Ailea
PÓŁNOCNA ANGLIA, LIPIEC 1655
Na śniadanie zawsze jedzą kleik z żyta, jęczmienia lub grochu. Ailea nabiera na łyżkę dużą porcję gęstego i pożywnego kleiku wzbogaconego orzechami. Stoły w jadalni składają się z długich desek, które każdego ranka są zdejmowane ze ściany i kładzione na kozłach, ustawianych wokół ław przymocowanych do ścian, gdy nadchodzi pora posiłku.
Młodsze nowicjuszki dzielą talerz lub jedzą z tego samego naczynia, w którym każda zanurza swoją drewnianą łyżkę. W dni świąteczne dostają kleik z kawałkami suszonych śliwek lub jabłek, ale ona najbardziej lubi ten podawany z borówką brusznicą. Matka zawsze wkładała borówki do dużego garnka i zalewała je wodą, by przetrwały zimę. Woda z borówek smakuje cudownie, gdy drzewa są nagie, a zimno rozrywa płuca.
Śniadanie trwa w najlepsze. Pomoce kuchenne uwijają się między stołami. Całe gotowanie i przygotowywanie posiłków odbywa się w oddzielnym budynku, co oznacza dużo biegania, lecz dziewcząt jest pod dostatkiem. Rozlewają do kubków parujący napój. Wystawiają słoiki z dżemem, maselniczki oraz koszyki z chlebem. Jasnowłosa pomoc kuchenna stawia przed siostrą Judeth koszyk owinięty czystą ściereczką, a ta coś mruczy pod nosem. Nie lubi służby poza kucharką. Twierdzi, że dziewczęta, które im przysyłają, są nieudolne, naburmuszone i niewdzięczne, i że to tylko kwestia czasu, zanim srebro w świątyni zacznie znikać.
Siostra Judeth rozwija kraciastą ściereczkę i wyjmuje z koszyka okrągły bochenek. Z precyzją godną felczera kroi chleb tak cienko, że większość osób uznałaby to za niezwykłą umiejętność, po czym podaje każdej z dziewcząt po kromce.
Ailea zastanawia się, dlaczego nie wolno jej usiąść przy stole siostry Roese, gdzie porcje chleba i masła są znacznie hojniejsze? Smaruje pieczywo cienką warstwą masła, zerkając na siostrę Judeth, która zanurza swoją znacznie grubszą kromkę chleba w drewnianym kubku, po czym zadowolona, opiera się na krześle, mlaskając z satysfakcją. Na jej wąsach osiada piana. W przeciwieństwie do napoju dziewcząt, jej podpiwek zmieszany z mlekiem został wzmocniony jajkiem i przyprawiony cynamonem oraz goździkami, kupionymi w mieście za wygórowaną cenę od niderlandzkich handlarzy przypraw, ponieważ siostra Judeth twierdzi, że to pomaga na jej podagrę.
Kiedy siostra Judeth się odwraca, Ailea odkrawa jak najgrubszy plasterek żółtego sera, a na wierzch kromki kładzie sporą porcję dżemu wiśniowego. Otwiera usta, by wziąć kęs, gdy poranny spokój zostaje przerwany przeraźliwym wrzaskiem, który obudziłby umarłego.
- To ohydztwo przebiegło mi po stopie! - Oczy Sarah są rozszerzone jak u byka idącego na rzeź. Łyżki lądują na stole, dziewczęta tłoczą się i przepychają, głośno krzycząc i próbując zdobyć miejsce na ławce. Ailea spogląda pod stół, gdzie brązowa mysz leśna biega przerażona tam i z powrotem, szukając kryjówki. Wszystko, co robi Sarah, jest takie teatralne, przesadzone i dramatyczne.
- Tfu! - Sarah spluwa na podłogę. - Przeklinam cię, ty brudny, mały gryzoniu!
- Zamilcz, dziecko! - Głos siostry Judeth świszcze jak bicz. - Kto pozwolił ci rzucać przekleństwa na zwierzęta, które mają takie samo prawo do szukania pożywienia jak my? - mówi siostra, po czym zwraca się jednej z pomocy kuchennych: - Wpuść tutaj na noc kota.
Sarah zdejmuje buty i rzuca nimi przez jadalnię.
- Nie będę nosić niczego, czego dotknęło to obrzydliwe stworzenie.
- Przestań dramatyzować. - Ailea bierze kęs chleba. - To tylko mała myszka, na litość boską, nie wilk.
Sarah rzuca jej wyniosłe spojrzenie.
- Pewnie jeszcze byś ją nakarmiła.
Dziewczyna siedząca najbliżej Sarah parska śmiechem. Policzki Ailei płoną. Sarah nie minęła się z prawdą. Pewnej wyjątkowo srogiej zimy w Irlandii Ailea karmiła myszy okruchami chleba, bo było jej ich szkoda. W podzięce zjadły jej najładniejszy koc w różyczki i zrobiły sobie gniazdo w jej łóżku, po czym tam mieszkały, dopóki ojciec pewnego dnia nie wyrzucił śmierdzącego siennika i nie zmusił Ailei do spania z ponurym kocurem Svartenem.
- Przepraszam, że przeszkadzam w śniadaniu. - Pokojowa lekko się rumieni. Brązowe oczy i popielate włosy, związane pod szarobrązową chustką, przywodzą Ailei na myśl wróbla. - Woźnica już jest. Mistrz Donne i młody Gabriel czekają na was na zewnątrz.
Mistrz Donne. Ailea się spina. Niech to diabli wezmą! Dlaczego on też musi jechać? Niechęć i brak zaufania między nimi są obustronne. Wolałaby przez tydzień doświadczyć dziesięciu plag egipskich niż siedzieć z nim w jednym powozie przez kilka godzin. Wzdycha, szukając wzrokiem pokojówki.
- Dziękuję, Cate. Bądź tak uprzejma i przekaż, że zaraz przyjdę.
***
Sosnowy las powoli ustępuje miejsca polom i pastwiskom. Między niskimi, porośniętymi zielenią pagórkami majaczy dolina, a w niej gospodarstwa. Wcześniejsza mgła zamieniła się w delikatny deszcz. Ailea chwyta za jeden z tkanych pasów ozdobionych żółtymi frędzlami i zasłania okno powozu.
Drogi są w opłakanym stanie. Dorożką mocno telepie za każdym razem, gdy najeżdża na kamień lub gruby korzeń. Mimo że wnętrze powozu jest wygodne, są w nim tapicerowane siedzenia i ściany wyściełane wełnianą, intensywnie niebieską tkaniną, Aileę bolą pośladki od tego ciągłego podskakiwania. Zerka na śpiącego mistrza Donne, którego głowa kiwa się na boki, a usta są półotwarte. Brązowy płaszcz, nogi chude jak patyki i trójkątna twarz z wielkimi czarnymi oczami sprawiają, że przypomina gigantycznego pasikonika. Chociaż ma gładką skórę, wydaje się sucha jak pieprz, jakby był umęczony życiem.
Ailea wzdycha. Jeszcze raz pociąga za pas. Odsłania i zasłania okno, i tak w kółko.
- Możesz przestać? - Gabriel podnosi wzrok znad papierów leżących na jego kolanach, z uśmiechem błąkającym się w kącikach ust. - Ten dźwięk jest bardzo irytujący.
- Masz na myśli to? - Ailea znowu pociąga za pas, a Gabriel nie może powstrzymać śmiechu.
Dziewczyna wydaje z siebie przeciągłe i głośne westchnienie.
- Nudzę się! Ciągle tylko czytasz i czytasz.
- Chciałem coś sprawdzić na dzisiejszy wieczór, ale za bardzo trzęsie i nie mogę się skupić.
Ailea wciąga powietrze nosem.
- Co tak ładnie pachnie?
- Jesteś jak ogar, który wyczuł zająca. - Gabriel pochyla się nad koszem stojącym na podłodze, po czym podaje Ailei dwa kawałki miękkiego, wciąż ciepłego ciasta. - Kucharz piekł dziś rano. Wasza kucharka nic ci nie spakowała?
- Zdążyłam już wszystko zjeść - odpowiada Ailea z ustami pełnymi piernika.
Gabriel unosi brwi.
- Co w tym takiego dziwnego? - dodaje. - Jadłam z nudów! Co tu robić w tej okropnej bryczce?
- Wiesz, nigdy nie spotkałem dziewczyny, która jadłaby tyle, co ty.
- A ja nigdy nie spotkałam osoby tak całkowicie niezainteresowanej jedzeniem jak ty.
- Jesteś gorsza od mojego brata.
To nie pierwszy raz, gdy Gabriel porównuje ją do swojego brata. Nie podoba jej się to. Bryczka najeżdża na kamień. Mistrz Donne budzi się na chwilę, ale stukot końskich kopyt i skrzypienie kół szybko usypiają go z powrotem.
Ailea ścisza głos.
- Co właściwie będziemy tam robić?
- Oficjalnie jesteśmy zaproszeni na poczęstunek u lorda Dunridge'a.
- A jaki jest prawdziwy powód?
- Nawiązanie kontaktów. Musimy zdobyć ich zaufanie, upewnić się, że zainwestują. Jesteś świętym skarbem Stowarzyszenia. Prorokinią, w której żyłach płynie krew dawnego ludu.
- To ci nie przeszkadza?
Gabriel wzrusza ramionami.
- To się nazywa polityka. Szkoła jest zależna od bogatych darczyńców, którzy przekazują na nią pieniądze. Traktuję to z humorem. Zawsze jest tak samo. Zamożny lord, zwykle ubrany w strój myśliwski, dla podkreślenia swojej męskości lub hrabina gotowa zapłacić fortunę, by poczuć się wyjątkową i doświadczyć odrobiny magii i emocji w swoim nudnym życiu, aby potem móc o tym opowiadać swoim przyjaciółkom. Zazwyczaj ze szczekliwym pieskiem na kolanach.
- Skoro to na mnie mają się gapić, to dlaczego jedziesz ze mną?
- Po pierwsze, jestem zdecydowanie milszy od ciebie.
- Potrafię być miła.
- Po drugie - kontynuuje Gabriel, jakby jej nie słyszał - sporządziłem horoskop, który mam przekazać Lady Dunridge, małżonce lorda.
- Zapłacą ci?
- To prezent.
- Ale przecież Kościół nie patrzy przychylnie na takie rzeczy?
- To czyni je jeszcze bardziej tajemniczymi i ekscytującymi. Kościół obawia się, że ludzie bardziej wierzą astrologom niż księżom. Zwłaszcza teraz, w czasach, gdy nawet królowie i królowe mają swoich nadwornych astrologów, którzy sporządzają im horoskopy przed podjęciem ważnych decyzji. Kościół boi się utraty wpływów.
Bryczka zwalnia. Gabriel wygląda przez okno.
- Jesteśmy na miejscu.
***
Dwór tętni życiem, a budynek wygląda tak, jakby właśnie został wybudzony z długiego snu. W wielu pokojach uwija się służba. Czyści kryształowe kieliszki, poleruje srebrne sztućce, rozkłada na stołach drobno tkane obrusy. Dziewczęta na drabinie wymieniają woskowe świece w ogromnych żyrandolach. Sługa prowadzi ich przez łukowate przejście, obok pokoju z masywnymi regałami na książki, wypełnionymi ciemnobrązowymi skórzanymi tomami na wszystkich czterech ścianach.
Cała jest obolała. Woźnica z imponującą precyzją trafiał w każdy kamień i dziurę na drogach zalanych wodą.
Zarządca dworu zatrzymuje się w mniejszym saloniku z jedwabnymi tapetami w kolorze morskiej zieleni oraz wygodnymi, miękkimi fotelami. Podłogi są ozdobione grubymi perskimi dywanami. Na środku stoją krzesła obite czerwonym aksamitem, ustawione w półokręgu.
Zarządca delikatnie odchrząkuje, a rozmowy cichną, dziesięć par oczu zwraca się ku nim.
- Lordzie Dunridge, mistrz Donne i jego goście przybyli.
Lord, który stoi przy stole obłożonym srebrnymi dzbankami, porcelanowymi filiżankami oraz wysokimi paterami z wilgotnymi ciastkami owocowymi i słodkościami smażonymi na głębokim tłuszczu, podnosi wzrok.
- Witajcie w Greypark - mówi, wycierając ręce w czerwononiebieski strój myśliwski zdobiony złotymi lamówkami. - Moja małżonka nie mogła się doczekać, aby was w końcu poznać.
Krążą złośliwe plotki, że lord uwielbia polowania na łabędzie i że sam sprowadził te ptaki, ponieważ wolał je od bardziej wymagających polowań na jelenie i dziki. Lord Dunridge odwraca się do gości.
- Deboro, moja droga, już są.
Gabriel lekko szturcha Aileę w bok, a ona musi mocno przygryźć wargę, by nie parsknąć śmiechem. Pośród całego tego koronkowego przepychu i kapeluszy ozdobionych piórami wyłania się kobieta w długiej czarnej sukni z rozgorączkowaną miną i największym biustem, jaki Ailea kiedykolwiek widziała. Jej pulchne palce ozdobione pierścieniami gładzą psa przypominającego owcę, który ma ciemnoniebieską jedwabną wstążkę zawiązaną wokół szyi i jest u niej na rękach. Lady Dunridge obdarza ich uśmiechem pełnym zachwytu.
- Cieszymy się z waszego przybycia.
Pies natychmiast zaczyna szczekać.
- Cicho. Nie szczekaj w ten sposób, to nie przystoi. - Kobieta sięga po ciastko i podaje je psu. - Adus nie lubi obcych.
- Piękny salon - mówi Ailea.
- To zasługa małżonki, urządziła cały dom - odpowiada lord. - Gustuje w nowoczesnym wystroju. - Mężczyzna nakłada sobie na talerzyk solidny kawałek drżącego puddingu śliwkowego, po czym spogląda na Aileę. - Powiadają, że panienka ma bezpośredni kontakt z boskością, a wy... - zwraca się do Gabriela - ... znacie tajemnice wszechświata, a także gwiazd?
Gabriel kiwa głową z powagą, ale ona widzi uśmiech w jego oczach.
- Losy ludzi są z góry określone przez Boga i zapisane w gwiazdach. My jesteśmy tylko jego sługami.
Lord napełnia kieliszek sherry.
- Napije się panienka kieliszeczek? A może wina?
- Niestety muszę odmówić. My, nowicjuszki, pijemy jedynie wodę ze Świętego Źródła, aby zachować trzeźwość umysłu i ostrość zmysłów.
- Oczywiście, oczywiście - bąka lord.
Gabriel spuszcza wzrok, żeby się nie roześmiać.
Lady Dunridge, najwyraźniej nie mogąc się już dłużej powstrzymać, kładzie wolną rękę na ramieniu mistrza Donne.
- Czy ustaliliście, kiedy najlepiej byłoby mi odbyć tę podróż?
- Poprosiłem Gabriela, aby sporządził wam horoskop i sprawdził, kiedy Księżyc i planety będą w najbardziej sprzyjającym położeniu - odpowiada mistrz Donne.
- Nie jest za młody?
- Gabriel to niezwykle utalentowany młodzieniec. Sam go uczyłem.
- Doskonale!
Lady Dunridge bierze Gabriela pod rękę i wyprowadza go, zanim chłopak zaprotestuje. Ailea odprowadza ich smutnym wzrokiem. Nie chce, żeby odchodził i zostawiał ją samą. Gabriel zerka przez ramię i posyła jej ponaglające spojrzenie.
Gdy opuszczają pomieszczenie, lord Dunridge zwraca się do niej:
- Niech no wam się przyjrzę - mówi, po czym wkłada do ust porcję puddingu i wskazuje głową na podest ustawiony przed rzędem krzeseł. - Proszę, stańcie tam, chcemy zobaczyć, w co inwestujemy.
Ailea się uśmiecha, przekonana, że lord żartuje. Szybko spogląda na mistrza Donne, który patrzy na nią ze zmarszczonym czołem i niezadowoloną miną.
- Słyszałaś lorda. Wstań.
Ailea posłusznie wstaje, ale w środku aż kipi ze złości. Goście gromadzą się wokół niej. Patrzą i szepczą, jakby była jakimś egzotycznym zwierzęciem z dalekich krajów wystawionym na sprzedaż. Mistrz Donne rozmawia cicho z mężczyzną w aksamitnym zielonym płaszczu.
Stopy i ręce drętwieją jej od trwania w bezruchu. Gniewnie przenosi ciężar ciała z jednej nogi na drugą, by rozluźnić mięśnie. Stoi w milczeniu z dłońmi wilgotnymi od potu, ale w środku się gotuje. Cała ta sytuacja jest dla niej upokarzająca. Ojcu by się to nie podobało. Ailea nie może się pozbyć uczucia, że sprzedaje się równie tanio, co prostytutki w porcie.
Mężczyzna w aksamitnym płaszczu staje przed nią, wyprostowany, z jedną ręką na biodrze i kieliszkiem w drugiej. Postawa świadcząca o tym, że nikomu nie musi się kłaniać. Zapach sherry jest wyczuwalny nawet w miejscu, w którym stoi Ailea. Mężczyzna mlaska językiem, mierzy ją wzrokiem, aż w końcu spogląda na jej twarz.
- Więc to jest dziewica, w której żyłach płynie krew dawnego ludu. Może zechcecie nam udowodnić wasz dar? Jakaś mała przepowiednia? - W oczach mężczyzny widać niedowierzanie.
Przepowiadam, że wkrótce dostaniesz kopniaka w krocze, jeśli się do mnie zbliżysz, ty świnio. Te słowa pojawiają się w jej głowie, lecz nie wypowiada ich na głos.
Mężczyzna uśmiecha się, popijając sherry.
- Przeprowadziłem małe śledztwo. Podobno wasze matka była irlandzką wiejską dziwką?
Jej palce zaciskają się na fałdach sukni. Drży z wściekłości. Nie mogę zrobić sceny.
- Badham - chichocze lord Dunridge - zachowuj się.
- Mogę? - Badham spogląda na mistrza Donne, który kiwa głową na znak aprobaty.
Mężczyzna unosi podbródek Ailei, chcąc jej się lepiej przyjrzeć. Śmierdzi alkoholem. Ailea ciężko oddycha przez nos. Nie odwraca wzroku. Musi przygryźć sobie policzek, żeby nie splunąć mu prosto w twarz. Badham się uśmiecha.
- Irlandzka krew daje o sobie znać. Podobno wasz lud ma w sobie dzikość, którą można poskromić tylko krwią. Choć nie podzielam polityki Cromwella, podziwiam jego działania w waszej ojczyźnie.
- Mistrzu. Zaczyna zmierzchać. - Głos Gabriela jest neutralny, ale jego spojrzenie surowsze niż kiedykolwiek wcześniej. Chwyta Aileę za rękę i ściąga ją z podestu. - Musimy ruszać. Woźnica nie lubi jeździć po nocy.
Lord Dunridge kładzie rękę na ramieniu mistrza Donne'a.
- Przyjedziecie do Greypark w przyszłym miesiącu, jak zwykle, żeby dać mi odpowiedź, prawda? I przywieźcie ze sobą tę uroczą młodą damę - dodaje, uśmiechając się do Ailei. - Chcielibyśmy widzieć, jak się rozwija nasza inwestycja.