3
CZERWIEC 2017
Mama Zacha jest starsza od Kim. Zach to jej najmłodsze dziecko; ma ich jeszcze czwórkę, same dziewczyny, znacznie starsze od niego. Nazywa się Megs. Otwiera drzwi, ubrana w spodenki wojskowe i obszerną zieloną bluzkę z lnu, z okularami przeciwsłonecznymi na głowie i czerwoną plamą oparzenia słonecznego na nosie.
- Kim - mówi i od razu odwraca się do Noaha z promiennym uśmiechem. - Cześć, bąbelku. - Głaszcze go pod brodą, a następnie podnosi wzrok na Kim. - Wszystko w porządku?
- Widziałaś dzieciaki? - pyta Kim, przerzucając sobie małego na drugie biodro. Przyszła tutaj bez wózka, jest gorąco, a Noah jej ciąży.
- Masz na myśli Tallulah? I Zacha?
- Tak. - Znowu przekłada Noaha.
- Nie. To znaczy, że nie ma ich u ciebie?
- Nie ma, wyszli zeszłego wieczoru do pubu i zapadli się pod ziemię, nie odbierają telefonów. Myślałam, że może wrócili do ciebie, żeby się przespać.
- Nie, kochana, nie wrócili. Jesteśmy tu tylko z Simonem. Chcesz wejść? Siedzimy w ogrodzie. Może jeszcze raz spróbujemy się do nich dodzwonić?
W ogrodzie Megs Kim sadza Noaha na trawę obok plastikowej zabawki do popychania, na którą mały próbuje się wspiąć. Megs wyjmuje telefon i wybiera numer swojego syna. Jej mąż, Simon, kiwa szorstko Kim na powitanie i wraca do lektury gazety. Kim zawsze miała nieprzyjemne uczucie, że podoba się Simonowi i jego chłodne podejście jest sposobem na poradzenie sobie z niekomfortową sytuacją.
Megs krzywi się i rozłącza.
- Od razu odzywa się poczta - rzuca. - Zadzwonię do Nicka.
Kim patrzy na nią z niemym pytaniem w oczach.
- No wiesz, barmana z Ducks. Poczekaj. - Stuka w ekran komórki niebieskimi akrylowymi paznokciami. - Nick, kochany, z tej strony Megs. Co słychać? Jak u mamy? Dobrze. Dobrze. Wiesz co, sprawę mam. Pracowałeś wczoraj? Nie widziałeś może Zacha u siebie?
Kim patrzy, jak Megs kiwa głową i potakuje zdawkowo, słuchając Nicka. W ostatniej chwili nie pozwala Noahowi włożyć do buzi garstki piachu, a potem czeka cierpliwie.
Wreszcie Megs kończy rozmowę.
- Zdaje się, że Zach i Tallulah po kolacji w pubie poszli do znajomych, jakichś przyjaciół Tallulah z college'u.
- Tak, wiem o tym. Ale czy wiadomo do kogo?
- Jakiejś Scarlett Cośtam. Było jeszcze kilka osób. Nick odniósł wrażenie, że jadą gdzieś poza wioskę. Samochodem.
- Scarlett?
- Tak. Nick powiedział, że to jedna z tych bogatych damulek z Maypole.
Kim kiwa głową. Nigdy wcześniej nie słyszała o Scarlett. Ale Tallulah nie mówi zbyt wiele o szkole. Gdy już wróci z zajęć, Noah jest właściwie jedynym tematem rozmów w domu.
- Coś jeszcze? - pyta, biorąc Noaha na kolana.
- Obawiam się, że nic więcej nie wie. - Megs uśmiecha się do małego i wyciąga do niego ręce, ale on odsuwa się i uśmiech drugiej babci tężeje. - Myślisz, że jest się o co martwić?
Kim wzrusza ramionami.
- Naprawdę nie wiem.
- Dzwoniłaś już do znajomych Tallulah?
- Nie znam żadnych numerów. Wszystkie są zapisane w jej komórce.
Megs wzdycha i odchyla się na krześle.
- To dziwne - stwierdza. - Gdyby nie dziecko, założyłabym, że gdzieś właśnie odsypiają imprezę, no wiesz, są tacy młodzi, a Bóg wie, co ja wyprawiałam w ich wieku. Ale przecież są tacy oddani opiece nad Noahem, no nie? To trochę...
- Dziwne. - Kim kiwa głową. - Wiem.
Żałuje, że nie są z Megs bardziej sobie bliskie, jednak matka Zacha nigdy nie wierzyła, że związek jego syna z Tallulah przetrwa, a kiedy urodził się Noah, na jakiś czas zupełnie się wycofała, prawie nie odwiedzała wnuka i nie poświęcała mu zbyt wiele uwagi. A teraz przegapiła swój moment z małym, który owszem, rozpoznaje drugą babcię, lecz nie wie, że jest kimś ważnym.
- Tak czy inaczej - rzuca Kim - pójdę poszukać jakichś informacji o tej całej Scarlett. Zobaczymy, co uda mi się znaleźć. Ale mam nadzieję, że nie będę musiała. Mam nadzieję, że kiedy wrócę, oni już będą czekali w domu, paląc się ze wstydu.
Megs się uśmiecha.
- Wiesz co - mówi radośnie, tonem głosu sugerującym, że tak naprawdę chce tylko wrócić do relaksowania się na słońcu w ogrodzie, że nie ma nastroju do zamartwiania się. - Założę się, że właśnie tak będzie.
Kim wchodzi do pokoju Tallulah i przegląda zawartość jej szkolnej torby. Dziewczyna zamierza zostać pracownicą socjalną. Do większości przedmiotów uczy się w domu, a w college'u musi pojawiać się tylko trzy razy w tygodniu. Kim czasami wygląda przez okno frontowe, jak jej córka wsiada do autobusu, w szkolnym ubraniu, z młodziutką twarzą, włosami spiętymi w kucyk, przyciskając do piersi teczkę. Nikt by się nie domyślił, że urodziła dziecko; wygląda tak młodo.
Kim znajduje w torbie planer i przekartkowuje go. Jest wypełniony gęstym, nieco nieeleganckim pismem Tallulah - zaczęła lewą ręką, lecz zmusiła się do pisania prawą, by dopasować się do pozostałych uczniów w szkole podstawowej. Nie ma sensu szukać tutaj numerów telefonów - nikt ich nie zapisuje w dzisiejszych czasach - ale może imię Scarlett pojawi się na jakiejś liście czy coś.
I oto widzi taką listę kontaktów, przyklejoną do wewnętrznej strony okładki planera. Kim przebiega po niej wzrokiem, zatrzymuje się przy pozycji "Scarlett Jacques: Uczniowski Komitet Planowania Wydarzeń".
Jest też adres e-mailowy.
Kim od razu bierze się do pisania wiadomości:
Scarlett, z tej strony mama Tallulah Murray, Kim. Moja córka nie wróciła wczoraj do domu i nie odbiera telefonu. Wiesz może, gdzie się podziewa? Znajomy powiedział, że była z kimś o imieniu Scarlett. Proszę, zadzwoń na ten numer, gdy tylko będziesz mogła. Bardzo dziękuję.
Wysyła, a potem wypuszcza powietrze z płuc i kładzie telefon na kolanach.
Na dole słychać ciche stuknięcie zamykanych drzwi. Jest godzina czternasta i niedługo jej syn Ryan wróci z pracy. W każdą sobotę dorabia sobie w sklepie w wiosce, zbierając fundusze na wakacyjny wyjazd do Rhodes w sierpniu, jego pierwszy bez mamy, z samymi przyjaciółmi.
- Wrócili? - woła z podnóża schodów.
- Nie - odpowiada Kim.
Słychać, jak chłopak rzuca gdzieś klucze, a później tenisówki na stertę obuwia przy drzwiach wejściowych i rusza na górę.
- Poważnie? A dzwonili? - dopytuje.
- Nie. Ani słowa.
Opowiada mu o tym, jak Megs zadzwoniła do Nicka z pubu, a także o dziewczynie imieniem Scarlett, a kiedy jeszcze mówi, ktoś dzwoni do niej z nieznanego numeru.
- Halo?
- Eee, dzień dobry, czy to mama Luli?
- Tak, dzień dobry, jestem Kim.
- Z tej strony Scarlett. Dostałam pani e-maila.
Serce Kim zaczyna boleśnie szybko bić, a potem staje.
- Och, Scarlett. Dziękuję. Zastanawiałam się tylko...
Dziewczyna nie pozwala jej dokończyć.
- Byli w moim domu - odzywa się. - Wyszli koło trzeciej. To wszystko, co mogę powiedzieć.
Kim mruga; głowa zatacza jej się nieco do tyłu.
- A czy... czy oni... czy wspominali, gdzie się wybierają?
- Mówili, że wracają do domu taksówką.
Kim nie podoba się ton głosu Scarlett. Ten chłodny ton i lapidarne odpowiedzi od razu przywodzą na myśl łóżka ze słupkami, drogie prywatne szkoły i wysypany żwirem podjazd. A jednocześnie dziewczyna wydaje się podchodzić do rozmowy z Kim beznamiętnie, jakby to uwłaczało jej godności.
- A czy wydawali się okej? To znaczy, czy dużo wypili?
- No, chyba tak. Luli zrobiło się niedobrze. Dlatego wyszli.
- Wymiotowała?
- No.
Kim wyobraża sobie swoją szczupłą, miłą córeczkę, zgiętą wpół nad kobiercem w ogrodzie, i czuje ból w sercu.
- Widziałaś, jak wsiadali do taksówki?
- Nie, po prostu wyszli. I tyle.
- A czy... przepraszam... gdzie ty właściwie mieszkasz, Scarlett? Chciałabym popytać lokalne firmy taksówkarskie.
- W Mrocznym Domu - odpowiada. - Niedaleko Upley Fold.
- A jaki to numer?
- Nie ma żadnego numeru. Niech pani poda po prostu Mroczny Dom. Niedaleko Upley Fold.
- Aha - odpowiada Kim, rysując dwa okręgi wokół tych słów na kartce. - Okej. Dziękuję. I proszę, gdyby któreś z nich się odezwało, daj mi znać, dobrze? Nie wiem, jak dobrze znasz Tallulah...
- Niezbyt dobrze - wtrąca Scarlett.
- Tak, cóż, nie należy do ludzi, którzy mogliby tak po prostu zniknąć, nie wrócić do domu. No i ma dziecko, wiesz?
Po drugiej stronie zapada na moment cisza, a potem:
- Nie. Nie wiedziałam o tym.
Kim potrząsa lekko głową, próbuje wyobrazić sobie, jak Zach i Tallulah mogli spędzić z tą dziewczyną cały wieczór i ani razu nie wspomnieć o Noahu.
- Cóż, tak, są z Zachem rodzicami. Mają rocznego syna. Dlatego fakt, że nie wrócili do domu, to poważna sprawa.
Raz jeszcze u Scarlett zapada cisza, po czym słychać:
- Aha, rozumiem, spoko.
- Zadzwoń, jeśli coś usłyszysz, dobrze?
- Tak, jasne. Do widzenia.
Po tych słowach się rozłącza.
Kim przez chwilę gapi się na swój telefon. W końcu podnosi wzrok na Ryana, który przez całą rozmowę przyglądał jej się z ciekawością.
- Dziwne - stwierdza Kim i przekazuje mu szczegóły.
- A może pojedziemy tam? - sugeruje. - Do jej domu?
- Do domu Scarlett?
- Tak, jedźmy do Mrocznego Domu.