ROZDZIAŁ 1
PROKURATOR GRZEGORZ HALA
Oczywiście akurat dziś musiała wrócić deszczowa pogoda. Dokładnie tydzień temu też było oberwanie chmury, potem na kilka dni wróciło babie lato, a teraz - kiedy prokurator Grzegorz Hala musiał wybrać się w teren - znowu zaczęło lać. Krople deszczu uderzały wściekle o przednią szybę białego Mercedesa. Teraz już pewnie czarnego od błota. Wzdrygnął się na samą myśl. Nie lubił brudu. Będzie musiał pojechać do myjni, jak tylko skończą czynności tu na miejscu. Wiedział, że to nie ma sensu, bo jesienią samochód i tak będzie znów upaćkany. Jednak to, co mówił rozum, i to, co dyktowały mu obsesyjne myśli, to było coś zupełnie innego. Z biegiem lat nauczył się to rozróżniać. Niewiele to niestety pomagało. Czuł przymus, żeby wytrwale czyścić świat wokół siebie. To go uspokajało. Nawet jeśli było syzyfową pracą.
Włączył kierunkowskaz. Teraz będzie jeszcze gorzej, bo musiał zjechać z szosy na leśną drogę. W powiecie piaseczyńskim było bardzo dużo terenów zielonych. Zazwyczaj zachęcały do ruchu na świeżym powietrzu. Tu w Chojnowskim Parku Krajobrazowym Hala jeździł z córką na rowerze, kiedy Łucja była małą dziewczynką. Pomyśleć, że niedługo ma wyjść za mąż!
Poczekał, aż przeciwnym pasem przemknie rozpędzona ciężarówka, i zjechał ostrożnie w lewo. Leśna droga poprzecinana była wybojami. Teraz wszystkie dziury wypełniły się wodą. Co gorsza, błoto stało się grząskie. Ekipa z komendy dojechała już na miejsce. Radiowozy i van techników doszczętnie rozjeździły drogę. Ciekawe, czy samochód z zakładu pogrzebowego będzie w stanie dojechać po ciało. Może trzeba będzie je tu jakoś przenieść. Hala westchnął na samą myśl.
Powoli manewrował pomiędzy dziurami. Całe szczęście, że jego GLA był podwyższony. Może jakoś przebrnie przez te wyboje. Niemal podskoczył, kiedy na szybę spadła jakaś gałąź. Zupełnie się tego nie spodziewał. Wiatr też się wzmagał, potęgując wrażenie, że świat opanował istny armagedon.
- Za trzysta metrów skręć w lewo - oznajmiła nawigacja.
Mówiła tym swoim beznamiętnym głosem, zupełnie nieporuszona tym, co działo się na zewnątrz. Hala doskonale wiedział, gdzie jest parking przy Szarych Szeregów, i nie musiał korzystać z mapy. Lubił jednak być przygotowany na nieprzewidziane sytuacje. Zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne to nie tylko ciągłe czyszczenie rąk czy powierzchni, to też poczucie niepokoju, które rzadko prokuratora opuszczało. Przecież mogło wydarzyć się coś, co zmusi go do zjechania ze szlaku, który zna.
Najczęściej jego lęki były nie w pełni sprecyzowane. Ostatnio jednak było też coś bardzo konkretnego. Zawartość bagażnika zabytkowego Mercedesa 560 SL R107 z 1986, który stał w jego garażu. Hala nie był pewny, czy dobrze zrobił, pokazując to Murawskiej i Dalke. Miał jednak dość zmagania się z tym samemu. Poczuł, że pomiędzy nim a policjantkami zrodziła się nić przyjaźni, i miał nadzieję, że pomogą mu rozwikłać kabałę, w którą najwyraźniej się wplątał. Niestety ostatnie półtora miesiąca byli tak zapracowani, że nie mieli czasu tym się zająć.
Nagle jego czoło pokryło się potem. Nie tylko dlatego, że gałęzie okolicznych drzew zdawały się sięgać po jego samochód w tym szalonym tańcu na wietrze i deszczu. Dopadło go irracjonalne poczucie, że Michalina i Kaja go wydały. Może grupa zdarzeniowa z komendy czeka na tym leśnym parkingu na niego. Skarcił się za te myśli. To było niedorzeczne. Gdyby policjantki zdecydowały się zgłosić sprawę, już dawno by go zatrzymano. Chyba że...
Nie zdążył dokończyć myśli, bo po lewej stronie miał już zjazd na parking. W taką pogodę zapewne był zazwyczaj pusty. Teraz wolne miejsca pozajmowały samochody z komendy. Było też auto z zakładu medycyny sądowej. A więc udało im się przejechać już wcześniej. Tylko czy stąd wyjadą? Hala z trudem pohamował napływające negatywne myśli.
Zajął miejsce pomiędzy karetką pogotowia a nieoznakowanym Hyundaiem, którym zapewne przyjechały Murawska i Dalke. Wiedział, że dziś są na służbie. Cieszył się na spotkanie nie tylko dlatego, że się zaprzyjaźnili. Były profesjonalistkami. Choć oczywiście wygląd podkomisarz Kai Dalke mógł być w tym względzie mylący. Zobaczył ją kawałek dalej. Dziś miała na sobie długą czarną pelerynę przeciwdeszczową. Sztormiak skrywał zapewne pokrytą cekinami bluzę, którą zazwyczaj nosiła. Murawska narzuciła na siebie żółty gumowy płaszcz. Jej czarne azjatyckie włosy kontrastowały z jaskrawym kolorem peleryny.
Dalke od razu go zauważyła. Jej twarz rozszerzyła się w dobrodusznym uśmiechu. Pomachała mu ręką. Uniósł dłoń niechętnie. Pewien był, że koleżanka rzuci się, żeby go wyściskać. Ignorowała uparcie fakt, że nie lubił fizycznego kontaktu. Za wiele zarazków, którymi można się wtedy wymienić. Nigdy nie potrafił pojąć, jak ludzie mogli tak niefrasobliwie dążyć do bliskości.
On kiedyś też miał mniej obaw. Dawno. Zanim jego partner zginął podczas wojskowej akcji. Hala przez długi czas myślał, że Marcin był zdrajcą, który sprzymierzył się z wrogiem. Podczas ostatniego śledztwa okazało się jednak, że towarzysz życia prokuratora został wrobiony i tak naprawdę nie zrobił nic złego. To była wielka ulga. Hala miał nadzieję, że będzie mógł w końcu pożegnać się z przeszłością i, kto wie, może znajdzie innego mężczyznę, z którym będzie dzielić życie.
- Cześć, Grzesiu - przywitała go Dalke, kiedy do nich podszedł. - Dobrze, że jesteś.
Policjantka używała takiego tonu, że trudno było wywnioskować, czy jest zadowolona, że go widzi, czy też wypomina mu spóźnienie.
- Co tu mamy? - zapytał.
Wiedział oczywiście, że wezwano ich do topielca. Miał nadzieję, że policjantki zaczęły już oględziny. Na ogół lubił nadzorować wstępne czynności, ale dzisiejsza aura skutecznie zniechęcała nawet tych z największym powołaniem do swojej pracy.
- Wygląda w porządku - powiedziała podkomisarz Murawska. - Jest sprzęt wędkarski, pusta butelka po wódce i innych takich. Możliwe, że nieszczęśliwy wypadek.
Artykuł dwieście dziewiąty Kodeksu postępowania karnego mówił, że jeśli zachodzi podejrzenie przestępnego spowodowania śmierci, przeprowadza się oględziny i otwarcie zwłok. A odpowiedzialny za to jest właśnie prokurator. W praktyce utonięcia zazwyczaj uznawane są za śmierć gwałtowną, a więc co do zasady wymagają obecności prokuratora. Nawet jeśli wiele wskazuje, że to tylko nieszczęśliwy wypadek.
- Chodźmy.
Minęli drewnianą ławeczkę i ruszyli w stronę grobli. Pomiędzy parkingiem a stawem wiła się rzeczka. Wał usypano zapewne po to, żeby jej wody się nie przelewały, kiedy ich poziom znacznie się podwyższy. Na drugą stronę można było przejść po metalowej tamie. Jej szczyt był jednocześnie wąskim mostkiem. Musieli iść gęsiego. Poły sztormiaków policjantek powiewały na wietrze, a wielki parasol Hali wyginał się na wszystkie strony. Prokurator miał na sobie swoją wysłużoną kurtkę Barbour. Zawsze sprawowała się doskonale, ale dzisiejsza pogoda być może z nią wygra.
Po drugiej stronie grobli, na niewielkiej plaży, uwijali się technicy. Przy leżącym na piasku ciele kucał doktor Zagórski. Nie czekał na Halę z oględzinami. Nic dziwnego. Każdy chciał skończyć jak najszybciej swoje zadania. Grzegorz uznał więc, że nie będzie tego komentował. W tej sytuacji było mu to na rękę.
Medyk rzucił niechętne spojrzenie podkomisarz Dalke. Walerian Zagórski i Kaja spierali się wielokrotnie podczas poprzedniej sprawy. Lekarz sądowy miał aparycję wampira: jasną skórę i kruczoczarne włosy. Bardzo trudno było określić jego wiek. Z reguły nosił okulary w kolorowych oprawkach. Hala podejrzewał, że robi to po to, żeby ocieplić swój wizerunek. Dziś nie miał żadnych na nosie. W tym deszczu i tak nie miałoby to sensu. Bez kolorowego akcentu jego twarz wydawała się jeszcze posępniejsza.
- Zapraszam do mnie na sekcję jutro rano. Teraz można już zabrać ciało. W tę pogodę i tak nic więcej tu nie znajdziemy - oznajmił lekarz.
Faktycznie aura im nie sprzyjała. Nie tylko dlatego, że było zimno i mokro. Deszcz niszczył wszelkie ślady. Hala widział, że technicy też są niezadowoleni. Zapewne wszyscy modlili się w duchu, żeby to był zwykły wypadek, bo jeśli nie, to morderca miałby naprawdę wielkie szczęście. Nawet jeśli zostawił coś na miejscu zbrodni, woda już się tym zajęła, skutecznie utrudniając pracę policjantów.
Prokurator czekał na jakiś komentarz Dalke. Znała się na wielu aspektach pracy śledczej i zwykle wtrącała swoje trzy grosze do wszystkiego, również spraw związanych z medycyną sądową. Teraz jednak była nieoczekiwanie milcząca. Wyciągnęła tylko kartę ze swojej nieodłącznej talii tarota i spojrzała na nią przelotnie. Hala zerknął w stronę Murawskiej. Policjantka wzruszyła ramionami. Najwyraźniej również niepewna, co spowodowało tę odmianę.
- Kto znalazł ciało? - zapytał prokurator. Skoro nie mogli liczyć na ślady, może chociaż świadek powie im coś więcej.
- Najgorsza osoba, jaka mogła nam się trafić - mruknęła Murawska.
Mówiła tak cicho, że Hala nie był pewny, czy się nie przesłyszał.
CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI