Nokturn - B. Calando

Kup ebooka

35.90 zł
28.72 zł (28,16 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Prologue

Twarz potwora wyłoniła się z mroku. Miał na sobie czarny, idealnie skrojony garnitur, a pod kołnierzykiem jego ciemnej koszuli znajdował się cienki krawat. Spojrzał na ucznia z surowym wyrazem twarzy i wziął skórzany bat, wcześniej leżący na połyskującym meblu w kącie sali. Nie zastanawiał się ani chwili dłużej - mocno się zamachnął i uderzył w plecy młodzieńca.

- Jeszcze raz! - nakazał i wrócił na swoje miejsce. Do mroku, który pochłaniał każdą duszę w tym pomieszczeniu.

Uczeń wiedział, że będzie tam trwał tylko przez moment. Zbyt krótki, żeby bolące rany przygotowały się na kolejną dawkę cierpienia. Cichy jęk, który wydostał się z ust chłopaka, został zagłuszony dźwiękami pia­nina.

- Nie, nie, nie! - warknął mężczyzna i znalazł się za młodzieńcem równie szybko, co wcześniej. Kolejne uderzenie pozostawiło na skórze chłopaka gorący ślad. - Graj! Nazwisko do czegoś zobowiązuje! - wycedził przez zęby.

Uczeń niezauważalnie skrzywił twarz i spojrzał na pierwsze takty koncertu Rachmaninowa. Minęła prawie godzina, a on wciąż był na samym początku. Posłusznie położył palce na klawiaturze instrumentu i zaczął jeszcze raz. Co prawda chciał uciec, ale wiedział, że to najgorsze wyjście ze wszystkich, które podsuwał mu rozum.

Nagle poczuł na lędźwiach metalowe zakończenie sprzączki. Pochylił się z bólu do przodu i nacisnął losowe klawisze.

- Jesteś nieprzygotowany! - Usłyszał warknięcie.

Natychmiast skupił myśli na tym, co pozwalało mu przetrwać. Nie spojrzał na profesora. Doskonale wiedział, że nie patrzy się w oczy diabłu. Spuścił wzrok na swoje drętwiejące dłonie i czekał na kolejne słowa mężczyzny.

- Gdy spotkamy się na piątkowej lekcji, zagrasz wszystko z pamięci - poinformował nauczyciel lodowatym tonem. Uczeń przymknął powieki. Doskonale zdawał sobie sprawę, że to niewykonalne. - Możesz odejść.

Pospiesznie wstał, zgarnął nuty z pulpitu i w milczeniu wyszedł z dusznej sali. Dopiero wyjście na zewnątrz i wciągnięcie chłodnego powietrza przyniosło chwilowe wytchnienie. Nie chciał wracać do domu, tym bardziej dlatego, że musiałby spojrzeć w oczy ojcu.

Nogi same powiodły go na promenadę, wzdłuż spokojnie płynącego Renu. Opadł na tę samą drewnianą ławkę co zawsze i spojrzał na drugą stronę miasta, która mieniła się od jasnych świateł w oknach. Nie musiał długo czekać, by usłyszeć dźwięk fortepianu. Zwrócił oczy ku niebu i zdusił chęć płaczu.

Każdego dnia tylko ta nieznajoma melodia pozwalała mu przetrwać.

1. Premi?re rencontre

Beatrice

- Beatrice... - Ktoś szepnął mi do ucha. Uchyliłam jedno oko, potem drugie i natychmiast wyprostowałam plecy. Zasnęłam... Nie zliczę, który to raz w tym tygodniu. - Co się dzieje? - Zatroskane oczy przyjaciółki patrzyły na mnie uważnie.

Cicho westchnęłam i przymknęłam na sekundę powieki. Sala wykładowa nie była dobrym miejscem do ucięcia sobie drzemki, lecz odkąd do mojego pokoju w akademiku wprowadziła się nowa współlokatorka, noce zamieniły się w koszmar.

- Violet - wyjaśniłam krótko, a dziewczyna siedząca obok mnie kiwnęła tylko głową ze zrozumieniem. - Mam wrażenie, że walenie w klawiaturę elektronicznego pianina nigdy jej się nie znudzi - dodałam i wypuściłam powietrze głośniej, niż planowałam.

- Powinnaś już dawno przeciąć kabel do tego gówna - rzuciła żartem Harma i oparła łokcie o drewniany blat ławki, przypatrując się wykładowcy.

- Myślałam nad tym - odpowiedziałam cicho.

- Nie myśl, tylko po prostu to zrób. Jeśli nie masz nożyczek, to jakieś załatwię. - Harma uśmiechnęła się, po czym omiotła spojrzeniem salę wykładową, pełną jak nigdy. - Te laski zaraz dostaną palpitacji serca - prychnęła i poprawiła się na niewygodnym miejscu. - Patrz na tamtą. - Prawdopodobnie wskazała podbródkiem na rudą dziewczynę w trzecim rzędzie, choć nie mogłam mieć pewności. - Nie mrugnęła od kilku minut. Boże... - Jej usta pomalowane bezbarwnym błyszczykiem zadrżały. - Stawiam dziesięć franków, że zaraz poleci jej ślina.

Przeniosłam zmęczone oczy na młodego profesora Kevina Holligera. Nie byłam zafascynowana jego obecnością jak inne dziewczyny, a wręcz czułam dziwny niepokój. Nie było w nim nic, co przyciągałoby znacząco moją uwagę.

- Przydałoby się rozkręcić atmosferę. - Głos przyjaciółki spowodował, że wróciłam do rzeczywistości i nawet nie zaczęłam się zastanawiać nad plotkami krążącymi o nim po kampusie.

- Nie rób tego, Holliger jest u nas dopiero dwa tygodnie - jęknęłam i spojrzałam na nią błagalnie. Nie wydała się tym przejęta. Zarzuciła brązowe włosy za ramię i przyciągnęła długopis do ust, obmyślając zapewne uroczysty plan powitalny. - Profesor Roth ostatnio mówiła, że myśli o emeryturze - rzuciłam szybko, by skierować myśli Harmy na inne tory. - Obawiam się, że nie dociągnie do mojego dyplomu - szepnęłam i zerknęłam na mężczyznę w idealnie skrojonym ciemnym garniturze, który niskim głosem omawiał twórczość Beethovena.

- Przecież trzyma się świetnie.

- Ma lekkie problemy z pamięcią - wyjaśniłam, drapiąc grzbiet zeszytu w twardej oprawie.

- To znaczy? - Przeniosła na mnie zaciekawione spojrzenie i zmarszczyła czoło.

Byłam niemal pewna, że przedstawienie powitalne zostało przełożone na inne zajęcia, dzięki czemu poczułam ulgę.

- Wiele razy pomyliła mnie ze swoją wnuczką. - Przygryzłam dolną wargę i wbiłam wzrok w postacie wygrawerowane na okładce. Piękna i Bestia patrzyły mi prosto w oczy.

- Skoro nie z wnuczkiem, to chyba nie jest tak źle.

Harma parsknęła głośnym śmiechem. Studenci przed nami odwrócili się i zbesztali nas wzrokiem.

- Przeszkadzam wam?

Nie musiałyśmy czekać nawet sekundy, by lodowaty ton profesora Holligera wybrzmiał w auli. Jego gniewne spojrzenie przeszyło nas na wskroś, aż zaparło mi dech w piersi. Harma zaplotła palce u rąk i przekrzywiła głowę w bok. Oczywiście, że nie była przejęta.

- Nie - burknęła pewna siebie, patrząc prosto w oczy prowadzącego.

- Zatem o czym mówiłem? - Mężczyzna uniósł ciemne brwi i oparł dłonie na mównicy, napinając przy tym szerokie barki.

Kątem oka dostrzegłam, jak Harma zacisnęła szczęki.

- Mam zacząć od...

- Przeprosin - przerwał jej prowadzący.

Spojrzenia studentów grały w ping ponga. Poczułam duszność.

- Co za dupek - syknęła przez zęby przyjaciółka.

Z przerażeniem otworzyłam szeroko oczy, a na moich rękach pojawiła się gęsia skórka.

- Nie dosłyszałem. - Drwina wybrzmiała w jego głosie.

Harma wyprostowała plecy, podrapała policzek i wbiła brązowe tęczówki wprost w oczy profesora.

- Po prostu zastanawiałyśmy się, czy Beethoven rzeczywiście kochał grać, czy po prostu grzecznie przystał na kaprys swojego ojca alkoholika, który chciał z niego zrobić cudowne dziecko. - Harma cmoknęła językiem o podniebienie i w udawanym zamyśleniu potarła podbródek.

Przeklęłam w myślach.

Profesor zeskanował ją podejrzliwym wzrokiem, by po chwili na jego czole pojawiła się mała zmarszczka.

- Przepraszamy... - Moje usta odezwały się nieproszone. Szczypnęłam udo przyjaciółki, aby poskromiła temperament. Odpowiedziała mi cichym sykiem. - Nie mogę nadążyć z pisaniem notatek. - Uśmiechnęłam się przepraszająco.

- Rozumiem.

Kiwnął głową i znów spojrzał w stronę Harmy z chęcią mordu. Jednak ona kompletnie niewzruszona strzepnęła niewidzialny kurz z ramienia i wpatrzyła się w paznokcie.

- Na konsultacjach macie wgląd do moich materiałów, z których możecie uzupełnić notatki - powiedział stalowym głosem. - A jeśli ktoś chce zagłębić się w problemy psychologiczne kompozytorów, to również na nie zapraszam - dodał drwiąco i wcisnął guzik na malutkim pilocie, by zmienić slajd.

Zauważyłam, jak Harma wyciąga środkowy palec pod ławką. Przymknęłam powieki i rozpoczęłam odliczanie minut do zakończenia zajęć.

Po dwugodzinnym wykładzie z historii muzyki udałam się na ostatnie piętro akademii. Fortepian z panią Roth był najlepszym zakończeniem czwartków, a nasze rozmowy przypominały mi konwersacje ze zmarłą mamą. Tak naprawdę gdyby nie ona, nie przetrwałabym pierwszych miesięcy nauki w akademii.

Martwa cisza wypełniała ciemny korytarz, przez co mój krok stał się niepewny. Przeklinając w duchu pokryte kurzem kinkiety, zatrzymałam się przed dębowymi drzwiami sali muzycznej. Zmarszczyłam czoło i wbiłam wzrok w podniszczoną sztukaterię na ścianach. Przeważnie podczas czekania towarzyszyły mi dźwięki fortepianu, lecz dzisiaj żaden utwór nie zaszczycił moich uszu.

Podniosłam zwinięte palce, aby zapukać, ale nagle drewniane skrzydło z impetem się otworzyło, a blondynka ze łzami na policzkach wybiegła z sali. Jej szloch dźwięcznie rozniósł się po pustym korytarzu. Byłam zdziwiona, gdyż profesor Roth była najmilszą osobą na świecie.

Weszłam do środka i omiotłam wzrokiem salę. Wydawała się pusta w świetle starej lampy, zwisającej nad fortepianem. Zdjęłam czarny płaszcz i przewiesiłam go na metalowym wieszaku. Kiedy się odwróciłam, z mroku wyłonił się mężczyzna. Odskoczyłam do tyłu, uderzyłam plecami o ścianę, a następnie przyłożyłam dłoń do coraz mocniej dudniącego ze strachu serca. Wstrzymałam oddech.

- Witaj w miejscu, z którego nie ma ucieczki. - Jego chłodny ton przepełniony ledwo słyszalną kpiną zadźwięczał w moich uszach. - Samael Graves. - Z kamiennym wyrazem twarzy wyciągnął dłoń w moim kierunku.

Wbiłam wzrok w długie palce mężczyzny, a następnie nieśmiało podniosłam oczy na jego idealne rysy twarzy. Miałam wrażenie, że był dziełem największego mrocznego artysty, a jego czarny garnitur, doskonale podkreślający wyrzeźbione ciało, całkowicie to potwierdzał.

- Beatrice Spencer - ledwie wyszeptałam.

Zmrużyłam oczy. Miałam wrażenie, że kącik jego ust niezauważalnie drgnął, gdy posłusznie wyciągnęłam rękę, by się z nim przywitać.

- Profesor Roth zrezygnowała z zajęć w tym semestrze - wyjaśnił, po czym zamknął moje palce w lodowatym uścisku. Czułam, jakbym zawierała pakt z diabłem. - Więc... - Ciemne jak smoła tęczówki odnalazły moje. - Od teraz twoja dusza należy do mnie.

koniec darmowego fragmentuzapraszamy do zakupu pełnej wersji