Kim jestem i jak się identyfikuję? Ta identyfikacja okazuje się wcale nie taką prostą sprawą. Gdyby się nad tym pochylić, okazuje się, że nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie jednoznacznie. Zastanawiałam się bardzo długo i powiem szczerze, że sama siebie zaskoczyłam. Zaskoczyłam się tym, że ta odpowiedź nie była jasna i dostępna w tamtym momencie. Zastanawiałam się nad samą tożsamością płciową i tym, jak się czuję, jak się określam i czym dla mnie jest bycie kobietą oraz co się z tym wiąże.
Identyfikuję się jako osoba nieheteroseksualna, może panseksualna, ale heteroromantyczna. Skąd w ogóle taki podział? Zaczęłam się nad tym zastanawiać przy okazji Twojego zaproszenia do wywiadu. Poszukiwałam odpowiedzi na pytanie: kim tak naprawdę jestem i czy to, kto mnie pociąga seksualnie i romantycznie, to jest jedna całość w kontekście mojej tożsamości. Doszłam do konkluzji, że w kwestii ekspresji romantycznej jest trochę inaczej niż w kwestii ekspresji seksualnej.
Czyli tworzysz związki z mężczyznami?
Tak. Jeżeli chodzi o związki i relacje typowo oparte na emocjach i uczuciach, takie, o których mogłybyśmy sobie powiedzieć w uproszczeniu: oparte na miłości, to będą to relacje z mężczyznami. Jeżeli chodzi o jakąkolwiek inną część stricte związaną z pociągiem seksualnym, to bardzo często zdarza mi się obejrzeć za każdą osobą, jeżeli jest ona dla mnie pociągająca, i nie ma w tym wypadku znaczenia, jakiej płci jest ten człowiek. Ostatnio nawet sama zadawałam sobie na ten temat pytania. Czy ja zwracam na to uwagę? Czy w jakiś sposób to kontroluję, testuję? Czy sprawdzam, czy osoba, za którą odwróciłam dziś na ulicy głowę, to kobieta lub mężczyzna? Nie. Kompletnie nie ma to dla mnie znaczenia. Ale wiem, że mężczyzna, jeśli chodzi o stworzenie relacji romantycznej, to u mnie jedyna możliwość. Nie jestem w stanie stworzyć relacji romantycznej z kobietą.
Co do Twojej tożsamości - zawsze wiedziałaś, że jesteś kobietą, czy kiedyś miałaś wątpliwości, podważałaś to?
To jest kwestia, co do której od początku nie miałam żadnych wątpliwości. Jak sięgam pamięcią do różnych wspomnień, to zawsze identyfikowałam się i po prostu czułam kobietą. W wymiarze społecznym, kulturowym i biologicznym. Moje ciało nigdy nie sprawiało mi żadnego problemu, jego budowa, fizjonomia - zawsze to było ze mną spójne. Chociaż pamiętam czasy, kiedy nie lubiłam siebie jako siebie, ale to raczej ze względu na to, że my, kobiety, mamy stawiane inne wymagania przez kulturę i społeczeństwo. Z biegiem czasu dotarło do mnie, że to moje zastanawianie się, poddawanie tego refleksji wynika raczej z nierealnych, zbyt wysokich oczekiwań, właśnie ze strony tych czynników. Zresztą sama wiesz, że kobiety deleguje się do nieco innych zadań. Od samego momentu narodzin, kiedy jest już pewne na poziomie biologicznym, że jesteś dziewczynką to przypisują cię do pewnych zadań. Jak masz córkę, to fajnie, bo z córką zawsze jest łatwiej - pomoże, posprząta, ugotuje, zajmie się młodszym rodzeństwem... I to była ta kwestia, która spowodowała, że miałam moment w życiu, jako młoda dziewczyna, w którym nie lubiłam tego, że jestem kobietą. Wszystkie kolorowe gazety, pamiętam jeszcze moje pierwsze czasopisma młodzieżowe, np. "Bravo", to przecież tam były zawsze te wszystkie śmieszne sekspytania - czerpało się z nich trochę wiadomości na temat seksualności. Poza tym teraz też są jakieś takie czasopisma, a przynajmniej mam nadzieję, że są. Pamiętam, że tamte pytania od dziewczyn czy kobiet były inne niż te, które teoretycznie wysyłali chłopcy, panowie.
Pamiętam również, że kiedy przeglądało się te gazety, to było w okolicach szkoły podstawowej, narastała we mnie złość - dlaczego chłopcy mają tak łatwo? Mam młodszego brata, więc zaobserwowałam z biegiem lat to jak od niego mniej się wymaga, chociażby w kontekście obowiązków domowych. Poza tym chłopcom nie zwraca się uwagi w konkretnych sytuacjach, a od nas wymaga się pewnego schematu zachowania, wzorca. Dziewczynkom czegoś nie wypada, ale chłopcom już tak.
Czy masz w sobie jakieś cechy powszechnie uznawane w naszej kulturze za męskie?
Na pewno mam jakieś cechy, które powiedziałabym, że kulturowo i społecznie są przypisywane chłopcom. Są to, na przykład, język, którego używam w czasie wolnym, muzyka, której słucham. Bardzo lubię nosić spodnie, a to przecież takie chłopięce, bo "tylko sukienki są dla dziewczyn". Dzisiaj przyszłam w sukience, bo wiem, rozumiem, czym jest kobiecość, i wcale nie musi być czymś, co jest obciążające, wymagające, wystrojone, chociaż do tego poczucia trzeba dorosnąć. Zdecydowanie częściej jako grupę rówieśniczą wybierałam chłopców. Z takich męskich cech - uwielbiam majsterkowanie. Na przykład siedzenie w domu i robienie napisów z neonów. Ostatnio kleiłam, wycinałam te wzory ręcznie, lutowałam przewody. To mi pomaga się uspokoić, wyciszyć, wyluzować. Często sięgam po takie zajęcia. Ostatnio jeszcze oklejałam sobie szafki w kuchni, zdejmowałam je, czasem wiercę w ścianie otwory na nowe półki. Powiedziałabym, że takie aktywności są bardziej męskim atrybutem w naszej kulturze.
Myślę sobie, że trudno by było, gdyby ktoś ze stuprocentową pewnością powiedział o sobie, że nie ma żadnych męskich cech, będąc kobietą, i oczywiście też w drugą stronę. Tak się nie da.
Czym wobec tego jest dla Ciebie kobiecość?
To było jedno z pytań, które sprawiło mi trudność. Miałam przy nim pustkę w głowie. Zastanawiałam się, czym ta kobiecość jest. Z jednej strony nie lubię takiego podziału na męskość i kobiecość. Z drugiej strony dzisiaj noszę sukienki, mogę powiedzieć, że fajnie jest być kobietą.
Cisza.
Odpowiem Ci inaczej. Kiedy myślę sobie "kobiecość", to zaraz za tym w mojej głowie pojawiają się takie przymiotniki jak siostrzeństwo, równość, siła, opiekuńczość, macierzyństwo. Te słowa pojawiają się automatycznie.
Czy uważasz, że dychotomia płci jest potrzebna?
Uważam, że te podziały są po prostu krzywdzące. To właśnie przez nie jako młoda, dorastająca dziewczyna spotkałam się z dużą liczbą niemiłych, nieprzychylnych uwag, które sprawiły mi bardzo dużo przykrości. Stawiałam sobie za wysoko wymagania, względem samej siebie, bo przecież kobiety są takie zorganizowane, są w stanie robić mnóstwo rzeczy naraz, bo nasze mamy w tym wieku wychowywały czasem kilkoro dzieci, ogarniały dom, chodziły jeszcze do tego do pracy... Szkoda tylko, że to z biegiem lat się zmienia i trudno jest wymagać nadal tego samego.
Czym różni się tożsamość płciowa od performatywności płci?
To, co widzimy na zewnątrz, jest wyłącznie tym, co widzimy na zewnątrz. To, kim dana osoba jest - o to zwyczajnie należałoby zapytać.
Gdy się rodzimy, ktoś orzeka, jakiej jesteśmy płci, więc dziecko nie do końca ma szansę podjąć samodzielny wybór. Nie może samodzielnie zadecydować o swojej płci kulturowej i doborze ról społecznych, bo w momencie, w którym określasz dziecko podług tej dychotomii, uznajesz, że ktoś jest chłopcem, a ktoś inny dziewczynką, to za tym od razu idzie szereg oczekiwań ze strony społeczeństwa, wyobrażenia ze strony rodziców. Toteż często zdarza mi się słyszeć, w kontekście mojej pracy w gabinecie, że jeśli urodziła się córka, to jest kochaną księżniczką, że będzie taka jak babcia czy mama, że będzie, na przykład, świetną kucharką.
Tożsamość budujemy przez całe życie, od momentu kiedy się urodzimy i zostanie nam przypisana płeć metrykalna. W moim odczuciu każdy samodzielnie powinien to budować i sam wybierać, co mu bardziej pasuje, bez względu na zapis w dokumentach. Przez to, że jest to narzucone, dyktuje się pewnego rodzaju konkretne oczekiwania, których ja sama byłam ofiarą. Byłam dziewczynką i z automatu dochodziły do mnie wszystkie te komunikaty, że jak dziewczynka to księżniczka, jak księżniczka to trzeba ją ratować, bo księżniczki są takie wrażliwe, po prostu cały czas trzeba im dopomagać.
Mam jeszcze ciekawą opowieść w związku z tym, o kobietach, które wybierają zawody, które kulturowo są uznawane za męskie. Mój przyjaciel pracuje na statku i ostatnio rozmawialiśmy o tym, czy są kobiety, które wykonują zawód nawigatorki. Zawsze kiedy opowiadał o swojej pracy, to w tych opowieściach pojawiali się sami mężczyźni, aż nagle zjawiła się jakaś kobieta. Był bardzo zdziwiony, że dziewczyny też wybierają takie zawody, chociaż ja nie widzę w tym żadnego problemu. Wiemy jednak, jak jest u nas w Polsce... Nawet jeśli kobiety chcą wybrać taki rodzaj pracy, to wielokrotnie zdarza się, że utrudnia się im podjęcie takich czynności. Wracając - pamiętam tę narrację, że wszyscy zastanawiali się, czy ona jest jakimś "babochłopem", czy z nią jest coś nie tak, że tutaj jest. Takie sytuacje wywołują moją niezgodę. Dlaczego jest tak, że kobietom nie wolno robić pewnych rzeczy, a dla mężczyzn jest to normalne, i w drugą stronę? To bardzo ograniczające.
Co sądzisz o obecnej sytuacji kobiet w Polsce?
Ostatnio jest ona bardzo dynamiczna. Nie chciałabym jednak określać jej jasno jako pozytywną albo negatywną, bo z jednej strony są wszystkie te sprawy niezbyt przyjemne, strajki kobiet, a z drugiej odbudowa więzi. W chwili strajkowania poczułam siostrzeństwo oraz to, że faktycznie jesteśmy w stanie, w imię wspólnych celów, zorganizować się, wbrew temu stereotypowemu przekonaniu, że gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść, i że jako grupa kobiet będziemy się zawsze między sobą kłócić, będziemy zawsze zawistne. Kiedy zaczęły się strajki, była pandemia, każdy z nas był trochę zagubiony w nowej rzeczywistości, tak naprawdę to ta kobiecość i kobieca siła nas zjednoczyły. To był moment zwrotny dla mojego poczucia bycia kobietą i bardzo ważne dla mnie doświadczenie. Wszystkie możemy wyjść na ulicę i trzymać się razem; kiedy działa nam się jakaś krzywda, stawałyśmy i walczyłyśmy. Pamiętam taką sytuację, kiedy zauważyłam, że dwie dziewczyny szły, trzymając się za rękę podczas strajku, i zostały napadnięte przez trzech zamaskowanych mężczyzn. Oczywiście to, że szły za rękę, nie ma tu najmniejszego znaczenia, bo sama tak chodzę z moimi przyjaciółkami, chociażby po to, żeby nie zgubić się w tłumie. Wracając - wszystkie razem stanęłyśmy w obliczu tego zagrożenia, tych atakujących mężczyzn. Pierwszy raz miałam wtedy poczucie, że jesteśmy siłą i jednością. Bez nas, kobiet, nie byłoby nic. Nie byłoby całego gatunku, człowieczeństwa. Tak samo jak bez trans kobiet nie ma feminizmu i to jest piękna rzecz, za którą dziękuję.
Czy doświadczyłaś dyskryminacji ze względu na swoją płeć?
Myślę, że trudno będzie znaleźć osobę, która szczerze przyzna, że nigdy jej nie doświadczyła. To jest straszna sprawa. Myślę, że każda z nas przez to przechodziła, zaczynając od szkoły podstawowej i końskich zalotów, podnoszenia spódniczek na przerwach, podglądania, jak się przebieramy na WF-ie. To jest nieprzyjemne i jest to także dyskryminacja właśnie ze względu na płeć.
Jako osoba dorosła wielokrotnie zmieniałam stronę ulicy, trasę w trakcie powrotu do domu, zawsze mam ze sobą gaz pieprzowy, zawsze mam włączoną aplikację lokalizacyjną w telefonie i zawsze przynajmniej jedna ważna dla mnie osoba wie, gdzie jestem. Te rzeczy nie biorą się znikąd. Wynikają z sytuacji, w których czujesz się nieustannie zagrożona i wiesz, że jeśli sama siebie jakkolwiek nie zabezpieczysz, to nigdy nie wiesz czy wrócisz bezpiecznie do domu, chociażby z wieczornych zakupów.
Jesteś z zawodu edukatorką seksualną.
Tak. Zaczęłam prowadzić zajęcia w szkołach. Edukuję też u siebie w gabinecie - codziennie, wielokrotnie. To może wydawać się dziwne, ale zdecydowana większość osób, które przychodzą do mnie ze swoją trudnością, którą chciałyby rozwiązać, wymaga edukacji z zakresu seksualności. To jest misja, którą sobie wybrałam, i chcę się nią przez resztę swojego życia zajmować, bo mamy tego niedobór.
Edukować trzeba wszystkich. To grono nie ogranicza się do dzieci, dorastającej młodzieży. Są to też dorośli, rodzice młodych osób, ludzie w średnim wieku. Zadają mi często bardzo podstawowe pytania, chociażby o antykoncepcję hormonalną albo czy to jest okej, że nie chcą czegoś robić. Na przykład kobieta mająca 10-letni staż małżeński pyta mnie, czy to jest w porządku, że czasem odmówi mężowi seksu. Pojawiają się również panie w sytuacji, kiedy chciałyby spróbować czegoś innego, ale pytają, czy to jest okej zainicjować coś takiego, bo przecież są kobietami, a kobietom nie wypada o takich rzeczach mówić otwarcie - o swoich potrzebach.
Czy przychodzą też do Ciebie osoby nieheteronormatywne? Z jakimi problemami najczęściej się zgłaszają?
Stres mniejszościowy, wieczne poczucie zagrożenia - to tak w dużym skrócie. Jeżeli chodzi o kwestie seksualne, wbrew pozorom wszystkie te problemy, czy osób heteronormatywnych, czy nieheteronormatywnych, są to problemy bardzo, ale to bardzo podobne. Tylko tamta grupa ma jedną podstawową i straszną rzecz dodatkowo - stres mniejszościowy, to że są dyskryminowani/dyskryminowane, i oprócz tych wszystkich trudności, z którymi przychodzą osoby heteronormatywne, tutaj dokładamy jeszcze jedną cegiełkę, dodatkowe obciążenie. Osoby takie przychodzą z traumami, napaściami, które przeżyły, zachowaniami agresywnymi ze strony innych ludzi. Myślę, że ich problemy nie są jakieś inne, egzotyczne czy niespotykane. One są naprawdę takie same, tylko dochodzi jeszcze jeden czynnik, dodatkowy wątek, o którym często zapominamy.
Będąc kobietami, bulwersujemy się, jeśli ktoś zagwiżdże za nami na ulicy. Nie lubimy, kiedy ktoś na nas gwiżdże, klaszcze - złościmy się wtedy. Jak pomyślę o osobach nieheteronormatywnych, to ich sytuacja jest jeszcze trudniejsza. Co musi czuć osoba związana z queerem, która idzie ulicą i zamiast gwizdnięcia czy mlaśnięcia spotyka się z agresją? Jako osoba hetero spotkasz jedną na dziesięć osób, która będzie w stosunku do ciebie agresywna. Dla osoby nieheteronormatywnej ta jedna osoba z dziesięciu będzie akceptująca. Nie jestem sobie w stanie tego nawet wyobrazić.
To, co nas łączy, to to, że jesteśmy ludźmi, a wszyscy ludzie mają jakieś trudności. Po prostu inny jest ich kontekst, sytuacja, w której się znajdujemy. Osoby nieheteronormatywne mają gorsze warunki egzystowania, i to wszystko przez nas. Reagujmy, nie pozwalajmy na to. Brak reakcji jest formą przyzwolenia. Niedbanie o te osoby to również forma agresji.
Kto znajduje się pod pojęciem "osoby z cipkami" albo "osoby z penisami"? Dlaczego używamy takich zwrotów?
Te pojęcia są w moim odczuciu bardzo potrzebne. Pamiętam tę trudność na początku, jak trudno było mi je wpleść w swoją narrację i zestaw słów, których używam. Trzeba było wyrzucić z głowy słowa "kobieta" i "mężczyzna" na rzecz "osoby z cipką", "osoby z penisem". Dzięki temu wszystkie osoby żyjące na świecie możemy pomieścić w tym pojęciu w sposób niedyskryminujący. Są to określenia bardziej inkluzywne. Jest to ukłon zwłaszcza w stronę osób transpłciowych. Dlaczego twoja cipka albo penis mają decydować o tym, czy identyfikujesz się jako kobieta lub mężczyzna? Genitalia to niejedyna rzecz, która decyduje o tym jakiej jesteś płci - ważne są też wymiary tej płci. Cieszę się, że te pojęcia coraz częściej zdarza mi się spotykać w przestrzeni publicznej.
Jaki wpływ na nasze zdrowie ma seks? Jak masturbacja albo jej brak wpływa na rozwój seksualny człowieka?
Seks wyrównuje ciśnienie, poprawia jakość naszego życia - poprawia dobrostan psychiczny, psychologicznie przyczynia się do budowania więzi, daje poczucie bliskości z drugim człowiekiem, co bardzo wpływa na jakość naszego samopoczucia. Seks sprawia też, że czujemy się kochani, atrakcyjni. Dotyczy wielu fizjologicznych kwestii, takich jak rozluźnienie, wyładowanie napięcia. Bardzo dużo idzie za tym korzyści. Poza tym dla osób, które chcą mieć dzieci, czują, że będą się w tym spełniać, seks jest niejako drogą do osiągnięcia tego celu. Właściwie już od zarania dziejów wiedzieliśmy, że seks może spełniać wiele funkcji, przybierać różne formy, ale przede wszystkim jest nam potrzebny dla zdrowia. Z seksem jest jak z każdą inną aktywnością fizyczną, o której mówimy w kwestii zachowania zdrowia.
Jeśli chodzi o masturbację, to możliwość uchronienia dzieci przed nią jest mitem, wbrew temu, co myślą sobie niektórzy rodzice. Chociaż świadomość jest już większa. Młodzi rodzice zdają sobie coraz częściej sprawę z tego, że dzieci w wieku niemowlęcym też się dotykają i też jest to jakąś formą masturbacji. Później, w wieku przedszkolnym lub wczesnoszkolnym dzieci także się przecież dotykają, i to wielokrotnie. Dlaczego? Bo to jest przyjemne. Dzieci muszą poznać swoje ciało, wiedzieć, jakie płyną z niego oznaki, czy one są przyjemne, czy też nie. Żeby umieć rozpoznawać, co jest przyjemne lub nieprzyjemne, musimy eksplorować. Zawsze więc tłumaczę, że jeśli mamy do czynienia z masturbacją, która ma na celu eksplorację, która ma być trochę taką podwaliną dla naszego dorosłego życia seksualnego, ale jednocześnie również dla naszego kontaktu z ciałem, to jest to rzecz nieunikniona. Wszystkie osoby alloseksualne - czyli odczuwające popęd seksualny - to robiły, robią i będą robić. Jedni częściej, inni rzadziej. Jedni tylko w określonych okresach w swoim życiu, a jeszcze inni przez całe jego trwanie. Wynika to z kwestii tego, na ile, kto i w jakim stopniu odczuwa potrzebę. Niektórzy w ogóle jej nie odczuwają. Należy pamiętać, że popęd seksualny jest indywidualną sprawą każdego człowieka.
Przede wszystkim pamiętajmy o tym, że nie można masturbacji demonizować, wypierać czy udawać, że tego nie ma. Nie wolno pozwolić, żeby dorastające dziecko skojarzyło masturbację z czymś co jest negatywne, złe, bo to może zaimplikować późniejsze problemy, różnego rodzaju trudności w dorosłym życiu, nie tylko dotyczące sfery seksualnej. Jeżeli będziemy wypierać coś, co po prostu istnieje, jakbyśmy wypierali głód albo inne pierwotne potrzeby, to może się to skończyć źle.
Solo seks jest super i ma bardzo dużo zalet. Solo seks jest też po to, żebyśmy my, osoby z cipkami, mogły osiągać orgazm. To jest bardzo ważne, bo raz, że solo seks jest formą wyładowania napięcia. A dwa, że masturbacja jest również kwestią niezależną od bycia w relacji. Nawet jeżeli jestem w relacji to nie jest żadną przeszkodą, barykadą do tego, żeby nadal być aktywnym w swoim solo seksie. Mówiąc więcej, pozwala on pokazać swojemu partnerowi, co nas satysfakcjonuje, co i w jaki sposób powinien robić, żeby nam obojgu było fajnie. Solo seks jest więc nie tylko dobry dla nas, lecz także dla naszych wszystkich potencjalnych partnerów seksualnych.
Masturbacja jest super i uprawiajmy ją wszyscy, z zachowaniem podstawowych zasad bezpieczeństwa. Trzeba to powtarzać młodzieży i dzieciom. I trzeba im uświadomić, że na masturbację jest odpowiednie miejsce, że jest to intymna sprawa, że nie można tego robić w sytuacji, kiedy narazilibyśmy inną osobę na ten widok, bo ta osoba może tego nie chcieć. Bardzo ważne żebyśmy o tym też pamiętali. Warto także wspomnieć o kontekście higieny, to też ma bardzo duże znaczenie.
Wydaje mi się również, że masturbacja to kwestia związana ze znajomością siebie jako człowieka. Dzięki takim zachowaniom wiem, co jak działa w moim organizmie, co za co odpowiada.
Jakie są mity związane z debiutami seksualnymi, czyli tak zwanym "pierwszym razem"?
Przede wszystkim mit związany z tym, jakoby debiut seksualny oznaczał odbywanie stosunku z penetracją. Co w takim razie z debiutami seksualnymi osób bez penisów? Kolejna kwestia dotyczy samego nazewnictwa. Bardzo cieszy mnie zmieniające się społeczne podejście - zaczynając od zmiany nazewnictwa z "utrata dziewictwa" na "debiut seksualny". Pierwsza forma nawiązuje bardzo mocno do slut-shamingu - osoby, które doświadczyły utraty dziewictwa, jak sama nazwa wskazuje, coś utraciły, a co za tym idzie, implikuje się stwierdzenie, jakoby te osoby były "wybrakowane", "brudne". To bardzo nie w porządku, powielanie takich stereotypów jest bardzo niebezpieczne. Może powodować w osobach z cipkami wiele nieprzyjemnych emocji po odbyciu tego pierwszego stosunku, jak wiemy, często kluczowego dla dalszego kształtowania się naszej ekspresji seksualnej.
Kolejna ważna kwestia dotyczy oczywiście mitu, jakoby podczas debiutu seksualnego nie można było zajść w ciążę czy złapać jednej z infekcji przenoszonych drogą płciową. To oczywiście nieprawda - ryzyko jest zawsze takie samo. A więc antykoncepcja i jeszcze raz antykoncepcja! Wrócę jeszcze do tego, o czym wspomniałam już wcześniej. Świadoma i rzetelna edukacja seksualna to podstawa w walce z owymi mitami i stereotypami.
Czym jest orgazm i jakie mity są z nim związane?
Orgazm to ulubione słowo w naszych gabinetach, podczas konsultacji. Definicyjnie jest to subiektywnie odczuwany moment szczytowej przyjemności. Osoby z cipkami często zadają pytanie: "Skąd ja mam wiedzieć, kiedy mam orgazm?" albo "Czy to, co czułam, to był orgazm?". Jako młoda dziewczyna kiedyś też zadałam sobie takie pytanie. Teoretycznie wiesz, że jest jakiś taki moment szczytowy, że jest superprzyjemnie, a potem przychodzi uczucie rozluźnienia, rozładowania. Za samym momentem szczytowym idą różne reakcje fizjologiczne, jak na przykład większa lubrykacja, ścisk mięśni pochwy i dna miednicy. Jest bardzo dużo kwestii, które będą nam o tym mówić. Zwiększa się ukrwienie narządów i zmienia się dzięki temu także ich kolor.
Co do mitów, trzeba tu zrobić podział. Orgazm dla osób z penisami to całkowicie inna bajka niż orgazm w kontekście osób z cipkami. Jeśli chodzi o osoby z penisami, pamiętajmy, że wytrysk i orgazm nie są tożsame. Nie muszą dziać się razem. Biologicznie to może działać osobno, jedno bez drugiego może się wydarzyć, a może być tak, że jedno i drugie jest razem w jednym momencie. Sam wytrysk może być spowodowany bardzo silnymi emocjami, pobudzeniem, ale nie musi łączyć się wtedy z osiągnięciem przyjemności. Może też wiązać się to z zaburzeniami gospodarki hormonalnej. Osiąganie orgazmu dla osób z penisami jest ułatwione dzięki ich budowie biologicznej.
Teraz przejdźmy do osób z cipkami. Orgazm, nieważne, czy jest łechtaczkowy, pochwowy, czy jakikolwiek inny - orgazm to orgazm i ma wam być przyjemnie, ma to was rozładowywać. Każdy z nich jest okej, jeśli jesteście usatysfakcjonowane. Ważne też jest, aby nie mówić o orgazmie osób z cipkami, jako że któryś z jego rodzajów jest fajniejszy, bardziej wartościowy, że to do niego powinno się dążyć. To mit, który urósł wokół orgazmu pochwowego. Dużo kobiet spotyka się z przekonaniem, że są gorsze, wybrakowane, skoro nie odczuwają tego typu przyjemności, a co za tym idzie, nie udało im się osiągnąć nadrzędnego celu. Nie. Orgazm może być nawet sutkowy, oralny, a właściwie też w każdej innej formie, jaką możemy sobie wyobrazić.
Tak jak wspomniałam, doświadczanie orgazmu nie jest proste dla osób z cipkami. W tym momencie masturbacja i poznanie własnego ciała, otwartość na wszystkie sygnały, które ono nam daje, to jest klucz do tego, żeby się tego orgazmu nauczyć.
Pamiętajmy o higienie psychicznej. My, osoby z cipkami, jeśli nie mamy przestrzeni w swojej głowie na to, żeby podejmować aktywność seksualną, to trudno jest wtedy z orgazmem. Jeżeli obraz mnie i mojego ciała jest dla mnie kłopotliwy, nie jestem w zgodzie ze swoim ciałem, wstydzę się go, to wówczas bardzo często zaczynają się kłopoty związane z osiąganiem przyjemności. Dlatego też zjawiają się u mnie w gabinecie osoby, które bardzo często nie doświadczają przez to satysfakcji, a co najgorsze - udają, bo traktują orgazm jako cel sam w sobie. Pamiętajmy, że seks to nie tylko orgazm i nie do tego powinniśmy dążyć. Samo poczucie bycia blisko z drugą osobą też jest super i też daje poczucie spełnienia i usatysfakcjonowania.
Mitem więc jest to, że zaczynając swoją aktywność seksualną,mamy na celu dążenie do orgazmu. Przyjęło się, że stosunek powinien zakończyć się orgazmem u każdego z partnerów. Podczas seksu myślimy wtedy nieustannie o tym, że powinniśmy mieć ten orgazm, że trzeba go osiągnąć, a co, jak jedna ze stron zrobi to szybciej? Zaczyna się wtedy presja.
Seks nie służy wyłącznie temu, żeby osiągać orgazmy. Ma dbać o naszą bliskość, nasze samopoczucie, o lepsze ukrwienie naszych narządów, stabilizację ciśnienia krwi, czyli po prostu o nasze zdrowie psychiczne i fizyczne.
Antykoncepcja często stosowana jest jako środek zapobiegający ciąży. W jakim jeszcze przypadku ją stosujemy i dlaczego jest ona równie ważna podczas odbywania stosunków seksualnych przez osoby transpłciowe lub homoseksualne, wśród których nie ma ryzyka zajścia w ciążę?
Poza ciążą mamy jeszcze wszystkie STI (Sexually Transmitted Infection), czyli infekcje przenoszone drogą płciową, takie jak wirusowe zapalenie wątroby typu B, wirusowe zapalenie wątroby typu C, HIV, kiła, rzeżączka, chlamydia i wiele innych. Te choroby, wbrew pozorom, nadal są wśród nas i należy o tym pamiętać. Chodzi tu przede wszystkim o nasze zdrowie, życie i o to, żeby seks był bezpieczny i można było z niego czerpać jak najwięcej radości. Chciałam bardzo mocno zaznaczyć jedną rzecz - można odbywać tyle kontaktów seksualnych, ile tylko się chce i z kim się chce, tylko pamiętajmy o tym, żeby dbać o swoje zdrowie oraz zdrowie innych potencjalnych partnerów. Wiadomo, że jeśli osoby pozostają w związkach stałych, w takim wypadku mogą zrobić badania, dzięki którym wiedzą, jaki jest stan rzeczy, i wtedy mogą względnie myśleć o tym, że te choroby ich nie dotyczą. Dlaczego mówię "względnie"? Bo pamiętajmy, że wejście do każdego miejsca takiego jak kosmetyczka, fryzjer, tatuażysta, dentysta itd. niesie za sobą ryzyko. Myślmy więc nie tylko o sobie, lecz także o innych osobach.
Istnieje mit, jakoby lesbijki nie mogły zarazić się wirusem HIV. Jak go skomentujesz?
Pewnie chodzi o to, że nie ma członka, więc nie będzie obtarć, a dzięki temu zachodzi mniejsza szansa zarażenia się. Ale wszyscy wiemy, że nie trzeba członka. Wystarczy, że pojawi się jakieś mikrouszkodzenie skóry, chociażby że któraś z pań zacięła się przy goleniu żyletką. W momencie kiedy otrą się jedna o drugą i w wyniku tego kontaktu dojdzie do wymiany płynów ustrojowych, albo po prostu krwi, to nadal można się zarazić. Innym przykładem będą wszystkie praktyki oralne. Skąd wiemy, czy przed chwilą nie jedliśmy czegoś, co uszkodziło śluzówkę w jamie ustnej? A co z myciem zębów? Jeśli szczotkowanie było zbyt agresywne, to również uszkadzamy wtedy dziąsła, tworzą się mikrourazy i wówczas wszystko może się wydarzyć.
Jeśli chodzi o badanie na obecność wirusa HIV, to każdy w swoim zakresie, dla samego siebie, powinien to sprawdzać. W stacji epidemiologicznej jest ono wykonywane bezpłatnie. I to też jest wiedza, którą warto się dzielić. Może okoliczności tego badania w sanepidzie nie są najszczęśliwsze, bo po jego wykonaniu musisz odebrać wynik osobiście. Otrzymujesz wtedy kopertę, którą otwierasz przy pracowniku placówki i całe to ciśnienie buzuje. Jest to tak organizowane celowo, żeby następnym razem przemyśleć to, że każdy z nas może zarazić się gdziekolwiek, przy czym nie muszą to być tylko kontakty seksualne.
Ludzie bardzo często w ferworze zabawy czy miłosnego uniesienia nie pamiętają o tym, że rozpoczynając kontakt seksualny z nowo poznaną osobą, bez zabezpieczenia, to tak, jakby sypiali z każdym innym człowiekiem, z którym ta osoba wcześniej sypiała. Warto więc pamiętać o prezerwatywie.
Jakie produkty antykoncepcyjne poleciłabyś osobom queerowym?
Tu warte uwagi są napewno chusteczki przeznaczone do seksu oralnego. Dla par hetero są one również superważne, a często się o nich nie wie. Wiąże się to z koniecznością wizyty w sex shopie, która może być czasem krępująca. Jeżeli sex shop miałby być miejscem przyjaznym, a nie miejscem wyuzdanym, gdzie wszędzie widzisz penisy i wibratory wyglądające jak części ciała człowieka, co nie dla każdego jest superwidokiem, to wiele musi się zmienić, zarówno ze strony prowadzących takie interesy, jak i ich klientów. Innym czynnikiem jest to, że boimy się, że ktoś nas zobaczy, jak tam wchodzimy. Tak jakby to nie było okej, że chciałabyś/chciałbyś się czegoś więcej dowiedzieć czy poeksperymentować.
Wracając do tematu - regularne badania. I tu, w przypadku osób z cipkami, mam na myśli badanie ginekologiczne i podstawowe badania krwi. Warto o to dbać z uwagi na nasze ogólne zdrowie, nie tylko w kontekście seksualnym.
Dla osób z penisami sprawa antykoncepcji wydaje się łatwiejsza, bo wystarczy im prezerwatywa, która jest dostępna w każdym sklepie, na każdej stacji. Osoby z cipkami mają trudniej i mam też wrażenie, że gdzieś w którymś momencie te osoby zapominają, że mogą same siebie chronić. Przyjęło się, że jest to po stronie osób z penisami, że to one powinny zadbać o zabezpieczenie. Tymczasem osoby z cipkami mogłyby zaopatrzyć się na przykład w damską prezerwatywę, o której także zazwyczaj nie wiemy bądź nie pamiętamy.
Bardzo często u osób powyżej 40. roku życia można zauważyć jakiś deficyt wiedzy na temat antykoncepcji, oni po prostu nie wiedzą. Istnieje dla nich tylko to, z czym mogli się opatrzeć, na przykład robiąc zakupy czy oglądając jakąś reklamę. Trudno się dziwić - dostęp do informacji w czasie, gdy te osoby były w wieku młodzieńczym, był słabszy. Jednocześnie jestem bardzo dumna z dzisiejszej młodzieży, która często okazuje się całkiem nieźle doedukowana, szczególnie młodzież transpłciowa. Te osoby i ich wiedza, to, jaki mają poziom akceptacji dla wszystkiego, co jest różnorodne, jak oni starają się poszukiwać tych informacji, jaka obowiązuje ich lekkość w mówieniu o tym wszystkim, jest piękne. Te osoby akceptują, nie oceniają. To, ile tam w ogóle jest cierpliwości wobec wielu nieprzyjemnych rzeczy - ja jako młoda dziewczyna nie miałam chyba takiego poziomu ciekawości świata.
To trochę paradoks, że osoby, które mają kiepski dostęp do edukacji seksualnej i są nieheteronormatywne, mają ogromne zasoby wiedzy i wielką łatwość w przyjmowaniu tych wszystkich informacji.
Jakie istnieją zabawki erotyczne dedykowane osobom trans- lub interpłciowym?
Temat gadżetów erotycznych skierowanych do osób queerowych to temat bardzo ważny i wydaje mi się zdecydowanie za rzadko podejmowany. Znaczna większość sex shopów ma swoje oferty skierowane do osób heteronormatywnych - wibratory są w domyśle przeznaczone dla osób z cipkami, a gadżety reklamowane jako te dla par najczęściej skierowane są dla par, gdzie jedna z osób ma penisa, a druga cipkę. Na szczęście, częściej oczywiście za granicą, te tendencje zmieniają się i chwała za to! Jeżeli znajdziesz chwilę, by kiedykolwiek poeksplorować internet i strony producentów owych gadżetów - istnieje duża szansa, że uda Ci się natrafić na gadżety neutralne płciowo czy takie, które nie są wyglądem zbliżone do budowy anatomicznej, na przykład penisa.
Istnieje grupa producentów produkująca gadżety neutralne czy skierowane do par kobiecych/męskich. Jedna z takich marek produkuje między innymi dilda, które swoim wyglądem nie przypominają penisa, a ludzkie palce. Są także specjalnie produkowane dilda do strap-onów dla osób transpłciowych, będących w trakcie procesu korekty chirurgicznej. Strap-on to coś na kształt fallusa przypiętego do pasa lub majtek.
Tych kilka wymienionych przeze mnie przykładów to oczywiście tylko namiastka tego, co można znaleźć na rynku zabawek i gadżetów erotycznych. Mam głęboką nadzieję, że rozpoczęte zmiany w kontekście podejścia producentów tych akcesoriów oraz podejścia potencjalnych klientów, na stałe zagoszczą na rynku i w głowach konsumentów.
Chciałabym też trochę odczarować pary heteronormatywne. Mam wrażenie, że często nie myślą one o tym, że mogą uprawiać seks inaczej, wykorzystywać rzeczy, które stosują pary nieheteronormatywne.
Kiedy myślę o takich rzeczach to mam przed oczami jeden przykład. Przypuśćmy, że bierzemy na tapet życie seksualne pary homoseksualnej, dwóch gejów. Wiadomo, że w tym wypadku bardzo często uprawiają oni seks analny. Wydaje mi się, że w tym jest największa niezgoda ze strony mężczyzn heteroseksualnych, że jak to jest możliwe, że no wiesz... Ale znowu nie rozumiem, dlaczego to tak bulwersuje, bo przecież pary heteronormatywne też uprawiają seks analny. My po prostu nie podejmujemy takiego rozważania "czy ja mógłbym ze swoją partnerką uprawiać seks analny, w którym to ona jest osobą aktywną, tak zwaną dominującą". Co by było, w sumie, w tym dziwnego? Przecież są strap-ony i inne tego typu gadżety. Odbyt jest silnie unerwiony i może dawać megadużo przyjemności. Jest wiele par, które faktycznie już za tym idą. I fajnie! Fajnie, że coś robicie, że eksperymentujecie. To jest wasze życie seksualne i nikt nie ma prawa powiedzieć wam, że to jest dobre albo niedobre. Jeżeli wszystko odbywa się za obopólną zgodą, jeżeli daje przyjemność, jeśli wcześniej o tym rozmawiacie i ustalacie jakieś hasło bezpieczeństwa, to może to być w każdej konfiguracji, jeżeli nie zagraża życiu i zdrowiu. Może być wtedy z wykorzystaniem różnych gadżetów, może być z każdej strony, w każdy możliwy sposób.
Ludzie eksperymentują, ale dalej jest w tym temacie niepewność i wstyd w związku z tym, czy ktoś inny nie uzna tego za dziwne. I w tym momencie musimy wrócić do podstaw. Dlaczego ktoś ma nam mówić, że moja przyjemność, którą odczuwam z danej formy kontaktu seksualnego, nieważne, co ja robię albo co ktoś mi robi, jest dobra lub zła. Jeśli się na to zgadzam i nie ma zagrożenia życia lub zdrowia, to nie naruszam żadnych norm społecznych. Dlaczego my się tym wszyscy tak przejmujemy? To ma być fajne, nasze. To jest sprawa tych ludzi, którzy to robią, wyłącznie.
Warto też podkreślić, że nie jest to grzechem. Jeśli jesteśmy na przykład katolikami, to zaspokajanie swoich potrzeb seksualnych w preferowany sposób, w tym wypadku w ramach małżeństwa, nie powoduje odwrócenia się od Boga.
Zgadza się. Te kontakty seksualne są bardzo demonizowane, a przecież bycie istotą seksualną jest częścią naszego życia. Od momentu narodzin do samej śmierci, zawsze. Różnie można to rozumieć. Energia seksualna według psychologii jest jednym z głównych popędów, który rządzi światem. Jest właściwie jego podwaliną. Ten seks cały czas się pojawia. Religia to jedno, ale to, że seks jest jedną z podstawowych naturalnych potrzeb człowieka, oznacza, że nie można się temu przeciwstawiać. Strasznie nie lubię takiej narracji mówiącej o grzechu, bo jest to czysta manipulacja i wykorzystywanie czyjejś wiary, czyli bardzo ważnej dla niektórych kwestii, w której nie ma nic złego, po to, żeby hamować i przez to kontrolować te osoby. Nie rozumiem tego. Pamiętajmy, że seks jest super i nie jest grzechem. Nie ma nic wspólnego z wiarą i w niczym jej nie ujmuje. To taka sama potrzeba jak to, że jesteśmy głodni, że chce nam się pić, że chcemy się wypróżniać, potrzebujemy spać, potrzebujemy odpoczywać, posiadać jakiś poziom aktywności, żeby utrzymywać zdrowie. Jeżeli więc odczuwamy potrzebę uprawiania seksu, to ją realizujmy. Jeżeli nie odczuwamy takiej potrzeby, to też nie ma w tym nic złego. To nasza prywatna sprawa.