Notatniki - Albert Camus
74.00 zł
61.41 zł
(60,68 zł najniższa cena z 30 dni)

Reflow text when sidebars are open.
Maj 35.
Co chcę powiedzieć:
Że można odczuwać - bez sentymentalizmu - nostalgię za utraconym ubóstwem. Pewna liczba lat przeżytych w biedzie wystarczy, by wykształcić wrażliwość. W tym wypadku osobliwe uczucie, które syn żywi do matki, ustanawia całą jego wrażliwość. Jej objawy w najprzeróżniejszych sferach dostatecznie wyjaśnia ukryte, namacalne wspomnienie dzieciństwa (lep lgnący do duszy).
Stąd u kogoś, kto to zauważy, wdzięczność, a w rezultacie wyrzuty sumienia. Stąd następnie - a też przez porównanie, jeśli się zmieniło środowisko - poczucie utraconych bogactw. Ludziom bogatym niebo, ofiarowane jako dodatek, zdaje się czymś naturalnym. W oczach ubogich nabiera ono na powrót charakteru bezmiernej łaski.
Wyrzuty sumienia domagają się wyznania. Dzieło jest formą wyznania, muszę dać świadectwo. Mam do powiedzenia tylko jedno, jedno muszę widzieć jasno. To w tym ubogim życiu, pośród ludzi skromnych albo próżnych, najwyraźniej dotknąłem tego, co wydaje mi się prawdziwym sensem życia. Dzieła sztuki nie wystarczą. Sztuka nie jest dla mnie wszystkim. Niech będzie chociaż środkiem.
Swoją rolę odgrywają także fałszywy wstyd, małe akty tchórzostwa, nieświadomy szacunek, którym obdarza się ten drugi świat (świat pieniądza). Myślę, że świat ubogich jako jeden z nielicznych, jeśli nie jedyny, jest światem zamkniętym, wyspą w społeczeństwie. Niewielkim kosztem można się w nim bawić w Robinsona. Gdy ktoś się w nim zanurzy, o mieszkaniu lekarza tuż za rogiem będzie mówił jak o dalekim kraju.
Wszystko to należałoby wyrazić za pośrednictwem matki i syna.
Tyle w ogólności.
Gdy wejść w szczegóły, wszystko się wikła:
1) Sceneria. Dzielnica i jej mieszkańcy.
2) Matka i jej czyny.
3) Stosunek syna do matki.
Jak to rozwiązać. Matka? Ostatni rozdział: wartość symboliczna urzeczywistnia się wskutek nostalgii syna???
*
Grenier1: zawsze zbyt nisko oceniamy samych siebie. Ale ubóstwo, choroba, samotność: uświadamiamy sobie własną nieśmiertelność. "Trzeba, by nas przyparto do muru".
Właśnie tak, ni mniej, ni więcej.
*
Pustota słowa "doświadczenie". Doświadczenie nie jest doświadczalne. Nie wywołujemy go. Podlegamy mu. Raczej cierpliwość niż doświadczenie. Okazujemy cierpliwość - raczej znosimy cierpienie.
Wszelka praktyka: gdy doświadczenie dobiega końca, człowiek nie jest uczony, lecz biegły. Ale w czym?
*
Dwie przyjaciółki, obie ciężko chore. Ale jedna nerwowo: ocalenie nadal jest możliwe. U drugiej: zaawansowana gruźlica. Żadnej nadziei.
Popołudnie. Gruźliczka u wezgłowia przyjaciółki. Ta mówi:
- Widzisz, dotąd nawet w chwilach najgorszego kryzysu coś mi jeszcze zostawało. Uporczywa nadzieja na życie. Dziś zdaje mi się, że na nic już nie mogę liczyć. Taka jestem zmęczona, że chyba nigdy więcej nie wstanę.
Wówczas ta druga, z błyskiem dzikiej radości w oku, biorąc ją za rękę: "Och! Wyruszymy we dwie w wielką podróż".
Te same przyjaciółki - gruźliczka konająca, druga prawie wyleczona. Pojechała specjalnie do Francji, by wypróbować nową metodę.
A ta druga jej to wyrzuca. Na pozór wyrzuca jej, że tamta ją opuściła. W rzeczywistości cierpi, widząc ją ozdrowiałą. Żywiła szaloną nadzieję, że nie umrze sama - że pociągnie za sobą najdroższą przyjaciółkę. Umrze sama. I ta wiedza nasyca jej przyjaźń potworną nienawiścią.
*
Burzowe niebo w sierpniu. Palące podmuchy. Czarne chmury. Ale na wschodzie niebieska wstęga, delikatna i przejrzysta. Nie sposób na nią patrzeć. Jej obecność drażni oczy i duszę. Bo piękno jest nie do zniesienia. Doprowadza nas do rozpaczy ta wieczność trwająca minutę, którą chcielibyśmy rozciągać po kres czasu.
*
Ze szczerością czuje się swobodnie. Bardzo rzadkie.
*
Inny ważny temat: komedia. Od najgorszych cierpień ocala nas poczucie, że choć jesteśmy opuszczeni i samotni, to jednak nie dosyć, by "inni" nas nie "oglądali" w naszym nieszczęściu. W tym sensie chwile szczęścia są niekiedy chwilami, gdy poczucie opuszczenia nas rozpiera i unosi w bezkresny smutek. I w tym sensie szczęście bywa często litością nad własną niedolą.
Uderzające u ludzi ubogich - Bóg umieścił życzliwość przy rozpaczy niczym lekarstwo obok choroby.
Za młodu żądałem od innych więcej, niż mogli dać: nieustającej przyjaźni, wiecznego uczucia.
Teraz umiem od nich żądać mniej, niż dać mogą: obecności bez frazesów. A ich uczucia, przyjaźń, szlachetne gesty zachowują w moich oczach nienaruszoną wartość cudu: nienaruszony efekt łaski.
*
...Wypili za dużo i chcieli coś zjeść. Ale był to wieczór sylwestrowy i zabrakło dla nich miejsca. Odprawiono ich, oni nalegali. Wyproszono ich za drzwi. Wtedy zaczęli kopać właścicielkę lokalu, która była ciężarna. Właściciel, wątły młodzieniec z blond włosami, wyjął broń i wystrzelił. Kula trafiła mężczyznę w skroń. Jego głowa okręciła się tak, że leżała raną do ziemi. Jego przyjaciel, pijany trunkiem i strachem, zaczął tańczyć wokół trupa.
Historia była prosta i nazajutrz miała się zakończyć artykułem w gazecie. Tymczasem jednak mdłe światło na chodniku tłustym od niedawnych opadów, przeciągły pisk opon na mokrej jezdni i łoskot przejeżdżających co jakiś czas świetlistych tramwajów nadawały tej nieziemskiej scenie niepokojący rys: słodkawy i natrętny obraz dzielnicy w porze, kiedy schyłek dnia zaludnia jej ulice cieniami, a raczej gdy pojedynczy, anonimowy cień, zwiastowany głuchym tupotem i niewyraźną mową, wkracza niekiedy, skąpany w krwawym blasku, w światło czerwonej lampy nad apteką.
*
Styczeń 36.
Z ogrodu za oknem widzę tylko mur. I kilka kęp liści, przez które sączy się światło. Wyżej też liście. Wyżej - słońce. I z całej tej uciechy, którą czuć na zewnątrz, z całej tej radości rozciągającej się nad światem ja dostrzegam tylko cienie liści igrające na białych firankach. I pięć promieni słońca cierpliwie wypełniających pokój jasnym zapachem suchych traw. Bryza - i cienie ożywają na firance. Obłok zakrywa, a potem odsłania słońce i oto z cienia wynurza się połyskliwa żółć wazonu z mimozami. To wystarczy: jedno kiełkujące lśnienie i zalewa mnie niepojęta, ogłuszająca radość.
Jestem więźniem jaskini, stoję sam naprzeciw cienia rzucanego przez świat. Styczniowe popołudnie. Ale w zakamarkach powietrza wciąż tkwi zimno. Dokoła słoneczna błona, mogłaby pęknąć pod paznokciem, lecz otula wszelkie stworzenie wiekuistym uśmiechem. Kim jestem i co mogę zrobić, jeśli nie włączyć się w grę liści i światła. Być tym promieniem słońca, w którym dopala się mój papieros, tą słodyczą i skrytą namiętnością unoszącą się w powietrzu. Jeśli staram się dosięgnąć siebie, to właśnie w głębi tego światła. A jeśli spróbuję zrozumieć ten delikatny smak, który wyjawia sekret ziemskiego padołu, i go pokosztuję, wtedy w głębi wszechświata odnajdę siebie. Siebie, czyli to radykalne uczucie wyzwalające mnie z otoczenia. Za chwilę przechwycą mnie inne sprawy i inni ludzie. Ale pozwólcie mi wykroić tę minutę w tkaninie czasu, tak jak inni zostawiają kwiat między kartkami. Zamykają w nich przechadzkę, podczas której musnęła ich miłość. Ja też się przechadzam, ale to jakiś bóg obdarza mnie pieszczotą. Życie jest krótkie i grzechem jest trwonić czas. Trwonię go całymi dniami, a inni mówią, że jestem bardzo rzutki. Dziś chwila wytchnienia i moje serce idzie na spotkanie z samym sobą.
Jeżeli nadal dławi mnie niepokój, to dlatego, że czuję, jak ta nieuchwytna chwila przelewa mi się między palcami niczym perełki rtęci. Zostawcie więc tych, co chcą się odgrodzić od świata. Nie skarżę się, bo oglądam własne narodziny. Jestem szczęśliwy w tym świecie, bo moje królestwo jest z tego świata. Obłok, który przepływa, i chwila, która blednie. Sam dla siebie umieram. Książka otwiera się na ukochanej stronie. Jakże mdła jest dzisiaj wobec księgi świata. Czy to prawda, że cierpiałem, czy nieprawdą jest, że cierpię; i że to cierpienie uderza mi do głowy, bo jest ono tym słońcem i tymi cieniami, tym ciepłem i tym chłodem wyczuwalnym w oddali, w najgłębszych zakamarkach powietrza? Czy zapytam sam siebie, czy coś ginie i czy ludzie cierpią, skoro wszystko jest zapisane w tym oknie, w które niebo przelewa swoją pełnię? Mogę odrzec i zaraz to zrobię, że liczy się to, by być ludzkim, prostym. Nie, ważne, aby być prawdziwym, w tym zawiera się wszystko, i człowieczeństwo, i prostota. A kiedy jestem prawdziwszy i bardziej szczery niż wówczas, gdy jestem światem?
Chwila cudownej ciszy. Ludzie zamilkli. Ale pieśń świata wzbiera, a ja, przykuty w głębi jaskini, zyskuję pełnię, nim zdążyłem jej zapragnąć. Wieczność jest tutaj, a ja jej wyczekiwałem. Teraz mogę mówić. Nie wiem, czego więcej mógłbym chcieć niż tej nieustającej obecności w sobie samym. Nie pragnę teraz być szczęśliwy, chcę tylko być obecny. Człowiek sądzi, że jest odcięty od świata, ale starczy, że drzewko oliwne wyprostuje się w złocistym pyle, starczy kilka olśniewających plaż w słońcu poranka, by poczuł, jak topnieje w nim opór. Tak jest ze mną. Uświadamiam sobie różne możliwości i moją odpowiedzialność za nie. Każda chwila życia niesie w sobie wartość cudu i twarz wiecznej młodości.
*
Myśli się tylko obrazem. Jeśli chcesz być filozofem, pisz powieści.
*
*
Na Balearach: zeszłego lata2.
Tym, co nadaje wartość podróży, jest strach. W pewnej chwili, gdy jesteśmy z dala od naszego kraju, od naszego języka (francuska gazeta staje się bezcenna. I te wieczorne godziny, gdy w kawiarniach próbujemy otrzeć się o innych ludzi), ogarnia nas niepojęty strach i instynktowne pragnienie, by schronić się w starych nawykach. Oto najoczywistszy zysk z podróżowania. Jesteśmy w takich chwilach rozgorączkowani, lecz chłonni. Najmniejszy wstrząs przejmuje nas do głębi. Napotkana struga światła przenosi do wieczności. Dlatego nie należy mówić, że celem podróży jest przyjemność. W podróżowaniu nie ma przyjemności. Ja widziałbym w nim raczej formę ascezy. Podróżuje się dla kultury, jeśli przez kulturę rozumieć ćwiczenie najintymniejszego z naszych zmysłów - zmysłu wieczności. Przyjemność oddala nas od nas samych, tak jak u Pascala rozrywka odsuwa od Boga. Podróż, wielka i poważna nauka, przywraca nas samym sobie.
*
Baleary.
Zatoka.
San Francisco - Klasztor.
Bellver.
Bogata dzielnica (cień i stare kobiety).
Uboga dzielnica (okno).
Katedra (zły gust i arcydzieło).
Wybrzeże Miramar.
Valldemossa i tarasy.
Sóller i południe.
San Antonio (klasztor). Felanitx.
Pollensa: miasto. Klasztor. Pensjonat.
Ibiza: zatoka.
La Pe?a: fortyfikacje.
San Eulalia: Plaża. Święto.
Kawiarnie portowe.
Kamienne mury i wiejskie młyny.
*
13 lutego 36.
Żądam od ludzi więcej, niż mogą mi dać. Daremnie przeczyć. Ale jakiż to błąd i jaka rozpacz. I może ja sam...
*
Szukać kontaktów. Wszelkich. Jeśli chcę pisać o ludziach, jak oddalić się od krajobrazu? A skoro przyciągają mnie niebo lub światło, czy zapomnę oczy albo głosy tych, których kocham? Za każdym razem dostaję elementy przyjaźni, okruchy uczucia, a nigdy uczucia, nigdy przyjaźni.
Idę do przyjaciela starszego od siebie, żeby mu powiedzieć wszystko. A przynajmniej to, co dusi. Ale on się śpieszy. Rozmawiamy o wszystkim i o niczym. Mija godzina. I oto jestem jeszcze bardziej samotny i pusty. Próbuję zbudować kruchą mądrość, a zniweczy ją jedno słowo przyjaciela, który mi umyka! Non ridere, non lugere...3 i wątpienie w siebie i w innych.
*
Marzec.
Dzień nasączony chmurami i słońcem. Mróz mieni się żółcią. Powinienem mieć zeszyt do codziennego zapisywania pogody. Wczoraj to piękne, przezroczyste słońce, zatoka drżąca od blasku jak wilgotna warga. A ja cały dzień pracowałem.
*
Tytuł: Nadzieja świata.
*
Grenier o komunizmie: "Wszystko sprowadza się do jednego pytania: czy dla ideału sprawiedliwości należy opowiedzieć się za głupstwami?". Można odpowiedzieć, że tak: to piękne. Że nie: to uczciwe.
Z zachowaniem wszelkich proporcji: jest to problem chrześcijaństwa. Czy wierzący zawraca sobie głowę sprzecznościami ewangelii i nadużyciami Kościoła? Czy wierzyć znaczy uznać arkę Noego albo bronić inkwizycji bądź trybunału, który skazał Galileusza?
Jak jednak pogodzić komunizm z odrazą? Jeśli wypróbowuję formy skrajne, gdy ocierają się one o absurd i bezużyteczność - odrzucam komunizm. I to religijne zatroskanie...
*
Śmierć, która nadaje grze i bohaterstwu ich prawdziwy sens.
*
Wczoraj. Słońce na nadbrzeżach, arabscy akrobaci i port drżący od światła. Można by pomyśleć, że na moją ostatnią zimę tutaj ta kraina szafuje sobą i rozkwita. Ta niepowtarzalna zima, pękająca od mrozu i słońca. Niebieski mróz.
Przytomne odurzenie i radosne ogołocenie - rozpacz stel greckich w ich pełnej męstwa akceptacji. Czemu odczuwam potrzebę pisania lub tworzenia, kochania bądź cierpienia? To, co w moim życiu utracone, w gruncie rzeczy nie jest najważniejsze. Wszystko staje się bezużyteczne.
Ani rozpacz, ani radości nie wydają mi się uzasadnione w obliczu tego nieba i lśniącego żaru, który z niego spływa.
*
16 marca.
Długi spacer. Wzgórza i morze w tle. I delikatne słońce. Na wszystkich krzakach biel dzikich róż. Grube, kleiste kwiaty o fiołkowych płatkach. Powrót tak samo, słodycz kobiecej przyjaźni. Poważne i uśmiechnięte twarze młodych kobiet. Uśmiechy, żarty i plany. Podejmujemy grę. I wszyscy, nie wierząc pozorom, uśmiechają się do nich i udają, że biorą je za dobrą monetę. Bez fałszywych tonów. Trzymam się świata każdym swoim gestem, ludzi - całą swoją wdzięcznością. Ze szczytów wzgórz widać było, jak pod naporem słońca odradzają się mgły pozostałe po ostatnich deszczach. Nawet schodząc przez las i zanurzając się w tę watę, przeczuwałem w górze słońce i ten cudowny dzień, w którym rysowały się drzewa. Zaufanie i przyjaźń, słońce i białe domy, ledwie pochwycone odcienie, och! moje radości już zbaczają z kursu i w porze wieczornej melancholii mają już dla mnie tylko uśmiech młodej kobiety lub inteligentne spojrzenie przyjaciela, który wie, że się rozumiemy.
*
Jeżeli czas upływa tak szybko, to dlatego, że nie rozmieszcza się w nim punktów orientacyjnych. Takich jak księżyc w zenicie lub na horyzoncie. Lata młodości są tak długie, bo pełne; lata starości tak krótkie, bo już ustanowione. Zauważmy na przykład, że właściwie niemożliwością jest przez pięć minut obserwować bieg wskazówki zegara, ponieważ dłuży się to w sposób nieznośny.
*
Marzec.
Szare niebo. Ale światło się przesącza. Przed chwilą kilka kropel. W dole zaciera się kontur zatoki. Światła zaczynają migotać. Szczęście i ci, którzy są szczęśliwi. Mają tylko to, na co zasługują.
*
Marzec.
Moja radość nie ma granic.
*
Dolorem exprimit quia movit amorem4.
*
Marzec.
Lecznica ponad Algierem. Dość silna bryza wpełza na wzgórze, poruszając trawy i słońce. I cały ten ruch, czuły i jasny, ustaje w pewnej odległości od wierzchołka, u stóp czarnych cyprysów prących do szczytu zwartymi szeregami. Z nieba spływa cudowne światło. W dole morze bez jednej zmarszczki uśmiecha się niebieskimi zębami. Stojąc na wietrze, w słońcu, które ogrzewa mi jedną stronę twarzy, patrzę, jak przemija ta niepowtarzalna chwila, i nie umiem wymówić ani słowa. Ale zjawia się jakiś wariat w towarzystwie pielęgniarza. Pod pachą trzyma pudełko i zbliża się z poważną miną.
- Witam panienkę (do młodej kobiety, która mi towarzyszy). Pozwoli pan, że się przedstawię, jestem Ambrosino.
- Camus.
- A! Znałem jednego Camou. Miał firmę przewozową w Mostaganem5. Pewnie krewny.
- Nie.
- Nic nie szkodzi. Proszę pozwolić, że zostanę z państwem przez chwilkę. Mam prawo do półgodzinnego wyjścia każdego dnia. Ale muszę się płaszczyć przed pielęgniarzem, żeby zechciał ze mną pójść. Pan jest krewnym panienki?
- Tak, proszę pana.
- A! Wobec tego oznajmiam panu, że w Wielkanoc się zaręczymy. Moja żona się zgodziła. Proszę, panienko, zechce panienka przyjąć te kwiaty. A ten list to dla pana. Niech państwo ze mną usiądą. Mam tylko pół godziny.
- Musimy iść, panie Ambrosino.
- No cóż. A kiedy znów państwa zobaczę?
- Jutro.
- A! Bo mam tylko pół godziny i właśnie przyszedłem, żeby sobie troszkę pomuzykować.
Odchodzimy. Przy drodze cudny blask czerwonych pelargonii. Wariat wyjął ze swojego pudełka trzcinę z podłużnym nacięciem obciągniętym strzępem gumy. Dobywa z niej dziwną muzykę, żałośliwą i ciepłą: "W cichym zakątku..."6. Muzyka ściga nas wśród pelargonii i bujnych kęp złocieni, ponad morzem o niewzruszonym uśmiechu.
Otworzyłem list. W środku były reklamy, wycięte i starannie ponumerowane ołówkiem.
*
M.7 - Co wieczór kładł broń na stole. Skończywszy pracę, składał papiery, zbliżał rewolwer do głowy i przyciskał do czoła, toczył nim po skroniach, zimnym żelazem studził rozpalone policzki. Potem dłuższą chwilę stał, błądząc palcami po spuście, bawiąc się dźwignią bezpiecznika, aż świat wokół niego cichł i cała jego na wpół uśpiona świadomość stapiała się z zimnym, słonym żelazem, z którego mogła wychynąć śmierć.
Skoro człowiek się nie zabija, niech milczy o życiu. A on, budząc się z ustami pełnymi gorzkiej śliny, oblizywał lufę rewolweru, wsuwał w nią język i charcząc z bezmiernego szczęścia, powtarzał w euforii: "Moja radość nie ma ceny".
M. - część 2.
Kolejne katastrofy - Jego odwaga - Z tych nieszczęść utkane jest życie. On osiada na tej bolesnej tkaninie, osnuwa swoje dni wokół wieczornych powrotów, samotności, nieufności, obrzydzenia. Biorą go za stoika, za wytrwałego. Sprawy mają się ku lepszemu, jeśli się przyjrzeć uważniej. Pewnego dnia błahy incydent: jeden z przyjaciół odzywa się do niego z roztargnieniem. On wraca do siebie. Zabija się.
*
31 marca.
Chyba pomału się wynurzam.
Łagodna i powściągliwa przyjaźń kobiet.
*
Kwestia społeczna z głowy. Równowaga przywrócona. Za 15 dni zrobię podsumowanie. - Moja książka: myśleć o niej cały czas. Moja praca: zorganizować ją niezwłocznie, poczynając od niedzieli.
Budować od nowa po długim okresie wstrząsów i rozpaczy. Wreszcie słońce, moje ciało dyszy. Zamilknąć - Zaufać sobie.
*
Kwiecień.
Pierwsze upalne dni. Duszno. Zwierzęta ledwo zipią. Kiedy dzień ma się ku końcowi, coś dziwnego w powietrzu nad miastem. Hałasy idą w górę i znikają jak balony. Bezruch drzew i ludzi. Mauretanki gawędzą na tarasach, czekając na wieczór. Palona kawa, jej zapach też unosi się wzwyż. Godzina czuła i pełna rozpaczy. Nic, co można by wziąć w objęcia. Nic, przed czym można by paść na kolana w szale wdzięczności.
*
Żar na nadbrzeżach - ogromny, przytłaczający, zapiera dech. W gardło drapie spęczniała woń smoły. Unicestwienie i smak śmierci. To jest prawdziwy klimat tragedii, nie noc, jak głosi przesąd.
*
Sens i świat - Mieszają się pragnienia. A w przyciskanym do siebie ciele trzymam też ową dziwną radość, która zstępuje z nieba ku morzu.
*
Słońce i śmierć. Doker ma złamaną nogę. Krople krwi, jedna za drugą, na rozpalonych kamieniach nadbrzeża. Ich skwierczenie. W kawiarni opowiada mi swoje życie. Inni wyszli, zostało sześć szklanek. Willa na przedmieściu. Żył sam, wracał dopiero wieczorem, żeby zrobić jedzenie. Pies, kot, kotka, sześcioro kociąt. Kotka nie mogła karmić. Małe zdychały jedno po drugim. Każdego wieczoru: sztywny trup i śmieci. I dwie wonie: moczu i śmierci, wymieszane ze sobą. Ostatni wieczór (opiera przedramiona na stole i rozkłada je łagodnie; powoli przesuwa szklanki na krawędź stołu). Ostatnie kocię zdechło. A matka zeżarła je do połowy. Półkocię, ot co! Ciągle śmieci. Wiatr wyje wokół domu. Gdzieś w oddali pianino. On siedzi wśród tych szczątków, w tej nędzy. I raptem cały sens świata ciśnie mu się na usta (szklanki spadają jedna po drugiej, on nie zatrzymuje ruchu przedramion). Tkwi tam kilka godzin, targany ogromnym gniewem, bez próżnych słów, ręce ma w moczu, a w głowie myśli o kolacji, którą trzeba zrobić.
Szklanki stłukły się co do jednej. On się uśmiecha. - Nic się nie stało - mówi do właściciela baru. - Zapłacimy za wszystko.
*
Złamana noga dokera. W rogu młody mężczyzna, który śmieje się bezgłośnie.
*
"To jest nic. Największą szkodę wyrządziły mi pojęcia ogólne". - Bieg za ciężarówką, prędkość, kurz, wrzawa. Oszalały łoskot dźwigów i maszyn, taniec masztów na horyzoncie, kołysanie kadłubów. Na ciężarówce: podskoki na nierównym bruku nadbrzeża. Kredowobiały pył, słońce i krew, a pośród tego, w ogromnej, fantastycznej scenerii portu dwaj żółci mężczyźni, którzy oddalają się, pędząc, ile sił w nogach, i zaśmiewają się do utraty tchu, jakby zakręciło im się w głowie8.
*
Maj.
Nie odgradzać się od świata. Nie marnujemy życia, gdy wychodzimy z cienia. Wszystkie moje wysiłki, wszystkie wybory, nieszczęścia i rozczarowania zmierzają do ponownego nawiązania kontaktu. I nawet w smutku, który jest we mnie, jakież pragnienie kochania i jaka euforia na sam widok wzgórz w wieczornym powietrzu.
Kontakty z tym, co prawdziwe, przede wszystkim z naturą, a potem ze sztuką tych, którzy zrozumieli, i z moją sztuką, jeśli mnie na nią stać. Jeśli nie, światło, woda i euforia są jeszcze przede mną, i wargi wilgotne od pożądania.
Uśmiechnięta rozpacz. Ucieczki nie ma. Wiemy, że choć nieustannie nami włada, przecież jest bezradna. Byle nie zagubić siebie i tego, co z nas samych drzemie w tym świecie.
*
Maj.
Wszelkie kontakty = kult "ja"? Nie.
Kult "ja" zakłada amatorszczyznę lub optymizm. Dwie brednie. Nie wybierać swojego życia, ale je poszerzać.
Uwaga: Kierkegaard, źródłem naszych niedoli jest porównywanie.
Zaangażować się bez reszty. Następnie z równą mocą zaakceptować odpowiedź twierdzącą lub negatywną.
*
Maj.
Te wieczory w Algierze, kiedy kobiety są tak piękne.
*
Maj.
U granic - A dalej: gra. Zaprzeczam, jestem tchórzliwy i słaby, zachowuję się, jak gdybym potwierdzał, jakbym był silny i odważny. Kwestia woli = doprowadzić absurd do kresu = jestem zdolny do...
A zatem grę traktować jako tragiczną, gdy idzie o wysiłek; jako komiczną, gdy idzie o wynik (raczej obojętny).
Ale nie tracić na to czasu. Szukać skrajnego doświadczenia w samotności. Oczyścić grę przez podbój samego siebie - wiedząc, że jest on absurdalny.
Pogodzenie hinduskiego mędrca i zachodniego herosa.
"Największą szkodę wyrządziły mi pojęcia ogólne".
To skrajne doświadczenie musi się zawsze zatrzymać wobec wyciągniętej ręki. A potem zostać podjęte na nowo. Wyciągnięte ręce są rzadkością.
*
Bóg - Morze Śródziemne: konstrukcje - nic naturalnego.
Natura = odpowiedniość.
*
Przeciwko nawrotowi i słabości: wysiłek - Uwaga
demon:
kultura - ciało
wola - praca (fil.)
Ale skutek niepożądany: orędownicy - każdego dnia
moje dzieło (uczucia)
skrajne doświadczenia
Dzieło filozoficzne: absurd.
Dzieło literackie: siła, miłość i śmierć pod znakiem podboju.
W jednym i drugim wymieszać oba gatunki, respektując odrębny ton każdego. Pewnego dnia napisać książkę, która nada sens.
A w kwestii tego napięcia: niewzruszoność - gardzić porównaniem.
*
Esej o śmierci i Filozofii - Malraux. Indie.
Esej o chemii.
*
Maj.
Że życie jest najsilniejsze - prawda, lecz to zasada wszystkich aktów tchórzostwa. Dla pozoru myśleć, że jest na odwrót.
*
A oto ryczą: jestem immoralistą.
W tłumaczeniu: potrzebuję jakiejś moralności. Więc powiedz to wprost, kretynie. Ja też.
*
Inna opinia: trzeba być prostym, prawdziwym, żadnej literatury - przyjmować i oddawać się. Ale my nie robimy nic innego.
Jeśli ktoś jest na wskroś przekonany o swojej rozpaczy, powinien postępować, jakby miał nadzieję - albo się zabić. Cierpienie nie nadaje praw.
*
Intelektualista? Tak. I nigdy się od tego nie odżegnywać. Intelektualista = ten, który się rozdwaja. To mi się podoba. Cieszę się, że jest mnie dwóch. "Czy to się może złączyć w całość?" Zagadnienie praktyczne. Trzeba się do tego przyłożyć. "Gardzę inteligencją", oznacza w rzeczywistości: "Nie mogę znieść moich wątpliwości".
Wolę mieć otwarte oczy.
*
Część II
A. w czasie teraźniejszym
B. w czasie przeszłym
Rozdz. A1 - Dom przed Światem9. Prezentacja.
Rozdz. B1 - Przypominał sobie. Związek z Lucienne.
Rozdz. A2 - Dom przed Światem. Jego młodość.
Rozdz. B2 - Lucienne opowiada o swoich zdradach.
Rozdz. A3 - Dom przed Światem. Zaproszenie.
Rozdz. B4 - Zazdrość seksualna. Salzburg. Praga.
Rozdz. A4 - Dom przed Światem. Słońce.
Rozdz. B5 - Ucieczka (list). Algier. Zaziębia się, jest chory.
Rozdz. A5 - Noc wobec gwiazd. Catherine.
*
Patrice10 opowiada swoją historię o skazanym na śmierć: "Widzę tego człowieka. Jest we mnie. Każde wymawiane przez niego słowo ściska mi serce. Jest żywy i oddycha razem ze mną. Boi się razem ze mną.
...I ten drugi, który chce go złamać. Jego też widzę, jak żyje. Jest we mnie. Codziennie posyłam do niego księdza, żeby go osłabić.
Wiem, że teraz będę pisać. Nadchodzi pora, gdy drzewo, co długo cierpiało, musi wydać owoce. Każda zima kończy się wiosną. Muszę dać świadectwo. Potem cykl zacznie się na nowo.
...Powiem tylko o miłości do życia. Ale powiem o niej na swój sposób...
Inni piszą pod wpływem odroczonych pokus. I każde oszustwo w ich życiu rodzi dzieło sztuki, kłamstwo utkane z kłamstw ich życia. Ale ja swoje teksty wysnuję z chwil szczęścia. Nawet to, co w nich będzie okrutne. Muszę pisać, tak jak muszę pływać, bo moje ciało się tego domaga".
Część III (cała w czasie teraźniejszym)
Rozdz. I - Catherine - mówi Patrice - wiem, że teraz będę pisać. Opowieść o skazanym na śmierć. Dotarłem do mojego prawdziwego zajęcia, którym jest pisanie.
Rozdz. II - Zejście z Domu przed Światem do portu itd. Smak śmierci i słońca. Miłość życia.
*
6 opowieści:
Historia błyskotliwej gry. Zbytek.
Historia ubogiej dzielnicy. Śmierć matki.
Historia Domu przed Światem.
Historia zazdrości seksualnej.
Historia skazanego na śmierć.
Historia zejścia ku słońcu.
*
Listopad.
Zobaczyć Grecję. Duch i uczucie, upodobanie do ekspresji jako dowody dekadencji. Rzeźba grecka podupada, gdy zjawiają się uśmiech i spojrzenie. Włoskie malarstwo również, wraz z XVI wiekiem należącym do "kolorystów".
Paradoks Greka, wielkiego artysty wbrew sobie. Doryccy Apollonowie wspaniali, bo bez ekspresji. Ekspresję nadawała dopiero farba (niestety) - Ale farba zeszła, a arcydzieło zostaje.
*
Narodowości jawią się jako symptomy rozkładu. Ledwie pękła jedność religijna Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego: narodowości. Na Wschodzie jedność trwa.
Internacjonalizm próbuje przywrócić Zachodowi jego prawdziwy sens i powołanie. Ale zasada nie jest już chrześcijańska, lecz grecka. Dzisiejszy humanizm wciąż utwierdza przepaść, która dzieliła Wschód i Zachód (przypadek Malraux). Przywraca jednak pewną siłę.
*
Protestantyzm. Niuans. W teorii postawa godna podziwu: Luter, Kierkegaard. W praktyce?
*
Styczeń.
Kaligula albo sens śmierci. 4 akty.
I - a) Dojście do władzy. Radość. Cnotliwa mowa (zob. Swetoniusz)
b) Lustro
II - a) Jego siostry i Druzylla
b) Pogarda wielkich
c) Śmierć Druzylli. Ucieczka Kaliguli
III -
Koniec: Kaligula pojawia się, odsuwając kurtynę:
"Nie, Kaligula nie umarł. Jest i tu, i tam. Jest w każdym z was. Gdyby dano wam władzę, to jeśli macie zacne serce i kochacie życie, zobaczylibyście, jak ów potwór lub anioł, którego nosicie w sobie, uwalnia się z łańcuchów. Nasza epoka umiera, bo uwierzyła w wartości i w to, że życie może być piękne i wolne od absurdu. Żegnajcie, wracam do historii, gdzie od dawna przetrzymują mnie ci, co boją się kochać zbyt mocno".
*
Styczeń.
Esej: Dom przed Światem.
- W dzielnicy nazywano go domem 3 Studentów.
- Kiedy się z niego wychodzi, to po to, żeby się znaleźć w zamknięciu.
- Dom przed światem nie jest domem, gdzie człowiek się bawi, lecz domem, gdzie jest szczęśliwy.
- "Tu są same dziewczęta" - rzekł M., przy którym X. wygadywał świństwa.
M. i miłość:
- "Osiągnął pan wiek, w którym człowiek jest szczęśliwy, gdy rozpoznaje siebie w dzieciach innych".
- "Żeby móc się kochać, musi zrozumieć względność u Einsteina".
- "Niech mnie Bóg broni" - powiedział M.
*
Ilekroć się na nią wchodzi, tylekroć się ją zdobywa, tak niedostępna jest droga.
*
Luty.
Cywilizacja to nie jest większy lub mniejszy stopień wyrafinowania. To świadomość wspólna całemu ludowi. I ta świadomość nigdy nie jest wyrafinowana. Jest wręcz całkiem prosta. Uczynić z cywilizacji dzieło elity znaczy utożsamić ją z kulturą, która jest czymś zgoła innym. Istnieje kultura śródziemnomorska. Ale istnieje też cywilizacja śródziemnomorska. Nie należy jednak mylić cywilizacji z ludem.
*
Tournée (teatr)11.
Rankiem czułość i kruchość Oranii, choć wiadomo, jak twarda i sroga jest w pełnym słońcu: migotliwe strumienie, a wzdłuż nich oleandry, barwy porannego nieba nieomal konwencjonalne, fiołkowe góry obrębione różem. Wszystko zwiastuje promienny dzień. Ale z umiarem i delikatnością, w których wyczuwa się już ich bliski kres.
*
Kwiecień 37.
Ciekawe: niezdolność do znoszenia samotności, niezdolność do znoszenia jej braku. Godzimy się z obiema. Obie zyskują.
*
Najgroźniejsza pokusa: wymykać się klasyfikacjom.
*
Kasba: zawsze nadchodzi moment, kiedy człowiek oddziela się od siebie. Pośrodku lepkiej i ciemnej uliczki płonie węgiel i trzeszczy wątły ogieniek.
*
Szaleństwo - Piękna sceneria wspaniałego poranka - Słońce. Niebo i kości. Muzyka. Palec na szybie.
*
Potrzeba, by mieć rację, znamię pospolitego umysłu.
*
Opowieść - człowiek, który nie chce się usprawiedliwiać. Woli wyobrażenia, które na jego temat mają inni. Umiera, jako jedyny zachowując świadomość własnej prawdy - Daremność tej pociechy.
*
Kwiecień.
Kobiety - które nad doznania przedkładają swoje poglądy.
- Do eseju o ruinach:
Wysuszający wiatr - Stary człowiek równie nagi jak drzewko oliwne w Sahelu.
1) Esej o ruinach: wiatr pośród ruin czy śmierć w słońcu12.
2) Wrócić do Śmierci w duszy13 - Przeczucie.
3) Dom przed światem.
4) Powieść - pracować nad nią.
5) Esej o Malraux.
6) Praca dyplomowa.
*
W obcym kraju, słońce złoci domy na wzgórzu. Uczucie potężniejsze niż wobec tego samego zjawiska we własnym kraju. To nie jest to samo słońce. Ja w każdym razie dobrze wiem, że to nie jest to samo słońce.
*
Wieczorem słodycz świata nad zatoką - są dni, kiedy świat kłamie i dni, kiedy mówi prawdę. Dziś wieczór mówi prawdę - a z jakim uporczywym i smutnym pięknem.
*
Maj.
Błąd psychologii szczegółu. Ludzie, którzy szukają, którzy analizują samych siebie. Żeby poznać siebie, utwierdzić się. Psychologia jest działaniem - nie namysłem nad sobą. Człowiek kształtuje się przez całe życie. Poznać siebie na wskroś znaczy umrzeć.
*
1) Olśniewająca poezja, która poprzedza miłość.
2) Człowiek, który spartaczył wszystko, nawet własną śmierć.
3) Za młodu lepiej łączymy się z krajobrazem niż z człowiekiem. Bo ten pierwszy pozwala się interpretować.
*
Maj.
Zarys przedmowy do Dwóch stron tego samego.
Przedstawione tutaj szkice wielu uzna za pozbawione formy. Wynika to nie z wygodnego lekceważenia jej, tylko z niedostatecznej dojrzałości. Tych, którzy potraktują te strony zgodnie z ich naturą - jako próby, szkice - prosić można tylko o jedno: by dotrzymali im kroku. Jeśli przeczytają wszystkie po kolei, wyczują w nich może jakiś ukryty plan, który je porządkuje, chciałbym niemal powiedzieć: uzasadnia, gdyby wszelkie usprawiedliwienia nie wydawały mi się daremne i gdybym nie wiedział, że ludzie zawsze wolą od człowieka - wyobrażenie, jakie mają na jego temat.
*
Pisać znaczy wyzbywać się zainteresowania. W sztuce jest pewien rodzaj wyrzeczenia. Pisać na nowo. Wysiłek, który zawsze przynosi zysk, jakikolwiek by on był. U tych, co nie odnoszą sukcesu, o niepowodzeniu przesądza lenistwo.
*
Luter: ""Wiara w rozgrzeszenie jest tysiąckroć ważniejsza niż to, czy się na nie zasługuje. To wiara sprawia, że na nie zasługujecie, i to ona daje prawdziwe spełnienie". [...]
Kazanie o usprawiedliwieniu wygłoszone w Lipsku w 1519"14.
*
Czerwiec.
Skazany na śmierć, którego codziennie odwiedza ksiądz. Z powodu ściętej głowy kolana miękną, usta chciałyby wypowiedzieć jakieś imię, szaleńcza siła ciągnąca ku ziemi, żeby skryć się w okrzyku: "Mój Boże, mój Boże!".
I za każdym razem opór człowieka, który nie chce tego ułatwienia, chce przeżuwać swój strach. Umiera bez słowa, z oczami pełnymi łez.
*
Filozofie warte są tyle, ile filozofowie. Im większy człowiek, tym prawdziwsza filozofia.
*
Cywilizacja przeciw kulturze.
Imperializm jest czystą cywilizacją. Zob. Cecil Rhodes. "Ekspansja jest wszystkim" - cywilizacje są wysepkami - Cywilizacja jako nieuchronny kres kultury (zob. Spengler)15.
Kultura: krzyk ludzi w obliczu przeznaczenia.
Cywilizacja, jej dekadencja: żądza człowieka w obliczu bogactw. Zaślepienie.
Z pewnej teorii politycznej na temat Morza Śródziemnego.
"Mówię o tym, co znam".
*
1) Pewniki ekonomiczne (marksizm).
2) - duchowe (Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego).
*
Tragiczna walka cierpiącego świata. Jałowość problemu nieśmiertelności. Tym, co nas interesuje, jest nasz los, owszem. Ale nie "po", "przed".
*
Pocieszycielska moc Piekła.
1) Z jednej strony bezkresne cierpienie nie ma dla nas sensu - Wyobrażamy sobie chwile ulgi.
2) Nie jesteśmy wrażliwi na słowo wieczność. Jest ona dla nas nieuchwytna. Chyba że mówimy o "chwili trwającej wieczność".
3) Piekło to życie z tym ciałem - ale i tak lepsze to niż unicestwienie.
*
Zasada logiczna: jednostkowe ma wartość ogólnego.
- alogiczna: tragiczne jest sprzeczne.
- praktyczna: człowiek inteligentny w jednej dziedzinie może być kretynem w innych.
*
Być głębokim przez nieszczerość.
*
Maleńka w oczach Marcela. "Jej mąż nie umiał się do tego zabrać. Któregoś dnia powiedziała mi: Z moim mężem to nigdy tak nie jest".
*
Bitwa pod Charleroi w oczach Marcela.
"Nas, żuawów, puszczono tyralierą. Dowódca mówi "do ataku". Potem szliśmy takim wąwozem z drzewami. Kazali nacierać. Przed nami nikogo. No to idziemy i idziemy. Aż tu nagle prują do nas z karabinów maszynowych. Padamy wszyscy, jeden na drugiego. Rannych i zabitych masa, na dnie wąwozu tyle krwi, że można by pływać łódką. Niektórzy wrzeszczeli: "Mamusiu", tak było strasznie".
*
- Och! Marcel, tyle masz medali, gdzieżeś to wszystko zdobył?
- Gdzie? No na wojnie, a jak.
- Jak na wojnie?
- Mam ci przynieść dyplomy? Chcesz, żebym ci pokazał? Co ty sobie myślisz?
Przynosi "dyplomy".
"Dyplomy" odnoszą się do całego pułku, w którym służył Marcel.
*
Marcel. Nie przelewa się u nas, ale jemy dobrze. Weź mojego wnuka, je więcej od swojego ojca. Jego ojcu trzeba funta chleba, a on musi mieć kilo. I jeszcze sobrasada. I escabeche16. Czasami skończy jeść, westchnie "uff, uff" i dalej wcina.
*
Lipiec.
Krajobraz La Madeleine17. Piękno, które pozwala rozmiłować się w ubóstwie. Jestem tak daleki od mojej gorączki - tak mało zdolny do innej formy dumy niż miłość. Trzymać się z dala. Trzeba wypowiedzieć to, co mi wypełnia serce, i to szybko.
*
"To nie ma nic do rzeczy". Prawdziwa powieść. Ten, który przez całe życie broni wiary. Jego matka umiera. On rzuca wszystko. Prawda jego wiary nie zmieniła się jednak. To nie ma nic do rzeczy, tak już jest.
*
Hydroplan: majestat lśniącego metalu ponad zatoką i na błękitnym niebie.
*
Sosny, żółć pyłków i zieleń igieł.
*
Chrystianizm, tak jak Gide, wymaga od człowieka, by poskromił swoje pożądanie. Ale Gide widzi w tym jedną przyjemność więcej. Chrystianizm natomiast widzi w tym umartwienie. W tym sensie jest bardziej "naturalny" niż intelektualista Gide. Mniej naturalny jednak niż lud, który gasi pragnienie u źródeł i wie, że kresem pragnienia jest sytość ("Apologia Sytości").
*
Praga18. Ucieczka przed siebie.
- Chciałbym pokój.
- Oczywiście. Na jedną noc?
- Nie. Nie wiem.
- Mamy pokoje za 18, 25 i 30 koron.
Żadnej odpowiedzi.
- Jaki pokój pan sobie życzy?
- Wszystko jedno. (wygląda na zewnątrz)
- Numerowy, zanieście bagaże do pokoju nr 12.
Budzi się.
- Ile za ten pokój?
- 30 koron.
- Za drogo. Chciałbym pokój za 18 koron.
- Numerowy, pokój nr 34.
*
1) W pociągu, którym jechał do "...", "X" przyglądał się swoim rękom.
2) Facet, który tam jest zawsze. Ale zbieg okoliczności.
*
Lyon19.
Vorarlberg-Halle.
Kupstein20 - Kaplica i pola nad Inn w deszczu. Samotność, która się gruntuje.
Salzburg - Ildermann21. Cmentarz Świętego Piotra. Ogrody Mirabell i ich pocieszne powodzenie. Deszcze i floksy - Jezioro i góry - spacer po płaskowyżu.
Linz - Dunaj i robotnicze przedmieścia. Lekarz.
Butweiss22 - Przedmieście. Mały gotycki klasztor. Samotność.
Praga - Cztery pierwsze dni. Barokowy klasztor. Cmentarz żydowski. Barokowe kościoły. Przybycie do restauracji. Głód. Brak pieniędzy. Śmierć. Ogórki w occie. Jednoręki mężczyzna z akordeonem pod pośladkiem.
Drezno - Malarstwo.
Bautzen23 - Cmentarz gotycki. Pelargonie i słoneczniki w ceglanych łukach.
Breslau24 - Mżawka. Kościoły i kominy fabryczne. Jego swoisty tragizm.
Śląskie równiny: srogie i nieprzyjemne - wydmy - W lepki poranek ptaki latające nad tłustą ziemią.
Olmütz25 - Czułe i nieśpieszne równiny Moraw. Kwaśne śliwy i przejmujące widoki w oddali.
Brno - Ubogie dzielnice.
Wiedeń - Cywilizacja - Nagromadzony zbytek i opiekuńcze ogrody. Utajony smutek skrywający się w fałdach jedwabiu.
*
Włochy.
Kościoły - Swoiste uczucie, które się do tego odnosi: zob. Andrea del Sarto26.
Malarstwo: świat uroczysty i zastygły. Zaufanie itd.
*
Intelektualista przed akcesem (fragment).
*
Lipiec.
Jak nieznośna jest dla kobiet czułość, którą bez miłości dać im może mężczyzna.
Dla mężczyzn: gorzka słodycz.
*
Małżeństwa: mąż próbuje zabłysnąć w obecności trzeciej osoby. Żona natychmiast: "Ale przecież ty też...", i stara się go pomniejszyć, zmusić do solidarności z własną przeciętnością.
*
W pociągach: matka do dziecka:
- Nie ssij palca, brudasie.
albo: - Jak nie przestaniesz, to się doigrasz.
Id. Małżeństwa: kobieta wstała w zatłoczonym pociągu.
- Daj - powiedziała.
Mąż grzebie w kieszeni i wręcza jej potrzebny dokument.
*
Lipiec 37.
Do powieści o graczu.
Zob. Les pléiades27: Wzbierający rytm. Podjąć grę. Zbytkowna dusza. Awanturnik.
*
Lipiec 37 - Gracz.
Rewolucja, chwała, miłość i śmierć. Ile znaczą dla mnie w porównaniu z tym, co mam w sobie, tak poważnym i prawdziwym?
- A co to takiego?
- Ta ciężka wędrówka łez - odparł - z której bierze się całe moje umiłowanie śmierci.
*
Lipiec 37.
Awanturnik. Czuje wyraźnie, że w sztuce nie zostało nic do zrobienia. Nie jest możliwe nic wielkiego ani nowego - przynajmniej w kulturze Zachodu. Pozostaje działanie. Ale kto ma wielką duszę, do działania tego przystąpi jedynie z rozpaczą.
*
Lipiec.
Kiedy asceza jest dobrowolna, pościć można 6 tygodni (wystarczy woda). Gdy jest przymusowa, nie więcej niż 10 dni.
Zapas rzeczywistej energii.
*
Praktyki oddechowe joginów tybetańskich. Należałoby zastosować naszą metodologię pozytywną do doświadczeń o takiej skali. Mieć "objawienia", w które się nie wierzy. Co mi się podoba: przenikliwość doprowadzić do ekstazy.
*
Kobiety na ulicy. Rozgrzane zwierzę pożądania, które nosimy zwinięte we wklęśnięciu lędźwi i które wierci się z płochliwą słodyczą.
*
Sierpień.
W drodze do Paryża: ta gorączka, która uderza w skronie, dziwne i nagłe porzucenie świata i ludzi. Zmagać się z własnym ciałem. Na mojej ławce, na wietrze, pusty i wydrążony w środku, myślałem bezustannie o K. Mansfield, o tej długiej, czułej i bolesnej historii zmagania z chorobą28. Tym, co czeka na mnie w Alpach, jest - oprócz samotności i przekonania, że jadę tam w celu kuracji - świadomość mojej choroby.
*
Pójść na całość to nie tylko stawiać opór, ale też pofolgować sobie. Muszę czuć własną osobę na tyle, na ile jest ona świadomością tego, co mnie przerasta. Czasem potrzebuję zapisywać rzeczy, które mi się częściowo wymykają, ale które właśnie są dowodem na to, co we mnie jest silniejsze ode mnie.
*
Sierpień.
Czułość i emocja Paryża. Koty, dzieci, swoboda ludzi. Szare kolory, niebo, wielka wystawa kamieni i wody.
*
Arles.
*
Sierpień 37.
Dzień w dzień zapuszczał się w góry, skąd wracał oniemiały, z trawą we włosach, pokryty skaleczeniami z całego dnia. Za każdym razem był to ten sam podbój bez uwodzenia. Powoli łamał opór wrogiej krainy. Upodabniał się do okrągłych białych chmur za jedynym świerkiem sterczącym na górskim grzbiecie, do pól różowawych wierzbownic, jarzębin i dzwonków. Stapiał się z tym wonnym i kamienistym światem. Kiedy docierał na odległy szczyt i raptem ukazywał mu się bezkresny krajobraz, nie rodziło się w nim miłosne ukojenie, lecz coś przypominającego wewnętrzny pakt, który zawierał z obcą przyrodą, rozejm dwóch twarzy, twardych i dzikich, zażyłość dwóch przeciwników, a nie swobodę dwóch przyjaciół.
*
Słodycz Sabaudii.
*
Sierpień 37.
Człowiek, który szukał życia tam, gdzie się je zwykle lokuje (małżeństwo, kariera itd.) i który nagle, czytając katalog mody, uzmysławia sobie, jak obcy był swojemu życiu (życiu pojmowanemu na sposób katalogów mody).
Część I - Jego życie do tamtej chwili.
Część II - Gra.
Część III - Odrzucenie kompromisów i prawda natury.
*
Sierpień 37.
Ostatni rozdział? Paryż-Marsylia. Zejście ku Morzu Śródziemnemu.
I wszedł do wody, i obmył skórę z czarnych, pomarszczonych obrazów, które pozostawił na niej świat. Nagle zapach własnej skóry odżył dla niego w grze muskułów. Być może nigdy jeszcze nie czuł w sobie takiej zgody ze światem, takiego zestroju z biegiem słońca. O tej godzinie, gdy noc kipi od gwiazd, jego gesty rysowały się na wielkim i niemym obliczu nieba. Jeśli poruszy ręką, wykreśli przestrzeń oddzielającą tę lśniącą gwiazdę od drugiej, która chwilami zdaje się znikać, i porwie za sobą bukiety gwiazd i treny z chmur. Oto jego dłoń siecze taflę nieba, a wokół niego miasto jak płaszcz z migoczących muszli.
*
Dwie postacie. Samobójstwo jednej?
*
Sierpień 37.
Gracz.
- To będzie trudne, bardzo trudne. Ale to nie powód.
- Oczywiście - odparła Catherine, unosząc oczy do słońca.
*
Gracz.
Pani X, skądinąd skończona stara lafirynda, miała piękny talent muzyczny.
Do powieści.
Część I: teatr objazdowy. Kino. Historia wielkiej Miłości (Coll?ge Sainte-Chantal).
*
Sierpień 37.
Zarys planu. Połączyć grę i życie?29
Część I.
A - Ucieczka przed siebie.
B - M. i ubóstwo. (Całość w czasie teraźniejszym). Rozdziały z serii A opisują gracza. Te z serii B - życie aż do śmierci matki (Śmierć Marguerite - Rozmaite zajęcia: akwizycja, części do samochodów, prefektura itd.).
Ostatni rozdział: Zstąpienie ku słońcu i śmierć (samobójstwo - śmierć naturalna).
Część II.
Przeciwieństwo. A w czasie teraźniejszym: Ponowne odkrycie radości. Dom przed Światem. Związek z Catherine.
B w przeszłości. Pochłonięty grą. Zazdrość seksualna. Ucieczka.
Część III.
Całość w czasie teraźniejszym. Miłość i słońce. Nie - mówi chłopiec.
*
Sierpień 37.
Ilekroć słyszę przemówienie polityczne lub czytam tych, którzy nami rządzą, tylekroć przeraża mnie to, że od lat w ich głosach nie słyszę nic ludzkiego. Są to zawsze te same słowa powtarzające te same kłamstwa. A to, że ludzie się na to godzą i że gniew ludu wciąż nie zgniótł tych marionetek, traktuję jako dowód na to, że dla ludzi ich rząd nie ma znaczenia; że pewną sferę swojego życia traktują w całości jako grę, tak, grę, i tak samo swoje rzekomo elementarne interesy.
*
A2 lub A5 z I.
Drażni mnie to, jaką wagę przypisuje się poruszeniom duszy. Skoro jesteś melancholikiem, życie we dwoje staje się niemożliwe. Skoro bowiem masz szlachetne serce, to nie możesz znieść licznych pytań, które ci się zadaje. Tymczasem wszystko to może mieć mniej więcej takie samo znaczenie jak to, że ktoś nabrał apetytu lub chce...
*
Sierpień 37.
Plan. 3 części.
Część I: A w teraźniejszości.
B w przeszłości.
Rozdz. A1 - Dzień p. Mersaulta widziany z zewnątrz.
Rozdz. B1 - Uboga dzielnica Paryża. Końska jatka. Patrice i jego rodzina. Niemy. Babka.
Rozdz. A2 - Rozmowa i paradoksy. Grenier. Kino.
Rozdz. B2 - Choroba Patrice'a. Lekarz. "Ten szpic..."
Rozdz. A3 - Miesiąc teatru objazdowego.
Rozdz. B3 - Zajęcia (akwizycja, części do samochodów, prefektura).
Rozdz. A4 - Historia wielkiej miłości: "Więcej już nigdy pan tego nie poczuł?" - "Owszem, przy pani". Motyw rewolweru.
Rozdz. B4 - Śmierć matki.
Rozdz. A5 - Spotkanie z Raymondem.
*
albo:
I A - Zazdrość seksualna.
B - Uboga dzielnica - matka.
II A - Dom przed Światem - gwiazdy.
B - Przepełnione życie.
III Ucieczka - Catherine, której on nie kocha.
*
Okroić i zagęścić. Historia zazdrości seksualnej, która prowadzi do zagubienia. Powrót do życia.
"Ta lekcja, po którą wyprawił się tak daleko, tak, zachowała całą swoją wartość, lecz wyłącznie dzięki temu, że zabrał ją ze sobą do krainy światła".
*
Przyjazd do Pragi - aż do odjazdu - choroba.
Wyjaśnienie - Lucile - Ucieczka.
*
Sierpień.
Nieobecność hiszpańskich filozofów.
*
Powieść: człowiek, który zrozumiał, że aby żyć, trzeba być bogatym, który bez reszty oddaje się pogoni za pieniądzem, odnosi sukces, żyje i umiera szczęśliwy.
*
Wrzesień.
Ten sierpień był jak przełom - jak wielki haust powietrza, nim wszystko się rozsupła w szaleńczym wysiłku. Prowansja, a we mnie coś się zamyka. Prowansja niczym kobieta, która się podpiera.
Trzeba żyć i tworzyć. Żyć, aż trysną łzy - jak przed tamtym domem o krągłych dachówkach i niebieskich okiennicach na wzgórzu porosłym cyprysami.
*
Montherlant: Jestem tym, któremu coś się przydarza.
*
W Marsylii, szczęście i smutek - Aż do granic samego siebie. Miasto pełne życia, kocham je. A zarazem ten gorzki smak samotności.
*
8 wrz.
Marsylia, pokój hotelowy. Grube żółte kwiaty na szarym tle tapety. Geografia brudu. Zatłuszczone, obskurne zakamarki za ogromnym kaloryferem. Łóżko ze stelażem, zepsuty włącznik... Ten rodzaj wolności, jaki odczuwa się w szemranych dziurach30.
*
Śr. 8 wrz.31
Długi, olśniewający zachód słońca. W Monako i Genui oleandry obsypane kwiatami. Niebieskie wieczory na Wybrzeżu Liguryjskim. Moje zmęczenie i ta chęć płaczu. Ta samotność i to pragnienie kochania. Wreszcie Piza, pełna życia i surowa, jej zielone i żółte pałace, jej kopuły, jej wdzięk na brzegach groźnego Arna. W tej odmowie oddania się jest cała jej szlachetność. Skromne i czułe miasto. Kiedy przechadzam się nocą po opustoszałych ulicach, jest tak blisko mnie, że moje pragnienie płaczu wreszcie znajduje ujście. To coś, co się w mnie otworzyło, zaczyna się zabliźniać.
*
Na murach Pizy: Alberto fa l'amore con la mia sorella32.
*
Czwartek 9.
Piza i jej mężczyźni wylegujący się przed Duomo. Campo Santo, jego proste linie, cyprysy na czterech rogach. Człowiek zaczyna rozumieć piętnastowieczne i szesnastowieczne spory. Tutaj liczy się każde miasto ze swoim obliczem i swoją głęboką prawdą.
Jest tylko to życie, którego samotność dźwięczała w rytmie moich kroków nad brzegiem Arna. I to, które wstrząsało mną w pociągu sunącym ku Florencji. Te twarze kobiet, tak poważne, które raptem zagarniał śmiech. Jedna szczególnie się śmiała, ta z długim nosem i dumnymi ustami. W Pizie długa godzina bezczynnie spędzona na trawniku przy Piazza del Duomo. Napiłem się z fontanny, woda była ciepława, lecz bardzo przejrzysta. W drodze do Florencji wpatrywałem się w dwie twarze, spijałem uśmiechy. Jestem szczęśliwy czy nieszczęśliwy? To pytanie ma niewielką wagę. Żyję w takim uniesieniu.
Czekają na mnie rzeczy i ludzie, a i ja zapewne czekam, i pragnę ich ze wszystkich sił, całym swoim smutkiem. Ale mój fach żywi się milczeniem i działaniem w ukryciu.
Cud bycia wolnym od mówienia o sobie.
*
Gozzoli33 i Stary Testament (w przebraniu).
*
Freski Giotta w Santa Croce. Wewnętrzny uśmiech Świętego Franciszka, kochanka przyrody i życia. On usprawiedliwia tych, co miłują szczęście. Łagodne, subtelne światło nad Florencją. Deszcz zwleka, rozdyma niebo. Złożenie do grobu Giottina: zgłuszony ból Maryi.
*
Florencja. Na rogu każdego kościoła sterty kwiatów, tłustych i lśniących, perlących się kroplami wody, naiwnych.
*
Mostra Giottesca34.
Trzeba czasu, by dostrzec, że twarze na obrazach florenckich prymitywów są tymi samymi, które codziennie mijamy na ulicy. Dzieje się tak, bo utraciliśmy zdolność widzenia tego, co w twarzy zasadnicze. Przestaliśmy patrzeć na naszych współczesnych, bierzemy z nich tylko to, co służy naszej orientacji (w każdym znaczeniu). Prymitywi nie zniekształcają, lecz "urzeczywistniają".
W Krużganku Zmarłych w Santissima Annunziata szare niebo ciężkie od chmur, surowa architektura, ale nic tutaj nie mówi o śmierci. Są nagrobki i wota, ten był czułym ojcem i wiernym mężem, ów nie tylko wspaniałym małżonkiem, ale i roztropnym kupcem, młoda kobieta, wzór wszelkich cnót, władała francuskim i angielszczyzną si come il nativo35. (Wszyscy stworzyli sobie obowiązki, a dziś dzieci bawią się w ganianego na płytach mających uwieczniać ich cnotę). Oto dziewczyna, w której rodzice pokładali wszystkie nadzieje. Ma la gioia ? pellegrina sulla terra36. Nic jednak z tego mnie nie przekonuje. Wedle inskrypcji prawie wszyscy z nich pogodzili się z losem, pewnie dlatego, że akceptowali też inne obowiązki. Ja się z losem nie pogodzę. Całym swoim milczeniem będę protestował aż do końca. Nie wolno mówić, że "trzeba". Rację mają mój bunt i ta radość, która jest jak pielgrzym przemierzający ziemię; muszę podążać za nią krok w krok.
Chmury pęcznieją nad Krużgankiem i noc z wolna spowija nagrobki, na których wyryto cnoty, jakimi obdarzamy zmarłych. Gdybym miał tu napisać książkę o moralności, liczyłaby sto stron, z czego 99 byłoby pustych. Na ostatniej napisałbym: "Znam tylko jeden obowiązek: kochać". A jeśli chodzi o resztę, mówię nie. Mówię nie ze wszystkich sił. Nagrobki informują mnie, że to daremne, że życie jest jak col sol levante, col sol cadente37. Ale nie widzę nic, co daremność ujmowałaby mojemu buntowi, czuję natomiast wyraźnie, co mu dodaje.
O tym wszystkim myślałem, siedząc na ziemi z plecami wspartymi o kolumnę, a dzieci śmiały się i bawiły. Jakiś ksiądz uśmiechnął się do mnie. Kobiety przyglądały mi się z zaciekawieniem. Z kościoła dobiegało głuche granie organów i od czasu do czasu ciepła barwa frazy muzycznej przezierała zza dziecięcych krzyków. Śmierć! Jak tak dalej pójdzie, umrę szczęśliwy. Przejem cały mój zapas nadziei.
*
Wrzesień.
Jeśli mówisz: "nie rozumiem chrześcijaństwa, chcę żyć bez pociechy", jesteś ograniczony i stronniczy. Jeśli zaś żyjąc bez pociechy, mówisz: "rozumiem postawę chrześcijańską i ją podziwiam", jesteś płytkim dyletantem. Coraz mniej mnie obchodzą cudze opinie.
*
Wirydarz klasztoru San Marco. Słońce pośród kwiatów.
*
Prymitywi sieneńscy i florenccy. Upór, z jakim malowali pomniki mniejsze od ludzi, nie wynikał z nieznajomości perspektywy, lecz z niewyczerpanego zaufania, jakim darzyli przedstawianych przez siebie świętych i ludzi. Wykorzystać w scenografii teatralnej.
*
Późne róże w wirydarzu Santa Maria Novella i kobiety w ten niedzielny florencki poranek. Uwolnione piersi, oczy i wargi, od których serce wali, usta wysychają, lędźwie ogarnia płomień.
*
Fiesole.
Trudne życie prowadzimy. Nie zawsze udaje nam się zestroić czyny z naszym poglądem na świat (A gdy zdaje mi się, że zaświtał mi kolor mojego losu, on umyka przed moim spojrzeniem). Trudzimy się i walczymy, by odzyskać samotność. Aż któregoś dnia ziemia uśmiecha się swoim pierwotnym, naiwnym uśmiechem. Ma się wtedy poczucie, jakby ktoś jednym ruchem wymazał życie i toczące się w nas boje. Miliony par oczu oglądały ten pejzaż, a dla mnie jest on niczym pierwszy uśmiech świata. Sprawia, że wychodzę z siebie w najgłębszym sensie tego wyrażenia. Upewnia mnie, że wszystko poza moją miłością jest bezużyteczne, a nawet ona nie ma dla mnie wartości, jeśli nie jest niewinna i bezinteresowna. Odmawia mi osobowości i głuszy echo moich cierpień. Świat jest piękny i to wszystko. Wielka prawda, której cierpliwie naucza, głosi, że umysł, że nawet serce jest niczym. I że kamień rozgrzany w słońcu lub cyprys ogromniejący pod bezchmurnym niebem wyznaczają ramy jedynego świata, w którym zwrot "mieć rację" nabiera sensu: jest nim przyroda bez ludzi. Ten świat mnie unicestwia. Doprowadza do kresu. Przekreśla bez gniewu. A ja, zgodny i zwyciężony, zmierzam ku mądrości, gdzie wszystko jest już zdobyte, lecz oto łzy napływają mi do oczu, a potężny szloch poezji wzbierający mi w sercu zaciera w mej pamięci prawdę świata.
*
13 wrz.
Zapach wawrzynu, który w Fiesole rośnie na każdym rogu.
*
15 wrz.
W klasztorze San Francesco w Fiesole wirydarzyk otoczony arkadami, spęczniały od czerwonych kwiatów, słońca i czarno-żółtych pszczół. W rogu zielona konewka. Wszędzie brzęczą muchy. Ogródeczek paruje łagodnie w spiekocie. Siedząc na ziemi, myślę o franciszkanach, ich cele oglądałem przed chwilą. Widzę teraz, skąd czerpią natchnienie i czuję wyraźnie, że jeśli mają słuszność, to mają ją w tym co i ja. Wiem, że za murem, o który się oparłem, jest wzgórze o zboczu opadającym ku miastu i podobna do daru Florencja ze swymi cyprysami. Ale ów blask świata jest dla tych ludzi jakby usprawiedliwieniem. Z całą swoją dumą wierzę, że jest nim także dla mnie i wszystkich ludzi mojej rasy - tych wiedzących, że najdalszy skraj ubóstwa łączy się zawsze ze zbytkiem i bogactwem świata. Jeśli wyzbywają się wszystkiego, to w imię pełniejszego życia (a nie życia w zaświatach). Tylko na taki sens słowa "ogołocenie" się godzę. W zwrocie "być nagim" zawsze pozostaje sens wolności fizycznej, owej zgodności między ręką a kwiatem, miłosnego porozumienia między ziemią a człowiekiem uwolnionym od człowieczeństwa, ach, chętnie bym się na taką religię nawrócił, gdybym jej już nie wyznawał.
Dziś czuję się wolny wobec mojej przeszłości i tego, co utraciłem. Nie chcę nic poza tym zacieśnieniem i tą zamkniętą przestrzenią - tym przenikliwym i cierpliwym ferworem. Chcę tylko trzymać życie w rękach jak ciepły chleb, który się ściska i ugniata, i upodobnić się do mężczyzn umiejących zamknąć swoje życie pośród kwiatów i kolumn. Tak jak podczas tych długich nocy w pociągach, gdy człowiek może snuć wewnętrzne rozmowy i szykować się do życia, oko w oko z samym sobą, z tą wspaniałą cierpliwością pozwalającą chwytać jakąś myśl, hamując jej ucieczkę, a potem ruszać dalej. Lizać życie jak jęczmienny lizak, kształtować je, ostrzyć, kochać w końcu, tak jak szuka się słowa, obrazu, ostatecznej frazy, które przesądzą, zatrzymają, z którymi pójdziemy przed siebie i które odtąd nadawać będą kolor naszemu spojrzeniu. Mogę się tu spokojnie zatrzymać i wreszcie zamknąć rok nieokiełznanego, przeciążonego życia. Ta obecność przy samym sobie - zmierzam do tego, by ją doprowadzić do kresu, utrzymać ją przed wszystkimi twarzami mojego życia, choćby za cenę samotności, o której wiem teraz, jak trudno ją znosić. Nie ustąpić: w tym tkwi wszystko. Nie pójść na ugodę, nie zdradzić. Cała moja gwałtowność mi w tym pomaga i w punkcie, do którego mnie wiedzie, dołącza do mnie moja miłość, a z nią wściekła pasja życia nadająca sens moim dniom.
Ilekroć człowiek ustępuje (ilekroć ja ustępuję) wobec swoich próżności, ilekroć myśli i żyje po to, by stwarzać pozory - zdradza. Zawsze, za każdym razem nieszczęsna chęć stwarzania pozorów poniżała mnie w obliczu prawdy. Nie trzeba się zwierzać innym ludziom, trzeba się zwierzać wyłącznie tym, których się kocha. Wówczas bowiem człowiek nie zwierza się, by stwarzać pozory, lecz po to jedynie, by dawać. Znacznie więcej jest siły w człowieku stwarzającym pozory tylko wtedy, kiedy to konieczne. Dotrzeć do kresu znaczy umieć zachować swój sekret. Cierpiałem od samotności, ale zwyciężyłem cierpienie, bo ocaliłem swój sekret. I dziś nie znam większej chwały niż żyć samotnie i być ignorowanym. Pisanie, moja najgłębsza radość! Pójść na ugodę ze światem i rozkoszą - lecz tylko w ogołoceniu. Nie byłbym godny kochać nagości plaż, jeślibym nie umiał pozostać nagim wobec samego siebie. Po raz pierwszy sens słowa szczęście nie wydaje mi się wieloznaczny. Jest on po trosze przeciwieństwem tego, co rozumie się przez zwyczajne "jestem szczęśliwy".
Pewna ciągłość rozpaczy ostatecznie rodzi radość. A w klasztorze San Francesco ci sami mężczyźni, którzy żyją wśród czerwonych kwiatów, mają w celi czaszkę dającą pożywkę ich medytacjom, Florencję za oknem i śmierć na stole. Co do mnie, jeśli czuję, że jestem na życiowym zakręcie, to nie ze względu na to, co zdobyłem, lecz co utraciłem. Czuję w sobie radykalne i głębokie siły. To dzięki nim muszę żyć wedle własnego uznania. Jeśli jestem dziś tak oddalony od wszystkiego, to wynika to stąd, że nie mam innej siły niż miłość i podziw. Życie o twarzy z łez i słońca, życie w soli i nagrzanym kamieniu, życie takie, jakie kocham i jakim je pojmuję - kiedy je pieszczę, zdaje mi się, że wszystkie siły mojej rozpaczy i miłości jednoczą się ze sobą. Dzisiejszy dzień nie jest przystankiem między tak i nie. Jest w nim i zgoda, i odmowa. Odmowa i bunt wobec wszystkiego, co nie jest z łez i słońca. Zgoda na moje życie, jego przyszłe obietnice po raz pierwszy przeczuwam. Gorący, chaotyczny rok, który się kończy, i Włochy. Niepewna przyszłość, ale absolutna wolność wobec mojej przeszłości i siebie samego. W tym moje ubóstwo i moje jedyne bogactwo. Czuję się, jakbym zaczynał partię od nowa; ani szczęśliwszy, ani nieszczęśliwszy. Ale ze świadomością swoich sił, pogardą dla swoich próżnostek i z tą przenikliwą gorączką, która mnie nagli w obliczu mego przeznaczenia.
15 wrz. 37.
22 września.
Śmierć szczęśliwa. - Widzi pani, Claire, dość trudno to wyjaśnić. Liczy się jedno: wiedzieć, ile ktoś jest wart. Ale w tym celu trzeba odłożyć na bok Sokratesa. Aby poznać siebie, trzeba działać, a to nie oznacza, że można się zdefiniować. Kult "ja"! Śmiechu warte. Jakie "ja", jaka osobowość? Kiedy patrzę na swoje życie i jego sekretny kolor, to jakbym czuł w sobie drżenie łez. Jestem tamtymi ustami, które całowałem, i nocami w "domu przed światem"; tamtym ubogim dzieckiem i ową szaloną pasją życia oraz ambicją, która mnie czasem unosi. Wielu z tych, co mnie znają, nie poznaje mnie w pewnych chwilach. A ja zawsze czuję się podobny do owego nieludzkiego obrazu świata będącego moim własnym życiem.
- Tak - odparła Claire - gra pan równocześnie na dwóch płaszczyznach.
- Zapewne. Ale kiedy miałem dwadzieścia lat, czytałem tak jak wszyscy, że życie może być komedią itp. Nie to chcę jednak powiedzieć. Kilka żywotów, kilka płaszczyzn, jasne. Ale kiedy aktor stoi na scenie, konwencja została zaakceptowana. Nie, Claire, dobrze wiemy, że to na serio, coś nam podpowiada, że tak jest.
- Dlaczego? - spytała Claire.
- Dlatego, że gdyby aktor grał, nie wiedząc, że występuje w sztuce, to jego łzy byłyby prawdziwymi łzami, a jego życie prawdziwym życiem. Ilekroć myślę o bólu i radości wędrujących po moim wnętrzu, zyskuję pełną uniesienia pewność, że rola, którą gram, jest najpoważniejsza i najbardziej upojna ze wszystkich.
A ja chcę być tym aktorem doskonałym. Drwię sobie z mojej osobowości i ani mi się śni ją rozwijać. Chcę być tym, czym mnie uczyni moje życie, a nie robić ze swojego życia doświadczenie. To ja jestem doświadczeniem, a życie mnie kształtuje i prowadzi. Wiem, jak doskonałą nijakość zdołałbym osiągnąć, jak daleko zaszedłbym w aktywnej pustce, gdybym miał dość siły i cierpliwości. Tym, co mnie zawsze powstrzymywało, jest osobista próżność. Dziś rozumiem, że działać, kochać i cierpieć rzeczywiście znaczy żyć, ale żyć tylko w takim stopniu, w jakim jest się przezroczystym i akceptuje się swoje przeznaczenie jak pojedynczy odblask tęczy radości i namiętności.
Droga itp.
Ale do tego potrzeba czasu, teraz mam czas.
Claire milczała długo, po czym spojrzała Patrice'owi w twarz i wyrzekła powoli:
- Tych, co pana kochają, czeka wiele cierpień.
Patrice wstał, w jego spojrzeniu było coś rozpaczliwego. Odparł gwałtownie:
- Miłość, którą mnie ktoś darzy, nie zobowiązuje mnie do niczego.
- To prawda - powiedziała Claire. - Tak tylko stwierdziłam (Pewnego dnia zostanie pan sam).
*
23 września. K. w OF (Okruchach filozoficznych).
"W słowie "namiętność" język słusznie kładzie nacisk na cierpienie duszy; tymczasem użycie tego słowa każe nam myśleć raczej o konwulsyjnej gwałtowności, która nas oszałamia, i przez to zapominamy, że chodzi o cierpienie (duma - wyzwanie)"38.
Id. Aktor doskonały (w życiu) to ten, który "ulega działaniu" - i który o tym wie - bierna namiętność.
*
"Obudził się spocony, potargany, przez chwilę błąkał się po mieszkaniu. Potem zapalił papierosa i siedząc, wpatrywał się bezmyślnie w fałdy swoich pogniecionych spodni. W ustach czuł gorycz snu i papierosa. Wokół niego jego sflaczały i miękki dzień chlupotał jak błoto"39.
*
Ramakryszna o targowaniu się:
"Człowiek prawdziwie mądry to taki, który niczym nie gardzi".
Nie mylić głupoty ze świętością.
*
23 września.
Samotność, luksus bogatych.
*
26 września.
1) Poprzedzić powieść fragmentem dziennika (koniec).
2) Przenikliwość doprowadzić do ekstazy.
Konkretny opis: Zniknięcie przyjaciół.
Tramwaje (koniec kursów?)
Idee - lejtmotyw.
Raz po raz pogrążał się w milczeniu, zapadał się w sobie...
...Dotarł do punktu, w którym przytomność może stać się swoim przeciwieństwem. Ogromny wysiłek: wraca do świata - krople potu - myśli o rozłożonych nogach kobiety - Idzie na balkon i bez reszty zanurza się w świecie ciała i świateł. "Tak jest higienicznie".
Potem bierze prysznic i ćwiczy z ekspanderem.
*
(Traktat teologiczno-polityczny).
*
U Georges'a Sorela. Zadedykować "lewicowemu humanizmowi", który chce, byśmy Helwecjusza, Diderota i Holbacha uważali za szczyty literatury francuskiej.
Idea postępu, która niszczy ruchy robotnicze, jest ideą burżuazyjną wywodzącą się z XVIII wieku. "Wszystkie nasze siły zwrócić musimy w tym kierunku, aby nie dopuścić do zatrucia klasy robotniczej ideami burżuazyjnymi: dlatego nigdy nie należy zaprzestać zrywania węzłów łączących lud z literaturą XVIII w." (Złudzenia postępu, s. 285 i 286)40.
*
30 września.
Prędzej czy później każdego człowieka poznaję na wylot. To tylko kwestia czasu. Zawsze nadchodzi moment, kiedy wyczuwam pęknięcie. Co ciekawe, zawsze dzieje się to, gdy czuję, że druga osoba w zetknięciu z jakąś rzeczą jest "niezainteresowana".
*
Dialog.
- A czym pan się zajmuje?
- Wyliczam, proszę pana.
- Co?
- Wyliczam. Mówię: jeden, morze, dwa, niebo (ach, jakie piękne!), trzy, kobiety, cztery, kwiaty (ach, jaki jestem zadowolony!).
- A więc kończy się to na głupocie.
- Mój Boże, pan ma poglądy swojej gazety porannej. Ja mam poglądy świata. Pan myśli z "L'Écho de Paris", ja ze światem. Kiedy jest rozświetlony, kiedy słońce praży, mam chęć kochać i całować, rozpływać się w ciałach niby w strugach światła, kąpać się w ciele i w słońcu. Gdy świat jest szary, robię się melancholijny i tkliwy. Czuję się lepszy, zdolny kochać tak, że mógłbym się nawet ożenić. I w jednym, i w drugim wypadku nie ma to znaczenia.
Po jego odejściu:
1) - To kretyn.
2) - Pozer.
3) - Cynik.
- Ależ skąd - mówi nauczycielka - to rozpieszczone dziecko; przecież to widać. Chłopaczek z dobrego domu, który nie zna życia.
(Coraz powszechniej bowiem przyjmuje się, że tylko ktoś nieznający życia może uważać, że bywa ono piękne i łatwe).
*
30 września.
Chcąc czym prędzej zabłysnąć, odmawiają poprawiania swoich tekstów. Żałosne. Pisać od nowa.
*
2 października.
"Szedł po błotnistych ulicach w siąpiącej mżawce, nie przystając ani na chwilę. Widział ledwie na kilka kroków do przodu. Przemierzał jednak samotnie to małe miasto, tak oddalone od wszystkiego. Od wszystkiego, w tym także od niego. Nie, to już nie było możliwe. Płakać przed psem i płakać przed wszystkimi. Chciał być szczęśliwy. Miał prawo być szczęśliwy. Nie zasłużył sobie na to".
*
4 października.
"Jeszcze kilka dni temu żyłem w przekonaniu, że w życiu trzeba coś osiągnąć, a ściślej, że jako człowiek ubogi powinienem zarabiać, mieć posadę, ustatkować się. I najwyraźniej ten pogląd, którego jeszcze nie śmiem nazwać przesądem, tkwił we mnie głęboko, ponieważ utrzymywał się pomimo moich ironicznych uwag i stanowczych wypowiedzi na ten temat. A teraz, kiedy mnie powołano do Bel-Abb?s41, w obliczu nieodwołalności wiążącej się z przypuszczalnym ustatkowaniem, wszystko się nagle cofnęło. Wyrzekłem się tego, uznając widocznie, że bezpieczeństwo jest niczym w porównaniu z szansą na prawdziwe życie. Cofnąłem się przed monotonią i drętwotą takiej egzystencji. Zaakceptowałbym ją z pewnością, jeślibym wytrzymał pierwsze dni. Ale w tym właśnie tkwiło niebezpieczeństwo. Czułem strach, strach przed samotnością i nieodwołalnością wyboru. Odrzuciłem to życie, zamknąłem przed sobą wszystko, co nazywa się "przyszłością", pozostałem w niepewności i biedzie, i nie umiałbym dziś powiedzieć, czy to efekt siły, czy słabości. Ale wiem przynajmniej, że jeśli odczuwam rozterkę, to przynajmniej z powodu czegoś, co było warte zachodu. Chyba że po zastanowieniu... Nie. Do ucieczki skłoniło mnie zapewne nie tyle poczucie stabilizacji, ile poczucie, że ta stabilizacja jest szpetna.
Czy teraz jestem zdolny do tego, co inni nazywają "powagą"? Czy jestem próżniakiem? Nie sądzę i sam sobie to udowodniłem. Ale czy człowiek ma prawo odsuwać od siebie problem pod pretekstem, że mu się on nie podoba? Myślę, że bezczynność psuje tylko tych, którym brak temperamentu. A gdyby mi go brakowało, pozostawałoby jedno rozwiązanie"42.
*
10 października.
Mieć wartość czy jej nie mieć. Tworzyć czy nie tworzyć. W pierwszym przypadku wszystko jest usprawiedliwione. Wszystko, bez wyjątku. W drugim - całkowity Absurd. Pozostaje wybrać najbardziej estetyczne samobójstwo: małżeństwo + 40 godzin albo rewolwer.
*
Po drodze do La Madeleine43 - w obliczu tej przepięknej przyrody znów potężne pragnienie ascezy.
*
15 października.
Giraudoux (przynajmniej raz). "Niewinność jakiejś istoty polega na całkowitym przystosowaniu się do świata, w którym żyje".
Przykł.: niewinność wilka.
Niewinny to ten, który się nie tłumaczy.
*
17 października.
Na drogach nad Blidą44 noc jak mleko, jak słodycz, pełna zadumy i wdzięku. Poranek w górach, ich krótka szczecina zjeżona zimowitami - zamarznięte źródła - cień i słońce - moje ciało, które akceptuje, a potem odmawia. Skupiony wysiłek marszu, powietrze w płucach jak rozżarzone żelazo albo naostrzona brzytwa - bez reszty koncentruję się na dążeniu, by przekroczyć siebie i zatriumfować nad zboczem - samopoznanie przez wysiłek. Ciało, prawdziwa droga kultury, wskazuje nam nasze granice.
*
Wsie zgrupowane wokół punktów naturalnych, każda żyje własnym życiem. Mężczyźni ubrani w długie, białe tkaniny, ich proste i precyzyjne gesty odcinają się na tle wiecznie błękitnego nieba. Dróżki, wzdłuż których rosną opuncje, drzewa oliwne, świętojańskie i głożyny. Mijani mężczyźni wiodą osły objuczone oliwkami. Twarze są ciemne, a oczy jasne. Między człowiekiem i drzewem, między gestem a górą tworzy się rodzaj zgody, patetycznej i radosnej zarazem. Grecja? Nie, Kabylia. Wydaje się, jakby odległa o stulecia Hellada, przeniesiona w całości ponad morzem i górami, odradzała się nagle w swoim antycznym blasku, a sąsiedztwo Orientu nieznacznie podkreślało jej lenistwo i szacunek wobec Przeznaczenia.
*
18 października.
We wrześniu drzewa świętojańskie rozsiewają po całej Algierii zapach miłości i wydaje się, że cała ziemia wypoczywa po tym, jak oddała się słońcu, a jej brzuch cały jest mokry od nasienia o zapachu migdałów45.
Przy drodze do Sidi-Ibrahim, po deszczu: z drzew świętojańskich spływa zapach miłości, ciężki, duszący, nabrzmiały od wody. Potem słońce odsącza wodę, kolory odzyskują blask, a zapach miłości staje się lekki, ledwie wyczuwalny. I jest tak jak wtedy, gdy spędziwszy duszne popołudnie z kochanką, wychodzisz z nią na ulicę, a ona patrzy na ciebie, idąc ramię w ramię, wśród świateł i tłumu.
*
Huxley. "Ostatecznie lepiej już być dobrym mieszczaninem niż lichym człowiekiem bohemy, fałszywym arystokratą czy drugorzędnym intelektualistą..."46.
*
Konieczność szczęścia i cierpliwe poszukiwanie go. Nie trzeba wypędzać melancholii, należy jednak tępić w sobie tę skłonność do komplikacji i nieszczęścia. Być szczęśliwym u boku przyjaciół, w zgodzie ze światem i zdobywać szczęście, krocząc drogą, która wszelako prowadzi do śmierci.
"Zadrży pan w obliczu śmierci".
"Tak, ale nie pominę żadnego składnika mojej misji, a jest nią życie". Nie godzić się na konwenans, na biurowe godziny pracy. Nie rezygnować. Nigdy nie rezygnować - zawsze żądać więcej. Ale zachować jasność widzenia, nawet w biurze. Dążyć do nagości, w którą świat nas wtrąca, gdy tylko staniemy przed nim sam na sam. A przede wszystkim: aby być, nie dbać o pozory.
*
21 października.
Podróż za grosze wymaga znacznie więcej energii niż odgrywanie ściganego podróżnika47. Na statku taki podróżny zajmuje miejsce na mostku, do celu przybywa zmęczony i pusty w środku, bez końca tłucze się trzecią klasą, nieraz je tylko jeden posiłek dziennie, liczy pieniądze i wciąż się boi, że nieprzewidziany wypadek przerwie podróż, która sama z siebie jest ciężka - wszystko to wymaga odwagi i hartu, co nie pozwala traktować serio kazań o "wykorzenieniu". Podróżowanie nie jest wesołe ani łatwe. Trzeba lubować się w trudach i kochać nieznane, by ziścić sny o podróżach, gdy jest się biednym i bez pieniędzy. Ale jak się zastanowić, takie warunki przeciwdziałają dyletanctwu i raczej nie powiem, że tym, czego brakuje Gide'owi i Montherlantowi, są zniżki na kolei, które zmuszałyby ich do pozostania w jednym mieście przez sześć dni48. Wiem jednak dobrze, że w gruncie rzeczy nie mogę widzieć świata tak jak Montherlant i Gide - z powodu zniżek na kolei.
*
25 października.
Gadulstwo - ma w sobie coś nieznośnego i poniżającego.
*
5 listopada.
Cmentarz Al-Kattar. Zaciągnięte niebo i gęste morze naprzeciw wzgórz usianych białymi grobami. Mokre drzewa i ziemia. Gołębie pośród białych nagrobków. Samotne geranium, czerwone i różowe zarazem, i wielki smutek, utracony i niemy, który nas zaznajamia z pięknym, czystym obliczem śmierci.
*
6 listopada.
Droga do La Madeleine. Drzewa, ziemia i niebo. Ach! Jaki dystans a zarazem jaka sekretna jedność między moim gestem a tą pierwszą gwiazdą czekającą na nas w drodze powrotnej.
*
7 listopada.
Postać. A. M. kaleka - ma amputowane obie nogi - jednostronnie sparaliżowany.
"Pomagają mi załatwiać potrzeby fizjologiczne. Myją mnie. Wycierają. Jestem właściwie głuchy. I cóż, nie kiwnę palcem, żeby skrócić życie, w które tak mocno wierzę. Przyjąłbym jeszcze gorszy los. Być niewidomym i całkiem pozbawionym czucia - być niemym i odciętym od otoczenia - bylebym tylko czuł w sobie ten ciemny, gorejący płomień, który jest mną, żywym mną - i jeszcze dziękowałbym życiu za to, że pozwoliło mi płonąć"49.
*
8 listopada.
W dzielnicowym kinie sprzedają miętówki, na których jest napisane: "Ożenisz się ze mną kiedyś?", "Kochasz mnie?". I odpowiedzi: "Dziś wieczorem", "Bardzo" itd. Daje się taką sąsiadce, ona odpowiada w ten sam sposób. Życia splatają się przez wymianę miętówek.
*
13 listopada.
Cviklinsky50. "Zawsze w działaniu kierowałem się urazą. Teraz jest lepiej. Postępować tak, żeby być szczęśliwym? Jeśli mam się gdzieś ustatkować, to czy nie lepiej w kraju, który mi się podoba? Ale przewidywanie uczuć zawsze zawodzi - zawsze. Trzeba więc żyć tak, jak nam żyć najłatwiej. Nie przymuszać się, nawet jeśli to szokuje. Trochę to cyniczne, ale jest to również pogląd najpiękniejszej dziewczyny na świecie".
Tak, choć nie jestem pewny, czy przewidywanie uczuć zawsze zawodzi. Jest tylko nierozumne. W każdym razie jedyne doświadczenie, jakie mnie interesuje, to takie, które przebiegłoby dokładnie według oczekiwań. Zrobić coś, żeby być szczęśliwym i być dzięki temu szczęśliwym. Tym, co mnie przyciąga, jest ta więź między światem a mną, to podwójne odbicie, dzięki niemu moje serce może działać i władać moim szczęściem aż do ściśle wyznaczonej granicy, za którą świat zgładzi je lub zniszczy.
Aedificabo et destruam, mówi Montherlant. Wolę: Aedificabo et destruat51. Ta alternacja nie przebiega między mną a mną, tylko między światem a mną i między mną a światem. Kwestia pokory.
*
16 listopada.
Mówi on: "Trzeba mieć w życiu miłość - wielką miłość, bo ona daje alibi na wypadek bezzasadnych porywów rozpaczy, które nas tłamszą".
*
17 listopada.
"Wola Szczęścia".
Część 3. Urzeczywistnienie szczęścia.
Kilka lat. Czas płynie wraz z porami roku i nic więcej.
Część 1. Kaleka, który mówi Mersaultowi52: "Pieniądz. To przez swego rodzaju intelektualny snobizm próbujemy wierzyć, że można być szczęśliwym bez pieniędzy".
W drodze do domu M. analizuje zdarzenia z własnego życia w świetle tych faktów. Odpowiedź: tak.
Dla człowieka "dobrze urodzonego" bycie szczęśliwym oznacza podążanie za losem wszystkich ludzi i kierowanie się pragnieniem szczęścia, a nie chęcią wyrzeczeń. Trzeba czasu, by być szczęśliwym, dużo czasu. Szczęście także jest wytrwałą cierpliwością. A z czasu okrada nas potrzeba pieniędzy. Czas się kupuje. Wszystko się kupuje. Bycie bogatym oznacza, że ma się czas na przeżywanie szczęścia wtedy, gdy się na szczęście zasługuje.
*
22 listopada.
Jest czymś normalnym oddać kawałek życia, by nie stracić całego. Sześć czy osiem godzin dziennie, żeby nie zdechnąć z głodu. A potem wszystko jest korzyścią dla tego, kto chce korzystać.
*
Grudzień.
Gęsty, oleisty deszcz na szybie, suchy tętent końskich kopyt i głuchy, natrętny szum ulewy przyoblekały twarz przeszłości, a jej ciężka melancholia wsiąkała w serce Mersaulta niczym woda w jego wilgotne trzewiki i chłód w kolana źle chronione cienką tkaniną. Z głębin nieba nadpływały bez przerwy czarne obłoki i wnet znikały zastąpione kolejnymi. Ta odparowana woda, ni to mgła, ni deszcz, obmywała twarz M. jak lekki dotyk dłoni, odsłaniając grube kręgi pod jego oczami. Kant jego spodni zniknął, a z nim owe ciepło i ufność, które normalny człowiek obnosi po świecie stworzonym dla siebie.
(W Salzburgu).
*
Ironia wobec Marty - porzuca ją.
*
Facet, który świetnie rokował, a teraz pracuje w biurze. Prócz tego nic nie robi, wraca do siebie, kładzie się i pali w oczekiwaniu na porę kolacji, znów się kładzie i śpi do następnego dnia. W niedzielę wstaje bardzo późno i siada w oknie, patrząc na słońce lub deszcz, na przechodniów lub ciszę. Tak przez cały rok. Czeka. Czeka, aż umrze. Na co świetne rokowania, skoro tak czy siak...
*
Politykę i ludzkie losy kształtują ludzie pozbawieni ideału i wielkości. Ci, którzy mają w sobie wielkość, nie uprawiają polityki. Tak ze wszystkim. Ale teraz chodzi o to, by stworzyć w sobie nowego człowieka. Chodzi o to, by ludzie czynu byli też ludźmi ideału, a poeci nie bali się pobrudzić sobie rąk. Chodzi o to, by żyć swymi marzeniami - by wcielać je w czyn. W przeszłości wyrzekaliśmy się ich lub zatracaliśmy się w nich. Nie należy się ani zatracić, ani wyrzec.
*
Nie mamy czasu być sobą. Mamy tylko czas, żeby być szczęśliwi.
*
Oswald Spengler (Zmierzch Zachodu): I. Forma i rzeczywistość:
"Rozumieniem świata nazywam sprostanie mu"53.
"Ten, kto podaje definicje, nie zna przeznaczenia"54.
"[...] poza koniecznością przyczyny i skutku - chciałbym ją określić mianem logiki przestrzeni - istnieje jeszcze w życiu organiczna konieczność przeznaczenia, logika czasu"55.
Brak zmysłu historycznego u Greków. "Historia od starożytności po wojny perskie jest wytworem myśli zasadniczo mitycznej"56.
Kolumna egipska była u początku kolumną z kamienia, kolumna dorycka - z drewna. Dusza attycka wyrażała w ten sposób swoją gruntowną wrogość wobec trwania. "Kultura egipska jest ucieleśnieniem troski [...]"57. Grecy, szczęśliwy lud, nie mają historii.
Mit i jego antypsychologiczne znaczenie. Na początku duchowej historii Zachodu odwrotnie, figuruje fragment osobistej samoanalizy i jest nim Vita Nuova Zachodu58. (Zob. przypadek przeciwny: fragmenty mitu heraklejskiego: te same od Homera po tragedie Seneki. Tysiąc lat. Czyli: antyk = teraźniejszość).
Przykł.: "[...] to właśnie Niemcy wynaleźli zegary mechaniczne, owe przerażające symbole upływającego czasu, których donośne bicie rozlegające się z niezliczonych wież całej zachodniej Europy jest chyba najjaskrawszym wyrazem, do jakiego zdolne jest historyczne poczucie świata"59.
"My, ludzie kultury zachodnioeuropejskiej, jesteśmy z naszym zmysłem historycznym wyjątkiem, nie zaś regułą"60.
Głupota schematu: starożytność-średniowiecze-nowożytność.
"Co dla świata islamu oznacza typ nadczłowieka?"61
"Cywilizacja jest nieuniknionym losem kultury"62. Tak Rzymianie następują po Hellenach. Dusza grecka i rzymski intelekt. Przejście od kultury do cywilizacji dokonuje się w starożytności w IV wieku, na Zachodzie w wieku XIX.
Dla mieszkańców miast są nim nasza literatura i muzyka.
W ten sposób czynimy historię filozofii jedynym poważnym tematem wszelkiej filozofii.
Jedna kwestia:
antyteza historii i natury Matematyka Historia
i obrazy (wrócić do tego).
*
Grudzień.
"[...] tym, co go wzruszało, był sposób, w jaki przytrzymywała się jego ubrania, w jaki postępowała za nim, trzymając go pod ramię, owo oddanie i ufność, które łechtały jego męską ambicję. Także jej milczenie, które sprawiało, że całkowicie stawała się ruchem swojego ciała w danej chwili i, w połączeniu z powagą, jaką wkładała w swoje pocałunki, uwydatniało jej podobieństwo do kotów".
"Pośród nocy wyczuł pod palcami zziębnięte, wystające kości policzkowe i usta gorące ciepłem, w które zagłębiał się jego palec. I wówczas odezwał się w nim jakby krzyk ogromny, niczym nieuzasadniony i płomienny. Wobec nocy przepełnionej bezmiarem gwiazd i miasta wyglądającego jak odwrócony nieboskłon, wydętego człowieczymi światłami w ciepłym podmuchu, który napływał od strony portu, muskając jego oblicze - ogarnęło go pragnienie, by zaspokoić się z tego ciepłego źródła, niepohamowana chęć, by uchwycić na tych żyjących ustach całkowity sens tego nieludzkiego uśpionego świata, jak cisza zamkniętego w jej ustach. Pochylił się i poczuł się tak, jakby dotykał wargami ptaka. Lucienne jęknęła. Wgryzł się w jej wargi i przez kilka chwil, usta przy ustach, chłonął owe ciepło, porywające go tak, jak gdyby ogarniał w swym uścisku cały świat. Ona zaś uczepiła się go, niczym tonąca, wyłaniając się zrywami z tej głębokiej otchłani, w którą została rzucona, odpychając wówczas usta, których potem szukała, wpadając w lodowate czarne tonie, które ją spalały jak tłum bóstw"63.
*
Grudzień.
Mężczyzna obdarzony zmysłem aktorskim jest zawsze szczęśliwy w towarzystwie kobiet. Kobieta jest dobrą publicznością.
*
Rzeczy nużące nużą zwłaszcza na początku. Potem - śmierć. "Nigdy nie mógłbym tak żyć"; ale kiedy tak żyjesz, zaczynasz się z tym godzić.
*
Powieść. Cz. I. Partia kart (brisque64). Rozmowy.
"Nas, żuawów..."
"Z moim mężem..."
Czarny facet: "Brzydzę się tobą. Brzydzę się tobą. I powiem ci dlaczego. Bo skryty z ciebie człowieczek. A ja nie lubię skrytych człowieczków. Nie masz pojęcia o życiu.
(Park Saint-Raphaël)
Powieść. Tytuły: Czyste serce
Szczęśliwi na ziemi
Wyzłacany promień.
*
- Znasz dużo "kochających" mężczyzn, którzy odmówiliby ładnej kobiecie, gdyby im się ofiarowała? Nawet jeśli są tacy, to dlatego, że im brak temperamentu.
- Nazywasz temperamentem brak wszelkich poważnych uczuć.
- Właśnie tak. (A przynajmniej w sensie, jaki nadajesz słowu "poważny").
*
Powieść. Cz. I.
Mieszkanie Zagreusa65 na wsi, na przedmieściach. Zabójstwo. Pokój jest przegrzany. Mersault czuje, jak palą go uszy, ma duszności. Wychodzi na dwór, łapie katar (stąd choroba, która go powali).
Rozdz. IV: rozmowa z Z. zainicjowana tematem "braku osobowości".
- Tak - rzekł Z. - ale nie może pan tego zrobić, kiedy pan pracuje.
- Nie, ponieważ jestem w stanie buntu, a to niedobrze.
...W gruncie rzeczy - rzekł M. - jestem niebezpiecznie egzaltowanym typem.
*
Powieść. Cz. IV. Bierna kobieta.
"Błąd, mała Catherine, to myśleć, że trzeba wybierać, że należy wybrać to, czego się chce, że są jakieś warunki szczęścia. Szczęście jest, albo go nie ma. To, co wyłącznie się liczy, to wola szczęścia, coś w rodzaju potężnej, zawsze obecnej świadomości. Reszta - kobiety, dzieła sztuki czy światowe osiągnięcia - to tylko preteksty. Kanwa, czekająca na to, byśmy ją wyhaftowali"66.
*
Powieść. Cz. III.
Po jakimś czasie Mersault obwieścił swój wyjazd. Najpierw miał podróżować, potem osiąść nieopodal Algieru. Miesiąc później powrócił, przekonany, że odtąd podróże nic już w jego życiu nie otworzą. Podróż jawiła mu się zgodnie z prawdą jako raj ludzi niespokojnych. Nie tego pragnął w swoich poszukiwaniach świadomej błogości. Czuł się zresztą chory i wiedział, czego chce. Po raz drugi szykował się do opuszczenia Domu przed morzem67.
*
Luty 38.
Ludzie są tu wrażliwi na przeznaczenie. To ich wyróżnia.
*
Cierpienie niebycia podobnym we wszystkim i nieszczęście bycia podobnym we wszystkim.
*
Luty 38.
Duch rewolucyjny zawiera się całkowicie w sprzeciwie człowieka wobec kondycji ludzkiej. W tym sensie jest on pod różnymi postaciami jedynym wiecznym tematem sztuki i religii. Rewolucja dokonuje się zawsze przeciw Bogom - poczynając od buntu Prometeusza. To wyraz pretensji człowieka do losu, a tyrani i mieszczańskie błazny są tylko pretekstem.
I duch ten można zapewne uchwycić w jego akcie historycznym. Wówczas trzeba jednak całej wrażliwości Malraux, by nie ulec chęci udowadniania. Łatwiej odnaleźć go w jego istocie i przeznaczeniu. Z tej przyczyny dzieło sztuki, które odtworzyłoby podbój szczęścia, byłoby dziełem rewolucyjnym.
*
W umiarze znaleźć nieumiarkowanie.
*
Kwiecień 38.
Jakże ohydna i nędzna jest kondycja człowieka pracy i w cywilizacji opartej na pracy.
Chodzi jednak o to, by się trzymać i nie ustępować. Naturalną reakcją jest rozmieniać się na drobne, szukać łatwych hołdów, publiczności, pretekstu do błazeństw i tchórzostwa (większość rodzin powstaje w tym celu). Druga nieuchronna reakcja to wygłaszanie frazesów. Jedno może zresztą łączyć się z drugim, jeśli dołożyć do tego fizyczną abnegację, zaniedbanie ciała i uwiąd woli.
Przede wszystkim należy zamilknąć - usunąć publiczność i umieć samemu siebie sądzić. Baczną dbałość o ciało równoważyć dbałością o świadome życie. Porzucić wszelką pozę i zająć się pracą mającą za cel podwójne wyzwolenie - od pieniędzy oraz od własnej próżności i tchórzostwa. Żyć według zasad. Dwa lata z życia nie są okresem zbyt długim na rozważanie jednej kwestii. Trzeba zlikwidować wszystkie uprzednie etapy i całą siłę włożyć najpierw w to, by się niczego nie oduczyć, a potem w cierpliwą naukę.
Kto tę cenę zapłaci, ma jedną szansę na dziesięć, że uniknie kondycji najohydniejszej i najnędzniejszej: kondycji człowieka, który pracuje.
*
Kwiecień.
Wysłać 2 Eseje. Kaligula. Zupełnie bez znaczenia. Nie dość dojrzałe. Wydać w Algierze.
Wrócić: Filozofia i Kultura. Wszystko rzucić dla dyplomu.
albo Biologia + praca dyplomowa
albo Indochiny.
Codziennie robić notatki w tym zeszycie: Za dwa lata napisać dzieło.
*
Kwiecień 38.
Melville68 ugania się za przygodą i kończy w biurze. Umiera nieznany i ubogi. Pod wpływem samotności i izolacji (to nie jest to samo) człowiek w końcu sięga nawet po podłość i oszczerstwo. Trzeba jednak nieustannie tłumić w sobie i jedno, i drugie.
*
Maj.
Nietzsche. Potępienie reformacji za to, że chroni chrześcijaństwo przed zasadami życia i miłości, które zaszczepiał mu Cezar Borgia. W końcu papież Borgia usprawiedliwiał chrześcijaństwo.
*
W idei pociąga mnie to, co zadziorne i oryginalne - nowe i powierzchowne. Nie da się ukryć.
*
C., który gra w uwodzenie, wszystkim daje zbyt dużo, i nigdy nie umie wytrwać. Który musi podbijać, zdobywać miłość i przyjaźń, lecz jest niezdolny i do jednej, i do drugiej. Piękna postać do powieści i żałosny okaz przyjaciela.
*
Scena: mąż, żona i publiczność.
On jest pełen zalet i lubi błyszczeć. Ona milczy i tylko zwięzłymi, suchymi odzywkami niweczy popisy drogiego małżonka. W ten sposób nieustannie zaznacza swoją wyższość. On panuje nad sobą, ale cierpi z upokorzenia i tak oto rodzi się nienawiść.
Przykł.: Z uśmiechem: "Kochanie, nie zachowuj się, jakbyś był głupszy, niż jesteś naprawdę".
Publiczność wije się i uśmiecha z zażenowaniem. On się czerwieni, podchodzi do niej, z uśmiechem całuje ją w rękę: "Masz rację, kochanie".
Twarz ocalona, nienawiść tłuścieje.
*
Wciąż pamiętam rozpacz, która mnie ogarnęła, kiedy matka oznajmiła mi, że "jestem już duży i odtąd na Nowy Rok będę dostawać praktyczne prezenty". Do dziś nie umiem pohamować skrytego rozdrażnienia, gdy dostaję prezenty tego typu. I zapewne wiedziałem wtedy, że przemawia przez nią miłość, lecz dlaczego miłość posługuje się niekiedy tak opłakanym językiem.
*
O tej samej rzeczy nie myśli się jednakowo rano i wieczorem. Co jednak odkrywa prawdę, rozum nocny czy myśl południa? Dwie odpowiedzi, dwie rasy ludzkie.
*
Maj.
Stara kobieta w przytułku dla starców umiera. Jej przyjaciółka, z którą była w zażyłości przez ostatnie trzy lata, płacze, "bo nic już jej nie zostało". Dozorca małej kostnicy, pochodzi z Paryża, mieszka przy kostnicy razem z żoną. "Kto by powiedział, że w wieku 74 lat wyląduje w przytułku dla starców w Marengo69?" Syn ma posadę. Przyjechali z Paryża. Synowa ich nie chciała. Sceny. W końcu stary "podniósł na niego rękę". Syn oddał ich do przytułku. Grabarz, który przyjaźnił się z nieboszczką. Czasem wieczorami chodzili do miasteczka. Staruszek, który uparł się, by towarzyszyć konduktowi aż do kościoła i na cmentarz (2 km). Kuleje, więc nie nadąża i drepcze dwadzieścia metrów za karawanem. Ale zna okolicę i idzie na skróty, dwa czy trzy razy dogania kondukt, po czym znów zostaje w tyle.
Mauretańska pielęgniarka, która przybija wieko trumny, ma szankier na nosie i nosi stały opatrunek.
Przyjaciele nieboszczki: Staruszkowie mitomani. Kiedyś wszystko było piękne. Jeden mężczyzna zwraca się do sąsiadki: - Córka do pani nie napisała? - Nie. - Mogłaby sobie przypomnieć, że ma matkę.
Jedna z nich zmarła - dla reszty to znak i ostrzeżenie70.
*
Czerwiec.
Do Śmierci szczęśliwej: Seria listów zrywających związek. Ograny motyw: bo za bardzo cię kocham.
I ostatni list: arcydzieło przenikliwości. Ale i w nim potężna dawka kabotyństwa.
*
Koniec. Mersault pije.
- Ech - odezwał się Céleste, przecierając ladę - starzejesz się, Mersault.
Mersault raptownie odstawił szklankę. Popatrzył na swoje odbicie w lustrze za kontuarem. Była to prawda.
*
Lato w Algierze.
Dla kogo ten wieniec czarnych ptaków na zielonym niebie? Lato się sączy, ślepe i głuche, nadając czystszy sens krzykom jerzyków i wołaniom gazeciarzy.
*
Czerwiec. Na lato:
1) Skończyć Florencję i Algier.
2) Kaligula.
3) Letnia improwizacja.
4) Esej o teatrze.
5) Esej o czterdziestogodzinnym tygodniu pracy.
6) Poprawić Powieść.
7) Absurd.
*
Do Letniej improwizacji:
- Widzu.
- Co?
- Widzu.
- Co?
- Nieliczny jesteś, widzu.
- Jak to nieliczny? (odwraca się)
- Normalnie, nieliczny. Nie ma cię wielu. Kilku cię jest.
- Człowiek robi, co może.
- Wiadomo. Pasujesz nam taki, jaki jesteś.
*
1 Jean Grenier (1898-1971) - francuski pisarz, krytyk, nauczyciel licealny Camusa, jeden z recenzentów jego pracy dyplomowej, później przyjaciel. Autor książki Les îles (1933), jednej z formacyjnych lektur Camusa, a także książki: Albert Camus. Wspomnienia (przekł. i oprac. Kazimierz Brakoniecki, Centrum Polsko-Francuskie, Olsztyn 2000). Dawny uczeń zadedykował nauczycielowi między innymi debiutancki tom Dwie strony tego samego (1937) oraz Człowieka zbuntowanego (1951) i napisał przedmowę do wznowienia Les îles (1959), zob. Zeszyt VIII, zapis po 16 maja 1955 roku, s. 657 i zapis z 26 czerwca 1958 roku, s. 717.
2 Latem 1935 roku Albert Camus odwiedził na Balearach swoją pierwszą żonę, Simone, która odbywała kurację odwykową (była uzależniona od morfiny). Poniższy zapis został przez autora wykorzystany - w nieco zmienionej formie - w eseju Miłość życia z tomu Dwie strony tego samego, zob. wyd. pol. w: Eseje, wyb. i przekł. Joanna Guze, PIW, Warszawa 1974, s. 81.
3 Nie śmiać się, nie płakać (łac.). Fraza zaczerpnięta z Traktatu politycznego Spinozy: "Aby zaś zbadać to, co wchodzi w zakres tej nauki [polityki], bez uprzedzenia, tak jak to czynimy w dziedzinie matematyki, starałem się usilnie o to, aby ludzkich postępków nie wyśmiewać, nie opłakiwać i nie potępiać, lecz je zrozumieć" (przeł. Ignacy Halpern, Akme, Warszawa 1998, s. 24).
4 Wyraża ból, ponieważ wzbudził miłość (łac.).
5 Miasto w północno-zachodniej Algierii, arab. Mustaghanim (Mustaghanam).
6 Przebój francuskiego pieśniarza i aktora pochodzenia włoskiego Tina Rossiego (1907-1983) z 1935 roku Il pleut sur la route, znany w Polsce jako W cichym zakątku, Gdy wieczór zapada, a także Oczekiwanie.
7 Patrice Mersault - główny bohater wydanej pośmiertnie (1971) młodzieńczej powieści Camusa Śmierć szczęśliwa. Od nazwiska bohatera Obcego (1942) jego nazwisko różni się brakiem litery "u" między "e" i "r". Dalej notatki do Śmierci szczęśliwej, zob. wyd. pol.: przeł. Aleksandra Machowska, Znak, Kraków 1998, s. 58.
8 Notatka do sceny, która pojawia się zarówno w powieści Śmierć szczęśliwa (zob. wyd. pol. s. 32), jak i w powieści Obcy (zob. wyd. pol.: przeł. Marek Bieńczyk, PIW, Warszawa 2022, s. 37).
9 Wiosną 1936 roku Camus razem z przyjaciółkami Marguerite Dobrenn i Jeanne Sicard wynajął położony na peryferiach Algieru dom, z którego rozciągał się widok na wzgórza, zatokę i port. W otoczeniu Camusa dom był znany jako Dom przed Światem i pod tą nazwą trafił do powieści Śmierć szczęśliwa (w polskim przekładzie jako Dom Zwrócony ku Światu). Z początku służył za miejsce spotkań, Camus wprowadził się tam dopiero po rozstaniu z pierwszą żoną.
10 Patrice Mersault - zob. przypis 7 na s. 19.
11 Camus zajął się teatrem jeszcze przed debiutem literackim. W 1935 roku w Algierze założył z przyjaciółmi trupę Théâtre du Travail (przemianowaną potem na Théâtre de l'Équipe), a w roku następnym dołączył do zespołu teatru Radio-Alger. W tamtym okresie bywał reżyserem, aktorem, suflerem, scenografem, maszynistą i kierownikiem zespołu. W marcu 1937 roku Théâtre du Travail wystawił między innymi Prometeusza w okowach Ajschylosa.
12 Notatki do eseju Wiatr w Dżemili z tomu Zaślubiny (1939), zob. wyd. pol. w tomie: Zaślubiny; Lato (1959), przeł. Maria Leśniewska, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1981, s. 15-22.
13 Esej Śmierć w duszy z tomu Dwie strony tego samego, zob. wyd. pol. w: Eseje, s. 70-79.
14 Martin Luther, Mémoires, przeł. Jules Michelet, t. 1, Delahays, Paris 1854, s. 58.
15 Zob. Oswald Spengler, Zmierzch Zachodu. Zarys morfologii historii powszechnej, wyb. i oprac. Helmut Werner, przeł. Józef Marzęcki, Aletheia, Warszawa 2014, s. 48.
16 Sobrasada - pikantna wędlina wieprzowa wyrabiana na Balearach. Escabeche - sos z oliwy, octu winnego, czosnku, liści laurowych i ostrej papryki, także danie, zwykle mięsne albo rybne, przygotowane w takim sosie, występujące pod różnymi nazwami w krajach basenu Morza Śródziemnego oraz na terenie dawnych kolonii hiszpańskich i portugalskich.
17 Peryferyjna dzielnica Algieru.
18 Zob. powieść Śmierć szczęśliwa, wyd. pol. s. 69.
19 Poniższe zapisy odnoszą się do podróży, którą Camus odbył ze swoją pierwszą żoną Simone i przyjacielem Yves'em Bourgeois latem 1936 roku. W trakcie podróży doszło do ostatecznego zerwania między małżonkami.
20 Pomyłka w nazwie. Chodzi o Kufstein, miasto w Austrii.
21 Powinno być: Jedermann. W Salzburgu Camus obejrzał tę sztukę Hugona von Hofmannstahla w reżyserii Maxa Reinhardta (wyst. 1920, 1926-1937).
22 Budziejowice.
23 Budziszyn.
24 Wrocław.
25 Ołomuniec.
26 Andrea del Sarto (1486-1531) - malarz włoski. W 1937 roku, zwiedzając Florencję, Camus oglądał jego freski w kościele Zwiastowania Najświętszej Marii Panny.
27 Tytuł powieści Arthura de Gobineau opublikowanej w 1874 roku.
28 Katherine Mansfield (1888-1923) - pisarka angielska pochodzenia nowozelandzkiego, podobnie jak Camus chorowała na gruźlicę. We Francji jej dziennik ukazał się w 1932 roku w przekładzie Marthe Duproix.
29 Tu i dalej notatki do powieści Śmierć szczęśliwa.
30 Notatka do powieści Śmierć szczęśliwa, zob. wyd. pol. s. 70.
31 Część poniższych notatek z podróży po Włoszech Camus wykorzystał w eseju Pustynia, zob. wyd. pol. w tomie Zaślubiny, s. 37-50.
32 Alberto kocha się z moją siostrą (wł.).
33 Benozzo Gozzoli (ok. 1420-1497) - malarz florencki, uczeń Fra Angelica. Za jego najwybitniejsze dzieło uchodzi fresk Pochód Trzech Króli w kaplicy pałacu Medyceuszów we Florencji. W Pizie, na ścianie kaplicy cmentarza Campo Santo, namalował cykl fresków starotestamentowych, które zostały niemal całkiem zniszczone podczas II wojny światowej.
34 Wystawa w Galerii Uffizi z okazji sześćsetnej rocznicy śmierci Giotta, była czynna od kwietnia do października 1937 roku.
35 Jakby to były jej języki ojczyste (wł.).
36 Ale radość jest pielgrzymem na ziemi (wł.).
37 Dosłownie: ze wschodem słońca, z zachodem słońca (wł.).
38 Przekład według wersji zapisanej przez Camusa. W polskim tłumaczeniu z duńskiego cytat ten brzmi: "W naszym języku afekt słusznie nazwano dolegliwością umysłu (Sinds-lidelse); tymczasem gdy używamy słowa "afekt", najczęściej myślimy o konwulsyjnej śmiałości, która zdumiewa, zapominając, że świadczy ona o dolegliwości, cierpieniu. Tak np. przy pysze, dumie, uporze itd." (zob. S?ren Kierkegaard, Okruchy filozoficzne, w: Okruchy filozoficzne; Chwila, przekł. i oprac. Karol Toeplitz, PWN, Warszawa 1988, s. 59).
39 Notatka do powieści Śmierć szczęśliwa (wyd. pośm. 1971), zob. wyd. pol.: przeł. Aleksandra Machowska, Znak, Kraków 1998, s. 70.
40 Zob. wyd. pol.: Georges Sorel, Złudzenia postępu, przeł. Emil Breiter, Vis-a-vis Etiuda, Kraków 2022, s. 195.
41 Sidi-Bel-Abb?s, miasto w zachodniej Algierii, arab. Sidi Bu-l-Abbas.
42 Powyższy zapis odnosi się do epizodu z września 1937 roku, kiedy Camusowi zaproponowano pracę nauczyciela w szkole w Bel-Abb?s, ale jej nie podjął.
43 Zob. przypis 17 na s. 36.
44 Miasto w północnej Algierii, obecnie Al-Bulajda.
45 Zob. Albert Camus, Lato w Algierze, w: Zaślubiny; Lato, przeł. Maria Leśniewska, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1981, s. 36.
46 Cytat z opowiadania After the Fireworks z tomu Brief Candles (Chatto & Windus, London 1930, s. 190). Przekład Jeana Ably ukazał się w zbiorze Apr?s le feu d'artifice; Les Claxton; La cure de repos w Paryżu w 1936 roku w wydawnictwie Plon.
47 Aluzja do cyklu książek Henry'ego de Montherlanta Les voyageurs traqués (Ścigani podróżnicy). Dwie z nich (Aux fontaines du désir i La petite Infante de Castille) ukazały się w latach 1927-1929, trzecia (Un voyageur solitaire est un diable) dopiero w roku 1945.
48 W 1936 roku francuskie koleje wprowadziły zniżkę na urlopowe bilety trzeciej klasy na podróż tam i z powrotem liczącą ponad dwieście kilometrów pod warunkiem, że w miejscu docelowym spędzi się minimum pięć dni.
49 Notatka do powieści Śmierć szczęśliwa.
50 Stanislas (Stacha) Cviklinsky (?-?) - emigrant z Polski, lekarz zamieszkały w Algierze, przyjaciel Camusa.
51 Zbuduję i zniszczę (łac.). Zbuduję, a on zniszczy (łac.).
52 Zob. przypis 7 na s. 19.
53 Oswald Spengler, Zmierzch Zachodu. Zarys morfologii historii powszechnej, wyb. i oprac. Helmut Werner, przeł. Józef Marzęcki, Aletheia, Warszawa 2014, s. 15.
54 Ibid.
55 18 Ibid., s. 23.
56 Zdanie nieobecne w skróconej wersji Zmierzchu Zachodu dokonanej przez Helmuta Wernera.
57 Ibid., s. 26.
58 U Spenglera (ibid., s. 28): "[...] już na początku dziejów ducha Zachodu figuruje dzieło o największej głębi introspekcji: Vita nuova (Życie nowe) Dantego".
59 Ibid.
60 Ibid., s. 29.
61 Zob. przypis 19 na s. 70.
62 Oswald Spengler, Zmierzch Zachodu, s. 43.
63 Cytaty z powieści Śmierć szczęśliwa, zob. wyd. pol. s. 100. Wersja z Notatników nieco różni się od ostatecznej. W pierwszym cytacie część końcowa, w drugim zamiast "Lucienne" jest "Marta", a zamiast "przez kilka chwil" jest "przez całe minuty".
64 Osiemnastowieczna gra karciana dla dwóch osób.
65 Roland Zagreus - bohater powieści Śmierć szczęśliwa.
66 Cytat z powieści Śmierć szczęśliwa, zob. wyd. pol. s. 122. W wersji ostatecznej drugie zdanie jest nieobecne.
67 Notatka do powieści Śmierć szczęśliwa, zob. wyd. pol. s. 104.
68 Herman Melville (1819-1891) jest jednym z pisarzy często przywoływanych w Notatnikach. Camus zaliczał go do grona "największych geniuszy Zachodu" (zob. Albert Camus, Herman Melville, w: Écrivains cél?bres, t. 3: Le XIXe si?cle-Le XX?e si?cle, red. Raymond Queneau, Mazenod, Paris 1952, s. 128).
69 Miasto w północnej Algierii, obecnie Hadżut.
70 Notatka do pierwszego rozdziału powieści Obcy (1942), zob. wyd. pol.: przeł. Marek Bieńczyk, PIW, Warszawa 2022, s. 21-27.