Najwspanialszy dzień
Dzisiejszy wieczór to jeden z moich najulubieńszych wieczorów na świecie. Prawie tak wspaniały jak święta albo wielki czerwcowy turniej kendo, który organizuje Iwao, mój trener. Odliczałam godziny i minuty już o tygodnia. I wreszcie stało się - nadeszła ta chwila!
O rety! W natłoku emocji zapomniałam wam się przedstawić. To znaczy myślę, że część z was już mnie zna z historii o różowych gatkach - tych, do których nie chciała się przyznać Zuzka, bo miała jakieś dziwne wyobrażenie, że różowy jest dla głuptasów. Jestem Lotka, a tak naprawdę Leokadia, ale komu by się chciało wymawiać tak długie imię. Mam już osiem lat i właśnie zaczęłam trzecią klasę. A już za chwilę będę miała dziewięć lat, bo w przyszłym miesiącu są moje urodziny. To oznacza, że jeszcze momencik, niecały roczek, a mój wiek nie będzie już taką smutną, samotną pojedynczą cyfrą, tylko pełnowymiarową liczbą. Jakie to musi być wspaniałe, kiedy człowiek może pochwalić się dwucyfrowym wiekiem! Ale na to trzeba jeszcze trochę poczekać.
Mieszkam na Ursynowie z mamą, bratem Alkiem i koszmarnym-najwspanialszym jamnikiem Adelą, w bloku, który wygląda jak pudełko od zapałek, stojące na krótszej krawędzi. Niedaleko mnie, w podobnych blokach, mieszkają moje dwie najlepsze przyjaciółki - Elka i Zuza. Tworzę z dziewczynami wcale nie taką tajną grupę dochodzeniowo-sprawczą księżniczek ninja! Skąd ta nazwa? Bo ja uwielbiam wojowników i wojowniczki ninja. I wszystkie chodzimy na kendo - japońską sztukę walki. Ja wiem, że kendo to bardziej dyscyplina samurajów i samurajek! Ale jak nie jest się zwykłym ninja, tylko księżniczką ninja, to chyba można pozwolić sobie na pewne zmiany. Jak myślicie? No dobrze, to teraz najprawdopodobniej zastanawiacie się skąd "księżniczki"? Otóż Elka kocha wszystko, co różowe i księżniczkowe, poza tym, że uwielbia też kendo - bo kto powiedział, że to się wyklucza? Więc gdy zastanawiałyśmy się nad taką tajną-nietajną dziewczyńską grupą, to uznałyśmy, że będzie ona uwzględniała zapotrzebowania i upodobania wszystkich członkiń. I tak już zostało.
Na naszym osiedlu jest wspaniały pagórek, który nazywa się Kopa Cwila, widzę go z okna i osobiście uważam, że wewnątrz tego wzniesienia śpi zaczarowany smok Cwil. U podnóża Kopy mamy nasze miejsce spotkań. To Zakątek Jagi - wielki głaz, obok którego znajduje się nasza sekretna skrzynka do przekazywania sobie wiadomości. Tuż obok głazu siedzi rycerz na koniu. Niestety, to tylko taki pomnik. Nazywamy go Cybis - ale jestem przekonana, że stoi tam nie bez powodu. Cybis ruszy, by bronić naszego osiedla, gdy tylko Cwil się obudzi i będzie chciał spalić ogniem z paszczy wszystkie nasze zapałkowe bloki. Ufff, chyba powiedziałam wam o najważniejszych sprawach. A! Właśnie! Pewnie zastanawiacie się, dlaczego dzisiaj jest najwspanialszy, najważniejszy dzień? Bo dzisiaj gra FC Barcelona! A mama zrobiła mi i Alkowi popcorn bez tłuszczu i soli oraz oranżadę inaczej, czyli kombuchę (zapomniałam o tym wspomnieć - mama w kuchni nie lubi robić niczego normalnie).