Notatnik Teatralny Nr 88-89/2022 - praca zbiorowa
29.00 zł

Reflow text when sidebars are open.
Piszę ten list z bólem serca, poczuciem bezsilności i wściekłości, próbując zrozumieć sytuację, położenie, stan ducha i emocje, z jakimi musisz dzisiaj mierzyć się po niezrozumiałej dla nikogo agresji Rosji na Ukrainę.
Walery, powiedz mi jako bliski współpracownik i przyjaciel Władimira Putina, dlaczego Rosja postanowiła zniszczyć europejską demokrację, napadając na Ukrainę. Dlaczego dokonała barbarzyńskiego najazdu na swojego sąsiada? Oglądam przerażające obrazy z toczącej się wojny, na której giną niewinni ludzie, i zastanawiam się, jak to możliwe, że nasza ciężka praca nie przyniosła właściwie żadnego rezultatu. Naszą sztuką nie sprawiliśmy, że świat stał się lepszy, nie spowodowaliśmy, żeby ludzie głębiej i wrażliwiej rozumieli dzielące ich różnice. Nie otworzyliśmy granic wyobraźni na takie wartości, jak dialog, tolerancja i porozumienie. Nie uchroniliśmy się przed cenzurą i ograniczeniem praw do wolności twórczej.
Putinowski reżim konsekwentnie odbiera wolność słowa, zmuszając twórców do milczenia i konformizmu, często zamykając artystów w aresztach i zsyłając ich do łagrów. Odbiera im podstawowe prawa obywatelskie i elementarne prawo do życia. Niszczy godność i odwagę. Chcieliśmy zmieniać świat, społeczeństwo, odwrócić wektory przemocy i nienawiści. Tymczasem to świat zmienił wielu z nas, a społeczeństwo nie posłuchało naszego głosu i stanęło po stronie autorytarnej, a właściwie faszystowskiej władzy. Nasza sztuka nie ocaliła tych, którzy zginęli na wojnie w Ukrainie.
Przez wiele lat spotykaliśmy się na festiwalach teatralnych w Moskwie, Toruniu, Awinionie, Petersburgu, Wrocławiu, Paryżu etc. Pracowałeś w wielu teatrach w Polsce. Twoje przedstawienia były wielokrotnie nagradzane i chętnie oglądane przez polską publiczność. Dzisiaj, po wkroczeniu armii Twojego kraju do Ukrainy, zadaję sobie pytanie, czy znalazłeś tyle odwagi, by zaprotestować przeciwko decyzji Putina. Czy w dalszym ciągu czujesz się wolnym artystą jak w 1998 roku, kiedy w Teatrze Polskim we Wrocławiu realizowałeś Naszego człowieka Aleksandra Ostrowskiego?
KRZYSZTOF MIESZKOWSKI
26 lutego 2022 roku
Boimy się zatem. I staramy się zrozumieć; przyjmować do wiadomości; uwzględniać; brać pod uwagę; nie zapominać o; liczyć się z; zdawać sobie sprawę, że... i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej. A może tak naprawdę jesteśmy wściekli?1
TOMASZ STAWISZYŃSKI, CO ROBIĆ PRZED KOŃCEM ŚWIATA
Wojna z całym swoim odwróceniem porządków, masowością intensywnych obrazów, technologią śmierci i tortur, wykracza poza jednostkowy zakres odczuwania i zrozumienia człowieka, którego percepcja przecież nieustannie stara się diagnozować co najwyżej najbliższe otoczenie i z trudem własną złożoność. Wojna nie jest dla człowieka. Nie będzie też dla teatru. Ale to właśnie człowiek jest jej narzędziem i obiektem, a teatr może reagować najszybciej. Odzywa się w tych sytuacjach nie po raz pierwszy ta znana nam z różnych etapów historii wiara, że to sztuka może zmienić pokatastroficzny krajobraz. A przynajmniej brać udział w jego ponownym projektowaniu. Wspólnotowość teatru ma przecież wpisany w swoją strukturę potencjał zmiany, a bezpośredni kontakt - tę poszukiwaną w takich momentach siłę oddziaływania.
Ukraińscy autorzy i bohaterowie tego numeru zetknęli się z brutalnością wojny, ratując się przed nią, opisując ją, pracując mimo wszystko dalej albo walcząc z bronią w ręku. Aktorzy, reżyserzy, dramatopisarze, badacze, dyrektorzy teatrów. Teksty nie dochodziły na czas, bo czas zagarniały dla siebie wybuchy i lęki. Słowa podczas redakcji wydawały się za duże lub za skromne w kontekście obrazów obok za mocnych i za blisko. To numer więc nie tylko o teatrze, to numer, w którym relacje ludzi teatru z jednego wieczoru, z ucieczki do Polski, z pierwszego dnia wojny, mobilizacji do wojska - są tak samo ważne. W ten sam sposób reaguje dzisiaj ukraiński teatr: oddaje głos, dokumentując relacje, i szuka nowych w tej rzeczywistości szans. Oddaliśmy głos autorom i twórcom z Ukrainy, zamawiając teksty bez pewności, czy znajdą dla nich przestrzeń, ale z nadzieją, że mogą być symptomem stabilizacji.
Jaki jest dzisiaj teatr na Ukrainie? To teatr, na który spadła bomba. Teatr w jeszcze nieugruntowanym, ale radykalnym momencie zmiany. Zdecydowanie odcinający się od kolonialnej przeszłości, mający nadzieję na szybką reformę i fundamentalne wzmocnienie roli społecznej. Są w tym numerze ważne głosy już teraz projektujące ukraiński teatr powojenny, pierwsze rozpoznające refleksje na drodze zmiany i zdecydowane działania twórcze. W końcu jest teatr, który w schronie przeciwbombowym oddaje się do użytku zamkniętym tam ludziom, ten, który stał się centrum pomocowym i który wprost z ulicy zaprasza widzów do rozmowy. Jest też teatr, który czeka. Na nowy język, którego dopiero za chwilę można będzie szukać, ale na pewno trzeba będzie go znaleźć. Bo jak wszystko wokół, wojna niszczy też teatr. I budynki, pod którymi giną ludzie i idee.
Rejestracja momentów zmian nie jest łatwa, jak wszystkie plany i te ulegną weryfikacji, ale determinacja ludzi teatru, którym dedykujemy ten pierwszy wznowieniowy numer "Notatnika Teatralnego", jest pewna. Podziwiam ją.
Mieliśmy wrócić po czteroletniej przerwie z zupełnie innym tematem. Nie mogliśmy wrócić z innym.
MARZENA SADOCHA
FOT. Z ARCHIWUM PRYWATNEGO
Walczcie przeto - a zwalczycie!Bóg oń was pamięta:Z wami siła, z wami wolność,Z wami prawda święta!
TARAS SZEWCZENKO, KAUKAZ
Jeszcze kilka miesięcy temu mieszkałam w Żytomierzu, gdzie pracowałam jako wykładowczyni w Żytomierskim Państwowym Uniwersytecie Technologicznym. Wieczorami razem z synem wychodziłam na spacery z psem, w domu starałam się odwracać uwagę syna od telefonu komórkowego, podsuwając mu dobrą książkę. Przygotowywałam się do procedury nadania stopnia doktora habilitowanego, jednocześnie intensywnie ucząc się języka polskiego i angielskiego oraz myśląc o przyszłych podróżach i międzynarodowych projektach naukowych. Robiłam plany na tydzień, na miesiąc, na rok. Marzyłam o lecie spędzonym nad morzem.
W pierwszych dniach wiosny, po kolejnym ataku rakietowym na moje miasto, zmuszona byłam opuścić dom i Ojczyznę. A wraz z nimi porzucić moje plany i marzenia. Pamiętam zakorkowaną drogę z punktami kontrolnymi, ponure i zmartwione twarze - tysiące zmęczonych, przestraszonych kobiet na polskiej granicy, łzy dzieci, skomlenie zwierząt. Trzymających emocje na wodzy mężczyzn obejmujących krewnych i pomagających tyle, ile się da, by następnie zawrócić i bronić swojego państwa. Zarówno wtedy, jak i teraz mój dzień zaczynał się i kończył czytaniem wiadomości. Część mojej rodziny wyjechała za granicę, pozostali są we względnym bezpieczeństwie w Ukrainie. Obecnie mieszkamy z synkiem we Wrocławiu, ugościła nas polska rodzina.
Teraz największym marzeniem Ukraińców jest, aby wszystko to, co rosyjskie, zostało wyrzucone i na zawsze zniknęło z naszej Ojczyzny. Pragniemy i działamy dla zwycięstwa nad tym nieludzkim najazdem hordy. To prawdziwa tragedia, gdy tysiące ludzi oddają życie w obronie swojej ziemi, pod gruzami zniszczonych domów giną cywile, w tym dzieci, miliony są zmuszone opuścić swoje domy, uciekając przed bombardowaniem przez rosyjskie samoloty wojskowe. Mamy naturalne pragnienie: wreszcie być panami w swoim kraju, stać się pełnoprawną częścią społeczności europejskiej. Aby dzieci doczekały się swoich rodziców, a rodzice dzieci... Czasami łapię się na myśli, że to nie może być rzeczywistością i że w końcu obudzę się z tego koszmaru w moim łóżku w domu.
Po długiej i wyczerpującej podróży, po pierwszej w miarę spokojnej, bo bez dźwięku syren, nocy we Wrocławiu obudziłam się zupełnie w innej rzeczywistości, gdzie ludzie spacerują z dziećmi, piją kawę w kawiarniach, spieszą się do pracy... Pomyślałam wtedy, że te proste, zwyczajne rzeczy to właśnie szczęście, jakiego zwykle nie doceniamy na co dzień. Samolot przelatuje i nikt nie ucieka, nie zaczyna się tak jak ja trząść, już nawet nie zwracając uwagi na dokuczliwy ból brzucha powodowany permanentnym stresem. Ludziom trudno jest zrozumieć coś, czego nie doświadczyli na własnej skórze. Gdyby każdy polityk choć raz musiał uciekać z dziećmi przed huczącymi wybuchami nalotów do schronu, treści publicznych oświadczeń oraz decyzje byłyby zupełnie inne. Tylko zatłoczone dworce zdawały się krzyczeć, że trwa wojna i codziennie tysiące ludzi wyjeżdża w poszukiwaniu ratunku dla siebie i swoich rodzin. Na tych właśnie dworcach i w specjalnie utworzonych ośrodkach pomocy ja i miliony Ukraińców otrzymaliśmy wsparcie i pomoc od wolontariuszy - ogromnej liczby fantastycznych, dobrych ludzi, którzy odłożyli na bok swoje sprawy i pomagali, czym tylko mogli, zarówno wtedy, jak i dziś. Największa liczba Ukraińców znalazła tymczasowe schronienie w Polsce, a to, co naród polski robi dla nas, jest czymś więcej niźli troską zaprzyjaźnionego kraju. Polacy, dziękuję, jesteście niesamowici! Gdziekolwiek jestem - wszędzie czuję wsparcie i opiekę. Uczucie wdzięczności połączone z pomocą innym to prawdziwe lekarstwo, dające siłę do przezwyciężania trudności. To wsparcie i chęć opowiedzenia Polskim przyjaciołom o nas, Ukraińcach, o naszych doświadczeniach pomogły mi napisać ten trudny dla mnie tekst.
- - -
Jako naukowczyni kilka lat temu uczestniczyłam w programie stypendialnym L. Kirklanda, którego celem jest wielokierunkowe wspieranie indywidualnego rozwoju aktywistów z Europy Wschodniej, Kaukazu Południowego i Azji Centralnej, zainteresowanych rozwojem demokracji, gospodarki rynkowej oraz społeczeństwa obywatelskiego w swoich krajach. W ciągu czterech miesięcy życia w Polsce zakochałam się w tym kraju, w jego przyjaznych obywatelach, odkryłam świat edukacji i kultury, znalazłam nowych przyjaciół i kolegów, nauczyłam się języka polskiego. To doświadczenie mnie zmieniło, jeszcze bardziej wzmocniło moją chęć promowania wszelkimi możliwymi sposobami idei przystąpienia Ukrainy do Unii Europejskiej, poszerzenia współpracy międzynarodowej, wymiany studenckiej oraz wizyt studyjnych. Te marzenia się spełniają - ogromna liczba Ukraińców ma teraz okazję zobaczyć od środka, jak Polska i inne kraje europejskie żyją ze znacznie niższym poziomem korupcji, wyższym rozwojem gospodarczym, ma szansę zrozumieć obrzydliwe kłamstwa prorosyjskich mediów - dziedzictwa państwowości z czasów sowieckich, które niszczą naszą państwowość i robią, co mogą, by uniemożliwić nam budowanie szczęśliwej przyszłości we wspólnocie krajów europejskich. Szkoda tylko, że marzenia te spełniają się wskutek wojny, którą rosja1 sprowadziła na ziemie ukraińskie.
- CZY WOJNA BYŁA ZASKOCZENIEM?
Studiując historię, możemy stwierdzić, że dla naszego kraju i narodu ukraińskiego wojna z rosją trwa od trzystu lat. Na wschodnich terenach Ukrainy - od 2014 roku, już dziewiąty (!) rok. 24 lutego 2022 roku zaczęła się dla wszystkich.
W czasie Rewolucji Godności od listopada 2013 roku do lutego 2014 roku, kiedy Ukraińcy bronili europejskiego kierunku rozwoju swojego kraju i wypędzali prorosyjskie władze, rosja bezczelnie najechała na nasz kraj, naruszając Memorandum Budapesztańskie i prawo międzynarodowe, zaczęła okupować część terytorium na Wschodzie, zaanektowała Półwysep Krymski. Od tego czasu ciągnęła się wojna hybrydowa czyli połączenie wojny militarnej oraz informacyjnej: zabijano i torturowano ludzi, zwłaszcza ukraińskich patriotów, działała potężna propaganda informacyjna, zombizacja społeczeństwa, zniekształcenie faktów i historii w ogóle. Państwo ukraińskie nie mogło się w pełni rozwijać, społeczeństwo przebywało w kruchym poczuciu iluzorycznego bezpieczeństwa. Niestety, społeczności międzynarodowej i dyplomacji ukraińskiej nie udało się powstrzymać agresora i rozwiązać lokalnego konfliktu zbrojnego. Wręcz przeciwnie - rosja rozpoczęła w Ukrainie agresywną wojnę na pełną skalę.
Czy było to zaskoczeniem? Nie dla naszych wojskowych, przygotowywali się do tego, armia codziennie wzmacniała się i hartowała. Dla nas - zwykłych Ukraińców - i była zaskoczeniem, i nie była. Nie pierwszy raz w historii doświadczamy ludobójstwa ze strony rosji, pamiętamy też jej inwazje na Afganistan, Gruzję, Syrię, inne kraje. Ale przyznam szczerze, że podobnie jak miliony Ukraińców, zupełnie nie mogłam uwierzyć, że moja spokojna Ojczyzna może być bombardowana, rozbierana i plądrowana przez rosję na oczach całego świata.
- WOJNA NIE Z PODRĘCZNIKA ANI Z FILMU. JAK TO JEST, GDY STAJESZ SIĘ JEJ BOHATEREM?
Z punktu widzenia zdrowego rozsądku zrozumienie działań rosji jest nie tyle trudne, co całkiem niemożliwe. Od 24 lutego 2022 roku rosjanie codziennie mordują nie tylko wojskowych, ale także ludność cywilną, bombardują, ostrzeliwują i bezlitośnie niszczą ukraińskie miasta, wsie, gwałcą i zabijają kobiety i dzieci, niszczą miejsca dziedzictwa kulturowego, plądrują, kradną. Na terytorium Ukrainy dokonują się straszliwe zbrodnie, o których świat dowiaduje się, gdy ukraińskim żołnierzom udaje się wypędzić okupantów i przywrócić utracone tymczasowo terytoria. Miliony ludzi zostały zmuszone do opuszczenia swoich domów.
Wojsko rosyjskie nie tylko fizycznie eliminuje naród ukraiński, ale toczy wojnę totalną z naszymi osiągnięciami kultury, nauki, techniki. W tym celu 16 marca 2022 roku nalot odrzutowców z rakietami zniszczył lokalną dumę - budynek Donieckiego Teatru Dramatycznego w centrum Mariupola, w którym przed ostrzałem ukryli się cywile z dziećmi. Niektórych z narażeniem własnego życia, wśród dźwięku obstrzału, udało się ratownikom wydostać spod gruzów. Zginęło około trzystu osób, w tym dzieci i kobiety w ciąży. Nie mieści mi się to w głowie... Podobnie jak fakt, że rosyjscy wojskowi codziennie ścierają z powierzchni ziemi cudowne miasto nad morzem, do niedawna pełne dziecięcego śmiechu i nadziei na szczęśliwą przyszłość, a obecne pogrążone w kryzysie humanitarnym. Mariupol to nasz ból i ukraiński symbol siły oraz niezłomności.
W pierwszych dniach inwazji wojska rosyjskie zniszczyły legendarny, największy ukraiński samolot świata "Marzenie", na początku maja pod ostrzałem rakietowym znalazło się Narodowe Muzeum Pamięci i Literatury Hryhorija Skoworody - słynnego ukraińskiego filozofa. A ile szpitali, szkół, uniwersytetów zostało zbombardowanych i zniszczonych! Niszczyć i rabować, rabować i niszczyć...
Jakby w równoległej rzeczywistości rosyjskie media podstępnie kłamią o swojej niewinności, ukrywając makabryczną prawdę o tysiącach cywilów zabitych przez rosyjskie wojsko i palonych w mobilnych krematoriach, chowanych w masowych grobach czy, wskutek pośpiechu, pozostawionych na ulicy lub gdziekolwiek indziej. I to wszystko dzieje się w dwudziestym pierwszym wieku! W dobie najnowszych technologii i postępu naukowo-technicznego. Podbijając Marsa, ludzkość zdaje test z człowieczeństwa tu, na Ziemi.
Wojna jest zawsze tragedią, wielkim wyzwaniem, które w mniejszym lub większym stopniu dotyka absolutnie każdego, wstrząsa całym światem. Te tragiczne wydarzenia konsolidują nas w odważny, niezłomny naród, zmotywowany do ratowania Ojczyzny przed fizycznym zniszczeniem i, co równie ważne, do obrony prawa do bycia Ukraińcem w swoim kraju, na swojej ziemi.
Niepokój, wściekłość, smutek i zagubienie spowodowane niepewnością wyczerpują psychicznie i fizycznie, powodują rozdrażnienie, łzy, drżenie rąk i całego ciała, rozpacz, napady paniki. Psychologowie twierdzą, że wymienione objawy są normalną reakcją na nieoczekiwane atypowe wydarzenia. Natura mądrze przygotowała organizm do samozachowania w razie niebezpieczeństwa. Ale wojna to długotrwałe przebywanie w stanie stresu, wyczerpania, które niesie za sobą szereg negatywnych konsekwencji: organizm słabnie, staje się bardziej wrażliwy i im dalej, tym trudniej wrócić do równowagi psychicznej. Komplikuje też potrzebę dbania o stan emocjonalny i fizyczny dzieci lub bliskich, choć czasami jest i tak, że to oni bywają motywatorem do szybszej aktywacji sił wewnętrznych, powrotu do rzeczywistości. Zarówno dla wielu Ukraińców, jak i przedstawicieli innych narodów, którzy przeżyli straszne wydarzenia (ostrzał, bombardowanie, śmierć bliskich itp.), charakterystyczny jest zespół stresu pourazowego. Potrzebują fachowej pomocy medycznej i psychologicznej. Niektóre rany psychiczne się zagoją, ale inne pozostaną na zawsze.
Nasze straty to nasz sprawdzian, codzienne wyzwania, wybory, obowiązki. Jedni mogą rozpaczać i "opuszczać ręce", inni twardnieją, nie załamują się i mówią: "Tak, dużo straciłem, ale się nie poddaję" - to wybór, do którego każdy ma prawo. Równie wielkie znaczenie jak wybór ma to, co w środku nas wpływa na wybranie jakiejś drogi czy działania w konkretny sposób - ontologiczne ramy wartości, marzeń, nadziei. Naród ukraiński jest wzburzony, wzniośle wojowniczy, w żałobie po tysiącach zabitych. Odczuwamy ból, co jest oznaką człowieczeństwa, zdolności do empatii i miłości, troski, wdzięczności za opiekę. Siły zbrojne, wolontariusze, lekarze, księża, cały kraj walczy i inspiruje. Codziennie pojawiają się nowe zgony i zaginięcia... Trudno o tym pisać bez łez. Jedyny skuteczny lek: Nadzieja plus Działanie. Nie wybraliśmy tej wojny, ale możemy wybrać, co jeszcze będzie w naszym życiu poza nią, poza poczuciem straty i bólem. Czym wypełnimy każdy dzień, na czym skupimy naszą uwagę? To jak szukanie gwiazd na ciemnym niebie, są nimi opiekuńcze spojrzenia, życzliwość, wzajemne wsparcie, jedność, odwaga w bohaterskim oporze.
Wiele zwyczajnych spraw wokół nas nabiera podczas wojny zupełnie innych znaczeń, wartości fundamentalne zostają przemyślane na nowo. To, co kiedyś postrzegano jako raz dane, teraz wydaje się cennym podarunkiem losu. Ktoś musi oddać swoje życie po to, żebyśmy mogli się rano obudzić, wypić kawę, objąć dzieci. A to zwiększa naszą odpowiedzialność za budowanie lepszej Ukrainy, wzajemne wsparcie, dyscyplinę, budowanie planów i rozliczenia z przeszłością. Wojna zmienia człowieka, ujawnia prawdziwe wartości. Każdy ma jasną i ciemną stronę, swoją zewnętrzną i wewnętrzną walkę. Bardzo ważnym zadaniem jest, by nie stać się jak wróg i nie dać się pochłonąć ciemności.
- PO CO ROSJI UKRAINA?
U zalążków wojny totalnej rosji leżą konfrontacja cywilizacyjna, zderzenie wartości i interesów oraz odmienne wizje przyszłego rozwoju stosunków ukraińsko-rosyjskich. Rosyjscy politycy i znaczna część ich elektoratu (zwłaszcza imperialiści) nadal widzą Ukrainę nie jako samodzielny podmiot prawa międzynarodowego, który wybrał szlak integracji ze wspólnotą europejską, ale jako część własnego projektu "cywilizacji moskiewsko-prawosławnej". Projektu, który w swej naturze tak naprawdę jest obcy i w dużej mierze wrogi państwu ukraińskiemu. Uważając rozpad Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich za największą katastrofę geopolityczną dwudziestego wieku, zwolennicy idei "ruskiego miru"2 nie mogą pogodzić się z dekonstrukcją kultu narodu rosyjskiego, który od dawna jest narzucany Ukraińcom, a także Białorusinom. Twierdzą, że Ukraińcy "zdradzili wspólną sprawę", i nie mogą pogodzić się z faktem, że mieli odwagę i śmiałość, by oddzielić się od imperializmu narodu rosyjskiego, nie poprzeć "wielkiej kwesty sprzeciwu, strachu i nienawiści wobec Zachodu".
Ideologia świata rosyjskiego, jego imperialna matryca nie uznaje Ukrainy za państwo samowystarczalne, które wybrało samodzielną drogę w kierunku integracji europejskiej. Istnienie rosji i kształtowanie się jej kultu jako potężnego, choć w istocie swej pasożytniczego imperium, przez wieki odbywało się wskutek agresywnej ekspansji, przepisywania własnej i zawłaszczania obcej historii (przede wszystkim ukraińskiej). Przez fizyczną eksterminację intelektualistów, tłumienie nastrojów opozycyjnych, informacyjne pranie mózgów społeczeństw.
Dla społeczeństwa rosyjskiego, dla zarówno jego elity państwowej, jak i większej części obywateli, nadal charakterystyczna jest idea mesjanizmu, imperialne stereotypy, nostalgia za wielką, potężną rosją. Długotrwałe manipulowanie świadomością społeczną i masowa propaganda ideologiczna doprowadziły do tego, że antyzachodnie światopoglądy i antyamerykanizm są szeroko rozpowszechnione w rosyjskim społeczeństwie, a dotychczasowa sowiecka psychologia konfrontacyjna nie została na nowo przemyślana. Nacisk rosji na byłe republiki sowieckie jest pragnieniem "rekolonizacji". W myśl logiki, że gdzie jest miejsce na narody ukraiński i białoruski, tam nie ma miejsca na imperialną potęgę rosyjską. Dlatego siły prorosyjskie prowadzą z Ukrainą wojnę informacyjną i militarną: z jednej strony siejąc dezinformację, manipulując świadomością społeczną, narzucając idee mające na celu zachowanie kolonialnej pozycji Ukrainy, potwierdzającej jej niższość oraz niezdolność do samodzielnego tworzenia państwa, a z drugiej - wydając ogromne środki na sprzęt wojskowy i kreowanie wizerunku kraju wyzwoliciela, a właściwie agresora.
Niestety, polityka sił prorosyjskich, tak destrukcyjna dla ukraińskiej państwowości oraz ontologicznych fundamentów duchowości, prowadzona od wieków, ma sprzyjające okoliczności dzięki wewnętrznym trudnościom i sporom, niedociągnięciom ukraińskiego społeczeństwa. Sytuację częściowo poprawiły wysokiej jakości kampanie informacyjne i edukacyjne, rozwój krytycznego myślenia, przekazywanie społeczeństwu obiektywnych informacji, że "ruski mir" jest antyukraiński, antyeuropejski, destrukcyjny, przynosi ze sobą stagnację i zapaść (np. Abchazja, Naddniestrze, Krym, niepodlegające kontroli ukraińskiego państwa wschodnie przyczółki - DPR, LPR3).
Historycznie udowodniono, że Ruś Kijowska była państwem protoukraińskim (ukraiński historyk Mychajło Hruszewski jako pierwszy obalił prorosyjską interpretację historii Ukrainy i rosji, popartą później przez wielu innych historyków). Księstwo Galicyjsko-Wołyńskie miało silne związki z krajami europejskimi, zwłaszcza z Polską. Nawiasem mówiąc, język polski i ukraiński są bardziej do siebie podobne niż ukraiński i rosyjski. Formowanie się rosjan przebiegało zaś w integracji z ugrofińskimi i tureckimi grupami etnicznymi. Widać to wyraźnie w cechach rosyjskiej mentalności, światopoglądzie, języku i kulturze. I tak jak elita ukraińska "ciągnęła" do Europy (przedstawiciele bogatszych ukraińskich rodzin zdobywali europejskie wykształcenie oraz umiejętności zawodowe, zawierali europejskie mariaże, w ten sposób wchodząc w sferę europejskiej cywilizacji, jej wartości, postaw, dobrych praktyk itp.), tak rosjanie wręcz przeciwnie - dystansowali się od Zachodu i jeszcze bardziej demonstrowali otwarcie negatywny stosunek do świata zachodniego w ogóle, a Europy w szczególności. Stąd "antyzachodnie" nurty w społeczeństwie rosyjskim: eurazjatyzm, słowianofilstwo, a obecnie również neoeurazjatyzm. Oczywiste jest, że ci, którzy zaprzeczają europejskim korzeniom Ukraińców oraz intencjom, by zająć właściwe miejsce w szeregach europejskich demokracji, dążą do "wpisania" Ukrainy wyłącznie w przestrzeń eurazjatycką, świadomie wspierają nastroje ukrainofobiczne i wszelkie dążenia do utrwalenia statusu kolonialnego Ukrainy.
Ciekawe i odkrywcze, że rosyjskie władze liczyły, iż wjadą na Ukrainę, zastraszą, usuną obecny rząd i ustawią na jego miejscu swoje marionetki. To oburzyło, zaskoczyło, a nawet rozśmieszyło Ukraińców. Okazało się, że rosjanie wcale nie rozumieją ukraińskiej mentalności: zdecydowana większość naszych ludzi nie słucha i przejawia brak szacunku nawet do tych, których sami wybrali.
Ukraiński fenomen ontologiczny przejawia się w połączeniu lirycznego, emocjonalnego spokoju oraz tolerancji z odważną gorliwością w obronie tego, co swoje, nawet kosztem własnego życia. Instytucja prezydenta widzianego jako cara i Boga może być bliska rosjanom, ale całkowicie obca Ukraińcom. Podobnie jak wyryte w świadomości rosjan wzorce posłuszeństwa i zachowań: "nie wychylaj się", "żeby nie było gorzej", "im ciszej idziesz, tym dalej zajdziesz".
Ukraina solidarnie z całym światem po drugiej wojnie światowej uczciła pamięć ofiar hasłem "Pamiętamy. Nigdy więcej", a rosja, pielęgnując kult wojny, deklaruje przeciwnie: "Możemy to powtórzyć".
Człowiek nigdy nie był dla narodu rosyjskiego kowalem własnego losu; jego życie zawsze było determinowane czynnikami zewnętrznymi: Bóg, Kościół, państwo, nauka, wiara, ekonomia, ale nigdy on sam. Ukraińcom, Polakom czy innym narodom europejskim właściwy jest indywidualizm, poczucie wolności, niezależności.
Mit mentalnej bliskości, braterstwa narodów rosyjskiego, ukraińskiego i białoruskiego, dość powszechny w przestrzeni postsowieckiej, jest w istocie narzędziem propagandy - narzucania interesów sił prorosyjskich. Dowodami na to są mentalne różnice między tymi narodami, a także fakt, że polityka wewnętrzna i zagraniczna rosji wobec Ukrainy opiera się na ideologiach antyukraińskich.
- CO ZYSKALIŚMY?
Wojna to zawsze tragedia, ból i cierpienie, okaleczone losy. Ukraina walczy dzielnie i bohatersko, nie spełniły się oczekiwania rosjan, że masowe ataki, strach, panika z powodu bombardowań ludności cywilnej rozdzielą i osłabią ukraińskie społeczeństwo. Przeciwnie, wzmocnił się archetyp odważnego ukraińskiego Kozaka, który będzie niezłomnie walczył w obronie swojej rodziny i Ojczyzny. Podstawą ontologiczną pozostaje potężna siła ducha, aksjologiczną - paradygmat wartości, tożsamość, solidarność narodowa, wsparcie wspólnoty światowej.
Ukraińców wspiera cały świat. Ta pomoc jest tak różnorodna, jak cała nasza planeta. Podczas gdy wojsko bohatersko niszczy wroga na froncie, miliony Ukraińców (matek z dziećmi i osób starszych ze swoimi futrzanymi ulubieńcami) zostało przyjętych w różnych krajach (lwia część w sąsiedniej Polsce). Ta troska jest nie do przecenienia, a wdzięczność przepełnia złamane serca i dodaje nadziei na powrót i szczęśliwą przyszłość we własnej ojczyźnie. Sprzęt wojskowy, tony pomocy humanitarnej, demonstracje i słowa poparcia z maleńkiego plakatu "Ukraińcy, jesteśmy z wami" na przystanku w polskiej wiosce po żółto-niebieskie flagi oraz hojne datki charytatywne na głośnych światowych wydarzeniach.
Jak metaforycznie ujął to ukraiński psycholog Ołeh Romanczuk: "Wojna pozostawia dymiące zgliszcza. Ci, którzy przeżyli, mają za zadanie ugasić pożary i zaopiekować się ofiarami, a jednocześnie nie pozwolić, aby ten "dym" wojny ciągnął się z nimi po horyzoncie życia"4.
Jest wiosna i kwitną drzewa, dzieci rodzą się w schronach przeciwbombowych, pary biorą śluby w ratuszach i na froncie, rolnicy orzą pola i sadzą w nadziei na żniwa w wolnej, niepodległej Ukrainie. Życie zwycięża śmierć. Prawda - kłamstwo. Miłość ożywia to, czego nie była w stanie zniszczyć nienawiść. Ukraina będzie!
OLHA HORDIJCZUK
Tłumaczyła MARTA KACWIN-DUMAN
FOT. WIKTOR WYSOCZYN
...jeśli opłacamy z publicznych pieniędzy wojsko
powinniśmy też z publicznych pieniędzy opłacać teatry dlaczego?
z tego samego powodu:
dla ochrony naszych granic
dla ochrony granic suwerenności i demokracji1
MARZENA SADOCHA, CZY PAN TO BĘDZIE CZYTAŁ NA STAŁE?
W grudniu 2021 roku zgłosiłam moją kandydaturę w konkursie na posadę dyrektora Charkowskiego Akademickiego Rosyjskiego Teatru Dramatycznego im. A.S. Puszkina. Tak, taki teatr istniał w Charkowie jeszcze na początku 2022 roku, kiedy na granicach stało już wrogie wojsko w pełnej gotowości do ataku.
Z mojej strony był to dość ekstrawagancki i polityczny gest. Wiedziałam, że nie wygram w tym konkursie. Wiedziałam, że zespół teatru jest przerażony moim pojawieniem się - nawet hipotetycznym. Zrobiłam to po to, żeby publicznie ogłosić: rosyjskie teatry dramatyczne w Ukrainie to zło i muszą zostać zamienione w międzynarodowe centra teatralne: ze zbalansowaną polityką repertuaru, z językiem ukraińskim jako scenicznym i roboczym, z jasno określonymi poglądami.
"Współczesny ukraiński teatr to konsekwencja antyukraińskiego reżimu, to niedokończona myśl, nieukończony gest, niedociągnięty ton"2 - napisał Łeś Kurbas w Kijowie w 1917 roku. Ukraiński teatr taki pozostanie, jeśli niczego nie zrobimy z rosyjskimi teatrami na naszym terytorium. W ten sposób utrzymujemy wrogie wojsko okupanta we własnym domu. Teatr jest bardzo sprawczym i potężnym zasobem. Okazuje się, że może być kryjówką, schronem i obrońcą. Do niedawna tego nie rozumieliśmy. Teatr ratuje. Niestety, nie wszystkich. Kurbasa na przykład nie uratował.
Na nocnym posiedzeniu kolegium Ludowego Komisariatu Oświaty ZSRR w Charkowie 5 października 1933 roku skazano na zagładę Berezil i jego lidera Kurbasa. Bardzo prawdziwe i naturalne wydaje mi się wystąpienie pisarki Sofiji Łewitinej: "Nie będę mówiła o teatrze Berezil. Pod względem artystycznym to teatr wysokiej klasy, temu nie można zaprzeczyć. Właśnie dlatego, że teatr jako zespół mistrzów ma ogromne osiągnięcia formalne, właśnie dlatego, że obserwujemy w nim godną podziwu dbałość o najdrobniejsze szczegóły pracy aktorów, właśnie dlatego, że prezentuje sobą tak wiele - bardzo dużo się od niego wymaga. Ale rzecz w tym, że my wymagamy od teatru nie tylko kwestii formalnych. Mistrzostwo możemy oglądać i w Berlinie, i w Paryżu, i w innych miastach, ale przecież my tych teatrów nie wpuścimy na naszą scenę... Bywa tak, że wychodzisz z teatru i zdajesz sobie sprawę, że nie jest nasz - nie pomaga nam, nie jest nam potrzebny. Czemu w czasach, kiedy cały kraj płonie walką o industrializację, o kolektywizację, żyje walką ze szkodnikami, kiedy jedziesz do RFSRR, zachodzisz do teatru - przedstawienie porusza nasze bolączki, trudne problemy - pomaga nam w naszej walce, w naszej budowie, a tu przyjeżdżasz do Charkowa - i zobaczysz... wszystko, co chcesz, ale nie to, co przysłuży się partii w jej pracy, w jej walce..."3
FOT. Z ARCHIWUM PRYWATNEGO
W sobotni wieczór zaprosiłem do siebie przyjaciół. Zarówno tych, którzy właśnie wrócili, jak i tych, którzy w ogóle nie wyjeżdżali z Kijowa. Umówiliśmy się na 17:00, bo o 22:00 zaczynała się godzina policyjna, a niektórzy musieli jeszcze wrócić na drugi koniec miasta. Ponieważ w niedzielę wypadała prawosławna Wielkanoc, zaproponowałem wspólne pieczenie paski, czyli baby wielkanocnej. Chodziło głównie o to, by zbytnio nie zajmować się przypominaniem sobie tego, co zwykle robi się na prywatkach, w sytuacji, kiedy człowiek zapomniał już, co to znaczy imprezować. Wiedziałem, że części osób, które miały się pojawić, mówienie o wojnie nadal sprawiało ogromny problem. A kiedy pieczesz ciasto, o niczym innym nie musisz myśleć. Taki był mój plan. Przed 16:00 udało mi się kupić dwie butelki wina (w Kijowie obowiązuje zakaz sprzedaży alkoholu po 16:00) oraz wszystkie niezbędne składniki do paski. Wracając do domu, przypomniałem sobie, że o 17:00 umówiłem się na rozmowę z moją amerykańską przyjaciółką Rashah i nie zdążę już jej przełożyć. "I tak się spóźnią" - pomyślałem i zadzwoniłem do niej.
- ROZMOWA Z RASHAH
Przeglądam historię na komunikatorze, z której wynika, że nie rozmawialiśmy ze sobą od prawie siedmiu lat. Kiedyś, jeszcze przed Majdanem (w Ukrainie liczymy czas przed Majdanem i po Majdanie), Rashah i jej polski przyjaciel Paweł przyjechali do Kijowa. Jedyne, co pamiętam, to jak pokazywałem im miejsce, które kijowianie nazywają "cmentarzem maszyn budowlanych". I to, że Paweł zrobił mi wówczas bardzo fajne zdjęcie. W końcu udało się nawiązać połączenie. Pierwsze, o co zapytała Rashah: czy masz wszystko, czego obecnie potrzebujesz? To dobrze sformułowane pytanie. Jest mieszkającą na Alasce dziennikarką. W tej chwili u niej jest szósta rano, czyli różnica miedzy naszymi strefami wynosi jedenaście godzin. To niesamowite, że ludzie potrafią odezwać się do siebie po siedmiu latach całkowitej ciszy. Opowiada głównie o sobie, ja natomiast przede wszystkim o tym, co się stało po 24 lutego. Między innymi o projekcie "Spacer po zwycięstwie". Sprzedajemy bilety na wycieczki z audioprzewodnikiem po miastach Ukrainy, które będzie można zrealizować już po zwycięstwie. Wszystkie pieniądze ze sprzedaży przekazujemy na potrzeby Sił Zbrojnych Ukrainy i rozwój wspólnot miejskich. Rashah mówi, że lubi moją kreatywność. Gadamy przez ponad godzinę. Głównym tematem pozostaje to, w jaki sposób można nam pomóc. Uwierz mi, Rashah, ja również myślę wyłącznie o tym...
Tak, jak się tego podziewałem, goście przyszli spóźnieni. Oprócz moich dwóch sąsiadów były jeszcze cztery osoby. Pięć osób zrezygnowało. Rezygnacja ze spotkania offline w naszej sytuacji nie jest niczym szczególnym. Wania mówi, że to jego pierwsze spotkanie z przyjaciółmi od początku wojny. Do wypieku ciasta wielkanocnego kupiłem mąkę, cukier, jajka, wanilię, proszek do pieczenia, rodzynki. W sklepie na półce zauważyłem także suszone wiśnie i pomyślałem sobie, że będą idealnie pasowały. Sądziłem, że będziemy piec wspólnie, ale szybko okazało się, że goście rozsiedli się przy stole i zaczęli wypytywać siebie nawzajem, co się z nimi działo od początku wojny. Nana opowiedziała o swoim pobycie w Berlinie. O tym, jak któregoś dnia poszła na kontrmanifestację zwolenników Z, a później w kawiarni oblała kawą grupę Rosjan, którzy pieprzyli jakieś głupoty o Ukraińcach. W Berlinie zbierała pieniądze na kamizelki kuloodporne dla znajomych, którzy obecnie walczą. Na spotkaniu był także Bohdan, który przed wojną był architektem, a obecnie pracuje głównie jako fixer dla kanałów arabskich. Według jego słów bycie fixerem oznacza ustawiczne załatwianie formalności na punktach kontrolnym, szukanie miejsc do spania i jedzenia i w ogóle robienie wszystkiego, czego zechcą zagraniczni dziennikarze. Pytam go, czy kręcili już materiał o Tatarach krymskich. Mówi, że jeszcze nie. Wszyscy jak jeden przypominamy sobie, że w Kijowie działa restauracja kuchni krymskotatarskiej Musafir i że tam świetnie gotują. Olha pyta, co myślimy o Białorusinach. Z jednej strony wielu z nich walczy teraz po stronie Ukrainy, a z drugiej - to właśnie z terytorium Białorusi zaatakowano Kijów i to właśnie stamtąd wciąż wystrzeliwane są w naszą stronę rakiety. To bardzo bolesna kwestia.
Okazało się, że cały wieczór piekłem paskę sam. Zresztą po raz pierwszy w życiu. Pawło dokumentował każdy mój krok w kuchni, a fotografie wrzucał na Instagram. Ogólnie szło mi nieźle z wyjątkiem ostatniego kroku: wlałem za dużo ciasta do formy. Nie posłuchałem Olhy, która mnie przed tym ostrzegała. W efekcie, gdy ciasto wyrosło, wylało się z formy. Niemniej w smaku - jak stwierdziła Ania - było idealne. I to pomimo tego, że zapomniałem dodać tych suszonych wiśni.
Przed 22:00 goście zaczęli się rozchodzić. Na drogę dałem każdemu z nich małą paskę o niezbyt foremnym kształcie, aby mogli ją zjeść na jutrzejszym śniadaniu wielkanocnym. Takie małe radości w czasie wojny.
Około godziny 23:00 rozległ się alarm lotniczy.
DIMA ŁEWYCKI
Tłumaczył RYSZARD KUPIDURA
Tekst powstał 26 kwietnia 2022 roku, w 62. dniu inwazji Rosji na Ukrainę.
DIMA ŁEWYCKI - reżyser, dramatopisarz, artysta multimedialny. Mieszka i pracuje w Kijowie. Założyciel Teatru Miejskiego. Uczestniczył w warsztatach berlińskiego kolektywu Rimini Protokoll.
FOT. Z ARCHIWUM PRYWATNEGO
FOT. Z ARCHIWUM PRYWATNEGO
O ósmej rano zadzwonił telefon. Spojrzałem na wyświetlacz. Numer ojca. Ojciec nigdy nie dzwoni tak wcześnie, wie, że mam nocne zmiany. Odebrałem połączenie. Ojciec powiedział, że się zaczęło. Wojna się zaczęła. Wyjrzałem przez okno... Cisza... spokój... Nie uwierzyłem: - Tato, co ty opowiadasz?
Włączyłem telewizor. Na każdym kanale informacje o atakach rakietowych, kolumnach wojskowych z Białorusi, ostrzale rakietowym z Naddniestrza. Uwierzyłem. Zacząłem biegać po mieszkaniu bez celu. Nastawiłem czajnik. Woda zaczęła się szybko gotować. Powinienem zalać kawę. Ubrać się. Nie wychodziło ani jedno, ani drugie.
Nie potrafiłem zebrać myśli. OK, czy teraz mam wypić kawę? Zapalić papierosa? Pakować się? Wyjechać? Gdzie wjechać? Do Lwowa? Do Polski? Iść do wojska? Mam jechać samochodem czy pociągiem? Gdzie teraz są wszyscy moi krewni? Czy tam, gdzie są teraz, też był ostrzał? Do kogo mam zadzwonić najpierw? Czy moja rodzina żyje? Czy przed wyjściem z domu mam zablokować gaz i wodę? A może lepiej nie wychodzić z domu? Czy w mój dom zaraz uderzy rakieta? Czy lepiej jest jechać windą? Czy zejść po schodach? Czy wychodząc, zabrać ze sobą namiot? Mój telefon zaczął się urywać. Przyjaciółki pytały, czy jadę zaraz na zachód Ukrainy. Czy mogę je zabrać ze sobą. Odpowiedziałem, że raczej nie pojadę na zachód, że jeszcze nie wiem, co zaraz zrobię... Przypomniałem sobie, jak wielu znajomych napisało do mnie w 2014 roku z pytaniem, dlaczego nie idę na front, gdy atakują nasz kraj, dlaczego mieszkam teraz w Polsce... Teraz jest 2022 i poczułem, że nie wyjadę z Ukrainy. Muszę walczyć. Muszę ochronić mój kraj, moje miasto. Kobiety, dzieci, osoby starsze i te, które nie mogą walczyć. Wypiłem kawę, wypaliłem papierosa. Spakowałem do samochodu: namiot, hamak, matę, pięć litrów wody, plecak z jedzeniem, plecak z ubraniami, śpiwór. Pojechałem do wojskowego biura meldunkowo-poborowego. W samochodzie poczułem strach. Nic nie jest jasne - powiedziałem do siebie. Nie zdjąłem jednak nogi z gazu, tylko ją docisnąłem. Dojechałem. Biuro meldunkowo-poborowe było pełne ludzi. Stałem w długiej kolejce. Kolejni chętni byli odsyłani do pilnowania: szkół, żłobków...
Z godziny na godzinę przychodziło coraz więcej mężczyzn. Nikogo nie znałem. Czekałem na nieznane. Zarejestrowałem się. Poszedłem kupić wygodne buty i jedzenie. Wróciłem. Podzielono nas w grupy. Rozdano adresy punktów wojskowych, do których mamy się udać. Wsiadłem do samochodu wraz z kilkoma osobami. Nagle zaczął się alarm powietrzny. Wszyscy zeszliśmy do schronu przeciwbombowego. Gdy alarm się skończył, zebrałem ludzi i pojechałem z nimi pod wskazany adres. Czekali tam na wydanie mundurów żołnierze z bronią i ochotnicy po cywilnemu. Znowu stałem w kolejce. Nie miałem dokumentów wojskowych. Brali najpierw tych, którzy mieli doświadczenie wojskowe, później tych z dokumentami, a później znajomych. Mijały godziny. Zmęczyłem się staniem cały dzień, poszedłem do biura z paszportem w ręku:
- Stoję w kolejkach od rana, jestem z zachodniej Ukrainy, weźcie mnie do obrony terytorialnej, chcę bronić mojego kraju i ludzi Ukrainy.
Spojrzeli na mnie, na mój paszport. Przyjęto mnie.
Co jakiś czas wyły syreny alarmowe. W pewnym momencie przestałem je słyszeć. Podzielono nas na grupy. Zapytano, czy chcemy zostać na noc w koszarach czy pojechać i spędzić ostatnią noc u siebie w domu. Wszyscy chcieli pojechać na ostatnią noc do domu. Ja też. Od jutra będę wcielony do obrony terytorialnej. Zaparkowałem samochód pod domem. Wjechałem windą. Otworzyłem drzwi do mieszkania. Nalałem Jamesona do szklanki. Wrzuciłem dwie kostki lodu. Poszedłem spać.
Tu, gdzie teraz jestem, prądu i Internetu wystarcza na pięć minut. Na zmianę pada grad i lecą bomby. Bomby spadają non stop, w dzień i w nocy. Grad przestaje, bomby nie. Czasem chowamy się do schronów, czasem nie. Patrzymy. Chodzimy lasami, odciętymi wioskami. Szukamy min, szukamy czołgów...
JURIJ CZEBOTAROW
Spisał na podstawie rozmów i tłumaczył ŁUKASZ CHOTKOWSKI
JURIJ CZEBOTAROW - aktor, urodzony w małym miasteczku w zachodniej Ukrainie, Czerwonohradzie. W 2007 roku ukończył szkołę aktorską. Pracował między innymi w Kijowskim Teatrze Lalek, w Teatrze Arabeski, we lwowskim Teatrze PREKVO (obecnie Teatr im. Łesi Ukrainki). Po Majdanie przyjechał do Poznania, gdzie pracował w Teatrze Biuro Podróży. Grał jednego z aktorów z trupy Hamleta w spektaklu Hamlet / ГАМЛЕТ na podstawie Hamleta Williama Shakespeare'a i HamletMaszyny Heinera Müllera w Teatrze Polskim w Poznaniu w reżyserii Mai Kleczewskiej (2019). W trakcie pandemii wrócił do Kijowa, gdzie grał w Teatrze Dramaturgów. Tam zastała go wojna.
FOT. Z ARCHIWUM PRYWATNEGO
FOT. Z ARCHIWUM PRYWATNEGO
FOT. Z ARCHIWUM PRYWATNEGO
Dla mnie wojna zaczęła się osiem lat temu, w 2014 roku, w Symferopolu, gdzie się urodziłam. Stawiałam opór okupantom, ale nie miałam karabinu maszynowego. W końcu w 2014 roku uciekłam od wojny do Kijowa. Teraz mam karabin. Kiedy 24 lutego 2022 roku Rosja na pełną skalę rozpoczęła inwazję na Ukrainę, kilka europejskich teatrów od razu zaproponowało mi miejsce pracy i schronienie. Odmówiłam. Wzięłam karabin maszynowy i poszłam na wojnę. Poszliśmy razem z moim mężem. On, tak jak ja, jest reżyserem teatralnym i aktorem. Nie jesteśmy na pierwszej linii frontu, nie mamy wystarczającego doświadczenia militarnego. Chronimy obiekty o znaczeniu strategicznym. Nasze dni podporządkowane są zmianom warty i szkoleniom wojskowym: ćwiczenia z karabinem, z bronią wybuchową, medycyna polowa.
Posłuchajcie, wszyscy muszą wiedzieć i zapamiętać: Rosja nie tylko zaatakowała Ukrainę, Rosja grozi wojną całemu wolnemu światu. I każdy może coś zrobić, by tę wojnę wygrać. Gdziekolwiek jesteś, możesz znaleźć sposób, aby pomóc Ukrainie wygrać. Każde działanie, każdy wkład, jaki wnosisz (pomoc finansowa, wolontariat, działania na Facebooku i w innych mediach społecznościowych), jest ważny. Wygrajmy tę wojnę razem!
Po trzech miesiącach wojny na pełną skalę jedno jest jasne - ta wojna potrwa jeszcze kilka lat. Nie skończy się jutro, pojutrze... Ale się skończy. Skończy się naszym zwycięstwem!
ANTONINA ROMANOWA
Spisał na podstawie rozmów i tłumaczył ŁUKASZ CHOTKOWSKI
ANTONINA ROMANOWA - reżyserka i aktorka teatralna. Urodziła się na Krymie w Symferopolu. Od roku 2014 przebywała na emigracji z powodu groźby aresztowania. Jest artystką nowej sztuki ukraińskiej. Dzisiaj walczy z rosyjskim okupantem.
FOT. Z ARCHIWUM PRYWATNEGO