JulesMichelet w powieści LaSorci?remówi o istnieniu tajemnej literatury pasterzy, uprawiających magię.Pamiętam z dzieciństwa, że w Beskidach na znachorów mówiło się"owczarze". Coś w tym musi być. Michelet jakoby znał te pismai nazwał je LesGrimoire de Bergeres.Tamznalazł tę modlitwę, będąca równocześnie zaklęciem:
Selblanc, sel mouvant, sel amer,
Commel'?cume de la mer
Jete prends et je te conjure
Deme conserver sans souillire ;
Selde sagesse en toi je crois,
Avecla vertude la croix,
Seldu salut, sel du bapt?me,
Avecla vertu de Dieux m?me,
Loupsobbéissez a la croix;
Liond'enfer, lutins et faunes,
Espritsfollets, esprits des aulnes,
Démonsdu soir, démons du bruit,
Etlavandiérede la nuit,
Filandiéresdu claire de Lune,
Bergersede mauvaise fortune,
Obéissezau ciel bénit
Parla veru d'Adona?.
Amen
** *
Późnozasnąłem, długo spałem i niedospany poszedłem do TeatruŚląskiego. Od 12.00 przyglądałem się warsztatom na tematMakbeta. Ciekawe, choć jeszcze nic z tego nie wynika. Udział PeteraTate'a, aktora angielskiego, czyni wyłom w lokalnej teatralnejrutynie. Ma on nieznaną w Polsce kulturę osobistą, aktorską,iskrzącą, dyszącą wielkością, choć on sam może wielkim niejest. I jeszcze jeden anglosaski akcent - Naomi Sorkin,specjalizująca się w tańcu i ruchu scenicznym. Chodzi tak, jakbysię wbijała w przestrzeń. Albo w niej pływała. Chce się na topatrzeć. Może będzie też coś mówiła. Lady Macbeth? HenrykBaranowski ma ryzykowne pomysły co do formy spektaklu. Na przykładdwujęzyczność. Żeby partie po angielsku były tłumaczone namonitorach. Niektóre fragmenty MacbethaHenryk tłumaczy sam, stosując jakiś klucz magiczno-okultystyczny.No tak, mroczna tragedia, hulają ciemne moce, ale w tych sprawachSzekspir jest dość oględny. Wierzy w Fatum. Henryk doczytał siętam rzeczy tak głębokich, że gdy o tym mówi, aż ciarkiprzechodzą. Co na to powiedzą szekspirolodzy?
** *
Nabieraniepiasku widelcem.
** *
DoKielc na godzinę 17.00 zaprosił mnie Leszek Mądzik, ul. Zamkowa 5.Został honorowym obywatelem Kielc, w związku z czym cały dzieńbyło tam święto. Ceremonia odbyła się w teatrze. W przerwiespotkałem Marka Zielińskiego (tego od ArsCameralis),który właśnie odwiózł leszkową scenografię. Dlaczego do Kielc,a nie Lublina? Później w korytarzu Leszek pociągnął mnie wstronę Janusza Korwin-Mikkego, który stał tam z żoną (powiadasię, że jak pies za suką jeździ on za Kwaśniewskim, odbywającymkampanię wyborczą). Podgląda? Podsłuchuje? Analizuje?Przypomniałem mu naszą wspólną podróż pociągiem (na stojąco,bo był tłok) z Torunia do Warszawy, w roku 1981 po jakiejśkonferencji. Towarzyszyła mu atrakcyjna dziewczyna, która postudiach w SGW (w Brwinowie odbywała praktyki hodowlane) zmierzaław kierunku dziennikarstwa. Tymczasem Korwin-Mikke, trzydzieści pięćlat później, wypiera się tej podróży ("nigdy w życiu niebyłem w Toruniu!" - niewiarygodne) i wbija oczy w sufit.Zakłopotany? Ze względu na żonę? Jeśli to żona. Małykłamczuszek. No, cóż, gdyby nie był tak mądry, jak sądzi, cosamo już zakrawa na głupotę, oraz tak niezdarny i niepomyślny wpolityce, powiedziałbym - polityk.
** *
Marnesą wyprawy do ZUS-u w sprawie odszkodowania za ścięgno Achillesazerwane w Bratysławie. Warszawski oddział ZUS-u znajduje sięodpowiednio daleko, na ul. Kasprowicza, niemal pod Płockiem.Postanawiam nie brać udziału w pozornym legalizmie. Progi wwymaganiach ZUS-u są takie, że wymuszają na kliencie, by od razuzeznawał fałszywie. A w każdym razie szukał szpar międzyprzepisami. "Prawo mamy w Polsce porządne", mówiła byłapremier dr Hanna Suchocka (specjalistka socjalistycznego prawa pracy,obecnie chyba ambasador RP w Watykanie, córa Wielkopolski, którejjuż nie powiem co, wystaje z dupy). To ona wynalazła Park NarodowyGór Stołowych, przepchnięty przez sejm o godzinie 23.00 ostatniegodnia jej kadencji, od czego później w okolicach Batorowa, Łężyci Karłowa zaczęły się spekulacje gruntami. A najsilniej pamiętam,gdy określiła jako "wysoce profesjonalne" działania policjiwobec tygrysa, który na Targówku uciekł z cyrku. Policjancizastrzelili tam weterynarza, który przybył z pomocą. Była wtedyministrem sprawiedliwości. Ona i prawo. Ona i inteligencja. Ona iPolska. Wielka! Osobiście nie chciałbym, ale warto być premierem.
** *
Najednym z biletów wizytowych: zawód - biurokrata.Andrzej Matynia natomiast umieścił - byłydziennikarz.A Jonasz Kofta - KoftaJonasz.
** *
Ostatecznewyniki wyborów dają zwycięstwo partii Prawo i Sprawiedliwość. Tomnie utwierdza w wierze, że Polacy lubią to, na czym się nieznają. Pomijam już groteskowość braci bliźniaków. To tak jakbypremierem został ktoś z powodu talentów brzuchomówczych albookazałego garbu. Może stoi za tym zręczność polityczna, toznaczy biegłość w kłamstwie, uproszczeniach i umiejętnościsplatania intryg większych lub mniejszych. Ale - powtarzam -raczej groteska. Jarosław Kaczyński, nawiasem mówiąc, lubipowtarzać ten zwrot: "powtarzam", jeden z kilku retorycznychfilarów, na których dynda jego krasomówstwo. Poza tym mówi:"przeszczegać", "szczelam" oraz "beszczelny". Chceuchodzić za prawdziwego Polaka, jak Wałęsa, który mówi "będom".No, ale to półanalfabeta, a tutaj prawnik z wykształceniem.Stworzony do wygrywania. Same zwycięstwa.
** *
Okoopatrzności ze swojego trójkąta patrzy z niejakim roztargnieniemna bieżący stan rzeczy. Gdyby ich było dwoje, dostałyby zeza.
** *
Jakiśczas temu (przed tygodniem?) media zadrżały od wielkiego sukcesu.Odkryto wreszcie grób Kopernika. Poruszenie jest wielkie, jakby ontam w grobie jeszcze trochę był żywy. Ufajmy, że nauka polska natej podstawie dowiedzie, że wielki astronom był niekwestionowanymPolakiem. A przynajmniej katolikiem.
** *
Tutaj1. odcinek mikropowieści pod tytułem: ŚwiatWassermanów
Chociażwszyscy to znają, trzeba opowiedzieć raz jeszcze. Po kolei, odniewinnego początku, aż po krwawe zakończenie tej historii, aprzede wszystkim zacząć od zamku Tosch, który też nazywająTosza.
Dawnotemu miał należeć do książąt cieszyńskich lub bytomskich.Następni właściciele robili, co mogli, ale po husyckiej nawalancetrzeba go było zbudować od nowa. Późniejsza jego historia to teżciemne przeznaczenie. Przede wszystkim finansowe. Każdy pozbywałsię tego zamku czym prędzej.
Jużnic nie był warty, gdy baron von Eichenwald dał się skusić.Urodzaje ostatnich lat uczyniły go na krótko bogaczem. Uwierzył,że tak już będzie zawsze. Mamona zawróciła mu w głowie, zatemjakiś spryciarz wmusił mu ten Tosch niemal za darmo, jak twierdził.Eichenwald ocknął się po czterech sezonach, gdy był jużzadłużony po uszy.
Kiedyś,pod względem majątku, zajmował miejsce trzecie po księciuLichnovskym oraz hrabim von Wilczek. Później spadł na czwarte lubpiąte. Ale baron von E. się nie poddawał. Jako były oficer znałsię na kontraktowaniu zboża i mięsa dla wojska, skór zwierzęcychi sukien morawskich. Handlował zawzięcie, ale długów nie ubywało.
ZamekTosch (Tosza nazywało się też miasteczko u jego podnóża) miałzaspokoić jego rodową pychę. Pan na zamku! Ale już zaczynało muświtać, że prawie 20 000 talarów, jakie zapłacił za tę ruinę,to marne grosze w porównaniu z sumami, które corocznie wyrzucał najego utrzymanie. Remonty, reperacje, ludzie do roboty. Tylko sprzedażmogła powstrzymać definitywne bankructwo.
Leczzanim do tego doszło, corocznie przez lat sześć, z końcemkwietnia lub na początku maja, gdy już nie było śladu po zimie, wLubicach sposobiono się do wyjazdu. Do zamku. To miało robićwrażenie na sąsiadach, choć ten zamek to tylko smród, głód iubóstwo. Więcej gruzu niż murów. A ludzie tamtejsi ciemni idzicy. Lumpy i złodzieje. To przecież wszyscy wiedzieli iwyśmiewali ukradkiem. Że też chce się Eichenwaldom na całe latojeździć do tego piekła.
** *
Konceptsztuki teatralnej - facet na scenie ogląda program w telewizorze,którego dźwięk jest ledwo słyszalny. Monitor jest dla widowniniewidoczny. Nie szkodzi. On relacjonuje program. Opowiada, co leci.Wystarczy jeden akt.
** *
Zdziennika snów:
Oglądamfilm w telewizji. Światło zgaszone, film czarno-biały czy raczejwręcz czarny. Zaledwie się domyślam, co się dzieje. Może jest tojuż finałowa scena, w której kobieta (chyba piękna, ale niewidać) w garażu rozmawia z mężczyzną? Stoją obok samochodu wstylu lat pięćdziesiątych. Z sytuacji można wnioskować, że jestpolicyjną prowokatorką, która ma usidlić mężczyznę (prawiecałkiem niewidoczny). I to się staje. Ona znika, do akcji wkraczajągliniarze. A wtedy moja siostra (matka?) wręcza mi słuchawkętelefoniczną. To do mnie. Ryszard Krynicki. Rozpoznaję jego głos.Zostaję w półleżącej pozycji, w jakiej oglądałem film, a onmnie wprowadza w sedno rzeczy. Zaprasza mianowicie na uroczystośćwręczenia mu nagrody. Ma się ona odbyć 21 grudnia w OperzeŚląskiej w Bytomiu. Jest jeszcze inna uroczystość, mniej ważna,na którą mogę nie zdążyć. Jeśli dobrze rozumiem, odbędzie sięw innym miejscu i czasie (9 grudnia), ale ta bytomska liczy siębardziej. Rozmowa pełna dygresji, co raz tracę pewność, czy datyi fakty zrozumiałem właściwie. Przy okazji gratuluję mu zbioruwierszyKamień,szron.Zamierzałemmu o tym napisać, ale zwierzam się Ryszardowi, że unikam książekpoetyckich, bo wiele jest pretensjonalnej miernoty. Czasem czujęstrach przed bieżącą "poezją". Ryszard podziela mojąrezerwę. Śmieje się delikatnie (by nie zdradzić swych sympatiilub antypatii), sam też unika czytania cudzych wierszy. W tym czasiematka, chcąc przegonić komary, których wieczorem jest pełno wmieszkaniu (otwarte okna), uderza kilkakrotnie zwiniętą gazetą wleżankę, na której spoczywam. To zakłóca rozmowę, zasłaniamsłuchawkę, aby coś powiedzieć, a gdy wracam do telefonicznejrozmowy, tam już jest Krystyna. Wymieniamy kilka słów, jej głosbudzi we mnie nieufność. Nie wiem, o czym z nią rozmawiać.Dopiero składając życzenia noworoczne, uświadamiam sobie, żezaproszenia Ryszarda dotyczą minionego grudnia i wszystko jestponiewczasie. Ale znów siostra przybywa z ciemności, jakby chora, aja nie mogę jej pomóc. Nie odłożyłem właściwie słuchawki igdy sobie to uświadamiam, usiłuję powrócić do przerwanejrozmowy. Ale po drugiej stronie nie ma nikogo. Połączenie trwa,słyszę jakieś dźwięki tam, w głębi, ale żadnego głosu.
Budzęsię z uczuciem jakiejś doniosłości. Rzadko zapamiętuję sny ażtak dokładnie. Idę do ubikacji. Zaglądam do kuchni. Jestdwadzieścia minut po czwartej. Łyk piwa i wracam do pościeli. Niemogę zasnąć. Myślę o niedawnym śnie. Sięgam po książeczkęRyszarda. W przekonaniu, że otwarta na chybił trafił stronica cośmi wyjaśni, otwieram na wierszuKtóryjesteś.Ale nie znajduję żadnej korespondencji ze snem. Także i wsąsiadującym z nim wierszu Przynajmniej.Przeglądam spis treści. W wierszu Prawda?odkrywam trop związany z tekstem, który zacząłem kiedyś pisać.I przez cały czas podziwiam wyrazistość niedawnego snu.
** *
- Uciekłemdo Cyganów - rzekł Ficowski.
** *
Telefonujepani Marysia Jentys. Obszernie relacjonuje mi projekt pismaliterackiego pod sztandarami Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.Realność tej idei jest mniej więcej 1:200. Biorę tę proporcję zpowietrza, ale przypuszczam, że w rzeczywistości jest jeszczebardziej zniechęcająca. Ale zawsze to wciągające.
Dwadni później telefonuje Jarek Markiewicz na ten sam temat.Czasopismo ma się nazywać "Impulsy". Towarzystwo zbliżone dodawnego "Nowego Wyrazu", a patronem ma być koncern wydawniczyRzeczpospolitej. Dowodzi tym wszystkim Krzysztof Karasek. Bywałemjuż uczestnikiem takich inicjatyw, z których zostawały zwiędłemarzenia, nawet jeśli pisma w końcu ukazywały się, choćbykrótko. Ale najczęściej kończyło się na obietnicach, chęciachi pomysłach.
** *
Przedparoma dniami w Damaszku spalono kilka ambasad zachodnich w odwecieza publikowanie w ich krajach karykatur Mahometa. Ciekawe, żeMahomet jest tak ulubionym tematem karykaturzystów. Bo karykaturyChrystusa pewnie by nikogo nie poruszały. Można rzec, że islam toostatnia religia, gdzie Prorok jest traktowany ze śmiertelnąpowagą. Bez żartów. Ogniście.
** *
Zpaleniem jest podobnie jak z ziewaniem. Wystarczy, że jeden ziewnie,i wszyscy palą.
** *
Wkatowickim radiu spotykam się z Maćkiem Szczawińskim, by nagraćcoś dla jego audycji. Jak zawsze sympatyczny, do przesadyelokwentny, co zresztą coś sygnalizuje. Podobnie jak wtrącanemiędzy wierszami żale o stosunki w miejscu pracy - niedoceniany iotoczony wrogością. Skoro mówi, pewnie tak jest. Na korytarzupoznaje mnie z Krystyną Bochenek, chyba po raz kolejny, bo jużkiedyś... Tyleż ambitna, co ograniczona. No, wręcz głupia,również w tym sensie, że "głupi zawsze ma szczęście".Zatrudniono ją w radiu, bo nigdzie by z niej nie było pożytku. Jejgłos do złudzenia przypomina głos Anny Sekudewicz, wspaniałejszefowej działu kulturalnego, Znam jej liczne zalety. W radiu cenisię takie podobieństwa. Poza tym pani K.B. ma wpływowego męża(gwiazda lokalnej kardiologii, chyba że coś pokręciłem) izasłynęła, organizując ogólnopolskie spotkania Krystyn. Wcalenie żałuję, że mam na imię inaczej. Także organizujeogólnopolskie konkursy ortografii. Brawo! Opowiada, jak zwiedzała wBonn izbę, w której umarł Beethoven. Nie w Wiedniu? Ależ na pewnow Bonn. W tej izbie była nawet maska pośmiertna. Tak twierdzi.
** *
PanBóg do Adama w raju: "Nie widzę innej rady na ciebie, ty małpo.Muszę pozbawić cię sierści i w ten sposób zmusić do ruszeniałepetyną. I sam sobie wymyślaj, co z tym fantem zrobić. Przedewszystkim z nagością".
** *
Dziwisz,spowiednik Karola Wojtyły, a może i nawet sekretarz papieża,osobnik raczej ograniczony (taka praca) i dobrze wypasiony, zostałmianowany kardynałem. ErrorCardinalis!
wserii piętnastkaukazały się:
AndrzejBallo"Albowiem", "Bodajże"
HenrykBereza"Względy", "Zgłoski", "Zgrzyty"
KazimierzBrakoniecki"Dziennik berliński"
MaciejCisło"Błędnik"
ZbigniewChojnowski"Tarcze z pajęczyny"
WojciechCzaplewski"Książeczka rodzaju", "Książeczka wyjścia"
MarekCzuku"Róbta, co chceta", "Stany zjednoczone"
JanDrzeżdżon"Łąka wiecznego istnienia"
AnnaFrajlich"Czesław Miłosz. Lekcje", "Laboratorium"
PawełGorszewski"Niecierpiące zwłoki", "Uczulenia"
MałgorzataGwiazda-Elmerych"Czy Bóg tutaj"
TomaszHrynacz"Noc czerwi"
LechM. Jakób"Ćwiczeniaz nieobecności", "Dogóry nogami", "Poradnik grafomana", "Poradnik złychmanier", "Rzeczy",
PawełJakubowski"Kopuła"
ZbigniewJasina"Drzewo oliwne", "Inaczej przemijam"
JolantaJonaszko"Bez dziadka", "Nietutejsi", "Portrety"
GabrielLeonard Kamiński"Pan Swen (albo wrocławska abrakadabra)", "Wrocławskaabrakadabra"
PiotrKępiński"Po Rzymie. Szkice włoskie"
BogusławKierc"Cię-mność", "Płomiennie obojętny"
KazimierzKyrcz Jr"Punk Ogito", "Punk Ogito w podróży"
ArturDaniel Liskowacki"Brzuch Niny Conti", "Capcarap", "Cukiernica pani Kirsch","Kronika powrotu", "Ulice Szczecina", "Ulice Szczecina(ciąg bliższy)"
KrzysztofLisowski"Czarnenotesy (o niekonieczności)", "Motyl Wisławy. I inne podróże"
KrzysztofMaciejewski"Dwadzieścia jeden", "Dziewięćdziesiąt dziewięć","Osiem"
TomaszMajzel"Opowiadaniaw liczbie pojedynczej", "Treny Echa Tropy"
PiotrMichałowski"Cisza na planie"
MirosławMrozek"Odpowiedź retoryczna"
EwaElżbieta Nowakowska"Merton Linneusz Artaud"
HalszkaOlsińska"Bliskie spotkania", "Małostki", "Złota żyła"
PawełOrzeł"Cudzesłowa"
MirosławaPiaskowska-Majzel"(Po)między"
KarolSamsel"Jonestown", "Prawdziwie noc", "Więdnice"
BartoszSawicki"Krucha wieczność"
EugeniuszSobol"Killer"
EwaSonnenberg"Wiersze dla jednego człowieka"
WojciechStamm"Pieśni i dramaty patriotyczne i osobiste"
GrzegorzStrumyk"Re _ le rutki"
LeszekSzaruga"Kanibale lubią ludzi"
WiesławSzymański"Skrawki"
MichałTabaczyński"Legendy ludu polskiego. Eseje ojczyźniane"
PawełTański"Glinna", "Kreska"
MariaTowiańska-Michalska"Akrazja", "Engram", "Z Ameryką w tle"
AndrzejTurczyński"Źródła. Fragmenty, uwagi i komentarze"
MiłoszWaligórski"Długopis"
HenrykWaniek"Notatnik i modlitewnik drogowy", "Notatnik i modlitewnikdrogowy II", "Notatnik i modlitewnik drogowy III"
SławomirWernikowski"Partita", "Passacaglia"
AlexWieseltier "Krzywe zwierciadło"
LeszekŻuliński "Suche łany"