Odwiedzamsąsiada.
Zpowodu niskiej emerytury facet w ogóle nie opuszcza mieszkania, alejest chorobliwie ciekawy wszystkiego, co dzieje się na zewnątrz.Radioodbiornik, który dotąd miał sprawny, nie wytrzymał nowego ładu weterze i przestał działać. Telewizor też jest w takim stanie, żeprzekazuje zaledwie połowę prawdy. Dźwięk ma zepsuty, a o obrazielepiej nie mówić.
Pytamnie od progu, czy premier Suchocki już wrócił z wizyty na Litwie.Wyjaśniam, że premier jest płci żeńskiej, ale emeryt nie wierzy. Odmiesięcy trwa w przeświadczeniu, że z tą płcią to lipa. Już razzostał nabrany na płeć Mazowieckiego i to mu wystarczy.
Pozostawiamgo w tym mniemaniu, bo może ma rację? Daję więc spokój, ale -wizyta na Litwie? Kiedy to było? Dziś już nikt nie pamięta. Chybatylko mister Scoobie. Zdaniem mojego emeryta, z Litwy nie wraca sięłatwo. Chyba raczej z Moskwy - chcę naprostować jego pogląd.Ale emeryt wie, co mówi. Z Moskwy przyjeżdża się najłatwiej -powiada. Ci ruscy handlarze, na przykład. Są tutaj jak u siebie.Nawet bardziej niż wtedy, gdy siedzieli w koszarach, gdzieś wŚwidnicy czy Legnicy. Wtedy dowództwo miało ich wszystkich na oku.Teraz są wszędzie. I wszystkich mają na oku.
Rozwijanawet oryginalną myśl - żeby dla ruskich handlarzy zrobićtrochę miejsca na tych radzieckich cmentarzach, które są w każdymmieście. Ale nie wyjaśnił, co ma na myśli, mówiąc "trochęmiejsca". Stojące czy leżące?
Pomysłowyemeryt. Nazywa się Raczek Tadeusz. Jeszcze do niego kiedyś wpadnę.
(DZ1994)
* * *
Odlat pracował nad unowocześnieniem długopisów. Były coraz doskonalszei niewiele już można było im dodać. Ostatnie modele niemal samepisały. Pracował dalej.
* * *
WMiędzygórzu u Michała Fostowicza. Droga do niego jeszcze zaśnieżona.Wczesna wiosna. Ciekawe i coraz głębsze obrazy Michała. Niezłe. Tomoże się przytrafić tylko tak zwanym samorodnym artystom. Bowiększości "profesjonalistów" wystarcza papierowy dyplomjako dowód ich artystyczności. No i jego obsesyjne rozważania natemat Blake'a. To zaślepienie pogłębia się w nim od lat. Alicjamizerna, ale heroiczna. A pejzaż wokół jak po gruntownym striptizie.Nagość gór i w ogóle wszystkiego. Wracamy po ciemku. BystrzycaKłodzka wygląda w ciemnościach jak imperium demonów.
(kwiecień1994)
* * *
Ekonomistama pomysły na rozwiązanie drażliwych kwestii społecznych. Naprzykład, umiejętnie sterując wzrostem bezrobocia, równocześnie"generujemyzatrudnienie dla wielkiej liczby ludzi". A to urzędników wurzędach zatrudnienia, ekspertów, doradców, instruktorów, ochroniarzytychże urzędów, sprzątaczek i tak dalej. Można też pomyśleć ozawodowych bezrobotnych. Przychodziliby gdzieś do pracy i w ramachobowiązków służbowych nie wykonywali żadnych robót.
* * *
Zapalenieducha środkowego. Przesłyszałem się, czy coś takiego powiedział milaryngolog? Odwiedziłem go z powodu niegroźnego zaburzenia słuchu.
* * *
Zaprosilimnie do Pegaza, którego szefem jest obecnie Andrzej Urbański. Tylenowego. Całą resztę pamiętam jeszcze z czasów Wierzyńskiego, który zatak zwanej komuny, podobnie jak teraz, pracował w mediach. Nic miłegomnie nie spotkało - rutyna, bałagan, banał myślowy, lipa.Telewizja to nie jest miejsce, gdzie można porozmawiać. Raczej grać i- ewentualnie - wygrywać. Fabryka zarobku. Już dawnopowinienem definitywnie wykreślić telewizję, ale zawsze zwycięża takropla próżności i odrobina nadziei, że może tym razem, choć zawszepo fakcie żałuję.
Jednaknie zawsze ulegam. Pamiętam, jak w swoim czasie (chyba połowa latosiemdziesiątych) zwróciła się do mnie pani Anna Wójcik (producentkaprogramów o intelektualnym zacięciu, np. o Szekspirze, w którymznalazłem się obok Jana Dobraczyńskiego, Jacka Kaspszyka i GrzegorzaSinki), projektująca nowy program cykliczny, kulturalny, o poziomie"wysokim",jak to sobie wyobrażała. Chciała bym był tam stałym punktem programu.Już pozyskała Marka Niedźwieckiego (III program PR), Michała Komara ikogoś tam jeszcze o głośnym nazwisku. Odmówiłem nie tylko dlatego, żejeszcze się unosiły opary stanu wojennego. Może na podobną propozycjęradiową bym przystał, ale telewizja? Z tym ustawicznym makijowaniemgęby i sztuczną gestykulacją.
* * *
Dochodząwiadomości o tym, że był pożar Teatru Polskiego we Wrocławiu.Przypomina się powiedzenie:"aktorkaze spalonego teatru". Tym razem "polskiego",zbudowanego przez Niemców w obecnie polskim Wrocławiu. Jest on wtakim samym stopniu polski jak Teatr Śląski im. StanisławaWyspiańskiego w Katowicach, na którego frontonie od początku byłnapis: DeutschemVolk im deutschen Art,co dzisiaj lokalni profesorowie germanistyki tłumaczą jakby to "Art"było angielskie: Niemieckiemu ludowi niemiecka sztuka. Ale niemieckiedieArtznaczy coś zupełnie innego. Wszystko to są łupy wojenne, którym -aby nie raziło w oczy - chętnie przydaje się przymiotnikpolskości. No i tak jakoś ta symbioza trzyma się kupy. Oby jaknajdłużej bez pożarów.
* * *
Projektnie miał łatwego startu. Była tylko obietnica jakiejś skromnejdotacji ze strony Fundacji Madox-Brown. Zwracano się do innych. Byłotrudno, jak to na początku. Tylko prezes Western Commercial, możeprzez pomyłkę, przelał tam pewną kwotę. Niewysoką, ale wystarczyło,by tym faktem podziałać na innych sponsorów. I proszę bardzo -ruszyło! Bush Oil, Holding Nomura-Kobayashi, jeden bank niemiecki ijeden austriacki. Nawet rosyjski Nardomproj coś dał. Dla jasności:akcja dzieje się w Polsce.
Wten sposób biuro pozyskiwania środków w Instytucie Badań Kulturowychjakoś się rozkręciło. Już niebawem może nawet będzie finansowepokrycie na realizację projektu, który polega na tym, że facetaodpowiednio przygotowanego, z zawiązanymi oczami, transportuje się doJerozolimy. Tam wsadzony najpierw do piwnicy i poddany naukowymtestom, przez cały miesiąc ma wypowiadać się na temat miejsca wktórym się znajduje i jest przetrzymywany. A następnie się gouwalnia, wykupuje lub znajduje martwego.
* * *
Silnemrozy trzymają mnie w domu. Siedzę przy odbiorniku radiowym, bogrzeje lepiej niż kaloryfery. Słucham uważnie - czy czegoś niepowiedzą. Chcę wiedzieć, co się dzieje za oszronionymi szybami.
Dopierona samym końcu zorientowałem się, że była to rozmowa z pewnymprałatem z Gdańska, bardzo zasłużonym dla obalania komunizmu w Polscei na świecie. Wiem o nim trochę, choć nigdy nie widziałem. Nawet naekranie tv. Bo telewizji wystrzegam się jak diabła.
Znałemgłos prałata, bo chętnie, choć rzadko dorzecznie, wypowiada się wradiu. Ale tym razem wysłuchałem go, że tak powiem, przez pomyłkę.Włączyłem radio i słyszę głos przecież papieża. Po chwilizorientowałem się, że to tylko papieska melodia i intonacja,opanowana zresztą do perfekcji, ale treści na znacznie niższympoziomie. Zresztą papieża też nie zawsze rozumiem, bo jestem nie dośćrozwinięty.
Zrosnącą ciekawością słuchałem, co wielebny primus ma do powiedzenia wsprawie aborcji. Nie o aborcję mi chodziło - pies ją drapał -ale o ten głos. Jednak po kilku minutach głos prałata nagle przestałudawać najwyższego z duchownych. Tym razem wziąłbym go - gdybymnie wiedział, że to on - za samego prezydenta. Ten samdźwięk,wypisz wymaluj; intonacja do złudzenia; typowo elektryczne rozłożenieakcentów."Czyta pani doktór modly się, czynie modly, to ja jako duchowny muszem pszeszczegać teologii morlany".
Mimowszystko wysłuchałem do końca. Rozpalone czoło przytknąłem dolodowatego kaloryfera. Usiłowałem zgasić płonące w głowie pytanie:jak to będzie przy następnej audiencji prałata? Jakim głosem? LuisaArmstronga? Kaczora Donalda? Adama Michnika?
Mrózzelżał. Sprawa aborcji została przełamana. Zakładam łyżwy i śmigam napocztę.
(DZ1994)
* * *
Czasamiodległość Warszawa - Katowice pokonuję pociągiem jadącym przezCzęstochowę, ergoKoluszki, Piotrków Trybunalski, Radomsko i tak dalej. Ale tu chcę otym ostatnim. Radomsko pamiętam przede wszystkim jako miejsceurodzenia szacownego poety Różewicza. On sam o Radomsku wypowiadałsię gdzieś z ubolewaniem. A znów innym razem - ciepło iżyczliwie. Może się mylę. Nieważne.
Tutajważne jest tylko, co widzę z okien wagonu. Jest to wielka liczbazbiornic złomu, które rozpoczynają się na długo, zanim pociąg zbliżysię do stacji w Radomsku. Po obu stronach torów. Później też ich jestkilka lub kilkanaście. Skąd taka obfitość złomu w okolicy? Łóżkażelazne, spłaszczone karoserie, stalowe pojemniki, zardzewiałe prętyi belki. Krajobraz zbudowany z zardzewiałego metalu. Ciekawy.
Możnaby pomyśleć, że jedna połowa tutejszej populacji zbiera złom isprzedaje w ramach prowadzenia działalności gospodarczej idochodowej, podczas gdy druga pracuje w zbiornicach. Ale przecieżzasoby tego surowca wtórnego kiedyś ulegną wyczerpaniu. Z okolicRadomska zniknie jakikolwiek metal. Wszelkie żelastwo trafi dozbiornic i bardzo możliwe, że nastanie wtórna epoka kamienia. Obytylko łupanego!
Zczego ludzie będą wtedy żyć? Może zaczną złom importować z krajówwyżej rozwiniętych? I będą rozrzucać go na okolicznych polach, skądzostanie zebrany.
* * *
NowyJork - Warszawa - Pekin
Niktjeszcze nie wie w Warszawie, że lada chwila ma tutaj przyleciećAndrzej Czeczot z Green Pointu. Nie widzieliśmy się od wyborówprezydenckich. Akurat był w Polsce podczas tych wyborów i wszystkichuspokajał, że Wałęsa będzie świetną głową państwa. Niektórych trochęirytowało to jego gadanie, ale Andrzej bezbłędnie czuł, że żadnakomisja wyborcza nie wybierze Mazowieckiego kosztem Lecha. ATymińskiego w ogóle nie weźmie pod uwagę. Poprawiwszy nam humory,Andrzej odleciał sobie na Brooklyn, skąd niebawem nadesłał swojerysunki dla tygodnika "NIE". Jakże mieć mu to za złe,skoro mamy nie tylko pluralizm, ale także poczucie humoru. Pamiętamjak dziesięć lat temu naśmiewaliśmy się wspólnie z Urbana.
Ioto znów nadlatuje Czeczot z Ameryki. Właśnie będziemy mieli nowyparlament, i Andrzej mi wytłumaczy, że będzie to sejm najlepszy zmożliwych. I to mnie właśnie niepokoi. Ale już mam spakowaneskarpetki, dziurawy sweter oraz kilka książek. Uciekam autostopem doPekinu. W Chinach łatwiej mi będzie zrozumieć cokolwiek, a chińskiegonauczę się błyskawicznie. Dla znającego polski nie ma trudnychjęzyków. Polski jest tak trudny, że tylko nieliczni Polacy opanowaligo jako tako.
Choćmoże tego po mnie nie widać, jestem Chińczykiem z dziada pradziada ipragnę wreszcie na ziemi przodków odetchnąć od Polski. Tak abym narównej stopie mógł spotykać się z Amerykaninem Czeczotem jakoChińczyk Waniek w europejskiej Warszawie, aby bez emocji dyskutować ogalimatiasach polityki lokalnej. Dyskutując po chińsku, uchronimy sięod różnicy poglądów. Ale na razie piszę jeszcze po polsku.
(DZ1994)
w serii piętnastkaukazały się:
HenrykBereza"Względy", "Zgłoski", "Zgrzyty"
KazimierzBrakoniecki"Dziennik berliński"
MaciejCisło"Błędnik"
WojciechCzaplewski"Książeczka rodzaju"
MarekCzuku"Stany zjednoczone"
JanDrzeżdżon"Łąka wiecznego istnienia"
AnnaFrajlich"Czesław Miłosz. Lekcje", "Laboratorium"
PawełGorszewski"Niecierpiące zwłoki"
MałgorzataGwiazda-Elmerych"Czy Bóg tutaj"
TomaszHrynacz"Noc czerwi"
LechM. Jakób"Do góry nogami", "Poradnik grafomana","Poradnik złych manier", "Rzeczy",
PawełJakubowski"Kopuła"
ZbigniewJasina"Drzewo oliwne", "Inaczej przemijam"
JolantaJonaszko"Bez dziadka. Pamiętnik żałoby"
GabrielLeonard Kamiński"Pan Swen (albo wrocławska abrakadabra)"
Piotr Kępiński "Po Rzymie.Szkice włoskie"
BogusławKierc"Cię-mność", "Płomiennie obojętny (o chłopcu, którychciał być Bogiem)"
ArturDaniel Liskowacki"Brzuch Niny Conti", "Capcarap", "Kronikapowrotu", "Ulice Szczecina", "Ulice Szczecina(ciąg bliższy)"
KrzysztofLisowski"Czarnenotesy (o niekonieczności)", "Motyl Wisławy. I innepodróże"
KrzysztofMaciejewski"Dziewięćdziesiąt dziewięć", "Osiem"
TomaszMajzel"Opowiadaniaw liczbie pojedynczej", "Treny Echa Tropy"
PiotrMichałowski"Cisza na planie"
MirosławMrozek"Odpowiedź retoryczna"
EwaElżbieta Nowakowska"Merton Linneusz Artaud"
HalszkaOlsińska"Bliskie spotkania", "Małostki", "Złotażyła"
PawełOrzeł"Cudzesłowa"
MirosławaPiaskowska-Majzel"(Po)między"
KarolSamsel"Jonestown", "Prawdziwie noc", "Więdnice"
BartoszSawicki"Krucha wieczność"
EugeniuszSobol"Killer"
EwaSonnenberg"Wiersze dla jednego człowieka"
WojciechStamm"Pieśni i dramaty patriotyczne i osobiste"
GrzegorzStrumyk"Re _ le rutki"
LeszekSzaruga"Kanibale lubią ludzi"
WiesławSzymański"Skrawki"
MichałTabaczyński"Legendy ludu polskiego. Eseje ojczyźniane"
PawełTański"Glinna", "Kreska"
MariaTowiańska-Michalska"Akrazja", "Engram", "Z Ameryką w tle"
AndrzejTurczyński"Źródła. Fragmenty, uwagi i komentarze"
MiłoszWaligórski"Długopis"
HenrykWaniek"Notatnik i modlitewnik drogowy (1984-1994)", "Notatniki modlitewnik drogowy II (1994-2004)"
Sławomir Wernikowski"Passacaglia"
Leszek Żuliński "Suchełany"