Nowa Francillon - Adolf Abrahamowicz

-
Proszę czekać

[Nowa Francillon]

Scena I

ERNEST i ANTONIOWA (sprzątają)

ANTONIOWA

A ten porządek!... Rany Boskie. Jestem już Bogu dzięki 14 lat w tym hotelu, a takich gości nie widziałam! Panie odpuść!

ERNEST

Et! Bo pani Antoniowa tylko zrzędzi i zrzędzi.

ANTONIOWA

A jużci, nie zrzędź że tu, tu! O jak to wszystko wygląda, wczoraj wieczór oddałam im numer jak cacko, a dziś jakby po spaleniu, fotele poprzewracane, serwety porozrzucane, atrament rozlany.

ERNEST

Ba! młode to, trzpioty, to im tylko figle w głowie.

ANTONIOWA

Ano, figle, gzy, to się śmieją, to gniewają, to całują, to dąsają, a wszystko nic potem, nieporządku narobią, a ty haruj i haruj!

ERNEST

Zwyczajnie młode małżeństwo... oni się niedawno musieli pobrać.

ANTONIOWA

A co mnie do tego.

ERNEST

Przecież i pani Antoniowa była kiedyś młodą mężatką, to pamięta jak tam bywało... hi... hi... hi... i tak i owak...

ANTONIOWA

E, u nas tam zawsze było jednako.

ERNEST

A jakże to?

ANTONIOWA

A no! Mój nieboszczyk, świeć tam Panie nad jego duszą, strasznie lubił kompanię i szynk.

ERNEST

Umhu!

ANTONIOWA

Jak nie miał pieniędzy, to mu się nic robić nie chciało, ino siedział zamurasany w domu, a zły, że nie przystępuj przez kija.

ERNEST

A jak się dorwał do grosza.

ANTONIOWA

A jak się dorwał do grosza, to zaraz wychodził z domu i wracał w nocy podchmielony.

ERNEST

No i wtenczas figle, gzy, jak ci tutaj?

ANTONIOWA

Gdzież tam! Zawsze się na tym skończyło, że mnie wytłukł porządnie.

ERNEST

Bagatela.

ANTONIOWA

Dobre było człeczysko, aż się serce raduje wspomnieć, niech mu tam w niebie anieli śpiewają...

ERNEST

Toście z sobą żyli jak Bóg przykazał.

ANTONIOWA

A jużci po chrześcijańsku, nie tak jak ci wariaci, to pewnie nawet nie małżeństwo!

ERNEST

Co też pani Antoniowa wygaduje. O , jest meldunek, można przeczytać.

ANTONIOWA

A no przeczytaj.

ERNEST

(czyta) Edward Markowski inżynier z Lublina z żoną.

ANTONIOWA

Oj, oj, napisać nie sztuka.

ERNEST

Na meldunku musi być tak samo jak w paszporcie.

ANTONIOWA

A cóż to za jeden ten stary, co z nimi przyjechał, pewnie ani ojciec, ani stryj, ani żaden krewny.

ERNEST

E, musi być krewny.

ANTONIOWA

I ja tak z początku myślałam, ale jakem usłyszała, że mówią do siebie "Panie", jakiem go podpatrzyła, że nosi perukę, ma wstawiane zęby i smaruje wąsy i jakiem zobaczyła, że ten stary pocałował ją dziś dwa razy w rękę, oho, byłam w domu - co to za ptaszek.

ERNEST

Niby tego?

ANTONIOWA

A no, niby tego.

ERNEST

Nie może być!

ANTONIOWA

Zobaczysz, kto za hotel zapłaci, czy mąż czy ten stary... oho! Nie darmo jestem tu 14 lat!

ERNEST

(usłyszawszy wrzawę za sceną) A tam co? (otwiera drzwi i patrzy na schody)

ANTONIOWA

A co! Teraz się gonią po schodach!

ERNEST

I ten stary za nimi!

ANTONIOWA

Koniec świata! O ni nam hotel rozwalą... nie warto kończyć sprzątania i tak za chwilę będzie tu groch z kapustą. Chodźmy pod numer 16, niech ich tam! (wychodzi)

ERNEST

(idąc za nią) Weseli ludziska, niech ich dunder świśnie! (wychodzi)