Notatki z wiecznej migracji - Fuomo

Kup ebooka

14.19 zł
11.78 zł (12,06 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Tłumaczenie z Koptyjskiego George W. MacRae, tłum. na polski Y Ddraig Goch.

Zostałam wysłana z sił i przybyłam do tych, którzy przeglądają się we mnie, rozmyślają o mnie i zostałam odnaleziona wśród tych, którzy mnie poszukiwali

Wejrzyjcie we mnie, Wy którzy o mnie myślicie

I Wy, słuchacze, usłyszcie mnie

Czekając na mnie, weźcie mnie do siebie

Nie wygnajcie mnie sprzed swojego wzroku

Niech Wasz głos mnie nie nienawidzi, ani Wasze słyszenie Nie ignrujcie mnie, w jakimkolwiek czasie. Strzeżcie się! Nie ignorujcie mnie

Ponieważ jestem pierwszą i ostatnią

Jestem uhonorowaną i znienawidzoną

Jestem dziwką i świętą

Jestem żoną i dziewicą

Jestem matką i córką

Jestem ramionami mej matki

Jestem wyjałowioną a wielu mam synów

Jestem tą, której ślub jest wielki, a nie wzięłam męża

Jestem akuszerką i tą, która nie powija

Jestem pocieszeniem trudów mojej pracy

Jestem mężem i jej żoną

I mój mąż mnie począł

Jestem matką swego ojca

I siostrą mego męża

A on mym potomstwem

Jestem niewolnicą tego, co mnie przygotował

Jestem królową mego potomstwa

Lecz on jest tym co mnie począł przed dniem mych narodzin

I jest moim potomstwem w czasie

I moja moc pochodzi od niego

Jestem różdżką jego siły w młodości

A on jest moją podporą w starości

I cokolwiek on zażąda, ze mną się stanie

Jestem ciszą, która jest nie do zrozumienia

I ideą, której pamięć jest czysta

Jestem głosem, który dźwięczy wszech

I słowem, które pojawia się w mnogości

Jestem wypowiedzeniem mojego imienia

Dlaczego wy, którzy mnie nienawidzicie, kochacie mnie

Nienawidząc tych którzy mnie kochają?

Wy, którzy mnie odrzucacie, spowiadacie mnie

A Wy co mnie spowiadacie, odrzucacie mnie

Wy co mówicie o mnie prawdę, kłamiecie o mnie

A Wy co skłamaliście o mnie, mówicie o mnie prawdę

Wy co mnie znacie, tkwicie w ignorancji

A Wy którzy mnie nie znacie, chcę abyście mnie poznali

Bowiem jestem wiedzą i ignorancją

Jestem wstydem i odwagą

Jestem bezwstydna, zawstydzona

Jestem siłą i jestem strachem

Jestem wojną i pokojem

Oddajcie mi pokłon.

Jestem tą która tkwi w zniewadze, a także Wielką

Oddajcie pokłon mej biedzie i bogactwu. Nie bądźcie aroganccy gdy upadam na ziemię, a znajdziecie mnie w tych co mają nadejść.

Nie poszukujcie mnie w śmieciowisku

Ani nie odrzucajcie mnie

A znajdziecie we mnie królestwa

Nie patrzcie na mnie, gdy wygnana między tych

Co są w zniewadze w ostatnim z miejsc

Ani mnie nie wyśmiewajcie Nie odrzucajcie mnie pośrodku tych, co w gwałtowności

Są zabijani

Lecz ja, ja jestem współczująca i okrutna. Strzeżcie się!

Nie znienawidźcie mojego posłuszeństwa Nie kochajcie mego opanowania. W mej słabości, nie opuszczajcie mnie Nie obawiajcie się mej mocy.

Dlaczego brzydzicie się mego strachu, Przeklinając moją dumę?

Lecz ja jestem tą która istnieje we wszystkich lękach

I w mocy trzęsąc się

Jestem tą która jest słaba, A także żyję w przyjemnym miejscu

Jestem bez sensu, lecz mądra

Dlaczego znienawidziliście mnie w swoich radach?

Będę bowiem cicha pośród tych cichych, Będę się pojawiać i mówić

Dlaczego znienawidziliście mnie, Grecy?

Ponieważ jestem barbarzyńcą, pośród barbarzyńców?

Przeto jestem mądrością Greków

I wiedzą barbarzyńców

Jestem tą której obraz jest wielki w Egipcie

I tą która nie ma obrazu pośród barbarzyńców

Jestem tą, która była wszędzie znienawidzona

I była kochaną wszędzie

Jestem tą, którą nazywają życiem, A wy nazwaliście śmiercią.

Jestem tą, którą nazywają prawem

A wy nazwaliście bezprawiem

Jestem tą, którą goniliście, I tą którą uchwyciliście

Jestem tą, którą rozrzuciliście

I tą którą zebraliście na powrót

Jestem tą, którą zniesławiliście i tą dla której byliście bezwstydni

Jestem tą, która nie wyprawia obrzędów, A której festiwali jest wiele

Ja, jestem bezbożna

I jestem tą, której bóg jest wielki

Jestem tą o której myśleliście

I tą którą znienawidziliście

Jestem nienauczona

A jednak uczą się ode mnie

Jestem tą przed którą się skrywaliście, Jednak pojawiacie się przede mną. Lecz kiedykolwiek się ukrywacie, Ja sama skryję się w Was

Ci którzy mają [...] do tego [...] bez sensu [...]

Weźcie mnie [...rozumiejąc] smutek

I weźcie mnie w siebie, ze zrozumienia i smutku

I weźcie mnie w siebie, z miejsc które są ohydne i w ruinie

Okradając te, które są dobre nawet poprzez ohydę

Z wstydu, weźcie mnie w siebie bezwstydnie

I z bezwstydności i hańby

Zwiążcie me członki w sobie

Przybywajcie do mnie, Wy którzy mnie znacie i Wy którzy znacie moje części

Ustalając wielkich pośród małych pierwszych stworzeń

Zbliżcie się do swego dzieciństwa i nie nienawidźcie go bo jest małe i bezbronne. Nie odwracajcie się od części mego splendoru ponieważ są tam rzeczy małe

Ponieważ poprzez małe rzeczy poznaje się splendor wielkości

Dlaczego przeklinacie mnie, honorując mnie?

Zraniliście mnie, a jednak mieliście łaskę Nie oddzielajcie mnie od pierwszych których poznaliście

I nie odrzucajcie nikogo, nie odprowadzajcie ich

[...] odwróciwszy się [...wiedzcie] że on nie. [...]

Co jest moje [...]

Znam pierwszych i Ci co nadejdą po nich znają mnie. Lecz jestem umysłem [...] i spoczynkiem [...]

Jestem wiedzą mego pytania, Odnalezieniem tych którzy mnie szukają

Władzą tych którzy o mnie pytają

Siłą mocy w mojej wiedzy

Aniołów, wysłanych za moim słowem, Bogów w ich porach roku, pośród mej rady

I duch każdego mężczyzny we mnie jest

I każdej kobiety, co we mnie mieszka

Jestem tą uhonorowaną, tą której oddaje się cześć

I tą której nienawidzą z pogardą

Jestem pokojem, a wojna powstała przeze mnie

Jestem obcym, a jednocześnie obywatelem.

Jestem substancją i tą bez substancji

Wy bez zgromadzenia nie macie wiedzy o mnie

A wy co są w mej substancji znacie mnie

Ci którzy są blisko mnie nie znają mnie

A ci którzy są daleko ode mnie, znają mnie

W dniu kiedy jestem przy Was blisko, jesteście daleko ode mnie

A dniu kiedy jestem daleko od was, jestem przy was blisko.

[Jam jest...] wewnątrz

[Jam jest...] z natur

Ja jestem [...] ze stworzenia ducha

[...] próśb dusz. Jestem kontrolą i nieposkromioną. Jestem zjednoczeniem i rozpuszczeniem

Jestem miejscem spoczynku i wybaczeniem

Jestem poniżej, a wchodzą na górę do mnie

Jestem sądem i wybaczeniem. Ja, bezgrzeszna, a korzeń grzechu wywodzi się ze mnie

Jestem lubieżnością z wyglądu, a wewnętrznie samo-kontrolą. Jestem słyszeniem, co może osiągnąć każdy

I głosem co nie może być zrozumiany

Jestem niemą, która nie mówi

A wielka jest wielość mych słów

Usłysz mnie w łagodności, ucz się ode mnie w surowości

Jestem tą co wzywa i upadam na twarz ziemi

Przygotowuję chleb i umysł wewnątrz

Jestem wiedzą swego imienia

Jestem tą co nawołuje i słucha

Pojawiam się i [...] wchodzę [...] pieczęć mojego [...]

Jestem [...] obroną [...]

Jestem tą, którą nazywają prawdą i niesprawiedliwością

Czcisz mnie [...] i szepczesz przeciwko mnie

Ty który jesteś pokonany, sądź tych co Cię pokonali

Zanim osądzą Ciebie, ponieważ sędzia i rozdzielność

Już w Tobie istnieje

Jeżeli osądzisz się, kto Ci przebaczy? Jeżeli on Ci przebaczy, któż będzie mógł Cię uwięzić?

Ponieważ to, co jest w Tobie, jest poza Tobą

A ten kto lepi Cię na zewnątrz

Jest tym co kształtował Cię w środku

I to co widzisz na zewnątrz, widzisz w sobie

Jest to widoczne, to Twoje szaty.

Usłyszcie mnie, o słuchacze

Uczcie się mych słów, a poznacie mnie

Jestem słyszeniem które może zdobyć wszystko

Jestem mową, co niepojęta jest.

Jestem nazwą dźwięku, a dźwięk moim imieniem

Jestem znakiem litery, desygnatem podziału

I ja (...)

(brakuje trzech linii)

[...] światło [...]

[...] słuchacze [...] dla was

[...] wielką siłę.

I [...] nie ruszy mego imienia

[...] dla tego który mnie stworzył

I będę wymawiać jego imię.

Patrz zatem na jego słowa

I wszystkie pisma które były dokończone

Przypatrzcie się im, o słuchacze

I wy także, anioły, Wy wysłani i wy duchy tych powstałych z martwych

Ja jedna jestem która istnieje

I nikt nie będzie mnie sądził

Dużo jest przyjemnych form, istniejących w rozlicznych grzechach

I rozwiązłości

Upadlających pasji

Przemijających przyjemności

Które (mężczyźni) uwielbiają, aż otrzeźwieją

Idąc w miejsce swojego spoczynku

I znajdą mnie tam

I będą żyć

Aby nie umrzeć już nigdy więcej

E Do ut des

"Daję w podarku, abyś mógł też dać innym"

Mieniła się gwałtownymi barwami wszechświata. Kosmiczna pasja zdarła z niej tonalności śmiertelności. Pośród świętych symboli i pieczęci, geometria otchłani i eonów zaprojektowały ją jako kapłankę i konsekrowały jako sługę świata i mistyczną powierniczkę. Jaśniejąc, wygasała w ekstazie i śmiechu wszystkich form. Miraże wielkości pozostawione za sobą jako poszlaki, aby wołać innych do rozgwieżdżonych niebios. Kiedy wzlatywała pozostawiła po siebie lunarną łzę zdobiącą ziemię przez zawieszony moment z pokornym, lecz obezwładniającym światłem rozprzestrzeniającym się przez świat i cichym ostatnim westchnięciem, zbyt subtelnym aby zauważyć go w oceanie bezgranicznego współczucia. Jej skrzydła złożone i słowa niewypowiedziane duszą dołączyły do innych w jednej idei. Losy splatają się ponownie - jak mawiają - kiedy przeznaczenia i czyste szczere życzenia są poruszone w kompletnym, szczerym wycieńczeniu. Kiedy nie pozostaje już nic do wypowiedzenia, wszystko jest znane jakby uniwersalna przestrzeń stała się naszym oddechem. Nasze życia splecione ze sobą potrzebowały tylko jednej chwili. Ostatnia rzecz którą mogłem dla niej to odesłanie jej do naszej wspólnej gwiezdnej matki, esencja jej świadomości tańcząc i wirując objęła alchemię nad wszystkimi pod-lunarnymi sprawami. Być może to ja byłem powodem jej choroby, a była wyzwolona, zanim chciałem jej pomóc? Przed rozpoczęciem sztormu, przed jego zakończeniem. W szatach matki, w głębi i powadze dusz potężnych gwiazd, smocze ciała nieskończonych Słońc, wołając nas w jej objęcia. Monolity które jaśnieją z daleka, ślady nieskończonego splendoru, latarnie tęskne dla samotnych wisielców. Egipcjanie pisali listy do swoich przodków - gwiazd, pisane przez Kheper, szczere serce. Poszukuj, poszukuj, i ukrywaj, odsłaniaj, twórz i niszcz swoje dzieło, rzeźb dalej! Widząc jej twarz w gwiazdach, jaśniejącą w nocy - przypomniała mi o sobie. Ile razy ją poznam, ile razy przeoczę jej znaki i symbole? Może jesteśmy tylko iluzjami które są w wiecznej pogoni za sobą, aby spotkać się tylko raz, rozstać się i rozpaść w dźwięk, gdy poszukiwania przeczą znalezieniu, wyzwoleńcze prace są tymi ostatnimi. Niebiosa przecież nie mogą być sumą naszych fantazji, strat i zysków, ani projekcjami złudzeń naszych żyć i iluzji tego świata, naszych tęsknot i zwierzęcych instynktów, które pragną się ziścić w lepszym świecie, które nota bene jest dalej złudzeniem! Zatem muszą być czymś dużo bardziej głębokim, przerażającym, pełnym zachwytu, czymś esencjonalnym i wolnym!

"Znajdź mnie". Była to najważniejsza fraza w małym podarku, który od niej dostałem - ręcznie robiona ilustrowana książka którą od niej dostałem. To było wtedy, jakby wstęp do ostrzeżenia. Powiedziałem że spotykamy się w tym życiu tylko raz, popatrzyła na mnie uważnie. Z wszystkich lat które sobie wymarzyliśmy, było nam dane tylko to. Patrzyłem na jej wzrok nad morzem gdy kontemplował w nocy fale, horyzont. Wiedziałem że wiedzą więcej, sięgają dalej, gdy księżyc odbijał się od łamiących się fal. Stałem oniemiały. Gdy przypatrywałem się oneirycznej wizji, odgłosy bryzy i morza stawały się święte, gdy jej rude Neptunalne włosy były targane przez wiatr. Pilnując naszych dionizyjskich grobów, próbowałem przywołać jej gwiazdę do siebie, między uśmiechem zapomnienia, który ściągał mnie do ziemskich spraw, i strasznej świadomości że straciłem ją na moich oczach, oddani malefikom który nie mogliśmy pokonać, wymknęła mi się pośród prac i bitw, upokorzeń, wściekłości i monodram. W świątyni Wenus, Cytherea, opuszczamy nasze groby. Uwięzieni w tym animowanym teatrze, tylko żywe idee pozostają wolnymi. Czasami piszą nasze nekrologi krwią, esencją, ognistą odpornością, pasją, instancją życia jako prawdziwy człowiek. Istotnie, co napisałem to jedynie testament, albo zwykła apologetyka, zamaskowana nauczaniem. Jej twarz pojawiła się raz na nocnym niebie w gwiazdach, jako przebłysk napomnienia.

Wstęp

"Aby uchwycić siłę obrazu, tłumacz musi w pewien sposób uczestniczyć w wierzeniach tych, którzy są nimi zafascynowani i oddani"[1]

Eskulap i jego córka Hygieia karmią święte węże-awatary. Mistagogiczne kulty drakanaia i orfickie były znane i powszechne w Grecko-Rzymskim świecie. Symboliczny jad był też spagyricznym lekiem: mógł przynieść duchową transformację.

Taki bowiem jest cel inwokacji, rytualnego teatru ewokacji, modlitwy, aby znieść desperację, wspomagając wyższe światy i starsze rasy w Teurgii przynoszącej ukojenie. Przywołując błogosławieństwa większych światów dla reszty, pochylając się ze współczuciem nad tym w którym uczestniczymy. Taka była rola filozofów i filozofek, kapłanów i kapłanek - aby wspomagać. Taka była rola magów i astronomów aby uczyć, ubierać maski i szaty świata, przenikając go na wskroś i działać. Aby znieść dysharmonię pośród bólu, chaosu i zniszczenia, niosąc jarzmo odpowiedzialności, przeciw-stawiając się ignorancji, niewiedzy, nienawiści. Aby poszukiwać prawdy, trwając w dyscyplinie, egzekwując zadania mediacji, negocjacji, inicjacji, dopełnienia. Nie przywiązując się do tego świata w równej mierze angażując w ekwilibria zaangażowania, walki. Świat zebrał wiele pięknych tradycji, metod mistycznych, magicznych, technik i ćwiczeń doskonalenia się- - działania - nie będą one tutaj przytaczane. Materiał spisany poniżej jest rezultatem empirycznych, doświadczalnych i intelektualnych przedsięwzięć. Reszta jest tylko interpretacją, katalogowaniem, kodyfikacją i rodzajem nadania dyskursywnej filozoficznej formy odkrytym zależnościom.

"Teologia jest bowiem tylko słowem, dyskursem na temat Bogów, nieważne jak egzaltowana, jest nadal domeną ludzkiej aktywności, tak samo jak filozofia. Teurgia natomiast jest theion ergon, pracą Bogów, która umożliwia przekształcenie człowieka i nadanie mu boskiego statusu (...) W ujęciu Platońskim, teurgia spełniała cel filozofii rozumianej jako homoiosis theo (...) Jamblich utrzymywał że boskie zasady inwokowane w rytach były abstrakcyjnymi przykładami. Teoretycznie we wszystkich naukach Pitagorasa, Platona i Arystotelesa, we wszystkich aktach kultu i filozoficznej paidei były zakorzenione w jednym źródle - w mocy Bogów. W Teurgii te zasady były wcielone i wykonywane, nie tylko kontemplowane. W jakimkolwiek kontekście się pojawiały, były "pracą Bogów", theourgia w której ludzka dusza uczestniczyła jako odbiorca i obdarowany"[2]

Nasza egzystencja, osadzona w obiektywnym głębokim wszechświecie wplątana jest we wcześniej istniejące relacje i porządki. Jesteśmy nieodłączną częścią konfiguracji świata, która jest interpretowana przez nasze zmysły i umysł, stanowiąc treść naszego życia. Jesteśmy zawieszeni w biologicznym kokonie, który rekapituluje ontogenetyczne, filogenetyczne procesy i psychogenetyczną ewolucję na planecie ziemia w układzie słonecznym. To wszystko w jeszcze głębszym kosmicznym kontekście, o którym często zapominamy.

Darmowy fragment