Słyszęwyraźnie tę rozmowę za moimi plecami, w zatłoczonym wagonie koleiśrednicowej, gdzieś między Milanówkiem a Warszawą-Ochotą. Dwiekobiety. Mojapani. Wstaję o szóstej, robię dziecku śniadanie, łykam trochęnerwosolu i jadę do pracy.Nie wiem, która to powiedziała. Oglądam się dyskretnie, ale wyglądobu wskazuje na trudne życie.
Opowiadamto komuś, kto zna się na rzeczy. Tak. Nervosol, woda brzozowa, kroplewalerianowe i spirytus salicylowy. Najtańsze trunki w PRL-u.
Rokbodaj 1985.
** *
Modlitwanad miską wołowiny z grochem, której ćwierćkilowy słoik kosztował4800 zł w styczniu 1990 roku dionizyjskiego:
Pozdrawiamciebie, leżącego tutaj w grochu przede mną Brata lub Siostrę. Nieznam twojej płci ani wieku, a wszystko, co o tobie wiem sprowadza siędo tego, że teraz jesteś wołowiną.
Mamcię zjeść, ale się waham. Bo nie chciałbym być wciągany w tę strasznąi odwieczną zbrodnię.
Zdrugiej strony jednak -jestemgłodny. Mógłbym oczywiście zaspokoić się kromkąchleba, a ciebie wyrzucić na śmietnik, gdzie zjadłby cię inny Bratlub Siostra. Kot?Bezpański pies? Bezdomny człowiek?
Alewyrzucenie byłoby jeszcze większą zbrodnią, przeto wybacz mi izechciej zrozumieć.
Muszęcię spożyć.
Bądźsmaczną.
Amen.
** *
Napisna grobie W.B. Yeatsa, który go sobie sam ułożył, przetłumaczonyprzez Ludmiłę Maryjańską:
Taksamo chłodno spójrz
nażycie i na śmierć
niewstrzymuj konia
jedź.
Czwartegowrześnia 1938 roku William Butler Yeats ukończył poemat UnderBen Bulben.Ben Bulben to góra na północ od miasta Sligo. Ludowa pamięć Irlandiikojarzy tę górę z Fiannem, jeźdźcem, który służył Finnowi MacCool.
Yeatszmarł 28 stycznia 1939 roku w hotelu Idéal Sejour w pobliżu CapMartin we Francji i został pogrzebany w Roquebrune. Jego ciałosprowadzono z Francji i złożono na cmentarzu Drumcliff 17 września1949 roku. Na kamiennym nagrobku zostały wykute słowa:
Casta cold eye
Onlife, on death.
Horseman,pass by!
** *
Skądwiem, że Niemcy są wybitnymi specjalistami w zakresie gaszeniaświatła? Mieszkałem kiedyś z pewnym Niemcem i zauważyłem, że niczegonie robi tak ochoczo, jak wyłącza lampy. Gdziekolwiek coś się paliło,Max natychmiast robił pstryk.Czasem wybuchałem. No bo siedzę sobie w łazience czy ubikacji, a tunagle ciemno. Protestowałem. Powoływałem się na nieśmiertelne MehrLichtGoethego, ale mojego Maxa to nie wzruszało. Ilekroć przechodził kołolicznika prądu, robił znak krzyża i wznosił spojrzenie ku niebu. MehrGott!
** *
Niebyłem nawet ciekawy końca tej historii, tak strasznie się zaczynała:
Podoficerz zacięciem dydaktycznym, niegdyś specjalista od musztry, późniejintendent koszarowy, miał w magazynie kocura, który zeżarł wszystkiemyszy i nadal był głodny. U kocurów to raczej naturalne.
Właziłczasami na stół i raczył się tym co znalazł. Ale gdy kiedyś zjadłsierżantowi ulubiony placek ze śliwkami, ten złapał za toporekprzeciwpożarowy. Zamiast zabić kota od razu, postanowił go wychować.Odrąbał mu jedną łapę. Przednią. Lewą.
Kotzrozumiał tę okrutną nauczkę i gdy mu się zagoiło, nie właził więcejna stół. Trudno teraz mu było łowić, więc jeszcze bardziej niedojadałi mizerniał. Głód musiał mu odebrać rozum, zanim spożył kanapki zotwartej torby magazyniera. A ten, wiedząc już, że kotom łapy nieodrastają, ale też nie zdychają od ich utraty, obciął mu drugąprzednią łapę. Był przy tym pewny, że takim sposobem raz na zawszeoduczy kocura nieliczenia się z piątym przykazaniem. Kot tylko wniewielkim stopniu opanował sztukę poruszania się na dwu łapach.
Terazo łowieniu myszy w ogóle nie było co marzyć. Tylko stare, kościste iniesmaczne sztuki czasem same właziły mu do pyska. Przełykał je zobrzydzeniem, ale jakoś przecież musiał żyć. Marzył o czymśpożywniejszym.
Niewiadomo w jaki sposób pewnego dnia znalazł się znowu na stole, oko woko z połową kotleta, który miał służyć sierżantowi. Poszła trzeciałapa. I nie jestem pewny czy ostatnia, bo przestałem być ciekaw końcatej historii, którą mi opowiadał w wagonie sypialnym Antoni, gdyśmyjechali na jakąś konferencję. Zasnąłem.
** *
KochanyBolek. W latach licealnych zapowiadał się jako genialny matematyk.Nauczyciele drżeli przed nim ze strachu. Także genialny rysownik.Znał na pamięć całego Dziadkado orzechówPiotra Czajkowskiego. Potrafił to gwizdać na zawołanie. Przerwałstudia stomatologiczne na drugim roku i przeniósł się na botaniczne,których nie skończył. Gdy spotkałem go po latach, opowiadał, żezajmuje się wyłącznie rzeczami bezużytecznymi. Na przykład, całąTrylogięHenryka Sienkiewicza przepisał alfabetem Morse'a.
** *
Lepszedni, przybywajcie!
Otomoja krótka modlitwa na grudniowe wieczory.
** *
Budzęsię w mieszkaniu prywatnym choć cudzym, otwieram oczy, leżę spokojniei coś widzę. Chyba wesz. Ale skąd? Przecież nie mam. Kroczy odważniew poprzek poduszki. Jest dobrze widoczna na tle pościeli. Szary,ruchomy punkcik.
Wojnyjeszcze nie wypowiedziałem, ale walka już się zaczęła. Na szlaku jejdomniemanej trasy stawiam paznokieć, na który niebawem wchodzi inieruchomieje. "Ratuj się, mała!", ostrzegam ją na głos,ale ona zachowuje się tak, jakby jej nie zależało na obroniezagrożonej egzystencji. Przyciskam paznokieć do ściany. Żadnychwątpliwości i protestów sumienia. To oczywiste, że musiałem ją zabić.Przyszła i prosiła mnie o to.
Wżyciu prywatnym, które czasem wygląda na cudze, nie jestem mordercą.Może jest we mnie nie więcej zła niż u innych ludzi. Tego nie wiem,bo znam tylko własne. Cudze zło jest jedynie domniemane. Porównującsię z innymi, muszę jednak stwierdzić, że odstaję od wymogówprzeciętności. Na przykład: żyję praktycznie bez mieszkania i stałejpracy. Co prawda, mógłbym bez trudu posiadać obie te rzeczy, alewówczas moje życie prywatne stałoby się całkowicie cudze. Jak wszy napoduszce.
** *
Mójpijany bracie, który minąłeś mnie z impetem, potrącając bez pardonu,za którym odwracam głowę - żegnaj! Nasze drogi przecięły się nachwilę. Na pewno trafisz na to, czego szukasz. Guza? Może coś więcej?Nie wątpię, że pewnego dnia znajdziesz to na swoim szlaku. Potrącicię i już nie da czasu na żadne "przepraszam".
** *
NaMarcela Prousta zwrócił moją uwagę Andrzej M. Byliśmy rówieśnikami wwieku - mniej więcej - dziewiętnastu lat. Nieprzeszkadzało mi, że był pedałem. O ile w ogóle wiedziałem o tym? Oile nie dowiedziałem się znacznie później?
Opowiadało Prouście pięknie. Spore fragmenty recytował z pamięci. Zachowywałsię jak neofita religii, której bogiem jest M.P. Modlił się. Odmawiałpacierze. W jego psalmach Saint-Loup kłaniał się nisko rzeźnikowi -poprzez całą szerokość ulicy - którego - chcąc nie chcąc- znał; wszystkim stronom Guermantes; jakiejś Albertynie,będącej pewnie kryptonimicznym Albertem. Co się z nią stało? Co się znim stało?
Alemoja droga do Prousta była wiele dłuższa i właściwie jeszcze jej nierozpocząłem. Niemniej coś tam już przeczytałem, gdy spotkałemponownie Andrzeja. Wzmiankę o Prouście przyjął z roztargnieniem, jakwspomnienie przebrzmiałej miłości. Został w międzyczasie urzędnikiemmiejskim. Nie mam pojęcia, co tam robił. Odtąd spotykałem go cocztery lata, regularnie, przy okazji różnych "wyborów". Zobowiązku służbowego (a może dla osobistej przyjemności?) zasiadał wkomisjach wyborczych. Siedział za stołem i nudził się. Był osobązaufania publicznego. Sprawdzał dowody osobiste i wydawał karty dogłosowania. Przy tych okazjach wymienialiśmy zdawkowe uśmiechy, alebez żadnych rozmów. Odniosłem wrażenie, że jest speszony. Rozumiałemgo. Ja też byłbym. Potem przestałem być lojalnym obywatelem iunikałem lokali wyborczych. Nie widziałem go więcej. Może tylko zdaleka.
Polatach usłyszałem ostatnią o nim wiadomość. Powiesił się w swejgarsonierze po defraudacji sporych walorów, powierzonych mu przezznajomych. Byli to również i moi znajomi. Pracowali gdzieś daleko (wIndiach?) i swoje dochody deponowali u niego. Ich powrotu do kraju,po dziesięciu latach ciężkiej, tropikalnej harówki, nie wytrzymałnerwowo.
Musiał?Nie mógł inaczej? Nie wiem.
Przypomniałmi się tamten Proust, tamten wieczór, bezinteresowne chodzenieulicami miasta, mokrymi po jesiennym deszczu, wzdłuż i wszerz,właśnie z tym Andrzejem, który pokazał mi całego Prousta w paręgodzin.
w serii piętnastkaukazały się:
HenrykBereza"Względy", "Zgłoski", "Zgrzyty"
KazimierzBrakoniecki"Dziennik berliński"
MaciejCisło"Błędnik"
WojciechCzaplewski"Książeczka rodzaju"
MarekCzuku"Stany zjednoczone"
JanDrzeżdżon"Łąka wiecznego istnienia"
AnnaFrajlich"Czesław Miłosz. Lekcje", "Laboratorium"
PawełGorszewski"Niecierpiące zwłoki"
MałgorzataGwiazda-Elmerych"Czy Bóg tutaj"
TomaszHrynacz"Noc czerwi"
LechM. Jakób"Do góry nogami", "Poradnik grafomana","Poradnik złych manier", "Rzeczy",
PawełJakubowski"Kopuła"
ZbigniewJasina"Drzewo oliwne", "Inaczej przemijam"
JolantaJonaszko"Bez dziadka. Pamiętnik żałoby"
GabrielLeonard Kamiński"Pan Swen (albo wrocławska abrakadabra)"
Piotr Kępiński "Po Rzymie.Szkice włoskie"
BogusławKierc"Cię-mność"
ArturDaniel Liskowacki"Brzuch Niny Conti", "Capcarap", "Kronikapowrotu", "Ulice Szczecina", "Ulice Szczecina(ciąg bliższy)"
KrzysztofLisowski"Czarnenotesy (o niekonieczności)", "Motyl Wisławy. I innepodróże"
KrzysztofMaciejewski"Dziewięćdziesiąt dziewięć", "Osiem"
TomaszMajzel"Opowiadaniaw liczbie pojedynczej", "Treny Echa Tropy"
PiotrMichałowski"Cisza na planie"
MirosławMrozek"Odpowiedź retoryczna"
EwaElżbieta Nowakowska"Merton Linneusz Artaud"
HalszkaOlsińska"Bliskie spotkania", "Małostki", "Złotażyła"
PawełOrzeł"Cudzesłowa"
MirosławaPiaskowska-Majzel"(Po)między"
KarolSamsel"Jonestown", "Prawdziwie noc", "Więdnice"
BartoszSawicki"Krucha wieczność"
EugeniuszSobol"Killer"
EwaSonnenberg"Wiersze dla jednego człowieka"
WojciechStamm"Pieśni i dramaty patriotyczne i osobiste"
GrzegorzStrumyk"Re _ le rutki"
LeszekSzaruga"Kanibale lubią ludzi"
WiesławSzymański"Skrawki"
MichałTabaczyński"Legendy ludu polskiego. Eseje ojczyźniane"
PawełTański"Glinna", "Kreska"
MariaTowiańska-Michalska"Akrazja", "Engram", "Z Ameryką w tle"
AndrzejTurczyński"Źródła. Fragmenty, uwagi i komentarze"
MiłoszWaligórski"Długopis"
HenrykWaniek"Notatnik i modlitewnik drogowy (1984-1994)"
Sławomir Wernikowski"Passacaglia"
Leszek Żuliński "Suchełany"