Rozdział 1. Hrabiowie Rouen
Rozdział 1
Hrabiowie Rouen
Początki historii Normanów nie są wcale
proste. Fakty przypominają kości dinozaurów rozrzucone na pustyni -
wielka ich część zaginęła, a wy możecie pozbierać to, co ocalało, i ułożyć na kilka sposobów, aby ukazać różnorodność tych zwierząt. Idzie
za tym jedyna możliwa rekonstrukcja, ta najlepsza, którą możemy wymyślić
na podstawie tego, co jest nam już wiadome. To historia umiejętności
przystosowania się i wykorzystywania okazji przez jednego człowieka w czasach przemocy i braku stabilizacji, a nie świadomego budowania
królestwa. Człowiek w to uwikłany nie był wizjonerem czy też geniuszem
militarnym, a jego zwolennicy to członkowie załóg okrętów, zebrani
gdzieś na północnych wybrzeżach Atlantyku. Z powodu jego oportunizmu i żądzy posiadania ziemi w ciągu trzech pokoleń powstało nowe królestwo i nowy naród. Inną sprawą, którą rozpoczął nasz bohater, była dynastia
książąt i królów, jedna z największych i najwyrazistszych, jakie
istniały. Możemy być przynajmniej pewni, że - jak wielu żądnych władzy
mężczyzn w średniowieczu - miał zamiar stworzyć wybitną dynastię
następców. Udało mu się w pełni, a rozmiar sukcesu mógł go nawet
zaskoczyć.
Miał na imię Hrólfr. Skąd się o tym dowiedzieliśmy, można wywnioskować
ze szczegółowego dodatku znajdującego się na końcu książki. Jego pełne
imię i nazwisko mogło całkiem prawdopodobnie brzmieć Hrólfr Ketilsson.
Urodził się w połowie IX wieku gdzieś w norweskich osadach na wybrzeżu
Atlantyku i stał się wikingiem. Był człowiekiem mającym szlachetnych
wojowników wśród przodków, inaczej nie zostałby zaakceptowany jako
jarl2 wikińskiej floty, nawet jeśli była ona niewielka.
Późniejsza, ale nie całkiem wiarygodna tradycja wiąże go z królewskim
domem Norwegii albo potężnymi władcami Orkadów. Był dowódcą jednej z eskadr wielkiej wikińskiej armady, która przybyła na francuskie wybrzeże
Atlantyku pod koniec IX wieku3. Armia obozowała w dolinie u ujścia Loary, skąd rozprzestrzeniała się we wszystkich kierunkach. W dzikiej i okrutnej wojnie zniszczyła na zachodzie potęgę królów Bretanii
i ruszyła na wschód, wzdłuż Loary, w kierunku Paryża. Jednakże gdy
wikingowie poruszali się w górę rzeki, napotykali potężne zamki, które
potem okryły sławą dolinę Loary. Odkryli, że francuscy hrabiowie i markizowie, którzy w nich osiedli, wspierani przez zastępy pancernej
jazdy byli zbyt potężni, aby ich pokonać4.
I tak wikingowie znad Loary zrobili to, co wikingowie zawsze robili, gdy
natknęli się na trudnego przeciwnika, czyli przenosili się tam, gdzie
mogli znaleźć łatwiejsze cele. Część z nich skierowała się do
południowej Walii i próbowała przeprowadzić rajd u ujścia rzeki Severn,
ale potęga militarna i organizacja królów angielskich to udaremniły,
więc przepłynęli przez Morze Irlandzkie. Inne ich grupy zabrały swoje
statki i rozpoznawały drogę wzdłuż wybrzeża kanału, szukając
niebronionego wybrzeża, które można byłoby najechać. Jedna z grup
dokonała zbrojnego desantu na półwyspie Cotentin, wokół rzymskiego
miasteczka Cherbourg i tam wykroiła sobie skandynawską kolonię. Inna
grupa, w której Hrólfr odgrywał dominującą rolę, pożeglowała dalej, na
wschód, przez zatokę Sekwany i dopłynęła do ujścia tej wielkiej rzeki.
Tam załoga zeszła na ląd w drugiej dekadzie IX wieku i odkryła, że
kraina była otwarta i bez obrony. Wikingowie pomaszerowali w górę rzeki
i zajęli bez większych kłopotów miasto Rouen - tam Hrólfr zorganizował
obóz na brzegu rzeki, wewnątrz rzymskich murów wielkiego miasta.
Hrólfr nie był pierwszym jarlem wikingów, który uczynił z tego miasta
swoją kwaterę główną. Było ono już zniszczone po generacjach wikińskich
ataków, ale - podobnie jak York w Northumbrii i Rouen w Neustrii -
wydawało się zbyt cenne jako ośrodek handlu, aby ludzie zupełnie je
porzucili5.
Hrólfr zastał miasto już prawdopodobnie mocno związane ze światem
północy i zamieszkałe przez zahartowanych przez los mieszkańców. Poważne
najazdy na nadbrzeżne frankijskie krainy zaczęły się już w 845 roku,
kiedy to Sekwana została wykorzystana jako trasa najazdu na Paryż.
Najazdom wikińskim sprzyjał fakt, że frankijskie imperium rozpadło się
na części zaraz po śmierci Ludwika Pobożnego, a jego spadkobiercy
sprzeczali się przez dziesiątki lat. Najazdy osiągnęły punkt
kulminacyjny, kiedy Paryż został okrążony w latach 885-886 i Karol Gruby
(zmarł w 888 roku) musiał złożyć okup najeźdźcom poprzez danie wolnej
ręki w łupieniu Burgundii. To śmiertelne zagrożenie zostało pogłębione
jeszcze przez wewnętrzny upadek.
Potężna rodzina, zwana przez historyków Robertynami, wyrosła na potęgę w okolicy Paryża6. Zgromadzili znaczne posiadłości i tereny leżące
na zachodzie, aż do granic Bretanii i nad oceanem, w tym te, które
później stały się Normandią. W tych niepewnych czasach spowodowanych
najazdami wikingów stanęli do współzawodnictwa z potomkami Karolingów o tron zachodniej Francji.
Eudes z rodu Robertynów został wybrany królem zachodniej
Francji7 w 888 roku, ale po 893 musiał rywalizować z Karolingiem8, Karolem Prostym, wnukiem Karola Łysego
wybranym na antykróla. Po śmierci Eudesa, w 898 roku Karol rządził już
samotnie i to on był władcą, który musiał poradzić sobie z zagrożeniem
reprezentowanym przez wikinga Hrólfra, któremu frankijscy kronikarze
nadali łacińskie imię "Rollo" czy też "Rollon".
Uznajemy, że ten Hrólfr stanowił zagrożenie, ale faktycznie wiemy o nim
niewiele. Odkładając na bok świadectwa Dudo z St. Quentin9,
który pisał ponad wiek później, istnieją o nim jedynie dwie
wzmianki10. Najwcześniejsza pochodzi z 918 roku, gdy Karol
Prosty wydał akt na rzecz paryskiego opactwa Saint-Germain-des-Prés, w którym czytamy: "Przyznajemy [...], to opactwo [...], pomijając te z jego włości, które oddaliśmy dla ochrony królewskiej Normanom znad
Sekwany, to znaczy Rollonowi i jego towarzyszom".
Flodoard11, niemal współczesny tym wydarzeniom kronikarz z Reims, dodał do tego niewiele więcej. W jego Historii kościoła w Reims
- bez wspomnienia imienia "Rollo" - opisał w ten sposób coś, co wydaje
się wcześniejszą darowizną dla "Normanów znad Sekwany":
Po kampanii, w której hrabia Robet (z marchii bretońskiej) walczył
przeciwko [Normanom] w rejonie Chartres, ci zaczęli przyjmować
chrześcijaństwo. Otrzymali oni pewne prowincje nadmorskie wraz z miastem
Rouen, które prawie zrównali z ziemią, oraz inne podległe mu miasta.
Flodoard pechowo nie podał żadnej daty, ale dodał przynajmniej dwie inne
wzmianki o Rollonie - w roku 925 zanotował, że przewodził on Normanom w Eu, stawiającym opór Frankom biorącym odwet za wcześniejszą agresję na
Beauvais, a w 927 roku - że "syn Rollona" przysięgał wierność królowi
Karolowi Prostemu. To wszystko, co mówią ówczesne historyczne zapisy o twórcy normańskiej dynastii, z wyjątkiem tych późniejszych o generację,
czyli kronikarza Richera z Reims, który wyciągnął skądś fakt, że ojciec
Rollona nosił imię Ketil (Catillus)12.
Kiedy Rollo i jego towarzysze osiedli w dolinie dolnej Sekwany? Dudo
podkreślał, że w roku 911 król Karol spotkał Rollona w St. Clair, nad
rzeką Epte, która była granicą między prowincjami Vexin i Roumois
(której stolicą było Rouen). Król przekazał Rollonowi miasto Rouen i prowincje daleko na zachód od niego, aż do Bretanii. Z punktu widzenia
statutów odnoszących się do przeszłości z 918 roku, do których już
zaglądaliśmy, data ich przybycia (911) wydaje się dobra jak każda inna.
Chociaż jedynym potwierdzeniem tego jest Dudo, to pasuje ona doskonale
do daty dobrze znanej klęski militarnej wikingów poniesionej przez nich
na południe od Normandii, w Chartres.
Rollo. Pomnik księcia na miejskim placu w Falaise.
Fot. Wikimedia Commons/Michael Shea, lic. CC BY-SA 2.5
Rok 911 mógł być jednym z tych, kiedy wikingowie nabrali ochoty na
negocjacje, ale równie dobrze mogło się zdarzyć, że Rollo i jego załoga
przybyli nad Sekwanę później, gdy inni wikińscy najeźdźcy wykazywali się
aktywnością w Anglii. Nie wiemy też, kim byli towarzysze Rollona. To on
mógł być jednym jarlem wśród wielu innych w całej armii "Normanów znad
Sekwany", pierwszym wśród równych pod względem militarnym. Mógł być
przywódcą wikingów, który po poddaniu Rouen zdołał założyć bazę w mieście oraz na swój sposób walczył i negocjował o dominację nad innymi.
Jeśli tak, to nie jest nieprawdopodobne, że jego panowanie nad wikingami
znad Sekwany miało kruche podstawy i musiał codziennie zwalczać ambicje
innych jarlów, a może nawet ocalałych na tym terenie frankijskich
magnatów. W milczeniu historycznych zapisów może być ukryta lub
zagubiona historia człowieka, który był największy w swym otoczeniu, jak
również pierwszy w swej dynastii.
Inna niepewna historia z czasów Rollona to opowieść o osiedleniu się,
dotyczy więc ustalenia, co można uznać za jego rodzinne księstwo.
Niektóre sprawy znamy. Po dekadach debat historycy doszli do wniosku,
czy też zdali sobie sprawę, że wcześniej istniejący pierwotny krajobraz
Normandii, tak polityczny, jak i rolniczy, nie został zniszczony przez
Normanów i ponownie odbudowany. Nie ma żadnych wątpliwości, że wokół
Rouen istniały skandynawskie osady, tak samo jak w samym mieście (główny
strumień płynący na wschód od starego miasta nadal nosi skandynawską
nazwę "Robec", a kronikarz ze Soissons nazywał je w połowie X wieku
"duńskim miastem"). Osadnictwo wikingów w Normandii nigdy nie było
jednak tak intensywne jak we wschodniej Anglii i wschodnim Yorkshire,
gdzie pola i strumienie nadal noszą wyraźnie brzmiące skandynawskie
nazwy. Ewidencja nazw miejscowości wskazuje, że w pewnych rejonach
(zwłaszcza w Pays de Caux, na północ od Sekwany, południowe wybrzeże
zatoki Sekwany i północna część półwyspu Cotentin) wiele wiosek i osad
nosi znamiona ich skandynawskich właścicieli. Generalnie ciągną się one
wzdłuż linii wiosek o nazwach typu "Borneville", co oznacza "willę
Bjorna". Pierwszy element odnosi się do skandynawskiego właściciela,
który wszedł w jej posiadanie (przypuszczalnie) w X wieku; jednak drugi
człon, czyli "villa", to uniwersalna kontynuacja gallo-rzymskiej nazwy
dla wiejskiej posiadłości. Innymi słowy, wykaz większości nazw odnosi
się do osadnictwa skandynawskiej arystokracji; w wielu przypadkach
musiało to oznaczać nowych panów, którzy objęli we władanie starsze
osady. Istnieją też wskazówki odnoszące się do nowszego skandynawskiego
osadnictwa: to około 100 nazw zawierających skandynawski przyrostek
"toft", między innymi Criquetot czy Yvetot, ale to nie była część
Normandii, skandynawskie fragmenty nazw zlewają się z frankijskimi czy
celtyckimi.
Rozmieszczenie skandynawskich nazw miejscowości potwierdza to, co mówią
historyczne zapisy: Rollo i jego współtowarzysze osiedli w Rouen jak w wysuniętej bazie w kierunku Paryża i kolonizowali dolinę Sekwany w stronę morza. Dużo jest na to dowodów w Pays de Caux, między Sekwaną a wybrzeżem kanału La Manche, daleko na wschód, aż do Dieppe. To pasuje
znakomicie do "prowincji nadbrzeżnych wraz z Rouen" odnoszących się do
wyjaśnień Flodoarda w sprawie nadań króla Karola Prostego dla wikingów.
Właśnie tutaj możemy lokować centrum władztwa Rollona. Jak daleko się
rozciągało, to już kwestia przypuszczeń.
Rollo został obdarowany Rouen i przyległymi terenami w zamian za sojusz
z Frankami. W interesie obu stron, Rollona i jego frankijskich
"aliantów", było rozszerzenie jego władzy na inne wikińskie osiedla. To
mógł być powód dalszych nadań dla wikingów znad Sekwany, o których
wspominano w kronikach z tamtych czasów. Taka potrzeba była szczególnie
silna, gdy Robert z Neustrii, który na krótko zastąpił na tronie Karola
Prostego, został w 924 roku zabity przez armię wikingów na terenie
Bretanii. Jego zięć i następca król Rudolf był wspominany jako
poręczyciel nowej umowy, wedle której grupie Normanów przyznano
prowincje Bessin i Maine. Logicznie należy uznać, że wspomniani
Normanowie to Rollo i jego towarzysze przesuwający swoje wpływy na
zachód z doliny Sekwany. Mniej jasne, czy Rollo przejął władzę nad
wikingami już zasiedlającymi te tereny, aby ich udomowić i powstrzymać
przed dalszymi atakami, czy też otrzymał władzę nad Frankami wokół
Bayeux, aby chronić ich przed innymi wodzami wikińskimi, osiadłymi na
półwyspie Cotentin i we wschodniej Bretanii.
Wikingowie oblegający Paryż.
Fot. Wikimedia Commons
Do 924 roku Normandia była ewidentnie na etapie tworzenia. Ułatwiał to
fakt, że istniał już szablon, który należało jedynie podłożyć jako
wzorzec. Zachodnia Francja w karolińskim imperium była rządzona z tych
samych miast, z których korzystali Rzymianie do administrowania Galią.
Każde z nich miało własnego biskupa i hrabiego, jak również
podporządkowaną prowincję albo "pagus", we współczesnej francuszczyźnie
- pays13. Rouen było również siedzibą metropolitalnego
arcybiskupa, który zarządzał prowincją kościelną, ocalałą, duchowo
bliźniaczą siostrą dawno upadłej prowincji imperium rzymskiego -
Lugdunensis Secunda. To na tym starym rzymskim fundamencie powstała w końcu Normandia.
W czasach Rollona było nadal wiele żywych pomników rzymskiej
przeszłości. Wciąż stała w mieście mocno uszkodzona rzymska bazylika
episkopalna z IV wieku pod wezwaniem Matki Boskiej (obok bazyliki z VIII
wieku i konwentu kleryków świętego Stefana). Rollo przyjął chrzest w jednej albo drugiej antycznej bazylice, chociaż ten zaszczyt mógł
przypaść klasztorowi St. Ouen znajdującemu się na wschód od miasta.
Jedną z kilku rzeczy, które wiemy na pewno o Rollonie, jest fakt, że
szybko nawiązał przyjacielskie relacje z arcybiskupem Rouen i miały one
raczej charytatywny niż duchowy charakter. Wydaje się, że tylko kilku
frankijskich urzędników cywilnych przetrwało wikińską nawałę, ale w latach kryzysu biskupi pozostali ze swymi trzódkami. Normandia była
nowym tworem, lecz opierała się na starych ideach. Tak jak idea
królestwa "Anglii", była częściowo produktem papieskich decyzji, które
mówiły, że istniał jeden naród angielski i Kościół Anglii, tak samo
księstwo Normandii było skonstruowane w ramach prowincji Rouen, która
stała się "kościołem normańskim" w następnym stuleciu.
Nie wiemy, kiedy Rollo zmarł. Prawdopodobnie żył jeszcze, ale był
schorowany w 927 roku, kiedy jego syn składał hołd królowi Rudolfowi z Francji. Najwyraźniej już nie żył w 933 roku, dlatego większość
historyków sądzi, że zmarł około 928 roku. Mówiono, że miejscem jego
pochówku stała się katedra w Rouen. Istniała nadzieja, że zmarł jako
chrześcijanin, chociaż zapisy historyczne pozostawiają co do tego pewne
wątpliwości. Dudo utrzymywał, że Rollo przyjął chrzest w 912 roku, a zapisy jego prawnuka, o wiek późniejsze, dotyczące hojnych zwrotów i darowizn majątków ziemskich, mówią, że Rollo poczynił je dla kościoła
St. Ouen, leżącego poza murami Rouen (jest możliwe, że chrzest miał tam
właśnie miejsce, gdyż wiemy, że bazyliki w środku miasta były
zdewastowane). Jeśli mamy wierzyć Dudo, ojcem chrzestnym Rollona był
Robert Neustryjski, który mógł być jego protektorem już po zanurzeniu w chrzcielnicy i nadał mu nowe chrześcijańskie imię. Zgodnie ze zwyczajem,
chociaż nie było to niezłomną praktyką, Rollo mógł przyjąć imię Robert,
aby uszanować swego ojca chrzestnego. Faktycznie, Dudo nazywał Rollona
po chrzcie Robertem. Dowód potwierdzający znajdujemy w zapisach opactwa
St. Denis, gdzie w roku 968 wspomina się księcia Ryszarda I jako wnuka
Roberta, nie Rollona. Jednakże Rollo (Robert) i jego ludzie nie byli
modelowymi konwertytami. Wiemy, że arcybiskup Reims wysłał około 914
roku podręcznik o nawracaniu zbłąkanych pogan do swego kolegi z Rouen.
Pokolenie później kronikarz z Limousin Adhémar z Chabannes14
opowiadał obelżywą historię, która miała wskazywać, że dla Rollona
chrzest nie musiał być wcale duchowym wyznacznikiem w życiu. Spodziewał
się, że celebracja tego faktu będzie polegała na przekazaniu podarków
chrześcijańskiemu Bogowi i obcięciu głów (prawdopodobnie pogańskim)
więźniom, aby uhonorować też panteon bogów swych nordyckich przodków.
Jest to późna historia wynikająca ze źle udokumentowanych źródeł, ale
znajduje ponure potwierdzenie około 943 roku, kiedy to twórca elegii o synu Rollona zanotował, że Wilhelm został zaatakowany przez wrogów, gdy
"umierał jego pogański ojciec".
WILHELM DŁUGI MIECZ, HRABIA ROUEN
Wilhelm Długi Miecz jest przykładem, że najważniejszym członkiem
dynastii mogła być druga z kolei jej postać.
To on stworzył podwaliny pod potęgę, wprowadził konieczne reformy i zapewnił kontynuację rodu. Wilhelm, syn Rollona, nie urodził się we
Francji, łaciński lament skomponowany wkrótce po jego śmierci mówi, że
zrodzony został "za morzami, w ojcowskiej siedzibie, w pogańskich
krainach"15. Jeśli z tym się zgodzimy, to Wilhelm urodził się,
nim ojciec wsiadł na statek wikińskich łupieżców, gdzieś w krajach
rządzonych przez Skandynawów. Jego pierwszym językiem nie był francuski,
a jego edukacja odbywała się między pogańskimi wikingami. Został
ochrzczony we Francji, prawdopodobnie razem z ojcem w Rouen. Mógł nie
nosić imienia "Wilhelm" w młodości - przyjął je w czasie chrztu, po ojcu
chrzestnym, gdyż "Wilhelm", a właściwie Guillame, to nie imię wikińskie,
ale frankijskie. Wydaje się interesującą spekulacją, kim mógł być ten
ojciec chrzestny. Jeden z możliwych kandydatów to dworzanin króla Karola
Prostego, Wilhelm Pobożny, książę Akwitanii, który mógł zgodzić się
wystąpić jako ojciec chrzestny czy protektor jedynie w zastępstwie
monarchy. Bardziej prawdopodobny wydaje się jednak Wilhelm, syn Eblé
Manzera, hrabiego Poitiers, który był jednym z młodszych magnatów na
froncie walki z wikingami znad Loary.
Wtedy już był po ślubie z córką Rollona, a siostrą Wilhelma Długiego
Miecza, o imieniu Gerloc.
Wilhelm był znany późniejszym pokoleniom jako "Długi Miecz". Nazwa ta
pojawia się w źródłach z końca XI wieku (Dudo jej nie używał), ale
musiało się to opierać na solidnej tradycji rodzinnej. "Długi Miecz" to
nazwa dla wojownika i równie dobrze mogła być wikińskim przydomkiem.
Odkąd Wilhelm był uwikłany w latach 924-925 w brutalną kampanię wokół
Beauvais, Ponthieu i Amiens, na pewno miał wiele okazji, aby krwawo tam
się zapisać. Jego życie stało się pomostem między starymi tradycjami
skandynawskich osadników, wśród których dorastał do wieku męskiego, a nowym światem konkurujących frankijskich księstw, gdy w jednym z nich
przejmował władzę. W 927 roku dojrzały i pełnoletni przysięgał wierność
królowi Rudolfowi z rodu Robertynów, który nie kwestionował jego władzy
na terenach przekazanych wcześniej Rollonowi i jego towarzyszom.
Ekspansja wikingów znad Sekwany na wschód została zatrzymana w dolinie
Bresle, w Eu przez hrabiów Flandrii i Vermandois16. Być może
ten odwrót zdecydował, że Normanowie z Rouen odrzucili Rollona jako
przywódcę, a rywale ze wspólnoty z pewnością zadowolili się jego synem
jako władcą. Istnieje złowieszczy fragment w poświęconym mu lamencie
żałobnym, który mówi, że gdy jego ojciec umierał, "wybuchły przeciw
niemu działania wojenne, ale zawsze ufając Bogu, dawał radę każdemu
przeciwnikowi siłą samej prawej ręki". Dudo również mówił, że Wilhelm
przejął władzę, zanim jego ojciec zmarł, chociaż opisuje, że
niedomagający Rollo przekazał władzę synowi i spadkobiercy w obecności
regularnej rady książęcej. Prawda mogła być taka, że Rollo był
postrzegany przez swoich towarzyszy jako przegrany, więc Wilhelm musiał
walczyć, aby odzyskać kontrolę nad wikingami, którą stracił jego ojciec.
Wilhelm I Długi Miecz. Pomnik księcia na miejskim placu w Falaise.
Fot. Wikimedia Commons/Michael Shea, lic. BY-SA 2.5
Do 927 roku Wilhelm, jak się wydaje, zabezpieczył sobie uległość
sekwańskich wikingów. Sojusz z królem Rudolfem przyniósł korzyści
rodzącemu się księstwu Normanów. Do 930 roku wikingowie z Rouen byli
postrzegani jako udomowieni i można było ich bezpiecznie użyć przeciwko
ich bardziej dzikim pobratymcom.
W 933 roku król Rudolf spotkał się z Wilhelmem i wedle słów Flodoarda:
"Wilhelm, przywódca (princeps) Normanów, złożył przysięgę samemu
królowi, który oddał mu ziemię Bretonów leżącą wzdłuż wybrzeża morza".
Wielka armia wikingów znad Loary i z Bretanii trzymała się razem przez
lata dwudzieste X wieku, ale nie potrafiła wybrać spomiędzy siebie
stałego wodza - tak jak to zrobili wikingowie sekwańscy. Ci złamali
potęgę kiedyś wielce znaczącego królestwa Bretonów i zmusili jego
przywódców do szukania schronienia za granicą, głównie w Anglii. Był
taki czas w latach sześćdziesiątych IX wieku, kiedy Karol Łysy był
zmuszony scedować prawa królewskie na Salomona, przywódcę Bretonów, oraz
poczynić na jego rzecz koncesje terytorialne, prawdopodobnie chodziło tu
o półwysep Cotentin. Jednak wikingowie okupowali Nantes i wschodnią
Bretanię, a na podstawie dowodów związanych z nazwami miejsc w terenie
sądzimy, że również przesunęli się na wschód, w głąb Cotentin.
Długo uciskani miejscowi Brytowie w 931 roku wzniecili rozruchy
przeciwko tym ciemiężcom. Wikingowie, którzy znaleźli się na półwyspie
Cotentin, zostali odcięci i odizolowani od swoich baz. Najeźdźcy nie
mieli początkowo żadnej styczności z grupą Rollona osiadłą dalej, na
wschód, ale to miało się zmienić. Możemy znaleźć w nadaniu króla Rudolfa
z 933 roku zachętę dla Wilhelma Długiego Miecza do przejęcia władzy nad
świeżo odizolowaną kolonią wikingów, egzystującą na zachód od Bayeux.
Ciekawe wydaje się, co jeszcze mógł zdziałać Wilhelm, idąc w kierunku
Bretanii, która wracała pod panowanie rodzimych hrabiów z Rennes i Nantes.
Zabezpieczył on władzę w Cotentin (być może w sposób pokojowy), a monety
wybite w jego imieniu znaleziono dalej, na południe, w Mont
Saint-Michel. Na jednej z nich został buńczucznie opisany jako "diuk
Bretonów". Pytanie, czy zdołał nadać temu tytułowi wymiar realny,
pozostaje otwarte. W czasie bicia tych monet Wilhelm być może zachęcał
resztki wikingów z Bretanii, aby dołączyli do jego domeny, i przyjął
tytuł sugerujący, że pod panowaniem króla Rudolfa był pełnoprawnym
władcą tego regionu.
Jednym z zysków kampanii w Bretanii była konkubina, bretońska kobieta, z którą miał syna, ochrzczonego frankijskim imieniem Ryszard, mianowanego
na władcę w Bayeux, jak napisał Flodoard.
Monety i książęcy styl mówią nam, że Wilhelm ochoczo przyjął rolę
chrześcijańskiego księcia frankijskiego. Bił monety w Rouen w odnowionej
mennicy, a przez to przejął królewskie prerogatywy, tak samo jak część
królewskiego majątku (posiadłości ziemskie) i lasy w zasięgu jego
rosnącej władzy. Niektórym z jego starszych poddanych nie podobała się
ta przemiana charyzmatycznego wodza wojennego wikingów w prozaicznego
frankijskiego magnata. Dudo wspominał historię wybuchu w 934 roku
rewolty wśród skandynawskich poddanych Wilhelma, kierowanej przez
Riulfa, rywala do przejęcia władzy. Riulf i jego zwolennicy zagonili
Wilhelma w Rouen do narożnika, a ten, jeszcze raz jak wiking, był
zmuszony poprowadzić swoją osobistą gwardię do boju, aby utrzymać
władzę. I chociaż zwyciężył, a Riulf musiał uciekać, by ratować życie,
ten incydent - jeśli naprawdę się zdarzył - mówi nam, że musiało być
sporo poważnych kłopotów przy narodzinach Normandii.
Pod koniec lat trzydziestych X wieku proces przemian trwał nadal.
Wilhelm i jego bliscy, wśród których pewnie byli duchowni, zaczęli
subtelnie tworzyć dla niego nową tożsamość. Flodoard określał w 933 roku
Wilhelma poprzez neutralny łaciński tytuł princeps, co oznaczało nie
więcej jak "przywódcę" Normanów. Jednakże sami wikingowie postrzegali
Wilhelma, syna Rollona, jako comes Rothomensis czy też "hrabiego
Rouen". Gdzie indziej, jak widzieliśmy, utwierdzał władzę jako "diuk
Bretonów". Hrabia czy diuk to tytuły, które nadawano jako specjalne
wyróżnienie, były w gestii karolińskich królów, ale w latach
trzydziestych X wieku istniało wielu potężnych magnatów frankijskich,
którzy przyjmowali takie tytuły z własnej inicjatywy. Za nimi szła
chrześcijańska ideologia władzy, którą z radością dostarczał Kościół.
"O, Wilhelm! Twórca i miłośnik pokoju; pocieszyciel i obrońca biednych;
opiekun wdów i sierot!" - łkał jakiś kleryk, który skomponował lament po
jego śmierci. Wszystkie te przymioty, których można było się spodziewać
po królach karolińskich, teraz przypadały chrześcijańskim książętom.
Jeśli chrześcijański władca trzymał się biblijnych cnót, to miał
legitymację prawną i grzechem było występować przeciwko niemu. Witgar,
panegirysta hrabiego Arnulfa z Flandrii, który spiskował, aby zabić
Wilhelma, pochlebiał swemu panu poprzez przypisywanie mu tych samych
cnót.
Wilhelm chciał potwierdzić legalną obecność wśród innych hrabiów i książąt, więc możliwe też, że całą ideologię traktował poważnie, a obraz
Dudo przedstawiający Rollona i Wilhelma jako prawodawców i głosicieli
prawa nie był wcale przesadzony.
W późniejszych czasach Wilhelm poczynił kolejny krok w kierunku
potwierdzenia swej władzy. Zaprosił ponownie do swej prowincji i wsparł
wygnanych mnichów z merowińskiego opactwa Jumi?ges, nad Sekwaną. Mnisi
wycofali się na kilka dekad 100 mil dalej, do posiadłości Haspers,
niedaleko Cambrai, ale działali pod przewodnictwem Marcina,
reformatorskiego opata wysłanego przez Gerloc, siostrę Wilhelma.
Powrócili, przywrócili i ożywili benedyktyńską regułę oraz liturgię nad
Sekwaną, a lament po śmierci Wilhelma wiązał go z "fundacją" Jumi?ges.
Jeśli mógł fundować klasztory, to był naprawdę pełnoprawnym księciem
chrześcijańskim, szczególnie w oczach frankijskich poddanych. Późniejsze
źródła szły jeszcze dalej i mówiły, że zamiarem Wilhelma było zamieszkać
na starość w klasztorze, ale może była to jedynie próba uznania go z perspektywy czasu za świętego, gdyż spotkała go śmierć męczennika za
pokój. Richer z Reims opisywał niezwykle budującą historię o skrzyni ze
skarbami Wilhelma - gdy została po jego śmierci otwarta, była tam
jedynie włosiennica, którą nosił w okresach pokuty.
Kolejnym znaczącym krokiem naturalizacji Wilhelma Długiego Miecza w jego
nowej ojczyźnie było małżeństwo. Zostało ułożone około 936-937 roku
między nim i Ludgardą, córką hrabiego Herberta II z Vermandois, w linii
męskiej bezpośredniego potomka Karolingów. Wiemy o prezencie ślubnym,
który "hrabia Wilhelm z miasta Rouen" podarował Lutgardzie: znaczne
posiadłości koło Longueville, w Pays de Caux. To była dobra inwestycja:
każde dziecko z tego związku mogło dzielić imperialne prawa matki, a małżeństwo wprowadzało Wilhelma do elitarnego klubu książąt, którzy
zaczynali dzielić między siebie zachodni kraj Franków (Francję). Tak jak
w kolejnych wiekach, małżeństwo w obrębie tej grupy społecznej oznaczało
akceptację przez jej członków. Siostra Wilhelma poślubiła hrabiego
Poitiers, kolejnego wiodącego członka frankijskiej książęcej koterii.
Jaki rodzaj gry uprawiał Wilhelm w tym arystokratycznym środowisku
między 933 i 942 rokiem? Nie jest to do końca jasne. Frankijscy książęta
wykorzystywali własne przewagi do rywalizacji z dynastią Robertynów,
potomkami Karolingów, których podstawą władzy był rejon wokół Paryża, z rządami ograniczonymi już tylko do okolic starego cesarskiego miasta
Laon. Mieli oni niewiele środków i atutów poza prawami moralnymi.
Późniejsza (normańska) tradycja przedstawiała Wilhelma już w 936 roku
jako rozjemcę w sprawie sukcesji po karolińskim wygnańcu Ludwiku IV.
Jednak to polityczne, wstępne wyróżnienie z grona innych książąt było
koncepcją, która ówcześnie zyskała małe poparcie, chociaż zgodnie z prawdą twórca elegii o Wilhelmie mówił, iż jego wrogowie żywili do niego
urazę za zbytnie zbliżenie z nowym królem.
W końcu Wilhelm Długi Miecz stał się raczej ofiarą walki o władzę reszty
frankijskich książąt niż wewnętrznego spisku jego skandynawskich
kompanów, wodzów wojennych. Normanowie znad Sekwany wcześnie zadarli z kształtującym się księstwem Flandrii, rządzonym przez pełnych wigoru
hrabiów marchii granicznej. Flandria okazała się polityczną jednością w królestwie Karola Łysego, częściowo dzięki samej polityce, a także
poprzez działania jej założyciela Baldwina Żelazne Ramię, hrabiego
Ghent. Rozwijała się jako ważny i potężny bastion przeciwko penetracji
wikingów w kierunku Nadrenii i północnej Francji. Wikingowie, którzy
osiedli nad Sekwaną, oskrzydlili Flamandów i stanowili zagrożenie,
którego nie można było nie doceniać. Nie było więc niespodzianką
stwierdzenie, że w 925 roku hrabia Arnulf rozwinął swoje siły i sojusze,
aby wziąć w karby Normanów znad Sekwany i zatrzymać ich na rzece Bresle,
która stała się stałą północną granicą Normandii.
Między Normanami i Flamandami nadal utrzymywało się napięcie. W 939 roku
hrabia Wilhelm stał się wrogiem Arnulfa, angażując się w przywrócenie do
władzy niejakiego Herluina, hrabiego regionu Montreuil, który sam starał
się zaanektować. Normanowie jeszcze raz okazali się groźni.
Metody powstrzymywania ich przez Arnulfa były bezlitosne. Można się tego
spodziewać po hrabim z granicznej marchii w X wieku, który miał do
czynienia z pogańskimi zagranicznymi przybyszami. Zwabił Wilhelma na
konferencję w sprawie granic w Picquigny, nad Sommą, na zachód od
Amiens. Dwóch hrabiów spotkało się na rzecznej wyspie w sobotnie
popołudnie, 17 grudnia 942 roku, aby uzgodnić porozumienie pokojowe.
Wilhelm podszedł do tego z ufnością, nie prosząc nawet Arnulfa o zakładników. Pewne szczegóły tego, co zaszło potem, znajdujemy w lamencie żałobnym skomponowanym wkrótce po jego śmierci, być może przez
członka zgromadzenia benedyktynów z Jumi?ges. Po długiej i przyjaznej
dyskusji, którą przebiegły Arnulf przedłużał, dopóki zimowe słońce nie
zaczynało zachodzić za gąszczem zarośli olchowych porastających brzeg
rzeki, hrabiowie powrócili do swoich łodzi. Gdy łódź Wilhelma już
odpływała w nurt wezbranej rzeki, kilku dworzan Arnulfa zawołało go,
mówiąc, że ich pan ma mu coś jeszcze ważnego do powiedzenia. Wilhelm
posłusznie powrócił w mrok, by na brzegu napotkać tylko miecze aż
sześciu zabójców.
Wilhelm był bezbronny - wielokrotnie ugodzony mieczami, ciężko ranny
zginął od okrutnego ciosu w głowę. Jego dworzanie, nie zważając na
odniesione rany, odciągnęli ciało do łodzi i zepchnęli ją z powrotem do
wody, by przepłynąć rzekę.
RYSZARD I ASYMILACJA NORMANÓW
Jeśli zamiarem hrabiego Arnulfa była destabilizacja i neutralizacja
księstwa, które zbudował w latach trzydziestych X wieku Wilhelm Długi
Miecz, to mógł jedynie przez chwilę odczuwać satysfakcję.
Wilhelm pozostawił młodego syna Ryszarda, którego matką była bretońska
konkubina. Jeśli został on poczęty w czasie kampanii w Bretanii, w latach 933-934, to nie mógł mieć więcej niż dziewięć lat w chwili
śmierci swego ojca. Wrogowie Normanów mogli oczekiwać, że ich księstwo
rozpadnie się w chaosie, gdy wybuchną wewnętrzne kłótnie o przywództwo,
a wodzowie wojenni staną przeciwko sobie. Kłopoty na pewno się pojawiły,
ale - co zaskakujące - nowa polityczna jedność księstwa Wilhelma
Długiego Miecza przetrwała wszelkie wstrząsy. Po części może przyczyniła
się do tego akcja Wilhelma związana z przyjęciem frankijskiego i chrześcijańskiego modelu legitymizacji władzy. Sam czuł się jak w domu
na królewskim dworze, miedzy frankijskimi parami, jako "hrabia Rouen".
Uważano tam za naturalne, że gdy jeden hrabia zmarł, drugi musiał po nim
przejąć władzę. Jeśli Wilhelm miał tylko jednego syna, musiał być to
Ryszard.
Pod koniec poetyckiego opisu śmierci Wilhelma Długiego Miecza jego autor
wybuchnął patriotycznie:
Wołam cię, o Ryszardzie, hrabio Rouen! Nasze modlitwy za hrabiego i zbawienie jego ojca! Może Chrystus zapewni ci [Ryszardowi] ochronę
przez wszystkie dni twojego życia, aż będziesz z nim w końcu na zawsze!
Mamy tu chyba uchwyconą atmosferę, jaka panowała zaraz po zamordowaniu
Wilhelma. Zabity hrabia spoczął w katedrze w Rouen, a jego następca,
ledwie chłopiec, wyruszył w wojskowej eskorcie z Bayeux.
Ludzie w mieście byli zaniepokojeni i zdenerwowani, nobile odbywali
tajne narady, gdy z Laon przeniknęły wieści o zbliżaniu się armii
królewskiej. Dla Franków i pół-Franków wśród prowincjonalnej szlachty
logika objęcia opieką nieletniego Ryszarda, samotnego męskiego dziedzica
władzy, była czymś oczywistym. W poprzednim stuleciu Frankowie widzieli,
jak publiczny urząd hrabiego stał się rodowym "honorem" (jak to
nazywali) i dziedziczne przekazanie go z ojca na syna stało się czymś
normalnym. Dla byłych wikińskich nobilów - pierwotnie osiedlonych w 911
roku, mających teraz ponad 50 lat - ta logika nie była wcale oczywista;
ich zwyczajem było wybieranie najbardziej szanowanego mężczyzny z odpowiednim rodowodem do prowadzenia armii czy floty. Przybycie króla
Ludwika IV do Rouen komplikowało sprawę i być może prowadziło do
podziału kraju.
Kościół oraz zdominowane przez Franków miasto Caen, tak samo jak liczne
grupy skandynawskich możnych, otwarcie popierały Ryszarda. Chłopiec
został sprowadzony do Rouen przez zaufanego oficera jego ojca, kapitana
Bernarda Duńczyka, który pozostawał wiernym filarem sprawy Ryszarda.
Jednakże skandynawscy przywódcy wcale nie byli jednomyślni w akceptacji
chłopca. Słyszymy o niejakim Haraldzie, który (być może przy wsparciu
zagranicznych wikingów) w 944 roku przejął kontrolę nad częściami byłych
ziem hrabiego Wilhelma w Cotentin i rozciągnął władzę nad nimi aż do
Bayeux. W rezultacie księstwo dynastii Rollona faktycznie skurczyło się,
przynajmniej na chwilę, z powrotem do Rouen i doliny Sekwany.
W tej sytuacji przybycie króla Ludwika do Rouen jakiś miesiąc po śmierci
hrabiego Wilhelma miało swoje dobre i złe strony. Flodoard pisał: "Król
Ludwik dał ziemię Normanów rodzonemu synowi Wilhelma, z bretońskiej
konkubiny, i część możnych przysięgła wierność królowi, a reszta księciu
Hugonowi". Nazwa "Normandia" jeszcze się nie pojawiła, ale mglistą
całość już można rozpoznać jako "ziemię Normanów", co było krokiem ku
nowemu geopolitycznemu terminowi oznaczającemu ziemie poprzednio będące
w posiadaniu hrabiego Wilhelma.
Król Ludwik uznał roszczenia Ryszarda do władzy za zasadne i wziął go
pod swoją opiekę, ale Flodoard dawał do zrozumienia, że chodziło raczej
o wykorzystanie sytuacji. Wiemy od Dudo, że książę Hugon Wielki,
ówczesna głowa rodu Robertynów, zaczął interesować się hrabstwem Rouen.
Fakt, że król prosił poddanych Ryszarda o złożenie przysięgi wierności
księciu, wskazuje, że pewną część własnych interesów załatwił pomyślnie
do 943 roku. W następnym roku, przy wsparciu perfidnych Flamandów, król
wtargnął do hrabstwa Rouen i zajął samo miasto, podczas gdy książę Hugon
najechał Bessin z zamiarem zajęcia Bayeux. Na szczęście dla Normanów,
król i książę pokłócili się w trakcie kampanii i Hugon został
poproszony, aby wycofał się na własne ziemie, podczas gdy dziedzictwo
Ryszarda zostało powierzone przez króla lokalnemu frankijskiemu
arystokracie Raulowi Torcie, który miał administrować księstwem z Rouen
w imieniu króla. W międzyczasie Ryszard znalazł się pod kuratelą
najpierw na dworze królewskim w Laon, a potem u przyjaciela ojca,
hrabiego Bernarda z Senlis.
Jednocześnie przywódca wikingów, zwany Haroldem, który, jak się okazało,
przejął kontrolę nad Cherbourgiem i Cotentin już w 943 roku, zajął
Bayeux i rozpoczął w 945 roku akcję przeciwko Rouen, zmuszając króla do
powrotu do miasta. Nieudana konferencja pokojowa między Haroldem,
Bernardem Duńczykiem i królem doprowadziła do schwytania Ludwika przez
Normanów, ku satysfakcji wszystkich zainteresowanych, szczególnie Hugona
Wielkiego. Mając króla w rękach, Normanowie zgodzili się wypuścić go w zamian za uwolnienie młodego hrabiego Ryszarda. Ten powrócił w wieku co
najwyżej 13 lat i przejął kontrolę nad własnym dziedzictwem. Jego
zachodni rywal wiking Harald został w jakiś sposób przekonany, aby
wycofał się albo odpłynął, zaś frankijski gubernator Rouen Raul Torta
został wygnany do Paryża, gdzie jego syn był biskupem.
Ryszard w 945 roku rozpoczął długie panowanie jako hrabia Normanów z Rouen; miało ono trwać 41 lat. Przez ten czas zaszły wielkie zmiany. Gdy
Ryszard rozpoczynał rządy w Rouen, w Bayeux nadal mówiono językami
skandynawskimi - właśnie tam nauczył się mowy swoich przodków. Wielu
pierwszych towarzyszy Rollona musiało tam nadal aktywnie działać. Od
nich przejął chrześcijaństwo i możliwe, że również uciążliwe praktyki
religijne. W 945 roku prawdopodobnie było jeszcze całkiem sporo żyjących
Franków, którzy pamiętali inny świat, gdy Rouen i sąsiednimi prowincjami
należącymi jeszcze do Neustrii rządzili hrabiowie wskazani przez
dynastię Robertynów (jeden z nich wspomniany był nawet w 905 roku),
kiedy liczne benedyktyńskie opactwa i kolegiaty katedralne wyróżniały
się w tym terenie.
Ryszard I. Pomnik księcia na miejskim placu w Falaise.
Fot. Wikimedia Commons/Michael Shea, lic. CC BY-SA 2.5
Gdy Ryszard umierał, w 996 roku, Neustria już dawno odeszła w zapomnienie, a kraj, którym rządził, zaczęto nazywać "Northmannią",
"Normannią" czy też "Normandią" (chociaż w źródłach pisanych ta nazwa
pojawiła się w drugiej dekadzie XI wieku). Jego poddani, Frankowie czy
Skandynawowie z pochodzenia, wszyscy mówiący po francusku, nie
wyróżniali się w większości zwyczajami i sposobem życia od
andegaweńskich, paryskich czy też pikardyjskich sąsiadów. Szybka
językowa i kulturalna asymilacja już w następnym pokoleniu stała się
obiektem komentarzy Adhémara z Chabannes.
Normandia do roku 1000 stała się ponownie krainą wyróżniających się
kościołów i klasztorów. Była akceptowana jako jedno z integralnych
księstw, które tworzyły większe królestwo Francji. Ryszard panował na
tyle długo, by przeżyć wszystkich swych początkowych wrogów i znaleźć
się w innym świecie, gdzie czekały na niego nowe problemy i wyzwania.
Główną troską Ryszarda musiało być utożsamienie się z Normandią i swoją
nową pozycją jako władcy. Ta ostatnia kwestia miała dwa wymiary: we
wspólnocie z innymi frankijskimi książętami Ryszard musiał przejść coś w rodzaju przystosowania się do instytucjonalnego nadzoru władzy
królewskiej, chociaż już mocno zwietrzałej. Tak jak inni musiał przyjąć,
że istnieje władza królewska, a także określić własną pozycję w stosunku
do niej. Musiał ponadto dojść do porozumienia z potęgą arystokratycznych
rodów wewnątrz własnego księstwa. Lokalnym magnatom trzeba było
przypominać o formalnych relacjach z władcą - musieli akceptować fakt,
że jako arystokracja mu podlegali. Sposób, w jaki Ryszard radził sobie z tymi problemami, pozostaje niejasny. Jego syn i wnuk również musieli się
z tym zmagać, tyle że każdy z nich na swój sposób. Jednak jest
prawdopodobne, że Ryszard był pierwszym władcą osadzonym w Rouen, który
musiał się uporać z takimi problemami. Jego ojciec i dziadek byli
zależni od innych mechanizmów władzy i mogli jedynie rządzić na swoich
ziemiach dzięki mieszance charyzmy wojowników oraz strachu, jaki
wywoływały miecze i topory ich gwardii przybocznej.
Władza utrzymywana przez Rollona i Wilhelma Długiego Miecza była bardzo
niestabilna i widzimy, że jej chwiejność odbijała się nawet w szczątkowych zapisach historycznych, które dotrwały do naszych czasów.
Jednak hrabia Ryszard żył od samego początku w innym świecie, jego
sukcesja była naturalna we frankijskich warunkach, nawet jeśli
kontestowana. Stał się prawomocnym cywilnym władcą, z błogosławieństwem
namaszczonego króla zachodnich Franków, dlatego też jego zadanie musiało
polegać na przekonaniu swych skandynawskich poddanych do konieczności
uznania tego, czym była prawomocna władza, i szanowania jej, nawet bez
stosowania militarnej przemocy.
Relacje Ryszarda z królem nie były równorzędne, tak samo jak innych
frankijskich książąt. Między 961 i 962 rokiem, gdy był jeszcze młodym
władcą, zbliżając się do 30 roku życia, Ryszard musiał zmagać się z zagrożeniem sojuszu karolińskiego króla Lotara (syn Ludwika IV, zmarł w 985 roku) i jego południowego sąsiada hrabiego Blois Chartres, który
prowadził niszczycielską inwazję na jego ziemie. Późniejsze wyjaśnienia
Dudo, co do nieporozumień między Ryszardem a królem, mówiły, że ten
drugi był niezadowolony z zasięgu przyznanej pierwszemu władzy. Mogło
tak być, ale część kłopotów brała się z aliansu małżeńskiego hrabiego z siostrą Hugona Kapeta Emmą, który miał miejsce już we wczesnych latach
pięćdziesiątych X wieku. To wiązało Normanów z Kapetyngami sojuszem,
który naturalnie godził w ostatnich Karolingów i inne frankijskie
dynastie walczące o rozszerzenie swoich posiadłości w centralnej
Francji.
Ryszard czuł się już wystarczająco zagrożony poprzez wrogie ingerencje w latach sześćdziesiątych, aż do ich końca, gdy duńscy najemnicy rabowali
dolinę górnej Sekwany i strachem narzucili królowi Lotarowi pokój.
Potem, w 963 czy 964 roku Ryszarda można było odnaleźć na dworze Lotara,
a tych dwóch władców utrzymywało pokojowe stosunki aż do śmierci króla.
18 marca 968 roku Ryszarda można było spotkać w Berneval, gdzie
przebywał ze swoim szwagrem Hugonem Kapetem, księciem Franków i głową
rodu Robertynów, którego przy tej okazji nazywał panem (seniorem), mimo
że ten był dużo od niego młodszy. Hugon ostatecznie przejął tron po
Lotarze w 987 roku, a Ryszard wydawał się zadowolony, towarzysząc
szwagrowi w przejęciu królestwa. Zaangażował się też w walki przeciwko
wrogom Kapeta i wydaje się, że wsparcie potężnego robertyńskiego sąsiada
uczynił kamieniem węgielnym swojej polityki radzenia sobie z innymi
sąsiadami. Tę prostą strategię stosowali jego wszyscy następcy prawie do
1050 roku.
Historyczne zapisy mają niewiele więcej do dodania na temat dyplomacji,
kampanii i działań wojennych prowadzonych przez hrabiego Ryszarda.
Historycy bez wątpienia słusznie wnioskują, że jego działania dotyczyły
głównie spraw wewnętrznych jego domeny. Sprawy krajowe z zasady
pozostawały poza obserwacją frankijskich kronikarzy. Możemy jednak
powiedzieć o kilku kwestiach. Idea "Normandii" i status jej władcy
zostały zdefiniowane właśnie za jego czasów. Chociaż obydwaj, on i jego
ojciec, bez wątpienia używali tytułów "hrabiów Rouen" w latach 930-960,
to Ryszard, gdy jego władza się umacniała, zaczął szukać bardziej
prestiżowej nomenklatury. Pojawili się liczni hrabiowie, zresztą z jego
własnym błogosławieństwem. Matka Ryszarda Sprota znalazła innego
partnera po śmierci jego ojca i urodziła mu syna zwanego Rodulfem,
którego Ryszard uczynił panem Ivry, leżącego przy południowej granicy
jego włości, obdarzając brata przyrodniego tytułem hrabiego. To mogło
mieć miejsce już w połowie lat sześćdziesiątych X wieku. Ryszard
obdarzył również kurtuazyjnymi tytułami swoich trzech młodszych synów:
Godfryda (Godreya), Roberta i Wilhelma (ten ostatni stał się prekursorem
hrabiów Eu), może już nawet w latach siedemdziesiątych X wieku. Jedną z przyczyn, dla których Ryszard rozszerzył tytulaturę wśród najbliższej
rodziny, było pragnienie wywyższenia linii rodowej. We Francji wielkie
książęce rodziny rozdzielały godności hrabiowskie między swoich męskich
członków (Baldwin III Flandryjski został obwołany hrabią około 995 roku,
jeszcze za życia swego ojca). Pojawiła się też potrzeba stworzenia
zależnej i szanowanej grupy wśród rodzącej się elity w księstwie, która
pomagałaby kontrolować i opiekować się resztą poddanych.
Przez wywyższenie innych Ryszard wywyższał i siebie. Jednakże nie tak
łatwo było zostać królem. Karoliński władca Ludwik IV podniósł Hugona
Wielkiego z Neustrii do godności "diuka Francji" (w 937 albo 943 roku) w nagrodę za pomoc w zdobyciu tronu, ale sam "tytuł" diuka nadany
Hugonowi, w tamtych czasach oceniany jako wyjątek, był sposobem
uczynienia kogoś pierwszym z Franków, oczywiście po królu17.
Wilhelm Długi Miecz eksperymentował z tytułem "diuka Bretonów" w latach
trzydziestych X wieku, gdy król Rudolf dał mu przyzwolenie na
rozszerzenie kontroli na zachodzie. Można przyjąć na wiarę, że nadał
sobie ten tytuł z królewskim błogosławieństwem. Poprzedni władcy
Bretanii używali różnych, licznych i pompatycznych tytułów, wliczając w to tytuł samego króla. Nie ma jednak więcej informacji na temat Bretanii
w zasięgu władzy Ryszarda.
Wybór przez niego nowego tytułu stał się jasny w latach sześćdziesiątych
X wieku, gdy przedstawiony został w 966 roku jako "markiz" (marchio) w uroczystym dyplomie króla Lotara dotyczącym odnowienia wspólnoty
zakonnej w Mont Saint-Michel. Ten tytuł był długo wprowadzaną opcją
hierarchiczną dla książąt zwierzchnich (senior) rządzących regionami
przygranicznymi; markizowie byli hrabiami, którzy kontrolowali mniejsze
hrabstwa. Ryszard skorzystał z tego tytułu jeszcze raz w 968 roku, w akcie, w którym jest również określany rzymską formułą imperialną
incilitus comes (dystyngowany hrabia). W 990 roku Ryszard został
obdarzony przez pisarza - sekretarza - tytułem w stylu rzymskim, czyli
"consula", który w wiekach średnich stał się wytwornym synonimem
hrabiego. Jak widać, Ryszard najpierw mocno naciskał w kwestii zyskania
nowego tytułu, innego niż hrabia, który przecież odziedziczył.
Dlaczego Ryszard stał się "markizem"? Idea "kraju Normanów" zaczęła się
przyjmować już w latach sześćdziesiątych X wieku. Dokument z 968 roku, w którym Ryszard zjednoczył się z diukiem Franków Hugonem w odzyskiwaniu
ziem opactwa St. Denis, w obrębie jego posiadłości, odnosił się do
"ludu" (gens)Normanów i Franków, których łączne podatki miały być
wsparciem dla zakonników. Co miał na myśli autor tego fragmentu,
pozostaje kwestią otwartą, ale skoro cała transakcja była przeprowadzona
w Gisors, na granicy normańskiej, jest wielce prawdopodobne, że termin
"Normanowie" odnosił się do ludzi mieszkających po jednej stronie
granicy, pod rządami Ryszarda, "markiza Normanów"; "Frankowie" oznaczało
poddanych diuka Hugona z drugiej strony granicy.
Z tego dokumentu można wywnioskować, że w 968 roku Normanowie byli
rozpoznawalni w uznanych granicach, pod władzą prawowitego władcy. Już
nie "Normanowie znad Sekwany", ale ludzie innego pochodzenia, zgrupowani
w polityczną jedność wewnątrz ustalonych granic. Ta "powiększona
normańskość" była rozpoznawana przez Dudo kilka dekad później, gdy
portretował on Rollona w wizji - widzącego swych następców w postaci
stada ptaków zlatujących się z różnych kierunków, reprezentujących
odmienne nacje, które pewnego dnia staną się Normanami.
"Normanowie" byli faktycznie już w latach sześćdziesiątych X wieku jedną
z części składowych królestwa Franków Zachodnich, podobnie jak
Bretończycy i Akwitańczycy. Odkąd te narody zostały uznane za
posiadające swoją regionalną odrębność, ich władcy wyróżniani byli
poważniejszymi tytułami, Bretonowie czy Bretończycy posiadali księcia
albo króla, a Akwitańczycy - diuka. Normanowie również zgłaszali
pretensje do posiadania władcy o większym prestiżu, a Richer z Reims
około roku 990 był świadom, że ich władca powinien być "diukiem",
chociaż odnosił się z niesmakiem do Normanów, otwarcie nazywając
Ryszarda "diukiem piratów". Inni pisarze odnosili się obojętnie do
roszczeń Normanów, niezmiennie tytułując ich władcę - jak to nadal
czynił Adhémar z Chabannes w późnych latach dwudziestych XI wieku -
"hrabią Rouen". Nie jest zaskoczeniem, że to "hrabia Rouen", a nie "diuk
Rouen", jako Ryszard II pojawiał się w liście z około 1023 roku
napisanym przez jego wroga Odona II z Blois do króla Roberta.
Ryszard I posunął dalej to pojmowanie księcia Normanów i ludu Normanów w subtelnych znaczeniach. Jego odnowienie fundacji wspólnoty zakonnej z Mont Saint-Michel w 966 roku było jasną wskazówką dla każdego, że
ponownie zgłaszał roszczenia do Marchii Bretońskiej, z których korzystał
jego ojciec. Szedł jego śladami, kontynuując poważne dzieło restauracji
Jumi?ges, jakie podjął on tuż przed śmiercią. Kościelna organizacja ziem
Ryszarda potrzebowała rewitalizacji, mimo że nigdy nie istniało
niebezpieczeństwo, że chrześcijaństwo tam zaniknie. Kilka dużych
kościołów przecież działało przez cały okres inwazji, chociaż z mniejszym lub większym powodzeniem. W katedrze w Rouen, kościele St.
Ouen, samym mieście oraz różnych wspólnotach, jak w Mont Saint-Michel,
Jumi?ges, Fécamp i być może gdzie indziej, organizowano życie religijne
ocalałych ludzi w czasach Wilhelma Długiego Miecza. Destabilizacja
trwała jednak jeszcze w latach czterdziestych X wieku, nie tylko wśród
wspólnot najmniejszych episkopalnych: Coutances pozostawało bez biskupa
aż do 1025 roku. O ironio, wspólnota kanoników, jak można wierzyć,
przetrwała wikińskie najazdy na St. Evroult, ale musiała zniknąć, gdy w 944 roku padła ofiarą rabusiów z frankijskiej armii diuka Hugona.
Kiedy Wilhelm zreformował i powiększył wspólnotę w Jumi?ges, a Ryszard
wznowił życie monastyru w Mont Saint-Michel, w ich krainie nie było dużo
wspólnot chrześcijańskich, które musieliby specjalnie nadzorować, jak to
czynili inni książęta. Fakt, że wielu reformatorów pochodziło z zagranicy, raczej wzmacniał ich udział w tym procesie. Tak Jumi?ges
oparło się na importowanym opacie z Poitiers, cenionym za entuzjazm i wiedzę wykazaną przy odnowieniu reguły benedyktyńskiej. Mont
Saint-Michel polegało na opacie z kolonii zakonnej z Ghent, który i tam
miał odrodzić regularne życie zakonne. Mnisi pod przewodnictwem
niejakiego Mainera najpierw usiłowali restaurować opuszczony merowiński
dom zakonny w Fontenelle, który ponownie otrzymał patronat świętego
Wanderille, od imienia jego byłego patrona (którego kości zabrano do
Ghent w okresie inwazji wikińskich). Poza murami miejskimi Evreux
Ryszard ożywił (albo refundował, źródła co do tego nie są zgodne)
wspólnotę w byłym kościele St. Taurin. W Fécamp rozbudował kaplicę
pałacową odbudowanego przez jego ojca starego klasztoru żeńskiego,
wprowadzając wspólnotę świeckich duchownych, potem poszukiwał opata i zakonników spoza swych ziem, aby wznowić regularne życie zakonne.
Projekt nie zdołał zdobyć łask opactwa Cluny, ale potwierdzał
wypracowany wzorzec. Ryszard pragnął stworzyć szacowne i prestiżowe
opactwa, wdzięczne mu za patronat, nawet jeśli oznaczało to sprowadzenie
duchownych z zagranicy. W ten sposób mógł korzystać z ich modlitw oraz
osiągnąć status pobożnego władcy, opiekującego się opactwami
benedyktyńskimi. Jako duchowi spadkobiercy cesarza Konstantyna prawdziwi
chrześcijańscy książęta i królowie potrzebowali być postrzegani jako ci,
którzy wskazują i promują opatów oraz biskupów. Teraz Ryszard mógł
czynić to samo. Z pewnością to on około 990 roku wyznaczył swego
młodszego syna Roberta na tron biskupi w Rouen. W tym samym roku
przywrócił do życia hierarchię kościelną w byłej karolińskiej prowincji,
gdyż obok arcybiskupa Roberta stało już sześciu biskupów sufraganów.
Opactwa i wspólnoty religijne mogły utrwalić pamięć o fundatorze i jego
dynastii. To prawdopodobnie członek wspólnoty zakonnej z Jumi?ges
skomponował lament żałobny o śmierci jego ojca; to właśnie w katedrze w Rouen zostali pochowani dwaj pierwsi hrabiowie normańscy, a do tego byli
prawdopodobnie wspominani liturgicznie w nekrologach (na rocznicę ich
śmierci). To właśnie w Fécamp Ryszard został pochowany i otoczony czcią,
stamtąd też wywodzili się najwcześniejsi annaliści normandzcy czy twórcy
wewnętrznego katalogu dynastii normańskiej i notatek na temat miejsca
pochówku jej członków, który został zestawiony przed śmiercią Wilhelma
Zdobywcy. To w normańskich domach zakonnych kronikarze utrzymywali w polu widzenia normańską dynastię, którą teraz odkrywamy i analizujemy.
Aby podać tylko jeden przykład, w jedenastowiecznym opactwie Saint-Ouen
w Rouen znajduje się rzeźba założyciela dynastii - Roberta, który
chrzcił pogan; hojnego dobroczyńcy, który odnowił wielką posiadłość
Gasny, oraz pobożnego księcia, który chadzał boso w pokorze, w podzięce
za odzyskanie relikwii świętego arcybiskupa Ouen, a po ich przeniesieniu
z Île-de-France do Rouen jeszcze włożył ramiona do sarkofagu, gdy ten
znalazł się milę od miasta. To Kościół, tak samo jak książęca rodzina,
miał udział w wymyśleniu stosownej struktury pnia dla drzewa
genealogicznego władców Normandii.
Ryszard zachorował jesienią 996 roku i przeniósł się z Bayeux do
ulubionej rezydencji w Fécamp, gdzie chciał umrzeć i zostać pochowany.
Wyjaśnienia naocznego świadka na temat jego końca, przekazane Dudowi
przez brata przyrodniego Ryszarda, mówią o zgromadzeniu możnych, w obecności których książę mianował swego następcę. Pobożnie i z mozołem
poszedł boso, aby otrzymać ostatnią komunię w pobliskim opactwie i po
chwili pobytu w kościele wybrał miejsce pochówku w portyku, w drzwiach
świątyni. Następnej nocy, 12 listopada 996 roku nagły atak zabrał go z tego świata, gdy miał niewiele ponad 60 lat. Walczył, aby wypowiedzieć
ostatnie słowa komendacji z Ewangelii św. Łukasza: "W twoje ręce, o Chryste, powierzam mego ducha".
Mamy opis jego wyglądu w ostatnich dniach życia, podany przez Dudo,
który spotkał go w czasie misji na normański dwór w 987 roku. Starszy
człowiek, wysoki, wyprostowany, wyróżniał się wyglądem, z bystrymi
jasnymi oczami, grubymi brwiami i białą jak u patriarchy brodą. Jak
kleryk z Jumi?ges uczcił Wilhelma Długiego Miecza, tak Dudo upamiętnił
Ryszarda I jako opiekuna biednych, strażnika sierot, obrońcę wdów i odkupiciela niewolników; innymi słowy - był to pobożny chrześcijański
książę.
Jednakże Ryszard też w inny sposób przeszedł do legendy. Dwunastowieczny
normański pisarz, mistrz Wace, zapisał wczesne opowieści o jego
osobliwym zwyczaju włóczenia się bez trwogi nocą po ulicach Rouen oraz
spotkaniach i pokonywaniu demonów przebywających w opuszczonych i ciemnych kościołach. Poza Normandią Ryszard już nie był tak dobrze
traktowany w legendach. Inny dwunastowieczny pisarz, pikardyjski autor
epickiego cyklu o Wilhelmie z Orange, wspominał go jako mściwego i bezlitośnie ambitnego księcia, upamiętniając go jako "Ryszarda
Brodatego", "Ryszarda Starego" czy też "Ryszarda Czerwonego", odnosząc
się do koloru włosów, który średniowieczni pisarze uznawali za
nieodłączną cechę nienaturalnego, pokrętnego i zdradzieckiego charakteru
(herosi byli blondynami). Pozostaje faktem historycznym, że kilku
członków dynastii rzeczywiście posiadało rudawe włosy.
Ryszard w swojej długowieczności i uznanej mądrości stał się soczewką
dla późniejszych francuskich legend jako książę o niezwykłej
dalekowzroczności i nienaturalnej odwadze. Poza Normandią Ryszard
nierozerwalnie był identyfikowany z powstaniem księstwa. Najwcześniejsze
romanse epickie, które dotyczą czasów Rolanda, Oliwiera i Karolingów,
ukazują obraz Francji niewyobrażalny bez Normandii - pomimo
anachronizmów - i nadając imię jej księciu "Ryszard Stary", a jego
pierwowzorem był oczywiście Ryszard I. Ten fantazyjny Ryszard pojawił
się w Pieśni o Rolandzie (około 1100 roku) oraz w Koronacji Ludwika
(około 1130 roku). Wraz ze śmiercią i pełną szacunku pamięcią dla
Ryszarda I przechodzimy do nowej fazy historii dynastii; coraz
liczniejsze stają się źródła historyczne, a zanikają legendy. Dobrze
jest również zajrzeć najpierw w zamglone lądy historii, skąd Normandia i normańska dynastia wyłoniły się w dokładnie określonej rzeczywistości,
gdyż spoza tej mgły późniejsi władcy normańscy tworzyli własny
wizerunek.
KOBIETY WE WCZESNEJ DYNASTII NORMAŃSKIEJ
Kobiety odgrywały ważną rolę w pierwszych dniach dynastii normańskiej,
ale musimy być ostrożni w rozważaniach, o jakim rodzaju relacji
kobieta-mężczyzna chcemy tu rozmawiać. W X wieku małżeństwo nie było
jeszcze tym, czym stało się dwa wieki później. "Chrześcijański związek"
jeszcze wtedy nie istniał. Przez to mam na myśli wyłącznie monogamię
opartą na relacjach kontraktowych między kobietą i mężczyzną, swobodnie
wprowadzaną w kościele wraz z błogosławieństwem kapłana. W X wieku
małżeństwo było w większości przypadków związkiem kontraktowanym przez
rodziny, a nie jednostki. Wiodącymi osobami w takiej umowie byli
przeważnie ojcowie pary małżeńskiej. Kluczowym momentem ślubu z X wieku
nie była wymiana przysiąg między parą małżeńską, ale wręczenie czy
przekazanie jej majątków, które były prezentami od rodzin zawierających
związek osób. Sama uroczystość ślubna mogła być związana z mszą
odprawianą przez księdza, ale nie była to podstawowa część całego
procesu. Ówczesny związek małżeński tworzyli żona i mąż, ale nie zawsze
była to relacja na prawach wyłączności. Mąż mógł już przed ślubem mieć
konkubinę i nie zawsze po prostu ją odprawiał, gdy miał już "oficjalną"
żonę. Podobnie posiadanie oficjalnej żony nie powstrzymywało zamożnego
męża przed tworzeniem nowych seksualnych czy uczuciowych związków. Kiedy
tego zapragnął, mógł żyć otwarcie z inną kobietą, z "konkubiną", jak
nazywali ją ówcześni kronikarze. Nie musiał tworzyć "trójkąta
małżeńskiego" z żoną i konkubiną; jego kobiety mogły posiadać własne
domy i rodziny. Konkubina mogła równie dobrze być matką jego dzieci, a te miały prawo zgłaszać roszczenia do majątku ojca po jego śmierci.
Wszyscy wcześniejsi członkowie dynastii normańskiej byli zrodzeni z konkubin, a nie w ramach aranżowanych wcześniej małżeństw. Późniejsi
kronikarze normańscy, tacy jak Wilhelm z Jumi?ges i Gilbert Crispin,
żyjący w atmosferze narastającej i agresywnej kontroli Kościoła nad
małżeństwami, byli zakłopotani tymi konkubinatami. Wilhelm nazywał takie
kobiety "zgodnie z duńskim zwyczajem (more Danico), jakby pierwsi
normańscy władcy robili coś, co było kontynuacją praktyki nieformalnych
małżeństw wikińskich, ponieważ niczego lepszego nie znali. Gilbert
Crispin w 1090 roku obwiniał "stare duńskie sposoby". Faktem jest, że na
początku XI wieku normańscy księża i biskupi żenili się, mieli dzieci,
nosili broń i wykazywali tendencję do bijatyki na pięści, aby
potwierdzić swoje argumenty. Faktycznie zaś nie czynili nic innego niż
współcześni im Frankowie, tacy jak Karol Prosty, który miał nie tylko
żonę, ale i konkubinę, z którą spłodził czterech synów.
Konkubina stała się kłopotliwym faktem w średniowiecznym życiu rodzinnym
dopiero w drugiej połowie XI wieku, kiedy zmieniły się koncepcje
Kościoła związane z małżeństwem. Normańscy historiografowie przebiegle
usprawiedliwiali przodków na tej podstawie, że ci "nie znali nic
lepszego". Bardziej poważnie, z punktu widzenia pisarzy z czasów
Wilhelma z Jumi?ges, traktowana była kwestia uznania praw dzieci
zrodzonych z konkubin, a ten problem był kłopotliwy dla ich koncepcji
uznania legalności praw dynastii normańskiej. Dzieci zrodzone ze
związków z konkubinami zaczynały być nazywane "bastardami", a od 1100
roku, ponieważ były bękartami, odebrano im prawo do dziedziczenia
majątku po rodzicach.
Pierwszą konkubiną, o której czytamy, była Poppa, partnerka Rollona,
more Danico - jak pisał Wilhelm z Jumi?ges. Dudo żyjący przed czasami,
w których na takie nieregularne związki krzywo się patrzyło, mówił
tylko, że Rollo i Poppa byli partnerami seksualnymi, bez dalszego
komentarza. Zgodnie z tym, co podawał Dudo, była ona przepiękną córką
frankijskiego hrabiego, który wpadł w ręce Rollona, gdy ten oblegał i złupił Bayeux. Nie jesteśmy w sytuacji, w której możemy dyskutować o prawdziwości tego stwierdzenia. To była albo nie była Poppa, możemy
jedynie powiedzieć, że to pasowało Dudowi, aby pokazać, iż matka
Wilhelma Długiego Miecza była chrześcijanką i kobietą wysoko urodzoną.
Pasowało to również do koncepcji, wedle której Rollo miał po swoim
chrzcie zawrzeć związek dynastyczny z córką króla Karola Prostego, o której autor wspominał, że była bezdzietna i okryła się hańbą za
znieważenie męża, przyjmując sekretnie frankijskich mężczyzn. Wilhelm z Jumi?ges dyskretnie podawał, że Rollo odprawił Poppę, gdy był już żonaty
z Giselą, i przyjął ją z powrotem, gdy Gisela zmarła, ale tego faktu nie
potwierdzał już Dudo, który pisał dwie generacje wcześniej18.
Pomnik Poppy z Bayeux, Plac de Gaulle'a, Bayeux.
Fot. Wikimedia Commons/Charles G. Delahaye, lic. CC BY-SA 4.0
Hrabia Wilhelm Długi Miecz poszedł prawdopodobnie za przykładem ojca,
biorąc do łóżka i tworząc długotrwały związek z branką, w tym przypadku
bretońską kobietą, którą Wilhelm z Jumi?ges zwał Sprotą, na podstawie
źródeł nieznanego pochodzenia19. Dudo w ogóle nie wspominał
jej imienia, tylko podkreślał jej istnienie i mówił o ich związku jako
"małżeństwie". Faktycznie zaś zdecydowany był udowadniać, że jego
bohater - męczennik - był w istocie ducha zakonnikiem bardzo niechętnym
kontaktom seksualnym. Jedynym powodem, dla którego je utrzymywał, była
potrzeba spłodzenia potomka, gdyż możni błagali go, aby to uczynił dla
stabilności politycznej hrabstwa. Możemy w to wątpić. Poza tym, dzieląc
łoże ze Sprotą, hrabia Wilhelm zawarł również dynastyczny mariaż z Ludgardą, córką hrabiego Vermandois. Ponieważ był to związek
dynastyczny, Ludgarda otrzymała znaczne posiadłości ziemskie skupione
wokół Longueville, w Pays de Caux. Po jego śmierci poślubiła hrabiego
Tybalda z Blois, który już miał kilkoro dzieci. Sprota w międzyczasie
żyła pod ochroną Wilhelma w swoim własnym domostwie w Bayeux, gdzie
urodziła syna Ryszarda. Nie ma wątpliwości, że Wilhelm miał nadzieję na
dzieci połączone krwią z Karolingami i prawdopodobnie stawiałby na nie,
gdyby doszło do ustalania sukcesji na tronie, ale związek z Ludgardą
pozostał bezdzietny. Późniejsze źródła mówią, że Sprota poślubiła, po
śmierci hrabiego Wilhelma, niejakiego Esperlenga, prawdopodobnie
bogatego posiadacza ziemskiego, o którym wiemy jedynie, że posiadał
młyny w Pitres, w górę rzeki od Rouen. Sprota i Esperleng spłodzili
kilka córek i jednego syna Rodulfa, który został mianowany hrabią Ivry
przez swego przyrodniego brata, Ryszarda I. Rodulf nie zdołał stworzyć
linii męskich potomków - jego dzieci były dziewczynkami, a chłopcy
zostali biskupami, ale jego siostry i córki poślubiły mężczyzn z rodzącej się normańskiej arystokracji, a on stał się dziadkiem zapewne
najsławniejszego z nich, czyli Wilhelma fitz Osberna.
Ryszard I skopiował rozwiązania swego ojca (i prawdopodobnie dziadka) w tworzeniu dynastycznych mariaży poza Normandią, a poszukiwał uczuciowej
oraz seksualnej satysfakcji w innych związkach. Był entuzjastą kobiet i spłodził liczne potomstwo w kilku romansach; wszystkie te dzieci zostały
uznane i godnie wyposażone z ogromnego majątku Ryszarda I. Dudo
sugeruje, że związek z Emmą Capet trwał jedynie do późnych lat
sześćdziesiątych X wieku, czyli nie więcej niż dekadę, i że dopiero po
jej przedwczesnej śmierci Ryszard nawiązał główny związek seksualny.
Jego wybranką została Gunnor, kobieta duńskiego pochodzenia, wywodząca
się z podległych mu ziem, którą formalnie poślubił po okresie
konkubinatu. Jednak gdy już formalnie się z nią związał, mógł mieć
jeszcze inne partnerki pozamałżeńskie. Związek z Gunnor - jak się zdaje
- miał cel polityczny. Jej rodzina była potężna w zachodniej Normandii,
a ona sama - bardzo bogata. Biorąc ją za żonę, może próbował stworzyć
więź rodzinną z tymi przypuszczalnie rywalizującymi dynastiami
wikińskimi z podległych mu ziem, których istnienia możemy się jedynie
domyślać, a przez związek z nią pragnął zwiększyć wśród nich własne
wpływy. Znamy jej brata Arfasta, który był protoplastą jednej z wielkich
możnych linii normandzkich, a jego dziadek w linii męskiej to Wilhelm
fitz Osbern. Aby podkreślić znaczenie pochodzenia Gunnor, należy
wspomnieć, że kilka jej sióstr poślubiło na początku XI wieku
najznaczniejszych możnych w Normandii. To zadziwiający fakt, że w roku
1110 siedmiu hrabiów i earlów z arystokracji królestwa
anglo-normańskiego i liczni wielcy baronowie byli prawnukami Gunnor i jej sióstr, tak samo jak było to z Henrykiem I, królem Anglii.
Opierając się na autorytecie Wilhelma z Jumi?ges, dowiedzieliśmy się, że
Gunnor i hrabia Ryszard spłodzili następcę hrabiego Ryszarda II,
Roberta, arcybiskupa Rouen i hrabiego Evreux (989-1037), ale również
Maugera, hrabiego Corbeil, i dwóch innych chłopców, jednego z nich zwano
Robertem "Duńczykiem", jednak zmarł młodo w 980 roku. Dudo wspominał też
o dwóch innych chłopcach z różnych matek, którymi byli Godfryd i Wilhelm, dziedziczący hrabstwo Eu. Kolejny syn, znowu o imieniu Robert,
znany był z tego, że stworzył hrabstwo Mortain. Ryszard I miał również
córki, z Gunnor - Emmę, Hawisę i Matyldę, które wykorzystał do
powiększenia koligacji małżeńskich z sąsiadami (Emma została królową
Anglii, poślubiając najpierw króla ?thelreda II, a potem króla Kanuta,
Hawisa wyszła za mąż za hrabiego Nantes z Bretanii, a Matylda została
małżonką hrabiego Odona II z Blois).
Wiemy zatem, że trzecia generacja normańskiej dynastii była już głęboko
osadzona w sieci książęcych familii, które rządziły północno-zachodnią
Europą, wliczając w to Kapetyngów i anglosaską dynastię królewską. To
dawało wysoki status, przewagę dyplomatyczną i bezpieczeństwo, które
przynosiły związki małżeńskie z grupami starszej arystokracji. Na
niższym poziomie dynastii młode kadry mężczyzn i kobiet tworzyły
pomniejsze linie rodowe w ramach księstwa, które zabezpieczały
dostojeństwo kościelne i wiązały innych magnatów poprzez małżeństwa z panującą dynastią. Wraz z wymyśleniem księstwa hrabiowie musieli również
dać początek większości jej arystokracji.
Na podstawie dziejów linii normańskiej możemy dokładnie prześledzić, jak
ludzie pojawiający się z zewnątrz mogli wziąć w posiadanie i przekształcić struktury władzy w tak wielkim regionie.