrona polskich zbiorów rozsianych po całym świecie. Najpierw problemy prawne (kwestie spadkowe) spowolniły rozpoczęcie naszej pracy. Następnie spuścizna Herlinga musiała zostać zakupiona przez Wydawnictwo Literackie, a formalnie przez wydawnictwo "Noir sur Blanc", będące jego właścicielem. I to wszystko musiało być jeszcze uzgodnione ze znajdującą się w Londynie agencją literacką, której Herling za życia powierzył swoje prawa majątkowe. Jednym słowem na samym początku był "bieg z przeszkodami". W końcu udało się te wszystkie trudności pokonać. Biblioteka Narodowa przygotowała inwentarz archiwum, czyli opis jego zawartości, większość zbiorów została zdigitalizowana oraz przekazana w formie depozytu do Biblioteki Narodowej. Jednak edycja to nie tylko teksty. Te znajdują się zazwyczaj w wielu miejscach, trzeba tylko do nich dotrzeć. Znacznie trudniejsze i niepewne w polskich warunkach jest tworzenie stabilnego zespołu edytorskiego.

Policzyłem. Cały zespół merytoryczny to ponad sześćdziesiąt osób. Jak udało się panu zapanować nad taką liczbą współpracowników?

Moją najważniejszą decyzją była rezygnacja z tradycyjnego sposobu pracy edytorskiej, polegającego na tym, że poszczególne tomy opracowują pojedyncze osoby.

POEZJA

Odczytywanie świata

Marek Czuku

Kenneth White

Ciało absolutu

wybór i przekł. z ang. Kazimierz Brakoniecki

Szczecin-Bezrzecze : "Forma"

Szczecin : Fundacja Literatury

im. Henryka Berezy, 2022

90 s. ; 17 cm. - (Szesnaście i Pół)

Wydawałoby się, że szkocki myśliciel Kenneth White to typowy poeta akademicki - profesor literatury na uniwersytetach Glasgow, Bordeaux i na Sorbonie, twórca koncepcji geopoetyki, nomadyzmu intelektualnego, chaotycyzmu.

Co prawda należy on do pokolenia buntowników beat generation, ale w swojej twórczości realizuje i upowszechnia głoszone przez siebie teorie, co zasadniczo różni ją od spontanicznych i zaangażowanych w życie społeczne utworów amerykańskich bitników. Trzeba jednak przyznać, że wciąż sporo go z nimi łączy: od fascynacji Wschodem po poetykę drogi i wprowadzanie podmiotu-wędrowcy (który u White'a jest "metafizycznym turystą", pielgrzymem). Wiąże się to oczywiście z pojęciem nomadyzmu, a więc życia koczowniczego, w nieustannym ruchu, w drodze. Nomadyzm intelektualny czerpie głęboko z historii kultur i w powiązaniu z przestrzenią prowadzi do geopoetyki.

Geopoetyka według White'a "jest polem potencjalnej konwergencji nauki, filozofii i poezji" i "znaczy tyle, co poetyka Ziemi". Ten mieszkający w północnej Bretanii i piszący po angielsku oraz francusku "francusko-bretońsko-buddyjski Szkot" (jak siebie nazywa) wiele podróżował - po Europie, Ameryce, Azji, zapuszczając się w dzikie rejony tych kontynentów. Kluczowe dla jego teorii jest pojęcie terytorium - konkretnego Miejsca na Ziemi i w Kosmosie, a o jej uniwersalizmie trafnie mówi określenie Salmana Rushdiego, że "każde miejsce jest częścią wszystkich innych miejsc".

Kenneth White jest autorem kilkudziesięciu książek: poezji, prozy autobiograficzno-eseistycznej, esejów. W 2022 roku wydawnictwo "Forma" opublikowało Ciało absolutu - wybór wierszy White'a w przekładzie Kazimierza Brakonieckiego. To szósta z kolei pozycja szkockiego autora, jaka ukazała się w Polsce.

W programowym utworze Ars geopoetica poeta ujawnia swoją metodę twórczą, która prowadzi do zrozumienia całości (mniej lub bardziej fragmentarycznej). Najpierw określa się pierwotne zjawiska: miejsce obserwacji ("powyżej chaosu skał"), czas (kwietniowy poranek), warunki (deszczowy spokój) oraz jej przedmiot ("szare niebo / i doskonałe loty srebrnych mew"). Później następuje selekcja spośród wszystkich elementów "astronomicznej metafizyki", podczas gdy podmiot powinien działać sam, a "najistotniejsza jest cisza, / spokój umysłu".

najważniejsze

to całkowicie być

obecnym w tym, co się uobecnia

Poezja White'a jest prosta w warstwie językowej, a jej tworzywem jest konkret, nie zaś lingwistyczne zawiłości. Poeta przywołuje w swoich wierszach realne miejsca: w Szkocji (góra Beinn Airigh Charr, Glasgow), we Francji (Bretania, Brest, Pireneje Wschodnie), w Norwegii (archipelag Lofotów), we Włoszech (San Pelagio), na Cyprze (Famagusta), w Kanadzie (Montreal, Labrador, półwysep Ungava), w Japonii (Kioto, Morze Japońskie, wyspa Hokkaido), w Hongkongu (wyspa Lantao ze świątynią Luk Wu), góry Tajwanu. Bohaterami jego utworów są myśliciele zarówno Wschodu (Budda, Marpa, Czuang-tsy), jak i Zachodu (Ksenofanes z Kolofonu, Erazm z Rotterdamu, Schopenhauer, Platon, Kant, Hume, Wittgenstein, Husserl, Nietzsche).

W przypisie do wiersza składającego się z 26 części (będących krótkimi zapisami wydarzeń, przemyśleń bądź epigrafami) pt. Fragmenty ody do białej Bretanii tłumacz wyjaśnia symbolikę bieli w poezji White'a, nawiązując do znaczenia jego nazwiska. To "stan (proces) oczyszczenia umysłu z hipostaz, neoplatońskich idei". "Biały to tyle co pusty, pozbawiony określeń, wierzeń, cech - świat lub absolut". Doświadczenia wewnętrzne (medytacyjne) "zawieszają stereotypy intelektualne i kulturowe (postęp, prawo, Bóg...), przywołując odczucie Pustki, czyli czystej bieli, która ma symbolizować oczyszczające otwarcie na świat".

Naród?

kraj?

Połamane wybrzeża,

tutaj

nie mówi się

o państwach.

Bo geopoetyka White'a to również "koncepcja miejsca w ruchu, transnarodowość, odrzucenie pojęcia tożsamości" (według autorki pracy Geopoetyka. Przestrzeń i miejsce we współczesnych teoriach i praktykach literackich Elżbiety Rybickiej). Chodzi tu o genius loci, wynikającego zarówno z warunków naturalnych, jak i kulturowej historii, na którą składają się ślady minionych wydarzeń. Czyli zespół materialnych i niematerialnych właściwości danego miejsca, które stanowią jego istotę.

Wśród na ogół niezbyt długich wierszy White'a, które znalazły się w wyborze Brakonieckiego (choć zdarzają się i dłuższe, rozlewniejsze), wyróżnia się cykl trzywersowych utworów stylizowanych na haiku. To oczywiście wyraz "wschodnich" inspiracji i zainteresowań autora, ale zarazem świadomie użyta technika, pozwalająca na wykreowanie poetyckiego skrótu w postaci obrazka-miniaturki, oddającego błysk epifanii. Haiku autora Ciała absolutu dotyczą najczęściej świata przyrody, gdzie następujące po sobie obserwacje, zjawiska, wizje przenikają się nawzajem bądź kontrastują ze sobą. Zupełnie jak na japońskich sztychach. Ostatni w tomie utwór nosi tytuł Kosmografia i wyjaśnia ideę poety, a jednocześnie istotę jego twórczych poszukiwań:

Posłuchaj, coś krąży

wokół mojej pracowni,

wiatr Ziemi.

Charakterystyczne dla filozofii White'a jest przesunięcie pola obserwacji z antropocentrycznego w kierunku myślenia raczej o naturze i kulturze. To podejście postmodernistyczne z nastawieniem na wielokulturowość. Natomiast tytułowe Ciało absolutu pojawia się już w pierwszym wierszu w książce. Ono

budzi się,

nakłada spodnie i koszulę,

i wychodzi na miasto.

Zatem jest nim człowiek, być może nawet sam autor - podmiot tych utworów. Określająca go metafora dopełniaczowa łączy fizyczność z metafizycznością, wyrażając dualizm antropologiczny, według którego człowiek jest jednością dwóch odmiennych od siebie substancji.

Wracając do postawionego na początku problemu akademickości poezji Kennetha White'a, można poprzestać na wyrażeniu po raz kolejny ogólnych wątpliwości co do sensu pisania pod filozoficzną bądź ideologiczną tezę (a nieostra jest między tymi pojęciami granica), którą to pisanie ma uzasadniać. Jednak w przypadku szkockiego poety siła wyrazu i wiarygodność jego twórczości, oparte na kulturze i erudycji autora, prostocie i realizmie przekazu, ale przecież niezwykle bogatego w formie i treści - stawiają jego poezję tam, gdzie powinna być. A więc jako zadającą zasadnicze pytania i szukającą na nie odpowiedzi. Zdającą sobie sprawę, że nie ma prostych odpowiedzi - i że samo szukanie odpowiedzi jest już odpowiedzią.

PROZA OBCA

Zabić albo nie zabić - oto jest pytanie

Marcin Kołakowski

Javier Marías

Tomás Nevinson

przeł. z hisz. Tomasz Pindel

Katowice : "Sonia Draga", 2022

694 s. ; 21 cm

Ostatnia powieść Javiera Maríasa to imponujące rozmachem, wyważone studium pozorów i półprawd, w którego centrum stoją pytania o odpowiedzialność za innych oraz o granice pomiędzy złem koniecznym a sprawiedliwością.

Javier Marías jest doskonale znany polskim czytelnikom, gdyż na naszym rynku pojawiło się ponad dziesięć tłumaczeń jego dzieł, głównie w przekładzie Ewy Zaleskiej, Wojciecha Charchalisa i Tomasza Pindla. Niedawno zmarły pisarz cieszył się międzynarodowym uznaniem, a jego powieści weszły do hiszpańskiego kanonu i są przedmiotem analiz na różnych etapach szkolnictwa. Marías karierę literacką rozpoczął w wieku dziewiętnastu lat, publikując nieprzełożoną dotychczas na polski powieść Los dominios del lobo, w związku z czym w zeszłym roku było obchodzone pięćdziesięciolecie jego niebywale długiej i płodnej twórczości artystycznej. Kilka lat po debiucie na krótko zaniedbał pisarstwo, oddał się niemal całkowicie zawodowi tłumacza i przełożył na hiszpański dzieła mistrzów anglojęzycznej literatury pięknej: między innymi Josepha Conrada, Williama Faulknera, Thomasa Hardy'ego, Roberta Louisa Stevensona czy Vladimira Nabokova. Za tłumaczenie Tristrama Shandy'ego Lawrence'a Sterne'a otrzymał w 1979 roku prestiżową nagrodę Fray Luis de León, zaś sterne'owska dygresyjność stała się cechą dystynktywną prozy hiszpańskiego pisarza, który uznanie w kraju i za granicą zdobył dzięki powieści Serce tak białe. Zarówno ten, jak i inne tytuły jego dzieł wskazują na silną fascynację egzystencjalnym wymiarem twórczości Williama Szekspira, stanowią bowiem cytaty z jego dramatów.

W tym kontekście zaznaczyć należy, że Marías był niejednokrotnie krytykowany za swój kosmopolityzm (akcja jego książek rozgrywa się często poza Półwyspem Iberyjskim) i niewystarczające zainteresowanie szeroko pojętą hiszpańskością. Uznawany za kandydata do Literackiej Nagrody Nobla, oskarżany był też o programowo uniwersalistyczne koncypowanie swoich powieści z myślą o tym wyróżnieniu. Większość krytyków i krytyczek uznaje jednak twórczość Maríasa za wyróżniającą się ze względu na jej poetycki styl, epistemologiczne zacięcie oraz introspekcyjną głębię postaci. Istotnie, większość jego utworów niezwykle trudno jest streścić, bowiem to nie wątek główny, a wewnętrzne monologi oraz deliberacje bohaterów tworzą konceptualne osie i dają świadectwo modernistycznym powinowactwom tej prozy. Labilność źródeł wiedzy, poznawcze wątpliwości oraz fałszywe tropy interpretacyjne przewijają się w niemal całej jego twórczości. Nie mają one jednak silnie uniwersalnego i stricte filozoficznego wymiaru, gdyż przedmiotem dociekań i wewnętrznych tarć bohaterów są niejednokrotnie kwestie wpływające na codzienność większości czytelników, jak na przykład ograniczone możliwości poznania partnera lub partnerki, zwłaszcza w związkach małżeńskich. To właśnie ten temat znalazł wyraz w wielu jego utworach, a w swoistym prequelu do Tomása Nevinsona, w powieści Berta Isla, został poddany szczególnie wnikliwej eksploracji.

Ostatnia powieść Maríasa opowiada o ostatnim zleceniu byłego agenta tajnych służb Tomása Nevinsona, którego podejmuje się po oficjalnej rezygnacji z wykonywania zadań specjalnych. O wywiadowczej przeszłości głównego bohatera dowiadujemy się z licznych retrospekcji, dzięki czemu nie jest konieczna znajomość poprzedniej powieści pisarza, opowiadającej losy małżeństwa Nevinsona z perspektywy jego porzuconej poniekąd żony, Berty. W Tomásie Nevinsonie, stanowiącym dopełnienie opowieści o małżeństwie z perspektywy męża, centrum fabularnym jest misja polegająca na ustaleniu tożsamości i zamordowaniu byłej podwójnej agentki IRA i ETA. Miała ona współpracować z tą drugą przy organizacji ataku terrorystycznego na supermarket Hipercor w Barcelonie w 1987 roku, w wyniku którego śmierć poniosło 21 osób, w większości kobiety i dzieci. Nevinson otrzymuje zdjęcia trzech podejrzanych, przenosi się do miasteczka w północnej Hiszpanii, w której mieszkają i rozpoczyna tajne śledztwo, podając się za nauczyciela języka angielskiego. Taka konstrukcja fabuły może sugerować, że gatunkowo mamy do czynienia z thrillerem, powieścią detektywistyczną lub wręcz szpiegowską. Nic dalszego od prawdy - odradzam tę powieść czytelnikom spragnionym wrażeń podobnych do tych serwowanych przez Iana Fleminga w powieściach o pełnych splendoru wyczynach agenta 007. Jeśli miałbym się pokusić o diagnozę gatunku, to chyba najbliżej Tomásowi Nevinsonowi do powieści psychologicznej i egzystencjalnej, gdyż stanowi wielopłaszczyznowe studium moralnego dylematu oscylującego wokół następującego pytania: czy uprawnione jest zabicie człowieka jako kara za popełnione zbrodnie lub by zapobiec zbrodniom, które mógłby popełnić? Właśnie to pytanie dręczy głównego bohatera, który poprzez odniesienia do tekstów kultury i filozofii próbuje ustalić własne stanowisko i podjąć decyzję o wyeliminowaniu jednej z podejrzanych kobiet. Sprawy skomplikują się jeszcze bardziej, gdy pozna je wszystkie bliżej i rozpocznie rozważania na temat tego, ile czasu musi minąć, zanim krwawe zbrodnie przeszłości ulegną przedawnieniu.

Opowieść prowadzona w pierwszej osobie jest kwintesencją i kulminacją stylu Maríasa - obfituje w sternowskie dygresje, aluzje do tekstów literackich i kinematograficznych oraz pociągłe zdania, w których niepewny swych źródeł poznania narrator nieustannie dokonuje autokorekty oraz analizuje błędy we własnym rozumowaniu. Ta niejako barokowo-modernistyczna technika pisarska umiejętnie balansuje pomiędzy powinnościami wobec tekstu literackiego oraz czytelników - wrażliwa na ukształtowanie językowe i odniesienia kulturowe pozostaje klarowna, intrygująca i satysfakcjonująca dla odbiorców. Wielbicieli tego typu prozy urzeknie zapewne nie tylko umiejętne wykorzystanie konwencji szpiegowskiej czy kontekst rozterki moralnej, ale także mistrzowskie portrety postaci, wątek miłosny między Bertą i głównym bohaterem oraz cytaty i nawiązania literackie, które pełnią rolę katalizatora refleksji Nevinsona. Zdaje się, iż sekretem dobrych powieści jest nieudzielanie odpowiedzi na pytania w formie prawd absolutnych. Właśnie dlatego siła Tomása Nevinsona tkwi nie tyle w samej opowieści, ile w zawiłościach i pułapkach ludzkiego poznania, które odsłania.

FILOZOFIA

Modlitewnik poetycki Béli Hamvasa

ks. Jan Sochoń

Béla Hamvas

Księga gaju laurowego i inne eseje

przekł. z węg., wybór, przypisy

i posł. Teresa Worowska

Warszawa : "Próby", 2022

252 s. ; 20 cm

Do tej pory niewiele wiedzieliśmy o tym wybitnym węgierskim pisarzu, eseiście, filozofie kultury i myślicielu duchowo spokrewnionym z Michałem Montaigne'em. Oficyna "Próby", decydując się (nie bez obaw) na wydanie wczesnych esejów Béli Hamvasa zebranych w tomie Księga gaju laurowego i inne eseje, w rewelacyjnym przekładzie Teresy Worowskiej, zmieniła tę niekorzystną sytuację.

Otworzyła przed autorem Historii niewidzialnej szansę wejścia w krwiobieg kultury polskiej już na stałe, zwłaszcza że dorobek pisarza jest olśniewający. Poznaliśmy, co prawda, niemal medytacyjną książkę Hamvasa poświęconą filozofii wina, kilka innych rozproszonych w prasie tekstów, ale korpus jego pism wciąż pozostaje u nas nieznany. Kim był ten człowiek o imponująco rozległej wiedzy, poliglota, doświadczany przez dramaty wojen, oścień komunizmu, skazany na pisarskie milczenie, żyjący w egzystencjalnym napięciu i prostocie, bez szans na jakiekolwiek uznanie?

Urodził się 23 marca 1897 roku w dzisiejszym Preszowie, w rodzinie scalonej ekumeniczną aurą, dziedzicząc po ojcu wyznanie ewangelickie. Wkrótce rodzina zamieszkała w Pozsonie (obecnie Bratysława), gdzie jego ojciec, pastor i filolog, nauczał języka węgierskiego i niemieckiego. Po maturze Hamvas zgłosił się na ochotnika do szkoły wojskowej, z której po dwóch latach trafił na front wschodni pierwszej wojny światowej. Długo się leczył z traumy wojennej, nieustannie rozmyślając nad cywilizacyjnymi przyczynami tego okrutnego, absurdalnego konfliktu. Po zakończeniu wojny (wówczas Pozsony znalazło się pod zarządem czechosłowackim) ojciec Hamvasa, jako że nie chciał przysięgać na wierność nowej władzy, został z całą rodziną przymusowo przesiedlony do Budapesztu.

W tym samym roku, idąc śladami ojca, Hamvas rozpoczął studia na wydziale filologii węgierskiej i niemieckiej, słuchał również wykładów z medycyny i uczęszczał do konserwatorium. W latach 1919-1920 w pożońskiej "Wiośnie" wydrukował swoje pierwsze artykuły literaturoznawcze. Po ukończeniu studiów zajął się dziennikarstwem, pracował też w budapesztańskiej Bibliotece Głównej. Wtedy napisał najwięcej esejów, opracowań, tłumaczeń, artykułów, recenzji. Przełożył między innymi na węgierski aforyzmy Heraklita. W 1935 roku wspólnie z Károlym Kerényim utworzył ruch Wyspa (Sziget), z własnym kwartalnikiem, w którym poczesne miejsce przyznano recepcji w ówczesnej kulturze antyku, zwłaszcza greckiego.

Stale pogłębiał wiedzę z zakresu lingwistyki oraz filozofii. Wraz z rozpoczęciem drugiej wojny światowej został trzykrotnie powołany do wojska i ponownie trafił na front wschodni. Mimo tragicznych warunków sporo tworzył. Kiedy w 1944 roku jego oddział skierowano do Niemiec, zdezerterował i wraz z żoną ukrywał się w Budapeszcie. Niestety w trakcie bombardowania miasta uległa zniszczeniu zbierana przez niego latami biblioteka, w tym rękopisy (badacze mówią o kilku tysiącach stron). Po wojnie krótko pracował w Akademickiej Drukarni. W wyniku ciągłych ataków ze strony Györgya Lukácsa, który po przyjeździe z Moskwy przejął rządy w węgierskiej kulturze, trafił na Listę - B, co oznaczało całkowity zakaz publikacji i wygnanie z Budapesztu. Tak zaczął się kolejny tułaczy etap życia pisarza. Z konieczności podejmował więc różnorakie prace fizyczne, był ogrodnikiem, magazynierem, murarzem, stróżem na budowie. Wówczas jego pisma rozchodziły się w podziemiu, nielegalnie przepisywane przez sympatyków. Z powodzeniem kontynuował naukę sanskrytu, łaciny, greki, hebrajskiego i chińskiego w dialekcie mandaryńskim. W końcu powrócił do Budapesztu, gdzie jako rencista, zmagając się z coraz bardziej ciążącą depresją, spędził ostatnie cztery lata życia. Pisał i tłumaczył aż do swoich ostatnich dni. Zmarł na skutek wylewu krwi do mózgu 7 listopada 1968 roku.

W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku zaczęły się pojawiać na Węgrzech pierwsze oficjalne publikacje Hamvasa: między innymi Kryzys świata, trzytomowa powieść filozoficzna Karnawał (1948-1951), Silentium, Tajny protokół, Patmos i przede wszystkim Scientia sacra (Święta wiedza) - zakrojona na wielką skalę panorama archaicznych źródeł religii i światowych kultur. W tym opracowaniu autor próbował objąć filozoficznym namysłem obszar całej rzeczywistości. Wszystko jest Jednym, ale świat dla Jedno jest niczym nieuporządkowana projekcja, jak to widzimy u Mistrza Eckharta czy Jakoba Böhmego. Pytał o kryzys współczesności, zachęcał, żeby powracać do pierwszych cywilizacji, które dysponowały metafizyczną wiedzą o człowieku, wiedzą o podstawowych i egzystencjalnie ważkich kwestiach istnienia. Do owych toposów czy archetypów, przekonywał, należy powracać, by lepiej zrozumieć samych siebie. Teraz, mniej więcej co drugi rok, ukazuje się na Węgrzech jakieś nowe dzieło Hamvasa. Pośmiertnie odznaczono go trzema państwowymi wyróżnieniami: nagrodą Kossutha, Magyar Örökség, a w 2001 roku Magyar Müvészetért.

Eseje z Księgi gaju... przynależą do wczesnego okresu twórczości Hamvasa i jeszcze nie zapowiadają dojrzałego filozoficznie charakteru jego twórczości. Napisane w lekkiej, zabarwionej poetyckością stylistyce, wywołują w czytelniku odczucie radości i dogłębnego spokoju, mówią o świecie pojętym jako obiekt medytacyjny. Może nim być cokolwiek, na co się natkniemy w codzienności, jakieś zwyczajne zjawisko, dzieło artystyczne, wspomnienie, a nawet wyobrażenie. Czytamy zatem, a właściwie medytujemy z autorem nad psychologią zbierania kwiatów, nad istotą tak zwanych złotych dni, nad rodzajami pejzażu, malarstwem Bruegla, listami Rilkego, samotnością, smakami, gwiazdami, drzewami, snami, śpiewem ptaków, ogrodem warzywnym, metafizyką jedzenia miodowej figi, hermeneutyką losu, głębi, ufności.

Na strukturę tych eseistycznych perełek składa się sam moment rozważania i finalnego zapisywania wysnutych zeń wniosków. W antropologii odnajdujemy nawiązanie do stadiów życia S?rena Kierkegaarda. W wizji przybierania przez człowieka masek i w poddawaniu się Ananke bez trudu możemy odszukać inspiracje pismami Fryderyka Nietzschego czy Martina Heideggera; przede wszystkim w sposobie budowania myśli - metaforyzacji języka - i w poetyckiej egzaltacji. W przeciwieństwie do Heideggera wizja świata Hamvasa okazuje się bardziej harmonijna. Ludzkie istnienie ma zauważalny sens, nawet jeśli jest tragiczne. Zawsze bowiem chodzi o rozpoznanie się w Bogu poprzez ziemską rzeczywistość. Jest ona znakiem Boga, a może i samym Bogiem, jak w filozofii Spinozy. Patrząc z tej perspektywy, jednym z najważniejszych tekstów pomieszczonych w Księdze... jest esej Pod tamaryszkiem. Przywołuje w nim Hamvas greckie słowo epiphoitesis, które miał odnaleźć w dziele Pseudo-Dionizego Areopagity (nie Dionizosa, jak tłumaczy Teresa Worowska) Imiona Boskie (nie zaś o imieniu Boga, według przekładu tłumaczki). Literalnie oznacza ono przybycie, odwiedziny, a przenośnie natchnienie (Boże), nawiedzenie.

Węgierski autor wydobywa zeń "dziecięce odniesienie do Boga, który odpoczywa w sercu człowieka i dobrotliwie się do niego uśmiecha". Dodaje, że religia nie jest ciężarem, lecz przywilejem określającym owo dziecięctwo boże. Hamvasowi nie chodzi o teologiczne rozumienie tej postawy, ani o jakąś konkretną religię, choć chrześcijaństwo jest mu najbliższe. Sugeruje, że ma na myśli tylko Boga, spotkania z Nim i miłość do Niego. To wystarcza, żeby odczuwać metafizyczną radość, którą traktuje się poważnie, radość wypływającą z istnienia rzeczy, piękna, smaku, dotyku, kąpieli w morzu, przewrotnego humoru bądź słodkiej pogody ducha. Radość będącą zaiste modlitwą.

Zapewniam, że każdorazowa lektura Księgi gaju... będzie przynosić czytelnikom nieznaną dotąd przyjemność lekturową. Wynika ona ze szczerości, autentyczności i niebywałej maestrii językowej cechującej dosłownie każdy akapit prowadzonej narracji. Hamvas potrafił koić skołatane umysły swoich współczesnych. Czy nasze również? Proszę sprawdzić.

POLITYKA | SPOŁECZEŃSTWO

Zaśnięcie Marianny

Maciej Zakrzewski

Éric Zemmour

Francuskie samobójstwo

przeł. z fr. Beata Losson

przy współpr. Katarzyny Losson

Kraków : "Biały Kruk", 2022

438 s. : il. ; 24 cm

W listopadzie 1946 węgierski pisarz Sándor Márai rozpoczął kilkumiesięczną podróż po Europie Zachodniej. Europejczyk - z tego zapominanego środka kontynentu, gdzie wojna ukazała swoje oba najstraszliwsze oblicza - wracał jak do utęsknionego domu rodziców, sprawdzając, czy po wojennej burzy wszystko pozostało na swoim miejscu.

Objechał Szwajcarię, naturalnie Włochy i Francję. Wrócił do siebie, do domu, gdzie już na dobre panoszyli się komuniści. Po powrocie napisał: "Ratto d'Europa? Porwali ją, naprawdę? Kto porwał i co? Domy, nawet jeśli uszkodzone, pozostały na swoich miejscach. Ludzie gonią za swoimi podejrzanymi, obojętnymi bądź zajmującymi interesami. Ukazują się książki, dużo książek, grają teatry. Większość miast w Europie jest już oświetlona wieczorem. Kraje podejmują starania, by zbudować państwo; długo to jeszcze potrwa, ale to ciekawe i świadome celu przedsięwzięcie. No więc co to jest, to, co zrabowano?"

Márai wracał ze świadomością, że mury stoją całkiem stabilnie, ale wszelkie dobre duchy, które czyniły je domem, odeszły. W Porwaniu Europy odpowiadał na pytanie o to, co zrabowano: "poczucie powołania; to świadome bądź instynktowne, tkwiące w trzewiach przekonanie, ten cechujący się głęboką wiarą stan ducha, że Europa, a więc mieszkańcy tego kontynentu mają poruczenie będące czymś w rodzaju misji oraz rolę w świecie, a to poruczenie otrzymali od europejskiego losu (...). Ludzie żyją, bo życie to organiczna możliwość, także w Europie. Ale to życie bez natchnienia nie jest misją, jedynie hodowlą". Autor Krwi świętego Januarego sformułował tezę, którą można uznać za epilog do Zmierzchu Zachodu Spenglera. Ludzie chodzą do pracy, czytają książki, robią jakąś politykę, nawet budują państwo, ale to wszystko już martwa forma, porządkowanie cmentarzyska.

W 2014 Éric Zemmour ogłosił nad Sekwaną Le suicide français (Francuskie samobójstwo), książka w polskim przekładzie ukazała się w tym roku. Zbiór esejów tego bardzo niedoszłego prezydenta Francji nie jest nawet epilogiem Spenglera, to już niemal posłowie do ostatecznego wydania. Zemmoura nie interesuje kondycja Europy, ale Francji. Bo dla niego Europa to Francja. Koniec jednego jest równoznaczny z kresem drugiego. Nie trzeba być frankofilem, aby widzieć słuszność tego równania.

Swoistą kronikę zapowiedzianej śmierci Zemmour zaczyna od pogrzebu prezydenta de Gaulle'a, następnie wyznaczył kilkadziesiąt symbolicznych wydarzeń, które jak szczeble drabiny tworzą mapę schodzenia Francji ze sceny historii powszechnej. Dla precyzji należy wspomnieć, że autor nie pisze o samobójstwie Francji, ale samobójstwie Francji gaullistowskiej. Jednak zrozumienie, dlaczego koniec V Republiki w opinii Zemmoura jest agonią Francji, wymaga ponownego powrotu do profetyki Spenglera.

Zdaniem niemieckiego filozofa koniec Zachodu oznacza przede wszystkim śmierć kultury jako określonej formy życia. Spengler u kresu Wielkiej Wojny diagnozował, iż Europa wyczerpała ostatecznie swoje twórcze siły, pozostała jedynie możliwość cezaryzmu, domknięcie cywilizacji w postaci ostatniego Imperium. Do tej roli wyznaczył on Niemców, ci jednak nie chcieli tworzyć Imperium Zmierzchu, a Tysiącletnią Rzeszę.

De Gaulle pragnął nie tylko powrotu dawnej Francji, ale mocarstwa, które przywróci dostojność całemu kontynentowi (a przynajmniej zachodniej jego części). Jednak budował w obszarze historycznego cienia. V Republika była dziełem wybitnie politycznym, kulturowo jałowym. W zarodku dzieła de Gaulle'a tkwił Maj 68, który jako ruch polityczny przegrał, ale zwyciężył w obszarze kultury i tym samym wygrał wszystko.

Zemmour widzi doskonale efemeryczność wysiłków samotnika z Colombey. Kiedy pisze, iż de Gaulle był "niepocieszonym wdowcem po Francji i ostatecznie z tego powodu umarł", nieodparcie powraca Spenglerowski symbol owego "ostatniego Rzymianina", który umarł, strzegąc granic już nieistniejącego państwa. Czytając Francuskie samobójstwo można odnieść wrażenie, że dzieło V Republiki było tym ostatnim przedśmiertnym ożywieniem dokonanym wysiłkiem jednego człowieka, virtú na chwilę wstrzymała fortunę. "Francja umierała - pisze Zemmour - jeszcze o tym nie wiedząc. Nie istniałaby już, gdyby nie generał de Gaulle".

To, co pozostało po Generale, to sprzęgnięty z silną prezydenturą etos państwa. Istotą tradycji państwowej Francji, nie przekreśloną, a umocnioną przez Rewolucję, była walka z wszelakimi przejawami "państwa w państwie". Na tym właśnie polegała ta "pedagogika gaullistowska", o zmarnowanie której Zemmour oskarżył Pompidou. Z państwa pozostała wyłącznie biurokracja, która przez kolejne lata ślepo podążała za nowinkami niesionymi przez pokolenie Maja 68. W tym już nie było polityki (tej wielką literą), a tylko trwanie i pogrywanie z popularnością. Republika skapitulowała przed społeczeństwem (symptomatyczne określenie Zemmoura), które coraz mniej przypominało jakąkolwiek strukturę, a raczej przypadkową i zantagonizowaną zbiorowość wmieszaną w tandetę kultury masowej. Zagadnienie imigracji jest oczywiście symbolicznym momentem, w którym oświecona republika wyrzekła się własnego dziedzictwa, ustępując przed naporem religijnego dogmatu. We współczesnej Francji oświecenie zjadło swój własny ogon.

Za upadkiem powagi państwa wzmogła się nachalna amerykanizacja kultury (o wiele boleśniej jednak odczuwana we Francji niż gdzie indziej w Europie), a gospodarka przestała być filarem kultury i stała się domeną czystej efektywności. To wszystko było warunkiem wejścia Francji do globalnej wioski i zajęcia wygodnej pozycji do robienia pieniędzy. A te, jak wiadomo, nie mają narodowości. Upadek pozycji na arenie międzynarodowej był kwestią czasu. Zemmour nie może się pogodzić nie tyle z utratą prymatu europejskiego na rzecz Niemiec, co przede wszystkim z tym, że stało się to dobrowolnie, naiwnie, w złym stylu. Tym razem nie było żadnego rewanżu za Wersal. Wyłącznie kapitulacja, ale bez wojny. Chyba w tym przywiązaniu do stylu najbardziej widoczne jest zakorzenienie autora Francuskiego samobójstwa we Francji... której nie ma. Wszystko stało się karykaturą, pozorem, blagą. "Żyjemy w erze karnawałowej - pisze autor. - Nicolas Sarkozy był Bonapartem karnawałowym; François Hollande to karnawałowy Mitterand, a Manuel Valls to karnawałowy Clemenceau". Logika niepowagi nie oszczędza jednak nikogo. Nietrudno uniknąć skojarzenia, że Zemmour roku 2022 to karnawałowy... de Gaulle. Jednak nie o kpinę tu chodzi, gdyż "Francja umiera. Francja nie żyje", a rejtańskie gesty mogą już nie znaleźć szacunku potomnych.

Nie można się oprzeć wrażeniu, że z Francuskiego samobójstwa sączy się oblepiający pesymizm, którego wydźwięk wcale nie łagodnieje nad Wisłą. Pobieżna lektura może prowadzić do wyłuszczenia z książki kilku sloganów o upadku wartości, zachodniej degrengoladzie etc. Jednak praca ta jest przede wszystkim opowieścią o czymś innym: o utopieniu polityki w gierkach, zatraceniu dyskusji we frazesach i o braku powagi... przede wszystkim o braku powagi.

HISTORIA

Sen o Europie grzesznej

Przemysław Barański

Götz Aly

Europa przeciwko Żydom 1880-1945

przeł. z niem. Joanna Czudec

Warszawa ; "Filtry", 2021

502 s. ; 21 cm

Götz Aly to jeden z najbardziej rozpoznawalnych niemieckich historyków współczesnych. Zasłużył sobie na to miano solidnie, niejednokrotnie zajmując stanowisko osobne, przekraczając bariery mentalne, wychodząc daleko poza strefę środowiskowego, intelektualnego i moralnego komfortu. Dokonał tego, co dla wielu ludzi pióra nad Renem było po prostu nie do pomyślenia.

To dzięki jego pracom niemieccy czytelnicy mogli poznać niebłahą różnicę pomiędzy okupacją, jaką III Rzesza zafundowała Francji a tą, jaka panowała na ziemiach polskich. To wreszcie on próbował szacować - fakt, że chyba dość ostrożnie - ile hitlerowskie Niemcy uzyskały na swoich grabieżach oraz na przymusowej pracy milionów robotników z całej Europy. Biliony i grube setki miliardów marek (czy dziś: euro) przemawiają do wyobraźni skuteczniej niż cokolwiek innego. "Co nam hańba, gdy talary mają lepszy kurs od wiary" - jak śpiewali bardowie, opowiadając o prawdzie ponadczasowej.

W najnowszej książce Aly trzyma się konsekwentnie własnych zainteresowań. Próbuje pisać w sposób niesforny jak zawsze, a jednocześnie - poszukuje nowości. Jest to zatem nieco danie kuchni fusion, rzecz zawsze trochę ryzykowna: łączenie klasyki z elementami awangardowymi. To może w jakimś sensie intelektualny znak pokolenia 1968. Pokolenia nieustannie poszukującego wyzwań, nieskłonnego by osiąść na laurach, ale i niechętnego by przyznać, że są prawdy stałe, które - wspominane, opowiadane i badane po tysiąckroć - nadal wyglądają tak samo. Prawda bowiem leży tam, gdzie leży - powinnością historyka jest to miejsce odkryć, opisać anatomię faktów, łańcuch przyczynowo-skutkowy, wskazać konteksty. Tylko tyle i aż tyle. A przecież - nietrudno się pogubić. I chyba to właśnie stało się udziałem Aly'ego w najnowszej książce.

Niemiecki dziennikarz i profesor pisywał ekstensywnie o dziejach narodowego socjalizmu, tym razem sięga szerzej. Idzie tropem europejskiego antysemityzmu. Europa przeciwko Żydom to książka z tezą wyłożoną bardzo klarownie, poznajemy ją już we wstępie. Autor nie kryje, że europejski antysemityzm nowoczesny - a zatem zrodzony na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego stulecia - wykwitł na mentalnych strukturach przednowoczesnych. Nie jest to interpretacja nowatorska; przeciwnie - w pewnym sensie klasyczna. Weberowskie "odczarowanie" odsunęło w cień codzienną nieracjonalność upostaciowioną w mistycyzmie. Schmittowska "teologia polityczna" stała się aksjologiczną - nie wprost religijną, lecz przecież niewątpliwie religią inspirowaną - podstawą świeckiej polityki. Pozostaje chyba powiedzieć, że idąc za słynniejszymi rodakami, Aly uważa antysemityzm nowoczesny za fenomen post-tradycyjny, oparty na chrześcijańskim antyjudaizmie. Jakże świeża to myśl! Zwłaszcza w czasach powszechnego hejtu otaczającego religię chrześcijańską!

Ale kpiny na bok. Wytykanie afiliacji pokoleniowo-środowiskowych, a co za tym idzie także intelektualnych, to w gruncie rzeczy próba zastosowania wobec Aly'ego argumentów ad personam. Tymczasem książka z pewnością jest warta lektury i wiele ku temu powodów. Choć jej wymowa jest w gruncie rzeczy zasmucająca. I to chyba najistotniejsze.

Aly opowiada o narodzinach antysemityzmu nowoczesnego - czy może raczej o jego ujawnieniu się i przekształcaniu. To pasjonująca narracja. Jest tu miejsce na teorię: szczypta filozofii, sporo faktów, panoramiczne spojrzenia na kształtujące się społeczeństwa. Są Niemcy - a jakże! Sporo o intelektualnych korzeniach i racjonalizacjach nowoczesnego antysemityzmu. Także Niemcy - temu przecież Aly nie próbuje zaprzeczać - odpowiedzialne są za Holokaust. Za nim stała machina państwowa III Rzeszy, która uczyniła możliwym to, o czym najgorsi antysemici nigdy nie ośmieliliby się w ogóle pomyśleć. Lecz w książce opowieść tyczy się nie tylko Niemców. Są Chorwaci, Grecy, Czesi, Francuzi. Są i Polacy. I są też konkluzje, którymi Aly finalizuje swoje dzieło. Oto dowiemy się, że Holokaust ściśle powiązany jest z "masowym awansem społecznym", a nawet iż "postęp cywilizacyjny sprzyjał załamaniu cywilizacji".

Cóż z tym począć? Można w tym odnaleźć heglowski schemat, gdy teza i antyteza tworzą - koszmarną w tym wypadku - syntezę. Idealizm niemiecki daje tutaj o sobie znać w sposób nieoczekiwany, jednak pazur historiozoficzny nie jest kluczowym aspektem tej książki. Wydaje się on raczej przytępiony i to może moje wywody eksponują go w szczególny sposób. Większy problem jest z relacją pomiędzy kontekstem i tłem wydarzeń a jego głównym aktorem. Przypomina to problem hubki i krzesiwa. Hubka bez krzesiwa pozostaje materią cokolwiek nieinteresującą, nieprzydatną, nieabsorbującą. Gdy jednak pojawi się krzesiwo - to co innego. Aly akcentuje w swojej książce właśnie problem hubki, krzesiwo obsadzając w roli drugoplanowej.

Rzecz bowiem w tym, że antysemityzm tradycyjny, nawet przepoczwarzający się w koszmarną postać, jaką przybrał w pierwszych dekadach XX wieku, pozostawał hubką. Była ona złożona z frustracji, strachów, była sumą niepewności - psychoanalitycy mogliby mówić o sublimacji instynktów. To wszystko prawda. Podobnie jak to, że nie znajdziemy w Europie kraju, w którym antysemityzm by się nie objawił. Rzecz w tym jednak, że przyszedł moment, w którym przemysłowa śmierć stała się faktem. Stała się możliwa i dopuszczalna, bo przekroczono granicę. Ten Rubikon został przekroczony przez bardzo konkretne legiony, prowadzone przez konkretnego - możliwego do imiennego wskazania - wodza. Chciałbym być dobrze zrozumiany: uważam, że w wymiarze etycznym krew za jego postępek spada na głowę całej ludzkości. Natomiast w wymiarze historycznej precyzji i elementarnej uczciwości oraz rzetelności - winni mają imiona i nazwiska. Żonglerka metodologicznymi nastawieniami niczego nie może tu zmienić, chyba że za cenę manipulacji. Do tej ostatniej książka Aly'ego zdaje się niebezpiecznie zbliżać.

Napisanie kolejnej książki o antysemityzmie w Europie to zadanie nieproste. Któż nie słyszał o sprawie Dreyfusa, o konferencji w Évian, o koszmarze pieców? A przecież trzeba powiedzieć o tym coś nowego, odnaleźć to, czego jeszcze nie wiedzieliśmy. Pełna zgoda: róbmy to, po to jest święta wolność badań i wolność słowa. Ale czy książka Aly'ego jest "niepokojąco aktualna" - jak zapewnia na pleckach wydawca? Czy, by zacytować blurb Jacka Leociaka, "nie spodoba się ta książka tym, którzy śnią sen o Polsce Bezgrzesznej"? Proszę ocenić samemu. Śmiem wątpić.

nr 12/124

MIESIĘCZNIK czasopismo wydawane na zlecenie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, zalecane do użytku w szkołach i innych placówkach oświatowo-wychowawczych przez Ministerstwo Edukacji Narodowej

ZESPÓŁ:

Grzegorz Filip redaktor naczelny

Anna Stypułkowska sekretarz redakcji

Małgorzata Borczak

Juliusz Gałkowski

Tomasz Kłusek Mikołaj Rajkowski

Andrzej Skalimowski

Maria Sokołowska

Piotr Szewc

Teresa Kurek oprac. techniczne

Natalia Tokarczyk-Jarocka sekretariat

PROJEKT TYPOGRAFICZNY: Piotr eL

PROJEKT GRAFICZNY OKŁADKI: Krzysztof Rumowski

ZDJĘCIA: Krzysztof Dubiel

KOREKTA: Bogna Piotrowska

ADRES REDAKCJI: 00-052 Warszawa, ul. Mazowiecka 11, lok. 5

tel. red. nacz. 22 826 70 36, sekretariatu 22 826 62 60, tel./faks 22 826 62 35, e-mail: noweksiazki@instytutksiazki.pl

WYDAWCA: Instytut Książki 31-148 Kraków, ul. Z. Wróblewskiego 6

Dział Wydawnictw: 01-699 Warszawa, ul. J. Parandowskiego 19 tel. 22 697 05 32, 22 697 05 34

NUMER INDEKSU 36682X PL, ISSN-0137-8562

Materiałów niezamówionych redakcja nie zwraca, w tekstach publikowanych zastrzega sobie prawo skrótów, zmiany tytułów oraz poprawek stylistycznych.

CENNIK REKLAM WIELOBARWNYCH (OKŁADKI WEWNĘTRZNE)cała kolumna 205?285 mm (szerokość?wysokość) - 800 zł + VAT. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść reklam i not opracowanych przez wydawców.

WARUNKI PRENUMERATY REDAKCYJNEJ

KOSZT PRENUMERATY NA ROK 2023

półrocze 75 PLN, cały rok 150 PLN

Prenumeratorzy są zwolnieni z kosztów wysyłki, która realizowana jest Pocztą Polską. Prenumeratę można zamówić na sklep.instytutksiazki.pl lub dokonując bezpośrednio wpłaty na konto.

Instytut Książki, ul. Z. Wróblewskiego 6, 31-148 Kraków Bank Gospodarstwa Krajowego konto: 81 1130 1150 0012 1269 2720 0001

KOSZT PRENUMERATY ZAGRANICZNEJ ROCZNEJ

? 60 lub $ 80 Bank Gospodarstwa Krajowego konto: PL 81 1130 1150 0012 1269 2720 0001 swift code: GOSKPLPW

WARUNKI PRENUMERATY POZAREDAKCYJNEJ

Prenumerata realizowana przez RUCH S.A.

Zamówienia na prenumeratę przyjmują Zespoły Prenumeraty właściwe dla miejsca zamieszkania klienta. www.prenumerata.ruch.com.pl

e-mail: prenumerata@ruch.com.pl

Prenumerata i pojedyncze numery są dostępne w wersji elektronicznej na e-kiosk.pl, nexto.pl i virtualo.pl

Instytut Książki z siedzibą w Krakowie, przy ul. Z. Wróblewskiego 6 jako Administrator danych informuje, że Państwa dane osobowe będą przetwarzane wyłącznie w celu realizacji prenumeraty Czasopism Patronackich. W związku z przetwarzaniem Administrator może podpowierzyć dane osobowe podmiotom zewnętrznym. Przysługuje Państwu prawo dostępu do treści swoich danych, ich poprawiania, cofnięcia zgody na dalsze przetwarzanie, prawo do bycia zapomnianym oraz wniesienia skargi na zasady przetwarzania danych do organu nadzorczego, tj. Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Podanie danych jest dobrowolne, lecz niezbędne w celu złożenia zamówienia na prenumeratę. W sprawach związanych z danymi osobowymi można kontaktować się z inspektorem ochrony danych - iod@instytutksiazki.pl.