NOTATNIK TEATRALNY Nr 94/2024. LUDZIE TEATRU - Praca zbiorowa
24.00 zł

Reflow text when sidebars are open.
W 2019 roku warszawskie komisje Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Inicjatywa Pracownicza, działające przy instytucjach kultury, opublikowały raport Pełna kultura - puste konta1. Dokument zawierał zestawienia płac w 119 warszawskich instytucjach kultury, pokazywał średnią i medianę zarobków oraz średnią zarobków dla kobiet i mężczyzn. To do tej pory chyba jedyny publiczny dokument zbierający i porównujący realne płace w sektorze kultury. Dotyczy jednak tylko instytucji warszawskich, a zebrane dane pochodzą z 2018 roku. Wtedy uśredniona mediana zarobków w warszawskich teatrach wynosiła w zaokrągleniu 4220 złotych brutto, czyli połowa pracowników zarabiała mniej. Mediana wynagrodzeń w Warszawie za ten sam rok to 6100 zł brutto. Należy podkreślić, że pensje w innych sektorach ulegają waloryzacji. W teatrach nie lub są to waloryzacje przypadkowe i znacznie mniejsze niż realne potrzeby zatrudnionych. W mniejszych ośrodkach zarabia się jeszcze gorzej, choć i koszty życia są niższe.
Raport ukazał się w październiku 2019 roku. Pięć miesięcy później wybuchła pandemia, która dla wielu grup zawodowych w teatrach wywróciła nawet tę kruchą stabilność. W tym samym czasie nasze środowisko zmagało się też z innymi - nagannymi i przez wiele lat ukrywanymi - zjawiskami. Teatralny ruch #MeToo, dyskusja o przemocowych systemach pracy w polskim teatrze i nauczania w szkołach teatralnych, o ograniczaniu podmiotowości aktorów i aktorek, a także - prowadzona już wcześniej - szeroka dyskusja o koniecznej transformacji instytucji. Te zagadnienia właśnie - słusznie - stanowiły oś dyskursu środowiskowego w ostatnich latach.
Do tego przez dwie kadencje rządów Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego pod wodzą Piotra Glińskiego angażowało naszą uwagę w celu obrony przejmowanych instytucji i przeciwko cenzurze ekonomicznej stosowanej jako broń wobec zbyt niezależnych twórców i twórczyń oraz instytucji.
W tym tekście spróbuję przedstawić sytuację materialną pracowniczek i pracowników polskich teatrów oraz warunki ich zatrudnienia. Mam wrażenie, że jest to punkt widzenia wciąż często pomijany w środowiskowych dyskusjach. Nie ukrywam też, że będę tę sytuację prezentowała jako etatowa pracowniczka teatru i działaczka związkowa.
1
W roku 2022 według danych Głównego Urzędu Statystycznego działalność w Polsce prowadziło 208 teatrów i instytucji muzycznych2. Zdecydowana większość z nich - ponad 90 procent - utrzymywana jest z budżetu samorządów, za niewielką część odpowiadają marszałkowie województw, zaledwie kilka podlega bezpośrednio pod ministerstwo, istnieją również teatry współfinansowane.
Po co ta wyliczanka? Choćby po to, by pokazać, że pracownicy teatrów podlegają różnym zarządom, ale zdecydowana większość z nich nie wlicza się do tak zwanej budżetówki, której dotyczyć będą na przykład zapowiadane przez rząd dwudziestoprocentowe podwyżki. Do tego odpowiedzialność za wynagrodzenia osób zatrudnionych w teatrach jest rozproszona i zależna od wielu czynników, takich jak zróżnicowana sytuacja budżetowa różnych samorządów i indywidualne decyzje osób na stanowiskach dyrektorskich, które mają autonomię wobec organizatora.
W związku z tym sytuacja jednej grupy pracowniczej jest tak zindywidualizowana i podlega tylu zmiennym, że trudno jej wspólnie bronić własnych interesów. Z ustaleniem wspólnych interesów może być trudno nawet w obrębie jednej instytucji, bo - najczęściej - funkcjonuje w niej kilka grup pracowniczych, podlegających zupełnie innym systemom rozliczeń. Są to: zespół aktorski, zespół techniczny (obsługi sceny), pion administracyjny (w tym działy programowe i promocji) oraz dział gospodarczy, który najczęściej zatrudniany jest na najniższej krajowej, o ile nie został już outsourcowany.
Nawet jeśli dojdzie między nimi do ustalenia wspólnych interesów, to dyrekcje instytucji i przedstawiciele organizatora (najczęściej samorządu) często przerzucają się między sobą odpowiedzialnością za wynagrodzenia. Obie strony mają tu oczywiście ważne argumenty. Dyrekcje podnoszą kwestię rosnących obciążeń związanych choćby z kosztami energii, a samorządy borykają się ze znacznym zmniejszeniem wpływów w związku ze zmianami w ustawie o podatku dochodowym, które zmniejszyły ich dochody z PIT-ów mieszkańców. Pozytywnym przykładem środowiskowych sojuszy mających na celu wspólną walkę o podwyżki jest aktywność małopolskich Dziadów Kultury. Protesty pod tą nazwą prowadziła Sekcja Instytucji Kultury Regionu Małopolskiego NSZZ "Solidarność". Choć dotyczyły one głównie podwyżek dla pracowników muzeów i bibliotek, warto z nich czerpać inspiracje do własnych działań3.
2
W większości polskich teatrów funkcjonują stałe zespoły aktorskie. Przedstawiciele związków zawodowych podkreślają, że ten tradycyjny model - rozbudowane, wielopokoleniowe zespoły funkcjonujące w danej instytucji, a niepodążające za konkretnymi dyrektorami lub reżyserami - ma głęboką wartość i należy go chronić. Aktorzy i aktorki najczęściej otrzymują wynagrodzenie zasadnicze w wysokości pensji minimalnej, a osobno mają płacone stawki za każdy spektakl (objęte pięćdziesięcioprocentowymi kosztami uzyskania).
W niektórych teatrach stawki są podobne dla całego zespołu z niewielkimi przesunięciami za wykonanie szczególnie trudnej roli. W innych - wynagrodzenie każdej osoby z obsady uzależnione jest od wielkości roli lub statusu danego aktora lub aktorki. Próby do spektakli wykonywane są w ramach pensji. Stawka za jeden spektakl są niezwykle zróżnicowane, najczęściej mieszczą się w przedziale od 250 do 800 zł brutto, zdarzają się jednak i te wynoszące 150 zł, jak i o wiele wyższe honoraria gwiazd. Mają na to wpływ wielkość sceny i przede wszystkim wielkość miasta, w którym znajduje się teatr. Niemniej jednak teoretycznie wynagrodzenie może wydawać się całkiem zadowalające, zwłaszcza wobec rosnącej przez ostatnie lata pensji minimalnej.
Ten system wynagradzania funkcjonował dobrze, gdy teatry grały kilkadziesiąt spektakli w miesiącu. Obecnie rodzi dużą niepewność w związku z planowaniem repertuaru - o tym, ile zarobią w danym miesiącu, aktorzy dowiadują się kilka miesięcy wcześniej, ale jest to najczęściej zbyt mało czasu, aby zabezpieczyć na ten okres inne źródło dochodu. Może się więc okazać, że osoba zatrudniona na etacie pozostaje na dwa lub trzy miesiące jedynie na pensji minimalnej, musząc jednocześnie pokrywać wszystkie stałe koszty życia. To samo dzieje się w przypadku dłuższego zwolnienia chorobowego.
Aktorzy i aktorki szukają więc dodatkowych prac, a dyrekcje - świadome sytuacji - zezwalają na deklarowanie "zajętości". W skrajnych przypadkach może to jednak doprowadzić do kuriozalnych sytuacji, gdy praca teatru uzależniona będzie od planów filmowych, a podatnicy płacą pensję osoby, która przez część sezonu nie wykonuje pracy. Jako jedno z możliwych rozwiązań proponowano wprowadzenie stałego wynagrodzenia, określającego liczbę spektakli w danym miesiącu (kolejne mogły być dodatkowo płatne). Rozwiązanie takie testowano kilka lat temu w warszawskim Teatrze Rampa, ale według zespołu aktorskiego zaniżało ono jeszcze bardziej ich miesięczne dochody.
Aktorzy z mniejszych ośrodków mają mniej okazji do zarabiania dodatkowych pieniędzy, a ich wynagrodzenia za spektakl są również dużo niższe. Teatry te jednak częściej dysponują mieszkaniami służbowymi, a koszty utrzymania są bardziej znośne. Bez względu na miejsce pracy aktorzy i aktorki boją się dalszego ograniczania liczebności zespołów artystycznych oraz coraz krótszej eksploatacji spektakli.
3
Dość podobnie przedstawia się sytuacja działów technicznych. One również najczęściej otrzymują pensję zasadniczą w wysokości pensji minimalnej i kwoty za pracę przy każdym spektaklu, choć są one dużo niższe niż w przypadku aktorów i aktorek. Te działy są jednak dużo bardziej zróżnicowane. Obok inspicjentek, garderobianych, charakteryzatorek (które - co podkreślam, bo to zawody bardzo sfeminizowane - najczęściej otrzymują niższe wynagrodzenie) pracują montażyści, rekwizytorzy oraz akustycy i oświetleniowcy. Zwłaszcza pozycja tych dwóch ostatnich zawodów znacząco się zmieniła. Specjalistów w dziedzinie światła i dźwięku jest mało, zajęcia te wymagają dzisiaj profesjonalnej wiedzy związanej z obsługą zaawansowanej elektroniki, a wykonujące je osoby mogą liczyć na dużo lepsze zarobki w sektorze komercyjnym. Są więc w lepszej pozycji negocjacyjnej wobec dyrekcji i łatwiej im wywalczyć podniesienie stawek.
Osoby pracujące w działach technicznych, w przeciwieństwie do zespołów artystycznych, nie muszą obawiać się braku "swoich" spektakli w repertuarze, niemniej pracując niemal przy każdym przedstawieniu, spędzają w teatrze najwięcej czasu i najczęściej mają zadaniowy czas pracy, który stanowi duże obciążenie. Dodatkowo interpretacja przepisów dotyczących płacy minimalnej pozwala zaliczać do niej normy za spektakle, co w przypadku dalszych podwyżek może kusić dyrekcje w obliczu konieczności szukania oszczędności. Poprosiłam pracownika techniki o podsumowanie najważniejszych problemów, z jakimi boryka się w pracy: "U nas funkcjonuje system zadaniowy, ale to wzięło się stąd, że przed jego wprowadzeniem roczny limit nadgodzin wykorzystywany był już w marcu. Nasze normy nie są wysokie, w teatrze mamy teraz dwa wakaty, więc trochę ratujemy się tym, że po prostu pracujemy więcej. Ale to na dłuższą metę bardzo wyczerpujące i ma duże koszty rodzinne. Moje dzieci są już dorosłe, ale widzę, ile straciłem, bo nigdy nie było mnie w domu, tylko w teatrze. Dzisiaj widzę, że to był błąd. Słyszałem o pomysłach powrotu na stałe pensje, ale przy tak wariackiej pracy i tylu zmianach teatry musiałyby zatrudniać dużo więcej osób i pracować zmianowo. Trzeba też pamiętać, że w wielu teatrach sprzęt jest przestarzały, przez co ta praca jest dużo cięższa, niż mogłaby. Poza kwestią finansową największe problemy dla techniki to organizacja pracy i ciągłe zmiany w grafiku, późne ogłaszanie repertuaru, a co za tym idzie - późne informowanie o terminach urlopu (to bardzo ważna dla nas sprawa, bo utrudnia nam planowanie tego czasu, który możemy poświęcić rodzinie). Konieczne są też poprawa sprzętu i na koniec - włączanie techniki w proces budowy scenografii. U nas pracują fachowcy, mogą zaproponować drobne zmiany, jak na przykład obniżenie ściany o kilka centymetrów, co nie będzie miało wpływu na jakość artystyczną, a bardzo usprawni późniejszą pracę (i na przykład zmiana będzie trwała 10 minut, a nie 30). Wystarczyłoby tylko zaprosić nas do konsultacji".
Trzeba też dodać, że zarówno zespoły artystyczne, jak i techniczne znacząco odczuły finansowo skutki pandemii. Teatry zamykano i otwierano bez zapowiedzi i czasu na przygotowanie. W początkowej fazie epidemii zatrzymano również produkcje filmowe i telewizyjne. Nie przygotowano też żadnych wytycznych, którymi przy licznych dylematach organizacyjnych i rozliczeniowych mogłyby się wesprzeć teatry. Problemy - jak chociażby sposób rozliczenia spektakli prezentowanych w formie streamingu - rozwiązywano więc na bieżąco i wedle dostępnej wiedzy. Większość pracowników tych działów mogła być wówczas pewna jedynie pensji minimalnej i czekać na propozycje dyrekcji, które na własną rękę próbowały znaleźć wyjście z sytuacji. Zwłaszcza dla aktorów i aktorek - będących wcześniej w centrum teatralnego życia - kolejne lockdowny musiały być szczególnie bolesne. Potęgowało to napięcia i nieufność wewnątrz zespołów. Szczegółowo odnosi się do tego raport Pracownice i pracownicy teatrów w pandemii4.
4
Osobną grupą są pracownicy szeroko rozumianej administracji - dla ułatwienia wliczam do tej grupy osoby pracujące w księgowości, organizacji pracy artystycznej, kadrach, sekretariatach, impresariatach, biurach obsługi widzów, działach promocji, edukacji, literackich i programowych. To w zdecydowanej większości osoby bardzo dobrze wykształcone, wykonujące specjalistyczne zadania i odpowiedzialne za codzienne funkcjonowanie teatrów oraz wcielanie planów programowych w życie. Zdecydowanie najczęściej pracują na etatach zakładających ośmiogodzinny dzień pracy, za które otrzymują wynagrodzenie od 3500 do 5000 netto. Krajowa średnia zarobków w 2023 roku to 5225 netto, ale już dla Warszawy kwota ta wynosi 6355 złotych. Trzeba też dodać, że o ile na stanowiskach dyrektorskich i kierowniczych pracują głównie mężczyźni, to działy administracyjne są niezwykle sfeminizowane. Jeśli dodamy do tego inne grupy najniżej zarabiające, a więc personel sprzątający, inspicjentki, garderobiane czy charakteryzatorki, to wnioski prowadzą nas w sposób nieunikniony w stronę dyskryminacji płacowej kobiet w polskim teatrze. Z raportu Inicjatywy Pracowniczej wynika też, że im więcej w instytucji zatrudnionych kobiet, tym bardziej spadają średnia i mediana wynagrodzeń5.
Ze względu na godziny pracy etatowej tej grupie najtrudniej znaleźć dodatkowe zatrudnienie, a jeśli je podejmują, robią to kosztem swojego zdrowia i czasu wolnego. Niekiedy - w prężniejszych instytucjach pozyskujących zewnętrzne granty - mogą otrzymywać dodatkowe wynagrodzenie, ale oznacza to, że pracują w większym wymiarze godzin. Wszystko to sprawia, że można ich nazwać "pracującymi biednymi" - pomimo wykonywania stałej pracy, wymagającej od nich posiadania wyższych studiów i szeregu wciąż zmieniających się kompetencji, z trudem mogą pozwolić sobie na poziom życia dostępny dla niższej klasy średniej. Bez pomocy rodzin nie mogą myśleć o kupnie mieszkania, a w większych miastach mają problem z opłaceniem wynajęcia lokum.
Kolejne osoby odchodzą więc z teatrów do sektora prywatnego. Znajdują zatrudnienie w korporacjach, agencjach marketingowych, urzędach, niekiedy w organizacjach pozarządowych. Rekrutacja nowych osób jest utrudniona, rotacja na niektórych stanowiskach jest coraz większa. Osoba, która odeszła z pracy, o przyczynach swojego odejścia powiedziała mi tak: "Na etacie w teatrze przepracowałem pięć lat. Wcześniej dorywczo zaczepiałem się przy spektaklach i projektach artystycznych. Przełomowa była dla mnie pandemia, atmosfera w teatrze gęstniała, ze względu na sytuację wciąż pojawiały się nowe obowiązki, ale nie szło za tym dodatkowe wynagrodzenie. Moja pensja wystarczała mi na życie od pierwszego do pierwszego. Na wszystkie dodatkowe rzeczy dorabiałem; w przypadku takich niespodziewanych wydarzeń, jak awaria pralki, musiałem korzystać z pomocy finansowej rodziców. Miałem tego dość. Przeszedłem do sektora prywatnego, mogłem wziąć kredyt na mieszkanie, trochę spokojniej oddychać. Nie sądzę, żeby na pracę w teatrze mogły teraz pozwolić sobie osoby pozbawione wsparcia finansowego rodziny lub osoby partnerskiej czy tego przysłowiowego mieszkania odziedziczonego po babci".
Warto też dodać, że to na osoby zatrudnione w szeroko rozumianej administracji spadają wszystkie, rosnące z roku na rok, prace biurokratyczne, to one znajdują się na "pierwszej linii frontu" we wszystkich sytuacjach kryzysowych, muszą nadążać za zmieniającymi się przepisami prawnymi i trendami w szeroko rozumianej sferze kultury. Frustrację potęgują nadprodukcja, zła organizacja pracy i trudności we współpracy z zatrudnionymi artystami. Wskazują na to też wyniki ankiety przeprowadzonej przez uczestników warsztatu Media w kulturze współczesnej w Instytucie Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego: "Najczęściej niezadowolenie wynika ze złych warunków finansowych, ale także z braku zaangażowania ze stron współpracowników lub ogólnie nieprzyjemnej, ciężkiej atmosfery w miejscu pracy [...]. Problemem jest także przeciążenie pracą, w tym także fizyczną oraz brak zrozumienia ze strony urzędników odpowiedzialnych za kulturę"6.
Jednocześnie teatry chcą rozwijać swoją ofertę programową, proponować widzom nowe formy uczestnictwa w kulturze. Do tego potrzeba jednak zatrudnienia większej liczby osób odpowiedzialnych za działania programowe i edukacyjne, a także specjalistów od pozyskiwania i rozliczania grantów. Obecnie nie jest to możliwe.
Dla sprawiedliwości należy dodać, że zarobki dyrektorów i dyrektorek teatrów również nie przystają do kwot rynkowych - zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę skalę ponoszonej przez nich odpowiedzialności i liczbę osób, których pracą muszą zarządzać.
5
Jeśli obecna tendencja się utrzyma, w niedalekiej przyszłości pracę w teatrze będą mogły podjąć wyłącznie osoby, którym będzie na to pozwalał odziedziczony wysoki status materialny. Jaki program artystyczny będzie wtedy proponowany publiczności? Podobne przemyślenia ma Jakub Skrzywanek, dyrektor artystyczny Teatru Współczesnego w Szczecinie: "Coraz częściej słyszę od pracowników, że praca w teatrze to takie hobby, i oczywiście obawiam się odpływu ludzi. Publiczne instytucje kultury są skrajnie niedofinansowane, co stawia przed nami poważne pytanie - jakie oczekiwania mamy wobec tych instytucji? Czy proponowane przez nas spektakle mają być rentowne? Czy jednak zgadzamy się na kulturotwórczą i społeczną rolę sztuki? Powinniśmy wprowadzić jasne kryteria dotyczące wielkości dotacji. Opracowaliśmy razem z zespołem trzy podstawowe składniki dotacji: utrzymanie budynku, utrzymanie zespołu i pracowników (z pensjami na poziomie średnich zarobków w organach samorządu) oraz koszty działalności statutowej, które powinny wynosić 15 procent całego budżetu. Gdyby tak policzyć dotację, to dzisiaj Teatrowi Współczesnemu brakuje około 3 milionów złotych. Potrzebujemy w tym zakresie gruntownej reformy. Jeśli nie chcemy komercjalizacji, musimy pokazać, jak instytucje kultury potrzebne są społeczności. Dzisiaj niestety o kulturze pisze się najczęściej w kontekście skandali, to ważny czas odpowiedzialności dla całego naszego środowiska. Musimy udowodnić, jak ważną pracę wykonujemy za publiczne pieniądze. Bez tego nie mamy argumentów, żeby ten sektor ratować".
W tym tekście próbowałam naszkicować położenie finansowe różnych grup pracowniczych i wyjaśnić, na czym polega złożoność dzisiejszego stanu wynagrodzeń w naszym sektorze. Z pewnością nie ujęłam tu wszystkich punktów widzenia, jak na przykład zanikających (również ze względu na niskie zarobki pracowników) teatralnych pracowni, przez co nasz sektor traci mistrzów rzemiosła z ogromną wiedzą. Z pewnością wiele aspektów problemu może być mi nieznanych ze względu na brak dostępu do dokładnych danych dotyczących wynagrodzeń, o ile istnieją ich zbiorcze opracowania dotyczące teatrów podlegających różnym organizatorom.
Konkludując, jako środowisko musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy wizja dostępnego, publicznego teatru, ważnego dla społeczności i kreującego dla niej kulturę, będzie dalej adekwatna? Czy raczej pójdziemy w stronę komercjalizacji większości instytucji, zostawiając nieliczne, bardzo elitarne placówki? Pewne jest, że w obszarze publicznego sektora kultury czekają nas w najbliższych latach duże zmiany. Są one wynikiem sytuacji politycznej, ekonomicznej, przeobrażeń w samym sektorze zachodzących również dzięki wyjawieniu wielu wstydliwych tematów, w końcu zmian uczestnictwa w kulturze spowodowanych przez pandemię.
Dobre dla naszego środowiska byłoby, gdyby zmiany te następowały w ramach przemyślanej i przedyskutowanej reformy systemu. Podstawowymi kwestiami muszą w niej być jednak zwiększenie wynagrodzeń oraz zmiana systemu wynagradzania pracowników i pracownic. To dyskusja, którą powinniśmy toczyć w naszych zakładach pracy z naszymi dyrekcjami i przedstawicielami organizatora, a także domagać się obecności wątku płacowego w czasie wszystkich branżowych spotkań i debat.
6
Na gruntowną reformę nie powinniśmy jednak bezczynnie czekać. Spróbuję więc na koniec przedstawić kilka propozycji działań, dzięki którym pracownicy mogą walczyć o zabezpieczenie swoich interesów.
Po pierwsze, zacznijmy rozmawiać o wynagrodzeniach z naszymi współpracownikami i znajomymi z innych teatrów. Podawajmy konkretne kwoty, wymieniajmy się doświadczeniami. Tylko w ten sposób możemy wyjść ze spirali niedomówień i środowiskowych plotek. To również ważne dla niwelowania napięcia między różnymi działami w teatrach i pozwala stworzyć wspólny front.
Po drugie, zakładajmy związki zawodowe. Tylko wtedy jesteśmy dla dyrekcji i organizatorów podmiotem, który należy uwzględniać przy podejmowaniu decyzji - od zmiany regulaminu pracy zaczynając, a na zmianie dyrekcji kończąc. Założenie związku daje dostęp do specjalistów w dziedzinie praw pracowniczych i pozwala na przepływ wiedzy między różnymi instytucjami.
Po trzecie, szukajmy sojuszników, nawet jeśli oznacza to wyjście poza ramy naszej instytucji. Osoby pracujące w bibliotekach i domach kultury to też pracownicy naszego sektora i podlegają tym samym prawidłowościom.
Proponuję również - to postulat czwarty - żeby interesować się lokalną polityką. Popierajmy w niej osoby, które znają specyfikę naszej branży i wspierają ochronę praw pracowniczych. Głosujmy na nich w wyborach samorządowych, sprawdzajmy też, co o kulturze mówią osoby kandydujące do parlamentu. To one są gwarantem, że nasze interesy będą reprezentowane wśród decydentów.
Na koniec - w Polsce odbywa się wiele branżowych zjazdów, debat i spotkań, na których artyści, kuratorzy, dyrektorzy i komentatorzy dyskutują o sprawach kultury. Mam jednak wrażenie, że często brakuje tam głosu o codziennych realiach naszej pracy. Bierzmy w nich udział i nie pozwólmy, żeby odbywały się one bez głosu pracowników i pracownic.
KAROLINA KAPRALSKA
Dziękuję wszystkim osobom, które podzieliły się ze mną swoimi przemyśleniami na temat warunków pracy w teatrach i informacjami o swoich wynagrodzeniach.